just_tonight
28.06.09, 02:22
Jak myslicie, czy warto poswiecac sie dla dziecka kosztem siebie?
Czy warto poswiecac sie dla rodziny, rezygnowac z wlasnego rozwoju, byle byc
razem?
Stoje przed trudnym wyborem zyciowym, sama juz nie wiem czego chce i jakie
wyjscie byloby optymalne. Sytuacja jest nastepujaca:
Mieszkam za granica, oboje z mezem pracujemy, mamy synka 2,5 letniego.
Jestesmy tu juz 4 lata, wyjechalismy mowiac krotko za kasa.
Problem pierwszy: w tym ze ja sie tu dusze. Mam dosc swojej pracy, ludzi
dookola, wszystkiego. Niby wszystko jest OK, znam jezyk, wynajmuje ladny dom,
mam wzgledna beztroske finansowa. Bardzo chcialabym wrocic do Polski i zaczac
‘zyc’, chocby tym dawnym, przedemigracyjnym zyciem. Od jakiegos czasu chodze
nawet na terapie, ale nic mi to nie daje. Bralam jakis czas leki
anytdepresyjne, pomogly ale na krotko. Cala rzecz w tym, ze wiem, gdzie mnie
boli, tyle ze moje poczucie ‘obowiazku’ wobec rodziny powstrzymuje mnie przed
przewroceniem naszego zycia do gory nogami i powrotem do kraju.
Problem drugi: maz nie chce wracac jeszcze teraz. Chce zostac, minimum kolejny
rok.
Ciagle na tym tle dochodzi do spiec, ja nie wiem jak mam przemowic do rozsadku
mezowi, jak wytlumaczyc, ze zadne pieniadze nie sa wazniejsze niz rodzina.
Sytuacje komplikuje fakt, ze maz nie za bardzo tez moze wrocic wczesniej niz
za rok (kwestie konktraktu w pracy i kontraktu z agencja nieruchomosci ktora
wynajmuje nam dom).
Problem trzeci: w Polsce nie czeka na mnie nie wiadomo co, raczej tez zwykla
codziennosc. Dodatkowo brak niezaleznosci -musialabym na poczatku mieszkac u
rodzicow lub tesciowej. Mamy mieszkanie na kredyt, teraz je wynajmujemy, ale
zysk z najmu ledwo co pokrywa rate kredytu, czasem nawet trzeba doplacac. Co
do pracy to wiem, ze zawsze sobie w Polsce cos znajde i na zycie mi wystarczy,
ale wiem tez, ze bedzie mi troche trudniej fiansnsowo niz tutaj. Na pewno
jednak bede miesc prace umyslowa i chyba tego mojej psychice potrzeba. Tu
pracuje fizycznie, ponizej swoich mozliwosci, nie znosze tej pracy, jak i
kilku poprzenich tego samego sortu, ale dotad nie udalo mi sie znalezc niczego
lepszego. Mowiac szczerze nie chce mi sie juz szukac, nie chce mi sie budowac
kolejnej tymczasowosci, chcialabym zaczac budowac swoje zycie juz na stale.
Mam 31 lat i nie marze o niczym innym jak o stabilizacji, zawodowo juz zreszta
najwyzsza pora sie ustabilizowac, bo wiadomo jak traktowane bywaja kobiety po
trzydziestce na polskim rynku pracy...
Poza tym jestem ciagle zmeczona bo pracujemy na zmiane z mezem, tak by zawsze
ktores z nas moglo byc w domu z dzieckiem.
Problem czwarty i najwazniejszy: reakcja synka na wyprowadzke. Nie wiem czy
mam prawo robic dziecku wode z mozgu, skazywac go na ‘weekendowego’ ojca.
Wiadomo, ze bedziemy sie widywali, ze maz bedzie nas odwiedzal, ale pewnie nie
czesciej niz raz na miesiac. Syn jest dzieckiem zywiolowym i bardzo do ojca
przywiazanym i wiem, ze bardzo to przezyje. Z kolei ja nie bede mogla za
czesto z nim przyjezdzac do meza ze wzgledu na uciazliwosci podrozy, syn jest
z tych dzieci ktore fiksuja w samolocie, pociagu itp. Dla syna bedzie to
rewolucja, bo nie dosc ze nowe miejsce, brak taty na codzien, to jeszcze
podzie do przedszkola na ‘caly etat’, a ty chadzalismy tylko okazyjnie na
zajecia dla dzieci...
Nie wiem co zrobic. Ciagle klocimy sie z mezem, on ma dosc mojego
nieprzystosowania, ja mam dosc jego nastawienia na kase. W momentach spokoju
kazde z nas niby rozumie argumenty tej drugiej strony, ale nie potrafimy
wypracowac kompromisu, nie potrafie podjac decyzji CO DALEJ. Wiem, ze maz niby
mysli o naszej przyszlosci, ale jest to wg mnie myslenie krotkofalowe, bo co z
tego, ze cos tam oszczedzimy, jak do konca zszargamy sobbie nerwy?
Najgorsze jest to, ze jesli zdecyduje sie na powrot do Polski to nie bedzie
moglo mi sie ‘odwidziec’, nie bede mogla tak po prostu wrocic bo nie moglabym
pozwolic sobie na bycie bezrobotna tutaj zbyt dlugo. Poza tym syn poszedlby od
wrzesnia do przedszkola w Polsce i nie chcialabym zmieniac mu srodowiska.
Jesli mieszkalabym tutaj i nie pracowala to bysmy wychodzili finansowo na zero
albo nawet na lekki minus, a mamy zobowiazania –wynajem domu na okreslony
termin, troche zaleglosci na kartach kredytowych. Nie mozemy tak po prostu
wrocic sobie teraz i juz razem. Powiem wprost: jesli wrocilibysmy teraz, to po
splacie wszystkich zobowiazan i zostaloby bnam moze ze 20 tysiecy zlotych
oszczednosci. Chyba troche malo jak na 4 lata pobytu za granica... Jesli
zostaniemy tu razem, kwota ta bylaby ze dwa razy wyzsza. Jesli maz zostanie a
ja wroce, to uwzgledniajac roznice w kosztach utrzymania, odejmujac moje
dojazdy do pracy (tutaj bardzo drogie) – moze uzbiera sie ze 30 tysiecy na
czysto. Summa summarum 20 czy 30 to chyba nawet w Polsce to teraz tzw.’zadne
pieniadze’. Z drugiej strony – mamy 200 tysiecy kredytu hipotecznego do
splaty, mieszkanie praktycznie nie wykonczone i nie urzadzone, i kazda kasa
sie liczy. Z trzeciej strony – wiem, jak bardzo mam dosc i mam po prostu
ochote uciec. Z czwartej strony – a co jak bedzie, jak wyjade i nie udzwigne
ciezaru rozlaki, zwlaszcza tego, ze rozdzielilam dziecko z ojcem? I tak jestem
juz poorana psychicznie, boje sie kazdej decyzji.
Wiem, ze jesli zostane, to bedzie to poswiecenie sie, glownie dla dobra
dziecka. Nie wiem, jak zniose to psychicznie.
Jesli wyjade, bedzie to swiadome narazenie dziecka na stres, moze nawet
traume, siebie zreszta tez.
Co byscie zrobily na moim miejscu?