ukryty_wymiar
19.05.09, 20:51
Czy sądzicie, że stały związek, w którym towarzyszy się sobie niemal
nieustannie dzieląc dobre oraz złe chwile i zna siebie na wylot, jest doprawdy
zawsze cenniejszy od relacji "odświętnej"?
Tą drugą przyjęło się uważać za niedojrzałą, mniej istotną, pozbawioną
szacunku do drugiej osoby (albo mniej go posiadającą).
Mi się natomiast wydaje, że życie bywa niekiedy tak szare, monotonne, trudne,
skąpe we wrażenia itd...że może pojawić się chęć nawiązania znajomości, którą
będzie się chronić przed zwykłością.
Najczęściej wyeliminować trzeba kwestię wspólnego zamieszkania.
Czy jest to waszym zdaniem wyraz odstawienia drugiej osoby na dalszy plan? Czy
może wręcz przeciwnie, zadbania o to, by dawać drugiemu człowiekowi tylko to,
co najlepsze?