nocarka
15.06.09, 10:59
Mam problem... Mój facet od listopada w zasadzie nie pracuje.Pomagał trochę w
firmie ojca, teraz już siedzi w domu. Mama ma mieszkanie, opłaca internet,
tata daje na samochód i życie. I jest git. Oprócz tego ma laskę (mnie) i jest
jeszcze bardziej git. To nie kwestia tego, żeby szedł do pracy, ale...
Kiedy pracował i grał, gry były rozrywką. Spoko, jedni czytają, inni skaczą ze
spadochronem, inni jeszcze grają. Ich wola.Ale od kiedy nie pracuje, gra non
stop i organizuje sobie(i mnie) życie pod czas gry. Bo musi pojedynki zrobić,
nastawić, pilnować,zlecić pracę, przyjąć zadanie, które jest raz w tygodniu o
tej i o tej godzinie i musi być w domu, jak pojechaliśmy w góry i się okazało,
że tam zasięgu nie ma, to prawie po ścianach chodził, raz ze mną poszedł na
spacer i to w poszukiwaniu neta.
Sytuacja z soboty. Zaprosiła nas wieczorem jego kuzynka, bardzo chętnie
chciałam iść. Pracowałam do 20, więc powiedziałam, że muszę mieć inne ciuchy
(nie te,w których chodzę do pracy i byłam nad jeziorem ostatnio) i żeby
skoczył do mnei po ciuchy, skoro ma być w mieście. Wiadomo, po 8 h czuję się
nieświeżo w ciuchach z pracy, zwłaszcza w butach sportowych, bo noga się w
nich poci.
Przyjechał o 19.30, ciuchów nie ma, bo z domu nie wychodził, bo deszcz padał.
Pytam jak z wizytą u kumpla, u którego miał się dowiedzieć o pracę, wzruszył
ramionami. Powiedziałąm,żeby mnie odwiózł do niego, a sam jechał do kuzynki,
bo ja mam trochę szacunku do ludzi, żeby nie jechać w spoconych ciuchach na
wieczorną herbatkę. Dał mi klucze i pojechał. Kiedy weszłam do domu, zawyłam z
wściekłości. 8 h w pracy ( w kawiarni) latałam jak głupia, nie mając czasu
zjeść i usiąść, a on, przesiedział je w domu, nei wyszedł i nawet nie zmył po
sobie kilku talerzy, salaterka z kilkoma truskawkami wylądowała w zlewie, bo
wyrzucić truskawki też było za ciężko. Ze zmęczenia i złości się rozpłakałam.
I zasnęłam ok 23. Obudził mnie około północy dźwięk domofonu i wrzask: urwę Ci
głowę! Podobno dobijał się godzinę, zanim usłyszałąm. Rano pokłóciliśmy się,
bo zarzuciłam mu że nic nie robi, tylko gra,na niczym mu nie zależy, na pracy,
na mnie, tylko na kompie. Usłyszałam,że sama pracuję od kilku dni (jestem
studentką, mam 23 lata, on 31) a już mu głowę suszę i się wymądrzam. A mnie po
prostu rozwalił ten widok naczyń (dosłownie kilku talerzy, salaterki, kubka i
garnka z wodą po podgrzewaniu serdelka), którego nei mógł zmyć, bo na 100%
grał (dzień wcześniej wróciliśmy po 2dniach znad jeziora i jęczał, żektoś go
w rankingu dogania i musi się odkuć), kiedy ja harowałam,bo weekendy w
kawiarniach są straszne.
W lutym też pożarliśmy się o gry. Nie wiem co robić. On się nie uważa za
uzależnionego (ha, który pijak tak myśli), ja nie wiem, czy ja przesadzam,
czy on. Nie mówię, że ma przestać grać, skoro taka rozrywka jest dla niego
dobra (jakby mi ktoś powiedzieł, że mam nie czytać to też by było straszne),
ale niech nie organizuje sobie wokół tego życia. 31-letni facet chyba powinien
trochę więcej oleju w głowie niż 13-latek z gimnazjum.
Nie chcę z nim zrywać, zaczęliśmy planować ślub, wszystko inne jest ok, ale
jak widzę, że nie może do pracy wstać na 7, ale jak mu się praca kończy w grze
to i o 6 wstaje do kompa, to mnie krew zalewa.
Miał ktoś podobny przypadek w domu? Jak pomóc i jemu i sobie? Od razu mówię,że
kwestie wyciągania go z domu odpadają. Na spacer to on może - samochodem. A
brzuszek rośnie... Nie chcę hiosteryzować, ale chcę, zeby znormalniał. Pomocy!