dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie?

30.05.09, 17:16
Sytuacja następująca:

ON- 42 letni mężczyzna. Za sobą ma nieudane małżeństwo, z rozwodem poradził
sobie psychicznie, choć padły jego ideały, rodzina i dzieci (dwójka) były dla
niego najważniejsze, ale nie udało się. Zostawił byłej żonie dom, przeniósł
się gdzie indziej, uciekł w pracę, która stała się zastępczym sensem
wypełniającym czas, podbudowującym poczucie własnej wartości, niepozwalającym
myśleć o tym że coś się w życiu zawaliło.

Zamieszkał po pewnym czasie z kobietą w jej mieszkaniu, przecież czyjeś
towarzystwo, obecność są każdemu potrzebne, tym bardziej po nagłej utracie
gruntu pod nogami. Dogadywali się, było fajnie, choć wielkiej miłości do niej
czuje, więcej w tym pragmatyzmu po wcześniejszym sparzeniu. Przestaje myśleć o
uczuciach, zawiesza jakiekolwiek refleksje o sensie zycia, chowa najwrażliwszą
część siebie gdzieś głęboko, zapomina o niej.

Cały czas dba o dzieci, bardzo je kocha, ma wyrzuty sumienia, na prawie każdy
weekend gdzieś je zabiera. Do tego ucieczka w pracę. Kobieta zaczyna mieć
pretensje, chce mieć go na wyłączność, nie podobają jej się jego wizyty w
poprzednim domu u dzieci. Stawia nawet ultimatum: "ciągle jesteś jedną nogą w
tamtym, poprzednim życiu, albo jesteś ze mną". ON zaczyna się dusić. Tym
bardziej że do związku wkrada się rutyna. Po powrocie z pracy widzi ją z
laptopem i przed TV, a dla niego ten dzień jeszcze się przeciez nie skończył.

Wyprowadzka, nawet gdyby miał dokąd, byłaby kolejnym stawianiem świata na
głowie, przyniosłaby samotne wieczory, wciąż więc ze sobą są i bywa mimo
wszystko fajnie.


POJAWIA się jednak w jego życiu kobieta, młodsza. 25 letnia, kończąca właśnie
studia dziewczyna. Niezepsuta, wrażliwa, inteligentna i bardzo atrakcyjna.
Rozmawiają za sprawą dość częstych spotkań związanych z jego pracą, jakby przy
okazji, przez 5 miesięcy. ON zaczyna czuć przy niej coś, czego dawno już w
sobie nie miał. ONA ma w sobie tyle radości życia, ciekawości świata, pasji,
świeżości, a przy tym prostoty i młodej naiwności. Czy to możliwe że się
zakochał?

Próbuje odpędzać od siebie tą myśl...przecież to głupie. 17 lat różnicy to
zbyt dużo. Raz już się w zyciu rozczarował, nie może przecież nawet myśleć o
tak ryzykownym kroku, w tym wieku powinno się myśleć innymi kategoriami. To
nie ma szans. Ale ich spotkania przestają byc czysto formalne, idą razem na
kolację, potem na spacer, jadą razem nad jezioro...rozmawiają, śmieją się. ONA
jest nad wiek dojrzała, sama sporo w życiu przeszła, zakochuje się w nim. Od
dawna, choc o tym jeszcze nie wiedział był dla niej kimś bardzo ważnym.

Pewnego wieczoru, długiego wieczoru, poczuli potrzebę by być ze sobą blisko,
poczuć swoje ciepło, kochali się bardzo namiętnie. Wszystko stało się tak
naturalnie, długo nie mogli potem o tym zapomnieć.

Dalsze spotkania stały się dla nich potrzebne jak powietrze. ON przestał
zatracać się w pracy, wychodził wcześniej by ją zobaczyć, spotkać się.

JEDNAK...coś nie pozwala mu wejść z odwagą w ten "związek", wyprowadzić się od
kobiety u której mieszka. Obawia się, że dziewczyna jest za młoda, że jej się
tylko wydaje że to miłość, że to minie i pozostanie przykra świadomość
kolejnego życiowego błędu - a tego boi się najbardziej. Że jak zamieszkają
razem, wszystko straci urok, że się nie dopasują, że ONA przejrzy na oczy i
stwierdzi że woli kogoś w swoim wieku.

Pytanie, które do Was mam dotyczy oceny tej sytuacji. Jakie jest
prawdopodobieństwo, że dojrzały mężczyzna zrezygnuje z wygodnego choć
nieidealnego życia z kobietą, do której na pewno w pewien sposób się
przywiązał...by zacząć wszystko od nowa, z młodszą kobietą.
Jakie warunki, okoliczności musiałyby nastąpić, by podjął taką decyzję?

Dziękuję za odpowiedzi.



    • rosyjska_niebieska Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 17:26
      Ojej, to bardzo ciekawa historia i naprawdę czytałam ją z dużą
      przyjemnością.
      Co nie zmienia faktu, iż jej bohater jest zwykłym tchórzliwym
      mięczakiem i dupkiem.
      • mruff Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 17:41
        Fakt, bardzo przyjemnie opisane.

        Cóż masz do stracenia Człowieku? Fakt, że powiesz kiedyś
        sobie "głupi byłem kolejny raz?"
        A któż z nas nie popełnia błędów? Nie musisz od razu zamieszkać z
        nią, żenić się i zakładać nowej rodziny.
        Choć pewnie ona z czasem będzie chciała dziecka (aczkolwiek
        niekoniecznie).
        Wysonduj sprawę jakie ona ma oczekiwania do waszej znajomości-czy ma
        już wizję firanek w waszej kuchni, czy też jest w stanie wypatrywać
        co czas przyniesie.

        Myślę, że nieprędko trafi Ci się to coś z młodą i świeżą kobietą.

        Jeżeli jest uczucie a nie tylko namiętność-ja bym spróbowała.
        • cafem Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 17:43
          Ale historia jest chyba raczej opisana z punktu widzenia tej dwudziestopieciolatki:)
          • mruff Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 17:48
            narrator trudny do zidentyfikowanie wg mnie :)
            • cafem Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 17:51
              "Pytanie, które do Was mam dotyczy oceny tej sytuacji. Jakie jest
              prawdopodobieństwo, że dojrzały mężczyzna zrezygnuje z wygodnego choć
              nieidealnego życia z kobietą, do której na pewno w pewien sposób się
              przywiązał...by zacząć wszystko od nowa, z młodszą kobietą.
              Jakie warunki, okoliczności musiałyby nastąpić, by podjął taką decyzję?"

              Facet by nie pytal, jakie jest prawdopodobienstwo, ze ON sie zechce zwiazac:)
              • aska2000 Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 21:23
                Mam nadzieję,że podczepi mnie tam gdzie 3ba ;)

                Pewnie,że z punktu widzenia kobiety!

                Jakie są szanse, pytasz?
                To Ty go znasz, nie my,

                jeśli to kunktator i wygodnicki, nie zrobi nic,
                jeśli ryzykant (hmm?) m o ż e spróbuje..
                a czy to się dobrze skończy..?

                Z tym, to do wróżki, niestety..
                ;)

                Ale powodzenia życzę
                i duuuużo cierpliwości, przyda się, o ile Ci na nim zależy

                ;)
    • gazetowy.mail Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 17:48
      Ukryty-wymiarze, tak jest w życiu. Jak wzięłas sobie rozwodnika
      trzeba było się liczyć z tym, że pierwsza rodzina będzie zawsze w
      jego myślach i działaniach i wolne chwile będzie spędzał z dziećmi a
      Ty będziesz ta druga.
      Do tego zawsze tak jest, że pierwsza kobieta po odejściu od żony,
      dziewczyny czy innej miłości, z którą wiąże się facet jest bardziej
      pocieszycielką i koleżanką (pomimo, że uprawiają seks, on zawsze
      uważa, że jeszcze nie jest gotowy na związek ). Potem poznają
      kolejną i z nią sie wiążą "na poważnie"
    • sotoska Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 17:48
      jesli młoda panienka nie zaprosi go na stałe z walizeczką do swojego mieszkania
      to pan się nie wyprowadzi - bo niby po co jak mieć dach nad głową z dojrzałą
      kobietą a atrakcyjną młodą kochankę poza domem -to marzenie wielu panów w tym
      wieku.

      przypuszczalnie pan palcem nie ruszy- i będzie czekał az któraś kobieta za niego
      zadecyduje.

      więc pan czeka - a wy głupie baby się o niego bijcie i kręćcie kuperkami by
      wybrał atrakcyjniejszą jak żeście głupie są. :D

    • kozica111 Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 17:57
      Na koncie pana;
      - rozwalone małżeństwo
      -związek w którym oszukuje; nie kocha a jest dla wygody
      -romans z młoda dziewczyna która wykorzystuje....

      No ...stary... i nadal sie niczego nie nauczył.Wszyscy dookoła winni jego
      nieudanego życia tylko nie on biedactwo...jego tylko fala niesie.Brzydko proszę
      pana.

      Chociaz zycie calkiem wygodne; 1 baba wychowuje mu mlode, druga dała norke do
      mieszkania a 3 norke do ru...a.
      • rosyjska_niebieska Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 18:02
        > Chociaz zycie calkiem wygodne; 1 baba wychowuje mu mlode, druga
        dała norke do
        > mieszkania a 3 norke do ru...a.

        piękne
        :D
      • cafem Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 18:06
        Krotko i celnie;)
        • mruff Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 18:15
          Ostro pojechałyście Dziewczyny.

          Łatwo jest osądzać drugiego człowieka, bardzo łatwo.
          Dlaczego nie widzicie w nim człowieka, który bardzo przeżywa(ł)
          rozczarowanie życiem??? I mnóstwa rozterek-całkiem niegłupich?

          Potrzeba bezpieczeństwa jest najwazniejszą z potrzeb, więc
          rozmyślania nad pozostaniem jednak z kobietą z którą mieszka są na
          miejscu.
          • rosyjska_niebieska Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 18:20
            Bo nienawidzę takich typów. Egoistycznych dupków, dbających tylko o
            to, by im było dobrze.
            Przeżywa rozczarowanie życiem, hehe, dobre.
            Biedny misio, życie go źle potraktowało, a on taki mały i bezradny.

            Niech od razu powie, że wygodnie mu mieszkać u kobity, a ruch.ać
            małolatę, a nie pierd.oli jak potłuczony o nieszczęśliwej miłości.
          • sotoska Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 18:21
            a idźżę idźże......
            takich co to "właśnie coś ciężko przeżywają..." a w międzyczasie od każdej
            kobiety coś uszczkną dając w zamian puste mgliste nadzieje, że "kiedyś się
            pewnie pan zdecyduje" ... to są caaaałe wielkie tłumy. I roztkliwianie się nad
            kolejnym, co to sobie chce poprzeżywać, i taki jest wrażliwy, że wiąże się w
            tym celu z kilkoma kobietami równocześnie - to zwyczajna strata czasu i energi :)
          • kozica111 Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 19:27
            Wystarczy zadać sobie 1 proste pytanie by wydać sąd o tym panu.
            Czy chciałabym być na miejscu którejś z tych 3 kobiet....albo czy
            chciałabym/chciałbym by moja córka odgrywała którąś z rol tych 3 pań?

            A może pan zada sobie to pytanie; czy życzyłby sobie by jego córka miała takie
            życie jako on funduje tym 3 kobietom?
            - samotna exżona
            -wykorzystywana, tkwiąca w zawieszeniu singielka
            -młoda , uwiedziona i oszukiwana dziewczyna...

            Mnie uderzyło coś innego; rozbudowany tekst gdzie mało a w zasadzie wcale o
            uczuciach tych kobiet, zero rozważan na temat konsekwencji "niezdecydowania"
            kolegi....
            tylko jedno pytanie....CO MI SIE BARDZIEJ OPLACA i czy nie zostanę na lodzie jak
            młoda sie rozmyśli/zmieni zdanie....
          • aska2000 Mruff..;) 30.05.09, 21:27
            pierwszy raz tu jestem, heh
            ale Ty to chłop, z całą pewnością jesteś, nie mylę się..?

            ;)

            • kora3 Re: Mruff..;) 30.05.09, 21:33
              aska2000 napisała:

              > pierwszy raz tu jestem, heh
              > ale Ty to chłop, z całą pewnością jesteś, nie mylę się..?


              Mylisz
              :)
              >
              • aska2000 Kora3 ..:) 30.05.09, 23:17
                kora3 napisała:

                > aska2000 napisała:
                >
                > > pierwszy raz tu jestem, heh
                > > ale Ty to chłop, z całą pewnością jesteś, nie mylę się..?
                >
                >
                > Mylisz
                > :)
                > >
                >

                Heheheh
                nawet nie wiesz, jak mnie ta pomyłka cieszy :)
                Monopol na rację to nic przyjemnego, pozorom wbrew, heh

                ..znaczy się, jeszcze nie pora umierać, jeśli coś/ktoś jest w stanie nas zaskoczyć/zadziwić etc..

                :D
                • kora3 super :) 30.05.09, 23:21
                  a swoją droga zabawne - mnie jakas panna uwazała za faceta, kiedy
                  pisałam teksty o naiwnosci damskiej :)
          • kora3 Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 21:32
            mruff napisała:

            > Dlaczego nie widzicie w nim człowieka, który bardzo przeżywa(ł)
            > rozczarowanie życiem??? I mnóstwa rozterek-całkiem niegłupich?

            moze dlatego, ze sa to juz duze dziewczynki, które tez cos przezyły
            i na opowiesci o bolesci się nie łapią?:)

            >
            > Potrzeba bezpieczeństwa jest najwazniejszą z potrzeb, więc
            > rozmyślania nad pozostaniem jednak z kobietą z którą mieszka są na
            > miejscu.

            ach tak :) wiesz, jesli dla kogos potrzeba bezpieczeństwa jest
            kluczowa to w opisywanej sytuacji nie szuka sobie romansu z inną
            tylko buduje w akualnym miejscu owo bezpeiczeństwo. A jesli szuka i
            chce i romansu i mieszkanka i przytuliska to normalnie lawiruje, bo
            kobitki mu wierza i łapia sie na bienego kisia ze zmarnowanym zyciem
            i rozsteraki:)
      • poprostu_basia Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 18:11
        > Chociaz zycie calkiem wygodne; 1 baba wychowuje mu mlode, druga dała norke do
        > mieszkania a 3 norke do ru...a.

        Trywializacja:P
    • duola77 Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 19:04
      Przyglądałam się takiej historii z bliska .
      Pan stał w wygodnym "rozkroku" między miotającymi się paniami.
      Do czasu ,kiedy starsza ( bardziej zdeterminowana? doświadczona?) zażądała
      ostatecznego opowiedzenia się- pan wybrał opcję 'wygoda'.
      Widać tam mniej było by skakania, zabiegania , obowiązków.
      Wróble ćwierkają,że znów się z jakąś młódką spotyka. I naprawdę jest czarujący w
      tym swoim opowiadaniu ,jak go to życie niesprawiedliwie potraktowało. I
      ratowniczka się zawsze jakaś znajdzie , stety
    • ukryty_wymiar Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 19:43
      Drogie Panie, jestem pod wrażeniem Waszych opinii :)
      Szczególnie Pani kozica przedstawiła perspektywę, na którą sama chyba bym
      nie wpadła. "Chociaz zycie calkiem wygodne; 1 baba wychowuje mu mlode,
      druga dała norke do mieszkania a 3 norke do ru...a."
      Dobitna i na swój
      sposób prawdziwa, chociaż postaram się nią zasugerować w ostateczności :)

      Miotam się nieustannie między, z jednej strony pełnym zrozumieniem dylematu i
      ostrożności tego człowieka (mój ojciec po rozwodzie również miał trudności i
      masę watpliwości w sprawie ponownego ułożenia sobie życia - jak? z kim? będę
      potrafił? uczucia czy rozsądek? czy reszta życie będzie już tylko marnym cieniem
      tego pierwszego? itp.) ale z drugiej łatwo w ten sposób można skazać się na
      bycie zwyczajnie wykorzystywanym.

      Mimo wszystko, wiem że życie dało MU trochę w kość i syndrom lekkiego
      niedowierzania i sceptycyzmu
      że właśnie przytrafia mu się coś cudownego,
      jest całkiem na miejscu.

      A najtrudniejsze w tej sytuacji jest to, że mam przeczucie, że w większości
      przypadków tego typu mężczyzna zanim zdecyduje się na skok na głęboka wodę w
      postaci zmiany całych fundamentów swojego bytu, chce że tak brzydko to ujmę -
      sprawdzić- czy fascynacja ta ,to aby na pewno TO. Mieszka więc nadal z aktualną
      i oficjalną partnerką, przyglądając się jednocześnie temu w jakim kierunku
      rozwija się nowa znajomość.

      • sotoska Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 19:55
        chciałam oświadczyć, że to nie jakieś tam "życie" daje komuś w kość, tylko
        człowiek ten PONOSI KONSEKWENCJE SWOICH WCZEŚNIEJSZYCH DZIAŁAŃ. w każdej
        godzinie i minucie życia tak mu się dzieje.
        Bo nie zauważyłam, żeby był np od urodzenia chory na raka -czego można by mu
        współczuć i mieć pratensje o to do "życia" (losu).

        i póki tego nie załapie, że to,co ze swoim życiem zrobi, to to będzie miał,
        to nic mu się samo w życiu nie zmieni

        i póki nie załapią tego kobiety, które mu starają się dogodzić- że
        usprawiedliwiając go , godzą się równocześnie na rolę
        wykorzystywanej/oszukiwanej/zdradzanej a życie przecieka im właśnie przez palce.
        Życie jest jedno. Nie wolno dawać go sobie spaprać jakimś niedojrzałym do
        dorosłych decyzji wygodnisiom.

        to będzie życie tym które się z nim zadadzą może się tak do późnej starości bujać
      • stinefraexeter Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 19:58
        > A najtrudniejsze w tej sytuacji jest to, że mam przeczucie, że w większości
        > przypadków tego typu mężczyzna zanim zdecyduje się na skok na głęboka wodę w
        > postaci zmiany całych fundamentów swojego bytu, chce że tak brzydko to ujmę -
        > sprawdzić- czy fascynacja ta ,to aby na pewno TO.

        To się nazywa tchórzostwo i wygodnictwo. Żadnej ideologii nie trzeba do tego
        dopisywać.
      • kora3 Rteraz doczytałam - obawiam się , ze 30.05.09, 20:43
        gosc ma szczescie - trafił na naiwną :) i współczujacą ...
        Nawet nie masz prawdopodobnie pewnosci, czy wszystko co ci opowiada
        ten pan o byłym malzeństwie, "przezywaniu" i aktualnym zwiazku to
        prawda.
        Weź na logikę:) - jesli ktos ma trunosci z "układaniem sobie zycia
        po przejsciach", to nie załatwia tego tak, że ...z mety zamieszkuje
        z kimś, nie?
        raczej się spotyka, a mieszkanie sobie wynajmuje, albo kupuje na
        kredyt o ile sie tak poswieca pracy, to na bodaj wynajem go stac.

        wynika wiec z tego, ze pan po prostu lokum potrzebował i nie liczył
        się wcale z tym, ze to jest jakieś "układanie życia" przecież -
        zamieszkanie z kimś. Na pewno też nie zwierzył sie pani, u której
        mieszka, ze nie pała do niej uczuciem, tylko nie ma gdzie być :)i
        szkoda mu na wynajem:)

        Nie bądź naiwna i taka wszystko rozumiejąca :) Jestem od Ciebie
        starsza, sama po rozwodzie, mój partner też , wiec wiem co mówię.
        Gosc cisnie kit, a ty go łykasz.
        • ukryty_wymiar Re: Rteraz doczytałam - obawiam się , ze 30.05.09, 22:30
          Możliwe że ciśnie kit, ale równie możliwe, że mówi prawdę. O swojej przeszłości
          sam z siebie opowiedział i wcale nie z pozycji zbitego szczeniaka, nad którym
          trzeba się użalać.

          Mógł tego nie robić, ale zaryzykował biorąc pod uwagę, że mogę dać nogi za pas.

          Na mieszkanie go stać, myślę że nie zajął się tym, bo na początku był w takim
          jakby zawieszeniu i nie chciał znowu gdziekolwiek zapuszczać korzeni. A teraz?
          Twierdzi(przy czym ja w ogóle nie zaczynałam tego tematu i nie sugerowałam ani
          nie naciskałam) że powiedział już tej kobiecie, że ma zamiar się wyprowadzić i
          teraz tylko musi dać sobie czas na spokojne i sensowne znalezienie nowego kąta.

          Cóż...mogę podeprzeć się wielowiekową i przekazywaną z pokolenia na pokolenie
          mądrością narodu, zgodnie z którą jestem właśnie robiona w konia, a on jest
          wygodnym cwaniakiem i traktuje mnie instrumentalnie.

          Mogę też mieć nadzieję, że każda sytuacja jest inna. Nie wiem.
          • kora3 Re: Rteraz doczytałam - obawiam się , ze 30.05.09, 22:54
            ukryty_wymiar napisała:

            > Możliwe że ciśnie kit, ale równie możliwe, że mówi prawdę.

            Wg mojej oceny, na podstawie podanych przez Ciebie danych, wieksza
            jest mozliwosc, ze cisnie kit.

            O swojej przeszłości
            > sam z siebie opowiedział i wcale nie z pozycji zbitego szczeniaka,
            nad którym
            > trzeba się użalać.

            Z twojego opisu inaczej to wyglada, no chyba,z e sama doszłas do
            tych wniosków, jakie piszesz o jego przeszłosci :)

            >
            > Mógł tego nie robić, ale zaryzykował biorąc pod uwagę, że mogę dać
            nogi za pas.

            Owszem i co z tego. Gdyby nie powiedziała istniało ryzyko, ze
            pokatmie się dowiesz i bedą zale i płazce. A tak sprawdził reakcję i
            fajnie, nie tylko nie zwiałas, ale doskonale rozumiesz, idziesz na
            obecny układ i nie mozesz miec pretensji, bo wiesz i zakceptowałaś:)
            >
            >
            > Na mieszkanie go stać, myślę że nie zajął się tym, bo na początku
            był w takim
            > jakby zawieszeniu i nie chciał znowu gdziekolwiek zapuszczać
            korzeni.

            Wybacz, ale czy Ty aby nie masz teraz stanu chwilowego zawieszenia
            mózgu z zauroczenia?

            Pomysl chwile logicznie: zaangazowanie się w zwiazek z mieszkaniem u
            kogos jest dużo bardziej korzeniozapuszczające, niż np. wynajecie
            sobie mieszkania, nie uwazasz?
            wynajete mozesz bez zgrzytów wypowiedziec, znaleźć inne i już. A
            jeśli juz zamieszkał z jakąs babką to na pewno nie na zasadzie, ze
            je powiedział, iż nic do nie nie czuje i chce pomieszkac za darmo
            oraz pobzykac. Zejdź na ziemie:)

            A teraz?
            > Twierdzi(przy czym ja w ogóle nie zaczynałam tego tematu i nie
            sugerowałam ani
            > nie naciskałam) że powiedział już tej kobiecie, że ma zamiar się
            wyprowadzić i
            > teraz tylko musi dać sobie czas na spokojne i sensowne znalezienie
            nowego kąta.

            tia no pewnie :) wierz w to koniecznie:)
            Dziewczyno, facet jest z kobietą, w jej mieszkaniu i po prostu
            oznajmia jej, ze ma zamiar sie wyprowadzić tylko szuka lokum, a ona
            na to spokojnie "k, stary", tia
            :)
            >
            >
            > Cóż...mogę podeprzeć się wielowiekową i przekazywaną z pokolenia
            na pokolenie
            > mądrością narodu, zgodnie z którą jestem właśnie robiona w konia,
            a on jest
            > wygodnym cwaniakiem i traktuje mnie instrumentalnie.

            Nie wiem czy to madosc narodu , ale na to wyglada. Niekoniecznie
            zaraz tylko instrumentalnie. A jeśli jesteś robiona w konia, jak mi
            się zdaje, to tylko na własne życzenie. Ponizej Ci o tym zresztą
            piszę. Zaakceptowałaś układ, ze facet jest z kims, mieszka i "stara
            sie skońzcyć", "szuka mieszkania sensownego" itp. popatzr na to z
            boku...

            >
            > Mogę też mieć nadzieję, że każda sytuacja jest inna. Nie wiem.

            Wiesz, czytającCebie mam wrazenie, ze napisałas, zeby ktos Ci
            napisał: tak, facet się zakochał i bedzie z Tobą. Jak bedzie nikt
            nie wie - to o czym tu piszemy to przypuszczenia i wnioski wysnute z
            obserwacji swaita, doswiadczeń własnych i innych i analizy.
            Nie wiem jak długo trwa ten układ, to też istotne. Zyce Ci jak
            najlepiej, ale jestem przekonana, ze gosc to zwyczajny lawirant,
            który trafił na zauoczona nim naiwniare. Jeśli facet chce byc z
            kobietą jest w stanie nie tylko opuscisc mieszkanie partnerki,
            której nie kocha i zrekomo nic go z nią nie łączy :) - poytrafi
            odejsc od kobiety z która jest wiele lat, ma dzieci, wspólny
            majątek, przeciwstwic sie rodzinie itp.
            Rzecz w tym, ze Twój Romeo nie ma motywacji:) - nie wymagasz tego to
            i nie robi:)
    • lilicziczi Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 20:16
      >Niezepsuta, wrażliwa, inteligentna i bardzo atrakcyjna.

      Co za skromość ;) Wobec tego, co napisałaś wyżej, już najbardzej
      prawdopodobna jest Twoja wielka atrakcyjność ;)
      • ukryty_wymiar Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 22:34
        touche.
        • lilicziczi Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 23:20
          Je pense que tu n'a pas de raison. Tu est rêveuse et bêcheuse
          - c'est tout.

          Marzyciela i snobka lol
          • ukryty_wymiar Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 23:28
            Gościu przeginasz :) Od kiedy to my się znamy?
            • lilicziczi Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 23:39
              Tak się składa, że wszyscy (łącznie z Tobą) piszą na forum "na
              ty".
              A jak chcesz popisać po francusku albo w innym języku, to
              przenieś się na inne forum, bo pisanie w języku być może nie dla
              wszystkich zrozumiałym wskazuje na snobizm i brak wychowania
              • ukryty_wymiar Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 09:59
                hmm...no niestety nie znam j. francuskiego.
                Natomiast widzę, że Ty doskonale sobie z nim radzisz, przynajmniej na poziomie
                dla początkujących :)
                • lilicziczi Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 19:37
                  >Natomiast widzę, że Ty doskonale sobie z nim radzisz, przynajmniej
                  >na poziomie dla początkujących :)

                  Zapewniam Cię, że nie tylko na poziomie dla początkujących - czego
                  i tak nie jesteś w stanie ocenić, bo nie znasz francuskiego ;)

                  A wracając do opisanej przez Ciebie sytuacji: Czy naprawdę jesteś
                  w stanie zaufać człowiekowi, który mieszka z jedną kobietą a uprawia
                  seks z inną? Przecież ta sytuacja na 90% się powtórzy - ale Ty już
                  będziesz obsadzona w innej roli. Czy nie przyszło Ci do głowy, że
                  być może to, co teraz jego konkubina, przeżywała jego była żona?
                  Dlaczego TAK NAPRAWDĘ się rozwiedli - może warto się dowiedzieć?


                  >jak dowiedziałam się, że nie jest sam (a dowiedziałam się po
                  >zmianie charakteru naszej znajomości),

                  Nie zastanawia Cię to, dlaczego TAK PÓŹNO się dowiedziałaś, jak już
                  byłaś zakochana?


                  Tu nie chodzi o to, że facet jest dużo starszy albo,że jest
                  rozwiedziony, tylko o to, że ON MANIPULUJE LUDŹMI
          • ukryty_wymiar Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 30.05.09, 23:39
            i czemu snobka?
    • gobi05 łajdak czy kto? 30.05.09, 20:16
      > ON- 42 letni mężczyzna. Za sobą ma nieudane małżeństwo, z rozwodem poradził

      Czy na pewno ma to "za sobą"? Przeminęło bez śladu?
      Bo mi się wydaje, że jego rozbite małżeństwo
      wciąż ma wpływ na jego życie.

      > Zamieszkał po pewnym czasie z kobietą w jej mieszkaniu, przecież czyjeś

      Konkubinat, życie oparte na uczuciach a nie jakimś
      papierku! To takie romantyczne...

      > (...) Kobieta zaczyna mieć
      > pretensje, chce mieć go na wyłączność (...)
      > ON zaczyna się dusić. Tym
      > bardziej że do związku wkrada się rutyna.

      Biedaczysko, ale się wpakował z tą konkubiną!

      > POJAWIA się jednak w jego życiu kobieta, młodsza. 25 letnia, kończąca właśnie
      > studia dziewczyna. Niezepsuta, wrażliwa, inteligentna i bardzo atrakcyjna.

      42/2 + 7 = 28
      O trzy lata za młoda na partnerkę, ale skoro sama tego chce...

      > Jakie warunki, okoliczności musiałyby nastąpić, by podjął taką decyzję?
      Musiałby dostać kopa w d... od konkubiny,
      tak samo jak dostał od żony.

      Jakie jest słowo na puszczalskich mężczyzn?
    • policjawkrainieczarow LOL! odpowiedz :) 30.05.09, 20:18
      > ON zaczyna się dusić. Tym
      > bardziej że do związku wkrada się rutyna.

      > Wyprowadzka, nawet gdyby miał dokąd, byłaby kolejnym stawianiem świata na
      > głowie

      te dwa kawalki sa wykluczajace sie wzajemne - ani panu nie pasuje rutyna, ani
      zmiana.
      Jak ktos nei wie, czego chce, to nie jest osoba dojrzala, co najwyzej
      podstarzala, ergo - Twoje pytanei nie ma zastosowania w przedstawionej sytuacji.
    • kora3 Obstawiam, ze narratorem 30.05.09, 20:21
      jest owa dwudziestoparlatka :)

      a wiec dziewczyno - nikt Ci nie odpowie na zadane pytanie jakei jest
      prawdopodobieńśtwo, ze odejdzie od tamtej i bedzie z Tobą.
      Co się musi stac, zeby tak było? Ano musi tego chciec, bo sprawa
      wyglada tak, ze faceci, czesciej statystycznie niż kobiety, sa w
      staie stawiać na jedna karte, gdy chcą z kims być na serio.

      W opisanej sytuacji wszelako, jeśli narratorem jest młodsza pani to
      sprawa z boku wyglada tak, ze facet nic nie zmienia, bo nie musi:)

      Jest w jednym zwiazku, jest mu prawdopodobnie wygodnie i nie
      chciałby tego zmieniać, a dziewczyne ma na boku i karmi ja
      opowiesciami, ze tamtej nie kocha, ale odejsc nie mzoe, boi się
      itp. Najsmieszniejsze, ze panna w to wierzy i nadal idzie na ten
      układ, czekając, ze on sie zmieni , bo COS sie wydarzy. Najlepszym
      probierzem bedzie postawienie sprawy jasno: nie umiem sie dzielić,
      wiec albo koniec z nami, albo koniec tamtego zwiazku. Jesli facetowi
      serio zalezy to przestanie opowiadac bajki i amtą znajomosc skończy.
    • sotoska Tak na marginesie.. 30.05.09, 20:32
      facet który (z tej całej rozpaczy rzecz jasna) "poświęca się pracy" , a nawet na
      własne mieszkanie go nie stać tylko waletuje u konkubiny zdradzajac ją dodatkowo
      z młodą kochanką - to jakiś gołodupiec musi być.

      autorko - jak Ci rodzice nie kupili mieszkania, do którego u kaloryfera
      przykujesz tego wspaniałego pana, to nie licz na to, ze z własnej woli się
      lokalu u konkubiny pozbawi ;)
    • sommernachtstraum ... 30.05.09, 21:47
      > POJAWIA się jednak w jego życiu kobieta (...)
      > Niezepsuta, wrażliwa, inteligentna i bardzo atrakcyjna.
      > (...) ON zaczyna czuć przy niej coś, czego dawno już w
      > sobie nie miał. ONA ma w sobie tyle radości życia, ciekawości świata, pasji,
      > świeżości, a przy tym prostoty i młodej naiwności.
      > Czy to możliwe że się zakochał?



      studiowałaś polonistykę, prawda? względnie jakąś inną filologię lub bibliotekoznawstwo?
      • ukryty_wymiar Re: ... 30.05.09, 22:17
        Domyślam się, że doszukujesz się w tym fragmencie taniej imitacji opisu
        romansowego wątku, zgadłam?

        Nie nie studiowałam filologii. Założę się, że gdybym całą historię opisała w
        oszczędny, mało obrazowy sposób, wymieniając czyste fakty, też dałoby się cisnąć
        jakąś kąśliwą uwagą.
        • kora3 a czy ten opis nie jest 30.05.09, 22:20
          aby nieco utkany z ego co ów pan sam o Tobie mówi? Pytam, bo
          rzeczywiscie tchnie romansidłem, a niektóre laski łapia się na takie
          teksty u facetów
          • ukryty_wymiar Re: a czy ten opis nie jest 30.05.09, 22:32
            aż tak głupia nie jestem :/ jak słyszę jakikolwiek komplement, od razu wietrzę
            podstęp.

            A w opisie mnie poniosło, wiem że brzmi fatalnie. Chciałam jak najbardziej
            obrazowo oddać klimat całej sytuacji.


            • kora3 Re: a czy ten opis nie jest 30.05.09, 22:58
              ukryty_wymiar napisała:
              >
              > A w opisie mnie poniosło, wiem że brzmi fatalnie. Chciałam jak
              najbardziej
              > obrazowo oddać klimat całej sytuacji.
              >
              >
              Rozumiem, tyle tylko, ze jakos nie wierze, ze sama wiesz (skąd?:)),
              ze tamta pani z którą ów Romeo mieszka nie ma pasji, ani prostoty i
              tych innych wspaniałych cech :)
              jakos mam przypuszczenie, ze to ten pan, moze nie az tak nachalnie
              wspomniał,ze to własnie go w tobie pociaga. Nieistotne zresztą -
              przeczytaj co ci odpisałam i sama sie zastanów, a nade wszystko:) -
              chcesz zeby "cos" się wydarzyło? - powiedz, ze oczekujesz
              zakończenia tamtej znajomosci do tego czasu jesteście tylko
              znajomymi, bo taki układ Ci nie odpowiada. Moze zmobilizujesz pana
              do działania?
              • ukryty_wymiar Re: a czy ten opis nie jest 30.05.09, 23:09
                >Moze zmobilizujesz pana do działania?>

                Myślę, że presja daje zupełnie przeciwstawny rezultat i zawsze jej źródłem są
                kobiety wyrachowane i strzelające fochami. Choć wiem też, że postawienie takiego
                ultimatum świadczy o szacunku do samego siebie.

                > jakos mam przypuszczenie, ze to ten pan, moze nie az tak nachalnie
                > wspomniał,ze to własnie go w tobie pociaga.>

                Od początku naszej znajomości nie usłyszałam ani jednego komplementu. Zanim
                nasza relacja stała się bardziej zażyła i rozmowy były bardziej kumpelskie,
                mówiłam w jakimś kontekście, że nie lubię i nie potrzebuję komplementów.

                • sommernachtstraum Re: a czy ten opis nie jest 30.05.09, 23:15
                  > Myślę, że presja daje zupełnie przeciwstawny rezultat i zawsze jej źródłem są
                  > kobiety wyrachowane i strzelające fochami.


                  piękne :) myślę, że będziesz wzorową kochanką, która nie będzie oczekiwała od
                  faceta absolutnie niczego. będzie miał z tobą dobrze.

                  powodzenia z twoim panem!

                  - i również to nie jest złośliwość, tylko logiczny wniosek.
                  • kora3 pozostaje mieć nadzieje, ze 30.05.09, 23:31
                    dziewczynie zauroczenie minie i przejrzy na oczy ...
                    jesli nie, ma spore szanse zasilic grno koitek 10 lat czekajacych
                    aż "on zbierze siły, żeby odejsc od tamtej zołzy, która go niszczy"
                    • ukryty_wymiar Re: pozostaje mieć nadzieje, ze 30.05.09, 23:37
                      Dlaczego mam wrażenie, że sytuację którą opisałam, lub podobną znasz w pewnym
                      sensie z własnego doświadczenia? Mylę się?
                      • kora3 Rowszem, nie :) 30.05.09, 23:43

                        ukryty_wymiar napisała:

                        > Dlaczego mam wrażenie, że sytuację którą opisałam, lub podobną
                        znasz w pewnym
                        > sensie z własnego doświadczenia? Mylę się?

                        nie wiem dlaczego masz takie wrazenie, ale owszem - myslisz się. Nie
                        każdy kto mowi nie to, co chciałabyś usłyszec mwi tak, bo sam tego
                        samego doświadczył.
                        Takiej sytuacji akurat w zyciu nie mialam i mieć nie bede, tego
                        jestem pewna.
                        Nie szukaj tu wrogów, bo nie mas ich. Nikt nie chce ci okopac, ja w
                        kazdym razie na pewno nie.
                        Po prostu my nie jestesmy zakochane w tym faciu i w zwiazku z tym
                        oceniamy sytuacje trzeźwo, widzimy jak wyglada na serio, bo nie
                        usiłujemy jej wtłoczyc w nasze wyobrazenia o niej, gdyż ich nie
                        mamy.
                        A wątków o tym, jak to facet kocha, wspaniały, ale
                        "kończy swój zwiazek" i "nie jest gotowy" na tym forum bez liku -
                        nie jesteś jedyna.
                      • stedo Re: pozostaje mieć nadzieje, ze 30.05.09, 23:44
                        Nie musi to być własne doświadczenie tylko znajomość życia. Bo Twoja sytuacja to
                        klasyka gatunku, dziecinko, jakich tysiące w życiu i tym samym na forach. A Ty
                        naiwna i egzaltowana panienka. Opamiętaj się, dziecko.
                        • kora3 mysle sobie Stedo 30.05.09, 23:47
                          że Wymiar poniekąd Ukryty :) wpadla w pulapkę, która sama na siebie
                          zastawila - mianowicie napisała na forum, zeby ktos potwierdził jej
                          wyobrazenia, a tu klops, bo ludzie piszą cos innego.
                          Przypuszczam, ze dlatego szuka przyczyn naszych odpowiedzi w jakims
                          nieistniejacym drugim dnie.
                          • ukryty_wymiar Re: mysle sobie Stedo 30.05.09, 23:59
                            Ja bym powiedziała, że to Ty doszukujesz się drugiego dna w moim nicku...jest to
                            tytuł, bardzo ciekawej zresztą, ksiązki która akurat leżał u mnie pod ręką :)

                            A jeśli miałabym powiedzieć co mnie skłoniło do założenia tego wątku to po
                            prostu ciekawość opinii innych, bardziej doświadczonych osób. Szukam przede
                            wszystkim mądrego wyjścia z tej sytuacji, nie chwilowego remedium , ani nie
                            potwierdzenia tego o sama już sobie w głowie ułożyłam, bo nie ułożyłam :)
                            • kora3 Ukryty Wymiarze 31.05.09, 00:12

                              ukryty_wymiar napisała:

                              > Ja bym powiedziała, że to Ty doszukujesz się drugiego dna w moim
                              nicku...jest t
                              > o
                              > tytuł, bardzo ciekawej zresztą, ksiązki która akurat leżał u mnie
                              pod ręką :)

                              Znów sie mylisz :) nick mi się spodobal i tyle:)
                              jakiez drugie dno mogłoby w nim byc?


                              >
                              > A jeśli miałabym powiedzieć co mnie skłoniło do założenia tego
                              wątku to po
                              > prostu ciekawość opinii innych, bardziej doświadczonych osób.

                              No i otrzymalas te opinie przecież. Ale jakoś stale z nimi
                              polemizujesz i sama sobie udowadniasz, ze wiesz lepiej :)


                              Szukam przede
                              > wszystkim mądrego wyjścia z tej sytuacji, nie chwilowego
                              remedium , ani nie
                              > potwierdzenia tego o sama już sobie w głowie ułożyłam, bo nie
                              ułożyłam :)

                              Ułozylas, bo to jasno widać po Twoim kwiecistym opisie sytuacji. Nic
                              w tym strasznego, ze ułozyłas. Rzecz w tym, ze starasz sie na sile
                              sama siebie przekonac, ze jest czy bedzie jak chcesz. Tymczasem
                              fakty wskazuja na coś innego i to usiłujemy Ci powiedzieć.
                              Przecież nikt Cię tu nie zna i żadnej z nas nie zalezy, żeby Ci się
                              powiodło, albo nie. skoro pytasz o opinie - dostajesz.Chcesz
                              wyjscia? dostałas wskazówki: postaw sprawe spokojnie i jasno. Jesli
                              gosc wyniesie się od tamtej babki w trybie cito - to ok, jesli nie
                              też ok bo bedziesz wiedziec na czym stoisz.
                        • ukryty_wymiar Re: pozostaje mieć nadzieje, ze 30.05.09, 23:54
                          Argument wieku, który wystosowałeś/aś bardzo łatwo użyć w stosunku do strony,
                          która użyła go jako pierwsza. Ale pozwól że tego nie zrobię.

                          Oczywiście dziękuję za cenne spostrzeżenia, tak bardzo przecież ugruntowane
                          wiedzą o mojej osobie.
                          • kora3 niezaleznie od formy 30.05.09, 23:58
                            co do tresci Stedo ma rację - Twoj przypadek to klasyka.
                            • ukryty_wymiar Re: niezaleznie od formy 31.05.09, 00:03
                              Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę, od samego początku.
                              • ukryty_wymiar Re: niezaleznie od formy 31.05.09, 00:07
                                ...i niestety od samego początku mam też nadzieję, że w tym przypadku ta reguła
                                nie zadziała. Wiem, że najrozsądniejsze to nie jest.
                                • kora3 owszem, tak 31.05.09, 00:17
                                  ukryty_wymiar napisała:

                                  > ...i niestety od samego początku mam też nadzieję, że w tym
                                  przypadku ta reguła
                                  > nie zadziała. Wiem, że najrozsądniejsze to nie jest.

                                  i owszem, nie jest. ale to nie jest zbrodnia. sprawa polega na tym,
                                  ze miec nadzieje, a żyć w swiecie iluzji to dwie rózne sprawy.

                                  na teraz sytuacja wyglada tak, ze tkwisz w układzie, który ci nie
                                  pasuje, ale nic nie mówisz i nie robisz, bo nie chcesz wyjsc na
                                  namolną i strzelającą focha oraz boisz się , ze jesli postawisz
                                  warunek gosc sam focha strzeli i powie "myslałem, że ktos tak
                                  wrazliwy , jak ty mnie zrozumie, ze nie umiem sie odbnaleźć tak
                                  szybko, że boję sie stawiania na głowie świata znów" i dalej w ten
                                  deseń patetyczny :) a potem się zmyje. Owszem, tak moze być i
                                  naprawde nie bedzie czego załowac i wyrzucac obie, nawet jesli
                                  teraz uwazasz inaczej. a moze być tak, ze to go zmobilizuje, jesli
                                  mu zalezy serio na tobie.
                                  • ukryty_wymiar Re: owszem, tak 31.05.09, 00:24
                                    powiem Ci szczerze, że niestety trafiłaś w samo sedno.
                                    Ale widzisz, a co jeśli decyzję (dość poważną skądinąd) będzie w stanie podjąc
                                    dopiero jak będzie zupełnie i bez reszty pewien, że nie jest mną zaledwie i
                                    tylko zauroczony, ale rzeczywiście jest to coś więcej - a o tym można sie
                                    przekonać dając sobie czas. A ja stawiając sprawę jasno - ten czas i jemu i
                                    sobie zabiorę. Hmm?
                                    • ukryty_wymiar Re: owszem, tak 31.05.09, 00:31
                                      By obraz sytuacji był pełniejszy dodam...co oczywiście pogrąży mnie jeszcze
                                      bardziej...że człowiek o którym piszę, troszkę kombinował przy swoim wieku.
                                      Mówił że ma ok 34 lat, a dowiedziałam się, ze na pewno ma 42. Oczywiście
                                      wytłumaczyłam go sobie - bał się, że jak od razu rzuci tą czterdziechą, to
                                      ucieknę. Co więcej, wieczorem wyłącza zupełnie telefon (ten drugi, bo na
                                      początku naszej jeszcze bardziej wówczas formalnej znajomości, używał służbowego).

                                      Czy to dużo zmienia? Jestem aż tak naiwna?
                                      • kora3 No cóż 31.05.09, 01:04
                                        z tego, ze trafiłam w sedno, bynajmniej zadowolona nie jestem. I nie
                                        tylko dlatego, ze jesteś klasycznym przypadkiem, ale latego, ze
                                        wolałabym, żeby Twoj stan nie była tak "ciezki".

                                        Na tym, czego się boisz bazuje prawie 100 proc. ludzi, którzy chca i
                                        umieją manipulowac innymi. Facet wie, ze ci na nim zalezy,
                                        przedstawił ci jakos swoje zwiazki - były i aktualny ia partmerki,
                                        prawdopodobnie, jako kobiety wyrachowane, stawiajace pod scianą,
                                        pietzące wymagania. i przeciwstawił ten obraz Tobie, rzekomo w jego
                                        oczach, jako zupełnie innej, delikatnej i prostolinijnej,
                                        nieroszceniowej kobiety. w ten sposób omotał Cie - nie bedziesz
                                        stawiała warunków, ani niczego żadała, bo jakze? Ty osoba, która
                                        jest w jego oczach uosobieniem delikatnosci i jedwabistej
                                        slodkosci? Nie musiał tego tak mówic, po prostu wytworzył taką
                                        atmosfere.

                                        Powiadasz, ze człowiek potrzebuje zcasu i on teraz też.Ok - to, ze
                                        człowiek potrzebuje czasu by sie z kims zwiazać, zamieszkac razem po
                                        nieudanym zwiazku zwłaszca jest dla mnie w pełni ztozumiałe. tyle
                                        tylko, ze Ty nie chcesz rozmawiac na razie o wspólnym mieszkaniu,
                                        ani slubie, a dreczy Cie fakt, ze nadal po prostu jest w zwiazku z
                                        oficjalną partberką. Otóz Twoja gadka, o ile to twoja a nie jego
                                        przeczy wszelkiej logice. Gosc twierdzi, ze zwiazek z tamtą kobietą
                                        jest nieudany, tak? nawet nie musi twierdzic, bo skoro sypia z Tobą
                                        i spotyka się to postrzega go jako nieudany. Na co wiec potrzebuje
                                        czasu? zwiazek jest nieudany, bez wzgledu na to, czy Ciebie kocha,
                                        Ty jego, czy też to zauroczenie, które którejs ze sron minie.
                                        Albo chce byc z tamtą - rzekomo nie kochaną przezeń i beznadzieją
                                        kobitką, która go naciska, albo nie. A jeśli z Toba nie wyjdzie o
                                        co? Bedzie szukał nastepnej ,z eby sie zakochać nadal bedac z tą?

                                        Co do "wiekowego" oszustwa - durne kłamstwo, ale swiadczy o tym, ze
                                        łatwo mu przychodzi klamać. Przyznam, ze gdyby o był jedyny "grzech"
                                        tego pana to nie widziałabym jakiegos dramatu, ale w swietle tego co
                                        wyczynia, niestety to element obciazający:)

                                        gorzej z komórka. Wyłacza ją, zebyś przypadkiem nie zadzwoniła albo
                                        nie wysłała smysa, bo to wzbudziłoby zainteresowanie jego parnerki
                                        pewnie. zresztą skoro wiesz, ze wyłacza, to dzwoniłas. A pytalas
                                        laczego wyłącza? Pewnie nie chce, żeby mogła tam zajzec, o to też
                                        chodzi, nie zna pinu, albo nie wie o jej istnieniu.
                                        Skoro gos sie tak ukrywa, nie mając w perspektywnie rozprawy z
                                        orzekaniem o winie:) to widać, ze bardzo zalezy mu na utrzymywaniu z
                                        nią dobrych stosunków. Czy tak postepuje osoba, która poinformowała
                                        już, ze sie wyprowadza? raczej nie.
                                        Niestety pozwoliłas gosciowi ustawic sie na pozycji takiej, ze sama
                                        boisz sie coś powiedziec, a on ewidentnie gra na 2 fronty.
                                        wynając mieszkanie mozna szybko, wierz mi, gosc nie ma póki co
                                        zamiaru niczego zmieniac, bedzie bazował na tym, ze nie bedziesz
                                        chciała "go skrzywdzić" i "być taka jak tamte" oraz "dasz wam czas"
                                    • policjawkrainieczarow Re: owszem, tak 31.05.09, 02:14
                                      A ja stawiając sprawę jasno - ten czas i jemu i
                                      > sobie zabiorę. Hmm?

                                      na razie on kradnie czas tamtej kobiety, wiec jakos mi, go, kurcze, nie zal.
                              • kora3 Re: niezaleznie od formy 31.05.09, 00:12
                                ukryty_wymiar napisała:

                                > Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę, od samego początku.
                                mozliwe, ale sprawiasz inne wrazenie
                • kora3 :) 30.05.09, 23:19
                  ukryty_wymiar napisała:
                  >
                  > Myślę, że presja daje zupełnie przeciwstawny rezultat i zawsze jej
                  źródłem są
                  > kobiety wyrachowane i strzelające fochami.

                  Oj czy ty serio masz po 20 stce? Jaka presja? Nikt nie mowi o
                  presji:) - ja w kazdym razie mówie o jasnym postawieniu sprawy: taki
                  uklad mi nie odpowiada, ze zyjesz i mieszkasz z kims i niby jestśmy
                  razem. Poki on trwa mozemy byc kolegami, ale nie kochankami.
                  Oczywiscie wybór nalezy do Ciebie" - to jest presja? Wg mnie to jest
                  poszanowanie siebie. Odpowiada Ci to, że facet z którym sypiasz i w
                  którym jesteś zauroczona na maksa, sypia i mieszka z inną? Jeśli ak
                  to nie rób nic :)

                  Choć wiem też, że postawienie takieg
                  > o
                  > ultimatum świadczy o szacunku do samego siebie.

                  Tu nie chodzi o "poakzywanie czegos" temu panu i zaswiadzcanie o
                  szacunku dla siebie tylko posiadaniu tegoz dla siebie.
                  Gdybyś traktowała układ zcysto erotyczno-towarzysko i odpowiadałoby
                  ci tak jak jest , nie byłoby po co o czymkolwiek mówic. Ale mam
                  przypuszczenie, ze ci to nie odpowiada i nie czujesz się z tym
                  dobrze.
                  >
                  > Od początku naszej znajomości nie usłyszałam ani jednego
                  komplementu.

                  hmmm dosc dziwne, zwłaszcza w kontekscie Twego autoopisu :)
        • sommernachtstraum Re: ... 30.05.09, 22:41
          to nie była kąśliwa uwaga.

          sądzisz, że studiowanie filologii uwłacza godności?

          ale twój tekst faktycznie dałoby się skondensować w 10 zdań: same konkrety, bez wszystkich romansowych wstawek i twoich wyobrażeń.

          i sądzę, że wtedy może również tobie historia wydałaby się klarowniejsza. tak jak wydaje się większości osób, które cię skomentowały i które w przeciwieństwie do ciebie nie są zakochane, więc myślą logiczniej.
          • ukryty_wymiar Re: ... 30.05.09, 22:53
            "romansowych wstawek" :/ - hmm...aleś uprościł. Opisałam całą sytuację dokładnie
            tak, jak ją czuję. A to co czuję zawsze jest dla mnie najważniejsze. Syntetyczny
            opis jest jak zupa w proszku, bez wody :)

            • sommernachtstraum Re: ... 30.05.09, 22:58
              > A to co czuję zawsze jest dla mnie najważniejsze.

              ale samo "czucie" nie rozwiąże twojego problemu.

              a jeśli chcesz podjąć racjonalną decyzję musisz spojrzeć na sytuację z innego
              punktu widzenia.
            • stedo Re: ... 30.05.09, 23:40
              Klasyka podrywu naiwnych dziewczątek przez panów przeżywających tzw. drugą
              młodość : ona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią;))
              Jeśli jesteś w stanie udżwignąć bagaż jego dotychczasowego życia to postaw
              sprawę jasno: ona albo Ty.I będziesz miała jasność. Chcesz być nawet nie tą
              drugą a trzecią?Ja obstawiam że pan będzie zwodził.Klasyka. A im dłużej tym
              mniejsze prawdopodobieństwo że się zdecyduje, a Ty zaangażujesz się bardziej i
              trudniej Ci będzie przerwać i będziesz tkwiła w tym bagnie marnując najlepsze
              lata młodości przy podstarzałym lowelasie. A jak jest być "tą drugą", kochanką
              to proszę poczytaj:
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=30835
        • rachela27 A tak z innej beczki.... 31.05.09, 16:34
          to bardzo podoba mi się twoje formułowanie wypowiedzi.
          Rzadko się zdarza aby ktoś tak ładnie pisał.
          Aż chce się czytać:-)
    • kora3 w dodatku facet bez klasy , oj 30.05.09, 23:13
      przeczytałam wszystko i rzec ci musze, ze to facio bez klasy nie
      tylko bez jaj :)

      gosc, który opowiada "tej drugiej" szereg niepozytywów o tej
      pierwszej z którą spi , a nawet o byłej to buraczydło, uwierz i wiej
      • vincentyna Re: w dodatku facet bez klasy , oj 30.05.09, 23:19
        Straszny burak z tego goscia. Rani trzy kobiety naraz! Wyjatkowy egzemplarz. W
        d...e go kopnij! Po co Ci stary egoista, ktory za dach nad glowa daje ulude
        zwiazku? Ktos tu pieknie podsumowal, ze kobieta nr 1 dzieci mu chowa, nr 2 dach
        nad glowa daje, a nr 3...sama sobie dopisz, co daje.
        Olej go jak najszybciej, bo sobie zycie spaprasz. Obudzisz sie kolo
        trzydziestki, z piedziesiecioletnim kochankiem u boku, mieszkajacym u konkubiny,
        spedzajacym swieta z doroslymi dziecmi.
        Lykasz jego zenujace texty jak kaczka. Obudz sie!
      • marguyu Re: w dodatku facet bez klasy , oj 30.05.09, 23:25
        ukryty-wymiar,
        masz jedno zycie i to co z nim zrobisz zalezy tylko i wylacznie od
        ciebie. Masz do wyboru: mozesz nadal tchorzliwie wegetowac w jalowym
        zwiazku i starzec sie przed czasem albo miec odwage i wykporzystac
        szanse na nowe zycie.
        17 lat roznicy cie martwi? Znam szczesliwe pary u ktorych roznica
        wynosila od 20 do 32 lat.
        Wiesz, strach postarza, zabija sily witalne, karmi chorobliwa
        wyobraznie i obsesje. Zyciowa odwaga sprawia, ze jestesmy zywymi
        ludzmi niezaleznie od wieku.

        Bo tak szczerze mowiac, to w jaki sposob moznabylo ciebie do tej
        pory okreslic? Jako mozg polaczony z systemem pokarmowym biegajacy
        codziennie do pracy?
        Miej odwage przezyc wlasne zycie, bo masz na to tylko jedna szanse.
        Drugiej nie bedzie.
    • marta.uparta Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 00:26
      tak czy siak musi coś zmienić, bo przecież jeśli chce być uczciwy
      nie będzie ciągnął tych dwóch związków jednocześnie. Osobiście znam
      dwa naprawdę udane małżeństwa, gdzie różnica wieku to 20 lat z
      groszem, które zaowocowały dziećmi i obopólnym szcześciem.
      Oczywiście trudno powiedzieć, co będzie za lat kilkanaście, gdy żony
      będą atrakcyjnymi 40tkami a ich mężowie sypiącymi się 60parolatkami,
      ale KAŻDE małżeństwo (związek) może dotknać kryzys.

      Kazio Marcinkiewicz nie miał takich dylematów;)

      Kazio Marcinkiewicz nie miał takich dylematów;)
      • prezes_pan Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 00:54
        Kobiety są jednak skrajnie naiwne. Facet chce sobie pobzykać na boku
        dwudziestkę i wali farmazony. Prędzej Marsjanie wylądują na
        Marszałkowskiej niż on rozpocznie z tobą poważne życie.

        • velvetbelly Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 09:55
          a moim zdaniem - droga ukryty-wymiar, masz olbrzymie szanse na to, ze ten pan rozpocznie z toba nowe zycie.
          nic nie traci, a tylko zyskuje, bo jak rozumiem, z aktualna partnerka wiaze go tylko miejsce zamieszkania (jak twierdzi) i to jest jej miejsce a nie jego. Pan ma kryzys wieku sredniego i jesli masz predyspozycje do zycia ze starszym facetem (raczej nie licz na to ze bedzie cie traktowal jak rownorzedna partnerke), to mozecie stworzyc calkiem udany zwiazek (znam wiele takich przypadkow, a sporo lat juz zyje). jesli jeszcze urodzisz mu szybko dziecko, obudzi sie w nim prawdziwy instynkt ojcowski (a moze dziadkowski) i zycie bedzie jak w bajce.

          jedyne co mnie bardzo niepokoi w calym tym wywodzie to aktualna konkubina. dziwnie opisujesz te relacje, ale pewnie on ci mgliscie ja przedstawia. nie wiadomo jaka jest prawda. to co moge powiedziec to zal mi niesamowicie tej kobiety, bo pewnie zmarnowal jej ladnych kilka lat, a skoro jest w jego wieku, to jej szanse na nastepnego faceta sa nikle.

          ale jednak mozesz sie pocieszyc ze ty mozesz byc juz ostatnia jego kobieta. wal wiec o swoje szczescie ;)
    • mpthomas Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 09:51
      zeby nie bylo, wiek problemem nie powinien byc.
      Nalezy spojrzec na potencjalny zwiazek abstrachujac od wieku ( A patrzac na jego
      realne szanse - zgodnosc charaktrow, zainteresowan, dopasowanie temepramentow,
      czy co tam jeszcze w zwiazku wazne). (np akceptacja dzieci przez nowa partnerke)
      Pary osob w podobnym wieku tez sie rozpadaja - nikt nie mowi ze to dlatego ze
      nie bylo miedzy nimi roznicy wieku. (np : wypady faceta do dzieci - jak
      partnerka tego nie rozumie, powinna zostac skreslona/lub facet powinien
      zaplanowac inne rozwiazanie, zadowalajace ich oboje)
      Pary z taka (15-20lat) roznica wieku czesto sa szczesliwsze nic inne, bo zawarte
      z wieksza ostroznoscia

      Nie ma co sie spieszyc na pewno,
      kolejne rozczarowanie zawsze moze przyjsc (czy jest roznica wieku czy nie)


      Konkubina do ktoej wielkiej milosci po sparzeniu nie czuje - vs zafascynowanie
      nowa partenrka - no coz, trudno na poczatku uwierzyc, ale czas leczy rany i
      (prawie) kazdy kiedys , wczesniej czy pozniej znow sie zakocha.

      PS. jestesmy malzenstwem z 20 letnia roznica wieku, znamy sie z 5 lat jesli nie
      dluzej, czekamy na dziecko, on+dziecko z poprzedniego zwiazku (z ktorym w dni
      kiedy jestesmy w trojke tworzymy prawdziwa rodzine , nie ze facet zostawia mloda
      zone i jedzie do bylej partenrki i dziecka.)
    • milady000 Ja 31.05.09, 10:06
      wolałabym spędzić rok z kimś z kim byłabym naprawdę szczęśliwa niż 10 z kimś z
      kim jestem z braku laku...
      Jeśli dziewczyna wyglada na zaangażowaną- dlaczego nie spróbować??
      Może to coś na co czekałeś?
    • galia29 Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 10:13
      Nie wygląda to dobrze. Ani trochę.nie przekonuje mnie ani rzekomy
      strach przed zapuszczaniem korzeni i jednocześnie natychmiastowe
      zamieszkanie z kobietą , ani kłamstwa na temat wieku i telefonu,
      robienie z siebie zranionej ofiary..-wszystko to wygląda kiepsko,
      ale rzeczywiście jest szansa,że choć to wydaje się nieprawdopodobne
      to może być jednak prawdziwe- życie pisze nieprzewidywalne
      scenariusze. Ale jedna sprawa jest chyba jednoznaczna- jeśli
      powiedział swojej partnerce o rozstaniu i wyprowadzce, no to jak
      długo to może potrwać? Ile trwa wynajęcie mieszkania? Jak długo
      partnerka będzie tolerować to,że u niej mieszka mimo ,że
      zapowiedział rozstanie? Dwa tygodnie to chyba max:) A ile on już
      szuka tego "odpowiedniego miejsca"? Jak trzy dni- to daj mu jeszcze
      z tydzień , jak trzy miesiące..to..hmm.. chyba sama wiesz. I może
      przeceniam mężczyzn, ale wydaje mi się,że gdybyś była dla niego
      ważna to On bardziej by się martwił o Ciebie, o to czy Ci życia nie
      zmarnuje a nie o to czy sam się nie zrani. Dodatkowo- pierwsze
      rozstanie, po długoletnim małżeństwie gdzie są dzieci jest bardzo
      trudną decyzją, jeśli się przez nią przejdzie to wydaje mi się,że
      decyzja o następnym rozstaniu w związku gdzie nie ma ani formalności
      ani dzieci przychodzi dużo łatwiej, więc on nie powinien mieć takich
      dylematów z tym związanych- choć to tylko moja teoria bo empirycznie
      nie sprawdzałam. Bądź ostrożna. Szkoda by Cię było:) Może innych
      Twój kwiecisty styl śmieszy, ale jak dla mnie poprawne, bezbłędne,
      staranne pisanie to zdecydowanie pozytywna cecha na tle netowej
      średniej. I całkiem rozsądna z Ciebie dziewczyna jak na 25 latkę, bo
      mimo uwikłania w tą sytuację ( a kto z nas się ślepo nie zakochał
      kiedyś niech się zgłosi;)), zdajesz sobie sprawę z ryzyka i
      dwuznaczności sytuacji. W którą wersję wierzysz bardziej, a raczej
      Twoje serce wierzy to inna sprawa, ale jednak przynajmniej usiłujesz
      mieć do tego zdrowy dystans. Tym bardziej nie wahaj się i postaw
      sprawę jasno- będziecie razem jeśli się od tamtej wyprowadzi.
      Krzywdy mu tym nie robisz- jeśli ma się pozbierać i poukładać swoje
      życie i uczucia to pobycie samemu mu dobrze zrobi. Kłąmiąc i
      zdradzając krzywdzi swoją partnerkę ale i też siebie o ile jest
      porządnym facetem, bo takim sumienie dokucza. Nie ma tu dylematu,że
      chcesz zabrać dzieciom ojca- to prosty układ, jednoznaczny. To nie
      musi być klasyka gatunku- cwaniaczek bzykający młodą naiwną laskę,
      to równie dobrze może być wielka miłość- tyle,że w Twoim wypadku to
      łatwo sprawdzić, nawet dylematów moralnych tu nie ma.
      Więc...Powodzenia:) Obyśmy się wszystkie myliły, a facet był
      porządnym , kochającym Cię człowiekiem:)
    • winomusujace Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 11:08
      Ja po prostu nie chciałabym być z takim facetem.

      Po pierwsze : jest osobą która kalkuluje i rozgrywa. Jeśli ktoś
      twierdzi że zamieszkał z kimś bo było mu potrzebne tow, teraz choć
      ma romans dalej mieszka z kobietą której nie kocha - to dla mnie
      wyrachowany typek.

      To że z kimś był, że poznał Ciebie, zakochał się - to jest ludzkie i
      nie potępiam tego. Każdy ma szansę spróbować na nowo. Ale nie w
      takim stylu.

      Znam dwie pary, które poznały się gdy Panowie były w związkach i są
      już razem bardzo długo ale po rozpoczęciu romasnu Panowie w ciągu
      paru dni wyprowadzili się od starych partnerek, bo jak twierdzili
      nie byli w stanie prowadzić podwójnego życia, sypiać z kobietą do
      której nic nie czują, oszukiwać.

      Inne zachowanie budzi we mnie pogardę, jak ktoś jest takim świetnym
      aktorem, strach się bać jak będzie się zachowywał w waszym związku
      jak pierwsze emocje fascynacji nową kobietą miną.

      Pozatym jak ty będziesz miała 35 lat i będziesz u szytu swoich
      możliwości życiowych on będzie już 52 letnim facetem ! Po co ci to ?

      Wierzę, że on może wybrać młodą kochankę, pytanie tylko czy gra jest
      naprawdę warta świeczki ? Wd mnie nie.
      • kora3 Choc nie jestem miłosniczką wina musującego 31.05.09, 11:15
        jako trunku :) z osoba o tym nicku zgadzam się :)

        Jak w ogóle mozna komus powiedzieć, ze się "wypróbowuje" co lepsze
        bedzie i wygodniejsze w takiej sytuacji i zyskac aprobate?
        No, ale Wymiar jest zakochana, a gosc ja omotał swoimi
        gierkami...Jestem w stanie pojac człowieka, który po tzw.
        przejsciach nie chce się szybko angazować w inny zwiazek powaznie
        typu: wspólne mieszkanie zaraz, śluby, dziecko itepe, ale po
        pierwsze zachowanie goscia (wspólne zameiszkanie z panią, u której
        mieszka) przeczy temu, co deklaruje o niezapuszczaniu kozreni:), a
        po drugie po prostu poniza Wymiar taką postawą "jak sie sprwdzisz to
        od niej odejde".
        • ukryty_wymiar Re: Choc nie jestem miłosniczką wina musującego 31.05.09, 11:28
          >a po drugie po prostu poniza Wymiar taką postawą "jak sie sprwdzisz to
          > od niej odejde".

          nie, tego nie powiedział. Po złożeniu w całość pewnych jego wypowiedzi, o
          świecie w ogóle, o ludziach i na inne tematy i wyciągnięciu wniosków, ja po
          prostu mam przeczucie, że taki jest jego zamiar.
          • kora3 Oj Wymiarze, serio jesteś naiwna 31.05.09, 11:44
            przecież ja nie mowię, ze gosc cenralnie to powiedział :)
            Manipulacja nie polega na wywaleniu komus takim telstem w oczy. sama
            napisałaś, ze gosc nie pawi ci komplementów, ale opisałas siebie w
            poczatkowym poscie widziana jego oczami. A jak sie to robi? Ano jak
            widać po gosciu prosto:) zaczuyna się snuc nastepujacą opowisc
            np. "Nie mogłem się odnaleźć w poprzednich zwiazach. Wiesz, na
            początku było cudownie, wspólne pasje, plan. Ale to nie były
            niezwykłe kobiety, szybko popadały w rutyne i co najgorsze, stawały
            sie coraz brdziej roszczeniowe. Wciąz tylko warunki, wymagania, a ja
            pragne romantyzmu, fantazji, pasji, dlatego tak cudownie się z Tobą
            czuję, bo nie oczuwam presji, na nic. One nie rozumiały, ze nie
            porafię szybko sie pozbierać, ze jestem już w tym wieku, ze nie moge
            podejmowac decyzji teraz natychmiast, bo się zwyczajnie, wiem, ze to
            trochę głupie u faceta, boję. Ze znów ktos mnie zrani, ja kogoś, ze
            moze to nie miłosc. Jak dobrze, że Ty rozumiesz, że ja porzebuje
            zcasu na budowanie swojego poczucia bezpieczeństwa, pewnosci, że to
            nie na chwilkę, że to stałe. Dziekuje Ci za to" - na przykład:)

            W tzw. ktrótkich zołnierskich słowach moznaby to ując:"
            Licze, ze do Cebie dociera, ze mam dosc gledzenia i warunków. Jesli
            chcesz ze mna spotykac się i sypiac, to ich nie stawiaj i nie gledz,
            a jak nie to bedzie spadówka"
    • ukryty_wymiar Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 12:43
      A co myślicie o tym, że po tym jak, powiedzmy nasza znajomość zmieniła się w
      bardziej intymną, Jego ręka podczas wędrowania po centrum miasta, zaczęła nagle
      lądować na moim ramieniu, obejmując mnie, albo chwytając moją dłoń? Centrum
      miasta, starego miasta, gdzie spaceruje masa ludzi, masa Jego znajomych,
      współpracowników...hmm? Byłam szczerze zdziwiona, zaskoczona, chyba tego nawet
      na początku nie odwzajemniłam, bo jak dowiedziałam się, że nie jest sam (a
      dowiedziałam się po zmianie charakteru naszej znajomości), czułam się z tym
      dziwnie. Jak zapytałam skonsternowana o co chodzi? Jak może nie czuć obawy, że
      spotka nas na ulicy ktoś, kto jest ich wspólnym znajomym, odpowiedział, po
      niekrótkiej chwili namysłu, że i tak ona już wie, że on ma się wynieść. Nie
      wiem, czy jest aż tak nierozważny i ryzykowny? Czy tak postępuje ktoś, komu mimo
      wszystko zależy na aktualnym związku?

      Gubię się w tym, bo zakochanie zakochaniem, ale gdzieś zawsze czai się u mnie
      delikatna podejrzliwość i ostrożność. Potrafię z dość męczącą niekiedy łatwością
      zmienić perspektywę z przychylnej na krytyczną i odwrotnie.
      • kora3 hmmmm 31.05.09, 12:54
        ja mysle,ze ty boisz sie zadziałaś i szukasz potwierdzenia swojej
        tezy.
        Nie wiesz nic o relacjach z tamta kobietą , poza tym co sam mówi.
        Moze byc tak, ze powiedział jej o wyprowadzce, babce nie zalezy, ale
        po strej znajomosci pozwala mu poczekac az znajdie mieszkanie.
        Rzadkie sytuacje, ale mozliwe. A moze byc tak, ze powiedział, ze się
        zauroczył, ale kocha tylko ją, zeby nie naciskała, bo musi to jakos
        skończyc, a Ty jestes młoda, zakochana i zagroziłas samobójstwem
        oraz masz swira i jak Cie z nagła rzuci zrobisz jej i jemu piekło a
        ziemi. No i babka moze tak naiwna jak Ty - łykneła. Nie wiesz.
        • kora3 dla ułatwienia opowiem ci pewną historyjkę 31.05.09, 13:02
          otóz moja kuzynka wplatała sie w romas z zonatym facetem. Głupio
          zobiła , wszyscy jej to tłukli do głowy, ale miłosc jest slepa. Gosc
          naturalne nie mógł odejsc od zony, bo go zrujnowałaby finansowo,
          jest chora na nerwy, dzieci sa w trudnym wieku itd.
          W końcu panna nie wytrzymała i zawiadomiła mailem połowice, ze maz
          ma romans. Odpowiedź otrzymała, tyle, ze z niej wynikało, że gosc
          sie już dawno przyznał do "platonicznej znajomosci z pewną pania,
          która jest niezrównowazona i nie daje mu spokoju, bo sobie coś
          ubzdurała po 2 kawach". Wymiana maili dostarczyła kuzynce dalszych
          rewelacji. np. w postaci tego, że miała rzekomo twierdzić, iz zemsci
          sie na rodzinie tego pana, jesli ja rzuci, zabije sie, zniszczy mu
          reputacje w pracy itp.
          Nim panna przejrzała na oczy podobnymi historyjkami ja raczył, tyle,
          ze o żonie, którą zresztą błagał w mailu (zona kuzynce udostpeniła,
          a jak:)), zeby go nie opuszczała, zez chorą wariatkę.
          Bądz bardziej pragmatyczna i nie wierz wszystkiemu
        • ukryty_wymiar Re: hmmmm 31.05.09, 13:07
          Nie wiem czy szukam potwierdzenia, ale tak, boję się zadziałać, to prawda! Boję
          się, że naruszy to...(o rany, ale to głupie)...całą konstrukcję wszystkiego co
          było do tej pory.

          Ale wiesz co? Zrobię to. Zrobię na najbliższym, jutrzejszym zapewne, spotkaniu.
          I nie dlatego, że sugeruje to większość osób z tego forum, to byłoby raczej
          głupie. Ale dlatego, że mam tyle wątpliwości, że i tak nie potrafiłabym przecież
          udawać, że wszystko gra. A udawać nie potrafię, więc i tak konstrukcja ta
          zostałaby siłą rzeczy naruszona.

          • kora3 BRAWO! 31.05.09, 13:16
            ukryty_wymiar napisała:

            > Nie wiem czy szukam potwierdzenia, ale tak, boję się zadziałać, to
            prawda! Boję
            > się, że naruszy to...(o rany, ale to głupie)...całą konstrukcję
            wszystkiego co
            > było do tej pory.

            Nie ma żadnej konstrucji, jest natomiast udana manipulacja
            >

            > I nie dlatego, że sugeruje to większość osób z tego forum, to
            byłoby raczej
            > głupie. Ale dlatego, że mam tyle wątpliwości, że i tak nie
            potrafiłabym przecie
            > ż
            > udawać, że wszystko gra. A udawać nie potrafię, więc i tak
            konstrukcja ta
            > zostałaby siłą rzeczy naruszona.
            >
            soróbuj, spokojnie, bez emocji, szlochów, płaczów, ale
            bezTŁUMACZENIA się w stylu "Wiem,z e inne na Ciebie naciskały itd."
            Normalnym tonem zapytaj, czy juz nzalazł mieszkanie i zakończył
            znajomosc. Jesli powie, ze szuka, za tydzień, miesiac dzień,
            powiedz z usmiechem, ze Tobie to nie odpowiada i do czasu mieszkania
            z pania i bycia z nią jesteście znajomymi i ze zawsze moze liczć na
            rozmowe z tobą. :)
        • ejana Re: A moze.. 31.05.09, 13:13
          Dziewczyny dobrze pisza - przejrzyj na oczy.
          Jak facet ciagnie za soba takie ogony i kobiety z jego minionego zycia tak go
          skrzywdzily (swoja droga ciekawe, jakie ma prawdziwe relacje z matka, kazdy zna
          ta teze, moze warto sprawdzic),
          to w kazdym momencie postawi Cie pod sciana, tak jak robi to z nimi.
          Niby kazdy ma swoja kolejna szanse, ale niektorzy faceci sa niereformowalni.
          Mozesz sie oszukiwac jakimis widowiskowymi zachowaniami, ale z boku calosc nie
          wyglada dobrze.
          Sprobuj popatrzec z dystansem na to, co mowi, albo robi, moze zobaczysz wiecej.
          Jak wejdziesz z takim męzczyzna w role ratownika, to jestes stracona, o ile juz
          sie nie uzaleznilas.

          Moze sie odsun, sprawdz, co dla niego znaczysz, bo moze sie okazac, ze wcale nie
          tak duzo.
          A dopoki taki facet nie uprzadkuje swojego zycia, nie ma szansy na wartosciowy
          zwiazek z inna kobieta. A faceci rzadko porzadkuja :)) w tym caly problem.

      • sotoska Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 13:00
        a cóż za problem? znam takiego męża, który od paru lat prowadza się co rok z
        inną młodą panienką, nawet szwagierka go widziała z jak obięty z ręką na d...e
        jakiejś rozchichranej studentki przez centrum miasta sobie szedł - a żona nic
        nie wie bo wszyscy uważają , że nie powinni się wtrącać. Żona nawet mu
        ostatnio dała pieniądze na samochod żeby mężu sobie lepszy kupił, a on swoje
        pieniądze przepuszcza na prezenty dla kochanek.



        dziewczyno.
        nie szanujesz się, masz niskie poczucie własnej wartości i łykasz byle co jak
        naiwna gąska byle tylko się poczuć kochaną i wyjątkową. nawet sama sobie
        nakręcasz w głowie że to jest ta wielka i jedyna miłość - a ślepa jesteś na
        fakty które mówią, że zblazowany wygodnicki satyr dorwał się do młodej pupci i
        wyssie z niej ile się da.
        niestety zostaniesz jego kochanką. zmierzasz do tego. i dasz się wykorzystać bo
        nie umiesz o siebie dbać ani postawić swoich warunków. Na razie jesteś na
        etapie "byle zdradzał i pił ale tylko żeby był" - choć nie rozumiesz tego.
        za parę lat będziesz czuła do tego obrzydzenie w co się teraz pakujesz.
        widać musisz dostać w d.... i może nawet zmarnować najlepsze lata swojego życia
        z etatowym kombinatorem, żeby mając 35lat być już tą "mądrą". Tylko, czy wtedy
        będziesz miała szansę znaleźć fajnego faceta.... ci najlepsi już będą żonaci.
    • ukryty_wymiar Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 12:59
      I jeszcze krótkie wyjaśnienie kwestii Jego stosunku do pani z którą mieszka.
      Rzeczywiście dość mgliście to przedstawił, ja - co oczywiście na pewno nie
      zaskoczy Kory - nie dopytywałam, nie mając wścibskiej natury i wyznając
      (głupią?) zasadę, że jak ktoś czuje potrzebę i chce, to więcej powie bez
      ofensywnego wyciągania zeń różnych, a tym bardziej jeśli osobistych, informacji.

      W każdym bądź razie wracając...nie wypowiadał się o niej, jak niektórzy
      założyli, w jednoznacznie negatywny sposób. Nie były to skargi i utyskiwania.
      Fakt, mówił o rutynie, o tym że ona chce od niego, żeby on BYŁ w domu, po prostu
      był, żeby czuła jego obecność, nawet jak w domu tym nie dzieje się nic
      specjalnie. A on przyznał, że to go dusi, bo nie jest typem domatora i woli
      działać, robić coś, zostać wówczas dłużej u siebie w firmie. Sam określił
      to...uwaga, uwaga...jako badziewiasty charakter - przyznając, że ta właśnie
      cecha w dużym stopniu zadecydowała o rozpadzie jego małżeństwa, kiedy to
      pojawiły się dzieci. Mówił, że na początku jego związku z - jak ją nazywacie,
      konkubiną - było fajnie, ale po pewnym czasie zaczęła ustawiać go, co gdzie ma
      odkładać w tym jej mieszkaniu, z kim ma się spotkać a z kim nie, że zabiera
      mu...hmm...powiedzmy przestrzeń i dlatego się dusi.

      Powiedział więc otwarcie, że sam też nie jest bez winy.


      Tak czy inaczej, dziękuje wszystkim za uwagi i sugestie. Na pewno dużo mi to
      rozjaśniło w mojej...głowie.
      • sotoska Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 13:08
        myślisz jak klasyczna kochanka :)
        na tym etapie rozwoju Twojej wiedzy o związkach i mężczyznach nie masz szans z
        tym facetem. zostaniesz jego kochanką na co najmniej dwa lata. Jakbyś jednak
        doznała oświecenia szybciej - to koniecznie napisz na forum. Postawię Ci wtedy
        piwo :D
      • kora3 Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 13:13
        ukryty_wymiar napisała:

        > I jeszcze krótkie wyjaśnienie kwestii Jego stosunku do pani z
        którą mieszka.
        > Rzeczywiście dość mgliście to przedstawił, ja - co oczywiście na
        pewno nie
        > zaskoczy Kory - nie dopytywałam, nie mając wścibskiej natury i
        wyznając
        > (głupią?) zasadę, że jak ktoś czuje potrzebę i chce, to więcej
        powie bez
        > ofensywnego wyciągania zeń różnych, a tym bardziej jeśli
        osobistych, informacji


        Kory nie zaskoczy, ba Kora ma tak samo, a jak facet zaczyna
        opowiadać o swojej partnerce cos tam to Korze się pali swiatełko z
        napisem "burak" - chyba, ze Kora rozmawia z przyjacielem o jego
        problemach i jest Kora proszona o rade, ale jak Kora byłaby
        podrywana przez takiego, to bezsktecznie.
        > .
        >
        > Fakt, mówił o rutynie, o tym że ona chce od niego, żeby on BYŁ w
        domu, po prost
        > u
        > był, żeby czuła jego obecność, nawet jak w domu tym nie dzieje się
        nic
        > specjalnie.

        N wiesz, z zasady jest tak, ze wdomu to się nic nie dzieje
        specjalne:)
        Nie chodzi o to, ze on chodzi w dresie, a ona w papilotach i
        szlafroczku dzień cały, ale o to, ze NOrmalnie NIE MA SIE DZIEŃ W
        DZIEŃ imprezy, przeciekawych gosci itd. wiekszosc ludzinie chadza
        też codziennie do kima, do restauracji, na koncerty, do galerii,
        nawet ja, choc zawodowo przeczesto i prywatnie też lubie:)


        A on przyznał, że to go dusi, bo nie jest typem domatora i woli
        > działać, robić coś, zostać wówczas dłużej u siebie w firmie. Sam
        określił
        > to...uwaga, uwaga...jako badziewiasty charakter - przyznając, że
        ta właśnie
        > cecha w dużym stopniu zadecydowała o rozpadzie jego małżeństwa,

        Wiesz, samo przyznanie się, ze się nie umie życ z kims innym nie
        jest takie megaheroiczne. Wazne, by cos z tym robic.

        Mówił, że na początku jego związku z - jak ją nazywacie,
        > konkubiną - było fajnie, ale po pewnym czasie zaczęła ustawiać go,
        co gdzie ma
        > odkładać w tym jej mieszkaniu, z kim ma się spotkać a z kim nie,
        że zabiera
        > mu...hmm...powiedzmy przestrzeń i dlatego się dusi.

        wiesz, gosc chyba nie jest dorosły, zanizając swój wek, moze miał na
        mysli emocjonalny swój stan, ale jest hurra optymistą, on nie ma w
        głowie wiecej niż 20-lataek :) i to z problemami z sobą :)

        >
        > Powiedział więc otwarcie, że sam też nie jest bez winy.

        No Tobie tez to moze powiedzieć po 10 latach razem, ze się dusi, ze
        za duzo wymagasz i ze jest zwyczajnie - pomysl o tym, ze się przyzna
        do tego:)
        • policjawkrainieczarow Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 16:07
          > No Tobie tez to moze powiedzieć po 10 latach razem, ze się dusi, ze
          > za duzo wymagasz i ze jest zwyczajnie - pomysl o tym, ze się przyzna
          > do tego:)

          ja obstawiam, ze nawet tylu nie bedzie czekal, tylko zacznie od razu (no, moze
          po dwoch tygodniach wspolnego mieszkania) - skoro juz sobie zabezpecza tyly :D
          rozkoszny typ.
      • yoko0202 młoda jesteś więc coś ci powiem 31.05.09, 19:18
        i to jest bardzo ważne, zapamiętaj na zawsze: ty nie opieraj się na
        tym, co on mówi, tylko na jego zachowaniu (i nie chodzi tu o
        kładzenie ręki na twoim ramieniu na rynku starego miasta, bo to
        akurat nie jest zachowanie tylko gest).
        widzę że łapiesz się każdego jego słowa, cytujesz je tutaj, i
        piszesz o nim tak, jakbyś siedziała w jego głowie i znała wszystkie
        myśli; przy czym prawdopodobnie wybierasz te słowa, które pasują ci
        do twojej bajki. Otóż prawdziywych myśli możesz w ogóle nie poznać,
        bo powiedzieć można wszystko.
        być może zakocha się w Tobie na śmierć i życie, i będziecie mieli
        wspaniały dom i dzieci i dwa labradory; być może trafił go kryzys
        wieku średniego i umawiając się z młodszymi chce się dowartościować;
        być może jest emocjonalnym popaprańcem; i milion innych opcji, które
        musisz brać pod uwagę.
    • milady000 Chłopina chce porady... 31.05.09, 13:20
      chce wysłuchać opinii, a ludzie tu przekrzykują się nawzajem próbując się
      przekonać że to ONI mają rację. A racji nie ma nikt. Życie jest zbyt
      skomplikowane żeby czegokolwiek być pewnym, można jedynie wyrażać swoją opinię.
      A często Ci którzy najgłośniej się wykłócają że to okropne, niemoralne itp
      często postąpiliby podobnie gdyby to ich dotyczyło
      Eh...hipokryzja straszna rzecz.
      • kora3 Chłopina??? 31.05.09, 13:21
        • milady000 Re: Chłopina??? 31.05.09, 16:17
          No to dziewczyna :)
          Kimkolwiek by nie była/był pozostała część mojej wypowiedzi jest niezmienna.
    • dobra_klementyna Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 14:31
      tak sobie myślę, że ja jednak poczekałabym, aż facet sam widząc z czasem, że
      jest mu z dziewczyną dobrze pod wieloma względami i w różnych sytuacjach, aż sam
      z siebie, bez postawionego warunku zadecyduje, że odchodzi od tamtej. Czy
      naprawdę sądzicie, że bez bodźca od którejś z pań facet nie potrafi podjąć
      takiej decyzji?

      Przecież po powrocie do domu, będzie się czuł nie tak, będzie myślami przy tej
      dziewczynie, widok i rozmowa z partnerką nie będą już takie same. I sam będzie
      się męczył, a tego nie lubi nikt...pójdzie więc tam, gdzie będzie mu dobrze - do
      dziewczyny. I zrobi to czując tego potrzebę, a nie - "bo wymagała ode mnie
      decyzji i musiałem"
      • wiewiorka29 Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 14:44
        mitomania. :)

        myślisz, że facet który ma na koncie rozwód, zdrady, mieszkanie u konkubiny a
        dodatkowy seks z dwudziestolatką BĘDZIE SIĘ MĘCZYŁ TYM UKŁADEM???????
        :D:D:D:D:D:D:D:D:D

        to życie a nie bajka o grzecznym i wysoce moralnym chłopczyku.

        jeśli dziewczyna przyzwyczai go że nic od niego nie wymaga , to ten facet sam z
        siebie palcem nie kiwnie, tylko będzie grał na 2 fronty póki go któraś nie wyrzuci.

        a dziewczyna JUŻ się zgodziła na bycie kochanką z którą się sypia i obściskuje
        publicznie , mimo, że wie, że facet żyje i mieszka z inną kobietą.




      • ejana Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 14:52
        A tu, Klementyno, myslisz, jak kobieta :))
        Faceci inaczej kombinuja. On ma teraz byłą zone i dwie kochanki, wielu by mu
        zazdroscilo - zadnych zobowiazan.
        Jak ktoras bedzie miala wymagania, pretensje to ja skresli.
        Zawsze moze powiedziec, ze jest rozdarty, jeszcze nie gotow, ze malzenstwo
        wycismelo na nim pietno.
        Kobiety maja duzo wyrozumialosci dla takich mezczyzn, bo im sie wydaje, ze to
        co nie udalo sie dotad zadnej im sie uda :))
        • kora3 Dokładnie 31.05.09, 14:56
          z ta uwagą wg mnie, ze partnerka nie jest kochanką, bo pan nie jest
          zonaty, a z nią jak podkresla wątkodawczyni oficjalnie jest i
          mieszka.
          • ejana Re: Dokładnie 31.05.09, 15:02
            Kochanka to dobre okreslenie na relacje damsko - meskie. Szkoda, ze zostalo tak
            niefortunnie w jezyku polskim umiejscowione.
            Nie powinno miec takiego negatywnego odbioru w koncu jest od slowa "kochac"
            Jaki my mamy ubogi jezyk - konkubina, kochanka i nic wiecej.
            Przyjaciółka, tez tak nie wiadomo co.


            • kora3 Re: Dokładnie 31.05.09, 15:10
              Konkuina mniej mi się podoba, ale oddaje stan faktyczny, podobnie,
              jak partnerka.Przyjkaciólka to taki jakby eufemizm, całkiem wg mnie
              nie trafiony, bo nie rzeba eufemizowac normalnego stanu, ani tez nie
              jest to okreslenie zbyt madre, bo jest dwuznaczne - ja się
              przyjaxnie z mezczyznami i nie sypiam z nimi:)
      • kora3 Jestes pełnoletnia Klementyno?:) 31.05.09, 14:54
        Pytam, bo piszesz, jak 13-latka, sorry.
        Toz ja osobiscie radze jej własnie PRZECZEKAC:) tyle, ze nie w
        charakterze doatkowej pani do bzykania, a znajomej, na której
        podobno ma mu bardzo zaleze. Jesli zalezy - bedzie chciał zmienić
        niechcianą sytuację , jesli nie - wiadomo.

        Tyle tylko, ze pan jest na tyle już duzy, ze powinien sobie zdawać
        sprawe i pewnie jakoś tam zdaje, ze z dziewczyną też nie bedzie cały
        zcas na najwyzszych obrotach jak teraz - czyli podczas spotkań i
        seksu. Jesli razem bedą i zamieszkają bedzie róznie, jak z zona i z
        partnerka. skoro panna sie zgadza na obecny układ i nic nie chce, to
        zc nie umierac. Ma spokojny wygony kąt u partnerki i seks tez, a
        dziewczynie psotawi kawe, obiad i pójdzie z nią do hotelu, albo do
        niej na fajne urozmaicenie seksualne, a ona go jescze zrozumie i
        pocieszy.
      • multiwitamina99 A co na to twój chłopak? 03.06.09, 11:18
        Tak się zastanawiałam - piszesz o sobie w samych superlatywach, więc raczej nie
        powinnaś być osobą samotną. Ciekawa jestem zatem, co twój chłopak myśli o
        obecnej sytuacji?
    • listekklonu Re: dojrzały mężczyzna-wygoda czy nowe życie? 31.05.09, 17:08
      Nie rozumiem kobiet, które świadomie i dobrowolnie wchodzą w rolę "tej
      drugiej". W tym wypadku dodatkowo z takim starym dziadem.
    • lulu_na_nartach odpowiedź jest prosta 31.05.09, 21:02
      Pytanie, które do Was mam dotyczy oceny tej sytuacji. Jakie jest
      prawdopodobieństwo, że dojrzały mężczyzna zrezygnuje z wygodnego
      choć nieidealnego życia z kobietą, do której na pewno w pewien
      sposób się przywiązał...by zacząć wszystko od nowa, z młodszą
      kobietą. Jakie warunki, okoliczności musiałyby nastąpić, by podjął
      taką decyzję?

      Odpowiedź jest prosta: muszą zostać spełnione dwa warunki:

      1. Tamta kobieta musi dowiedzieć się o Tobie, a w szczególności, że
      związek z Tobą jest "poważny", natomiast związek z tamtą
      się "wypalił"
      2. Ty musisz mieć mieszkanie.

      I facet będzie Twój, przynajmniej na jakiś czas, póki do waszego
      związku nie wkradnie się rutyna. Co wtedy nastąpi na pewno się
      domyślasz....

      itd., itd

Pełna wersja