jedendwaja
22.06.09, 12:49
Przyjaciółka była w małżeństwie,są dzieci, mąż był okropny, fakt. Zdradzał
ją, źle traktował, potem ona go zdradziła i zauroczona nowym facetem po 2
latach ukrywanego romansu znalazła sily by się rozwieść. Twierdziła, że się
rozwodzi bo męża ma już dość, bez wzgledu na to co postanowi kochanek.
Kochanek mocno ją wspierał przy rozwodowych przeprawach. Ona kochankowi
doradzała by on myslał o naprawieniu swojego małżeństwa, bo ona dzieci nigdy
nie zostawi, gdy kiedyś rzucił pomysłem, żeby zostawili swoje rodziny i
wyjechali we dwoje za granicę.
Obecnie jest już rozwódką od prawie roku. Kochanek się nie rozwiódł,mimo, ze
na początku to on za nią biegał i snuł plany odejścia od żony. Przyjaciółka
utrzymuje a nim kontakty i wspieraja się wzajemnie w problemach. On z tych co
bardzo boją się opini publicznej więc sam z siebie raczej się nie rozwiedzie.
Niby twierdziła, ze jest pogodzona z tym, ze nie będa razem, bo jego rozwód
to jego decyzja musi być, że ostudza z nim kontakty bo nie chce miec wyrzutów
sumienia względem jego żony i dzieci.
Ale ostatnio stwierdziła, że zamierza zawalczyć o niego, żeby miec go tylko
dla siebie, namówić go do wspólnego kupna mieszkania, itd. Czyli zamierza go
wyłuskać z jego rodziny (zona dzieci) na dobre...
A ja się czuję z tym głupio. Bo bardzo wspierałam ją przy jej trudnym
rozwodzie, rozczulałam się nad trudnym życiem jakie ma, doradzałam, zawsze
mówiłam co sądzę o ich podwójnym zyciu-że nie popieram i nic z tego dobrego
nie będzie, wysłuchiwałam wszelkich żali -
trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że niedługo będą się spotykac z nimi
razem -ona i jej aktualny kochanek którego wyłuskała komuś z małżeństwa...
Jak myślicie, czy ja przesadzam?