Rodzina a związek bez ślubu

25.05.09, 07:34
Moja rodzina nie akceptuje mojego wyboru bycia w związku bez ślubu. Jak
najbardziej akceptują partnera, nawet go lubią, ale kiedy przyjeżdżamy do domu:

- ciągłe pytania o ślub, podchody ciotek, czasem w żartach, czasem serio,
czasem aluzje i opowieści z krypty typu "pewna dziewczyna nie wzięła ślubu i..."
- osobne pokoje w mieszkaniu rodziców. To akurat przeboleję i nie zamierzam z
nimi dyskutować. Tyle, że jest to dość śmieszna, zwłaszcza, że jestem w ciąży
i oni o tym wiedzą.

Nie pytam o radę, bo chyba tylko czas ich do tego stanu rzeczy przyzwyczai. A
ciotkom odpowiadam, że ślub tylko na statku na oceanie albo chociaż morzu
śródziemnym udzielony przez kapitana. Innego nie chcę i dopóki ten jest
niemożliwy, to za mąż nie wychodzę.

Chciałam się tylko "pożalić" i spytać, czy też macie podobne przejścia. W
sumie próbuję zrozumieć, dlaczego tak bardzo wszystkim zależy na naszym ślubie
a nam nie?
    • naparstnica_purpurowa Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 07:52
      sueellen napisała:
      >W
      > sumie próbuję zrozumieć, dlaczego tak bardzo wszystkim zależy na
      naszym ślubie
      > a nam nie?

      Ja tez próbuję to zrozumieć...

      Dlaczego rodzina chce ślubu?
      a) taka jest tradycja, a ludzie naprawdę są do niej przywiązani,
      b) mogą nie rozumieć, dlaczego planujecie wspólną przyszłość a tak
      bardzo bronicie się przed prawnym jej uporządkowaniem (wszak slub
      cywilny o zwykła umowa, która daje korzyści w życiu codziennym).

      Dlaczego bronicie się przed ślubem?
      a) chcecie wystąpić na przekór tradycji- taki "bunt",
      b) korzystniej finansowo wyjdziesz na byciu "samotną matką",
      c)poświadomie czujecie,że lepiej się nie wiązać i nie przechodzić w
      razie czego trudnej procedury rozstania.

      Sama zadajesz pytanie, czemu Wam nie zależy n a ślubie. Stawaiam na
      pkt. b, bo ślub jest korzystny, kiedy się ma dziecko i ułatwia wiele
      spraw. Czemu tak broisz się przed "papierkiem"? Wszak to tylko
      papier, nie gryzie. Przy kupnie mieszkania też nie idziesz do
      notariusza, bo nie lubisz papierów i ufasz sprzedającemu?
    • gazetowy.mail Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 07:53



      Taka natura ciotek i babć. Wredne i wścibskie. Najbardziej śmieszy
      mnie to, że o ślub pyta osoba której życie się nie ułożyło
      (rozwiedziona, mąż alkoholik, ich dzieci w nieformalnych związkach).

      Zastanawiąjące również jest to że rowieśniczki, które użalają się i
      nie raz rozmawiałyśy o tym że nie mamy męża i ci co pytaja dlaczego
      są wredni gdy tylko są po ślubie zasilają ten obóz mędrczyń jadą po
      nas jak po łysej kobyle że to już pora na nas.
    • gobi05 twojemu chłopakowi nie zależy naślubie 25.05.09, 08:03
      a tobie zależy na chłopaku
      rodzinie zależy na tobie

      Chłopakowi nie zależy, bo tak jak jest wychodzi taniej.
      Tobie nie zależy, bo wyobrażasz sobie że nigdy nie
      przyjdą trudne dni.
      Rodzice opierają się bardziej na opiniach
      niż na dowodach, więc trudno im ciebie
      przekonać.

      Konkubinat jest dla par które nie są w stanie
      zostać małżeństwem. W parze, której nic nie stoi
      na przeszkodzie oznacza to, że któraś osoba
      nie chce małżeństwa. Główną wadą małżeństwa jest
      zawieranie go "na zawsze". Mężczyźni pragną
      podbojów. Również choroba może być powodem
      do utraty atrakcyjności przez partnerkę.
      Inna wadą jest wspólny majątek. W konkubinacie
      masz własne konto, własne oszczędności/inwestycje
      i tylko tyle przeznaczasz na wspólne gospodarstwo,
      ile masz ochotę.

      Powodzenia
      • sueellen Re: twojemu chłopakowi nie zależy naślubie 25.05.09, 08:16

        > Chłopakowi nie zależy, bo tak jak jest wychodzi taniej.

        Zależy dla kogo. Ja zarabiam więcej od niego i nie "muszę" się dzielić. I nie
        takiemu znowu chłopakowi. Bliżej mu do 40stki niż 20i...

        > Tobie nie zależy, bo wyobrażasz sobie że nigdy nie
        > przyjdą trudne dni.


        A to małżeństwo chroni od trudnych dni? Od kiedy?

        W parze, której nic nie stoi
        > na przeszkodzie oznacza to, że któraś osoba
        > nie chce małżeństwa.


        Albo oboje...


        Główną wadą małżeństwa jest
        > zawieranie go "na zawsze".


        Znam co najmniej kilka osób które wchodziły kilkakrotnie w związki małżeńskie
        "na zawsze". Małżeństwo nie daje gwarancji niczego.

        Również choroba może być powodem
        > do utraty atrakcyjności przez partnerkę.


        A Tobie się wydaje, że chora żona jest bardziej atrakcyjna niż chora konkubina?

        > Inna wadą jest wspólny majątek. W konkubinacie
        > masz własne konto, własne oszczędności/inwestycje
        > i tylko tyle przeznaczasz na wspólne gospodarstwo,
        > ile masz ochotę.


        Jak najbardziej - i bardzo mi to odpowiada.

        • gobi05 Re: twojemu chłopakowi nie zależy naślubie 25.05.09, 19:33
          > > Inną wadą jest wspólny majątek. W konkubinacie
          > > masz własne konto, własne oszczędności/inwestycje
          > > i tylko tyle przeznaczasz na wspólne gospodarstwo,
          > > ile masz ochotę.

          >
          > Jak najbardziej - i bardzo mi to odpowiada.
          >
          Masz więc związek bez wspólnoty i bez przysiąg.
          Powodzenia.
      • kora3 Myslisz stereotypami :) 26.05.09, 08:00
        gobi05 napisał:

        > a tobie zależy na chłopaku
        > rodzinie zależy na tobie

        A co się dzieje jeśli to kobiecie nie zalezy na slubie? wrecz go nie
        chce? :)

        >
        > Chłopakowi nie zależy, bo tak jak jest wychodzi taniej.

        Ciekawa teoria :)
        To sluby sa takie drogie?

        > Tobie nie zależy, bo wyobrażasz sobie że nigdy nie
        > przyjdą trudne dni.

        :) dobre :)

        >
        > Konkubinat jest dla par które nie są w stanie
        > zostać małżeństwem.

        ??? nie są w stanie?


        W parze, której nic nie stoi
        > na przeszkodzie oznacza to, że któraś osoba
        > nie chce małżeństwa.

        Ewentualnie osbie osoby , np:)


        Główną wadą małżeństwa jest
        > zawieranie go "na zawsze".

        No własnie "na zawsze" - czyli tak naprawde cudzysłów mówi wszystko:)


        Mężczyźni pragną
        > podbojów. Również choroba może być powodem
        > do utraty atrakcyjności przez partnerkę.


        Stereotypy rodem z magla:)

        > Inna wadą jest wspólny majątek.

        O rozdzielnosci majatkowej słyszałas?

        W konkubinacie
        > masz własne konto, własne oszczędności/inwestycje
        > i tylko tyle przeznaczasz na wspólne gospodarstwo,
        > ile masz ochotę.

        Ale Ty bzdury wypisujesz:) Zyłas kiedykolwiek w konkubnacie, albo w
        małzeństwie?

        Bo ja w jednym i drugim i zskocze Cię:)
        1. Małżeństwo nie obliguje do posiadania wsplnego konta
        2. Wszelki majątek posiadanym przez współmałzonków przed slubem
        stanowi ich majatek odrebny
        3. Rozdzielnosc majatkowa mozna ustanowić zarówno z dniem zawarcia
        małzeństwa, jak i w dowolnym momencie jego trwania
        4. W bankach nie ma najmniejszych kłopotów, by komukolwiek
        udostepnić swoje konto i dostep do niego w dowolny sposób. Wiem to
        na pewno, bo sama mam dostep do kont mojego partnera.
        5. Nie ma też problemu by zarejestrowac samochód wspólnie na siebie
        i kogos np.

        Sprawy dot. pieniedzy sa tak naprawdę do dogadania w każdym zwiazku -
        małzeńskim,, czy wolnym. I najrózniej sobie je ludzie reguluja, jak
        im wygodnie.
        Jedyna kwestia zwiazana z kasą dotyczy udzielania wsparcia eks po
        rozstaniu i spadku. W przypadku rozwodu w okreslonych przypadkach
        mozna ubiegac sie o alimentowanie ze strony eksmałzonka, w przypadku
        konkubinatu - nie oczywiscie.
        W przypaku smierci małzonka/nki. Prawo do dziedziczenia mają dzieci
        (także te z inych zwiazków) o ile zyją, jeśli nie - zstępni po nich
        oraz owdowiały współmałzonek/nka. Prawo to zachowuja wszyscy także w
        przypadku pozostawienia testamentu, chyba, ze spadkodawca
        wydziedziczy kogos z przyczyny istotnej i prawdziwej
        wydziedziczeniem mogacej skutkowac.

        W przypadku konkubinatu jest dokładnie tak samo - mozesz zapisać w
        testamencie partnerowi/partnerce co chcesz - wazne jest, zeby nie
        pominąc w nim ustawowych spadkobieców z prawem do zachowku, chyba ,
        ze ich wydziedziczasz.
        W przypadku nabywania przez pre konkubinacką wspolnego majątku warto
        zadbac o to, by na fakturach czy umowach były dane obojga, jako
        kupujących - wówczas jasne jest, że dany majatek nabyli wspólnie i
        oboje są jego włascicielami.

        Jak wiec widzisz nie jest o do końca tak, jak ci sie zdaje :)
        • mujer_bonita Kora - dobrze piszesz!! 26.05.09, 13:24
          kora3 napisała:
          > Sprawy dot. pieniedzy sa tak naprawdę do dogadania w każdym zwiazku -
          > małzeńskim,, czy wolnym. I najrózniej sobie je ludzie reguluja, jak
          > im wygodnie.

          Dokładnie tak - konkubinat daje większą swobodę regulacji praw majątkowych - np. nie ma ustawowej odpowiedzialności za długi jak w małżeństwie o czym jego zwolennicy wolą nie pamiętać :)

          Konkubinat daje możliwość sprawiedliwego podziału a nie 'czy się stoi czy się leży połowa majątku się należy' ;)
          • elf1977 Re: Kora - dobrze piszesz!! 26.05.09, 14:25
            Małżeństwo, o czym z kolei jego przeciwnicy zapominają, opiera się
            na zaufaniu: wchodzi w to wspólne zarządzanie majątkiem. Trudno
            wtedy o długi. Z kolei, jeśli małżeństwo podejmuje ryzykowne
            decyzje, może się liczyć z konsekwencjami.
            Poza tym coś za coś: są też plusy małżeństwa, które jakoś pomijasz
            milczeniem.
            • mujer_bonita Re: Kora - dobrze piszesz!! 26.05.09, 14:31
              elf1977 napisała:
              > Małżeństwo, o czym z kolei jego przeciwnicy zapominają, opiera się
              > na zaufaniu

              KAŻDY związek opiera się na zaufaniu. Nie wiem dlaczego zaufanie do konkubenta
              ma być mniejsze niż do męża? Oboje mogę odejść W KAŻDEJ chwili, mąż dodatkowo
              może narobić długów, które będziesz spłacać.

              > Poza tym coś za coś: są też plusy małżeństwa, które jakoś pomijasz
              > milczeniem.

              Nie pomijam. JEDYNY plus małżeństwa (którego nie da się osiągnąć w konkubinacie)
              to finansowa pomoc państwa (wspólne rozliczanie, dopłaty do kredytów). Dla mnie
              to akurat nieistotne, nie daje mi żadnych korzyści.
            • kora3 Elfie :) 26.05.09, 16:11
              Hmmmm, gdyby małzeństwo gwarantowało lojalnosc i zaufanie to nie
              słyszałabyś o ylu cyrkach przy rozwodach.
              A zdarza się tak, ze z pozoru kulturalne i kochajace się kieyś
              małzenstwo przy rozwodzie pokazuje cyrk - kłocac sie o każda łyzke,
              oszukując, podstawiajac swiadków. Na szczescie nie miałam sama
              takiej sytuacji, ale widziałam takowe i włos się na głowie jeży. Ne
              mówię, ze dotyczy to tylko małzeństw, ale jednak w konkbinatach
              zradziej do takich scen przy rozstaniach dochodzi z tego co zdarzyło
              mi się widzieć. Reasumjąc, kultura rozstania nie zalezy od tego, czy
              się mało sluby i jakie tyulko o ludzi. Jesli są burakami i
              chciwcami - nie pomogą sluby w 5 obrzadkach:)
    • sadosia75 Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 08:43
      moja tesciowa ciagle powtarza, ze nasz zwiazek to nie malzenstwo
      tylko grzeszny byt wspolny :)))
      Choc po slubie juz dawno jestesmy. a grzeszny byt wspolny to cos
      zdecydowanie gorszego niz konkubinat wiec na Twoim miejscu tak
      bardzo bym sie nie przejmowala ciotkami, wojkami i innymi.
      Wy macie byc ze soba dla siebie nie dla innych. A jesli tak bardzo
      im zalezy na Waszymm slubie no to niech zalezy. Nie Wasza sprawa :)
      Najlepiej nie reagowac i nie myslec o tym. zawsze znajdzie sie ktos
      komu Wasze zycie nie bedzie odpowiadac i rzuci sie z misja naprawy
      Waszego swiata.
    • julyana Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 09:43
      Wiesz, najważniejsze jest to co Ty uważasz. Istotne moze być (ale
      nie musi) zdanie rodziców. A jakieś ciotki i wujków sobie odpuść. Ja
      na szczęście mam normalnych rodziców, ale dalsza rodzina jest
      fiźnieta - ich dzieci hajtnęły się i/lub rozmnożyły w przedziale
      wiekowym 22 - 25 i uważają, że każdy tak powinien. A mnie zaraz 26
      stuknie, a tu ani męża, ani potomstwa, więc też muszę wysłuchiwać
      głupich pytań gdy sie z nimi widzę (na szczęście góra 3 razy w
      roku). Ale na szczęście mam kilka ciętych ripost:), które ich
      uciszają.
    • cloclo80 Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 11:51
      Rodzina rozumuje, i jak się wkrótce okaże słusznie, że gość zapylił a potem zwieje.
      • julyana Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 12:04
        No widzisz, głupia! A gdybyście się hajtnęli, to byłabys z facetem,
        który gdyby nei ślub, to by od Ciebie zwiał!:P A tak w jaki sposób
        go zatrzymasz? Oj głupia, głupia, nie wiesz, że chłopa trzeba mieć,
        a najlepszy sposób na usidlenie to ślub?
      • sueellen Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 12:43
        A to niech by sobie zwiewał. Nie chciałabym być z kimś kto jest ze mną tylko
        dlatego, że podpisał cyrograf.
        • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 13:38
          sueellen napisała:
          > A to niech by sobie zwiewał. Nie chciałabym być z kimś kto jest ze mną tylko
          > dlatego, że podpisał cyrograf.

          I tak trzymaj :) Niestety - pchanie się w małżeństwo skutkuje tym, że np. jak facet ma oddać połowę firmy to woli mieć romans na boku :) No ale niektóre uważają, że tak jest lepiej bo one mają męża :)
    • nsc23 Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 12:46
      Sueellen,
      obawiam sie, ze dostanie sensownej odpowiedzi na to pytanie moze byc trudne na
      tym forum, bo zaraz bedziesz miala gazylion wpisow od kobiet, ktore wiedza na
      100%, ze Twoj facet chce Cie tylko wykorzystac i porzucic i takie tam.

      Co do mojej rodziny - jak przyjezdzamy do nich albo jedziemy razem na wakacje,
      to mamy jeden pokoj, podobnie moj brat i jego dziewczyna. Na slub nikt nie
      naciska, nam tez sie na razie nie spieszy. Nawet mieszkamy razem i nikt nic nie
      mowi - mieszkamy razem od niedawna, jestesmy razem tez dopiero 3 lata, ale nikt
      na nic nie naciska :)
      • julyana Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 12:51
        Od kobiet i od facetów! Którzy będą przekonywać, że związek bez
        ślubu to półzwiązek, a Ty jako słaba, podrzędna istotka powinnaś do
        tego ślubu dążyc, bo jak nie, to facet nie będzie traktował Cie
        poważnie!:)
        • nsc23 Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 12:57
          Dokladnie tak :) Oczywiscie kazda kobieta chce slubu juz i teraz i to faceci sie
          migaja, bo slub oznacza trudniejsze rozstanie niz konkubinat (nie wiem kto ta
          bzdure wymyslil).
          • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 13:36
            nsc23 napisała:
            > migaja, bo slub oznacza trudniejsze rozstanie niz konkubinat (nie wiem kto ta
            > bzdure wymyslil).

            Obecnie uzyskanie rozwodu jest 3x prostsze niż ślubu :)
            • nsc23 Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 14:07
              Wiesz, mi chodzilo raczej o to, ze niektorzy ludzie pisza, ze jak sie ma slub,
              to sie trudniej rozstac niz jak sie go nie ma - tak jakby podzial majatku i
              uczucia w konkubinacie nie mialy miejsca. No glupoty straszne.

              A jezeli chodzi o slub, to taki zwykly to jeszcze pol biedy, a sprobuj wziac
              slub z obcokrajowcem - to jest cyrk na kolkach.
      • a.k.77 Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 14:51
        podpisuję się:) zawsze mnie zastanawia, czemu wszyscy uważają, że
        niezaobrączkowany facet na bank porzuci, a kobitka będzie rozpaczać.
        Jak ma rzucić to i żonę rzuci - znam kilku rozwodników:) Jak kobieta
        jest samodzielna to trudno robić z niej ofiarę: rozstaje się a nie
        jest porzucana - i radzi sobie sama. Ja akurat ślub mam, ale
        wcześniej 5 lat żyliśmy bez papierka bo tak nam pasowało i nikt sie
        nas nie czepiał. Rodzice co prawda marzyli o naszym ślubie ale nikt
        nie naciskał, nie przygadywał... A ślub wzieliśmy, bo planowaliśmy
        dziecko ichcieliśmy ułatwić sobie życie z urzędami. Gdyby zechciał
        odejść, nie robiłabym problemów- bo ślub to dla mnie papierek co
        załatwia inne papierki:)
        • elf1977 Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 15:24
          No i takaż logika dyskusji z osobami, które małżeństwo uznają
          za "papierek". Niestety (albo na szczęście - małżeńswto to coś
          wiecej i nie przypadkowo wykształciło się ono prawie we wszystkich
          kulturach świata).
          Co do konkubinatu z dzieckiem - przynajmniej łatwiej będzie autorce
          posłać dziecko do przedszkola jako "samotnej matce", nikt nie powie,
          że związek na kocią łapę nie ma pozytywów.
          • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 13:40
            elf1977 napisała:
            > No i takaż logika dyskusji z osobami, które małżeństwo uznają
            > za "papierek".

            Bo małżeństwo to jest papierek. Formalność. Przysięga, związek, chęć bycia razem to zupełnie co innego.

            Gdyby małżeństwo nie było papierkiem tylko czymś 'poważniejszym' to czy istniałyby rozwody?
            • elf1977 Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 15:42
              Nie rozumiem tej logiki. MAłżeństwo rozpoczyna się przysięgą.
              Uroczystą, złożoną w obecności świadków.
              Rozwód jest dowodem porażki małżeństwa, może niedojrzałości osób
              składających przysięgę, ich nieumiejętności wywiązania się z niej
              (kto powiedział, że to łatwa droga?). Poza tym małżeńswto zawarte w
              kościele, funkjconuje nadal nawet po rozwodzie.
              Mówimy o różnych rzeczach: ja mówię o małżeństwie jako świadomym
              wyborze dwojga ludzi, którzy liczą się z trudnościami, jakie mogą
              napotkać, przygotowanymi na wspólne pokonywanie problemów (chorób,
              śmierci, poronień, strat pracy jednego z małżonków itd). A Ty
              piszesz o ludziach, dla ktorych małżeństwo jest formalnoscią i
              którzy wierzą, że w razie problemów świeci się awaryjne światło w
              drzwiach z napisem :"rozwód".
              • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 16:08
                elf1977 napisała:
                > (kto powiedział, że to łatwa droga?)

                Rozwód to obecnie pozew do sądu + jedna rozprawa trwają ok. pół godziny :)

                A porażka związku i związane z tym przejścia psychiczne występuje zarówno w małżeństwie jak i w konkubinacie.

                > Mówimy o różnych rzeczach: ja mówię o małżeństwie jako świadomym
                > wyborze dwojga ludzi, którzy liczą się z trudnościami, jakie mogą
                > napotkać, przygotowanymi na wspólne pokonywanie problemów (chorób,
                > śmierci, poronień, strat pracy jednego z małżonków itd). A Ty
                > piszesz o ludziach, dla ktorych małżeństwo jest formalnoscią i
                > którzy wierzą, że w razie problemów świeci się awaryjne światło w
                > drzwiach z napisem :"rozwód".

                Ja mówię o ludziach, dla których konkubinat to świadomy wybór dwojga ludzi, którzy liczą się z trudnościami jakie mogą napotkać, przygotowanych na wspólne pokonywanie problemów (chorób, śmierci, poronień, strat pracy jednego z konkubentów itd)

                A Ty piszesz o konkubinacie jak o osobach, które nie podejmują wzajemnie zobowiązań i w razie problemów mogę odejść kiedy chcą.

                To czy związek będzie trwały czy nie zależy od wchodzących w niego ludzi nie od papierka. I w przypadku małżeństwa i konkubinatu (jako świadomego wyboru formy bycia razem) można trafić dobrze i źle.
                • elf1977 Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 17:12
                  Ja mówię o tym, co widzę. Mój brat latami mieszkał z dziewczyną, nie
                  chcąc się żenić, bojąc się małżeństwa. Dojrzał (jak sam to określił)
                  i się ożenił. Mnie to szczególnie nie obeszło, nikt z naszej rodziny
                  nie nalegał na ślub, chciał to usankcjonował związek.
                  Jeśli ktoś żyje w konkubinacie jak w małżeństwie i nie boi się
                  odpowiedzialności, dlaczego rękami i nogami wzdraga się przed
                  ślubem? Nawet z filozofią: że to papier, który niczego nie zmienia,
                  dlaczego więc nie posiąść tego papieru, który i tak nic nie zmienia?
                  Po co to zapieranie się? Czy to jakiś rodzaj magii?
                  • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 17:19
                    elf1977 napisała:
                    > chcąc się żenić, bojąc się małżeństwa. Dojrzał (jak sam to określił)

                    Dojrzał do czego konkretnie? Bo 'do małżeństwa' to dość enigmatyczne. Czy gdyby tak jak piszesz 'dojrzał' ale jego dziewczyna nie zgadzała się na ślub to jego uczucia byłyby inne?

                    > Nawet z filozofią: że to papier, który niczego nie zmienia,
                    > dlaczego więc nie posiąść tego papieru, który i tak nic nie zmienia?
                    > Po co to zapieranie się? Czy to jakiś rodzaj magii?

                    Ależ ten papier zmienia! Tylko nie to, co trzeba :) Małżeństwo to instytucja usankcjonowana prawnie i nie każdemu to odpowiada. Osobiście nie chcę odpowiadać za zrobione za moimi plecami długi małżonka etc. Nie każdemu to odpowiada :)
        • julyana Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 18:34
          A najlepsza jest postawa, że trzeba wziąć ślub żeby facet nas nie rzucił - może
          jestem jakaś dziwna, ale nie chciałaby być z kimś, kto zwiałby ode mnie gdyby
          nie PAPIEREK. Tak, dla tych którzy pocieszają się, że jest to takie ważne i tyle
          zmienia - w sumie przykre, że musicie sankcjonować związek, żeby Wasz partner
          chciał być z Wami i odczuł, że Wasz związek to 'coś więcej'.
          • elf1977 Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 08:46
            Przykre to jest to, że uwazasz, że zmuszamy kogoś do małżeństwa.
            Wyobraź sobie, że nadal są mężczyźni, ktorzy chcą małżeństwa i
            proszą o nie. I wyobraź sobie, że są kobiety, które również chcą
            małżeństwa, choć nie traktują go insrumentalnie.
            • kora3 Ależ Elfie :) 26.05.09, 09:01
              Zaiste nikt nie wyklucza, ze sa kobiety i mezczyxni chcący slubu.
              Swoją drogą - takie mysleie,ze tozawsze kobieta doń prze, a facet
              ucieka o też stereotyp - wcale tak nie jest :)

              Apelujesz, żeby zrozumiec Twoją postawe, czy postawe o jakiej
              piszesz, a autorka wątku apeluje o to samo:), żeby zrozumieć jej i
              jej partnera postawe.

              nie ma tu bowiem dobrego ani złego pdejscia - to jest sprawa
              indywidualna: są ludzie, dla których sluby to ważna sprawa, sa tacy,
              ze niewazna i kazdy ma do tego prawo, nie?

              Jedyne co trzeba podkreslic, bo to prawda:) to to, ze zadne sluby
              nie gwarantują ani tego, ze zwiazek bedzie szczesliwy i harmonijny,
              ani tego, ze sie nie rozpadnie. No, ale to rczej oczywiste i zeby
              sie przekonac wystarczy się rozejrzeć dookoła.
              • elf1977 Ależ Koro 26.05.09, 13:06
                Wyobraź sobie, że parę lat zyję na tym świecie i zauważyłam, że
                małżeństwa się rozpadają. Konkubinaty też, choć statystycznie
                częściej, niż małżeństwa.
                I wyobraź sobie, że rozumiem postawę autorki listu, choć ja bym
                takiej drogi nie wybrała. Tak naprawdę małżeństwo to nie papierek,
                lecz coś co ma dużo większe znaczenie. I nie chodzi o kontekst
                religijny (choć dla niektórych może mieć on fundamentalne
                znaczenie), w każdej kulturze tak naprawdę to społeczeństwo dąży do
                tego, by młodzi zawierali małżeństwa (bardziej niż oni sami). Ma to
                gwarantować, że wspólnie będą się troszczyć o swoje potomstwo i dbać
                o rodzinę jako jednostkę społeczną. I naprawdę nie ja to wymyśliłam.
                I wszystkie przywileje małżeństw (ustawowa wspólnota majątkowa,
                automatyczne dziedziczenie po śmierci małżonka, możliwość wspólnego
                opodatkowaniam a także wiele "głasków", które para orzymuje)są
                aprobowane społecznie, ponieważ to ogol potrzebuje małżeńsw, nie
                tylko małżonkowie siebie.
                To tak z innego punktu widzenia.Widzę dużą różnicę między małżeńswem
                a konkubinatem i inni też ją widzę, skoro większość konkubinatów z
                zasem przekształca się w małżeństwo.
                A to, że mężczyźni często z wygody wybierają konkubinat, to wiem i
                mogłam nawet obserwować na przykładzie wolnego związku własnego
                brata.
                • mujer_bonita Re: Ależ Koro 26.05.09, 13:32
                  elf1977 napisała:
                  > A to, że mężczyźni często z wygody wybierają konkubinat, to wiem i
                  > mogłam nawet obserwować na przykładzie wolnego związku własnego
                  > brata.

                  Oczywiście - bo mężczyznom bardzo często małżeństwo się nie opłaca. Oddają
                  połowę majątku za... w zasadzie za nic :) Mając w perspektywie takie harpie jak
                  wypowiadające się tu panie też bym uciekała gdzie pieprz rośnie :) 'Czy się stoi
                  czy się leży połowa majątku się należy' :D
                  • elf1977 Re: Ależ Koro 26.05.09, 14:21
                    Co za pierdoły. Dobrze, że mój "biedny" mąż nie odkrył z jaką harpią
                    żyje. Tak się składa, że w razie rozwodu dzieci zostają przeważnie z
                    mamą, a utrzymanie dzieci sporo kosztuje...Nierzadko tatusiowie
                    (wykorzystywanie, jak mnienmam w Twoim pojęciu) spóźniają się z
                    alimentami albo nie płacą ich wcale.
                    A jak już odchodzimy od małżeństw rozbitych i dochodzimy do
                    narmalnych: W większości rodzin żony pracują zawodowo, oprocz tego
                    to one przeważnie ciągną drugi domowy etat...to się ma do Twojej
                    wypowiedzi jak pięść do oka. I dla Twojaj informacji: NASZ majatek
                    małżeński wypracowujemy wspólnie, nikt nikomu nic nie kradnie.
                    • mujer_bonita Re: Ależ Koro 26.05.09, 14:26
                      elf1977 napisała:
                      > Co za pierdoły.

                      Poczytaj sobie może tego typu wątki na forum Mężczyzna. Dowiesz się dlaczego
                      faceci nie chcą się żenić.
                      • elf1977 Re: Ależ Koro 26.05.09, 15:35
                        Nie muszę czytać tego typu wątków, wiem o tym. Każdy kij ma dwa
                        końce, dlaczego ktoś inny nie miałby sobie poczytać podobnych
                        wypowiedzi kobiet? Czyżby tylko mężczyźni czuli się wykorzytywani?
                        Zresztą, ja na swojej drodze spotykalam mężczyzn, którzy się chcieli
                        żenić, bo na takich zwracałam uwagę.
                        Małżeńswo jest formą dojrzałego kontraktu (odejdźmy od uczucia i od
                        religii jako jego niezbędnych komponentów) - zawierając związek
                        każda z osób powinna dać coś od siebie. Kiedy panuje względna
                        równowaga - nie ma problemów - uklad funkcjonuje. Wiadomo, żeby
                        funkcjonował, trzeba o niego dbać.
                        • mujer_bonita Re: Ależ Koro 26.05.09, 16:15
                          elf1977 napisała:
                          > każda z osób powinna dać coś od siebie. Kiedy panuje względna
                          > równowaga - nie ma problemów - uklad funkcjonuje. Wiadomo, żeby
                          > funkcjonował, trzeba o niego dbać.

                          Dokładnie tak :) Tylko stwierdzenie zwolenniczek małżeństwa, że jest ono
                          korzystne dla kobiety bo np. przy rozwodzie dostaje się połowę majątku jest z
                          góry założeniem NIERÓWNOŚCI :) Dlatego panowie nie chcą się żenić - to co
                          'dostaną' potencjalnie od małżonki nie rekompensuje im tego co w małżeństwo włożą ;)
                  • kora3 nie zgadzam się Mujer 26.05.09, 16:23
                    z finansowym aspektem tego o czym piszesz.
                    pewnie, ze zdarzaja się jak piszesz "harpie" , ale należy brac pod
                    uwagę,ze po pierwsze majatek przedslubny stanowi majarek odrebny
                    małzonków, a po drugie - kazdy zwiazek jest wspólny.

                    Co do wypowiedzi Elfa - akurat tak sie składa, że przyanaje, mój
                    facet zarabia lepiej niż ja:) Nie, zebym nie była
                    samowystarczalna :), ale na pewno on jest bardziej "wystarczalny". I
                    mimo braku slubu, który jak przedstawiasz gwarantuje coś tam także
                    finansowo i owzem moge korzystać bez ograniczeń z jego pieniedzy, z
                    których korzystam przyznaje w granicach rozsadku, ale fakt, ze mam
                    dostep do nich. Ani się tego domagałam, ani tego wymagałam - to jego
                    decyzja:), tymczasem znam pary i konkubinackie i małzenskie w
                    których oboje dzielą się skrupulatnie rachunkami, nawet za wizyte w
                    restauracjach np. Kazdy robi jak uwaza i jak mu pasuje, nie ma
                    reguł.
                    • elf1977 Re: nie zgadzam się Mujer 26.05.09, 17:07
                      No, a mój maż zarabia 10 razy więcej niż ja. I co z tego? Równowaga,
                      o jakiej pisałam nie zakład, że zarabiamy tyle samo i dzielimy
                      wszystko na pół. U nas równowaga polega na tym, że w czasie, kiedy
                      on pracuje, ja więcej czasu poświęcam domowi, dziecku, pilnowaniu
                      spraw związanych z życiem codziennym. Przeszłam na pół etatu, by
                      wszystko funkcjonowalo w szeroko pojętej normie. Nie jest to układ
                      idealny, ale w tej chwili dla NAS najlepszy. Ponieważ panuje
                      równowaga, ja nie mogę wypominać mu, że w tygodniu mam mało czasu
                      dla rodziny, a on, że zarabiam mniej. Każdy wniósł to, czego rodzina
                      potrzebowała. Nie jest to układ do końca życia. Być może ja przejdę
                      na etat, gdy corka podrośnie, a mąż będzie móg pracować więcej. U
                      nas w małżeństwie nie ma podziału na moje i Twoje, a majątek jest
                      wspólny - każdy coś w rodzinę zainwestował.
                      • mujer_bonita Re: nie zgadzam się Mujer 26.05.09, 17:22
                        elf1977 napisała:
                        > Każdy wniósł to, czego rodzina
                        > potrzebowała

                        I dopóki jest to związek uczciwych ludzi to wszystko gra.

                        A teraz wyobraź sobie, że masz kochanka (teoretycznie). Mąż wnosi o rozwód i.... musi Ci oddać połowę tego 'zarabia 10 razy więcej'. Wiesz - w tej sytuacji zapewne pomyśli, że bardziej opłacało się zatrudnić kucharkę i opiekunkę do dziecka :)
                        • elf1977 Re: nie zgadzam się Mujer 26.05.09, 17:44
                          To ciekawe, a Ty myślisz, że dla mnie to jest taka przyjemność dzień
                          w dzień siedzieć z dzieckiem i planować od A do Z codzienność? I
                          wiedzieć, że gdy dziecko zachoruje, to ja będę musiał biegać po
                          lekarzach, martwić się o zawożenie, porządek, obiad?
                          Otóż mylisz się. Już nieraz chciałam zatrudnić nianię i mieć święty
                          spokój. Lubię pracować i mogłabym w pracy spędzać więcej czasu. Nie
                          robię tego, bo chcemy, by nasze dziecko miało codzienny kontakt choć
                          z jednym z rodziców dłużej niż 10 minut dziennie.
                          Od rodziców nauczyłam się, że w małżeństwie nie ma mojego i twojego,
                          tylko nasze. Moja (darmowa) praca w domu, Twoje pieniądze = nasz
                          sposób na małżeńswo.
                          A, mój mąż nie pomyślałby, że bardziej opłacałoby się zatrudnić
                          nianię, sprzątaczkę i kucharkkę, bo ma świadomość, że za te
                          fanaberie zapłaciłby akurat połowę z tego, co zarabia (przy
                          warszawskich cenach). Suma sumarum, nie opłaciłoby mu się.
                          Jak czytam o tych Waszych finansowych argumentach to wyobrażam sobie
                          tabuny byłych żon- darmozjadów przejadających ciężko zarobione przez
                          mężów pieniądze. Ciekawe jest to, że większość znanych mi rozwódek
                          nie śpi na pieniądzach a dodatkowo ma problemy z wyegzekwowaniem
                          alimentów od byłych małżonków.
                          • mujer_bonita :) 26.05.09, 17:49
                            elf1977 napisała:
                            > Suma sumarum, nie opłaciłoby mu się.

                            Ciekawe , że mężczyźni mają inne zdanie :)
                            • elf1977 Re: :) 27.05.09, 08:15
                              Jak widać, spotykamy różnych mężczyzn. Wydaje mi się, że w związku,
                              obojętnie, kto ile zarabia, można sobie radzić z finansami na różny
                              sposób, ale tak, by nikt nie był pokrzywdzony.
                              Co ciekawe, kobiety same umniejszają wartość swojej pracy domowej:
                              proszę bardzo: niania w Warszawie na pełen etat:1800 zł (8 godzin
                              dziennie), posiłki - ok. 50 zł dziennie (miesięcznie: 1000 zł -
                              najtańsza wersja - same obiady), sprzątaczka: myślę, że ze stawką
                              35 - 40 za godzinę wyjdzie ok. 800 zł. A co z prasowaniem? Trzeba
                              doliczyć oddzielnie. W najoszczędniejszej wersji moja praca jest
                              warta ok 3000 zł. Dlaczego mam nie szanować swojej pracy na równi z
                              zawodową mężczyzny. Już nie wspominam, że do pracy bądź co bądź
                              chodzę.
                              Jeśli wszystko przeliczymy na pieniądze - dojdziemy do ślepego
                              zaułku, pewnych rzeczy nie należy robić.
                              • mujer_bonita Re: :) 27.05.09, 09:56
                                elf1977 napisała:
                                > Co ciekawe, kobiety same umniejszają wartość swojej pracy domowej:

                                Ja rozumiem, że jesteś wspaniałą Matką Polką ale dlaczego praca w domu ma być
                                pracą kobiety????????? Ja tam nie zgadzam się na taki 'podział' :)
                                • elf1977 Re: :) 27.05.09, 15:44
                                  Rany, nie jestem Matką Polką. I gdybyśmy z mężem pracowali w
                                  podobnych godzinach, w podobnych wtacali do domu, pewnie
                                  dzielilibyśmy inaczej obowiązki. Jednaj ja wracam wczesnym
                                  popołudniem, mąż wieczorem, więc mam czekać na to, aż on po 19
                                  odrobi swoją połowę prac domowych?
                                  Właśnie o tym piszę, w życiu są różne sytuacje, nie da się
                                  powiedzieć: robimy wszystko po połowie, bo to w praktyce się nie
                                  sprawdzi. Czy przejawem matkopolkostwa jest to, że kiedy wcześniej
                                  wrócę z pracy pobawię się z własnym dzieckiem, posprzątam z gebasza
                                  dom i zrobię coś do jezdzenia?
                                  Mąż wraca i owszem,ma podane, ale za to kiedy ja jestem zajęte
                                  bardziej (np. w weekendy studiuję podyplomowo) on przejmuje opiekę
                                  nad dzieckiem i w miarę możliwości nie rozwala w mieszkaniu.
                                  Ja wolę bez egzekwowania: Ty przynieś tyle forsy, ja tyle, ja zrobię
                                  od tego, Ty do tego miejsca...Kiedy robimy to, co w tej chwili
                                  możemy (dla nas jako rodziny) wszyscy jesteśmy zadowoleni.
                          • mujer_bonita A propo Elfi:) 26.05.09, 18:22
                            elf1977 napisała:
                            > Ciekawe jest to, że większość znanych mi rozwódek
                            > nie śpi na pieniądzach a dodatkowo ma problemy z wyegzekwowaniem
                            > alimentów od byłych małżonków.

                            Sama sobie opowiedziałaś, że małżeństwo nie jest panaceum na wszelkie bolączki i
                            wcale nie zabezpiecza kobiety :) Czasem trzeba umieć wyciągać wnioski i uczyć
                            się na błędach innych ludzi ;)
                            • elf1977 Re: A propo Elfi:) 27.05.09, 08:16
                              Nie, nie odpowiedziałam na żadne pytanie, ponieważ w żadnym miejscu
                              nie pisałam, że małżeństwo powinno być panaceum na bolączki. Raczej
                              od początku pokazuję, że małżeństwo to nie konktrakt finansowy i nie
                              o to w nim chodzi.
                              • mujer_bonita Re: A propo Elfi:) 27.05.09, 09:53
                                elf1977 napisała:

                                > Nie, nie odpowiedziałam na żadne pytanie, ponieważ w żadnym miejscu
                                > nie pisałam, że małżeństwo powinno być panaceum na bolączki. Raczej
                                > od początku pokazuję, że małżeństwo to nie konktrakt finansowy i nie
                                > o to w nim chodzi.

                                Ależ odpowiedziałaś :) Gdyby małżeństwo służyło tak jak napisałaś miało
                                'gwarantować, że wspólnie będą się troszczyć o swoje potomstwo i dbać o rodzinę
                                jako jednostkę społeczną' to te kobiety nigdy by się nie rozwiodły :)
                                • elf1977 Re: A propo Elfi:) 27.05.09, 15:47
                                  Małżeńswo powinno służyć tym celom, o którym pisałam, jakkolwiek
                                  nasz świat nie jest światem idealnym, a ludzie wchodzący w związki
                                  są coraz częściej zupełnie do nich nieprzygotowani i niedojrzali.
                                  Stąd rozwody.
                                  • mujer_bonita Re: A propo Elfi:) 28.05.09, 10:10
                                    elf1977 napisała:
                                    > Małżeńswo powinno służyć tym celom, o którym pisałam, jakkolwiek
                                    > nasz świat nie jest światem idealnym, a ludzie wchodzący w związki
                                    > są coraz częściej zupełnie do nich nieprzygotowani i niedojrzali.
                                    > Stąd rozwody.

                                    Elfi - przeczytaj jeszcze raz dokładnie to co napisałaś. Małżeństwo
                                    powinno. A teraz zastanów się dlaczego tak nie jest. Piszesz 'nasz świat
                                    nie jest światem idealnym'. Czyż właśnie małżeństwo nie powinno przed tym
                                    brakiem idealności chronić? PRZED CZYM CHRONI MAŁŻEŃSTWO????

                                    Moja odpowiedź - PRZED NICZYM. Jeżeli dwoje ludzi nie jest na tyle dojrzałych,
                                    żeby stworzyć poważny, trwały związek i być ze sobą 'na dobre i na złe' to
                                    małżeństwo w niczym im nie pomoże. To nastawienie psychiczne do związku decyduje
                                    o jego trwałości a nie forma małżeństwa czy konkubinatu.

                                    Zadaj sobie pytanie - czy jeżeli nie mogłabyś formalnie poślubić swojego męża
                                    (przyczyny urzędowe) to Twoje nastawienie do bycia z nim byłoby inne? Czy jego
                                    uczucia do Ciebie zmieniłyby się? Wasz związek stałby się 'niepoważny'?

                                    Małżeństwo bez zaangażowania dwojga ludzi to tylko iluzja bezpieczeństwa. A jak
                                    jest zaangażowanie to i konkubinat będzie trwały.
                                    • elf1977 Re: A propo Elfi:) 28.05.09, 15:05
                                      Ok. masz rację, szkoda mi już czasu na tę dyskusję.
                                      Nie wiem, kakby było, gdyby było inaczej, wiem, że w wielu kwestiach
                                      jestem radykalna i jak mój były narzeczony zaczął się wahac: żenić
                                      się, nie żenić, powiedziałam : "nie żeń się, żegnaj". I tyle. Moje
                                      życie, mój wybór.
                      • kora3 Re: nie zgadzam się Mujer 26.05.09, 23:31
                        elf1977 napisała:

                        > No, a mój maż zarabia 10 razy więcej niż ja. I co z tego?

                        Nic :)

                        Równowaga,
                        > o jakiej pisałam nie zakład, że zarabiamy tyle samo i dzielimy
                        > wszystko na pół.

                        Alez ja o tym samym piszę- tyle, ze ta równowaga, jak wiem z relacji
                        znajomych ludzi, róznie wyglada w zwiazkach i wolnych i małzeńskich.
                        generalnie ludzie sobie to tak ukladaja jak im wygodnie, a nie jak
                        inni uwazaja, ze powinno być. :)

                        U nas równowaga polega na tym, że w czasie, kiedy
                        > on pracuje, ja więcej czasu poświęcam domowi, dziecku, pilnowaniu
                        > spraw związanych z życiem codziennym.

                        jak piszesz nizej WAM to pasuje, wiec nie ma problemu. Prblem nie
                        isnieje takze w tym, ze ktos tam moze posrzegac sprawe w krzywym
                        jakims zwierciadle, bo u NICH jest inaczej. Na tym własnie to
                        polega - kazda para sama sobie te sprawy reguluje wewnetrznie, ze
                        tak powiem.

                        Przeszłam na pół etatu, by
                        > wszystko funkcjonowalo w szeroko pojętej normie. Nie jest to układ
                        > idealny, ale w tej chwili dla NAS najlepszy. Ponieważ panuje
                        > równowaga, ja nie mogę wypominać mu, że w tygodniu mam mało czasu
                        > dla rodziny, a on, że zarabiam mniej.

                        Hmmm no cóż - ja sobie nie wyobrazm w moim zwiazku wypomnania z
                        żadnej ze stron w temacie poswiecania czasu pracy, czy w temacie
                        kasy. Kolejny przykład, ze każdy inaczej patrzy na takie sprawy ..


                        Każdy wniósł to, czego rodzina
                        > potrzebowała. Nie jest to układ do końca życia. Być może ja
                        przejdę
                        > na etat, gdy corka podrośnie, a mąż będzie móg pracować więcej. U
                        > nas w małżeństwie nie ma podziału na moje i Twoje, a majątek jest
                        > wspólny - każdy coś w rodzinę zainwestował.

                        W każdy zwiazek sie inwestuje :) - a co byłoby, gdybys wychodzac za
                        niego była uboga i niczego wniesc nie mogła? :)
                        • elf1977 Re: nie zgadzam się Mujer 27.05.09, 08:06
                          No, bogata to ja nie byłam. Mąż zresztą też nie. Zawsze powtarza, że
                          zarabia głównie dla rodziny, bo inaczej na nic by się mu ta forsa
                          nie zdała.
                          Jak już pisałam, aspekt finansowy jest dla mnie drugorzędny, nie
                          traktuję zawarcia małżeństwa jak transakcji finansowej. I jak już
                          tłumaczyłam - w układzie, jakim jest małżeństwo każdy coś ofarowuje,
                          niekoniecznie pieniądze. To wydaje mi się jasne, nie rozumiem,
                          dlaczego ta dyskusja kręci się wokół pieniędzy.
                          • kora3 A to ja ci wyjasnie dlaczego 27.05.09, 08:43
                            bo ten aspekt podnoszą osoby przekonujace do małzeństwa jako
                            instytucji zapewniającej głownie kobiecie bezpiczeństwo. Poniewaz
                            doścłatwo udowodnić, ze "bezpiczeństwo" zwiazku w zakresie jego
                            trwałosci nie wzrasta wraz z zawarciem małzeństwa, osoby te kierują
                            uwagę na rzekome zabezpieczenie finansowe, które tez jest
                            ilizoryczne. Stąd przynajmniej moje wypowiedzi o kasie - to tylko
                            odpowiedzi na tkie "argumenty".

                            I byłoby dobrze Elfie, zebys mnie zrozumiała własciwie. Nie mam nic
                            przeciw instytucji małzeństwa, serio.Jeśli ktos uwaza, ze mu to
                            potrzebne do czegokolwiek - statusu społecznego, spokoju sumienia,
                            ładnej ceremonii itp. niechże bierze ślub:)
                            Ja jedynie zauwazam, że owo "poczucie bezpieczeństwa" w zwiazku
                            dlatego, ze jest się po slubie ejst złudne, a działąnie wbrew sobie
                            pod presją rodziny, czy srodowiska, ewentualnie partnera
                            naciskającego na ślub to kanał
                            • elf1977 Re: A to ja ci wyjasnie dlaczego 27.05.09, 15:37
                              Ależ ja Cie rozumie, ale owo poczucie bezpieczeństwa ma dla
                              małżeństw (i nie tylko kobiet, jeśli mowa o dobrym związku) nie
                              tylko charakter finansowy. Chodzi o emocje i inne potrzeby
                              psychiczne, które małżeńswto powinnozaspokajać. Jeśli nie
                              zaspakaja - to trudno, to nie dowód na to, że małżeńswo jest złem,
                              raczej dowód na nieumiejętność bycia tazem współmałżonków.
                              Żadne małżeńswo nie powinno być zawierane pod presją (w takim
                              wyoadku nawet KK unieważnia małżeństwa).
                              • kora3 Re: A to ja ci wyjasnie dlaczego 28.05.09, 08:30
                                elf1977 napisała:

                                > Ależ ja Cie rozumie, ale owo poczucie bezpieczeństwa ma dla
                                > małżeństw (i nie tylko kobiet, jeśli mowa o dobrym związku) nie
                                > tylko charakter finansowy.

                                Ale ja z kolei rozumiem Ciebie, ze dla Ciebie nie ma charakteru
                                finansowego, albo nie tylko taki.
                                Jedyne co ja i ine osoby próbuja powiedzieć na ten temat to
                                iluzorycznośc takiego poczucia bezpieczeństwa wynikającego z samego
                                faktu zwarcia slubu. Spróbujmy całkowicie abstrhowac od watku
                                finansowego. Ludzie biora slub, bo sie kochają, chcą w ten sposób
                                przypieczetowac oficjanie swój związek. Ok. Daje im to poczucie
                                bezpieczeństwa. też ok. Ale wszyscy wiemy, że w życiu układa się
                                róznie. Pewnie małzonkowie przezd urzednikiem USC, albo duchownym
                                stojąc nie zakładają rozstania. Pzreciwnie - szczerze wierzą, ze
                                beda razem i chcą tego. Niemniej - po jakimś zcasie moze sie oakzac,
                                że jedna, albo obie osoby stwierdzają w mniej lub bardziej burzliwy
                                sposób, że jednak to nie to. No i musza się rozstac. No chyba, ze
                                się któras ze stron zgodzi np. na zdrady, tyranię itp. Jęsli nie, to
                                się rozstają - co to zatem za zabezpieczenie?


                                Chodzi o emocje i inne potrzeby
                                > psychiczne, które małżeńswto powinnozaspokajać.

                                Elfie, sama piszesz o emocjach. jesli chodzi o emocjonalne
                                zabezpieczenie potrzeb, zgadzam się:) Jesli ktos ma poczucie
                                bezpieczeństwa w zwiazku dlatego, ze wział ślub i dobrze mu z tym,
                                to ok. Chodzi tylko o to, ze owo poczucie nie jest umocowane w
                                logice, ani w praktyce, a tylko w jego emocjach własnie. Wysarczy
                                rozejrzec sie dookoła zeby zobaczyć, że wiele małzeństw się rozpada
                                i ślub w zaden spsob nie gwarantuje ani harmonii zwiazku, ani jego
                                trwałosci. Zatem owo poczucie bezpieczeństwa jest podobne do
                                zakładania czerwonych majtek na studniówke wierzac, ze to pomoze na
                                maturze :)


                                Jeśli nie
                                > zaspakaja - to trudno, to nie dowód na to, że małżeńswo jest złem,
                                > raczej dowód na nieumiejętność bycia tazem współmałżonków.


                                Elfie, nie wiem czy ktos tu napisał, ze małżeństwo jest złem ale ja
                                na pewno nie:) I też nie próbuje tego dowodzić. Dla MNIE osobiscie
                                jest to instytucja, która mogłaby nie istnieć i od zawsze tak
                                myslałam, ale to nie znaczy, że w zwiazku z mymi przekonanami
                                domagałabym sie zniesieia mzliwosci zwierania małzeństw:)
                                Raczej ja po prostu nie jestem do tego chetna i b. mi przykro, ze
                                raz niestety uległam argumetowi, który zresztą Ty też tu
                                przytoczyłas. Sama sobie ejstem winna, bo nie musiałam...


                                Powtórze raz jeszcze
                                : nie uwazm, by małzeństwo było złem!!!! I nie uwazam, ze ludzie
                                powinni unikac zawierania go. Ja nie chce i kwita. Nie zgadzam się
                                tylko z argumentem, ze daje jakies obiekywne "zabezpieczenie zwiazku
                                ", daje subiektywne - jeśli ktoś uważa ze slub
                                "zabezpiecza związek" - to jst to jego osobiste odczucie i ok, ale
                                pokrycia w praktyce nie znajduje. Mam na mysli statystyki, a nie
                                konketny zwiazek, zeby była jasnosc.

                                > Żadne małżeńswo nie powinno być zawierane pod presją (w takim
                                > wyoadku nawet KK unieważnia małżeństwa).

                                KK UNIEWAZNIA małzeństwa w b. rzadkich przypadkach, Ty chyba myslisz
                                o stwierdzeniu niewaznosci, czyli twierdzeniu, ze małzeństwo
                                sakramentalne nie zostało wcale zawate z przyczyny zaistniałej przed
                                nim. Obecnie w KRK pojecie "presji" nie jest takie oczywiste Elfie.
                                Tak sie składa, ze orientuje się troszke w temacie. Z presją masz do
                                czynienia wówczas, gdy odmowa awarcia ślubu naprawde czyms powaznym
                                grozi. Jesli np. ktos jest postawiony przed wybore: jesli sie nie
                                ożenisz, to Cie wydziedzicza rodzice to presja nie ejst tak
                                oczywista Elfie. Mozesz zyć bez majatku rodziców:) - zeniąc się
                                dokonujesz świadomego wyboru. Aczkolwiek tak parwde w KRK
                                stweidzenie niewaznosci jest długaśnym, niekoniecznie zawsze
                                rzetelnym, ale indywidualnym procesem.
                      • sueellen Re: nie zgadzam się Mujer 26.05.09, 23:34
                        No właśnie - sytaucja którą opisujesz jest osobiście dla mnie najgorszą z
                        możliwych. Przez to, że nie mamy żadnej wspólnoty majątkowej, mam motywację aby
                        pracować i zarabiać więcej, być samowystarczalną. Oczywiście, w razie kłopotów
                        możemy na siebie liczyć, ale nie mając tego bicza prawnego, każde pracuje na
                        siebie, a obowiązkami domowymi dzielimy się po równo.

                        To jeszcze bardziej scala nasz związek, żadne z nas nie jest bluszczem i musimy
                        się starać każdego dnia by ten związek umacniać, a nie na zasadzie że jedno wisi
                        na drugim i z obowiązku się tkwi w tym stanie rzeczy.
                        • kora3 Miła Suellen 26.05.09, 23:47
                          Chyba podobnie jak Elf - upraszczasz. Myslę, ze nie potraficie się
                          zrozumiec, bo kazda z Was uwaza, że jej recepta :) na zwiazek jest
                          optymalna dla całego swiata, a tak nie jest. Kobieta pozostajaca w
                          domu, na utrzymaniu meza niekoniecznie jest "bluszczem" - jak
                          pisałam wyzej do Elfa - to jest kwestia ustaleń każdej pary. Jesli
                          kład jest zdrowy to jest to owo dogadanie sie jest wypadkowa ego,
                          czego wzajemnie oczekują w danym momencie od zycia i siebie
                          nawzajem, tego, jakie maja obowiazki i priorytety oraz mozliwosci.

                          Jesli oboje podejmuja decyzje , ze np. kobieta zostaje w domu i np.
                          zajmuje sie dzieckiem, a facet zarabia sam to nie ejst
                          "bluszczowanie". ono ma miejsce wtedy, gdy facet nie wyrabia, a
                          kobiecie nie chce się isc do pracy, ewnetualnie uwaza, ze jak ma
                          meza to nie musi pracowac.
                        • elf1977 Re: nie zgadzam się Mujer 27.05.09, 08:25
                          Samowystarczalna to ja mogę być w każdej chwili, niejednokrotnie
                          zmieniałam pracę i bez problemów mogę mieć dodatkowe źróła dochodu.
                          Ponieważ jednak mąż ma taką specyfikę pracy, że siedzi w niej długo,
                          doszliśmy do wnioslu, że ja poświęcę chwilowo swój wolny czas
                          dziecku, zamiast zarabiać dodatkowe pieniądze. Mogłabym dziecko do
                          wieczora zostawić z babcią, ale tego nie chcieliśmy.Życie bierze się
                          takim, jakim jest, nie dzieli się prac domowych na pół, jeśli w
                          danym momencie tego się nie da wykonać. Jedna osoba robi to, druga
                          tamto - chodzi o to, żeby nikt nie był sfrustrowany i żeby nikt nie
                          czuł się pokrzywdzony.
                          Nie czuję nad sobą bicza prawnego, wiem, że w razie nieszcęcia
                          dałabym sobie radę, nawet sama z dzieckiem. Nie przewiduję
                          nieszczęść, ale zawsze byłam realistką. Czy bluszczem jest wg Ciebie
                          kobieta, która idzie na trzyletni urlop wychowawczy (w porozumieniu
                          z mężem?), gdyż inwesuje w rozwój emocjonalny swojego dziecka?
                          Wg mnie nie, choć podziwiam takie kobiety, bo ja po roku
                          wychowawczego marzyłam o powrocie do pracy i miałam serdecznie dość
                          ciągłej pracy i monotonii w domu.
                          MAsz dzieci? Układ sił w małżeństwie zmienia się po narodzeniu
                          dziecka: na krocej, dłużej, ale zawsze.
                    • mujer_bonita Koro - nie musisz się zgadzać, zapytaj faceótów :) 26.05.09, 17:35
                      kora3 napisała:
                      > pewnie, ze zdarzaja się jak piszesz "harpie"

                      Jasne, że nie ma reguł - jest tylko życie :) I ono weryfikuje co się opłaca a co
                      nie :) Zupełnie inny pogląd na małżeństwo mają faceci - nie zastanawia Cię
                      dlaczego? Popytaj ;)
                      • kora3 Mujer 26.05.09, 23:40
                        tak się sklada , ze znam wielu facetów i o nie tylko
                        powierzchownie,niektórzy sa moimi starymi kumplami z lat szkolnych i
                        studenckich i powiem ci, ze ilu luzi tyle zdań w temacie.
                        Jeden z nich ma pecha do puszcalkich kobitek i jest w rakcie
                        drugiego rozwodu z tego powodu, drugi ozenił sie z miłoscią z zcasów
                        studenckich, która nigdy nie pracowała, wychowuje dzieci i wcale nie
                        uwaza on, pracujący naprawde duzo i za dobra kase, ze to
                        jakas "harpia". Mysle, ze sporo tu zalezy od doświadczeń, zaufania i
                        znajomosci drugiej osoby.
                        I sporo od mentalnosci obojga partnerów, czy współmałzonków. Moejmu
                        facetowi pewnie nie przyszłoby do głowy, ze mogłabym mu ogołocic
                        konta i oznajmic,ze sie nie znamy:)
                        • mujer_bonita Re: Mujer 26.05.09, 23:46
                          kora3 napisała:
                          > ilu luzi tyle zdań w temacie.

                          Zapewne, natomiast z moich doświadczeń (tudzież lektury różnych forów) w wielu
                          przypadkach pojawia się jeden powód: 'bo to się nie opłaca'.

                          > I sporo od mentalnosci obojga partnerów, czy współmałzonków.

                          Tylko od tego. Prawo nikogo nie zabezpieczy :)
                          • kora3 Re: Mujer 26.05.09, 23:54
                            mujer_bonita napisała:

                            > kora3 napisała:
                            > > ilu luzi tyle zdań w temacie.
                            >
                            > Zapewne, natomiast z moich doświadczeń (tudzież lektury różnych
                            forów) w wielu
                            > przypadkach pojawia się jeden powód: 'bo to się nie opłaca'.

                            No wiesz, ten argument mnie nie przekonuje, bo mozna ustanowić
                            rozdzielnosc majatkową, a na dziecko, jesli sie pojawi czy bedzie
                            malzeńskie, czy pozamałzeńskie i tak rodzic, który nie bedzie ie nim
                            opiekował stale łozyc musi.
                            >
                            > > I sporo od mentalnosci obojga partnerów, czy współmałzonków.
                            >
                            > Tylko od tego. Prawo nikogo nie zabezpieczy :)
                            >
                            No jak pokazuje post Elfa paradoksalnie:) ten o rozwódkach nie
                            mogacych wyegzekwowac alimentów, masz rację.
                            • mujer_bonita Re: Mujer 27.05.09, 00:04
                              kora3 napisała:
                              > No wiesz, ten argument mnie nie przekonuje, bo mozna ustanowić
                              > rozdzielnosc majatkową

                              Jak się ustali rozdzielność to 3/4 sensu małżeństwa upada :) No i spróbuj kobiecie zaproponować rozdzielność :) Serio - ciekawe jakby wyglądał wątek 'czy zgodziłybyście się gdyby narzeczony zaproponował wam rozdzielność majątkową' - już widzę tę burzę ;)


                              > > Tylko od tego. Prawo nikogo nie zabezpieczy :)
                              No jak pokazuje post Elfa paradoksalnie:) ten o rozwódkach nie
                              > mogacych wyegzekwowac alimentów, masz rację.

                              I w sumie tylko o to mi chodzi. Ślepa wiara w małżeństwo jako gwarancję czy zabezpieczenie czegokolwiek to czysta naiwność. Ludzie to nie anioły jak ktoś napisał w innym wątku, nigdy nie wiesz do końca na kogo trafisz. Zabezpieczyć się można jedynie własnym, zdrowym rozsądkiem :)
                              • kora3 Re: Mujer 27.05.09, 00:14
                                mujer_bonita napisała:


                                > Jak się ustali rozdzielność to 3/4 sensu małżeństwa upada :) No i
                                spróbuj kobie
                                > cie zaproponować rozdzielność :)

                                no nie wiem, znam przynamniej kilka par małzeńskich zwartych z
                                rozdzielnoscią i kika ustanawiających ja w rakcie malzeństwa i zyją
                                z sobą.


                                Serio - ciekawe jakby wyglądał wątek 'czy zgod
                                > ziłybyście się gdyby narzeczony zaproponował wam rozdzielność
                                majątkową' - już
                                > widzę tę burzę ;)

                                mozliwe :)

                                ale wiesz, jeśli kobiecie zalezy tylko na kasie, to oleje takiego
                                goscia i juz. Obawiam sie wszelako, ze nie biega tylko o szmal :)
                                Mimo ze nasze społeczeństwo jakos tam normalnieje juz nadal sa
                                srodowiska, w których kobieta niezamezna jest postrzegana, jako ktos
                                gorszy. A już sczególnie, jesli "nie zaliczyła" nigdy slubu,
                                bo "nikt jej nie chciał". Na tym forum przeczytałam w jakims wątku
                                "zwierzenia" jakiejś przepraszam kretynki, która pisała, ze
                                "wołałabym być rozwódka niz starą panną" - słowem nie o zwiazek jej
                                szło, nie o miłosc, nie o szmal nawet :) tylko o status kobietyu,
                                którą
                                "kiedyś ktos zechciał" - załosne. całkiem wiec mozliwe, ze ów
                                finansowy i "ubezpieczeniowy" aspekt małzeństwa, który jest przez
                                niekóre panie podnoszony to przykrywka dla prawdziwego celu
                                zyciowego, jakim jest stanie się mezatką, by móc
                                wreszcie "normalnie" funkcjonowac w środowisku:)

                                >
                                > I w sumie tylko o to mi chodzi. Ślepa wiara w małżeństwo jako
                                gwarancję czy zab
                                > ezpieczenie czegokolwiek to czysta naiwność.

                                To akurat wg mnie prawda, a zeby sie o tym przekonac wystarczy
                                rozejrzec sie wokół.


                                Ludzie to nie anioły jak ktoś napi
                                > sał w innym wątku, nigdy nie wiesz do końca na kogo trafisz.
                                Zabezpieczyć się m
                                > ożna jedynie własnym, zdrowym rozsądkiem :)
                                >
                                Tez prawda
                • kum-nye Re: Ależ Koro 26.05.09, 14:02
                  elf1977 napisała:

                  > Wyobraź sobie, że parę lat zyję na tym świecie i zauważyłam, że
                  > małżeństwa się rozpadają. Konkubinaty też, choć statystycznie
                  > częściej, niż małżeństwa.


                  Tylko ile jest małżeństw, w których mąż i żona żyją ze sobą latami
                  nieszczęśliwi, ale nie rozwodzą się, bo nie wypada/nie powinno się/co ludzie
                  powiedzą?
                  • elf1977 Re: Ależ Koro 26.05.09, 14:22
                    Na pewno mniej niż tych, które zyją ze sobą, bo chcą.
                • kora3 Re: Ależ Koro 26.05.09, 16:05
                  elf1977 napisała:

                  > Wyobraź sobie, że parę lat zyję na tym świecie i zauważyłam, że
                  > małżeństwa się rozpadają. Konkubinaty też, choć statystycznie
                  > częściej, niż małżeństwa.

                  Ne wiem na ile czesciej,ale mozliwe.

                  > I wyobraź sobie, że rozumiem postawę autorki listu, choć ja bym
                  > takiej drogi nie wybrała. Tak naprawdę małżeństwo to nie papierek,
                  > lecz coś co ma dużo większe znaczenie.

                  Wiesz, myśle, ze tu popełniasz bład polgajacy na uogólnieniu. Otóż
                  dla kazdego małzeństwo to jego indywidualny odbiór - dla jednych
                  papierek, dla innych coś niewykle wzniosłego, dla jeszcze innych -
                  jakas tam koniecznosc. Zależy od człowieka, pary i nie ma
                  uniwersalnego "ma takie znacenie dla wszystkich".

                  I nie chodzi o kontekst
                  > religijny (choć dla niektórych może mieć on fundamentalne
                  > znaczenie), w każdej kulturze tak naprawdę to społeczeństwo dąży
                  do
                  > tego, by młodzi zawierali małżeństwa (bardziej niż oni sami).

                  Pytanie, czy kazdy musi ulegać presji społecznej wbrew swej woli?:)


                  Ma to
                  > gwarantować, że wspólnie będą się troszczyć o swoje potomstwo i
                  dbać
                  > o rodzinę jako jednostkę społeczną. I naprawdę nie ja to
                  wymyśliłam.

                  hmmm a i owszem, tylko zapominasz, ze społeczeństwa ewoluują.
                  dawniej, gdy kobiety nie pracowały i nie miały jako takie znaczenia
                  w społeczeństwie zawodowym zdominowanym przez facetów , kobieta bez
                  faceta nic nie znaczyła, a kobieta, która nie miała meza wrecz nie
                  miała racji bytu w tymze dązenie do zawierania małzeństwa ,
                  czesto "ułozonego" przez rodzine było czyms całkowicie naturalnym.
                  Obecnie status kobiety się zmienił i juz nie mają one (przynajmniej
                  wszystkie:)) parcia na to by mieć meza, bo to nie wyznacza ich
                  statusu.
                  Małzeństwo nie daje zadnych gwarancji wiekszych, że oboje beda sie
                  troszczyć o poptomstwo, to raz, a dwa, że dziecko urodzone w
                  konkubinacie, jako potomek ojca ma dokładnie takie same prawa, co
                  dziecko małzeńskie, a rodzice wobec niego dokładnie te same
                  obowiązki :)Jedyne co to to, że dziecko małzeńskie "z automatu" jest
                  dzieckiem meza (chyba, ze wniesie on później o zaprzczenie ojcostwa,
                  albo zrobi to matka), a dziecko niemałzenskie trzeba uznac, co
                  zreztą mozna zrobić jeszcze przed jego narodzeniem.

                  > I wszystkie przywileje małżeństw (ustawowa wspólnota majątkowa,

                  To akurat mozna zmienic :) poprzez ustanowienie rozdzielnosci na
                  początku małzeństwa, albo w dowolnym momencie jego trwania.

                  > automatyczne dziedziczenie po śmierci małżonka,

                  To owszem, aczkolwiek dziwię się, ze dla kogoś to taki "głask",
                  spisanie testamentu i notariiusza ani trudne jest, ani drogie.

                  > To tak z innego punktu widzenia.Widzę dużą różnicę między
                  małżeńswem
                  > a konkubinatem i inni też ją widzę, skoro większość konkubinatów z
                  > zasem przekształca się w małżeństwo.

                  A z tym to bywa róznie:) Mówisz zapewne o zw. quai konkubinatach,
                  czyli po prostu parach młodych ludzi, którzy czas jakiś mieszkają z
                  soba nim zdecyduja się na slub. To nie są prwdziwe konkubinaty,
                  tylko pary mieszkające z sobą i czekajacy na odpowiednimoment, żeby
                  wziąc ślub, np. na zakończenie studiów, zmiane pracy, mozliwosc
                  nabycia własnego lokum itepe.
                  Prawdziwy konkubinat to ludzie z załozenie nie planujacy ślubu, a
                  dodatkowo mogący go zawrzec, ja to tak widzę. tacy, którzy z róznych
                  przyczyn oboje nie chcą tego.

                  Dosc czesto dotyczy to ludzi, którzy juz za soba małzeństwo maja i
                  niekoniecznie chcą wracać do tych wspomnień :)
                  Czasem taki konkubinat owocuje slubem z powodów czysto praktycznych.
                  Ostatnio pobrala się znajoma dlugoletnia konkubinaclka para mająca
                  dziecko 15 letnie, powodem była powazna choroba pana, który zresztą
                  niedługo po slubie zmarł :(


                  > A to, że mężczyźni często z wygody wybierają konkubinat, to wiem i
                  > mogłam nawet obserwować na przykładzie wolnego związku własnego
                  > brata.

                  Z całym szacunkiem dla obeserwacji brata, zwaz, ze on nie jest
                  wyznacznikiem swiata:)

                  Ja sama nigdy slubów w swoim wykonaniu nie chciałam, ale uległam
                  prosbom i musiałam sie rozwodzić, bez zalu fakt, ale jednak :)
                  Mój partne tez jest po rozwodzie, ale chciałby slubu. Nie naciska,
                  ale chce o tym rozmawiac. Nie umie za to odpowiedzieć na pytanie, co
                  miałoby to zmienić w naszym zyciu i nic dziwnego, bo niczego nie
                  zmieniłoby:) - poza tym, ze nienajlepiej bym sie czuła. Mam
                  nadzieje,ze rozume, iz nie warto mnie na to narazac i odpuści
                  temat:)
                  • elf1977 Re: Ależ Koro 26.05.09, 17:28
                    Ja piszę o swoich odczuciach, nie oceniam innych, po co miałabym to
                    robić? Sparzyłaś się, trudno, to jeszcze nie oznacza, że zawieranie
                    małżeństwa sensu nie ma. Jasne, wszystko da się uregulować prawnie i
                    w konkubinacie, ale nie o to tu chodzi.
                    Status kobiety się zmienił, to fakt, ale to może oznaczać, że
                    małżeństwo nabrało innego wymiaru, nie jest tylko formą
                    zabepieczenia kobiety na wypadek macierzyństwa. Inną sprawa jest to,
                    że jeśli współczesna kobieta chce poświęcić swojemu dziecko więcej
                    czasu, niż kilka tygodni macierzyńskiego i tak potrzebuje okresowo
                    wsparcia finansowego męża, to również prawo jej gwarantuje
                    (teoretycznie, w praktyce różnie bywaz wyegzekwowaniem tych praw).
                    Ja jednej rzeczy nie rozumiem, skoro konkubinat jest prawie tym
                    samymco małżeństwo, można się nachodzić do prawnika, żeby prawnie
                    uregulować jego sytuację, by wyglądała, jak w małżeństwie, to
                    dlaczego się po prostu nie pobrać (jeżeli prawnie to jest możliwe),
                    tym bardziej, że jak niektórzy piszą - rozwód to pestka i trwa pół
                    godziny. Tym bardziej, dlaczego nie można się "poświęcić" dla
                    drugiej osoby, która pragnie małżeństwa. Jeżeli ślub nic nie
                    zmienia, a Twój partner go pragnie, dlaczego nie zrobisz mu
                    przyjemności i nie zostaniesz jego żoną?
                    • mujer_bonita Re: Ależ Koro 26.05.09, 17:41
                      elf1977 napisała:
                      > Sparzyłaś się, trudno, to jeszcze nie oznacza, że zawieranie
                      > małżeństwa sensu nie ma.

                      Przecież nikt nie mówi, że zawieranie małżeństwa nie ma sensu :) Tylko nie
                      należy ślepo wierzyć w papierek i potrafić dostrzec, że często są inne nawet
                      lepsze rozwiązania.


                      > Ja jednej rzeczy nie rozumiem, skoro konkubinat jest prawie tym
                      > samymco małżeństwo, można się nachodzić do prawnika, żeby prawnie
                      > uregulować jego sytuację, by wyglądała, jak w małżeństwie, to
                      > dlaczego się po prostu nie pobrać

                      Nie tyle nie rozumiesz co NIE CHCESZ zrozumieć bo było to już w tym wątku
                      poruszane :)

                      Jakie 'nachodzenie' się do prawnika???? Żadnego prawnika nie trzeba :) Testament
                      można spisać samemu w domu, kupując coś po prostu kupujesz to razem. Więcej jest
                      chyba formalności ze ślubem.
                    • kora3 Nie warto ziałać wbrew sobie 26.05.09, 23:17
                      elf1977 napisała:
                      Sparzyłaś się, trudno, to jeszcze nie oznacza, że zawieranie
                      > małżeństwa sensu nie ma.

                      wiesz, ja od dziecka byłam przekonana, ze w moim wykonaniu ono sensu
                      nie ma, bo nie widziałam tego sensu- sparzyłam sie wiec, jak to
                      ujełaś, na własne zadanie i moja w tym wina, ze dałam się przekonac
                      mojemu eksmezowi do zcegos, zcego nie chciałam.


                      Jasne, wszystko da się uregulować prawnie i
                      > w konkubinacie, ale nie o to tu chodzi.


                      Hmmm moze to bie nie o to, ale podnosi się temat tych uregulowań,
                      wiec o tym wspomiałam. Mnie nie chodzi w tym o nic, bo nie chce
                      tego:) To tak trudno zrozumiec?

                      Inną sprawa jest to,
                      > że jeśli współczesna kobieta chce poświęcić swojemu dziecko więcej
                      > czasu, niż kilka tygodni macierzyńskiego i tak potrzebuje okresowo
                      > wsparcia finansowego męża, to również prawo jej gwarantuje
                      > (teoretycznie, w praktyce różnie bywaz wyegzekwowaniem tych praw).


                      No ełasnie, własnie ...

                      > Ja jednej rzeczy nie rozumiem, skoro konkubinat jest prawie tym
                      > samymco małżeństwo, można się nachodzić do prawnika, żeby prawnie
                      > uregulować jego sytuację, by wyglądała, jak w małżeństwie, to
                      > dlaczego się po prostu nie pobrać (jeżeli prawnie to jest
                      możliwe),

                      nachodzic się nie tzreba, wystarczy jedna, dwie wizyty - góra :)
                      A dlaczego ludzie nie lubią kotów, psów, nie chcą miec dzieci, albo
                      chca miec wiele, hoduja weze? Albo nie? Bo tak sobie chcą -
                      oczekujesz jakiegoś wyjasniania od nich ?

                      > tym bardziej, że jak niektórzy piszą - rozwód to pestka i trwa pół
                      > godziny. Tym bardziej, dlaczego nie można się "poświęcić" dla
                      > drugiej osoby, która pragnie małżeństwa.

                      Nie wiem jak inni, ale ja się raz serio poswieciłam i to był gruuuby
                      bład - tym głupszy, ze samodzielnie zawiniony:)

                      Jeżeli ślub nic nie
                      > zmienia, a Twój partner go pragnie, dlaczego nie zrobisz mu
                      > przyjemności i nie zostaniesz jego żoną?

                      Wiesz:) zabawne, uzywasz takiego sasmego argumentu jak mj eksmąż. On
                      slubu chciał, a ja nie, ale dla niego było to b. wazne, a dla mnie
                      mieisttne, wiec tym mnie przekonał. Dzis wiem, ze nie warto robic
                      czegos wbrew sobie, zwłaszcza w takich sprawach. Jesli dla mojego
                      partnera ślub byłby kluczowa sprawa musielibysmy sie rozstać. na
                      szczescie nie jest to jego jakies obsesyjne pragnienie, a zwyczajna
                      chec, ale jak sadze, rozume, ze mnie to bardziej by
                      unieszczesliwiło, niz jego ucieszyło, wiec rachunek jest prosty
    • estutweh Re: Rodzina a związek bez ślubu 25.05.09, 13:49
      Boja sie, ze zostaniesz sama z dzieckiem. Na wsi to jest popularne, pozwol, ze
      zacytuje: "Mowia, ze jak w sobote zmowiny a w niedziele slub, to za tydzien
      chrzciny" ;-)
    • komama0 Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 16:26
      To jest proste - jak ktoś napiera to druga strona zwykle się opiera ;-p. Tak
      jest w moim przypadku - z panem "narzeczonym" jesteśmy 10 lat i tez słyszę co
      chwilę pytanie kiedy ślub. Na początku tak mnie to denerwowało ze miałam ochotę
      walnąć rozmówce lub tez w mało kulturalnych słowach odpowiedzieć ze to nie jego
      sprawa... teraz odpowiadam "może kiedyś ..przed emeryturą". Uprzejma rodzina
      straszy mnie ze zostanę stara panna i że właśnie marnuję swoje najlepsze lata
      itp. Uważam ze to moja sprawa co robię w życiu i to ja najwyżej będę żałować
      tego ze tak a nie inaczej postępuję. A samotności się nie boję - bez faceta tez
      można sobie poradzić.
      Trzymaj się.
    • blue_ula Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 23:37
      ryzykuję stwierdzenie, że związki bez ślubu są trwalsze od tych ślubnych.
      Ale ślub, to również umowa majątkowa. Być może z powodu urodzenia dziecka podejmiecie decyzję, że na jakiś czas przestaniesz pracować. Jeśli twojemu mężowi coś się "odwidzi" i nastąpi rozwód, to majątek np. mieszkanie trzeba będzie podzielić na pół, pomimo, że tylko mąż go wypracował.
      W przypadku konkubinatu szczególnie długiego, partner może ci powiedzieć, że cały majątek i tak jest jego, bo tylko on na to pracował. A w sądzie partner wygra!
      • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 26.05.09, 23:49
        blue_ula napisała:
        > W przypadku konkubinatu szczególnie długiego, partner może ci powiedzieć, że ca
        > ły majątek i tak jest jego, bo tylko on na to pracował. A w sądzie partner wygr
        > a!

        Możesz to rozwinąć i podeprzeć jakimiś podstawami prawnymi? Bo z tego co wiem to
        w Polsce sąd nie rozstrzyga o majątku konkubentów a współwłasność nie zależy od
        tego kto pracował.
        • blue_ula Re: Rodzina a związek bez ślubu 27.05.09, 00:34
          nie jestem prawniczką. Pisząc post miałam na myśli np. taką sytuację. W wolnym
          związku rodzi się kolejno 2 dzieci. Konkubina nie pracuje z powodu opieki nad
          dziećmi np. przez 7 lat. Przez 7 lat, to można zarobić całkiem spory majątek.
          Konkubent w tym czasie utrzymuje rodzinę, ale kupuje też mieszkanie, chociaż
          stosunki między nimi układają się coraz gorzej. Umowy współwłasności nie
          zawierają. Podejmują decyzję o rozstaniu. Konkubina w kwestii mieszkania zostaje
          z dziećmi na lodzie. I żaden sąd jej nie przysądzi współwłasności mieszkania.
          Gdyby miała ślub, byłaby współwłaścicielką z mocy prawa.
          • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 27.05.09, 09:43
            blue_ula napisała:
            > związku rodzi się kolejno 2 dzieci. Konkubina nie pracuje z powodu opieki nad
            > dziećmi np. przez 7 lat.

            Sory Blu... jeżeli kobieta godzi się na 7 lat pracy bez zabezpieczenia to
            świadczy tylko o jej inteligencji. Taką samą sytuację mogłabyś mieć gdyby np.
            mieli rozdzielność majątkową lub mieszkanie należało do majątku osobistego męża.

            Znam osobiście jeszcze inny przypadek. Kobieta wyszła za mężczyznę a jego
            rodzice przepisali im obojgu dom i ziemię. On był hazardzistą i nałogowym
            szpanerem (o czym ona w dniu ślubu nie wiedziała), narobił długów za jej
            plecami, musieli sprzedać ziemię a dom... pewnej nocy się spalił i jak się
            okazało Pan Mąż 'zapomniał' zapłacić za ubezpieczenie (pieniądze przechlał).
            Kobieta z dnia na dzień została na ulicy z dzieckiem i długami. Fajnie nie?
            • elf1977 Re: Rodzina a związek bez ślubu 27.05.09, 15:53
              A pozytywnych przykładów nie macie? Nie znacie małżeńsw, które sobie
              ufają, wspierają się i dzielą się każdym groszem?
              A te dzieci, które pojawiają się na świecie to tylko tych kobiet? Bo
              w wielu postach będąca z dzieckiem w domu matka jawi się jako leń,
              który wykorzystuje pieniądze męża. Po pierwsze, to "siedzenie" z
              dzieckiem w domu to ciężka, żmudna i w sumie nudna praca (sama ledwo
              rok wytrzymałam), a po drugie ten ciężko pracujący mąż sam nieraz
              proponuje, żeby żona zajęła się domem i dzieckiem, on ma z tego
              sporo profitów.
    • kismadar Re: Rodzina a związek bez ślubu 27.05.09, 22:04
      Nie wiem dlaczego Twoja rodzina nie akceptuje tego stanu rzeczy. Ja
      sama żyłam w wolnym związku przez 9 lat. Miałam 3 dzieci i rodzina
      nie miała nic do gadania. Na tomiast przejechałam się na swojej
      niezależności dość mocno, gdzy mój partner wylansował sobie
      panienkę, która była sic! moją sekretarką. Od zdziwionej moją rekcją
      pannicy usłyszałam, że przecież nie mam żadnych praw, bo nawet się
      ze mną nie ożenił ... Nie muszę Ci pisać jak trudno jest rozstać się
      po 9 latach z kimś z kim masz 3 dzieci, ale wyobraź sobie, że na
      dodatek musisz sprzedać dom, bo połowa jest w/g kwitu jego,
      samochód - to samo, musisz się wykłócić o każdą rzecz - od ekspresu
      do kawy po ostatnio kupioną książkę i zostajesz sama z dziećmi, bez
      dachu nad głową. Fajnie co?
      Piszę Ci to wszystko, żeby zwrócić Ci uwagę, że ślub nie jest taki
      zły i sama będąc Twoją rodziną namawiałabym Cię do niego.
      Szczególnie jeśli wchodzi w grę dziecko.

      • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 27.05.09, 22:21
        kismadar napisała:
        > po 9 latach z kimś z kim masz 3 dzieci, ale wyobraź sobie, że na
        > dodatek musisz sprzedać dom, bo połowa jest w/g kwitu jego,
        > samochód - to samo, musisz się wykłócić o każdą rzecz - od ekspresu
        > do kawy po ostatnio kupioną książkę i zostajesz sama z dziećmi, bez
        > dachu nad głową. Fajnie co?
        (...)
        > Piszę Ci to wszystko, żeby zwrócić Ci uwagę, że ślub nie jest taki
        > zły

        Zakrztusiłam się kawą :) Sooooorrrrryyy - gdybyś miała ślub to przy rozwodzie
        NIE DZIELIŁABYŚ MAJĄTKU??????? Nie wykłócałabyś się o każdą rzecz? On nie
        poleciałby na Twoją sekretarkę? Czegoś nie rozumiem w tej logice!
      • sueellen Re: Rodzina a związek bez ślubu 27.05.09, 22:37
        Pannie bym wystawiła cenzurkę dla przyszłego pracodawcy i postarała się jeszcze
        znaleźć powód aby zwolnić ją dyscyplinarnie.
        Tak by dziewczę popamiętało.

        A z facetem? Myślisz że przy rozwodzie małżonkowie nie wykłócają się o
        pieniądze? Może być jeszcze gorzej, bo tu nawet kwity niekoniecznie stanowią
        dowód. W przypadku konkubinatu masz szansę odzyskać to co włożyłaś we wspólne
        gospodarstwo, w małżeństwie - zwłaszcza jeśli zarabiasz więcej - niekoniecznie.
        • kismadar Re: Rodzina a związek bez ślubu 28.05.09, 13:20
          Z tego co wiem o życiu jeżli matka zostaje z 3 dzieci to sąd jej
          przyznaje lokal mieszkalny :)
          • kora3 Re: Rodzina a związek bez ślubu 28.05.09, 13:37
            no to być moze niekoniecznie wszystko wiesz.
            sąd owszem - moze przyznac lokal np. socjalny, ale tak sie składa,
            ze sad mieszkaniami nie dysponuje. Moze np. zobowiazac gminę do
            przekazana takiej matce lokalu, a gmina i owszem wciągnie ją na
            liste oczekujących, czasem dłuuuuuugą. No i do czasu, az jakies
            mieszkanie fizycznie sie zwolni - w zasadzie nie ma gdzie mieszkać,
            chyba ze w domu samotnej matki, np.
            niemniej nie ejstem pewna, czy mozna tak po prostu wymeldowac własne
            nieletnie dzieci z mieszkania w próżnię.
            • elegia Re: Rodzina a związek bez ślubu 28.05.09, 16:20
              zrozumialam co oznacza slubowanie sobie milosci dosc pozno, do tej pory nie widzialam wiekszej roznicy mieszy slubem a konkubinatem.
              co do "zabezpieczen" finansowych w zwiazku to jest tylko jedno, byc uczciwym i trafic na uczciwego czlowieka wtedy nie ma znaczenia czy ma sie slub.
              strasznie mnie smuci, ze kobiety same "umniejszaja" role innych kobiet, to co sie wypisuje o matkach niepracujacych jest przerazajace. maly czlowiek w ogole sie nie liczy, ma byc wtloczony w jakis schemat, najlepiej taki, ktorym kieruje sie wiekszosc.
              drogie panie czy nie widzicie jak zbudowany jest ten swiat? faceci zarabiaja wiecej, maja realna wladze w polityce, kreuja swiat, moim zdaniem, w duzo wiekszym stopniu niz kobiet. o prawach dzieci nawet nie wspomne, bo one "w tym wszystkim" w ogole sie nie licza.
              wszystko oceniane jest z punktu widzenie uzytecznosci finansowej. co by sie stalo, gdyb zalamal sie system finansowy kompletnie, wszyscy bylibysmy nadzy...tacy jacy jestesmy naprawde!
              • mujer_bonita Re: Rodzina a związek bez ślubu 28.05.09, 16:31
                elegia napisała:
                > to co sie wypisuje o matkach niepracujacych jest przerazajace.

                Sama dołączasz do tych przerażających wypowiedzi używając sformułowania 'matka niepracująca'.
                • elegia Re: Rodzina a związek bez ślubu 28.05.09, 17:01
                  dobrze wiesz o co mi chodzi, zapomnialam o cudzyslowiu.
                  ciesz sie, ze przeszlas na strone obronczyn;)
Pełna wersja