mesmeryzm
09.06.09, 23:41
Czy wy też macie ten dar przyciągania wszelkich outsiderów w grupie? I w
szkole, i na studiach, i w pracy zawsze przyklejają się do mnie nielubiane
przez innych osoby. Na początku jest mi ich zal, bo słyszę, jak inni się z
nich wyśmiewają za plecami, nikt ich nie zaprasza na spotkania czy imprezy,
nikt nie wyskakuje z nimi na papieroska. Współczuję i jest mi przykro w ich
imieniu. Potem te jednostki wyczuwają moją sympatię chyba, bo się do mnie
zbliżają i... zaczyna się.
Przepraszam, jeśli kogoś obrażę, ale jeśli jesteście nielubiani w jakiejś
grupie, no na bank to wy macie feler, a nie inni. Już straciłam złudzenia, że
to winne jest "nieczułe stado". Po dłuższym lub krótszym czasie spędzonym z
takimi "wyrzutkami" zaczynam rozumieć, czemu są na marginesie. Oni po prostu
nie potrafią współżyć z ludźmi.
Właśnie znowu poznałam bliżej taką pracową outsiderkę. Młoda dziewczyna,
niebrzydka, dobry pracownik - zastanawiałam się, o co innym chodzi. No i się
dowiedziałam. Jeszcze nigdy nie spotkałam równie marudnej osoby. Wierzcie mi,
nigdy się nie uśmiecha, wiecznie chodzi skrzywiona i narzeka na wszystko -
WSZYSTKO. Studia (zaoczne) są beznadziejne, firma jest beznadziejna, klienci
są beznadziejni, współpracownicy są beznadziejni, jej życie jest beznadziejne
(choć żyje dostatniej i wygodniej niż ja chociażby). Ostatnio z matką
pojechały na urlop nad Morze Śródziemne - jak było? Beznadziejnie. Każdy
komplement pod adresem jej ubrań (fajne ma, nie powiem) kwitowany jest
skwaszoną miną i stwierdzeniem, że "nie jest z tego zadowolona".
Nie daje się z nią wytrzymać na dłuższą metę. Zaczęłam już wymigiwać się od
wspólnych przerw, bo ona, znalazłszy słuchacza, wylewa z siebie całe swoje
marudzenie. Oczekuje ode mnie, że będę ją utwierdzać w jej nieszczęściu, a ja
już ledwo się wstrzymuję od komentarza, że ma własne mieszkanie, środki na
częste podróże, urodę i młodość i może coś jednak w jej życiu może napawać
optymizmem. Chyba któregoś dnia się nie powstrzymam.
Piszę bo właśnie do mnie zadzwoniła. Chyba liczy na to, że będziemy się
"przyjaźnić" poza pracą.. Z tego co się orientuję, nie ma żadnych przyjaciół.
Ja jej naprawdę współczuję, bo nikt jej nie lubi i się z niej podśmiewają, ale
nie jestem w stanie dać jej tego, czego oczekuje. Z nią się po prostu nie da
wytrzymać.
Sorki, że wam marudzę (hehe), ale jestem zmęczona tą rozmową, bo byłam już
nieco zniecierpliwiona i zakończyłam ją trochę niegrzecznie. Teraz mam
oczywiście wyrzuty sumienia, bo ona jest taka biedna i sama. Powiedzcie mi,
jestem dobrym czy głupim człowiekiem?