waszunia
13.06.09, 09:22
No więc tak...jakiś czas temu okazało się, że brat zdradza żonę z jej
najlepsza przyjaciólką. Bratowa załamana, brat chyba zadowolony, że wkoncu
sprawa się wydała, bo podobno miał już dosyc żony:/
Cała rodzina strasznie przejęła się sprawą: mama załamana, tata ma serce
złamane jak własny syn takie cos mogł zrobić, wszyscy wściekli na kochanke
(znaliśmy dziewczyne), jak mogła udawać koleżanke i bywać u nich co drugi dzien(!)
Po tym jak brat sie wyprowadził, nadal utrzymymujemy kontakt z bratowa,
staramy sie jej pomoc i ją wsprzeć, bo wydaje mi sie, ze to jednak ona jest ta
osobą najbardziej pokrzywdzoną. Jednocześnie staramy sie odnowić kontakty z
bratem, które jednak były początkowo dość chłodne....teraz wydaje mi się, że
jest prawie normalnie.
Problem w tym, że brat stał się strasznie przewrażliwiony na swoim punkcie...w
normalnej rozmowie doszukuje się jakis ukrytych podtekstów,reaguje nerwowo,
tak jakbyśmy chcieli za każdym razem dopiec jemu i jego kochance, a na serio
już teraz emocje opadly i wszyscy maja to za przeproszeniem gdzies...:/
Podobna sprawa, że co chwila zarzuca nam,że pomagamy bratowej, że bierzemy
zawsze jej stronę a nie jego:/
Z jednej strony rozumiem,że może czuć się odrzucony przez rodzinę, ale kurcze
nie można czegoś takiego zaakceptować z dnia na dzien, to raz, a dwa, to on
jest tu stroną winną (chociaż on ma 1000 powodów dla których już dawno
powinien odejśc, że to żona jest zła itd.)
Staram się być stroną neutralną, ale teraz strasznie cieżko się z nim
rozmawia...aż boje sie wspólnych spotkań...
Co o tym myślicie?