julyana
18.06.09, 17:52
Czasami bywa tak, iż osoba bardzo nieatrakcyjna fizycznie potrafi nadrabiać
charakterem tak, że fizyczności prawie się nie zauważa. A z drugiej strony są
ludzie, którzy popadają w wielkiego doła z powodu brzydoty (faktycznej, nie
urojonej) i wręcz uniemożliwia im to funkcjonowanie.
Mam znajomą (a w sumie dwie pasujące do tego co zaraz napiszę), która jest
obiektywnie brzydka. Szczupła, zadbana, ale brzydka. Jest to kobieta z
ogromnym poczuciem humoru, pewna siebie, energiczna, otwarta, otoczona
przyjaciółmi i znajomymi. Wydaje się w ogóle nie mieć kompleksów. Nie wiem,
może to pozory, ale piszę co widzę.
Mam inną koleżankę, która jest niezbyt atrakcyjna, ale ta z kolei tak wmawia
sobie swoją brzydotę, że aż wręcz ja pomnaża. Nawet jeśli nie pomyślisz, że
jest brzydka, to po 20 minutach słuchania jej narzekań zmienisz zdanie.
Jak myślicie, czy tak różne postawy wynikają z charakteru, tego z jakimi
reakcjami ludzi się człowiek spotyka, czy z czegoś jeszcze? Czy może ta
pierwsza dziewczyna tak naprawdę ma kompleksy, tylko wie, że wygląd musi
nadrabiać charakterem?