Moja przyjaciółka rozbija rodzinę...

22.06.09, 12:49
Przyjaciółka była w małżeństwie,są dzieci, mąż był okropny, fakt. Zdradzał
ją, źle traktował, potem ona go zdradziła i zauroczona nowym facetem po 2
latach ukrywanego romansu znalazła sily by się rozwieść. Twierdziła, że się
rozwodzi bo męża ma już dość, bez wzgledu na to co postanowi kochanek.
Kochanek mocno ją wspierał przy rozwodowych przeprawach. Ona kochankowi
doradzała by on myslał o naprawieniu swojego małżeństwa, bo ona dzieci nigdy
nie zostawi, gdy kiedyś rzucił pomysłem, żeby zostawili swoje rodziny i
wyjechali we dwoje za granicę.

Obecnie jest już rozwódką od prawie roku. Kochanek się nie rozwiódł,mimo, ze
na początku to on za nią biegał i snuł plany odejścia od żony. Przyjaciółka
utrzymuje a nim kontakty i wspieraja się wzajemnie w problemach. On z tych co
bardzo boją się opini publicznej więc sam z siebie raczej się nie rozwiedzie.
Niby twierdziła, ze jest pogodzona z tym, ze nie będa razem, bo jego rozwód
to jego decyzja musi być, że ostudza z nim kontakty bo nie chce miec wyrzutów
sumienia względem jego żony i dzieci.
Ale ostatnio stwierdziła, że zamierza zawalczyć o niego, żeby miec go tylko
dla siebie, namówić go do wspólnego kupna mieszkania, itd. Czyli zamierza go
wyłuskać z jego rodziny (zona dzieci) na dobre...
A ja się czuję z tym głupio. Bo bardzo wspierałam ją przy jej trudnym
rozwodzie, rozczulałam się nad trudnym życiem jakie ma, doradzałam, zawsze
mówiłam co sądzę o ich podwójnym zyciu-że nie popieram i nic z tego dobrego
nie będzie, wysłuchiwałam wszelkich żali -
trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że niedługo będą się spotykac z nimi
razem -ona i jej aktualny kochanek którego wyłuskała komuś z małżeństwa...

Jak myślicie, czy ja przesadzam?
    • alpepe Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 12:51
      nie bój żaby, nic z tego nie będzie. Koleś się nie rozwiedzie.
    • marzeka1 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 12:53
      "potem ona go zdradziła i zauroczona nowym facetem po 2
      > latach ukrywanego romansu znalazła sily by się rozwieść."- wtedy ci to nie
      przeszkadzało? Dopiero jak się rozwiodła? Wybacz,ale jej cyrk, jej małpy,
      chociaż gdyby to była przyjaciółka od serca powiedziałabym, że robi głupio.
      • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 13:05
        Cały czas jej mówiłam, że robi głupio "ratując się" z małżeństwa kochankiem, i
        ona to wie. A przeprawy z byłym mężem były tak ostre, że nawet obdukcja na
        policji była i wtedy potrzebowała pomocy - mnie się zwierzała ze wszystkiego bo
        komuś się chciała wygadać do końca(byłam dla niej takim psychologiem), a innym
        znajomym się wstydziła przyznać, że ma kogoś innego i to żonatego. Więc znam
        szczegóły jej życia, zagubienia, problemów, cały etap odzyskiwania wartości
        siebie- i cieszę się że zaczęła być kobietą samodzielną.
        Ale chyba niepotrzebnie mi powiedziała, że zamierza dalej iść "po trupach"... W
        jakimś sensie rozumiem, że dba o swój interes, tamten facet jest pozbierany
        życiowo, nie zostawi jej na ulicy z długami jak były mąż by zrobił...
        Żle się czuję z tą wiedzą - zastanawiam się , może to ja nie umiem się przyjaźnić.
        • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 13:21
          Moze to jest mój problem, bo ja zawsze byłam idealistką. Nigdy nie związałabym
          się z żonatym. A może powinnam być życiowo praktyczna tak jak Ona - jeśli w
          czymś lub kimś widzę dla siebie dobry interes to trzeba o to zawalczyć, jak na
          konkurencyjnym rynku.
    • paco_lopez Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 12:57
      tak przesadzasz z uzyciem słowa wspierac. ono pewnie pojawia sie w
      twojej głowie kilka razy na dzień. myslisz "wspierać" a
      robisz "wciskac nos" w nie swoje sprawy. Jak tam twój kochanek
      lepiej zrelacjonuj .
    • julyana Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 13:00
      Przesadzasz bo to nie Twoja sprawa. Ja chcą sie kisić w takim sosie -
      rozwody, dzieci, zdrady, podwójne życie, nikt nie wie czego chce,
      raz tak raz siak - to ich problem.
    • zawszezabulinka Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 13:02
      tak, przesadzasz.

      po co kochanek pchal sie do przyjaciolki?
      kochanek sam sie wyluskal od rodziny

      facet szczesliwy w zwiazku nie zdradza partnerki i nie snuje ew planow na przyszlosc
    • praktyk71 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 13:05
      "Pomaganie" komuś sie rozwieść - to wątpliwe wsparcie. To jedna z
      tych decyzji, które człowiek musi podjąć sam. "Rozbijanie rodziny"
      to też dla mnie podejrzana sprawa. Najskuteczniej rodzinę rozbijają
      sami Ci, którzy ją tworzą.. Jak rodzina jest trwała, to zewnętrzne
      czynniki (z romansem włącznie) nie są dla niej groźne. A jak się
      rozpada, to znaczy, że trwała nie była, być może była po prostu
      błędem. Czasem z dwojga złego lepiej sie wycofać z błędu, niż w nim
      tkwić, choć dla mnie zawsze jest to jakaś porażka.
      • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 15:34
        praktyk71 napisał:

        > "Pomaganie" komuś sie rozwieść - to wątpliwe wsparcie. To jedna z
        > tych decyzji, które człowiek musi podjąć sam.


        Najpierw kilka lat gadała o rozwodzie a nie robiła nic w tym celu. Gdy już się
        przyzwyczaiłam, że tak sobie narzeka na złego męża a nie zamierza nic zmienic,
        to ona wystrzeliła z wiadomością, że się rozwodzi. Pytałam wielokrotnie czy
        jest pewna decyzji, żeby przypadkiem nie robiła tego pod moim wpływem (bo zawsze
        uważałam, że tkwienie w układzie zły mąż i kochanek jest wyniszczające i nic
        dobrego nie daje), twierdziła że jest pewna decyzji, dogadała się z męzem i się
        spokojnie rozejdą, okazało się, że wzięła się za to bardzo naiwnie i beztrosko,
        właściwie wszystko przed czym ją ostrzegałam,że może się zdarzyć - zdarzyło się
        i otwarło jej trochę oczy na syf w którym w zaślepieniu tkwiła. Więc w tym
        sensie było pomaganie, żeby przetrwała ten huragan, który przyszedł ze strony
        męża (a którego ona nawet nie zakładała w najgorszych koszmarach) gdy już
        złożyli pozew do sądu.
        • praktyk71 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 16:27
          Cóż, zapewne czynisz to w dobrej wierze, bo tak rozumiesz swoją
          powinność przyjaciółki (to nie ma być ironia)..

          Ja stosuję zupełnie inną metodę; programowo nie wypowiadam się na
          temat małżeństw moich przyjaciół. Z kobietami - w ogóle o tym nie
          rozmawiam - i tak byłbym posądzony o brak obiektywizmu ;), z
          mężczyznami - raczej też nie, kiedy któryś potrzebuje się z kimś
          podzielić swoim nieszczęściem - zapraszam na wódkę dla higieny,
          rozmawiamy wtedy - o kobietach (oczywiście!), o wszystkich z
          wyjątkiem tej konkretnej, im więcej wypijemy, tym bardziej wydają
          się nam wspaniałe.. :)
          I wiesz co Ci powiem? Większość z tych problemów rozchodzi się po
          kościach, pary się przważnie jakoś pogodzą, a ja nie tracę
          przyjaciół - co jest najczęściej udziałem "asystentów rozwodowych"..
          Jak się mają rozejść - i tak się rozejdą.
          Ale to tylko moja metoda.
          • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 16:50
            O, trafiłeś z okresleniem "asystent rozwodowy"... Tak się w dużym stopniu czuję,
            byłam jej "notatnikiem" rok temu gdy bała się, że zwariowała, nie wtrącałam się
            aktywnie do czasu gdy wniosek rozwodowy znalazł się w sądzie. A trudno się nie
            wtrącać, gdy dziewczyna z płaczem dzwoni, że mąż grozi samobójstwem, albo gdy
            dzwoni że ją mąz pobił, to nie da się stac z boku tylko całą energię przez kilka
            miesięcy wkładałam w to, żeby stanęła sama na nogi, nie dała się manipulować,
            żeby jej dzieci jak najmniej oberwały po emocjach bo to co exmąz wyrabiał to
            włosy na głowie jeżyło a ona się nie odwazyła dzwonić na policję, to dzieci
            dzwoniły, teraz się już nie boi, ale to skutek kilku miesięcy kładzenia jej
            zasad do głowy...- gdy osoba wychodzi ze związku przemocowego to musi mieć
            wsparcie, żeby przetrwać a nie dac się zabić. Cieszę się, że wreszcie poszła do
            psychologa, że tak szybko staje na nogi i samodzielnie decyduje i spadła ze
            mnie odpowiedzialność za nią - bo bałam się, że może coś źle doradzam, że
            dokłądam cos do konfliktu, okazało się, że psycholog powiedział jej dokładnie to
            co ja jej mówiłam przez kilka miesięcy, więc kamień spadł mi z serca.
            I chyba czuję się wypruta z energii, chcę juz się zwolnić z roli jej psychologa
            i robię to. Tylko, czy da się wrócić na dawne tory znajomości. Ona tez bardzo
            ładnie wobec mnie się zachowuje i docenia co zrobiłam. Ale nie wiem.... czy mi
            żal, ze moja energia, którą jej dałam pójdzie na... rozwalenie innego
            małżeństwa? jakoś się rozczarowałam...czuję się obciążona tym. Wolałabym mieć
            przyjaciółkę z którą plotkujemy o facetach i smiejemy się, nie wiedzieć o
            szczegółach planów z kochankiem, itd...
            • praktyk71 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 16:58
              co tu można powiedzieć..?
              Widać, że to wszystko bardzo przeżywasz. Radzę po prostu nabrać
              trochę dystansu i zająć się.. swoimi sprawami.
              Nie udało Ci się uniknąć wciągnięcia w aferę nr 1, postaraj się
              uniknąć udziału w aferze nr 2..
              Ty nie odpowiadasz za życiowe decyzje Twojej przyjaciółki, możesz
              jej najwyżej powiedzieć, co myślisz, a i to - kiedy Cię o to poprosi.
              Lepiej raczej już plotkujcie.. :)
              • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 17:03
                Tak zamierzam. Tylko , że jakoś tak przykro... Może jak przegadam tu problem,
                to szybciej stanę obok niego. Dzięki :)
            • beata-12345 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 23.06.09, 07:54
              Bardzo dobrze, że jej pomogłaś w trudnych chwilach i byłaś dla niej
              wsparciem. Ale to nie oznacza, że dajesz jej przyzwolenie na
              rozbijanie cudzego małżeństwa. Po prostu powiedz jej, co o tym
              myślisz i to wszystko, na tym kończy się twoja rola jako
              przyjaciółki. To jej życie i ona sama musi zdecydować, bo sama też
              będzie ponosiła konsekwencje swoich decyzji.
    • just-for-fun Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 13:06
      Przesadzasz. Sami sobie naważli piwa to niech sami je wypiją. Gdyby
      to była moje dobra przyjaciółka powiedziałabym jej co myślę, ale jak
      tylko bliższa znajoma to dałabym spokój.
    • stinefraexeter Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 14:09
      Po pierwsze, zamartwiasz się na wyrost. Ten facet się na pewno nie rozwiedzie.

      Po drugie, zamartwiasz się problemami innych ludzi. Jak cię koleżanka spyta o
      twoje zdanie, to je wyłóż ładnie i składnie, ale wtrącać się w cudze sprawy jest
      nieładnie.

      Po trzecie, nie do końca wiem, co cię tak boli. Martwisz się o koleżankę, która
      podejmuje złe wybory, czy też zawiodłaś się na niej, bo "wyłuskuje" faceta z
      jego własnej rodziny jak takie bezwolne ziarno, wyrywane z rąk do rąk? Jakby nie
      było, to nie są twoje sprawy.
      • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 14:32
        Raczej się nie wtrącam w nie swoje sprawy, staram się służyć radą i pomocą jeśli
        ktoś chce z tego skorzystać lub jest w dołku. Jestem typem "dawcy", tak jakoś
        wychodzi, że znajomi zwierzaja mi się z osobistych problemów, dzwonia jak maja
        doła, itd.
        Cały czas jej mówiłam, że "moje stanowisko jest takie a takie, a ty sobie
        przemyśl o co ci w zyciu chodzi bo sama za decyzje będziesz odpowiadać, nie
        musisz robić tego co ja ci mówię , powinnas mieć maksimum wiedzy o wszystkich za
        i przeciw i na tej podstawie podjac osobistą decyzję, swiadomie". Ale mówiła mi
        sporo o sobie i o rzeczach które były "poniżej krytyki" też. Teraz też nie
        chcę się wtrącać, powiedziałam, ze co zrobi to jej wybór, ja staram się jej
        jeszcze pomagać, żeby do końca załatwiła sprawy z byłym mężem, ktory ją jeszcze
        próbuje zastraszać i ma z nim ciągle problemy.
        Chyba martwi mnie to, ze moja przyjaciółka już swoją świadomą decyzją (uwolniona
        od zależności od męża) wprowadza mnie w obszar, który jest dla mnie nie do
        zaakceptowania i z którym nie chciałam mieć do czynienia. Obawiam się, że ta jej
        decyzja może popsuć nasze kontakty. Kiedyś zakochałam się w kimś, dopiero po
        kilku miesiacach powiedział mi że jest zonaty, bardzo źle to wspominam i nie
        chce dotykać tych wszystkich brudów które mi wtedy zaserwował zanim odeszłam.
        Syf. To jedno. Drugie to to, że liczyłam, iż albo facet sam się rozwiedzie,
        albo kolezanka po tym co było jednak będzie "szanowac się" na tyle by znaleźć
        kogoś wolnego. A ona tak kalkulacyjnie i tylko pod siebie... Smutno mi bo
        nasze drogi tym samym się rozmijają i boję się, że nasza zażyłość może nie
        przetrwać, a szkoda by mi było.
    • lisbeth25 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 14:10
      Twoja przyjaciółka nie rozbija żadnej rodziny. Robi to niewierny mąż.
      Proponuję w końcu zacząć myśleć samodzielnie, zamiast posługiwać się
      utartymi sloganami i stereotypami.
    • angazetka Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 15:29
      > trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że niedługo będą się spotykac
      z nimi razem -ona i jej aktualny kochanek którego wyłuskała komuś z
      małżeństwa...

      Facet nie jest niepełnosprawny umysłowo - jak zechce, to się sam z
      małżeństwa "wyłuska". A raczej nie zechce. Ale małżeństwo rozbija ta
      osoba, która w tym małżeństwie jest, a nie osoba z zewnątrz.
      Poza tym, ciekawa rzecz - jej romans z żonatym Ci nie przeszkadza,
      tylko to, że on może się dla niej rozwiedzie?
      • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 15:47
        Póki facet jest żonaty, to oni się nie pokazują wśród moich znajomych razem, w
        związku z czym nie mam z nimi kontaktu więc częściowo "co z oczu to z serca".
        I tak powiedziałam przyjaciółce , ze to jej sprawa, ja nie zgodzę się nap. na
        wspólny wyjazd na wakacje albo wyjscie towarzysko do kina , gdzie ona z jakimś
        żonatym... Powiedziałam jej to zaraz jak zaczęła romans i nie wiedziała co robić
        z całą tą sytuacją.
        Facet przez 3 lata sam się nie zmobilizował do rozwodu, więc az tak źle mu w
        małżeństwie nie jest. Więc już ma duży minus. A jeśli to ona teraz "zakasuje
        rękawy", żeby go rozwieść.... To czuję do sytuacji niesmak. Jesli faktycznie go
        rozwiedzie to zaczną oficjalne bycie razem i będę musiała zdecydowac czy zażyłą
        znajomośc utrzymywać, gdzie trudno będzie mi czuć szacunek do takiego faceta i
        ich jako pary.
        • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 15:59
          I tak jeszcze czuję, że bezproblemowo im nie będzie z tym co taka sytuacja
          niesie, a tutaj ja już absolutnie nie chce być jej doradcą i psychologiem bo to
          nie związek w który wpadła jako młoda i głupia jak w przypadku męża... Więc
          będzie trzeba ochłodzić kontakty do rozmów o pogodzie?... Z drugiej strony nie
          chcę wyjśc na taką , która się cieszy, że jej się z kochankiem nie uda... bo
          chciałabym, żeby była szczęśliwa.
          Muszę sobie to wszystko przemyśleć, myślę zresztą , że czas i wydarzenia same
          problem w którąś stronę popchną.
          • jack20 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 16:12
            Nie uszczesliwiaj doroslych ludzi na sile i spojrz na to z dystansu.
            Czy twoja przyjaciolka tak naprawde rozbija rodzine? czy rodzina
            tamtego faceta nie byla juz rozbita a kolezanka jest zupelnie
            przypadkowa? Nie ona to inna. A jesli chodzi o dzieci to lepiej, ze
            nie sa swiadkami trwajacej w nieskonczonosc atmosfery klutni
            rodzicow. Lepiej dla ich zdrowia psychicznego.
            • jedendwaja Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 16:31
              Po prostu trochę się napatrzyłam juz na związki i wydaje mi się, że ten facet
              sam z siebie się nie rozwiedzie. Co roku jeździ z zoną na wakacje i ferie,
              zmienia w domu meble wg życzenia żony - akurat w czasie gdy kochanka się
              rozwodzi. Gdyby kochanka się usunęła to żyłby sobie dalej w stereotypowym
              małżeństwie i rodzinie, może miałby jeszcze jakąs przygodę, ale on w małżeństwie
              nie ma źle, dzieci go kochają i nie ma tam patologii czy wiecznych kłótni, tak
              jak w przypadku małżeństwa przyjaciółki. Zaczną się jesli wypłynie sprawa
              rozwodu. Z kochanką łączy go emocjonalność ( przyjaciółka jest bardzo ciepłą
              osobą i potrafi mężczyzn dowartościować ) , której nigdy z zoną nie nawiązali bo
              oboje nie umieli i tyle. Oboje mają w tym równy udział.
              Co innego gdyby on sam zadecydował, ze odchodzi od żony....on już powinien być
              wolny. A co innego jesli to moja przyjaciółka obietnicami, zachętami,.. go na
              plecach przeniesie....wyłuska z małżeństwa. - nie podoba mi się taka wizja
    • mayenna Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 16:33
      Nie rozumiem kompletnie takich sytuacji.Jak ludzie mogą się
      decydować na robienie takich świństw?
      Rozumiem, ze może być niemożliwe trwanie w małżeństwie, ale z każdej
      sytuacji można wyjśc z twarzą.Zakończyć jedno nim zacznie się drugie.
      Mając na dokładkę bolesne doświadczenia, upokorzenie zdradą -
      decydować się na zrobienie tego innej kobiecie...Jaką osobą trzeba
      być by tak postępować?
    • marzeka1 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 16:48
      Im więcej piszesz o przyjaciółce i jej żonatym facecie, tym bardziej widać, jak
      bardzo niefajnymi ludźmi są oboje.
    • sabriel Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 17:13
      Co to znaczy "wyłuskać komuś z małżeństwa"? Było już "odbijanie cudzego
      partnera","rozbijanie małżeństwa", ale takiego sformułowania to jeszcze nie
      słyszałam.
      Jest takie powiedzenie "do tanga trzeba dwojga".
      Tamten pan chyba nie jest przez twoją koleżankę gwałcony czy zmuszany do zdrady.
      Jest dorosły, wie co robi i robi to z premedytacją, więc nie powinnaś się
      martwić, że zostanie siłą "wyłuskany".
      Ogólnie to uważam,że nie powinnaś się mieszać do tego romansu jeśli tego nie
      popierasz.Wspomagałaś koleżankę gdy tego potrzebowała przy rozwodzie.Teraz usuń
      się na bok i nie angażuj w to emocjonalnie.
      • julyana Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 17:30
        Jeszcze mozna podobno zabrać komus faceta.:)
    • skarpetka_szara Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 22.06.09, 17:35
      Mysle ze nie przesadzasz, to jest trudny dylemat. Nie czujesz sie
      dobrze bo Twoja przyjaciolka postapuje niemoralnie. Nie chcesz
      tego akceptowac, a w takiej stawiana jestes sytuacji.

      Wiesz, zawsze mozesz jej powiedziec ze chetnie sie z nia spotkasz -
      zawsze, ale jest dla ciebie niezrecznie spotykac sie rowniez z nim
      i udawac ze wcale nie ma duzego slonia w skladzie porcelany.

      Ja tez mam taka znajoma ktora ma podobna sytuacjie. Sama sie z nia
      nie spotykam, ale spotykamy sie przez grupe wspolnych znajomych, i
      gdy ona jeszcze ciagnie tego starego zonatego brzydkiego dziadka to
      az mi nie dobrze. Oczywiscie ja nie moge nic powiedziec bo ja jej
      nie zapraszam tylko moi znajomi.
    • fanny.ekdahl Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 23.06.09, 08:18
      ja też uważam, że nie przesadzasz. mnie także razi to jak ktoś romansuje z osobą
      będącą w stałym związku, niezależnie od tego czy jest to facet czy kobieta.
      • poznanianka78 Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 23.06.09, 08:45
        ...a może spojrzeć na to z innej strony? Osoba samotna ,
        rozwiedziona ma prawo romansować z kim chce a Pan Mąż jest w stałym
        związku i to on robi źle!!! Zawsze są dwie strony medalu i trzeba
        się zastanowić kto tak naprawdę jest tym złym :-) pozdrawiam
        • fanny.ekdahl Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 23.06.09, 10:04
          moim zdaniem oboje zachowują się źle
          • julyana Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 23.06.09, 10:13
            Ale on gorzej (i "zachowuja sie źle" jest tu idealnym okresleniem, a
            nie jakaś wina kochanki czy rozbijanie przez nią związku). Gdyby
            podzielić "niewłaściwość" takiego zachowania na części, to imo
            gdzieś tak 75% jest po stronie osoby zdradzajacej.
            • fanny.ekdahl Re: Moja przyjaciółka rozbija rodzinę... 23.06.09, 10:39
              tak, cos w tym jest. bo osoba, która wiąże się z kimś z związanym rozwala
              związek - to fakt. ale zdradzający/zdradzająca nie tylko rozbija związek, ale
              też okłamuje partnera, a nierzadko okłamuje obydwu partnerów czy tam partnerki.
    • jedendwaja Miałyście rację.... 17.07.09, 14:43
      Facet zwinął manatki i nie zamierza się rozwodzić. Główny argument to chyba ten,
      że by stracił na tym finansowo bo zonę ma konkretną i na pewno by mu łatwo nie
      odpuściła alimentów... Palant, stwierdził teraz(po latach romansu..piiiii), że
      to dla niego "za trudne" i "możliwe, że to musi znaczyć, że kochanki aż tak nie
      kocha"... więc woli ostudzić kontakty...
      I dziewczyna została z ręką w nocniku, z exmężem który się miga od płacenia
      alimentów na dzieci, i "ukochanym" który jej nie chce bo mu się "ukochana" nie
      kalkuluje w wydatkach a przyzwyczajony jest do wygodnego życia...
      Czułam, że tak to się może skończyć i mimo niesmaku "rozbijania rodziny"
      wyrażonego w pierwszym poście to chyba bym nawet wolała by coś im z tego
      wyszło...niż patrzyć jak teraz płacze i wpała w depresję, równocześnie musząc
      sama wychowywać dzieci, znosić wybryki exmęża i ledwo wiążąc koniec z końcem...

      Ech, na pohybel żonatym dup.kom.
      • pan_i_wladca_mx Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 14:46
        >
        > Ech, na pohybel żonatym dup.kom.

        nie do konca niestety, nikt z pistoletem przy jej glowie nie stal:/
        kolejna smutna historia, ktora zaczyna sie i konczy tak typowo, ze az szkoda
        slow. a mimo to takie dramaty rozgrywaja sie kazdego dnia.
        • jedendwaja Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 15:03
          Tak, sama sobie winna, że weszła z nim w romans i pozwolila sobie na rozwój
          uczucia do niego. Tylko, że pamiętam ich początki, kiedy to on za nią biegał,
          jemu zalezało by coś się między nimi zaczęło, kręcił się koło niej już rok
          wcześniej zanim do czegoś doszło i zanim go zauważyła jako faceta, to on się
          wypłakiwał jak mu źle w małżeństwie i jaka żona jest okropna, jak chce od żony
          odejść bo nie wytrzyma z nią i gdyby nie dzieci to by odszedł w jeden dzień, to
          on jej proponował kiedyś by zostawili swoje rodziny i razem we dwoje wyjechali
          za granicę, itd itp. Więc uwierzyła, że ją kocha i że jest przed nimi
          przyszłość. Nadal go kocha i usprawiedliwia czyny. I wiele miesięcy łez ma
          gwarantowane.
          A to zwykły tchórz, żonkoś jakich wielu, mocny w gębie do innych kobiet a
          trzęsacy spodniami przed żoną która zna go jak zły szeląg.
          Bue.
          • pan_i_wladca_mx Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 15:07
            wiesz ja rozumiem, ze serce nie sluga ale na szczescie jest tez rozum, nie
            potepiam kolezanki, daleko mi od tego, szkoda ze zmarnowala czas i nerwy na
            czlowieka, ktory mamil ja tekstami jak z brazylijskiej telenoweli, im ciagle
            jest w malzenstwie zle, nie rozmawiaja juz z ona ale wiesz, dzieci, dom..
            tchorze to na pewno, szkoda napsutej krwii
          • skarpetka_szara Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 15:16
            hehehe, sluchaj, a KOMU na sie wyplakac o "zlej" zonie jak nie
            kochance? One byla baaardzo naiwna wierzac mu. Uciekna za
            granice? hehehe zartujesz. Jak romantycznie - prawie jak bajka -
            ups - bo to BYLA bajka.

            Czesto mowie: Karma is a bitch. Ona miala zle intencjie odnosnie
            jego rodziny, wiedziala ze zepsuje im zycie do jakiego byli
            przyzwyczajeni. A teraz placze bo jej sie to samo stalo (facet
            zostal jej "odebrany" )
            • lisbeth25 Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 15:23
              A ja w to nie wierzę. Gdyby zło wyrządzone powracało, to facet dostałby
              po tyłku. A jemu było i jest dobrze cały czas.
              • jedendwaja Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 15:32
                No wiesz... facet oczywiście też "przeżywa".........! i "cierpi ogromnie"...! i
                "jest mu źle".........!
                a jakże.... cierpi bo nie okazał się taki wspaniały jak był w oczach kochanki i
                nie wie jak to ukryć....i to jak najbardziej go boli.
                Do tego, wydaje mi się, że decyzję, że się nie rozwiedzie podjął juz dawno a
                dopiero teraz sprowokował konflikt z kochanką, strzelił focha i przy okazji się
                zadeklarował, że nic z tego nie będzie... i jeszcze na nią chciał zrzucić winę
                że nie jest idealna, nie rozumie go i to dlatego...
                A ona, rzecz jasna, usprawiedliwia go "no bo co ja mam mu do zaoferowania, nic
                dziwnego że nie chce"... itd.
                :(

              • skarpetka_szara Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 15:42
                skad wiesz? Moze zona domysla sie o jego wyskokach i robi mu za to
                pieklo z zycia? i skad wiesz ze jeszcze w zyciu nie dostanie?
                Skad wiesz ze pewnego dnia nie przyjdzie anonimowy liscik do jego
                zony?
                I skad wiesz ze ta panienka byla jego jedyna kochanka?

                Zli ludzie maja to do siebie ze przyciagaja innych zlych ludzi do
                siebie. A w takim gronie to zawsze trzeba uwazac na swoje plecy.
                • lisbeth25 Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 16:12
                  Za dużo sytuacji już widziałam w życiu, gdy ktoś krzywdził ludzi wokół
                  i żył do końca długo i szczęśliwie.
                  • skarpetka_szara Re: Miałyście rację.... 17.07.09, 16:16
                    No ja akurat wierze w reinkarnacjie, wiec to mnie nie wzrusza.

                    Ja z kolei zauwazylam ze dobzi ludzie sa bardiej szczesliwi niz
                    zli.
    • szpilka_du jesteś jej mamą 17.07.09, 15:08
      i babcią dla dzieci, że sen Ci z powiek spędza jej moralność? Przyjaźń między
      dorosłymi może polegać na podtrzymaniu, kiedy życie komuś pada na pysk, ale to,
      co tu opisujesz to pchanie się z butami do cudzej alkowy. Może spróbuj skupić
      się na własnym życiu, bo inaczej rola przyjaciółki będzie jedyną istotną.
Pełna wersja