ice_coffee
08.06.09, 13:39
Miotam sie.
Jestesmy niecale dwa lata po slubie, mamy roczne dziecko. Od samego
poczatku nasze malzenstwo nie nalezalo do udanych. Mamy obydwoje
bardzo silne charaktery. Fazy klotni przeplataly sie z kilkoma
dniami spokoju. Okres ciazy to dla mnie horror. Teraz fazy spokoju
sa dluzsze, ale jak juz dojdzie do klotni, to chowaj sie kto moze.
Moj maz nie umie panowac nad swoimi emocjami, nie patrzy na nic,
zaczyna sie krzyk, obrazanie, ja po jakims czasie nie zostane dluzna
i wojna gotowa. Przez kilka dni jest pieklo, rozmawiamy o rozwodzie,
kontaktach z dzieckiem, podziale majatku. Po 2-3 dniach jestesmy tak
wykonczeni psychicznie i fizycznie, ze nastepuje pogodzenie i znowu
faza spokoju - do nastepnego razu.
Coraz dluzej dochodze po takich klotniach do siebie i coraz mniej
wiary w nas mam w sobie. Zaczynam rozmyslac i wyszukiwac jego dobre
strony (a ma ich troche, jest kochanym tata, pomaha mi w domu), ale
naprawde nie jest mi latwo. Stracilam moja dawna radosc,
zadowolenia, lekkosc zycia, nie wiem co bedzie dalej. Z jednej
strony chce wierzyc, chce kochac, ale z drugiej mam lek przed
kolejnym razem. Przed tym, ze to sie nigdy nie zmieni.
Czy ktoras z Was ma tez w domu takiego choleryka??