clam1985
02.06.09, 15:52
Potrzebuję pomocy obiektywnych ludzi... Wypadło na was, kobiety, ale podejrzewam, że facetów też tu sporo.
Mam przyjaciółkę (tak, z mojej strony to coś więcej). Przyjaciółka ma ostatnio problemy z facetem. Spędza z nią mało czasu, nie przyjeżdża na umówione spotkania, mówi o sobie, że nie potrafi się zmienić, jest kiepskim chłopakiem. Ona przeżywa.
Sobota, proponowałem jej wypad na juwenalia z moimi znajomymi. Telefon wieczorem, chce jechać. Spotykamy się, ma podły humor, który widać na około wszędzie. Ale z upływem czasu się poprawia, włącza się do rozmów, śmieje się, pijemy piwo. Zaczynamy zbierać się do wejścia na koncert, ona idzie do wc, wraca ze łzami w oczach, nie odzywa się, ciągnie się z tyłu. Pytam, co się stało, odpowiada, że rozmawiała z facetem. I płacz. Znajomi ciągną na koncert, odmawiam, idziemy usiąść, pytam, czy chce pogadać, bez odpowiedzi. Siedzi i przeżywa, ja obok, fajek za fajkiem. Pytam, czy nie chce się pobawić i zapomnieć, mówi, że chce wracać do domu. Mówię, że ją odwiozę, odpowiada, że nie ma potrzeby, poradzi sobie, ja się sprzeciwiam, w końcu mieliśmy wracać razem, nie chciałem, żeby wracała sama po północy do domu, chociaż wiem, że pewnie by sobie poradziła. Mówię jej, że ją odwiozę, a potem wrócę pewnie do znajomych. Wracamy w milczeniu, dojeżdżamy do pewnego miejsca na mieście, skąd ona chce wracać na piechotę do domu, z godzina drogi. Mówi, że wolałaby zostać sama, ja odpowiadam, że nie zostawię jej w środku miasta samej. Idziemy 10 minut w milczeniu, nagle zaczyna ryczeć, przytulam, siadamy gdzieś, opowiada, co się stało zdawkowo (na jej prośbę o rozmowie odpowiedział "nie mam o czym z tobą gadać, nie kumam cię" plus gdzieś tam umieścił rozdzierające jej serce "kocham cię i bardzo mi na tobie zależy"), ja tłumaczę, że gościowi nie zależy tak samo, jak jej, i trzeba to skończyć, bo będzie to tylko pasmo udręk dalszych, wolałem szczerość niż mówić to, w co nie wierzę. Idziemy dalej, czasem rzuca jakąś myśl, ja odpowiadam, ale generalnie milczymy. Czuję się źle, że nie potrafię zbytnio jej pomóc, nie wiem, co robić. Proponuję rozmowę, nie odpowiada. W pewnym momencie, już niedaleko celu, wkurza się, mówi, że dalej idzie sama i koniec. Na mój sprzeciw (brakowało 300 metrów do celu) podnosi na mnie głos, w końcu odwraca się i idzie. Ja proszę ja o telefon, kontaktuję się ze znajomymi, których zostawiłem, i rozstajemy się. Do dziś się nie odezwała, a kontakt mamy raczej codzienny.
Mam problem. Nie potrafię przestać się denerwować i martwić, stresuje mnie, że się nie odzywa. A z drugiej strony słyszę z różnych stron, że super, że tak się zachowałem, że byłem przy niej i że powinna być wdzięczna, a nie się na mnie wściekać. Mówią, żebym zapomniał o problemie i poczekał, póki sama się nie odezwie, ale kłóci się to z moim postrzeganiem przyjaźni: chciałbym odezwać się i chociaż spytać, jak się czuje, a nie urządzać swojego focha.
Ogólnie mam z tym problem. Ktoś robi mi przykrość (w szczególności chodzi o nią), a ja po 1 dniu mam ochotę o tym zapomnieć byle znów się z nią spotkać i pogadać, mogę jej wybaczyć wszystko. A jednocześnie mam trochę żal, że chyba tego nie ceni nic a nic, który w emocjach czasem wychodzi i pogarszam nim tylko sytuację.
Sytuacja jest przykładem, a potrzebuję obiektywnej pomocy: jak układać sobie relacje z ludźmi, których uważam za przyjaciół? Na ile im pozwalać, co wybaczać, kiedy relacje ochładzać, kiedy robi się nieprzyjemnie (nie do końca z mojej winy)? Uważam, że jestem człowiekiem, który daje dużo z siebie, rzadko kiedy mogę powiedzieć, że tyle samo otrzymuję. Wiem, że nie powinienem nic oczekiwać, ale jednak tkwi we mnie pewien żal. I pojawia się przeczucie, że powinienem stać się większym egoistą, bardziej myśleć o sobie, ale to jest akurat coś, do czego czuję lekki wstręt. Rozsądek mówi, nie odzywaj się, jeśli jej zależy na tej relacji, odezwie się sama, jeśli nie, pozbędziesz się "przyjaciółki". Emocje mówią, dzwoń, pokaż, że ci zależy, że się interesujesz.
Dzięki za lekturę i mam nadzieję, że bardziej doświadczeni ludzie będą w stanie troszkę mi pomóc, za co też z góry dziękuję...