Dodaj do ulubionych

Rak.. jak dac sobie radę?

27.05.09, 22:34
Napisałam dzisiaj post na temat chemiczki, dzieki której mam
poprawkę w sierpniu (i 150 innych osob też ) i napisałam tez o tym,
jak wyrzuciła mnie z klasy za chodzenie w chustce..

Jak wy postrzegacie osoby z rakiem?

Odkad wiadomo ze mam raka, mam przerzuty, przechodze codziennie tą
samą gehennę z chemia doustną z wypadaniem włosów, z osłabieniem, z
omdlewaniem na lekcji robieniem problemów z tego faktu nauczycielom,
rodzicom..Prawie co tydzien, w weekend, albo co 2 tygodnie leze
dłuzej w szpitalu ( nie mowie o nagłych wypadkach kiedy coś naprawde
strasznego sie ze mną dzieje i tracę kontakt z tym swiatem)...
zresztą tu nie chodzi o to co dzieje sie ze mną.

Kiedys byłam wesołą, sypiącą żatami dziewczyną, za którą latali
faceci, byłam dobrą uczennicą, miałam grupę zaufanych przyjacioł.. a
teraz? teraz zostało mi kilka miesiecy życia.. ledwno siedze na
fotelu teraz i piszę ten post.

Rodzice boją się ze mną rozmawiać, mimo ze psycholog w szpitalu
powiedzial ze powinnni - nie jestem za to zła, wiem ze to nie jest
dla nich łatwe.. Przyjaciele, tak naprawde został jeden.. Oceny
pogorszyły się bo rzadziej jestem w szkole i mniej moge sie uczyć -
klasa niby ze mną rozmawia, ale wiem i sama słyszałam jak mnie
obgadują... Chłopak nagle zaKochał się w kolezance z klasy i nie
chce ze mną w ogole utrzymywac kontaktu bo jestem glupia i go
wk*rwiam.

Czy gdyby ktoś, obok was.. umierał na waszych oczach.. co byście
zrobili? jak wy to widzicie..?

nie wiem po co to pisze. Moze z jednej strony by sie wyzalić, bo na
codzien nikomu o tym nie mowie, a moge by wiedzieć ze są ludzie na
których mozna liczyć gdzie tam..

Nie wiem nawet czy moge prosić kogokolwiek w moim otoczeniu o pomoc..
Obserwuj wątek
    • zyrafa Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 22:49
      to nie wstyd prosic. mozna spotkac sie z odmowa, owszem, ale daj im szanse.
      jesli nie sprawdzisz, nie dowiesz sie. moze ktos Cie rozczaruje, ale moze ktos
      inny przyjemnie zaskoczy?

      piszesz o smierci, pytasz, jak ja postrzegam(y). sama boje sie jej bardzo. ale
      moja ciotka walczy z rakiem - ja zachowalam sie tak, jak - wydaje mi sie - sama
      chcialabym byc traktowana. zapytalam, jak sie czuje. odpowiedziala zdawkowo, ze
      ok. "a psychicznie" - spytalam. nie chciala mowic. uszanowalam to. choc wydaje
      mi sie, ze gdy cwaniakuje, bo tak odbieram jej milczenie, jest jej jeszcze
      ciezej. bo jak mozna NIKOMU nie mowic o takim strachu, bolu, niepewnosci?

      trzymaj sie cieplo - i powodzenia,
      z.
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 22:58
        zyrafa napisała:

        > to nie wstyd prosic. mozna spotkac sie z odmowa, owszem, ale daj
        im szanse.
        > jesli nie sprawdzisz, nie dowiesz sie. moze ktos Cie rozczaruje,
        ale moze ktos
        > inny przyjemnie zaskoczy?
        >
        > piszesz o smierci, pytasz, jak ja postrzegam(y). sama boje sie jej
        bardzo. ale
        > moja ciotka walczy z rakiem - ja zachowalam sie tak, jak - wydaje
        mi sie - sama
        > chcialabym byc traktowana. zapytalam, jak sie czuje. odpowiedziala
        zdawkowo, ze
        > ok. "a psychicznie" - spytalam. nie chciala mowic. uszanowalam to.
        choc wydaje
        > mi sie, ze gdy cwaniakuje, bo tak odbieram jej milczenie, jest jej
        jeszcze
        > ciezej. bo jak mozna NIKOMU nie mowic o takim strachu, bolu,
        niepewnosci?
        >
        > trzymaj sie cieplo - i powodzenia,
        > z.
        >

        wiesz, ja tez mowie tylko ok.. ale własnie chiałabym aby ktoś pytał
        i tak, bo zazwyczaj było tak ale ja ciagle wypytywałam, pomagałam a
        teraz nie ma tego w drugą stronę.. a jest ciezko..
        • zyrafa Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:07
          > wiesz, ja tez mowie tylko ok.. ale własnie chiałabym aby ktoś pytał
          > i tak, bo zazwyczaj było tak ale ja ciagle wypytywałam, pomagałam a
          > teraz nie ma tego w drugą stronę.. a jest ciezko..

          hm, moze niektorzy sa na tyle dyskretni, ze jesli rzucasz takie "ok", nie pytaja
          dalej, zwlaszcza w przypadku tak delikatnej materii? wiesz, ja - jesli
          chcialabym mowic na ten temat - nie czekalabym, az ktos zacznie wypytywac,
          dociskac. tylko mowilabym od razu. to jak z czestowaniem czekolada, na ktora
          masz dzika ochote, ale uparcie powtarzasz "nie nie, naprawde dziekuje". bo tak
          wypada? nie dzialaj na wlasna niekorzysc, chcesz mowic - mow. mam nadzieje, ze
          wypowiedz na forum jest tego poczatkiem:)

          pozdrawiam serdecznie,
          z.
          • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:09
            zyrafa napisała:

            > > wiesz, ja tez mowie tylko ok.. ale własnie chiałabym aby ktoś
            pytał
            > > i tak, bo zazwyczaj było tak ale ja ciagle wypytywałam,
            pomagałam a
            > > teraz nie ma tego w drugą stronę.. a jest ciezko..
            >
            > hm, moze niektorzy sa na tyle dyskretni, ze jesli rzucasz
            takie "ok", nie pytaj
            > a
            > dalej, zwlaszcza w przypadku tak delikatnej materii? wiesz, ja -
            jesli
            > chcialabym mowic na ten temat - nie czekalabym, az ktos zacznie
            wypytywac,
            > dociskac. tylko mowilabym od razu. to jak z czestowaniem
            czekolada, na ktora
            > masz dzika ochote, ale uparcie powtarzasz "nie nie, naprawde
            dziekuje". bo tak
            > wypada? nie dzialaj na wlasna niekorzysc, chcesz mowic - mow. mam
            nadzieje, ze
            > wypowiedz na forum jest tego poczatkiem:)
            >
            > pozdrawiam serdecznie,
            > z.


            też mam taką nadzieję:)
    • mareczekk77 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 22:53
      Justyna - współczuję z całego serca, teraz przynajmniej widzisz co ten chłopak i
      "przyjaciele" byli warci.

      A skoro masz już wyrok wydany, to może spróbuj poczytać coś o Simontonach i ich
      metodzie na walkę z rakiem? albo o hunie?
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 22:57
        mareczekk77 napisał:

        > Justyna - współczuję z całego serca, teraz przynajmniej widzisz co
        ten chłopak
        > i
        > "przyjaciele" byli warci.
        >
        > A skoro masz już wyrok wydany, to może spróbuj poczytać coś o
        Simontonach i ich
        > metodzie na walkę z rakiem? albo o hunie?


        poczytam;) widze co byli.. ale szkoda że tak jest.. nie wiem czy
        wolalabym wiedzieć ile są warci.. pewnie tak, ale ciezko jest jak
        idzie sie a tu ktoś sie z Ciebie smieje..
      • vandikia Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:10
        mareczekk77 napisał:

        > Justyna - współczuję z całego serca, teraz przynajmniej widzisz co
        ten chłopak
        > i
        > "przyjaciele" byli warci.


        zapominając o Twoich postach, które generalnie w większości uważam
        za stek bzdur, to uważam że tu jesteś wyjątkowo neisprawiedliwy
        byłeś w takiej sytuacji? wiesz co należy zrobić?
        łatwo się pisze 'mądre rady', gorzej jak się samemu stanie świadkiem
        czyjejś tragedii
        • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:22
          vandikia napisała:

          > mareczekk77 napisał:
          >
          > > Justyna - współczuję z całego serca, teraz przynajmniej widzisz
          co
          > ten chłopak
          > > i
          > > "przyjaciele" byli warci.
          >
          >
          > zapominając o Twoich postach, które generalnie w większości uważam
          > za stek bzdur, to uważam że tu jesteś wyjątkowo neisprawiedliwy
          > byłeś w takiej sytuacji? wiesz co należy zrobić?
          > łatwo się pisze 'mądre rady', gorzej jak się samemu stanie
          świadkiem
          > czyjejś tragedii

          powiem ze sledze to forum i też sie dziwiłam;)
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:07
        niebieski_lisek napisała:

        > Myślę że wszystkie słowa są zbyt banalne żeby je teraz napisać.
        Twoja walka jes
        > t
        > ciężka, ale może d wygrania?

        nie, musiałabym liczyć na cud..
        ma zbyt rozległe przerzuty. Co moge zrobić..?

        Boje sie ze umre w samotnosci.. nie mam nawet do kogo sie przytulić..
          • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:23
            niebieski_lisek napisała:

            > Ciężko czytać takie rzeczy. Jesteś dzielna, ja bym się podłamała.
            Nie rozumiem
            > dlaczego przejmujesz się w takiej sytuacji przedmiotem szkolnym.

            bo chce byc "żyć" normalnie. Wiesz ja sobie załozyłam jakies cele,
            które chciałam zrobić do konca swoich dni i jednym z nich bylo
            odebranie swiadectwa.. a teraz to widzisz..
    • vandikia Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:07
      to nie jest łatwa sytuacja
      ludzie boją się cierpienia, śmierci i gdy mają obok siebie ciężko
      chorą osobę, odizolowują się
      czasem niewiadomo co powiedzieć i zrobić w obliczu czyjejś tragedii,
      bardzo się uważa, żeby kogoś nie zranić, nie powiedzieć
      niestosownych słów, nie urazić czymkolwiek
      są tragedie wobec których ludzie są bezsilni i wtedy milczą
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:11
        vandikia napisała:

        > to nie jest łatwa sytuacja
        > ludzie boją się cierpienia, śmierci i gdy mają obok siebie ciężko
        > chorą osobę, odizolowują się
        > czasem niewiadomo co powiedzieć i zrobić w obliczu czyjejś
        tragedii,
        > bardzo się uważa, żeby kogoś nie zranić, nie powiedzieć
        > niestosownych słów, nie urazić czymkolwiek
        > są tragedie wobec których ludzie są bezsilni i wtedy milczą
        >
        >
        ale nie moge tego zrozumieć.. w gimnazjum miałam dziewczyne chorą na
        białaczkę - sama do niej podeszłam zaprzyjaźniłam sie i oferowałam
        pomoc.. i znamy sie do dziś;) wiec no.. nie umiem tego zrozumieć
        • vandikia Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:27
          ludzka psychika jest bardzo różnie skonstruowana, ja też robiła
          wiele rzeczy, których wiem, że od innych bym nie dostała :)
          sytuacja, o której piszesz jest specyficzna, jesteś odważna, a po
          drugie w wieku gimnazjalnym łatwiej przychodzą takie reakcje - moim
          zdaniem
          im jesteś starsza, tym bardziej dociera do Ciebie znaczenie sytuacji


          w sumie co Tobie można napisać? mimo, że się nie znamy
          powodzenia? - tak pisze się jak grasz w totka
          zdrowia? - skoro piszesz, że to nierealne, to bez sensu i na
          odczepnego
          szczęścia? - jw.
          może potrzebujesz modlitwy - ale jeśli jesteś niewierząca i Cię to
          urazi, to też może lepiej nie pisać


          nie umiem się kompletnie wczuć w Twoją sytuację, bo nie umieram i
          choćbym wszystkie swoje zasoby empatii wyczerpała, to i tak nie będę
          wiedziała co czujesz
          zawsze mi w takich sytuacjach przykro, bo jestes młoda, bo rak nie
          wybiera, bo mimo takiego rozwoju cywilizacji, że jesteśmy w stanie
          klonować zwierzęta, nie umiemy znaleźć leku na tak powszechną chorobę
          złość? przerabiałaś pewnie

          a rodzicom daj dużo miłości, nawet nie próbuję sobie wyobrazić jaki
          to dla nich musi być ból, sama się przytul, powiedz ze kochasz, może
          oni boją się Ciebie dotknąć wiedząc, że jesteś teraz taka krucha
          czasem jest takie uczucie, że boisz się dotknąc kogoś, żeby ta osoba
          od dotyku nie zniknęła

          i jeżeli Cię to odpręża w jakikolwiek sposób, to pisz sobie na
          forum, staraj się myśleć mimo wszystko o jutrze, miej siłę
          cuda się też zdarzają :)
          • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:30
            vandikia napisała:

            > ludzka psychika jest bardzo różnie skonstruowana, ja też robiła
            > wiele rzeczy, których wiem, że od innych bym nie dostała :)
            > sytuacja, o której piszesz jest specyficzna, jesteś odważna, a po
            > drugie w wieku gimnazjalnym łatwiej przychodzą takie reakcje -
            moim
            > zdaniem
            > im jesteś starsza, tym bardziej dociera do Ciebie znaczenie
            sytuacji
            >
            >
            > w sumie co Tobie można napisać? mimo, że się nie znamy
            > powodzenia? - tak pisze się jak grasz w totka
            > zdrowia? - skoro piszesz, że to nierealne, to bez sensu i na
            > odczepnego
            > szczęścia? - jw.
            > może potrzebujesz modlitwy - ale jeśli jesteś niewierząca i Cię to
            > urazi, to też może lepiej nie pisać
            >
            >
            > nie umiem się kompletnie wczuć w Twoją sytuację, bo nie umieram i
            > choćbym wszystkie swoje zasoby empatii wyczerpała, to i tak nie
            będę
            > wiedziała co czujesz
            > zawsze mi w takich sytuacjach przykro, bo jestes młoda, bo rak nie
            > wybiera, bo mimo takiego rozwoju cywilizacji, że jesteśmy w stanie
            > klonować zwierzęta, nie umiemy znaleźć leku na tak powszechną
            chorobę
            > złość? przerabiałaś pewnie
            >
            > a rodzicom daj dużo miłości, nawet nie próbuję sobie wyobrazić
            jaki
            > to dla nich musi być ból, sama się przytul, powiedz ze kochasz,
            może
            > oni boją się Ciebie dotknąć wiedząc, że jesteś teraz taka krucha
            > czasem jest takie uczucie, że boisz się dotknąc kogoś, żeby ta
            osoba
            > od dotyku nie zniknęła
            >
            > i jeżeli Cię to odpręża w jakikolwiek sposób, to pisz sobie na
            > forum, staraj się myśleć mimo wszystko o jutrze, miej siłę
            > cuda się też zdarzają :)
            >
            >

            odpreza.. dobrze jest napisać coś, jak ktoś na Ciebie nie patrzy i
            już - mozesz tak porpostu napisac rzeczy, które na codzien Cie
            krepują..;)

            bardzo mi pomogło to napisałaś. dziekuje:)
            • vandikia Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:47
              to dobrze, w takim razie zrzucaj ile wlezie :)
              jeszcze, żebyś miała więcej pewności siebie.. śmiech jest czasem
              nerwowy, jest reakcją hm.. automatyczną, gdy nie wie się co zrobić
              czy jak się zachować, ale rozumiem że jest Ci w takich momentach
              cięzko
              eh kobieto, jakbym Ci mogła pomóc jakkolwiek, to bym Ci pomogła,
              wszystkie możliwości leczenia masz wyczerane? kosultacje z wileoma
              lekarzami?
              rok z hakie leżałam w szpitalu z babeczką, która gdyby wcześniej
              trafiła do odpowiedniego lekarza, to by miała dwie nogi, a nie
              jedną, dlatego jestem szczególnie wyczulona na możliwości naszej
              służby zdrowiam zresztą mojego przypadku nie wykluczając
              jak bierzesz chemię, to widocznie jest szansa, inaczej by Cię nie
              faszerowali, może lekarze boją się dac nadzieje, a ona faktycznie
              jest?
              • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:57
                vandikia napisała:

                > to dobrze, w takim razie zrzucaj ile wlezie :)
                > jeszcze, żebyś miała więcej pewności siebie.. śmiech jest czasem
                > nerwowy, jest reakcją hm.. automatyczną, gdy nie wie się co zrobić
                > czy jak się zachować, ale rozumiem że jest Ci w takich momentach
                > cięzko
                > eh kobieto, jakbym Ci mogła pomóc jakkolwiek, to bym Ci pomogła,
                > wszystkie możliwości leczenia masz wyczerane? kosultacje z wileoma
                > lekarzami?
                > rok z hakie leżałam w szpitalu z babeczką, która gdyby wcześniej
                > trafiła do odpowiedniego lekarza, to by miała dwie nogi, a nie
                > jedną, dlatego jestem szczególnie wyczulona na możliwości naszej
                > służby zdrowiam zresztą mojego przypadku nie wykluczając
                > jak bierzesz chemię, to widocznie jest szansa, inaczej by Cię nie
                > faszerowali, może lekarze boją się dac nadzieje, a ona faktycznie
                > jest?


                jest. Mozliwe ze wylecze sie na tyle by mozna było operować. tyle że
                powiedzieli ze to bardzo malo prawdopodobne i żebym sie przygotowała
                na najgorsze.
    • drie Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:10
      To jest bardzo osobista sprawa. Ludzie nie wiedza jak sie zachowac.
      Nawet jesli na codzien znasz osobe bardzo dobrze, to w takiej
      sytuacji nie wiesz czy pytac, czy ciagnac temat, czy opowiadac o
      swoich sprawach, ktore w porownaniu z ta tragedia sa bardzo
      przyziemne. Stracilam ostatnio 3 mlode osoby w walce z rakiem. Dla
      mnie osobiscie bylo latwiej jak ten ktos zaczynal i mowil o
      problemach. Wtedy wiedzialam, ze moge pytac, bo pytan jest mnostwo.
      Tylko czasem nie chce sie tych osob meczyc i ptajac kazac powtarzac
      wszystkim dookola tego samego. Znowu dobra znajoma do konca swoich
      dni zachowywala sie tak normalnie, tak unikala tematu, ze czlowiek
      sie gubil. Mysle, ze chciala do ostatnich dni zachowac normalnosc
      dnia codziennego.

      Tak wiec nie ma recepty. Musisz pomoc bliskim w tym. Pomimo, ze sama
      najbardziej potrzebujesz teh pomocy. Pokaz im jak moga Ci pomoc.
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:29
        drie napisała:

        > To jest bardzo osobista sprawa. Ludzie nie wiedza jak sie
        zachowac.
        > Nawet jesli na codzien znasz osobe bardzo dobrze, to w takiej
        > sytuacji nie wiesz czy pytac, czy ciagnac temat, czy opowiadac o
        > swoich sprawach, ktore w porownaniu z ta tragedia sa bardzo
        > przyziemne. Stracilam ostatnio 3 mlode osoby w walce z rakiem. Dla
        > mnie osobiscie bylo latwiej jak ten ktos zaczynal i mowil o
        > problemach. Wtedy wiedzialam, ze moge pytac, bo pytan jest
        mnostwo.
        > Tylko czasem nie chce sie tych osob meczyc i ptajac kazac
        powtarzac
        > wszystkim dookola tego samego. Znowu dobra znajoma do konca swoich
        > dni zachowywala sie tak normalnie, tak unikala tematu, ze czlowiek
        > sie gubil. Mysle, ze chciala do ostatnich dni zachowac normalnosc
        > dnia codziennego.
        >
        > Tak wiec nie ma recepty. Musisz pomoc bliskim w tym. Pomimo, ze
        sama
        > najbardziej potrzebujesz teh pomocy. Pokaz im jak moga Ci pomoc.


        próbuje, ale juz nie wiem co.. probuje podejsc pogadać to rodzice
        mowią: "nie mowmy o tym, bedzie dobrze" i klops.. mi chodzi bardziej
        o kogoś takiego z kim mozna pogadac zawsze.. chciałabym miec kogo
        Kochać.. a nie pewnego dnia umrzec sama.. sa rzeczy, ktore nie mowi
        isie rodzicom..
        • drie Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:47
          > próbuje, ale juz nie wiem co.. probuje podejsc pogadać to rodzice
          > mowią: "nie mowmy o tym, bedzie dobrze" i klops.. mi chodzi
          bardziej
          > o kogoś takiego z kim mozna pogadac zawsze.. chciałabym miec kogo
          > Kochać.. a nie pewnego dnia umrzec sama.. sa rzeczy, ktore nie
          mowi
          > isie rodzicom..

          Bo rodzice czesto tacy sa. Nie wiadomo czy siebie karmia tymi
          tekstami czy naprawde wierza, ze to pomoze Tobie. A sami placza w
          poduszke.

          Jesli chodzi o przyjaciela do pogadania.. to niestety trzeba miec to
          szczescie i trafic na taka osobe, lub sobie ta przyjazc latami
          wypracowac. I wciaz nie bedzie pewnosci, ze w razie wypadku on
          stanie na wysokosci zadania.

          Ciezko radzic. Ale to Ty znasz tych ludzi. Sprobuj roznych podejsc.
          Niektorzy potrzebuja troche czasu by sie oswoic z sytuacja. Inni
          znowu sa zbyt egoistyczni by myslec o TObie, bo przede wszystkim IM
          jest niekomfortowo w tej sytuacji.
    • annjen Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:13
      jesteś naprawdę dzielną dziewczyną, że masz siłę starać się normalnie żyć,
      chodzić do szkoły... a taka siła może zdziałać cuda. z rakiem nigdy do końca nie
      wiadomo, zawsze należy mieć nadzieję. skoro bierzesz chemię, to chyba znaczy, że
      jest szansa, że ona pomoże. jeśli można ci jakoś pomóc, napisz... mam nadzieję,
      że tu znajdziesz wsparcie. sama niewiele wiem na temat raka, ale myślę o Tobie
      najcieplej, jak tylko potrafię.
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:27
        annjen napisała:

        > jesteś naprawdę dzielną dziewczyną, że masz siłę starać się
        normalnie żyć,
        > chodzić do szkoły... a taka siła może zdziałać cuda. z rakiem
        nigdy do końca ni
        > e
        > wiadomo, zawsze należy mieć nadzieję. skoro bierzesz chemię, to
        chyba znaczy, ż
        > e
        > jest szansa, że ona pomoże. jeśli można ci jakoś pomóc, napisz...
        mam nadzieję,
        > że tu znajdziesz wsparcie. sama niewiele wiem na temat raka, ale
        myślę o Tobie
        > najcieplej, jak tylko potrafię.


        chciałabym miec kogoś takiego.. ja nie chce wiele, chce tylko
        rozmowy.. gdy mialam raka i dopiero sie to sprawdzało to moj chłopak
        mi pomagał.. gdy okazało sie ze naprawde jest - przestał.. i nie
        wiem co teraz robić, nawet ne ma sie do kogo przytulić..
    • demonii.larua Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:14
      > Czy gdyby ktoś, obok was.. umierał na waszych oczach.. co byście
      > zrobili? jak wy to widzicie..?
      Robiłam dokładnie to co sobie ta osoba życzyła. Powinnaś mieć kogoś takiego...
      odchodzić nie jest łatwo, zwłaszcza gdy patrzą na to Twoi bliscy, a i im zapewne
      też nie jest najlepiej. Nie bój sie prosić o pomoc, ludzie zachowują się
      naprawdę dziwacznie w obliczu choroby czy nadchodzącej śmierci, tak naprawdę nie
      wiedzą czego Ty chcesz, bo boją się spytać, żeby Cie nie dotknąć, nie urazić -
      śmierć jest wciąż tematem tabu. Możesz prosić o pomoc i rób to i nie bój się
      odmowy.
      Skoro wciąż bierzesz chemię, to może warto wierzyć że zostało Ci jednak więcej
      niż tylko kilka miesięcy?
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:26
        demonii.larua napisała:

        > > Czy gdyby ktoś, obok was.. umierał na waszych oczach.. co byście
        > > zrobili? jak wy to widzicie..?
        > Robiłam dokładnie to co sobie ta osoba życzyła. Powinnaś mieć
        kogoś takiego..
        > .
        > odchodzić nie jest łatwo, zwłaszcza gdy patrzą na to Twoi bliscy,
        a i im zapewn
        > e
        > też nie jest najlepiej. Nie bój sie prosić o pomoc, ludzie
        zachowują się
        > naprawdę dziwacznie w obliczu choroby czy nadchodzącej śmierci,
        tak naprawdę ni
        > e
        > wiedzą czego Ty chcesz, bo boją się spytać, żeby Cie nie dotknąć,
        nie urazić -
        > śmierć jest wciąż tematem tabu. Możesz prosić o pomoc i rób to i
        nie bój się
        > odmowy.
        > Skoro wciąż bierzesz chemię, to może warto wierzyć że zostało Ci
        jednak więcej
        > niż tylko kilka miesięcy?


        lekarze liczą na to, ale napraqde musiałby być cud.. ja nie wiem czy
        dochodze do tej szkoły do konca.. bo jest coraz gorzej.. ciezko jest
        zyc i funkcjonować kiedy masz raka i 2 przerzuty..
              • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 27.05.09, 23:54
                niebieski_lisek napisała:

                > Nie boisz się śmierci? Ja bym chyba tak lekko nie potrafiła o tym
                mówić, cykor
                > straszny jestem.

                Boje, pewnie że tak.. ale wiesz.. tak naprawde wiem ze to niedługo,
                ze to moze byc nawet jutro.. nawet zaraz.. ale tak naprawde nie
                myslałam co bedzie.. moze dziwnie to ale nie wiem co myslec..
                podobno lekarze mowia ze pacjenci odchodza w spokoju na tej
                onkologii.. ja bym chciała odejsc z kimś obok.. wiem ze to byłoby
                dla niego straszne, ale nie chce umierac sama.. chce trzymać kogoś
                za reke, mowić mu ze bardzo go Kocham i zawsze Kochałam.. a wiem ze
                moi rodzice nie bedą przy tym nie sa tak silni.

                Myslałam o tym ze powiem rodzicom by oddali moje organy o ile się da
                coś tam zdrowego wyskubać, aby oddali moje ubrania dzieciom, rzeczy
                i ksiazki do domu dziecka.. a moj pamietnik oddali byłemu
                chłopakowi.

                Tak naprawde to wciaz go Kocham. Wiem ze mi nie pomoże, wiem ze
                nawet nie wierzył mi w to, dopoki moja mama przez przypadek naprawde
                pokazała mu moje wyniki. Szkoda ze nie jest ze mną, bardzo Go
                potrzebuje.. On wie ze Go Kocham, korzysta z tego jak chce - zawsze
                jestem do jego dyspozycji..

        • demonii.larua Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 00:04
          > lekarze liczą na to, ale napraqde musiałby być cud.. ja nie wiem czy
          > dochodze do tej szkoły do konca.. bo jest coraz gorzej.. ciezko jest
          > zyc i funkcjonować kiedy masz raka i 2 przerzuty..
          No wiem... znaczy jak z przerzutami jest to nie wiem. Ale skoro lekarze
          wierzą, to Ty tez mogłabyś spróbować :) Może powinnaś poszukać jakiejś grupy
          wsparcia dla chorych? Kogoś kto lepiej Cię zrozumie? No i koniecznie spraw sobie
          coś do tulenia :) Misia chociaż :) Póki co tule wirtualnie, a jak będziesz
          chciała to pisz na maila gazetowego :) Dobrej nocy :)
          • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 08:39
            demonii.larua napisała:

            > > lekarze liczą na to, ale napraqde musiałby być cud.. ja nie wiem
            czy
            > > dochodze do tej szkoły do konca.. bo jest coraz gorzej.. ciezko
            jest
            > > zyc i funkcjonować kiedy masz raka i 2 przerzuty..
            > No wiem... znaczy jak z przerzutami jest to nie wiem. Ale skoro
            lekarze
            > wierzą, to Ty tez mogłabyś spróbować :) Może powinnaś poszukać
            jakiejś grupy
            > wsparcia dla chorych? Kogoś kto lepiej Cię zrozumie? No i
            koniecznie spraw sobi
            > e
            > coś do tulenia :) Misia chociaż :) Póki co tule wirtualnie, a jak
            będziesz
            > chciała to pisz na maila gazetowego :) Dobrej nocy :)

            jestem w grupie wsparcia, cała moja rodzina też jest.. Ale nie wiem
            czy to coś daje.
    • kokosowa_ja Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 00:22
      Tak się zastanawiam co mam w tym poście napisać...przede wszystkim przesyłam Ci
      buziaka:*:) i mocno przytulam:).

      Ludzie boją sie smierci, nie mówią o niej chociaz kazdego z nas to czeka i Twoi
      przyjaciele nie, ze sie odwrócili, ze chłopak sie odwrócił uwiez mi oni sie
      strasznie boją, napewno Cie kochają napewno cierpią moze w ten sposób myslą, ze
      złagodza to cierpienie unikajac Cie. Kiedy maja Babci umierała nie chcialam tego
      widzieć bałam sie być przy niej, nie chciałam na to patrzeć i to nie wynikało,
      ze jej nie kocham bo bardzo mi jej brakuje.

      Pamietaj cuda sie zdarzaja i walcz mocnooooo!:). Korzystaj z kadego dnia
      garsciami niczym sie nie zadreczaj.Poza tym ja mocno wierze ze po tej drugiej
      stronie jest zycie- lepsze zycie:).
    • secret007 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 00:51
      Nie znam Ciebie a ryczę teraz czytając Twój post.

      W jakiś sposób tłumaczę sobie zachowanie Twojego otoczenia - im na
      pewno jeszcze ciężej jest to znieść niż mi teraz. Może nie zdajesz
      sobie sprawy ile ludzi martwi sie o Ciebie: rodzice, dalsza
      rodzina, "przyjaciele", były chlopak, znajomi w szkole....Wydaje mi
      sie, że strach ich paraliżuje i powstrzymuje przed okazaniem tego.

      Często jest tak, że dopiero po odejściu kogoś zdajemy sobie sprawę,
      uzmysławiamy, że "powinnam była jej/jemu powiedzieć, że jestem obok,
      wspieram, widzę, co się dzieje, kocham Cię". Nie chcę ich
      usprawiedliwiać, bo nie można porównać strachu przed rozmową z kimś,
      zranieniem go z Twoim strachem przed śmiercią! Ale wiem, że jest to
      delikatny temat, Ty dosyć swobodnie o tym piszesz, możesz rozmawiać,
      może dlatego, że juz się "przyzwyczaiłas" do szpitala, swojej
      choroby, ale dla ludzi obok poważna choroba młodych ludzi jest
      zawsze szokiem.

      Przepraszam, że tak piszę smutno, wierzę, że jeszcze jest dla Ciebie
      szansa!

      Nie mam dzieci, ale po prostu nie potrafię sobie wyobrazić jak to
      byłoby, gdyby przyszło do mnie moje dziecko, przytulić się i
      pożegnać...Przecież w tej chwili serce rodzica po prostu krwawi
      strasznie, dlatego oni tak się zachowują. Po prostu prawdopodobnie
      boją się tego jak zaregowaliby, mogliby się złamać, a przez to
      odebrać Tobie sily do walki. Jest im ciężko i na pewno nie widzisz
      wszystkich ich łez i smutków, oni chcą Ci tego oszczędzić. Nie ma
      dobrego momentu na żegnanie się z dzieckiem...

      Poza tym oni na pewno wierzą w Ciebie, w medycynę, w lekarzy, w cud.
      I chcieliby oszczędzić Tobie chwil smutku i skupić się na pozytywnej
      energii.

      Jesteś BARDZO DZIELNA. Jesteś silna, mądra i dobra. I lepiej teraz
      skup się na walce, na wierze w przyszłość, na pozytywnej energii, bo
      ja Ci przesyłam tyle ile mogę mojej, a wszyscy którzy czytają Twoje
      posty na pewno są też myślami z Tobą.

      Pozdrawiam serdecznie
    • no1teresa Justyna 28.05.09, 00:59
      przeczytaj koniecznie natychmiast ksiazke "Milosc, medycyna i cuda", Bernie
      Siegel, cudowna książka, zobaczysz z jakich stanow ludzie wychodza i jaki wplyw
      ma na to psychika
      z powodu tej psychiki, aby uniknac stresu i wszelkich zlych, oslabiajacych
      emocji, ja bym sobie darowala teraz szkole (zdasz bez problemu w przyszlym roku,
      bedac w lepszym stanie!) i skupila sie na wspomaganiu swojego organizmu na
      wszelkie mozliwe sposoby (dieta dr Budwig, dieta wegetarianska, wykluczenie
      cukrow i niekorzystnych tluszczow, antyoksydanty, spirulina, grzyby witalne,
      Noni, chlorofil, nagietek, buraki, preparaty ziolowe ajurwedyjskie .....
      mozliwosci jest naprawde duzo)
      gdzie Ty mieszkasz?
      • justyna2344 Re: Justyna 28.05.09, 08:36
        no1teresa napisała:

        > przeczytaj koniecznie natychmiast ksiazke "Milosc, medycyna i
        cuda", Bernie
        > Siegel, cudowna książka, zobaczysz z jakich stanow ludzie wychodza
        i jaki wplyw
        > ma na to psychika
        > z powodu tej psychiki, aby uniknac stresu i wszelkich zlych,
        oslabiajacych
        > emocji, ja bym sobie darowala teraz szkole (zdasz bez problemu w
        przyszlym roku
        > ,
        > bedac w lepszym stanie!) i skupila sie na wspomaganiu swojego
        organizmu na
        > wszelkie mozliwe sposoby (dieta dr Budwig, dieta wegetarianska,
        wykluczenie
        > cukrow i niekorzystnych tluszczow, antyoksydanty, spirulina,
        grzyby witalne,
        > Noni, chlorofil, nagietek, buraki, preparaty ziolowe
        ajurwedyjskie .....
        > mozliwosci jest naprawde duzo)
        > gdzie Ty mieszkasz?


        okolice Łodzi;)
    • thank_you Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 03:09
      Przykro mi.

      Ja również chorowałam. W klasie maturalnej. Ludzie bali się ze mną rozmawiac, ważyli każde słowo, jakby bali się mnie urazic. Całkiem niedawno poznany chłopak odsunął się ode mnie...miałam wrażenie że boi się zarazic? Rodzice patrzyli we mnie jak w obraz, chwytali każdą chwilę, którą mogli spędzic ze mną. Temat nowotworu był tematem tabu.

      Też miałam problemy w szkole. Miałam zostac położona w czwartek do CO, podeszłam do historyczki i poprosiłam, abym mogła napisac klasówkę i przedstawic referat w środę, bo w czwartek już mnie nie będzie. A co ona na to? Że jej to nie obchodzi i że mam zjawic się w czwartek w szkole. Spytałam, czy w takim razie mam umrzec, ale klasówkę napisac razem z klasą. Odpowiedziała, że jej to obojętne czy umrę czy nie. Ważne, że mam napisac sprawdzian w tym terminie.

      To była dobra lekcja życia.

      Nie poddawaj się.

      Cmok, dziewczyno :*
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 08:42
        dokładnie.. całą tą Twoją historię znam na własnej skórze ;)

        są chwile gdy musze przedstawiać zaswiadczenie lub wypis ze szpitala
        bo jakiś nauczyciel idzie do dyrekcji z tym ze uciekłam z klasówki :)

        ale ta historyca.. a ona wiedziała dokładnie co Ci jest? czy tylko
        wiedziała ze jestes chora? ( tzn. nie wiedziałą ze to nowotwór?)
        • thank_you Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 14:50
          Moja historia dobrze się skończyła. Tak samo będzie z Tobą :-) Zobaczysz :-)

          Zrozum tych ludzi, którzy się od Ciebie odsunęli. Oni nie robią tego specjalnie. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu spotykają się z taką chorobą. Że chora jest bliska im osoba. A dla większości ludzi słowo "rak" to "wyrok". A obie wiemy, że to bzdura? Oni się po prostu boją. Weź mamę za rękę, powiedz, że się nie boisz. I żeby ona się nie bała.

          Historyca wiedziała doskonale co mi jest. Po prostu była wredną pindą. Ja nie wtajemniczałam nikogo z nauczycieli co mi jest. Nie chciałam, aby użalali się nade mną itp. Ale wiedziało paru znajomych i zaraz plotka się rozeszła. Chorowałam od września, a mojej wychowawczyni powiedziałam o chorobie na 2-3 dni przed Wigilią, gdy szłam na operację. Nawet jej to nie wzruszyło. Dyrektorowi powiedziałam w styczniu i on kazał mi obiecac, że ze wszystkich sił będę się starała skończyc szkołę :-) A na maturze jako jedyna miałam wielkiego misia na ławce, od niego :-) Nauczyciele podzielili się na takich, którzy umożliwiali mi pisanie klasówek w innym terminie, nie zwracali uwagi na to, że nie przychodzę na zajęcia i na takich, którzy robili mi pod górkę. Miałam nie pisac matury, bo w tym czasie profesor zaplanował operację...i na kilka dni przed maturą ubłagałam go, abyśmy przełożyli jednak zabieg, abym mogła jednac podejśc do egzaminów i spróbowac je zdac. I zdałam :-)

          Tak mi się wydaje, że ludzie, którzy tak się zachowują, mają jakieś problemy w życiu? I wyżywają się na bogu ducha winnych ludziach? Może nie wiedzą, że chory człowiek naprawdę cierpi? Może są najzwyczajniej w świecie mało delikatni?

          Jeśli chcesz, to pisz do mnie na gazetowego :-)
    • zuzann-a Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 09:25
      Absolutnie nie mozesz sie poddac, MUSISZ wierzyc i myslec
      pozytywnie! Wiem,ze to trudne ale w ciezkiej chorobie pozytywne
      myslenie to polowa sukcesu. Polecam ksiazke "Możesz uzdrowić swoje
      życie "- Louise L. Hay.
      Ktos wyzej wspomnial o diecie dr Budwig, ja tez cos o tym slyszalam,
      nie wiem na ile jest skuteczna ale moze warto sprobowac? Trzymaj sie
      bardzo mocno i walcz!! Jestesmy z Toba myslami i przesylamy Ci
      pozytywna energie.
      • basia880 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 12:01
        Przede wszystkim trzymam za Ciepie kciuki że będzie dobrze. Wiesz ja nie
        rozumiem Twoich znajomych, przecież rak jest tak powszechną, w tych czasach
        chorobą, że każdy z nas w każdej chwili może zachorować, oni też. I wtedy nikt
        też może nie poda im pomocnej dłoni. Ja jestem inna, bezpośrednia, pewnie pytala
        bym. Ale widzisz... Ty pewnie też jesteś nieco bardziej nerwowa gdy''śmierć
        patrzy Ci w oczy'. Może oni boją się. Ja miałam zupełnie inną sytuacje.
        Mianowicie mój ojciec był agresywny, powiedzmy. Ile razy próbowałam z mamą o tym
        rozmawiać mówiła że nie ma sensu o tym gadać bo to itak nic nie da. Teraz z
        perspektywy czasu rozmawiamy o uuczuciach bez problemu. Moja mama przyznała mi
        się że myślała że jak nie będziemy o tym rozmawiać to problemu nie będzie że nie
        będę o tym myślała...a było wręcz odwrotnie. Może tak samo jest z Twoimi
        rodzicami. Może myślą że jak nie będziecie o tym rozmawiać to nie będziesz o tym
        myślała... Powiem Ci, żebyś się jakimiś niedojrzałymi gnojkami nie
        przejmowała... rodzina niech będzie dla Ciebie najważniejsza. Dla Twoich
        rodziców wielkim bólem jest strata tego co mają najcenniejszego czyli Ciebie. Ty
        z tego co piszesz jesteś twardą dziewczyną. To przykre że w tej sytuacji muisz
        być silna dla siebie ale też wspierać rodzinę. Ja wierzę że Ci się uda i że to
        co przeżyłaś będzie dla Ciebie lekcją życia . Wiesz my zdrowi nie doceniamy
        czasami zwykłego dnia, tego że za oknem jest piękna pogoda, kłucimy się z
        rodziną, na świecie jest tyle zawiści... ja wierzę że Ty po tym doświadczeniu
        będziesz bardzo dobrym człowiekiem, jednak rana w sercu zostanie
        • basia880 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 12:06
          co bym zrobiła jak ktoś kogo kocham najbardziej na świecie odchodził na moich
          oczach?
          płakałabym w poduszkę ale nie okazywałabym tego tej osobie. Na pewno bym nie
          zostawiła samej sobie...
          Matko, chodzisz do gimnazjum a tak piszesz o śmierci...
          • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 09:20
            basia880 napisała:

            > co bym zrobiła jak ktoś kogo kocham najbardziej na świecie
            odchodził na moich
            > oczach?
            > płakałabym w poduszkę ale nie okazywałabym tego tej osobie. Na
            pewno bym nie
            > zostawiła samej sobie...
            > Matko, chodzisz do gimnazjum a tak piszesz o śmierci...


            Liceum :)

            Nie wiem jak pisać o śmierci. Nawet nie mam pojęcia czym ona jest,
            google, ani nikt z żyjących mi tego nie powie.. Śmierc moge sobie
            tylko wyobrazać.. Zawsze myslałam ze ktoś kogo Kocham i spędziłam z
            nim całe życie bedzie mnie trzymał za rękę i tak to się skoczy,
            bezboleśnie.. a zapowida się inaczej..
        • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 09:17
          basia880 napisała:

          > Przede wszystkim trzymam za Ciepie kciuki że będzie dobrze. Wiesz
          ja nie
          > rozumiem Twoich znajomych, przecież rak jest tak powszechną, w
          tych czasach
          > chorobą, że każdy z nas w każdej chwili może zachorować, oni też.
          I wtedy nikt
          > też może nie poda im pomocnej dłoni. Ja jestem inna, bezpośrednia,
          pewnie pytal
          > a
          > bym. Ale widzisz... Ty pewnie też jesteś nieco bardziej nerwowa
          gdy''śmierć
          > patrzy Ci w oczy'. Może oni boją się. Ja miałam zupełnie inną
          sytuacje.
          > Mianowicie mój ojciec był agresywny, powiedzmy. Ile razy
          próbowałam z mamą o ty
          > m
          > rozmawiać mówiła że nie ma sensu o tym gadać bo to itak nic nie
          da. Teraz z
          > perspektywy czasu rozmawiamy o uuczuciach bez problemu. Moja mama
          przyznała mi
          > się że myślała że jak nie będziemy o tym rozmawiać to problemu nie
          będzie że ni
          > e
          > będę o tym myślała...a było wręcz odwrotnie. Może tak samo jest z
          Twoimi
          > rodzicami. Może myślą że jak nie będziecie o tym rozmawiać to nie
          będziesz o ty
          > m
          > myślała... Powiem Ci, żebyś się jakimiś niedojrzałymi gnojkami nie
          > przejmowała... rodzina niech będzie dla Ciebie najważniejsza. Dla
          Twoich
          > rodziców wielkim bólem jest strata tego co mają najcenniejszego
          czyli Ciebie. T
          > y
          > z tego co piszesz jesteś twardą dziewczyną. To przykre że w tej
          sytuacji muisz
          > być silna dla siebie ale też wspierać rodzinę. Ja wierzę że Ci się
          uda i że to
          > co przeżyłaś będzie dla Ciebie lekcją życia . Wiesz my zdrowi nie
          doceniamy
          > czasami zwykłego dnia, tego że za oknem jest piękna pogoda,
          kłucimy się z
          > rodziną, na świecie jest tyle zawiści... ja wierzę że Ty po tym
          doświadczeniu
          > będziesz bardzo dobrym człowiekiem, jednak rana w sercu zostanie


          Masz racje. tylko ze z każdym dniem nie moge zrozumieć, czemu jestem
          z tym sama, nie mam z kim gadać.. to nie chodzi o to ze ciagle tylko
          o raku bym gadała.. o wszystkim. Tylko gdy wszyscy sie odwaracją (
          bo np. jak jedna osoba mi powiedziała - rak jest zaraźliwy przez
          dotyk ) to juz nie wiem co moge zrobić..
    • listekklonu Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 14:05
      Mój mąż też miał problemy nowotworowe, na początku studiów, zanim
      się poznaliśmy. Jego akurat kadra akedemicka traktowała bardzo ok,
      przekładali mu terminy egzaminów itp. Natomiast przyjaciele nie
      sprawdzili się niestety zupełnie. Para najbliższych przyjaciół nawet
      się nie pofatygowała do szpitala. Wiem, że to brzmi makabrycznie,
      ale powiedział mi, że miał wrażenie, że ci przyjaciel uznali, że
      pewnie już i tak nic z tej przyjaźni nie będzie i odpuścili sobie.
      Na szczęście wyzdrowiał:) Ludzie chyba po prostu nie wiedzą, jak się
      zachować w takiej sytuacji.
      Mam nadzieję, że mimo wszystko znajdziesz jakąś bliską osobe, z
      którą bedziesz mogła szczerze pogadać. Jeśli nie w realu, to
      przynajmniej tutaj, w internecie.
      Pozdrawiam ciepło.
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 09:25
        listekklonu napisała:

        > Mój mąż też miał problemy nowotworowe, na początku studiów, zanim
        > się poznaliśmy. Jego akurat kadra akedemicka traktowała bardzo ok,
        > przekładali mu terminy egzaminów itp. Natomiast przyjaciele nie
        > sprawdzili się niestety zupełnie. Para najbliższych przyjaciół
        nawet
        > się nie pofatygowała do szpitala. Wiem, że to brzmi makabrycznie,
        > ale powiedział mi, że miał wrażenie, że ci przyjaciel uznali, że
        > pewnie już i tak nic z tej przyjaźni nie będzie i odpuścili sobie.
        > Na szczęście wyzdrowiał:) Ludzie chyba po prostu nie wiedzą, jak
        się
        > zachować w takiej sytuacji.
        > Mam nadzieję, że mimo wszystko znajdziesz jakąś bliską osobe, z
        > którą bedziesz mogła szczerze pogadać. Jeśli nie w realu, to
        > przynajmniej tutaj, w internecie.
        > Pozdrawiam ciepło.


        Doskonale rozumiem Pani męża, co do sprawy przyjaciół. Wydaje mi sie
        ze na studiach są dużo 'dojrzalsi' ludzie niż tu, w liceum.

        i jak to minęło już kilka lat.. nie ma żadnych nawrotów, nie czuje
        się źle..? wszystko jest w porzadku..?
    • kenna Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 14:54
      Justyno,

      mam na imię tak samo jak Ty i może dlatego tak bardzo Cię polubiłam od pierwszej chwili:) Jestem kilka lat starsza od Ciebie, ale doceniam mądrość która przebija z Twoich postów, musisz być naprawdę inteligentną i fascynującą osobą...

      Oczywiście, może znowu przez wzgląd na imię:) mocno kibicuję Ci, żeby jednak zdarzył się cud... a jeśli nie - podziwiam to, z jakim spokojem do tego wszystkiego podchodzisz. Pisząc o mądrości, miałam na myśli właśnie to. Nie każdy to potrafi...
      Chciałabym życzyć Ci, aby to wszystko mijało Ci lekko i spokojnie, z pełną Twoją akceptacją tego, co się dzieje. Żebyś się nie bała. Żeby Twoi rodzice i bliscy też przestali się bać. Myślę, że możesz ich przekonać, nauczyć, jak się nie bać śmierci. Jak się nie bać Ciebie. Jesteś mądra, dasz radę.

      Jeżeli w jakikolwiek sposób pomaga Ci pisanie na forum, pisz. Ludzie są z gruntu dobrzy, postarają Ci się pomóc, jak sama widzisz, łatwiej jest rozmawiać przez net.

      Ściskam, Justyna:)
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 09:23
        kenna napisała:

        > Justyno,
        >
        > mam na imię tak samo jak Ty i może dlatego tak bardzo Cię
        polubiłam od pierwsze
        > j chwili:) Jestem kilka lat starsza od Ciebie, ale doceniam
        mądrość która przeb
        > ija z Twoich postów, musisz być naprawdę inteligentną i
        fascynującą osobą...
        >
        > Oczywiście, może znowu przez wzgląd na imię:) mocno kibicuję Ci,
        żeby jednak zd
        > arzył się cud... a jeśli nie - podziwiam to, z jakim spokojem do
        tego wszystkie
        > go podchodzisz. Pisząc o mądrości, miałam na myśli właśnie to. Nie
        każdy to pot
        > rafi...
        > Chciałabym życzyć Ci, aby to wszystko mijało Ci lekko i spokojnie,
        z pełną Twoj
        > ą akceptacją tego, co się dzieje. Żebyś się nie bała. Żeby Twoi
        rodzice i blisc
        > y też przestali się bać. Myślę, że możesz ich przekonać, nauczyć,
        jak się nie b
        > ać śmierci. Jak się nie bać Ciebie. Jesteś mądra, dasz radę.
        >
        > Jeżeli w jakikolwiek sposób pomaga Ci pisanie na forum, pisz.
        Ludzie są z grunt
        > u dobrzy, postarają Ci się pomóc, jak sama widzisz, łatwiej jest
        rozmawiać prze
        > z net.
        >
        > Ściskam, Justyna:)
        >

        Nie tylko ze względu na imię, dziękuję za post ;) rzeczywiscie jest
        mi łatwiej, chociaż na żywo też bym chciała.. Ja nie wiem czy mam
        jakąs mądrość życiową.. widze tylko ze przez tą chorobę a moze przez
        brak bliskich wokół siebie jestem nieco smutniejsza..
    • butterflymk Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 15:38
      powiem Ci tak,
      moja Mama umarła na ulicy, jak do niej dobiegłam było juz za późno
      nie miałam możliwości nawet się pożegnać nic powiedzieć...
      to raczej Twoi najbliźsi powinni poszukać pomocy jak sobie radzić w
      sytuacji kiedy widzą co się z Tobą dzieje...
      Ja bym wiele dała żeby być przy mojej Mamie.
      U Ciebie wszyscy udaja że nic niw widza i że nic sie ne dzieje...
      Ja bym z nimi rozmiawiała na ten temat na siłe aby ich tego nauczyć..
      Nie wiem zresztą beznadziejny jest ten świat i tyle...
      Tak naprawde nikt nie wie co nas czeka jutro, co z tego że mi się
      wydaje ze jestm zdrowa jak moze mnie jeb..ć samochód tfu tfu
      to takie głupie podejście ludzi chorych zdrowych
      trzeba życ jak najlepiej
      Ty jestes chora ale masz rodzinę mamę
      ja jestem zdrowa ale nie mam mamy, nie mam na kogo ponarzekac, z kim
      sie pokłócić, kogo zapytac o cokolwiek, nigdy już ne będe jej miała
      i mnie to tez wkur...a że to takie niesprawiedliwe...

      • martinka74 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 16:12
        To co piszesz o swojej szkole w glowie mi sie nie miesci. Pracuje w
        oswiacie i z czyms takim sie nie spotkalam. Przeciwnie,tylko z tym,
        ze sie dba o takie osoby jak tylko mozna i chroni przed dodatkowymi
        stresami. Wszyscy w szkole wiedza o Twojej sytuacji, i nikt sie za
        to nie wzial? Dyrektor, pedagog szkolny, wychowawca, ksiadz? Szukaj
        pomocy i krzycz, ze Ci zle,ktos pomocny musi sie znalezc.
        Nie mow ludziom, ze czujesz sie ok,bo sie przeciez nie czujesz. A
        tak mowiac zamykasz im usta , mysla pewnie ze nie chcesz rozmawiac.
        Ja tez choruje na raka. Jest mi duzo latwiej, bo wspiera mnie wiele
        osob. Nie mam najmniejszych oporow aby mowic, ze sie boje, bo to
        chyba naturalne, ze sie boje. Szukaj pomocy, jesli nie masz kogos
        bliskiego to szukaj wsrod psychologow,ksiezy, naprawde wielu ludzi
        pomaga i robi to dobrze.
        Nie mysl, ze musi byc z Twoim zdrowiem zle, nie znasz przypadkow, ze
        takie cuda w tej chorobie sie zdarzaja? Ja znam i uwielbiam o nich
        sluchac:) Tu ktos napisal, ze masz pomoc swoim rodzicom, chyba mowic
        im, ze sie nie boisz czy cos takiego. Nie zgadzam sie z tym. Ty nic
        nie musisz,poza troska o siebie. Dbaj o siebie, to sie naprawde moze
        dobrze skonczyc. Wyjdziesz z tego madrzejsza i silniejsza.
        Przytulam, sciskam, obiecuje modlitwe o Twoje zdrowie. Moja
        rada,szukaj ludzi, ktorzy z tego wyszli, mi osobiscie to daje
        najwieksza sile.
        • varna771 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 16:37
          martinka74 napisała:

          > To co piszesz o swojej szkole w glowie mi sie nie miesci. Pracuje
          w
          > oswiacie i z czyms takim sie nie spotkalam. Przeciwnie,tylko z
          tym,
          > ze sie dba o takie osoby jak tylko mozna i chroni przed
          dodatkowymi
          > stresami.

          oczywiście,że to się w głowie nie mieści, bo ten wątek to jedna
          wielka ściema, a autorka tego wątku to moim zdaniem jedna i ta sama
          osoba ,która została pare miesięcy temu zdemaskowana, wiec
          postanowiła zmienić nick i wymyśliła podobną historyjkę ...

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=93048205&a=93048205
          dziwne są podobieństwa, ktore cechują justyne2344 oraz dziewczyne o
          nicku hahahaczyk184. Po pierwsze: choroba nowotworowa i wiek
          licealny, po drugie: były chłopak,którego nadal kocha, po trzecie :
          dusza artystyczna -justyna gra na organach ,a hahahaczyk komponuje
          piosenki,justyna ma problemy z chemią a hahahaczyk z fizyką ( osobny
          wątek, w którym pisała o problemach z tego przedmiotu )oraz aktywne
          uczestnicwo autorek w odpisywaniu. Już wówczas forumowicze dziwili
          sie ,że osoba która pisze ,iż "umiera na raka" ma siłe siedziec cały
          dzień na forum ,odpisywac na pytania i drążyć temat . Wg mnie
          Justyno jesteś trollem jednakże Życze Ci Wszystkiego Najlepszego ...
          Nie sądze aby nauczyciele i koledzy byli tak bezlitośni w stosunku
          do chorej osoby.
            • varna771 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 10:12
              listekklonu napisała:

              > > Nie sądze aby nauczyciele i koledzy byli tak bezlitośni w
              stosunku
              > > do chorej osoby.
              >
              > Mało wiesz o życiu, niestety (albo na szczęście).
              Dziecko o życiu to ja wiem dużo ... wiec sie tak nie unoś.
          • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 09:42
            varna771 napisała:

            > martinka74 napisała:
            >
            > > To co piszesz o swojej szkole w glowie mi sie nie miesci.
            Pracuje
            > w
            > > oswiacie i z czyms takim sie nie spotkalam. Przeciwnie,tylko z
            > tym,
            > > ze sie dba o takie osoby jak tylko mozna i chroni przed
            > dodatkowymi
            > > stresami.
            >
            > oczywiście,że to się w głowie nie mieści, bo ten wątek to jedna
            > wielka ściema, a autorka tego wątku to moim zdaniem jedna i ta
            sama
            > osoba ,która została pare miesięcy temu zdemaskowana, wiec
            > postanowiła zmienić nick i wymyśliła podobną historyjkę ...
            >
            > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=93048205&a=93048205
            > dziwne są podobieństwa, ktore cechują justyne2344 oraz dziewczyne
            o
            > nicku hahahaczyk184. Po pierwsze: choroba nowotworowa i wiek
            > licealny, po drugie: były chłopak,którego nadal kocha, po
            trzecie :
            > dusza artystyczna -justyna gra na organach ,a hahahaczyk komponuje
            > piosenki,justyna ma problemy z chemią a hahahaczyk z fizyką (
            osobny
            > wątek, w którym pisała o problemach z tego przedmiotu )oraz
            aktywne
            > uczestnicwo autorek w odpisywaniu. Już wówczas forumowicze dziwili
            > sie ,że osoba która pisze ,iż "umiera na raka" ma siłe siedziec
            cały
            > dzień na forum ,odpisywac na pytania i drążyć temat . Wg mnie
            > Justyno jesteś trollem jednakże Życze Ci Wszystkiego
            Najlepszego ...
            > Nie sądze aby nauczyciele i koledzy byli tak bezlitośni w stosunku
            > do chorej osoby.

            Nie znam tego dziewczyny, ale dzieki za linka ;) nie, to nie ja. Nie
            tylko ona ma problemy.
        • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 09:34
          martinka74 napisała:

          > To co piszesz o swojej szkole w glowie mi sie nie miesci. Pracuje
          w
          > oswiacie i z czyms takim sie nie spotkalam. Przeciwnie,tylko z
          tym,
          > ze sie dba o takie osoby jak tylko mozna i chroni przed
          dodatkowymi
          > stresami. Wszyscy w szkole wiedza o Twojej sytuacji, i nikt sie za
          > to nie wzial? Dyrektor, pedagog szkolny, wychowawca, ksiadz?
          Szukaj
          > pomocy i krzycz, ze Ci zle,ktos pomocny musi sie znalezc.
          > Nie mow ludziom, ze czujesz sie ok,bo sie przeciez nie czujesz. A
          > tak mowiac zamykasz im usta , mysla pewnie ze nie chcesz
          rozmawiac.
          > Ja tez choruje na raka. Jest mi duzo latwiej, bo wspiera mnie
          wiele
          > osob. Nie mam najmniejszych oporow aby mowic, ze sie boje, bo to
          > chyba naturalne, ze sie boje. Szukaj pomocy, jesli nie masz kogos
          > bliskiego to szukaj wsrod psychologow,ksiezy, naprawde wielu ludzi
          > pomaga i robi to dobrze.
          > Nie mysl, ze musi byc z Twoim zdrowiem zle, nie znasz przypadkow,
          ze
          > takie cuda w tej chorobie sie zdarzaja? Ja znam i uwielbiam o nich
          > sluchac:) Tu ktos napisal, ze masz pomoc swoim rodzicom, chyba
          mowic
          > im, ze sie nie boisz czy cos takiego. Nie zgadzam sie z tym. Ty
          nic
          > nie musisz,poza troska o siebie. Dbaj o siebie, to sie naprawde
          moze
          > dobrze skonczyc. Wyjdziesz z tego madrzejsza i silniejsza.
          > Przytulam, sciskam, obiecuje modlitwe o Twoje zdrowie. Moja
          > rada,szukaj ludzi, ktorzy z tego wyszli, mi osobiscie to daje
          > najwieksza sile.


          dziekuję :) no niestety, tak to wygląda... Ty też się trzymaj, mam
          najdzieje ze obie bedziemy zdrowieć:)
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 09:31
        butterflymk napisała:

        > powiem Ci tak,
        > moja Mama umarła na ulicy, jak do niej dobiegłam było juz za późno
        > nie miałam możliwości nawet się pożegnać nic powiedzieć...
        > to raczej Twoi najbliźsi powinni poszukać pomocy jak sobie radzić
        w
        > sytuacji kiedy widzą co się z Tobą dzieje...
        > Ja bym wiele dała żeby być przy mojej Mamie.
        > U Ciebie wszyscy udaja że nic niw widza i że nic sie ne dzieje...
        > Ja bym z nimi rozmiawiała na ten temat na siłe aby ich tego
        nauczyć..
        > Nie wiem zresztą beznadziejny jest ten świat i tyle...
        > Tak naprawde nikt nie wie co nas czeka jutro, co z tego że mi się
        > wydaje ze jestm zdrowa jak moze mnie jeb..ć samochód tfu tfu
        > to takie głupie podejście ludzi chorych zdrowych
        > trzeba życ jak najlepiej
        > Ty jestes chora ale masz rodzinę mamę
        > ja jestem zdrowa ale nie mam mamy, nie mam na kogo ponarzekac, z
        kim
        > sie pokłócić, kogo zapytac o cokolwiek, nigdy już ne będe jej miała
        > i mnie to tez wkur...a że to takie niesprawiedliwe...
        >

        przykro mi.. nie wiem co powiedzieć.. Mówi się że ludzie odchodzą
        do lepszego świata.. może Twojej mamie też tam jest lepiej..? Ciebie
        to napewno doświadczy, dasz radę..
    • mrs.solis Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 16:17
      Jesli to co piszesz jest prawda to ja cie szczerze podziwiam.
      Podziwiam cie za to ,ze przejmujesz sie ocena z chemii choc w
      zasadzie nie musisz. Ja gdybym uslyszala taka diagnoze jak ty
      poddalabym sie,bo jestem tchorzem. Gdyby zachorowal ktos z moich
      napewno nie odwrocilabym sie od tej osoby. Nie balabym sie trudnych
      rozmow,plakalabym i cieszyla razem z ta osoba. Niestety,niektorzy
      ludzie nie wiedzac jak sie maja zachowac wola sie wycofac. Zaloze
      sie,ze twoi rodzice wewnatrz az wyja z rozpaczy z powodu twojej
      choroby,ale nie moga tego pokazac na zewnatrz zeby cie nie zalamac.
      Oni chca zebys walczyla dlatego nie poruszaja tego tematu. TO dla
      nich trudniejsze niz dla ciebie. Jesli chcesz im o czyms
      powiedziec ,a sprawia ci to trudnosc napisz im list.
      • martola80 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 16:44
        Też tak mi się wydaje, ze własna śmierć nie jest tak trudna i ciężka do
        pogodzenia się z nią, jak śmierć własnego dziecka. Rodzicom z pewnością jest
        trudniej...Może oni nie chca dopuszczać do siebie negatywnych uczuc,
        scenariuszy...chcą wierzyc ze bedzie dobrze...to trudne do wyważenia..bo takie
        wypieranie się tez nie służy.
        Wiesz, chciała zostac wolontariuszem dla dzieci w hospicjum, ale stchórzyłam. I
        teraz czuje sie totalnie bezradna. To Ty naucz ludzi jak maja cie wspierac. Ty
        jestes mądrzejsza. Pokaz im czego oczujesz, o czym myslisz, czego sie boisz.
        To choroba przez którą sie przechodzi.
        Pamiętaj o tym.
        W którąkolwiek stronę.
    • anaisanais Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 16:30
      ty sie nie przejmuj tymi ludzmi ale zajmij sie soba i walka z
      choroba. sa ludzie ktorzy wychodza z raka, ale trzeba wierzyc
      wierzyc wierzyc i nie przesatawac. czytaj te ksiazki co ci tu
      polecaja.
      ja osobiscie wierze ze czesto taka choroba ma podloze psychiczne i
      wynika z roznych problemow ktore tkwia w czowieku - zastanow sie czy
      jest cos w twoim zyciu, gniew zlosc, niespelniona potrzba milosci od
      rodzicow?
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 09:46
        anaisanais napisała:

        > ty sie nie przejmuj tymi ludzmi ale zajmij sie soba i walka z
        > choroba. sa ludzie ktorzy wychodza z raka, ale trzeba wierzyc
        > wierzyc wierzyc i nie przesatawac. czytaj te ksiazki co ci tu
        > polecaja.
        > ja osobiscie wierze ze czesto taka choroba ma podloze psychiczne i
        > wynika z roznych problemow ktore tkwia w czowieku - zastanow sie
        czy
        > jest cos w twoim zyciu, gniew zlosc, niespelniona potrzba milosci
        od
        > rodzicow?

        nie wiem.. teraz to jest bezlisność i może rzeczywiscie, złość na
        świat ze nie moge te ostatnie miesiace mieć 'taryfe ulgową' nawet
        jak bujam się na lekcji i mam dreszcze.
        To jest takie.. nie wiem..
    • nadia261 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 28.05.09, 20:22
      A ja myslę Justynko, ze Twoi koledzy po prostu sie Ciebie boja. Może
      nawet nie samej Ciebie, tylko tego, że niedługo może już Cie nie byc
      ( czego oczywiscie Ci nie życzę) i będą przeżywac Twój los. Są
      młodzi, moze dla nich choroba, śmierc to temat tabu? Nie są w stanie
      uwierzyc,albo nie chcą, boja się uwierzyc, ze cos takiego może
      zdarzyc się także im. Zrób Ty pierwszy krok. Porozmawiaj szczerze o
      swojej sytuacji, rozwiej ich wątpliwosi. Trzymaj się! Życze
      znalezienia prawdziwych przyjaciół i prawdziwej miłości.
    • eastern-strix Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 02:15
      moja Mama umierala na moich oczach.

      nie wiem, jak bedzie z Toba, zycze Ci jak najlpiej.

      Ale mysle, ze ludzie boja sie smierci i boja sie,ze sie nia 'zaraza'. I dlatego
      tak glupio reaguja.

      Mloda jestes a wiesz juz o zyciu wiecej od nich.

      Nie wiem, co Ci napisac, nie chce slodzic, ze napewno bedzie dobrze itp bo
      pewnie i tak masz tego po dziurki w nosie.

      Mysle,ze i tak juz zrobilas wiele dobrego - dzeki Tobie wiele osob z Twojego
      otoczenia i z tego forum nauczylo sie doceniac zycie i stwierdzilo,ze wygralo
      los na loterii. I ze moze fakt,ze facio nie kupuje kwiatka co tydzien albo ze
      zona nie chce anala nie jest w sumie az taki wazny...

      Jesli Cie to pocieszy - mysle,ze przywracasz ludziom wlasciwa perspektywe. A
      niektorym ciezko to zniesc.

      jak chcesz to pisz

      eastern.strix@googlemail.com

      x
    • nerri Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 02:35
      Wiesz...w takiej sytuacji wiara jest chyba najważniejsza.
      Jeżeli ciągle masz chemię,tzn że masz szansę...lekarze nie
      ciągneliby leczenia gdyby nie było szans na poprawę.

      Tak jak juz ktoś napisał...ludzie boja się śmierci,ciężkiej
      choroby...
      Uciekają,bo nie wiedzą co zrobić,jak sie zachować...

      Mój mąż ma bardzo poważne problemy ze zdrowiem,dlatego wiem jak
      ciężko jest byc obok w takiej sytuacji...

      Jeżeli chcesz pogadać daj znać...napisałaś że jesteś z okolic Łodzi
      (mieszkam w Łodzi).Pisz na gazetowego.
    • chantal10 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 10:06
      A skąd jesteś? Może z Wielkopolski, jeżeli tak - jestem do Twojej dyspozycji. Mogę Cie wysłuchać, wpoić kawę, iść na zakupy;) Co tylko chcesz;)
      Twojego chłopaka nie chcę tłumaczyć, ale może po prostu go ta sytuacja przerosła? Może nie jest na tyle silny, żeby Cię wspierać? Może to świadczy o jego tchórzostwie - nie wiem, bo nie znam chłopaka.
      Jeżeli widzisz, że rodzice nie chcą drążyć tematu, nie rób tego. Oni pewnie cierpią widząc jak gaśniesz a rozmowy jeszcze to mogą potęgować.
      Dostajesz chemię - a więc głowa do góry! Skoro dostajesz chemię to jest - jak z resztą sama piszesz - nadzieja i szansa, że Cię zoperują! I musisz wierzyć, że tak właśnie będzie, nawet nie dopuszczaj do siebie myśli, że może być inaczej. Pozytywne myślenie (mimo, że trudne w tej sytuacji) potrafi zdziałać cuda. Tak samo śmiech, więc śmiej się, mimo, że do oczu chcą napływać Ci łzy ;-)
      Może piszę

      Chciałam jeszcze się zapytać, czy już wszystkie możliwe metody leczenia w Twoim przypadku były wykorzystane? Może potrzeba Twojej rodzinie udzielić pomocy materialnej? Zawsze można jakąś akcje zorganizować. Już raz takie coś miało miejsce na forum ;-) Dla chłopczyka chorego na neuroblastome organizowaliśmy pomoc: aukcje internetowe, kontakty z artystami, żeby przekazali gadżety ze swoimi autografami na w/w aukcje, koncerty ;) Aż zaskoczone byłyśmy, jak wiele osób chce bezinteresownie pomóc;-)

      Głowa do góry i jak chcesz to pisz na gg 4014197!!
    • sadosia75 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 10:41
      Moja Mama od kilku lat walczy z rakiem. Nigdy nie mowilismy, ze
      jest zle, ze umrze, ze trzeba sie szykowac na taka sytuacje. Nigdy
      tez nie mielismy chwili zwatpienia, ze leczenie nie daje efektu, ze
      cos dzieje sie zle i trzeba sie zalamywac. Mama miala juz swoje
      wzloty i upadki ale my jako rodzina jeszcze nigdy. nie traktujemy
      jej choroby jako cos co ma ciazyc nam na zyciu. Mama zyje
      normalnie, pracuje bo lubi pracowac, jezdzi do znajomych prawie w
      kazdy weekend, nigdy nie mowila, ze ma raka. zawsze powtarzala, ze
      cos przylazlo nie proszone ale sobie pojdzie no bo co innego robic
      z nie proszonym gosciem?
      nie rozmawiamy o raku, ewentualnej smierci. zyjemy dzisiejszym
      dniem. Mama zawsze powtarzala, ze to tylko rak, a ona jest
      silniejsza od niego i sobie z nim poradzi. w koncu to jej cialo i
      to ona decyduje co sie z nim bedzie dzialo.
      O dziwo przed choroba nie byla az tak aktywna, nie zajmowala sie
      tyloma rzeczami, nie czerpala z zycia tyle radosci jak dzis.
      Czesto nam powtarza, ze rak uczy zyc i ze to wlasnie dzieki niemu
      nauczyla sie zycia i dostala nowa szanse od losu.
      Rak mimo swej czarnej postaci smierci potrafi czlowieka nastawic
      pozytywnie do zycia i ludzi. Mimo wszystko moim zdaniem warto
      walczyc o siebie, rodzine, przyjaciol i zycie.
      rozmowy o raku lepiej odsuwac. po co rozmawiac o chorobie? nie
      lepiej porozmawiac o czyms ciekawszym?
      • very_important_person Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 11:05
        witam:) trzymam kciuki za Ciebie! jestes bardzo silna,poruszył mnie
        twój list.Jesienią przez chwile myslałam ze i ja bede chora(problemy
        z węzłami chłonnymi) mam małego synka,myslałam ze oszaleje,juz
        widziałam czarne scenariusze,badania itp.i jednak uspokojono
        mnie,jest OK.MYsle ze wiem co przezywasz,ale dobre nastawienie to
        podobno połowa sukcesu,podobno rak nie lubi słabości:( zycze CI
        duzo,duzo zdrowia,ściskam:)
    • majkaonline Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 15:14
      Wiem z doświadczenia, że raka można wyleczyć. Bylam tego świadkiem, trzeba w to
      uwierzyć i znaleźć w sobie siłę i nadzieję. Nie ma nieuleczalnych chorób! Może
      to przybliży Ci jak to zrobić -
      Jak
      pokonałem raka w 90 dni
      Jest tam darmowy fragment, przeczytaj. Życzę Ci
      dużo siły zdrowia! Trzymam kciuki za Ciebie!
      • justyna2344 Re: Rak.. jak dac sobie radę? 29.05.09, 16:40
        przeczytałam ten ebook. Mężczyzna ma nowotwór jadra - szczegolnie
        skupiłam sie na tym co pisał o bolu pooperacyjnym.. wiem ze nikt mi
        tego w słowach nie opowie...

        Bardzo dobrze znam to co tam pisze.. powiekszone węzły chłonne, złe
        wyniki, prześwietlenia, usg.. ech.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka