monia853
07.06.09, 23:14
Witam Was bardzo serdecznie:)
Znalazłam się na tym forum z tego powodu, że tak naprawdę nie mam z
kim porozmawiać nawet o zwyczjanych sprawach i nie mowiąc już o
małżeństwie... Więc od początku moje Drogie...mam 24 lata i od 3 lat
jestem mężatką i mamy synka 3 letniego. Z mężem znamy się od 7 lat
(ja miałam 17 on 24),wiadomo już przed ślubem zdarzały nam się
krótkie rozstania i to ja zawsze wyciągałam ręce do zgody. Potem
ciąża...trudno powiedzieć czy ją chcieliśmy....po prostu
stwierdzilismy, że będzie co ma być. Potem ślub w 6msc
ciąży...bardziej wzięty z tego,że tak wypada niż z tego, że
czulismy, że mamy go wziąść. Przed slubem nie raz zdarzało się tak,
że mąż zawodził na całej linii...po slubie miałam nadzieję, że się
zmieni, że dziecko go zmieni. Ale niestety tak nie było...do lekarza
zawsze sama, nigdy nie położył chociażby ręki na brzuchu... Kiedy
mały przyszedł na świat w nocy wstawałam tylko ja(bo przecież on
pracuje), na spacery z małym ja sama, po zakupy ja sama z wózkiem...
Oddalilismy się od siebie i cała wina (jego zdaniem)jest pomojej
stronie...bo przytyłam w ciąży 30 kg. Staram się lecz jest mi pod
górkę z tego względu, że choruję na hashimoto:( Straszna rutyna
wkradła się w nasze, życie...kiedy mały miałniecały rok moi rodzice
ściągnęli mojego męza do Irlandii a ja sama zostałam z małym przez
pół roku w Polsce. Zaczęłam widziec świat w różowych barwach,
zaczęłam się po prostu usmiechać....dzwonił, że jest ok, że sporo
zarabia, że juz niedlugo dojedziemy do nich. I tak też się stało po
pół roku. Początek pobytu cudowny....co noc sex (o czym od momentu
porodu mogłam sobie tylko pomarzyć),stęsknienie. Minęły dwa
miesiące...znalazłam pracęi wyprowadzilismy się od moich rodziców i
się zaczęło...., że "posrany kraj", "że to przeze mnie się tutaj
znalał", że "gdyby nie ja otworzyłby w Polsce firmę"(jedną już miał
ale zamknął) itd...Wiele przepłakanych nocy, wyzwisk z jego strony w
czsie kłótni, zero pomocy w domu i cały czas to narzekanie "jaki ten
kraj parszywy". Ciężko mi z tym wszystkim....między nami jest cały
czas takie napięcie...byle co i on wybucha..."bo musi iść do
parszywej pracy". Tłumaczę, że to tylko czasowe (otwiera z moją mamą
i z moim bratem firmę),że trzeba poczekać na zyski z firmy, że
musimy z czegoś żyć....jak grochem o ścianę. Mały na razienie wie co
się dzieje...przynajmniej ja staram się go od tego uchronić. Nie
kochaliśmy się już ponad rok!!!!! Nie ma między nami pieszczot czy
pocałunkow!!!!Każde moje dotknięcie (nawet to przypadkowe)razi go.
Cały czas mówi, że nie będzie się ze mną kochać. Gdy wypije o
kieliszek za dużo nie panuje nad tym co mówi, ani co robi...cały
czas prowokuje do kłótni...krzyczy i byle co wyprowadza go z
równowagi.... Nie mam siły już walczyć....Nasze rozmowy ty tylko
dotyczą tego jak jego zdaniem jest tu źle albo firmy. O nas rozmów
nie ma!!! O tym czego potzrbujemy, jaki mamy problemy itd. Kiedyś
jeszcze w Polsce próbowałam porozmawiać usłyszłam odpowiedź " że jak
mam problem, to żebym napisala mu na kartce bo on problemu nie ma!!!"
Przy rodzicach staram się nie pokazywać, że mamy problemy....zresztą
chyba mi po prostu wstyd....wstyd się rozkleic i porozmawiać,
wstyd , że to mnie się przytrafia...
Kilka tygodni temu zupełnie niewinnie grałam w jedną grę on-line a
pewnym mężczyzną....zaelektryzował mnie. Jego zwykłe pierwsze
zdania sprawiły, że chciałam poznac go bliżej... Jest rozwodnikiem i
jest 10 lat starszy ode mnie(mąz jest 7 lat starszy). Przez ten
krótki czas wieczornego i nocnego pisania dowiedzieliśmy się o sobie
bardzo dużo... Wie o moich problemach z nadwagą i nie przeszkadza mu
to, że wesprze mnie w odchudzaniu, wie o problemach z mężem, wie o
dziecku i calkowicie to akceptuje i z tego co pisze zaakceptowałby
dziecko partnerki. Sam ma córeczkę z ex. Jest zupełnie inny niż mój
mąż i miał dokładnie te same problemy w związku.... Obydwoje
walczyliśmy o swoje związki....chceilismy rozmów z partnerami...
On "otzrymywał" seks tylko z obowiązku, ja nie mialam go wcale.
Łączy nas naprawdę dużo... Tłumaczy mi, że nie powinnam męczyc się w
chorym związku, wie, że najbardziej zalezy mi na synku, ale, że mam
nie zapominać o sobie... O tym czego ja nie mam w związku a to co on
chciałby mi dać. Nie zmusza mnie do niczego...po prostu mnie
słucha....między nami są tylko maile i rozmowy poprzez tą grę. Mam
jego numer i prosiłabym odważyła się kiedyś zadzwonic, że bardzo
chce mnie uslyszeć. Mogę dzwonic kiedy zechcę. Obydwoje pragniemy
siebie strasznie i nie przeszkadzają mu moje kilogramy. Codziennie
mamy kontakt ze sobą. Wstyd powiedziec, zle kiedys nie wytrzymalismy
i był między nami cybersex... tak bardzo obydwoje tego
potrzebowalismy. Mam jego foto...:))) Wiem, że zradzam, ale dopiero
teraz czuję, żemogę być szczęsliwa. Uwierzcie mi, że jedno moje
słowoa on ląduje w Irlandii....ale boję się...boję się drastycznych
kroków w moim życiu....co powiedzą rodzice( w końcu razem firma) ,co
powiedzą znajomi, obawa jak by było naprawdę z tym kimś. Myślę o tej
osobie 24h na dobę. Wiem co lubi czego nie lubi,co ceni a zego nie.
Dodam, że jest ze mną szczery....jest ze mną związany uczuciowo
iduchowo bardzo blisko, ale jest tez męzczyzną bez ukochanej i
czasami uprawia z kimś seź. Spoko rozumiem toale wie, że nie do
końca akceptuję. Stara się odpędzać złe mysli od siebie, że to mój
mąż a nie on śpi obok mnie.Nigdy mnie nie zawiódł.... Dziewczyny my
zakochaliśmy się w sobie.... co dalej??? Ukrywam przed mężem maila i
te nasze nocne pogaduchyq one znaczą dla nas dużo bo pimy po 3
godziny na dobę.... Kobietki co dalej robić...... Przepraszam, za
tak długą treść ael nie mam komu tak na 100% zaufać...