pawieoko123
31.05.09, 15:44
prosze o pomoc.. jestem zdenerwowana wiec moge pisac troche chaotycznie
historia jest dluga, nie wiem juz gdzie szukac pomocy..
mam 19 lat mieszkam z mama. tata wyprowadzil sie 6 lat temu i obecnie nie mam
z nim kontaktu z wlasnej woli, tata jest trudna osoba i cala moja rodzina ma
troche nadszarpnieta psychike przez niego, dlatego o tym pisze bo dopatruje
sie troche przyczyn sytuacji wlasnie w tym.
ale nie w tym rzecz, moja mama babka powiedzmy z klasa zawsze ja szanowalam i
mialysmy naprawde super kontakt. kiedy rozwiedli sie z ojcem mama byla
podlamana, jak to kobieta po rozwodzie przez pare lat no ale mniej wiecej
poltora roku temu sie powiedzmy, podniosla do zycia i odzyskala sile, bardzo
sie z tego cieszylam i w ogole, poznala faceta z ktorym w sumie wiedzialam ze
nie laczylo ja nic wecej niz lozko ale nie wtracalam sie w jej sprawy, chociaz
poczatkowo mnie to wkurzalo. pozniej jednak zaczela przeginac i odstawiac
naprawde opcje hardkorowe i nie kryc sie z tym co mnie meczy strasznie, ze
zrobila sie taka liberalna. ma duzo znajomych, jest bardzo atrakcyjna
towarzyska, zawsze mi sie to w niej podobalo ale teraz jakby zmienilo sie w
takie 'odpieprzcie sie wszyscy robie co chce'.
ma obecnie kilku znajomych-facetow z ktorymi laczy ja tylko seks...co mnie
przeraza, moze jestem mloda i glupia ale nigdy nie pochwalalam takiej postawy
az do tego stopnia rozrywkowej. ostatnio sie o to poklocilysmy, tzn. ja
zaczelam rozmowe i zaznaczam ze nigdy nie nazwalabym jej zle ani nie obrazila,
ale ona od razu sie strasznie unosi i czuje sie wrecz obrazona, wscieka sie i
nie chce ze mna rozmawiac, wiec rozmowa nie skonczyla sie na jakims wielkim
porozumieniu w tej kwestii. ona nie kryje sie z tym ze prowadzi taki hmm tryb
zycia. dzisiaj kiedy po raz kolejny zobaczylam smsa bardzo jednoznacznego w
jej skrzynce poprosilam ja zeby nie nosila na te spotkania moich ubran (czy to
takie chamskie?) nie chcialam jej dowalic ani nic a ona sie wsciekla zaczela
wypominac mi doslownie wszystko - nigdy nie rozmawiamy o tym co ja meczy a w
takich syrtuacjach gada zupelnie nie na temat wszystkie wyrzuty ktore do mnie
ma we wszelkich kwestiach. no wiec uslyszalam, ze liczy sie dla mnie tylko moj
chlopak, ona jest niewazna, do niczego nie ma prawa, ja rzadze w domu, ona nie
ma gdzie sie podziac (mamy 4 pokoje wiec troche nie trafila), ona jest tylko
od sprzatania i dawania mi pieniedzy i w ogole to robi mi laske ze mi w ogole
te ubrania kupuje, a na koncu powiedziala ze jeszcze sie zdziwie ze sie ktos
do domu wprowadzi i nie bedzie dyskusji. nie wiedzialam juz co jej
tlumaczyc..poplakalam sie i powiedzialam czemu jest mi przykro otworzylam sie
przed nia naprawde zrobilo mi sie tak smutno, a ona przez caly czas kiedy ja
stalam przed nia i plakalam siedziala odwrocona tylem i patzryla w
okno..powiedziala ze miedzy nami jest tak przeze mnie bo ja ja tylko od siebie
odpycham, powiedzialam ze niedlugo sie wyprowadzam (studia) i chcialam te
ostatnie chwile z nia spedzic milo a ona na wszystko pogardliwie prychala, po
prostu olała moja wyciagnieta reke... myslalam ze matka nigdy tak nie
postepuje, ja stalam przed nia i plakalam, prosilam ja zeby ze mna
porozmawiala zeby bylo lepiej, a ona tym wzgardzila przez jakas swoja dume...
w koncu poszlam do pokoju i plakalam przez godzine, ona nawet nie zajrzala,
sama wyszłam i sie przytulilam a ona na to "no juz juz dobra juz nie placz"
tak obojetnie...to straszne ona nigdy taka nie byla, zawsze sama sie
wzruyszala...co sie stalo z taka kobieta jaka ona byla ze sie stala taka
prosta baba którą dopadl nie tylko relatywizm moralny ale tez obojetnosc wobec
dziecka, wobec wszystkiego... nie wiem juz co robic...
przepraszam za chaos ale nie wiem juz co robic