ukryty_wymiar
30.05.09, 17:16
Sytuacja następująca:
ON- 42 letni mężczyzna. Za sobą ma nieudane małżeństwo, z rozwodem poradził
sobie psychicznie, choć padły jego ideały, rodzina i dzieci (dwójka) były dla
niego najważniejsze, ale nie udało się. Zostawił byłej żonie dom, przeniósł
się gdzie indziej, uciekł w pracę, która stała się zastępczym sensem
wypełniającym czas, podbudowującym poczucie własnej wartości, niepozwalającym
myśleć o tym że coś się w życiu zawaliło.
Zamieszkał po pewnym czasie z kobietą w jej mieszkaniu, przecież czyjeś
towarzystwo, obecność są każdemu potrzebne, tym bardziej po nagłej utracie
gruntu pod nogami. Dogadywali się, było fajnie, choć wielkiej miłości do niej
czuje, więcej w tym pragmatyzmu po wcześniejszym sparzeniu. Przestaje myśleć o
uczuciach, zawiesza jakiekolwiek refleksje o sensie zycia, chowa najwrażliwszą
część siebie gdzieś głęboko, zapomina o niej.
Cały czas dba o dzieci, bardzo je kocha, ma wyrzuty sumienia, na prawie każdy
weekend gdzieś je zabiera. Do tego ucieczka w pracę. Kobieta zaczyna mieć
pretensje, chce mieć go na wyłączność, nie podobają jej się jego wizyty w
poprzednim domu u dzieci. Stawia nawet ultimatum: "ciągle jesteś jedną nogą w
tamtym, poprzednim życiu, albo jesteś ze mną". ON zaczyna się dusić. Tym
bardziej że do związku wkrada się rutyna. Po powrocie z pracy widzi ją z
laptopem i przed TV, a dla niego ten dzień jeszcze się przeciez nie skończył.
Wyprowadzka, nawet gdyby miał dokąd, byłaby kolejnym stawianiem świata na
głowie, przyniosłaby samotne wieczory, wciąż więc ze sobą są i bywa mimo
wszystko fajnie.
POJAWIA się jednak w jego życiu kobieta, młodsza. 25 letnia, kończąca właśnie
studia dziewczyna. Niezepsuta, wrażliwa, inteligentna i bardzo atrakcyjna.
Rozmawiają za sprawą dość częstych spotkań związanych z jego pracą, jakby przy
okazji, przez 5 miesięcy. ON zaczyna czuć przy niej coś, czego dawno już w
sobie nie miał. ONA ma w sobie tyle radości życia, ciekawości świata, pasji,
świeżości, a przy tym prostoty i młodej naiwności. Czy to możliwe że się
zakochał?
Próbuje odpędzać od siebie tą myśl...przecież to głupie. 17 lat różnicy to
zbyt dużo. Raz już się w zyciu rozczarował, nie może przecież nawet myśleć o
tak ryzykownym kroku, w tym wieku powinno się myśleć innymi kategoriami. To
nie ma szans. Ale ich spotkania przestają byc czysto formalne, idą razem na
kolację, potem na spacer, jadą razem nad jezioro...rozmawiają, śmieją się. ONA
jest nad wiek dojrzała, sama sporo w życiu przeszła, zakochuje się w nim. Od
dawna, choc o tym jeszcze nie wiedział był dla niej kimś bardzo ważnym.
Pewnego wieczoru, długiego wieczoru, poczuli potrzebę by być ze sobą blisko,
poczuć swoje ciepło, kochali się bardzo namiętnie. Wszystko stało się tak
naturalnie, długo nie mogli potem o tym zapomnieć.
Dalsze spotkania stały się dla nich potrzebne jak powietrze. ON przestał
zatracać się w pracy, wychodził wcześniej by ją zobaczyć, spotkać się.
JEDNAK...coś nie pozwala mu wejść z odwagą w ten "związek", wyprowadzić się od
kobiety u której mieszka. Obawia się, że dziewczyna jest za młoda, że jej się
tylko wydaje że to miłość, że to minie i pozostanie przykra świadomość
kolejnego życiowego błędu - a tego boi się najbardziej. Że jak zamieszkają
razem, wszystko straci urok, że się nie dopasują, że ONA przejrzy na oczy i
stwierdzi że woli kogoś w swoim wieku.
Pytanie, które do Was mam dotyczy oceny tej sytuacji. Jakie jest
prawdopodobieństwo, że dojrzały mężczyzna zrezygnuje z wygodnego choć
nieidealnego życia z kobietą, do której na pewno w pewien sposób się
przywiązał...by zacząć wszystko od nowa, z młodszą kobietą.
Jakie warunki, okoliczności musiałyby nastąpić, by podjął taką decyzję?
Dziękuję za odpowiedzi.