Gdy żona nie powinna się odzywać

15.12.03, 12:55
Co robić, gdy mąż nie chcę Cię słuchać. W sensie dosłownym, nie chce słuchać,
tego co mówisz, jeśli nie zgadza mu się to z jego poglądami. O dyskusji i
kompromisie nie ma mowy. Wszystkie rady pod tytułem: porozmawiaj z nim o tym"
odpadają, bo facet nie chce rozmawiać ( traktuje mnie jak mebel, który
spełnia pewne funkcje, ale powinien to robić po cichu). Mówi jednak, że mnie
kocha. Jego traktowanie mnie sprawia, że czuję się nic nie warta i
wystraszona, bo boję się coś powiedzieć, żeby nie był zły. Mam wyższe
wykształcenie i w środowisku zawodowym jestem uważana za specjalistę - gdyby
nie to, zwariowałabym. Lepiej czuję się w pracy niż w domu, bo czuję się tam
bardziej sobą. Nikomu nie mówię o moim problemie, bo komu?
Czy ktoś ma podobny problem?
Dodam jeszcze, że jestem od niego młodsza o kilka lat - może to ma jakieś
znaczenie?
    • aariel Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 13:01
      A jak on sie zachowuje w stosunku do innych ludzi? Czy tez tak ich traktuje?
      • arrte Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 13:06
        Innych ludzi traktuje zupelnie odwrotnie, często nawet ich przewartościowując.
        Przez to jeszcze bardziej tego nie rozumiem.
        • mojanoga Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 13:14
          Wiem jak to wygląda-mój ojciec ma takie same poglądy.Przez ponad 20 lat moja
          mam była cicha i zgadzała się z Nim "żeby mieć spokój".W końcu nie wytrzymała i
          postanowiła sie sprzeciwić.Jednak ojciec jest silniejszy i łatwo sie domyślić
          jak się to skończyło.Okazało się,że przez te wszystkie lata "wychowała" sobie
          tyrana.Bardzo mi żal mamy,ale dzięki jej błędom udało mi się uniknąć własnych.
          Niestety jestem przekonana,że Twój mąż będzie coraz gorszy,może to jednak nie
          jest ten na całe życie?
          • arrte Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 13:19
            A czy nie można go jakoś zmienić - patrząc na to z Twojego doświadczenia?
            Czy jedyną metodą jest ustępować?
    • Gość: Mrufka Re: Gdy żona nie powinna się odzywać IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 15.12.03, 13:20
      Moze Twoj maz wie z gory, ze Twoje poglady sa sluszne ale jego meskie ego nie
      pozwala mu tego przyznac. No bo jak by to wygladalo, ze baba jest madrzejsza od
      niego, i to dodatku jesli jest mlodsza :)

      ps/ a to ze masz wyzsze studia tylko pogarsza sprawe. Proponuje przejsc na
      gary ;)
      • arrte Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 13:26
        Mamy takie same wykształcenie; a do garów biegnę zaraz po przekroczeniu progu.
        • gazamate Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 14:42
          Ale Wy jesteście dziwne! Co do tego ma wykształcenie??? Mój ojciec ma tytuł dr
          a po powrocie z pracy idzie do garów, moja mama ma tytuł mgr
    • Gość: mick Re: Gdy żona nie powinna się odzywać IP: *.pke.pl 15.12.03, 13:20
      Nie wiem, może zastrajkuj - przestań "pełnić pewne funkcje"? Pójdź do
      przyjaciółki " na klachy" albo z nią razem do kina? Komunikując mu, że wolisz
      przebywać z tymi, którzy Cię lubią i akceptują taką, jaka jesteś? Bo nie
      czujesz kochana przez niego?
      To tylko sugestia, i to niepewna, więc nie traktuj jej jako rady. Problem jest
      delikatny i łatwo tu coś zepsuć. Może udaj się do Poradni Życia Rodzinnego?

      Bo faktem jest, że cierpliwe wysłuchiwanie, co żona ma do powiedzenia, nawet
      jeśli byłyby to same androny, należy do podstawowych obowiązków męża. W tym
      momencie jest to właściwy sposób komunikowania miłości do żony.
    • balbina2 Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 14:17
      Ja mam podobny problem. Mój mąż owszem, czasem chętnie mnie słucha, ale tylko
      wtedy kiedy on ma na to ochotę i jest to na interesujący go temat. Ponadto on
      sam niewiele mówi do mnie, nieraz o jakichś sprawach (np. związanych z jego
      pracą, albo wydarzeniami w rodzinie z jego strony) dowiaduję się dopiero po
      jakimś czasie, przypadkiem, od kogoś innego, albo kiedy on przy mnie o tym
      komuś opowiada. Nieraz mi głupio i udaję że o wszystkim wiedziałam. Kiedyś go
      zapytałam, czemu tak mało mi opowiada, powiedział "po co tyle gadać". Do mnie
      stosuje tę samą zasadę - po co tyle gadać. Nauczyłam się maksymalnie
      kondensować swoje wypowiedzi, bo gdy tylko próbuję powiedzieć mu coś w sposób
      bardziej rozbudowany, zaraz słyszę "no ale nie można krócej, po co te
      szczegóły". Znam to uczucie, kiedy masz ochotę coś powiedzieć i zastanawiasz
      się czy warto, czy w ogóle posłucha, a może zrobi jakiś złośliwy i przykry
      komentarz - w końcu milczę, bo po co "wywoływać wilka z lasu".
      Niestety, ja także nie znajduję na to rady. Może to już taki charakter.
      Powiedzenie co ja o tym myślę( ja wykrzyczałam - nie traktuj mnie jak gnojka
      itp.), czy jakieś demonstracyjne wyjścia z domu skutkują doraźnie, szybko
      sytuacja wraca "do normy". Wiem, bo próbowałam. Ale może u ciebie będzie
      inaczej - spróbuj. Moim starym, codziennym sposobem jest "filozoficzne
      podejście" - olewam, nie domagam się, przechodzę do porządku. Biorę książkę,
      dzwonię do znajomych, zajmuję się swoimi sprawami.
      I tyle.
      Pozdrawiam,
      balbi
      • rose2 Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 14:41
        tak naprawde to po co dyskutowac? Moj mezczyzna jest francuzem no i po szczycie
        UE w Brukseli poszlo prawie na miecze :o) Wiec sie pytam po co nam te dyskusje?

        Od tego sa przyjaciele i tyle. Jesli chodzi o podejmowanie decyzji "domowych",
        mozna zawsze sie zgodzic a potem wykonac po swojemu. Wiem to wymaga samo -
        wyszkolenia sie, ale warto naprawde warto. Faceci zawsze daza do dominacji,
        maja to w genach. Dajac im poczucie wladzy to najlepsza rzecz jaka mozna
        zrobic - a rzeczywistosc to odmienna sprawa :o)

        Na poczatek proponuje zaprzestac dyskusji wykraczajacych poza wasz zwiazek.

        Powodzenia :o)
        • l2m Fajnie powiedziane! Też tak uważam. :-) n/txt 15.12.03, 18:28
          :-)
      • arrte Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 21:48
        Balbino2, mogę się podpisać pod Twoim postem. Moja sytuacja wygląda w 100%
        identycznie np. też czasem ostro demonstrowałam, ale to u mnie też pomaga na
        krótko.
        Fajne jest Twoje "filozoficzne podejście". Też tak trochę postępuję, ale nie
        przynosi mi to wielkiej ulgi. Raczej pewien dyskomfort i przemyślenia w stylu:
        po co jesteśmy razem? Moje dawne marzenia o partnerze życiowym totalnie się
        różnią od tego, co mam. Czy lepeij zacisnąć zęby i stworzyć swój własny świat,
        czy zacząć od początku czy może liczyć, że to się zmieni?
    • anahella A mowilas mu to, co nam napisalas? 15.12.03, 18:13
      Tak wprost, takimi wlasnie slowami? Moze trzeba nim potrzasnac, zeby wydusil z
      siebie to, co go blokuje.
      • arrte Re: A mowilas mu to, co nam napisalas? 15.12.03, 21:54
        Oczywiście, że mówiłam ( nie raz); nawet mu napisałam ( sądziłam, że łatwiej mu
        będzie przeczytać niż mnie słuchać). Ale jego reakcja jest dokładnie taka sama,
        jak męża Balbiny2( przeczytaj wyżej, idealnie to opisała). Wprost
        nieprawdopodobne, jak bardzo są do siebie podobni ( bo chyba nie jest to ten
        sam facet :))
    • black.lady Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 18:46
      Co zrobić...?

      Po prostu wymienić męża na inny model.

      Skoro Twój mąż w chwili zawierania związku małżeńskiego dokonał zakupu
      wieloczynnościowego robota domowego - to wniosek powinnaś wyciągnąć sama.

      Twoją jedyną prawdziwą przyjaciółką w Twoim życiu - jesteś Ty sama. Jeśli
      będziesz sama się krzywdzić, to MY (forumowicze) w niczym Ci nie pomożemy.
      Musisz sama zacząć działać, a przede wszystkim wymagać szacunku dla siebie. To
      Ci się należy, a nie tylko zdarza się na filmach.

      Masz wyższe wykształcanie, samodzielną pracę, nie jesteś uzależniona finansowo
      od męża, więc nic Cię nie trzyma w TYM TOKSYCZNYM ZWIĄZKU. Pomyśl, czy słowo
      kocham, które wypowiada Twój mąż, jest szczere...

      Pozdrawiam.
      Black Lady
      • miriammiriam po co wlasciwie macie mezów? 15.12.03, 18:57
        jesli tak wyglada zycie malzenskie, ja opisuja je zalozycielka watku, Balbina i
        Rose to ja dziekuje bardzo brrrr okropnosc.
        wyglada na to, ze kobieta króra nie jest wystarczającu uległa aby zawsze
        ustepowac meżowi, ani wystarczająco zakłamana aby nim manipulować nie nadaje
        sie do związku malżeńskiego.
        • rose2 Re: po co wlasciwie macie mezów? 16.12.03, 10:28
          akurat, bajki piszesz. Ja mam bardzo mocny charakter to samo moj mezczyzna.
          Temperamenty straszliwe :o) Mamy odmienne zdania w wielu kwestiach i zadne nie
          ma ochoty na ustepowanie. Nie jest to az takie straszne jakby sie wydawalo.
          Mamy wspolne zainteresowania, ale rowniez wiele nas rozni (szczegolnie
          obywatelstwo i mentalnosc). Moge sobie wyobrazic co bedzie jak nam sie dziecko
          urodzi (rozne szkoly pielegnowania niemowlecia itp).
          To jest wlasnie kompromis ja mu werbalnie przyznaje racje, ale on i tak wie, ze
          zrobie to po swojemu. Kazdy zwiazek ma wzloty i upadki, niech mi nikt nie mowi
          ze zawsze swieci slonce i ze wasi mezowie to tacy wspaniali partnerzy :o) To co
          sobie wymarzylysmy odnosnie malzenstwa bardzo czesto odbiega od rzeczywistosci,
          ale to jest zupelnie normalne. Nie mozna sie zalamywac i przede wszystkim,
          nalezy odnalezc te dobre strony zwiazku.
          Mozna mnozyc przyklady. Zazwyczaj pamietamy te sytuacje, gdy nasz partner sie z
          nami nie zgodzil, wybuchla klotnia - zranione uczucia. Nie pamietamy
          tych "drobnostek" gdy cos przeszlo relatywnie latwo. Moze latwo z naszego
          punktu widzenia, ale moze nie dla naszego partnera. Nalezy wlasnie szukac
          takich "drobnostek" i wtedy okazuje sie, ze nie jest tak zle.

          Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma ;o)
      • arrte Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 17.12.03, 13:54


        Pomyśl, czy słowo
        > kocham, które wypowiada Twój mąż, jest szczere...
        > >> Black Lady

        Nie wiem, czy jest prawdziwe, ale szczere na pewno; gdyz on w to głęboko wierzy
        ( tego jestem pewna).
        Pozdrawiam i dzięki za rady
    • yuna Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 20:50
      arrte napisała:

      > Mówi jednak, że mnie
      > kocha.

      on Ciebie nie słucha, kiedy mówisz, a mówi, że Cię kocha.
      kłamie.
      • Gość: lu Re: Gdy żona nie powinna się odzywać IP: *.adsl.proxad.net 15.12.03, 21:51
        Dziewczyny, jesli jestescie traktowane jak uzyteczne urzadzenie domowe (a
        jestescie!), to to nie jest zwiazek. Nie ma tlumaczenia, ze on ma taki
        charakter, ze mozna siedziec cicho, itp.
        Nawet jesli kochacie - to jest to CHORA milosc w TOKSYCZNYM zwiazku. Mozecie w
        tym trwac, ale nigdy nie bedziecie szczesliwe. Ani wy, ani wasze dzieci.
        Przezylam nieszczesliwy zwiazek rodzicow. Dla dziecka ( a potem doroslego
        czlowieka) nie ma nic gorszego. To moze byc trudna decyzja, ale: Uciekajcie!!!
        Mozna probowac terapii, itp., ale stracicie jeszcze kilka lat, nie majac zadnej
        pewnosci ze to cos zmieni...
      • arrte Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 15.12.03, 21:55
        Więc czym jest miłość?
    • Gość: Lena Re: Gdy żona nie powinna się odzywać IP: 80.48.96.* 15.12.03, 22:29
      To nieprawda, że mąż nie kocha. On kocha tak jak umie, nie umie tylko wyrażać
      swoich myśli, nie umie rozmawiać. Jak było w jego domu rodzinnym? Bo jeśli w
      jego domu ludzie ze sobą nie rozmawiali, nikt go nie wysłuchał i zawsze sam był
      ze swoimi sprawami, problemami to taki model jest dla niego oczywisty.
      Oczywista jest cisza w domu i każdy we własnym kącie. Nie porzucaj prób
      rozmawiania, rozmawiając budujemy płaszczyznę porozumienia. Staraj się nie
      zauważać jego zniechęcenia, zniecierpliwienia. Ponawiaj próby wciągania go do
      rozmowy, pytaj co on o czymś myśli na czym wiesz że się zna, mów, że chcesz
      koniecznie poznać jego zdanie. Gdy i Ty przestaniesz do niego mówić Wasze
      małżestwo umrze śmiercią naturalną ale tylko dla Ciebie. On dalej nie będzie
      rozumiał dlaczego małżeństwo się rozpada, przecież tak było u niego w domu
      i ... było.
      • balbina2 Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 16.12.03, 09:25
        Wiesz, Leno, być może trafiłaś w sedno. Rzeczywiście w jego rodzinie rozmawia
        się tylko na bardzo konkretne tematy, zazwyczaj związane z interersami, które
        wszyscy prowadzą. Nie słyszałam raczej, żeby rozmawiali tak o wszystkim i o
        niczym. Pewnie od zawsze tak było i jemu wydaje się, że takie sobie rozmawianie
        to po prostu strata czasu. W dodatku ja jestem poza tym kręgiem interesów, więc
        o czym ze mną rozmawiać? On np. myśli intensywnie, jak dopaść kontrahenta, jak
        wygrać przetarg, jak złapać zlecenie, a ja mu pierdzielę za uszami o jakichś
        głupstwach. Kiedy tak o tym pomyślę, to łatwiej mi o to moje filozoficzne
        podejście.... Jest także człowiekiem dość nerwowym i zamkniętym w sobie, więc
        niechętnie zdradza co go gryzie. Przychodzą jednak czasem takie chwile (np.
        sobotni wieczór, kolacja, lampka wina, TV) kiedy coś mu "puszcza" i zaczyna
        gadać. Wtedy wylewa z siebie hurtem wszystko, wtedy gadamy, wtedy wiem, że mnie
        kocha. A potem jest poniedziałek, znowu firma, interesy i zero gadania....
        Nie mówcie - zmień go, po co ci taki związek. Nie tak łatwo wyrzucić 15 lat
        życia... Poza tym - nie chcę. On jest trudny, zmusza mnie do kompromisów, ale
        jaki związek istnieje bez kompromisów? I kto powiedział, że w życiu ma być
        tylko łatwo?
      • ethlin Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 16.12.03, 11:49

        > To nieprawda, że mąż nie kocha. On kocha tak jak umie, nie umie tylko wyrażać
        > swoich myśli, nie umie rozmawiać.

        Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Jeśli kocha naprawdę, to jest w stanie dla
        Ciebie (dla siebie zresztą też) nauczyć sie naprawde wiele. Mój męczyzna
        jeszcze nie nauczył się mówić mi "kocham", ale... kiedyś miał potworny problem
        z przytulaniem mnie, głaskaniem - słowem - z okazywaniem uczuć. Bo u niego w
        domu tak właśnie było. Dzisiaj pod tym względem to jakby inny człowiek! Zrobił
        się z niego straszny przytulak, nawet w nocy gdy myśli że ja śpię potrafi mnie
        całować, nie ma zadnych związanych z tym oporów (ale nauka trwała parę lat).
        Jeszcze raz to powiem - jeśli facet kocha, naprawde jest w stanie dla swojej
        kobietki zrobić, i nauczyć sie wiele (jeśli wie jeszcze w dodatku że jej na tym
        zależy). Pozdrawiam
    • kiitek Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 16.12.03, 08:03
      arrte napisała:

      > Co robić, gdy mąż nie chcę Cię słuchać. W sensie dosłownym, nie chce słuchać,
      > tego co mówisz, jeśli nie zgadza mu się to z jego poglądami. O dyskusji i
      > kompromisie nie ma mowy. Wszystkie rady pod tytułem: porozmawiaj z nim o tym"
      > odpadają, bo facet nie chce rozmawiać ( traktuje mnie jak mebel, który
      > spełnia pewne funkcje, ale powinien to robić po cichu). Mówi jednak, że mnie
      > kocha. Jego traktowanie mnie sprawia, że czuję się nic nie warta i
      > wystraszona, bo boję się coś powiedzieć, żeby nie był zły. Mam wyższe
      > wykształcenie i w środowisku zawodowym jestem uważana za specjalistę - gdyby
      > nie to, zwariowałabym. Lepiej czuję się w pracy niż w domu, bo czuję się tam
      > bardziej sobą. Nikomu nie mówię o moim problemie, bo komu?
      > Czy ktoś ma podobny problem?
      > Dodam jeszcze, że jestem od niego młodsza o kilka lat - może to ma jakieś
      > znaczenie?

      Na Twoim miejscu zmieniłabym faceta.
      • lola211 Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 16.12.03, 10:24
        > Na Twoim miejscu zmieniłabym faceta.

        Dajesz 100% gwarancji ze ten inny bedzie bez wad?
        Jak wszyscy pochopnie by zmieniali partnerów, no super rady, naprawde.
        A wiekszosc tych radzacych tez zyje lub bedzie zyło w koslawych zwiazkach z
        róznymi problemami.
        • kiitek Re: LOLA 16.12.03, 10:40
          lola211 napisała:

          > > Na Twoim miejscu zmieniłabym faceta.
          >
          > Dajesz 100% gwarancji ze ten inny bedzie bez wad?
          > Jak wszyscy pochopnie by zmieniali partnerów, no super rady, naprawde.
          > A wiekszosc tych radzacych tez zyje lub bedzie zyło w koslawych zwiazkach z
          > róznymi problemami.

          Napisałam tylko co zrobilabym mając faceta z takimi 'cechami'
          -to tylko i wyłącznie MOJE ZDANIE LOLA - nikomu nie daje rad,
          ale czytając wypowiedz autorki,że m.in.boi się odezwać albo coś takiego
          to w takim przypadku JA nie zastanawiałabym się ani chwili nad tym
          aby zakończyć związek z kimś kto nie potrafi przyjąć tego,
          że żona tez ma coś do powiedzenia.

          Nie wyobrazam sobie mieć w ogóle takiego męża,który ogranicza moją
          wolnść.Oczywiście autorka wątku zrobi jak uwaza ...
          Co do kolejnego partnera ... nie uważam,ze są ludzie bez wad,
          każdy je ma- i prawidlowo,ale bez przesady.
          • lola211 Re: LOLA 16.12.03, 11:14
            > Napisałam tylko co zrobilabym mając faceta z takimi 'cechami'
            > -to tylko i wyłącznie MOJE ZDANIE LOLA - nikomu nie daje rad,

            Według mnie "na twoim miejscu zmieniłabym faceta" to własnie RADA.Tak brzmi.

            > ale czytając wypowiedz autorki,że m.in.boi się odezwać albo coś takiego
            > to w takim przypadku JA nie zastanawiałabym się ani chwili nad tym
            > aby zakończyć związek z kimś kto nie potrafi przyjąć tego,
            > że żona tez ma coś do powiedzenia.

            Z tego co ona pisze ten zwiazek trwa 15 lat.Przez te lata zapewne był taki
            sam, i co, ni z tego ni z owego składac pozew o rozwód? A moze najpierw
            nalezałoby choc próbowac zmienic?Albo uswiadomic go, co czuje zona? Bo on moze
            nie zdawac sobie z tego sprawy.

            > Nie wyobrazam sobie mieć w ogóle takiego męża,który ogranicza moją
            > wolnść.Oczywiście autorka wątku zrobi jak uwaza ...

            Nie wiem czy teego meza masz, ale raczej reguła jest ograniczenie w jakims
            stopniu własnej wolnosci na rzecz małzenstwa, rodziny.Jesli ktos planuje byc
            całkowicie wolny, nie dla niego małzenstwo.

            • kiitek Re: LOLA 16.12.03, 11:42
              lola211 napisała:


              > Według mnie "na twoim miejscu zmieniłabym faceta" to własnie RADA.Tak brzmi.

              Może tak brzmi,ale napisałam co JA BYM ZROBIŁA,a nie zeby autorka tak zrobiła.


              > Nie wiem czy teego meza masz, ale raczej reguła jest ograniczenie w jakims
              > stopniu własnej wolnosci na rzecz małzenstwa, rodziny.Jesli ktos planuje byc
              > całkowicie wolny, nie dla niego małzenstwo.

              Owszem,zgadzam się,że decydując się na małżeństwo w pewnien sposób ograniczamy
              własną wolność.Jednak gdy ktoś przekracza granicę i ogranicza drugą osobę
              całkowicie-to już jest złe.Nie na tym chyba polega małżeństwo,prawda?
              • lola211 Re: LOLA 16.12.03, 13:52
                > Może tak brzmi,ale napisałam co JA BYM ZROBIŁA,a nie zeby autorka tak
                zrobiła.

                Teraz wiem, bo z twojego 1-go postu trudno wywnioskowac, ze to chodzi o to, co
                ty bys zrobila, naprawde.

                > Owszem,zgadzam się,że decydując się na małżeństwo w pewnien sposób
                ograniczamy
                > własną wolność.Jednak gdy ktoś przekracza granicę i ogranicza drugą osobę
                > całkowicie-to już jest złe.Nie na tym chyba polega małżeństwo,prawda?

                Mnie podoba sie to co napisała rose2.
                Autorka wątku nie napisała w zasadzie o zadnych zaletach meza, a zapewne je
                posiada.Moze byc tak, ze tych zalet jest wiecej niz wad i de facto rachunek
                wychodzi na plus.Prawda jest taka,ze czesto skupiamy sie na wadach własnie, a
                dobre strony zwiazku traktujemy jako oczywistosc. Próbujemy dazyc do idealu.
                • kiitek Re: LOLA 16.12.03, 15:13
                  lola211 napisała:

                  > Mnie podoba sie to co napisała rose2.
                  > Autorka wątku nie napisała w zasadzie o zadnych zaletach meza, a zapewne je
                  > posiada.Moze byc tak, ze tych zalet jest wiecej niz wad i de facto rachunek
                  > wychodzi na plus.Prawda jest taka,ze czesto skupiamy sie na wadach własnie,
                  a
                  > dobre strony zwiazku traktujemy jako oczywistosc. Próbujemy dazyc do idealu.

                  Zgadzam się,ale wszystko ma swoje granice,jeżeli mąż-osoba najbliższa próbuje
                  ograniczać w ten sposób,że nie mam prawa decydowania o czyś bądź wyrażenia
                  własnego zdania to jest przesada,i nie doszukiwalabym sie tutaj poszukiwania
                  idealu.
                  • lola211 Re: LOLA 16.12.03, 16:49
                    > Zgadzam się,ale wszystko ma swoje granice,jeżeli mąż-osoba najbliższa
                    próbuje
                    > ograniczać w ten sposób,że nie mam prawa decydowania o czyś bądź wyrażenia
                    > własnego zdania to jest przesada,i nie doszukiwalabym sie tutaj poszukiwania
                    > idealu.

                    Sa tego typu ludzie.On sie takim nagle nie stał, tylko taki był takze wtedy
                    gdy ten zwiazek sie zaczał.Albo w to wchodzisz, albo zegnaj.
                    Sama mam faceta, który jest czasem apodyktyczny, nauczyłam sie jak go
                    podejsc, by zycie toczyło sie w miare normalnie.Robie swoje, od dyskusji mam
                    grono znajomych.
                    Co do rozmów miedzy małzonkami, nie wiem czy zdajesz sobie sprawe z problemu
                    ludzi mających za połowke osobe gadatliwa ,wiercaca dziure w brzuchu na
                    okragło?Taka która codziennie znajduje niezliczone tematy do rozmowy, kazdy
                    drobiazg wymaga omówienia.Koszmar, taka mam matke i tesciowa, na dłuzsza mete
                    mozna po prostu dostac kota, po 2 godz. peka głowa.Co myslisz, a dlaczego, a
                    ja bym tak a nie tak, itp, itd.
            • arrte Re: LOLA 17.12.03, 13:59
              >
              > Z tego co ona pisze ten zwiazek trwa 15 lat.

              Zaszła chyba drobna pomyłka. Mój związek trwa 6 lat ( 15 lat odnosi się chyba
              do Balbiny2).
              Dzięki jednak za posty. To wszystko warte jest przemyślenia
              Pozdrawiam
              • lola211 Re: LOLA 17.12.03, 14:42
                Ups, rzeczywiscie, co i tak nie zmienia istoty rzeczy- 6 lat to tez kawalek
                wspólnego zycia.
    • true_oveja Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 16.12.03, 11:21
      Po pierwsze - nikogo nie mozna zmienic na sile, dana osoba sama musi tego
      chciec.
      Po drugie - moim zdaniem powinnas sie zastanowic czy jestes szczesliwa i czego
      chcesz albo moze bedzie ci z tym prosciej czego nie chcesz od zycia.
      (Niektorzy ludzie lubia isc przez zycie gladko bez problemowo bez koniecznosci
      podejmowania decyzji za czlowiekiem-lodolamaczem. I to wcale nie jest taki zly
      sposob byc moze.)
      Po trzecie - samotnosc czasem jest lepsza niz beznadziejny zwiazek

      Mysle ze poki co sama pojdz do psychologa - wygadaj sie osobie kompetentnej -
      ja poszlam i od razu poczulam sie wartosciowa, atrakcyjna, zabawna. I
      nauczylam sie myslec o sobie i wyrazac swoje poglady w domu i nie czuc sie
      winna. Aha - ja zdecydowalam sie przerwac moj zwiazek ,bo nie widzialam juz w
      nim perspektyw dla siebie, ale to wcale nie oznacza, ze dla ciebie takze
      wyjsciem z tej sytuacji ma byc rozwod. Po prostu musisz twoje zycie doglebnie
      przemyslec, im szybciej tym lepiej.
      Aha - udzielam rad ale autorka sama pyta "Co robic?" wiec mysle ze mam
      prawo. :)))))))))
      • lola211 Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 16.12.03, 13:59
        > Aha - udzielam rad ale autorka sama pyta "Co robic?" wiec mysle ze mam
        > prawo. :)))))))))

        Ha, to przytyk do mnie:).
        Twoja rada bardzo mi sie podoba, bo jest merytoryczna i o takie rady chodzi.
        Zareagowałam na post kiitka, bo juz po raz enty spotykam sie z podejsciem-
        zostaw go.Sorry, ale co to własciwie za rada? Ciesze sie ze jak do tej pory
        nie spotkałam sie z tego typu podejsciem na forum dziecko- "Moje dziecko mnie
        nie słucha! Co robic???"- "Zostaw je, masz prawo byc szczesliwa, a dziecko
        tylko ci w tym przeszkadza":))).
    • wasza_bogini czy nie uwazacie, ze 16.12.03, 14:15
      taki sposob kontaktu jest bardzo czesty miedzy mezczyznami i kobietami. wydaje
      mi sie, ze to standart u facetow, ktozy po prostu sie nauczyli, ze baby gadaja
      niewazne glupoty.
      • default Re: czy nie uwazacie, ze 16.12.03, 14:44
        Owszem i to nie tylko między kobietami i mężczyznami, ale pomiędzy wszystkimi
        członkami rodziny. Rozmowa jako taka, długie gawędy przy wspólnym posiłku itd.
        zupełnie zanikają, ludzie widzą się w przelocie, wymieniają komunikaty, a nie
        rozmawiają. Nawet jeśli któreś chce coś powiedzieć, to słucha się jednym uchem -
        mąż żony, matka - dziecka, itd. Sama ostatnio złapałam się na tym, że
        zapytałam odruchowo córkę - a co tam w szkole?, a potem w ogóle nie potrafiłam
        sobie przypomnieć, co do mnie mówiła.
        • wasza_bogini Re: czy nie uwazacie, ze 16.12.03, 14:56
          owszem ale mi chodzilo o specyfike kontaktow mesko-damskich, ktore sa
          zabarwione jakby niechcecia wysluchiwania kobiety, ignorowania celowego, jakby
          wszystko to, co mialaby do powiedzenia bylo idiotyczne, przy jednoczesnym
          uzywaniu slowa k.u.r.w.a po kazdym skonczonym lub nie skonczonym zdaniu.
          • default Re: czy nie uwazacie, ze 16.12.03, 15:11
            To raczej w takich szczególnych kręgach towarzyskich....Tzn. te k.u.r.w.y.
            • anikl Re: czy nie uwazacie, ze 16.12.03, 16:19
              Znam problem. Dodałabym do opisu sytuacje, kiedy żona mówi coś śmiesznego,
              a mąż reaguje kamienną twarzą pokerzysty.
              Dla mnie to jest rodzaj przemocy psychicznej, środek do pognębienia
              partnera, chory sposób na dowartościowanie się.

              Przez lata nauczyłam się "olewania" , o którym ktoś tu wspomniał:
              nie dyskutować tylko potakiwać a potem robić swoje - nie można tylko przegiąć,
              by nie zostać uznaną za "wredną żonę".
              Co do pomysłów ze zmianą partnera - życie, a zwłaszcza okres rozrodczy, nie
              jest niestety aż tak długi, żeby móc szukać aż do znalezienia ideału:-)
              • rose2 Re: czy nie uwazacie, ze 16.12.03, 16:39
                U mnie problem przedstawia sie inaczej poniewaz inne rzeczy nas smiesza. On
                nigdy nie zrozumie Barei itp. To jest dla niego kosmos. Ale nie przejmuje sie
                tym (teraz tak jest, byl okres kiedy staralam sie tlumaczyc...). Naprawde jest
                wiele innych rzeczy na ktorych mozna sie skupic.
                Faceci lubia miec ostatnie slowo, wiec dlaczego mam mu to odbierac. Niech sobie
                ma, a realizacje pozostawi mnie :o)
                Wogole jesli ma sie jakis pomysl i wiadomo, ze nie bedzie mozna wynegocjowac po
                ludzku, to wowczas nalezy zrobic tak aby On sam wpadl na ten pomysl (nie mowie
                oczywiscie, ze tak jest we wszystkim) :o)
                Moze to brzmi strasznie dla kogos z zewnatrz, ale uwierzcie wcale strasznie nie
                jest. Malzenstwo to gra, czy sie to komus podoba czy nie. Albo bierzesz udzial
                w grze lub rezygnujesz.
                Mozna probowac zmienic faceta w kwestii palenia, picia, przeklinania, ubioru,
                fryzury no i na tym chyba koniec :o) Tak samo jesli chodzi o kobiety. Tak
                naprawde my sie nie zmieniamy tylko latwiej sie adoptujemy do zaistnialej
                sytuacji.
                Naprawde nie ma co zyc marzeniami o krolewiczu z bajki, ich nigdy nie bylo...
                • Gość: mila Re: czy nie uwazacie, ze IP: *.icpnet.pl 16.12.03, 17:08
                  A mój facet słucha i nawet mnie pyta o zdanie. Tylko moich uwag nigdy nie
                  bierze poważnie. Samej mi już odchodzi ochota na dyskusje. Co za życie...
              • rose2 Re: anikl 16.12.03, 16:45
                a probowalas juz mine pokerzysty gdy Twoj maz opowiadal kawal?
                • anikl Re: Żona z kamienną twarzą 16.12.03, 20:59
                  rose2 napisała:

                  > a probowalas juz mine pokerzysty gdy Twoj maz opowiadal kawal?<

                  :-D
                  To nie byłoby trudne - mój mąż często mówi kiepskie dowcipy (domyślam się,
                  że sam jest autorem i "testuje" je na mnie).
                  Ale ,niestety, sposób odpada ,bo nie lubię manipulować ludźmi, to nie w moim
                  stylu i jest mi zawsze przykro w takich sytuacjach.
                  Nie wiem też, czy takie pokonanie przeciwnika jego własną bronią nie
                  doprowadziłoby do tego, że w ogóle przestalibyśmy mówić sobie cokolwiek
                  śmiesznego.
                  Z resztą ja właśnie ostatnio "zrobiłam z tym coś" i powiedziałam:
                  " Mam wrażenie, że im bardziej staram się ciebie rozbawić, tym bardziej starasz
                  się nie uśmiechnąć." Zobaczymy czy pomoże, jak nie - pozostanie Twoja rada
                  rose2:-)
                  Aha, ja usiłuję rozbawić męża dowcipami z zakresu JEGO zainteresowań - inne
                  odpadają w ogóle :-)
                  • rose2 Re: Żona z kamienną twarzą 17.12.03, 09:55
                    jesli naprawde Cie smiesza wszystkie jego dowcipy, to bedzie trudno praktykowac
                    mine pokerzysty. Tylko czy naprawde wszystko jest takie smieszne, czy smiejesz
                    sie z "grzecznosci"? - ja takie smianie sie rowniez odbieram jako
                    manipulacje :o)
                    • anikl Re: Żona z kamienną twarzą 17.12.03, 19:10
                      rose2 napisała:

                      >czy smiejesz sie z "grzecznosci"? - ja takie smianie sie rowniez odbieram jako
                      manipulacje <

                      Coś w tym jest :-)

              • kiitek Re: 17.12.03, 12:46
                anikl napisała:

                > Co do pomysłów ze zmianą partnera - życie, a zwłaszcza okres rozrodczy, nie
                > jest niestety aż tak długi, żeby móc szukać aż do znalezienia ideału:-)

                Ale kto tu mowi o ideale???Nie rozumiem męki przy jakimś psychicznym
                terroryście.Wolałabym żyć sama,niż u boku takiego palanta,który by mnie
                psychicznie wykańczał.
    • Gość: Lena Re: Gdy żona nie powinna się odzywać IP: 80.48.96.* 16.12.03, 17:36
      A ja widzę, że ludzie którzy w rodzinnym domu nie byli nauczeni wyrażania i
      odbierania uczuć po prostu boją się cudzych uczuć. Boją się ekspresji tych
      uczuć. Łatwo im określić co myślą ale co czują jest nie do określenia. Nawet
      wolą nie myśleć co i jak czują inni, jakby sferę uczuć wyrzucali poza obręb
      swojej świadomości. Dochodzi w takim związku do sytuacji, że każde rozmowy
      nacechowane sferą uczuć ze strony np. żony są stopowane przez męża od razu i w
      pewnym momencie żonie łatwiej /jeśli nie wyłącznie/ rozmawiać o materii a nie o
      duszy. A już np. wzruszć się czymkolowiek przy takim facecie jest wręcz
      nieprzyzwoite.
      Ja mimo wszystko rozmawiałabym. I mówiłabym co czuję, co mnie rani. Może trzeba
      to dawkować początkowo umiarkowanie ale systematycznie. Nawet jeśli nie od razu
      się otworzy to będzie zmuszony zauważyć uczucia drugiej strony.
      • charade Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 17.12.03, 14:15
        Miałam kiedyś faceta, który w ogóle mnie nie słuchał. Opowiadałam coś, a on
        nagle ni z gruszki ni z pietruszki wyskakiwał jak filip z konopii z tekstem na
        diametralnie inny temat. Było to niesłychanie wk.rwiające i nie wyobrażam sobie
        związania się na dłużej z kimś, kto tak postępuje.

        Ale takie rzeczy to widać od razu na początku, tak mi się przynajmniej wydaje...
    • Gość: czaroca Re: Gdy żona nie powinna się odzywać IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.03, 21:19
      może jestem młoda i naiwna ale nie wyobrażam sobie życia pod jednym dachem z
      kimś kto mnie (w pewien sposób) nie szanuje. czy taki model związku nie jest
      przejawem obrazu kobiety, jaki dominuje w społeczeństwie? -cicha, posłuszna,
      jak nie trzeba to się nie odzywa. myślmy przede wszystkim o swoim szczęściu, a
      jeśli ktoś nam skutecznie uniemozliwia jego doświadczania -coś trzeba zrobić.
      mężczyźni się NIE ZMIENIAJĄ. przynajmniej nie aż tak.
      • Gość: Lena Re: Gdy żona nie powinna się odzywać IP: 80.48.96.* 17.12.03, 22:40
        To nie jest kwestie szanowania lub nieszanowania. To tak jak byś wzięła dziecko
        z sierocińca i zarzucała mu brak szacunku bo nie jest serdeczne i otwarte, bo
        reaguje inaczej niż wychowane w normalnej ciepłej rodzinie. Taki człowiek nie
        robi czegoś Tobie, on postępuje tak jak umie. Nie jest łatwo ale to nie
        oznacza, że nie kocha, nie sznuje, lekceważy.
    • arrte Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 20.12.03, 18:24
      Serdeczne dzięki Wam wszystkim, którzy odpisaliście na mój post.
      Po przeanalizowaniu Waszych opinii postanowiłam na razie nie podejmować
      radykalniejszych kroków, lecz narzucić ciepłą domową atmosferę i próbować go po
      troszku zmieniać (faktycznie, takie zachowania wyniósl z domu, więc może tearz
      nauczy się innych). Szczególnie, że idą święta, więc nastroje ku temu sprzyjają.

      Życzę Wam niezbyt pracowitego okresu przedświątecznego oraz udanych, spędzanych
      w gronie rodzinnym świąt
      • zalotnica Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 20.12.03, 18:46
        arrte napisała:
        >Co robić, gdy mąż nie chcę Cię słuchać. W sensie dosłownym, nie chce słuchać,
        >tego co mówisz, jeśli nie zgadza mu się to z jego poglądami. O dyskusji i
        >kompromisie nie ma mowy. ( traktuje mnie jak mebel, który
        >spełnia pewne funkcje, ale powinien to robić po cichu). Mówi jednak, że mnie
        >kocha. Jego traktowanie mnie sprawia, że czuję się nic nie warta i
        >wystraszona, bo boję się coś powiedzieć, ZEBY NIE BYL ZLY
        >Dodam jeszcze, że jestem od niego młodsza o kilka lat - może to ma jakieś
        >znaczenie?
        ...
        >postanowiłam na razie nie podejmować radykalniejszych kroków,
        >lecz narzucić ciepłą domową atmosferę i próbować go po
        >troszku zmieniać (faktycznie, takie zachowania wyniósl z domu, więc może tearz
        > nauczy się innych).

        Z Twoich slow wynika, ze bylo tak zawsze, jak moglas w ogole
        dopuscic do takiej sytuacji...? Jesli facet nie widzial w Tobie
        partnera , to nie ludz sie , ze to nastapi...i to po latach.
        Wiek nie ma tu nic do rzeczy, a swoja pozycje w zwiazku okreslamy
        zazwyczaj juz na samym poczatku...i wtedy albo jest slub, albo
        zwykle zegnaj...
        • arrte Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 20.12.03, 20:56
          Kiedyś tak nie było. Zaczęło się stopniowo zmieniać po ślubie, gdy
          zamieszkaliśmy razem.
          Więc Ty byś odeszła, gdybyś była na moim miejscu?
          • zalotnica Re: Gdy żona nie powinna się odzywać 21.12.03, 04:54
            > arrte napisała:

            >Jego traktowanie mnie sprawia, że czuję się nic nie warta i
            >wystraszona, bo boję się coś powiedzieć, ZEBY NIE BYL ZLY(...)

            >Mamy takie same wykształcenie; a do garów biegnę zaraz po przekroczeniu progu.

            >Kiedyś tak nie było. Zaczęło się stopniowo zmieniać po ślubie, gdy
            >zamieszkaliśmy razem.
            >Więc Ty byś odeszła, gdybyś była na moim miejscu?


            Tego nie wiem czy odeszlabym , za malo podalas danych, ale jedno wiem,
            ze ON bylby ciagle ZLY , jesli wiesz co mam na mysli. Decyzja nalezalaby
            do niego, albo nie wytrzymuje i on sie wyprowadza, albo akceptuje
            NOWA mnie...
            Powodzenia...
    • Gość: czaroca Re: Gdy żona nie powinna się odzywać IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.12.03, 19:01
      ej czy wy na siłę nie usprawiedliwiacie facetów? dobra, kocha mnie, strasznie
      fajnie, szkoda, że tego nie okazuje. wyniósł takie zachowanie z domu, w związku
      z tym może mnie unieszczęśliwiać? nie nie nie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja