sienmuza
04.06.09, 09:50
Tak właśnie sie czuję. Byłam z nim prawie rok. Właśnie oczekuję
naszego wspólnego dziecka. Niestety więcej podczas tej ciąży
przepłakałam niż czułam radości. On ma ciągnące się dość świeże
sprawy z poprzedniego małżeństwa i bardzo to przeżywa. Chodzi także
o jego przyszłość zawodową więc to rozumiem. Ma już dwoje dzieci. To
będzie trzecie. Kiedy sie poznaliśmy wiedziałam, że to jest ten,
właśnie ten. Ten, kto choćby raz w życiu był zakochany, wie jakie to
uczucie. On prawie na rękach mnie nosił. Ale była od początku między
nami pewna zadra. Pieniądze. Ja żyję na przeciętnym poziomie, czasem
trudno wyrabiam na koniec miesiąca. On jest przyzwyczajony do
wystawnego życia, w którym pomagała mu żona zarabiająca również
kokosy. Ja niestety pod względem zarobków nie mogę się z nią równać.
Chcę coś jednak zrobić żeby podnieść swój status materialny. Nie
zaszłam w ciążę, żeby korzystać z jego pieniędzy, na które ciężko
pracuje ale mam żal, że nie chce mi pomóc. Nie ma zamiaru ze mną
zamieszkać, bo twierdzi, że wynajmowanie mieszkania to wydawanie
pieniędzy bez sensu. A on chce budować dom. Owszem, ale jeśli nie
będziemy razem mieszkać, to jak będzie wyglądał nasz związek, jego
kontakty z dzieckiem? Nie wiem co robić, kocham go nadal. Czy
walczyć czy się poddać?