agatta-a1
10.06.09, 08:49
jestesmy małżeństwem 4 lata, mamy 2 letnie dziecko. mąż nie pracuje
od czerwca zeszłego roku. ja zmuszona byłam podjąć prace i
zrezygnowac z urlopu wychowawczego. od wrzesnia do kwietnia mąż nie
dawał mi nic pieniędzy (normalne bo nie pracował), żylismy tylko z
mojej pensji ledwie wiążąc koniec z końcem zwłaszcza ze mamy kredyt
mieszkaniowy. on się nie przemęczał, pracy nie szukał (mówił ze
szuka, poprostu powiedział paru znajomym ze szuka i tyle), spał do
10 -11 a moja mama przyjeżdzała na godz 6 rano zajmowac się naszym
dzieckiem. w kwietniu podjął pracę, która go nie satysfakcjonowała
mimo, ze moim zdaniem dobrze płatna. za bardzo się narobił i po
tygodniu z niej zrezygnował. teraz pracuje u znajomego za marne
pieniądze i juz narzeka ze on pierd...taką pracę bo kolega wydaje mu
polecenia :)) ja zarezwowałam wczay, wpłaciłam zaliczkę i chce na
nie jechac ze względu na dziecko i na siebie (tez mi się cos od
zycia nalezy). mąż tez oczywiscie chce jechac i nie widze w tym nic
dziwnego (mamy kwatere 3 -osobowa) ale nie ma pieniędzy. ja
zaoszczędziłam troszkę grosza na ten wyjazd ale na 3 osoby +
zakwaterowanie+ wyżywienie+jakies wydatki codzienne nie wystarczy.
wychodzi na to ze mam jeszcze postawic te wakacje mezowi albo
pozyczyc od kogos zeby on mógł tez jechac. a mnie sie to nie
usmiecha niestety bo to ewidentnie jego wina - do pracy mu nie
śpieszno itp. wiec co mam zrobić? chyba pojad e z moimi rodzicami i
dzieckiem. mąż oczywiscie wsiekły , jaka ze mnie zona skoro on nie
jedzie to ja tez nie mogę!!! nie zamierzam siedzieć z dzieckiem całe
lato w bloku. co wy na to????