Przechodzony związek - skąd takie pojęcie?

28.06.09, 16:33
Witam wszystkich. Od pewnego czasu zastanawiam się na
określeniem „przechodzony związek”. Takie słowa usłyszałem od już
niestety byłej kobiety na zakończenie związku i nie bardzo rozumiem
o co chodzi. Wiem, że problemem dla Niej było to, że za długo
zwlekałem z oświadczynami (miałem ku temu powody, które były
związane z brakiem pracy). Ale czy w związku z tym należy się
rozstać? Zawsze podkreślałem że traktuję nasz związek bardzo
poważnie i że chce z Nią być. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że nie
jestem przeciwnikiem ślubów, a wręcz przeciwnie. Nie rozumiem jednej
rzeczy, a mianowicie co zmienia fakt oświadczenia się? Czy nagle w
kobiecie budzi się "I love you"? A jak facet nie oświadczy się w
odpowiednim czasie (a traktuje związek bardzo poważnie), to nagle
związek staje się przechodzony? A może to takie hasełko, które jest
tylko mijaniem się z powiedzeniem prawdy? Może mój tok myślenia jest
niepoprawny, ale moim skromnym zdaniem jeśli kocham, to nie patrzę
na to czy jesteśmy narzeczeństwem czy jesteśmy po ślubie. Cały czas
tak samo mocno kocham i żaden tzw. papierek tego nie zmienia. W tym
miejscu jeszcze raz podkreślam że nie jestem przeciwnikiem
oświadczyn i ślubu.
    • wanilinowa Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:39
      przechodzony związek to taki który utknął na etapie "chodzenia" i raczej nie ma
      szans na ruszenie z miejsca. to taki impas: mówi się że się kocha i że do
      grobowej deski blabla, ale jednak brakuje tej iskry która popchnie do
      prawdziwych deklaracji i zobowiązań.
      • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:44
        Może moje myślenie było złe, ponieważ chciałem dostać pracę i
        oświadczyć się jako "pełnowartościowy", odpowiedzialny facet.
        • wanilinowa Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:49
          sam brak oświadczyn to moim zdaniem tylko pretekst do zerwania znajomości. no
          chyba że kobieta która chce mieć rodzinę i dzieci przed 30-tką buja się
          dziesiąty rok w związku bez deklaracji - tylko wtedy potrafię zrozumieć że
          biologia może wziąć górę nad miłością.
        • jack20 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:53
          Przeczytaj uwaznie to co wyzej.
          Sa etapy znajomosci, wzajemnego odkrywania i oczekiwania. Wg. twojej
          dziewczyny przespales jeden etap i ona zaczela nie isc do przodu
          tylko sie cofac i w efekcie stales sie jej obojetny. Brakiem pracy
          nie mozesz sie usprawiedliwiac.
          • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:55
            Może masz rację... szkoda że nie mogę tego naprawić:(
            • wanilinowa Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:56
              jesteś pewien?
              walnij jej teraz ładne i szczere oświadczyny, nie masz nic do stracenia
              • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:36
                To nie ten typ kobiety... niestety nie zadziała :(
                • jamesonwhiskey Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 29.06.09, 18:21
                  rafik82 napisał:

                  > To nie ten typ kobiety... niestety nie zadziała :(

                  stary daj na msze ze tak zajebiscie sie to wszytko skonczylo
                  zapewne to jedna z tych co jej sie " instynkt maciezynski rozbuchal"
                  a ty byles potzrebny zeby na to wszystko zapracowac czyli bankomacik
                  • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 29.06.09, 23:51
                    Obrażasz kogoś, kogo nawet nie znasz.
                    • ponury_drwiacy_szyderca [...] 30.06.09, 11:19
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • amus00 Jest źle ale i tak już nie masz nic do stracenia 30.06.09, 11:23
                      Walnij oświadczyny nie zapomnij wspomniec o dzieciach i jakie masz plany na
                      przyszłość (i oby nie ograniczały sie do tego że się rozwijasz zawodowo lub
                      szukasz lepszej pracy).
                      Choc szanse masz nieduże gdyż kobiety bardzo dokładnie taką decyję sobie
                      przemyślą i zazwyczaj jest nieodwracalna.
                      A związek przechodzony - to jest moim zdaniem taki w którym pierwsze oczarowanie
                      dawno minęło a zamiast zżycia się z sobą, monotonia i nuda zaczęły dominować w
                      waszych relacjach, jeszcze przed pełnym założeniem rodziny (dzieci wspólne
                      mieszkanie itp.)...
                      Chodzenie z sobą, wspólne mieszkanie, zakładanie rodziny - to wszystko stwarza
                      wiele nowych kłopotów i trudnych sytuacji, których rozwiązywanie może dać wiele
                      wspólnej satysfakcji i zacieśniać relacje. Natomiast samo chodzenie, czy nawet
                      pomieszkiwanie wspólne takie np np 6 lat czy wiecej bardziej rokuje w kierunku
                      "rozwódu" niż "małżeństwa".
                      • filona.may o, to, to, trafne wyjaśnienie! 30.06.09, 22:42
                        O, to, to, trafne wyjaśnienie!

                        amus00 napisał:

                        > Walnij oświadczyny nie zapomnij wspomniec o dzieciach i jakie masz plany na
                        > przyszłość (i oby nie ograniczały sie do tego że się rozwijasz zawodowo lub
                        > szukasz lepszej pracy).
                        > Choc szanse masz nieduże gdyż kobiety bardzo dokładnie taką decyję sobie
                        > przemyślą i zazwyczaj jest nieodwracalna.
                        > A związek przechodzony - to jest moim zdaniem taki w którym pierwsze oczarowani
                        > e
                        > dawno minęło a zamiast zżycia się z sobą, monotonia i nuda zaczęły dominować w
                        > waszych relacjach, jeszcze przed pełnym założeniem rodziny (dzieci wspólne
                        > mieszkanie itp.)...
                        > Chodzenie z sobą, wspólne mieszkanie, zakładanie rodziny - to wszystko stwarza
                        > wiele nowych kłopotów i trudnych sytuacji, których rozwiązywanie może dać wiele
                        > wspólnej satysfakcji i zacieśniać relacje. Natomiast samo chodzenie, czy nawet
                        > pomieszkiwanie wspólne takie np np 6 lat czy wiecej bardziej rokuje w kierunku
                        > "rozwódu" niż "małżeństwa".
                    • c2h5ohhh Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 16:42
                      stary,ale chyba to akurat jest prawda! pomyśl: kobieta kochająca zostawia gościa
                      tylko dlatego,że nie było oświadczyn? no rusz głową. gdyby jej zależało,to
                      urabiałaby ciebie w kierunku ślubu,aż do skutku. a tak poszła szukać jelenia.
                      ciesz się,że nie ty zostałeś tym jeleniem! pozdrawiam c2h5oh
                      • aqq315 Howgh 30.06.09, 21:46
                        to prawda i sama prawda.

                        Ciesz się, że tak to się skończyło. Inny jeleń będzie 'rozwijał związek'
                        (czytaj: robił za bankomat).
                        • filona.may Re: Howgh 30.06.09, 22:48
                          Oj, to nie o to chodzi.

                          Byłam kiedyś w takim przechodzonym związku. Oboje zaczęliśmy już pracować, każde
                          z nas nieźle zarabiało. Więc ja ani nie potrzebowałam szukać faceta-bankomatu
                          (bo sama miałam stabilną, nieźle płatną pracę), ani nie musiałam zmienić faceta
                          na lepiej zarabiającego, bo tamten zarabiał dobrze.


                          W przechodzonym związku nie chodzi o kasę. W przechodzonym związku jest
                          dokładnie tak, jest dokładnie tak, jak pisze amus00:

                          A związek przechodzony - to jest moim zdaniem taki w którym pierwsze oczarowanie
                          dawno minęło a zamiast zżycia się z sobą, monotonia i nuda zaczęły dominować w
                          waszych relacjach, jeszcze przed pełnym założeniem rodziny (dzieci wspólne
                          mieszkanie itp.)...
                          Chodzenie z sobą, wspólne mieszkanie, zakładanie rodziny - to wszystko stwarza
                          wiele nowych kłopotów i trudnych sytuacji, których rozwiązywanie może dać wiele
                          wspólnej satysfakcji i zacieśniać relacje. Natomiast samo chodzenie, czy nawet
                          pomieszkiwanie wspólne takie np np 6 lat czy wiecej bardziej rokuje w kierunku
                          "rozwódu" niż "małżeństwa".
                          • c2h5ohhh Re: Howgh 30.06.09, 23:45
                            filona.may napisała:

                            > Byłam kiedyś w takim przechodzonym związku. Oboje zaczęliśmy już pracować,
                            każde z nas nieźle zarabiało. Więc ja ani nie potrzebowałam szukać faceta-bankomatu

                            ok,zgoda. przecież nigdzie nie jest napisane,że taka sytuacja dotyczy
                            wszystkich. to by było zbyt proste. są to jednak wyjątki potwierdzające regułę,
                            jak mówi stare przysłowie zuluskie ;)
                    • milet1 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 22:50
                      Facet, ale on ma rację daj na msze. Nie ma związków przechodzonych, a wiele kobiet traktuje relację z facetem jako układ biznesowy. Nic lepszego nie mogło cię spotkać. Trzymaj się z dala od kobiet, które chcą się żenić same z siebie. A znajdziesz taką o która powalczysz i będziesz scześliwy
                      • amus00 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 01.07.09, 10:35
                        Czytaj uważnie! Ona chodziła z nim gdy był bez pracy - sądzisz że przez 3,5 roku
                        traktowała to jako jako trafiony układ biznesowy? Chodziła z gościem który ani
                        nie może znaleźć pracy ani jej się nie stara oświadczyć, czy zacieśnić związek -
                        czyli z facetem bez pomysłu na życie, natomiast te jego słowa: "przecież ona
                        wiedziała ze bardzo mu na niej zależy" raczej nie świadczą o klarowności relacji
                        między nimi.
                        I jeszcze jedno - status majątkowy faceta w większości zwiększa jego
                        atrakcyjność u kobiet, ale czy to był główny aspekt rozpadu tego związku to
                        trochę wątpię.
                  • winifred Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 13:05
                    drogi James, ja jednak zalecam mniej whiskey... :)
                    nie podniecaj się tak, że oto wyczułeś wredną krowę co to chciała zaprządz twojego "brata" do kieratu.i że niby ona chciała ślubu-będzie mogła teraz leżeć martwym bykiem, a On będzie biedulek urabiał sobie ręce do łokci..... bla bla bla
                    czytaj uważnie, toż on goły jak święty turecki, dopiero się chciał dorobić chłopak. a ona go chciała bez kasy, byle ten związek ewoluował.
                    • jamesonwhiskey Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 14:37
                      >czytaj uważnie, toż on goły jak święty turecki, dopiero się chciał >dorobić
                      chłopak. a ona go chciała bez kasy, byle ten związek >ewoluował.

                      no wiec wlasnie, smiem twierdzic ze srednio jej zalezalo na nim jako osobie
                      zalezalo jej na "byle ten związek ewoluował"
                      czyli bycie mezatka plus dzieci a z kim gdzie i czy sa na to warunki to juz malo
                      istotne
      • baba67 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 29.06.09, 09:51
        Zeby ludzie byli w stanie sie dostosowac do drugiej osoby zyjac razem i zeby
        bylo im z tym wygodnie i zeby czuli ze sie rozwijaja jako osoby-to trzeba miec
        albo tego kopa endorfin na poczatku albo to uczucie musi rozwijac sie ewoluowac
        po troszku(ta sytuacja jest rzadsza).W niektorych zwiazkach endorfiny sie
        skonczyly i nic z tego nie wyniklo a glebokie uczuie tez sie nie rozwija-taki
        jalowy bieg-ludzie sa ze soba bo im wygodnie, bo wlasciwie fajnie kogos miec bo
        wszystcy kogos maja, odejsc sie nie chce bo wlasciwie to niczego wielkiego nie
        ma do zarzucenia tej drugiej osobie. I tak to moze trawac bardzo dlugo. Moj
        kolega nazwal zjawisko "wpedzaniem dziewczyny w lata"
      • itaka5 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 19:06
        No jednak wg mnie oświadczyny to kolejny krok, kolejny krok do rozwoju związku. Związek nie powinien stać w miejscu, to taka drabina, po której nalezy się wspinać jeśli ma się udać. Kolejnym krokiem jest małżeństwo. Następnym narodziny pierwszego dziecka itd itp. Przykro mi, ale ja to tak pojmuję. Nie można zbyt długo stać w miejscu...Może za mało rozmawialiście.
        • al_bundy123 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 01.07.09, 08:51
          No właśnie i co po narodzinach pierwszego dziecka zbudowania domu bla bla bla ??
        • baba67 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 03.07.09, 14:31
          Zwiazek moze sie rozwijac nawet bez malzentwa, jesli ludzie maja do siebie
          pelne zaufanie. Bywa coraz czeciej ze ludzie sie tak naprawde pobieraja, bo moga
          zrobic fajna impreze,a po slubie nadal wszystko stoi na poziomie-ja place za
          siebie, ty za siebie za dziecko po polowie. Jeli ktos straci prace staje sie
          darmozjadem. Nie ma wspolnoty. Sa zwiazki nieformalne gdzie ludzie naprawde sa
          razem wspieraja sie czuja sie odpowiedzialni za siebie i zwiazek.
    • winomusujace Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:50
      Witam :)
      Dla mnie przechodzony związek to taki w którym długo się jest a w
      nic to nie ewoluuje, w sensie jak ma się już ileś tam lat, to ile
      można chodzić do kina, na randki czy wyjeżdzać razem na wakacje.
      Mnie to już nudziło. Jeśli związek w naturalny sposób się nie
      rozwija, to po prostu po latach wiadomo coś się kończy, zmienia się
      temperatura uczuć.

      Nie łączyłam u siebie tego nigdy z zaręczynami czy nie, ale np po
      jakimś czasie naturalne było mieszkanie z facetem, wspólne życie, a
      nie tylko randki.

      Nie napisałeś czy mieszkaliście ze sobą czy nie.

      To że taki jest Twój pogląd na sprawę, odnośnie zaręczyn, ślubu etc
      nie ma zbyt dużego znaczenia, bo dla Twojej byłej już partnerki było
      inaczej a nie potrafiliście wypracować kompromisu.

      Wiele kobiet boi się tego, że wbrew zapewnieniom "to dla mnie
      ważne", mężczyzna będzie odwlekał stabilizację, aż w końcu
      dziewczyna która wiadomo ograniczona jest chociażby bilogią zostanie
      na lodzie, bez chłopa, bez dziecka etc.

      Wydaje mi się że to że nie potrafiliście się dogadać w tak prostej
      sprawie, świadczy o tym że ten związek i tak nie rokował zbyt
      dobrze, problemy z komunikacją w tak zasadniczych sprawach - to nie
      wróży dobrze.
      • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:54
        Niestety nie mieliśmy możliwości zamieszkania razem. W sumie byliśmy
        ze sobą 3,5 roku. Co do komunikacji to może problem był po mojej
        stronie, bo pewnie sama deklaracja (szczera) że chce z Nią być,
        założyć rodzinę i mieć dzieci, to za mało??
        Coś czuję że to był tylko taki pretekst do zerwania, że nie
        potrafiła szczerze powiedzieć co jest przyczyna zerwania??
        • wanilinowa Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 16:57
          rafik82 napisał:

          > Niestety nie mieliśmy możliwości zamieszkania razem. W sumie byliśmy
          > ze sobą 3,5 roku. Co do komunikacji to może problem był po mojej
          > stronie, bo pewnie sama deklaracja (szczera) że chce z Nią być,
          > założyć rodzinę i mieć dzieci, to za mało??

          niby fajnie, ale poczytaj wątek o kobiecie która znalazła pamiętnik męża w
          którym opisywał to że ją zdradzał przed ślubem, zwłaszcza odpowiedzi że to było
          przed ślubem i się nie liczy, bo takie "spotykanie się" do niczego właściwie nie
          zobowiązuje.
          • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:38
            Ja jej nigdy nie zdradziłem i nawet nie przyszło mi to do głowy. To
            samo mogę powiedzieć o Niej.
        • sundry Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 17:06
          Ee,żeby po 3,5 roku nie móc ze sobą szczerze porozmawiać? coś mi tu
          nie gra,mieliście wcześniej problemy z komunikacją?
          • bakejfii Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 17:12
            NIE nie mielismy,ale mozemy miec.
        • jack20 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 17:15
          Musisz zrozumiec, ze sa kobiety dla ktorych 3,5 roku "lazenia bez
          perspektyw" budzi wlasnie takie reakcje.
          Zreszta mmiala czekac naszepne 3,5 roku, bys znowu cos wydukal, ze
          chcesz z nia miec dzieci i nic w tym kierunku nie robil.
          Czas ucieka i wszyscy sie starzejemy wiec dziewczyna mysli dosc
          logicznie.
          • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:48
            Ok, tylko jakie perspektywy stwarza facet bez pracy? Jak ktos bez
            pracy może utrzymac rodzinę? Gdzie tu odpowiedzialność??
            • amus00 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 11:31
              skąd u Ciebie taka niska samoocena, sprowadzajaca się tylko do chwilowego
              posiadania pracy?
              Odpowiedzialność być może masz i niewykluczone że to Cię zgubiło - być może sam
              ją podświadomie odepchnąłęś od Sibie jako faceta bez perspektyw?
            • jannicke Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 22:34
              nie tlumacz wszystkiego brakiem pracy. mysle, ze jest
              chwilowy.pewnie jeszcze nie raz w zyciu znajdziesz sie w takiej
              sytuacji.czego nie zycze, ale trzeba isc dalej mimo wszystko. a
              nawet razem nie mieszkaliscie.w pewnym momencie same randki to za
              malo na powazny zwiazek.
        • theorema Wpędzanie w lata 30.06.09, 23:45
          No właśnie....Baba dobrze zacytowała kolegę. Ja byłam z chłopakiem 3 lata, kiedy mnie zostawił - brak perspektyw na dalsze etapy, rozbieżne podejście do wielu spraw coraz mocniej odkrywane - miałam 29 lat. Wielu mężczyzn, równolatków, trochę starszych - pożeniło się już, wpakowało w trwałe związki. No i zostałam na lodzie. Nie wiem, ile lat miała dziewczyna, ale jeśli coś podobnie to pewnie czuła to co ja - ten facet i tak prędzej, czy później mnie zostawi, a ja mam ostatni dzwonek, żeby jeszcze ktokolwiek, już nawet nie książę z bajki zwrócił na mnie uwagę. Ona pewnie myślała, że nie chcesz z nią związku na całe życie. Mój były też, w pierwszym roku, wspominał o ślubie i dzieciach. A potem coraz rzadziej. Aż w końcu stwierdził"trzeba się rozstać". Gdybyśmy mieli już ślub, nie byłoby to takie proste, może byśmy się zmusili do pracy nad związkiem.
          A i tak - 3,5 roku, to bardzo długo. Co najmniej drugie tyle trzeba, żeby zapomnieć, przyzwyczaić się do myśli, że mógłby być ktoś inny. Nie dziwię się dziewczynie, że dała sobie szansę na poznanie kogoś, póki nie ma zmarszczek i siwych włosów(kręcą nielicznych koneserów:). Dziwię się, że nie porozmawialiście o tym, rozsądna panna słysząc, że odwlekasz oświadczyny z powodu pracy, cmoknęła by chłopaka w czółko z komentarzem "kochany głuptasku, ja będę klepać biedę nawet, byle z Tobą" - albo pomogła znaleźć pracę, jeśli to dla niej ważne...W pokoleniu moich rodziców mnóstwo ludzi brało śluby mieszkając u rodziców, mając dorywcze prace - i nikt tego nie stawiał jako przeszkody w posiadaniu rodziny. ja jestem owocem takiego "bezmyślnego" podejścia do życia i choć bywa ciężko - mam wykształcenie, nie żebrzę o zasiłek i nie skończyłam na dworcu. Więc można...
    • stinefraexeter Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 21:55
      Rafik, ludzie ci już wszystko ładnie wyjaśnili. Ja dodam od siebie tylko kilka uwag.

      Po pierwsze, to że ty sobie coś tam myślisz o ślubach i oświadczynach nie
      oznacza jeszcze, że dziewczyna o tym wiedziała. Jeśli jej nie powiedziałeś o
      swoich obawach i planach, to co ona niby miała sobie o tobie myśleć?

      Po drugie, wyłazi z ciebie pewien rodzaj myślenia właściwy niektórym facetom,
      którym wciąż wydaje się, że nie są na coś gotowi. Tak jakby oświadczać się można
      było tylko zarabiając trzykrotną średnią krajową... Jeszcze gdybyśmy mówili o
      ślubie lub o dziecku... Skoro uważasz, ze do oświadczyn potrzebna ci stała
      praca, to obawiam się, że do podjęcia decyzji o ślubie potrzeba by ci było
      dekady, a na dzieci byś się zdecydował na krótko przed emeryturą.

      Po trzecie, nawet jeśli z przyczyn obiektywnych nie możecie razem zamieszkać,
      itp, to jednak coś takiego po tylu latach należałoby chociażby planować.
      Rozmawiać o tym i podejmować kroki w celu realizacji zamierzeń. Mówię o
      działaniach podejmowanych na serio, a nie bajaniach dwójki dzieci oglądających
      tv w pokoju jednego z nich.

      Podsumowując, nie dziwię się dziewczynie, że po tych latach czuje, iż wciąż
      stoicie w miejscu, zwłaszcza jeśli 82 to twój rocznik urodzenia. Czy mieliście w
      ogóle obrany jakiś kierunek? Czy też ty należysz do tego gatunku, co nic nikomu
      nie mówi, a decyzje podejmuje z ostrożnością sapera, nie zawracając sobie głowy
      tym, by partnerce cokolwiek wyjaśniać?
      • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:41
        Po prostu chciałem miec normalną stała pracę, która da gwarancję że
        będę mógł utrzymac rodzinę. Na tym chyba polega odpowiedzialność i
        dojrzałość??
        • stinefraexeter Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:47
          Nic nie rozumiesz.

          Odpowiedzialność i dojrzałość to jedna sprawa.
          Rozmawianie z partnerką o tym to co innego.
          Próbowałeś w ogóle spróbować postawić się w jej sytuacji?

          Upieram się przy swoim: te oświadczyny to dla mnie bardziej metafora pewnych
          wspólnych celów. Wychodzi na to, że ty nawet nie byłeś w stanie się
          ZADEKLAROWAĆ. Po prawie czterech latach. Do tego by ustalić wspólne cele i
          wspólną przyszłość nie potrzeba stałej pracy. Wystarczą chęci, ale ty
          najwyraźniej tego nie rozumiesz.
          • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:54
            Może sposób w jaki mówiłem o wspólnej przyszłości był zły?? Dobrze
            wiedziała ze traktuje związek poważnie i że chce z Nią być.
            • wanilinowa Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:55
              jesteś przekonany że powinieneś o tym mówić nam, a nie jej?
              • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:57
                Teraz to już chyba nic do Niej nie przemówi. Kobieta jak sobie cos
                postanowi to koniec.
                • winomusujace Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:59
                  Wiesz, w takich sytuacjach kobieta często oczekuje że facet o
                  nią "powalczy", jak się kocha to się walczy a nie odpuszcza, a
                  spróbowanie wiele nie kosztuje, zwłaszcza że chyba dalej ją kochasz.
                  • c2h5ohhh Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 16:47
                    winomusujace napisała:

                    > Wiesz, w takich sytuacjach kobieta często oczekuje że facet o
                    > nią "powalczy"

                    brawo, pięknie, bis! a teraz bez sarkazmu: powalczyć można,ale to co napisałaś
                    pachnie zwykłymi gierkami. pobawimy się, zobaczymy co wyniknie,a jak nie to
                    kopniak w tyłek. równie zabawne są określenia (nie wiedzieć czemu kobiety się
                    nim szczycą,zamiast wstydzić!) la donna e mobile. jesteś mobile? to szczęśliwej
                    drogi, tocz się dalej! pewnie za chwilę usłyszę chór jakie to kobiety są stałe w
                    uczuciach, troskliwe, wierne. same sobie przeczycie, kochane panie. nie dziwcie
                    się więc, że faceci właśnie tak traktują owe mobilne panie.
                  • hella_79 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 20:46
                    a moze jej po prostu przeszło? moze sie odkochała a nie potrafiła tego powiedzieć wprost, tylko wymysliła sobie jakiś "przechodzony związek"? możliwe, ze się już wcześniej zaczęło sypać ale autor tego nie zauważał (jak to facet:P)

                    winomusujace napisała:

                    > Wiesz, w takich sytuacjach kobieta często oczekuje że facet o
                    > nią "powalczy", jak się kocha to się walczy a nie odpuszcza, a
                    > spróbowanie wiele nie kosztuje, zwłaszcza że chyba dalej ją kochasz.
                    >

                    mój ex nadal mnie kochał, ale żadne jego walczenie by nie pomogło - po prostu coś sie skończyło, nie było w tym jego winy, po prostu dotarło do mnie, że to nie to. i żadne gry i walka w takiej sytuacji nie pomogą.
            • winomusujace Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:57
              No widać nie wiedziała. Albo już ją to nie interesowało :/

              Wiesz, niektórzy faceci tak mają najperw praca, potem żeby zrobić
              jakiś krok musi mieć mieszkanie, potem 5 lat poodkładać na wesele,
              potem jeszcze auto, lata lecą a związek stoi w miejscu. I zazwyczaj
              jak dziewczyna ma świadomość swojej atrakcyjności / nie boi się tego
              że będzie sama/ to nie ma cierpliwośći.
              • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 23:00
                Tu nie chodzi o mieszkania, samochody itp. Zresztą i tak czego nie
                napiszę to będzie źle...
                • winomusujace Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 23:04
                  Nie twierdzę że o to chodzi, ale ewidentnie się nie dogadaliście i
                  ona mogła tak to sobie wyobrażać, że zawsze będzie jakiś powód żeby
                  odwlekać decyzję o wspólnym życiu.

                  Moja rada : jeśli ją kochasz i chcesz z nią być, oświadcz się jej.

                  Jeśli przyjmie jest ok.
                  Jeśli nie też dobrze bo będziesz miał jasność że był to powód
                  zastępczy, a nie będziesz się nad tym zastanawiał.
                  • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 23:12
                    Wolałbym żeby przyjęła te oświadczyny :) Byłby to najszczęśliwszy
                    dzień w moim życiu :)
                    • winomusujace Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 23:17
                      No więc do dzieła. Moja przyjaciółka, chodziła z chłopakiem 5 lat,
                      nie chciał z nią zamieszkać bo "nie było warunków", nic nie mówił o
                      ślubie, gdy pytała mówił " w przyszłym roku jak
                      awansuję" , "pomyślimy". Miała już 27 lat a jest type bardzo
                      rodzinnym, uwielbia dzieci, marzyła o założeniu rodziny, z bólem
                      serca podjęła decyzję o rozstaniu bo bała się że on się nigdy nie
                      zdecyduje. Rozstali się. I on i ona byli w bardzo złym stanie,
                      bardzo to przeżywali i po miesiącu on podjął decyzję że chce.
                      Oświadczył się, ona przyjęła oświadczyny, wzięli ślub. Nagle okazało
                      się że mogą zamieszkać w połowie domu kogoś tam z rodziny, mają
                      dwójkę dzieci i są szczęśliwi. On uświadomił sobie co może stracić,
                      ona zobaczyła że on też chce powalczyć o ich szczęście a nie tylko
                      jest z nią bo tak się przyzwyczaił.

                      Ważna jest tylko Twoja autentyczna gotowość, żeby była szczera a nie
                      żebyś dał się wkrećić w jakąś akcję na którą nie masz ochoty siłą
              • stinefraexeter Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 23:08
                O to chodzi, winomusujące.
                Pamiętam, że mój facet też kiedyś wyznał coś podobnego: bał się, że "nie zapewni
                mi odpowiedniego życia" - chodziło o finanse. I potem stwierdził, że przy takim
                nastawieniu nigdy nie jest się do końca gotowym. No chyba że jest się
                zabezpieczonym finansowo do końca życia.

                A my tu nie mówimy o dzieciach i weselach, tylko o deklaracji...
                • silic Tylko o deklaracji ??!! 29.06.09, 18:50
                  > A my tu nie mówimy o dzieciach i weselach, tylko o deklaracji...

                  I ty piszesz wczesniej o "dzieciach w pokoju" a teraz że to TYLKO deklaracja ??
                  Śmieszna te twoje wywody. Osoba dorosła i odpowiedzialna nie deklaruje TYLKO.
                  Każda poważna deklaracja pociąga za sobą konsekwencje i należy być tych
                  konsekwencji swiadomym, nie rzucać słów na wiatr. Tak się składa, że oswiadczyny
                  (w typowym rozumieniu) to obietnica wzięcia slubu więc o slubie się tu mówi. To
                  bardzo poważna deklaracja - chyba że jest się dzieciakiem, wtedy to TYLKO
                  deklaracja.
                  • stinefraexeter Re: Tylko o deklaracji ??!! 30.06.09, 11:22
                    Ej, wyluzuj trochę.
                    To było w kontekście stwierdzenia autora, że on nawet do oświadczyn potrzebuje
                    stałej pracy. Nie wspomina o tym, że dziewczyna chce teraz już szykować
                    weselicho na 200 osób i płodzić dzieci.
                    Jesteśmy po tej samej stronie.
            • stinefraexeter Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 22:58
              Myślę, że to jest bardzo prawdopodobne. To co dla ciebie było oczywiste, dla
              niej niekoniecznie. Najwyraźniej rypła się u was komunikacja. Ale jeśli w takim
              razie priorytety macie te same, to może jeszcze nic straconego? Czego ona od
              ciebie oczekiwała, czego jej nie dałeś - powiedziała ci?
              • bakejfii Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 23:01
                GOSCIOWA MA PEWNIE INNEGO GOSTKA.,BO POPEDZILA MU KOTA.
              • rafik82 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 23:05
                Chodziło o oświadczyny. Dla Niej jak i pewnie dla większości kobiet
                to ważne i bardzo istotne wydarzenie. To było to czego oczekiwała.
                • stinefraexeter Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 28.06.09, 23:12
                  rafik82 napisał:

                  > Chodziło o oświadczyny. Dla Niej jak i pewnie dla większości kobiet
                  > to ważne i bardzo istotne wydarzenie. To było to czego oczekiwała.

                  No ale wychodzi na to, że ty się chcesz jej oświadczyć, tylko trochę zbyt długo
                  z tym zwlekałeś. Więc może jeszcze nic straconego. Uderzaj do niej, powiedz o
                  swoich motywacjach, przecież priorytety macie te same!


                • pierwszalitera Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 12:51
                  rafik82 napisał:

                  > Chodziło o oświadczyny. Dla Niej jak i pewnie dla większości kobiet
                  > to ważne i bardzo istotne wydarzenie. To było to czego oczekiwała.

                  Być może właśnie w tym jest problem, że za dużo myślisz, o tym co ważne jest dla większości kobiet, albo facetów, a zapomniałeś o potrzebach tej konkretnej kobiety. Masz w głowie jakieś modele i próbujesz ułożyć sobie życie odfajkowując poszczególne zadania. Przestań klepać banały, o tym co jest istotnym wydarzeniem dla kobiet, bo u każdej jest inaczej i być może dziewczyna zorientowała się, że nie ona się liczy, tylko twoje wyobrażenie o udanym życiu. Nikt nie chce być tylko kolejnym kamieniem w sztywnym planie, bo trudno wtedy o poczucie wyjątkowości. Można nawet poczuć się kimś wymienialnym, dowolnym. Dlatego pewnie nie przyjmie teraz twoich oświadczyn, bo to tylko taka desperacka reakcja z twojej strony przymuszona jej decyzją. To ma jej teraz sprawić jakąś przyjemność? Miałeś 3,5 roku czasu by ją poznać, z nią rozmawiać i pytać, co dla niej jest ważne. Widocznie byłeś jednak zbyt zajęty swoimi sprawami, swoją perspektywą, że uszło ci, to co istotne. A być może, to nawet pretekst z tymi oświadczynami i tylko ostatnia kropla, bo dziewczyna liczyła na kogoś z większą porcją życiowej energii i mniej zachowawczego. Miłość nie załatwi niestety wszystkiego, a ludzie z różnymi szybkościami życia nie znajdą zbyt wiele płaszczyzn do porozumienia.
                  • al_bundy123 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 01.07.09, 10:23
                    mam takie pytanie czy tak wygląda twój związek jeżeli w jakimś jesteś czy tylko tako sobie wymarzyłaś ??
    • just-for-fun Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 29.06.09, 08:30
      Jesli faktycznie ją kochasz zawalcz o Nią. Piszesz, że to nie ten
      typ kobiety co zmienia zdanie, ale może akurat zmieni. Nie masz nic
      do stracenia a mozesz zyskac wiele, a raczej odzyskać;).
      Powodzenia!
    • yoko0202 rafik 29.06.09, 12:38
      z pewnością to, co napisałeś to tylko milionowa część Waszej historii, ale ja ci
      powiem, co ja widzę jako osoba stojąca z boku na podstawie kilku Twoich zdań.
      jesteście razem prawie cztery lata, nie mieszkacie razem... (sorry, ale ja bym w
      takim związku nie dała rady, spotykanie się raz na jakiś czas i ewentualnie
      czasami wspólna nocka czy wyjazd jest fajne albo na początku znajomości, albo
      jak się ma 16 lat); nie wiem czy pisałeś dlaczego, bo nie czytałam wszystkich
      wpisów, ale tak naprawdę chcieć to móc, ludzie potrafią zostawić wszystko,
      przeprowadzić się kilkaset albo tysiące km żeby tylko być z ukochaną osobą i
      codziennie budzić się koło niej. Trochę wasza sytuacja brzmi jak wymówka i
      uciekanie od wspólnego prawdziwego życia.
      Nie ma czegoś takiego jak stała, stabilna praca. Dzisiaj możesz dostać fajną
      pracę, oświadczyć się, a za 3 miesiące grzecznie ci podziękują. Czyli co,
      zrywasz oświadczyny w takiej sytuacji??? Albo, tracisz pracę miesiąc po ślubie -
      rozwodzisz się??? Kolejna wymówka. Ludzie są razem, żeby się wspierać. Czasy są
      takie jakie są. W każdej chwili ktoś może zostać bez pracy.
      Rozumiem, że masz/miałeś dobre intencje; to co napisałam, to pierwsze wrażenie
      osoby, która usłyszała tą historię - nabiera się wrażenia, że jednak nie jesteś
      zdecydowany, że gdybyś NAPRAWDĘ chciał z nią iść przez życie, i nie bał się
      tego, i ewentualnych późniejszych problemów (które każdy kiedyś ma),
      odpowiedzialności za drugiego człowieka itp. - to już dawno mieszkalibyście
      razem, pewnie jako mąż i żona. Wygląda na to, że jednak troszkę się boisz.
      Brak pracy, chwilowo mieszkania, samochodu, kasy, nie jest tak naprawdę
      przeszkodą ponieważ posiadanie powyższego absolutnie i w żaden sposób nie
      gwarantuje udanego związku / małżeństwa.
      • stinefraexeter Re: rafik 29.06.09, 14:18
        Nic dodać nic ująć.
      • rafik82 Re: rafik 29.06.09, 16:30
        Nie mieszkaliśmy razem, bo nie mieliśmy takiej możliwości, nie było
        ku temu warunków. Widzieliśmy się praktycznie 5 dni w tygodniu, więc
        nie nazwałbym tego spotykaniem się raz na jakiś czas.
        Co do pracy, to chciałem mieć stała prace, a nie jakieś dorywcze
        zajęcia, które dzisiaj są a jutro nie ma. Jednak normalna praca z
        normalną umową daje poczucie pewnego rodzaju bezpieczeństwa. Nigdy
        bym nie zerwał zaręczyn, czy też rozwiódł się tylko dlatego że
        straciłem pracę, więc bez przesady.
        • jack20 Re: rafik 29.06.09, 16:37
          Dyskusja prowadzi zwolna donikad. Pytanie zasadnicze:
          czy twoja dziewczyna kiedykolwiek uzalezniala wasz zwiazek i
          teoretyczne przyszle malzenstwo od uzyskania przez ciebie pracy?
          A swoja droga to tej pracy tak chyba specjalnie nie szukales.
          • rafik82 Re: rafik 29.06.09, 17:11
            Odnośnie rynku pracy nie zamierzam się wypowiadać, bo to nie jest
            tematem dyskusji. Powiem tyle, że intensywnie szukałem pracy, ale
            każdy wymagał mega doświadczenia od osoby, która dopiero skończyła
            studia. Nikogo nie interesowało, że jestem gotowy podnosić swoje
            umiejętności i zdobywac wiedzę.
            • plonso Re: rafik 30.06.09, 14:28
              im wiecej Twoich postow czytam tym glebiej wierze ze dziewczyna
              postapila slusznie... zadnych komentarzy wiecej. Taka jest moja
              bardzo subiektywna opinia.

              Co to jest zwiazek przechodzony? - wydaje sie ze to zwiazek, ktory
              sie skonczyl bo innej drogi tak naprawde nie bylo.
              • al_bundy123 Re: rafik 01.07.09, 21:02
                tzn. co bo napisał że nie chce rozmawiaćo sytuacji na rynku pracy ?? ostro uwielbiam takich ludzi nic nie wyjaśnia i tak dalej napiszą tlyko swoją opinie że coś tam i jest git prawda ?? skąd wiesz jaki jest on na prawde rozmowa toczy sie tylko wokół pracy i związku i ty mówisz że on jest do dupy tak po prostu podziwiam cię :]
        • princess_yoyo Re: rafik 29.06.09, 16:41
          wiekszosc ludzi uwaza wspolne mieszkanie za kolejny etap zwiazku, ja tez. prawie
          4 lata randkowania dla mnie oznacza ze nie jest to powazny zwiazek i tyle,
          zwlaszcza ze trudno powaznie myslec i rozmawiac o przyszlosci z kims kogo sie
          tylko widuje, nawet 5 razy w tygodniu.

          co to znaczy ze nie mieliscie mozliwosci mieszkac razem? dosc dziwne
          tlumaczenie, macie innych partnerow, czy co?
          • rafik82 Re: rafik 29.06.09, 17:14
            Do Niej nie mogłem się prowadzić, bo nie było warunków ku temu,
            zresztą w drugą stronę to samo. Przez pewien okres nie miałem pracy,
            więc wynajęcie mieszkania nie wchodziło w grę, bo nikt za piękne
            oczy nie wynajmie.
            • princess_yoyo Re: rafik 29.06.09, 17:31
              nadal nie rozumiem, z czego sie utrzymuje twoja dziewczyna i gdzie mieszka? ma
              prace? gdzie ty mieszkasz?

              cos mi tu nie gra. az tak trudno z praca teraz? poczekaj az sie recesja rozpedzi
              bedzie jeszcze gorzej:)
              • rafik82 Re: rafik 29.06.09, 17:35
                Teraz oboje mamy pracę, ale nie jesteśmy już razem (niestety).
                Najgorsze w tym wszystkim jest również to, że kiedy już dostałem
                normalną pracę i ucieszyłem się jak dziecko i wierzyłem że teraz już
                wszystko będzie dobrze, a tu Ona się ze mną rozstała.
                • princess_yoyo Re: rafik 29.06.09, 17:44
                  wyciagnij wiec wnioski na przyszlosc:) zawsze mozesz sprobowac wrocic do bylej
                  dziewczyny, ale nad komunikacja w zwiazku to trzeba popracowac tak czy tak.
                  • rafik82 Re: rafik 29.06.09, 17:49
                    Wnioski wyciągnięte i gdybym mógł cofnąc czas, to inaczej bym
                    to "rozegrał". Chciałbym to naprawić, bo wiem że jest tego warta.
                    • bakejfii Re: rafik 29.06.09, 18:03
                      sssssssprawiedliwy
                      • vikamoon coś o tym wiem... 30.06.09, 10:50
                        doskonale wiem, o co chodzi, bo znalazłam się kiedyś na miejscu takiej
                        dziewczyny. Może to brzmi nieprzyjemnie, ale czasem jest się z kimś, kogo się do
                        końca nie akceptuje. A może kiedyś się akceptowało i szczerze kochało, ale z
                        wiekiem człowiek staje się coraz bardziej trzeźwy i widzi, że to nie ma sensu i
                        kiepsko rokuje na przyszłość. Wtedy okres długiego chodzenia jest takiej
                        niezdecydowanej osobie nawet na rękę. Ale gdy nagle ta druga osoba znajduje
                        pracę/planuje się oświadczyć/chce w Ciebie inwestować, włącza się czerwona
                        lampka - uciekaj.

                    • agatita82 Re: rafik 30.06.09, 14:10
                      to się jej oświadcz. Co za problem ;)
            • yoko0202 dyskusja bez sensu 29.06.09, 21:18
              ludzie swoje a ty swoje
              przez parę lat nie miałeś pracy, że nie mogliście nic wynająć?
              skoro nie zerwałbyś oświadczyn gdybyś pracę stracił, bo wcale nie oznaczałoby to
              dla ciebie niemożności ułożenia sobie życia dalej z tą kobietą, to znaczy że
              wcale nie chodzi tutaj o pracę.
              sorry, ale jakiś taki ogólnie jęczący i niekonsekwentny jesteś, jak się nie ma
              roboty i co do gara włożyć to idzie się gdziekolwiek, i to nie jest niemożliwe
              bo znam mnóstwo ludzi którzy dokładnie tak funkcjonują jak jest ciężko, więc nie
              mów mi tylko że NIGDZIE nie ma pracy, bo jest.

              • rafik82 Re: dyskusja bez sensu 29.06.09, 23:49
                Może naucz się najpierw czytać ze ZROZUMIENIEM, a dopiero później
                zabieraj się za krytykę.
                • killa_bunnies Re: dyskusja bez sensu 30.06.09, 11:18
                  jak dla mnie przeczytala z wyjatkowym zrozumieniem.
                  za to ty masz problemy z przyjeciem tego, co do ciebie mowia.

                  no i perdola z ciebie, nie facet. sorry.
                • cefek Ja znam przyczynę!! 30.06.09, 13:17


                  Rafik,

                  ona Cię zostawiła bo jesteś życiowym looserem. Pewnie nie znasz angielskiego,
                  więc Ci przetłumaczę: przegrańcem.

                  Samce beta zadowalają tylko byle kogo.
                  • al_bundy123 Re: Ja znam przyczynę!! 01.07.09, 08:56
                    tak się zastanwiam jakim samcem ty jesteś??
                  • rafik82 Re: cefek 02.07.09, 21:18
                    Wiesz to z autopsji?
                • yoko0202 no bardzo cię chłopcze przepraszam 30.06.09, 22:21
                  że ośmielam się krytykować, ale zakładając wątek na forum musisz liczyć się z
                  tym, że nie wszyscy będą cię głaskać po główce.
                  skoro absolutnie odmawiasz rzeczowej dyskusji i słuchania argumentów różniących
                  się znacząco od Twojej teorii, to po co ten wątek, skoro sam wszystko wiesz
                  najlepiej?
              • czujny_obywatel yoko0202 Szacunek 30.06.09, 11:06
                Widać, że znasz się na ludziach i wiesz o co chodzi.

                Ten rafik to jakiś forumowy troll jest albo facet niedorozwinięty emocjonalnie i to po jakimś technikum a nie po studiach. Ze sposobu argumentacji wyglada mi na jakiego pryszczatego sweterka w wieku ponizej dwudziestki. W dodatku te histeryczne, powtarzane do znudzenia frazy o braku stałej pracy.

                Przez prawie 4 lata nie może znaleźć pracy, nie mogą znaleźć mieszkania, nic kompletnie nie mogą. Może nawet (to całkiem możliwe) nigdy ze soba nie spali i dziewczyna pomyślała, że ma do czynienia z homoseksualistą. Ciekawe co robili przez te lata, herbatkę pili, chodzili na spacerki do parku czy kina. Wszystko to wygląda na sztuczne i wydumane, albo po prostu rafik nas wszystkich okłamuje.
                • yoko0202 dokładnie 30.06.09, 22:17
                  coś tu nie pasuje
                  albo facet wybitnie nieżyciowy i bezkrytyczny - wyłącznie w stosunku do siebie
                  samego
                • rafik82 Re: yoko0202 02.07.09, 21:20
                  Nie mierz innych swoją miarą.
              • gryzikiszka Re: dyskusja bez sensu 30.06.09, 11:19
                yoko0202 napisała:

                > ludzie swoje a ty swoje
                > przez parę lat nie miałeś pracy, że nie mogliście nic wynająć?
                > skoro nie zerwałbyś oświadczyn gdybyś pracę stracił, bo wcale nie oznaczałoby t
                > o
                > dla ciebie niemożności ułożenia sobie życia dalej z tą kobietą, to znaczy że
                > wcale nie chodzi tutaj o pracę.
                > sorry, ale jakiś taki ogólnie jęczący i niekonsekwentny jesteś, jak się nie ma
                > roboty i co do gara włożyć to idzie się gdziekolwiek, i to nie jest niemożliwe
                > bo znam mnóstwo ludzi którzy dokładnie tak funkcjonują jak jest ciężko, więc ni
                > e
                > mów mi tylko że NIGDZIE nie ma pracy, bo jest.
                >
                Sądząc po nicku założyciel wątku nie jest bardzo stary... Pewnie skończył studia, popracował trochę w różnych miejscach dorywczo, a potem chciał znaleźć coś bardziej ambitnego niż nalewanie kawy albo praca na stacji benzynowej. Oczywiście, że praca jakakolwiek jest, ale siedzenie w takiej latami to dopiero brak "przechodzenia do kolejnego etapu życia". Niby kasa nie jest najważniejsza, ale bez niej trochę trudno wynająć mieszkanie itp. Ciekawe, co byście powiedzieli na faceta, który mieszka z mausią, nie ma pracy i się oświadcza? Gość nie pisze, że chciał zarobić pierwszy milion i dopiero sie oświadczyć. Chciał zapewnić sobie i żonie jakieś minimum. To takie dziwne?
                • stinefraexeter Re: dyskusja bez sensu 30.06.09, 11:26
                  Sądzimy, że po prawie czterech latach dziewczyna zdążyła już poznać sytuację
                  finansową autora i perspektywy na najbliższą przyszłość, i zdecydowała się z nim
                  być. Aż do teraz.
                  Idiotyczne pytanie.
                  Skoro tyle czasu jestem z facetem, to po czterech latach oczekuję jakiegoś kroku
                  naprzód, choćby w postaci oświadczyn.
                  Praca lub jej brak mają w tym momencie znaczenie drugorzędne. Najważniejsze, że
                  chcemy być razem i wspólnie budować przyszłość.
                  • gryzikiszka Re: dyskusja bez sensu 30.06.09, 11:41
                    stinefraexeter napisała:

                    > Sądzimy, że po prawie czterech latach dziewczyna zdążyła już poznać sytuację
                    > finansową autora i perspektywy na najbliższą przyszłość, i zdecydowała się z ni
                    > m
                    > być.

                    No właśnie. Skoro ją znał, to może wiedział, że ona nie zareaguje pozytywnie na oświadczyny w takiej sytuacji (materialno-finansowej). Albo mu się wydawało (skoro ona jednak odeszła z powodu braku zaręcznyn). Może np. mówiła wciąż o pieniądzach, pracy itp., więc on sądził, że to dla niej ważne i zwlekał.
                    Tak czy siak, zgodzę się, że zawinił brak komunikacji:) Chyba że, jak podejrzewa, był to tylko pretekst.
    • alpepe Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 29.06.09, 14:20
      MÓWIŁEŚ, że traktujesz b. poważnie.
      MÓWIŁEŚ.
      Dziad jesteś.
      • kag73 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 00:59
        a dawno z Toba zerwala?
        Nie zwlekaj, wloz najlepsze ciuchy, kup konkretny bukiet kwiatow,
        nie wiem piersionek czy obraczki i poginaj do niej.
        Powiedz "Zachowalem sie jak szczeniak, to sie wiecej nie powtorzy.
        Myslalem, ze mam przed soba jeszcze 1000 lat zycia, ale zrozumialem,
        ze tak nie jest. Daj mi szanse i wyjdz za mnie" i na kolana.
        Sprobowac warto, chyba, ze ma nowego, to nic nie zrobisz.
        Ale nie czekaj znow 3 lata, bo wtedy na pewno sie nie uda.
        • h_ania jeśli możesz coś jeszcze zrobić... 30.06.09, 12:25
          a przede wszystkim jeśli chcesz - zrób to. Jeśli odmówi - dostaniesz
          kosza,a jeśli nie - to juz wiesz sam. Czasu cofnac sie nie da, ale
          pomysl o tym, zebys nie zalowal kiedys w zyciu, ze jednak nie
          sprobowales i nie zaryzykowales. Wiem co mowie, bo bylam w sytuacji
          takiej jak twoja dziewczyna. Zaryzykuj chlopie!
    • 0starbuck0 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 10:27
      Zgadzam sie Stary z Toba w 100%. Jestem w identycznej sytuacji i tez tego kompletnie nie rozumiem :( Zreszta inna kwestia, ze o takich sprawach sie rozmawia a nie czeka az sie ten drugi domysli. No ale coz... Nie chce mi sie o tym pisac wiecej. Jeb*c to.
    • allejra Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 10:53
      Rafik trochę przebija przez ciebie infantylizm.Kobieta potrzebuje zapewnień o
      uczuciu w formie materialnej i naturalne jest dla niej,że po dojściu do pewnego
      etapu oświadczyny są właściwe.Brak pracy nie jest usprawiedliwieniem,bo jeśli
      chcemy iść razem przez życie,to razem przezwyciężamy też problemy i trudności
      (jak np.brak pracy czy złe warunki mieszkaniowe),związek ma być rzeczą nadrzędną
      i trwać PONAD TO. Dziewczyna chciała czuć,że cokolwiek się zdarzy Ty będziesz
      przy niej i pierścionek miał być taką naturalną deklaracją.

      Sorry ale wydaje mi się że oczekujesz od nas pogłaskania po główce,że jestes
      odpowiedzialny bo chcesz szukać pracy itd.itp.Praca jest albo jej nie ma,lepsza
      gorsza to się zmienia.Dziewczynę miałeś jedną i jesli naprawdę chcesz z nią być
      trzeba było zrobić czego od ciebie oczekiwała.

      Jedynym rozwiązaniem jest teraz rzucić się na kolana i oświadczyć po fakcie.
      Dywagacje że nic to nie da,ona nie z takich są bezsensowne.Im dłużej będziesz
      czekał,tym dziewczyna lepiej zacznie sobie układać życie bez Ciebie.Może nawet
      kogoś pozna... Powodzenia!
    • grassant Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 10:56
      no własnie. za długo dreptałeś w poszukiwaniu pracy... współczucia ;)
    • przewrotny_nick Re: Z perspektywy kobiety 30.06.09, 11:38
      Sama o mało nie rozstałam się z partnerem z tego samego powodu. Co z tego, że
      wiedziałam, ze kocha, że chciał i nie było co do tego wątpliwości? Czekałam
      baaardzo długo na oświadczyny (delikatnie mówiąc liczyłam ten czas w latach).
      Przyszedł moment w którym postanowiłam, że to koniec. I tylko dzięki pomocy
      przyjaciółki postanowiłam dać jeszcze jedną szansę. Właściwie zostaliśmy razem
      bo miałam wewnętrzne przekonanie, że gdybym postawiła go pod ścianą - albo ślub
      albo koniec- wybrałby ślub. I tylko to trzymało mnie przy nim. Jak ktoś już
      wcześniej pisał na randki nie chodzi się przez całe życie. Ponadto z chwila
      kiedy zaczęłam "czekać" między nami zaczęło się psuć- kłótnie, sprzeczki, fochy
      itp. Podejrzewam, że u was mogło być podobnie:) Po zaręczynach wszystkie
      nieporozumienia odeszły w niepamięć - dostałam to co chciałam: DEKLARACJĘ I
      JASNO WYRAŻONĄ CHĘĆ STWORZENIA RODZINY. Ślub już teraz nie jest dla mnie ważny -
      właściwie moglibyśmy załatwić to w 15 min w urzędzie i byłabym
      usatysfakcjonowana. Najważniejsza była deklaracja wyrażona w sposób którego nie
      można interpretować na 1000 różnych sposobów. Papierek niczego oczywiście nie
      zmienia- implikuje tylko kilka kolejnych formalności które nie dla każdego są
      istotne.
      Ktoś wcześniej ci dobrze poradził- zrób co trzeba i jeśli ci zależy leć się
      oświadczyć. Dobrze by było wspomnieć kobiecie, że zachowałeś się jak ostatni
      dupek (sorki:)) i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, że nie chciałeś jej
      zranić ani nic z tych rzeczy. Zresztą, jeśli znacie się dobrze znajdziesz
      odpowiednie słowa. Aha, mój narzeczony również zwlekał bo: studia, praca, praca
      na czas nieokreślony itp. Do tej pory się kaja jak mu to i owo wypomnę :)
      Trzymam kciuki za WAS i pozdrawiam ciepło
      • bura-tino Re: Z perspektywy kobiety 30.06.09, 12:35
        Rzeczywiście wyszedłeś na dupka, chociaż może i miałeś dobre
        intencje. Z twoich wypowiedzi wynika, że mówiłeś dziewczynie, że
        chcesz z nią być, a nie, że chcesz się z nią ożenić (nawet w dość
        odległej przyszłości). To ogromna różnica. Być dla kobiety nic nie
        znaczy. Być z kimś to może ci się zechcieć z kimś po kilku dniach
        czy tygodniach znajomości, ale nie po kilku latach związku. Dla niej
        to mógł być sygnał, że jesteś z nią już tylko z przyzwyczajenia bez
        żadnego pomysłu na wspólną przyszłość. Jak się przekroczy pewien
        etap związku to jest jak w piosence: jeszcze się nie zaczęło, a już
        się skończyło. I to skończyło nie musi być rozstaniem, może oznaczać
        dalsze trwanie razem przez zasiedzenie. Bo po tylu latach jakoś
        głupio zerwać bez wyraźnego powodu.
    • 4v tematy zastępcze :/ 30.06.09, 12:10
      chłopie, powiem Ci że na tym wątku zebrało się sporo ludzi zmanierowanych,
      przeżartych konformizmem i złymi życiowymi doświadczeniami. może nie każdy
      radzi(ł) Ci źle, ale mam wrażenie że prawdziwe powody tego że wyszło co wyszło,
      leżą gdzie indziej.

      oświadczyny, praca, stanie w miejscu itp. to są tylko wymówki. prawda jest taka,
      że oboje, lub jedno z Was zauważyło spadek temperatury uczuć, lub sam fakt, że
      ona nigdy nie była wysoka.

      seks? nic nie wspominasz o tym. był udany? dostawała przynajmniej te kilkanaście
      orgazmów odpowiednio często? byliście dobrze dobrani chemicznie? lubiła Twój
      zapach? pewnie nie, bo gdyby tak było to by po prostu nie potrafiła odejść.

      kolejny problem. widzieliście się 5 razy w tygodniu. to prawie jak ci, co
      mieszkają razem! ALE! mieszkający razem, znajdują sobie azyl w mieszkaniu. tak
      naprawde, nieraz, "spotykają się" rzadziej. celowe spotykanie się 5 razy w
      tygodniu może związek załatwić na amen. rutyna, nuda, brak celów. znałem takie
      przypadki.

      podstawa w takim długim związku, to mieć świetny sex (rozumiany szerzej, nie
      jako stosunek seksualny...) i wspólne cele, ważne. niekoniecznie dzieci i
      oświadczyny. to może być cokolwiek, wspólna pasja, hobby, cokolwiek.

      no i na koniec, że przez te 3,5 roku nie poruszyliście nigdy tych ważnych
      tematów a propos wizji siebie, rodziny, mieszkania razem czy oświadczyn? heh.
      • czujny_obywatel Re: tematy zastępcze :/ 30.06.09, 12:33
        >
        4v napisał:
        > seks? nic nie wspominasz o tym. był udany? dostawała przynajmniej te kilkanaści
        > e
        > orgazmów odpowiednio często? byliście dobrze dobrani chemicznie? lubiła Twój
        > zapach? pewnie nie, bo gdyby tak było to by po prostu nie potrafiła odejść.
        >

        Dokładnie jest jak piszesz powyżej. Zamiast facet o tym napisać to bredzi jak potłuczony, że nie ma pracy. Ponadto pisze, że się spotykali 5 razy w tygodniu, ale jak się spotykali, na obiedzie, w kinie, czy może w celu uprawiania seksu. Coś mi się wydaje jednak, że się spotykali w ten sposób, że pryszczaty gość w sweterku stał pod jej praca i załośnie do niej skomlał jak z tej pracy wychodziła :)
    • zielony.raj Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 12:19
      Twoja kobieta (i wiele innych) jest z facetem pod warunkiem, ze sie z nia
      zaręczysz i kupisz jej pierścionek, koniecznie z brylantem, a potem się z nią
      ożenisz i wprowadzicie się do waszego nowego mieszkania, zakupionego przez
      zaciągnięty przez ciebie kredyt
      Inaczej, jak taka bidula czeka kilka lat, to
      uznaje, że się związek przechodził, i nie możesz liczyć na żadne I Love You,
      chociaz byś był aniołem.
    • basen_kryty Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 12:37
      Nie pocieszę Cię. Jestem w podobnej sytuacji z tym, że ja się zastanawiam nad
      sensem mojego związku i czy to nie czas na koniec.
      Jesteśmy razem niecałe 5lat. I również nie mam deklaracji oświadczyn, a na
      wszelkie próby rozmów jest zmiana tematu lub zapewnienie, że kiedyś lub nawet
      konkretnie jeszcze było, że w maju. Maj już dawno minął i zaczynam się poważnie
      zastanawiać nad rozstaniem z tym, że jak podejmę ten krok to nic nie zmieni
      mojego zdania. Po prostu zaręczyny po rozstaniu to nie to o co chodzi kobiecie,
      taka deklaracja będzie mało wartościowo i już będzie za późno. Ciężko mi
      podejmować tą decyzję, ale ona cały czas wraca, co więcej mój partner wie, że
      mam takie plany i nic nie robi i to jest jeszcze bardziej dołujące.
      • kala23.beauty Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 12:54
        basen_kryty napisała:

        > Nie pocieszę Cię. Jestem w podobnej sytuacji z tym, że ja się
        zastanawiam nad
        > sensem mojego związku i czy to nie czas na koniec.
        > Jesteśmy razem niecałe 5lat. I również nie mam deklaracji
        oświadczyn, a na
        > wszelkie próby rozmów jest zmiana tematu lub zapewnienie, że
        kiedyś lub nawet
        > konkretnie jeszcze było, że w maju. Maj już dawno minął i zaczynam
        się poważnie
        > zastanawiać nad rozstaniem z tym, że jak podejmę ten krok to nic
        nie zmieni
        > mojego zdania. Po prostu zaręczyny po rozstaniu to nie to o co
        chodzi kobiecie,
        > taka deklaracja będzie mało wartościowo i już będzie za późno.
        Ciężko mi
        > podejmować tą decyzję, ale ona cały czas wraca, co więcej mój
        partner wie, że
        > mam takie plany i nic nie robi i to jest jeszcze bardziej dołujące.


        u mnie dokładnie taka sama sytuacja
      • czujny_obywatel basen_kryty 30.06.09, 13:07
        Ludzie, osłabiacie mnie, Ty jesteś z jakiegoś moherowa czy z innego skansenu. Jesteś z gościem już 5 lat i nie masz żadnej deklaracji w sprawie przyszłości, TO KPINY JAKIEŚ SĄ. Pewnie masz jakiegoś dupka, który ma za darmo bzykanko, wygodę i tyle. Kopnij go bo ja Ci deklaruję, że z tego nic nie będzie. Maksymalnie jak ktoś nie chce związku partnerskiego tylko małżeński to się jest ze sobą maksymalnie dwa lata i chwaci. Wtedy jest albo wóz albo przewóz. Po co komuś i sobie marnować życie. Ten Twój gach za chwilę znajdzie sobie jakąś młodszą laskę i się z nią zwiąże, a Ciebie po prostu kopnie w dupę. :)
        • basen_kryty Re: basen_kryty 30.06.09, 13:51
          czy inni też tak myślą?
          • no1teresa no pewnie, ze tak 30.06.09, 14:21
            ten twoj robi uniki, bawi sie jak kot myszka, ale...to mozliwe tylko dlatego, ze
            ty na to pozwalasz
            przeciez brak odpowiedzi to tez odpowiedz - nie macie wspolnych celow
            moze on tylko czeka na to, zebys go zostawila?
            jakby mnie facet tak zbywal, powiedzmy sobie szczerze: lekcewazyl, to juz dawno
            nie bylby moim facetem
      • delfina77 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 21:11
        Moja kolezanka byla w podobnej sytuacji, wspaniala byla z nich para, dobrani pod
        kazdym wzgledem, piekni, elokwentni, wyksztalceni i w ogole. Mieszkali razem,
        czas plynal a oni nadal tylko para. On dobrze wiedzial, ze ona chce pojsc ten
        krok dalej ale sie ociagal, sam nie zrywal ale swoim zachowaniem doprowadzil do
        tego, ze zerwala ona - nawet jej nie zatrzymywal, nie mowiac o jakims bieganiu z
        oswiadczynami po fakcie. Wielu facetow tak ma - za malo odwagi by zakonczyc nie
        do konca satysfakcjonujacy zwiazek, za malo odwagi, by przeksztalcic go w cos
        powaznego... Szkoda gadac.
    • olen Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 13:12
      Rozsądny z ciebie gość rafik. Niestety niewielu już takich zostało. Dobrze cię
      rozumiem. Posiadanie rodziny wiąże się z konkretnymi koszami, które trzeba
      ponieść. Większość ludzi myśli że takie sprawy rozwiążą się w jakiś bajkowy
      sposób: 'zrobię jej dziecko i będziemy żyć długo i szczęśliwe'. A tak nie jest.
      Zazwyczaj kończy się to mieszkanie w pokoju przy rodzicach i ogólnorodzinną
      zrzutką kasy dla "młodych". A po kilku latach takiej wegetacji 'młodzi' mają do
      siebie tylko pretensje i wrażenie że zmarnowali sobie życie.

      PS. Dzieci nie wykarmi się romantyzmem i pięknymi deklaracjami, do tego trzeba
      KASY.....

      • pierwszalitera Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 13:22
        olen napisał:

        > Rozsądny z ciebie gość rafik. Niestety niewielu już takich zostało. Dobrze cię
        > rozumiem. Posiadanie rodziny wiąże się z konkretnymi koszami, które trzeba
        > ponieść. Większość ludzi myśli że takie sprawy rozwiążą się w jakiś bajkowy
        > sposób: 'zrobię jej dziecko i będziemy żyć długo i szczęśliwe'.

        Ach tak? A w którym miejscu jest powiedziane, że chodziło zaraz o dzieci? I co to? Kobiety dzisiaj nie pracują i nie dokładają się do kosztów wspólnego mieszkania i życia, że pasza musi najpierw zdobyć majątek, by było go na laskę stać? To nie rozsądek, tylko wolne refleksy połączone z wygodnictwem. I nawet teraz w swojej bystrości ślimaka nie dostrzega, że oświadczyny, to tylko pretekst. Co dziewczyna mu będzie teraz tłumaczyć, jak tyle czasu ją olewał i nie zapytał nawet, jak ONA wyobraża sobie ich wspólne życie.
        • olen Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 13:47
          Do pierwszalitera:

          Jasne, że koszty zakładania rodziny powinny się rozkładać równomiernie na oboje
          partnerów. ALE:

          Kobiety zazwyczaj zarabiają mniej niż mężczyźni (wystarczy sprawdzić w roczniku
          statystycznym; średnie płace kobiet i mężczyzn)

          Pracodawcy (w Polsce) często zwalniają kobiety z pracy gdy tylko dowiedzą się,
          że są one w ciąży

          Ciąża z komplikacjami potrafi wyłączyć kobietę z aktywnego życia zawodowego na
          okres kilku miesięcy a nawet lat.

          Dlatego:
          Mężczyzna musi być gotowy do podjęcia większych zobowiązań finansowych, a nawet
          do wyłącznego utrzymywania rodziny przez kilka miesięcy czy lat. I w tym sensie
          intuicja rafika (trzeba mieć pracę) jest jak najbardziej słuszna.

          Pozdrawiam i życzę miłego dnia (popołudnia)
          • majaa Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 14:10
            To wszystko prawda, tylko...nie rozmawiamy teraz o dzieciach, ale o
            podjęciu decyzji o ślubie, z którą Rafik - tak naprawdę nie wiedzieć
            czemu - zwlekał zbyt długo. Ileż można prowadzać się z chłopakiem,
            który chyba jednak nie wie czego chce, a nawet jeśli wie, to nie
            uznaje za stosowne poważnie porozmawiać o tym z partnerką?
    • tom.gorecki Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 13:23
      Trzeba było nie bajerować, tylko działać. Tak robią mężczyźni, a ty jesteś chłopcem.
    • freelancer1 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 14:05
      nie mam bladego pojęcia co może znaczyć przechodzony związek - nie znam twojej
      byłej, skąd mam wiedzieć jakimi kategoriami pojęciowymi się posługuje i co one
      znaczą?
      wiem za to jedno, jeśli ty po paru latach bycia razem nie rozumiesz co ona miała
      na myśli, to ten związek rzeczywiście nie powinien był skończyć się małżeństwem
      - jeśli ludzie ze sobą NAPRAWDĘ rozmawiają i NAPRAWDĘ się słuchają, to po paru
      latach się rozumieją, jeśli się nie rozumieją, to znaczy, że nie rozmawiali i
      nie słuchali... co by raczej oznaczało, że związek przyszłości nie miał, nie?
    • agatita82 jaki staż związku? 30.06.09, 14:09
      od oświadczyn do ślubu jest jeszcze sruga droga.
      tłumaczenie że nie masz pracy jest idiotyczne. To tak jakbyś
      powiedział nie będę deklarował, że Cię kocham ponad wszystko nie będę
      deklarował, że chcę spędzić z Tobą każdy mój dzień bo nie mam pracy.
      Co ma piernik do wiatraka?

      Nie wiem ile lat byliście razem, ale ja bym też odeszła od gościa z
      takim rozumowaniem.
      • agatita82 Re: jaki staż związku? 30.06.09, 14:12
        agatita82 napisała:

        > sruga droga.

        Długa droga! sorki.
    • ewi80 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 14:38
      Rafik, może to brutalnie zabrzmi, ale chyba brakuje ci jaj. Sorki, ale napisze z
      punktu widzenia kobiety. Mam podobne doswiadczenie, ale w mniejszej skali. Kilka
      lat temu chodzilo o kolege ze studiow. Widzialam ze mu sie podobam, ale on -
      zadnych konkretow. Wspomnial kiedys ze wlasnie zakonczyl 2-letni związek, wiec
      myslalam, ze potrzebuje czasu. Probowalam go jednak osmielic, zapraszalam na
      imprezy, niemalze to ja go podrywalam, a on nadal nic. Szczytem "intymnego"
      zachowania bylo trzymanie mnie za reke (mielismy wtedy ok 24-25 lat). Sprawa
      ciagnela sie jakies pol roku. Wreszcie stwierdzilam ze chyba tylko mi sie
      wydawalo ze on cos do mnie czuje i postanowilam nie robic z siebie wiecej
      idiotki. Bylismy jednak jeszcze zaproszeni na wesele do znajomych wiec
      zdecydowalam ze nie zostawie go na lodzie i pojde, ale pozniej zero kontaktu. I
      na tym weselu on wyczul ze inaczej go juz traktuje i dopiero zaczal ze mna
      powazniej rozmawiac. Nie chcialam ciagnac tej rozmowy w takiej sytuacji, ale nie
      bylo wyjscia i powiedzialam, ze niestety ale lepiej zebysmy zostali tylko na
      takiej stopie na jakiej jestesmy - koledzy ze studiow. I co uslyszalam? "A ja
      myslalem ze traktujesz nasz zwiazek powaznie". Potem prawie sie rozplakal i
      wyszedl. Jaki zwiazek???????????????
      Jakis czas pozniej dowiedzialam sie ze upil sie z kumplem bo po pol roku
      dziewczyna go zostawila.... ciekawa definicja zwiazku.
      Byc moze tutaj jest podobnie, moze ona te 3,5 roku odbiera zupelnie inaczej niz
      ty. Moze rzeczywiscie chodzilo nie tyle o oswiadczyny co dalszy etap zwiazku?
      Nic nie piszesz o ogolnej waszej sytuacji, jak wygladaly te spotkania, jak
      bardzo powazne to bylo.
      Naprawde to co piszesz bardzo przypomina mi mojego "niby eks" i nie najlepiej to
      o tobie swiadczy.
      Jakbys podal wiecej informacji byc moze latwiej byloby cos doradzic.
    • baribal2 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 14:54
      Kiedyś spotkałam dawno nie widzianego kolegę. Zaczął mówić o sobie, że jest z
      dziewczyną już osiem lat (liceum, studia i rok po studiach). I że jest w takim
      stanie, że albo wóz albo przewóz - ślub albo rozstanie. Bo dłużej tak nie może
      być. Coś jest w tych przechodzonych związkach. W życiu potrzeba zmian i rozwoju.
      Współczuję ci, ale chyba nie za dobrze wyczułeś potrzeb kobiety. Też radzę
      spróbować naprawić błąd. Żebyś kiedyś nie żałował.
    • kniazwitold Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 15:17
      Osobiscie nie rozumie co ma brak z pracy z oswiadczynami. To znaczy czemu zwlekales. Bez pracy jestes tak samo wartosciowym facetem jak z praca, albo we fraku lub w waciaku :)
      Jezeli dla Twojej bylej partnerki jakas ceremonia (w tym wypadku oswiadczyny) mialay kardynalne znaczenie i ich brak spowodowal zakonczenie zwiazku, to uwazam ze dobrze ze sie nie wpakowales z staly zwiazek, bo to co bylo miedzy wami, przynajmniej z jej strony nie zaslugiwalo na miano "zwiazku".
      Praca, oswiadczyny, pieniadze, mieszkania, spadki, sluby itp. nie maja nic wspolnego z tym czy ludzie chcha ze soba byc czy nie - a to jest w tym chyba najistotniejsze i to "napedza" reszte dzialan. Pozdrawiam.
    • quasi.modo Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 15:41
      Ojej. Moim zdaniem, jeśli komuś zależy na deklaracjach a w związku panuje
      zaufanie, może po prostu zapytać. Albo przynajmniej podjąć temat rodziny. I
      dowiedzieć się np., że druga strona uważa, że ze ślubem należy poczekać, bo
      sytaucja materialna jest taka jaka jest. Czyli śmieszą mnie dziewczyny, które
      czekają latami na oświadczyny, słowem nie wspominając o swoich potrzebach i
      oczekiwaniach, tylko dlatego, że to facet ma zaproponować. Równouprawnienie na
      prawdę istnieje, trzeba tylko chcieć.
      Z drugiej strony, autor też niepotrzebnie czekał w przyczajce. Przecież można o
      takich sprawach rozmawiać, nie koniecznie na klęczkach i z pierścionkiem w ręku.
      Myślę jednak, że dobrze iż się ten związek rozpadł zanim doszło do wymiany
      obrączek. Bo ani dziewczyna ani chłopak nie dorośli jeszcze chyba do zaufania i
      otwartości.
    • siostraonline Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 15:46
      Przechodzony związek to jest problem.
      Ale wokół związku też trzeba się nachodzić, żeby on się
      nie "przechodził". Samo to nic nie przychodzi, najwyżej koniec
      świata.

      Jestem w podobnej sytuacji, mój partner, podobnie jak autor, nie ma,
      niestety, jaj. Od ponad pięciu lat jesteśmy razem, w jednym
      mieszkaniu od prawie dwóch. Ale każdy kolejny etap to moja
      inicjatywa, on mniej lub bardziej się opierał aby potem nagle
      dochodzić do wniosku, że ta nowa sytuacja jest dobra. Teraz jesteśmy
      na etapie "ślub albo rozstanie". Gdy tak postawiłam sprawę, on
      postanowił się rozstać. Gdy nieco odpuściłam i wróciliśmy do siebie,
      on się łasi jak kot i mruczy o tym, jak się cieszy. No tak, ale jaj
      nadal nie ma. Nadal myśli głównie o sobie, o swoich męskich
      fobiach, lękach, o "żadnych deklaracjach". I nadal powtarza, że"do
      końcażycia, ale bez ślubu". Trochę to smutne, ale ja już wiem, jak
      to z nim jest. Zarzeka się tak, zarzeka, bo potrzebuje poczucia, że
      sam panuje nad własnym życiem.

      Jednak myślę, że tych bez jaj też ktoś musi kochać. Tak widać to
      zostało ułożone gdzieś poza naszą decyzyjnością. A za tą miłością
      powinna iść sztuka rozmowy, kompromisów i negocjacji.
      My teraz właśnie to robimy i mam nadzieję, że nam się uda. A nawet,
      jeśli nie - będę wiedziała, że zrobiłam wszystko, co można było dla
      nas i dla naszego związku.
      Bo odpuścić sobe jest łatwo, trudniej czasem powalczyć.
    • switonemsi Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 15:58
      Rozmowa...

      A nie bzdente porady z forum!
      • dagusia333 Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 17:20
        'Przechodzone związki' będą problemem, bo tak jest teraz, ze ludzie wchodzą w
        nie po skończeniu studiów, znalezieniu pracy, a mają wtedy 25-28 lat.Zważywszy
        na to, ze biologia działa znacznie wcześniej, zakochują się w wieku 18- 20 lat
        to ileż można ze sobą chodzić? Jest za duża 'przepaść' od tego co dyktuje
        biologia , a co rozsądek.
        Zamieszkanie razem też nie rozwiązuje problemu, bez pracy nie ma środków do tego
        by bez pomocy rodziny funkcjonować, płacić rachunki itp., a bez ślubu to będzie
        tylko pewna namiastka.
        Moi rodzice poznali i zakochali się jako nastolatki, pobrali w wieku 21-23 lat,
        pracowali i dorabiali wspólnie choć łatwo na początku nie było jak opowiadała
        mama.To były jednak inne czasy, młodzi ludzie stawali się bardziej
        odpowiedzialni, bo mogli wcześniej pracować na rodzinę.
        Dzisiejszy długi etap edukacji nie służy związkom i zakładaniu rodziny, więc
        coraz więcej będzie 'kulawych' związków, młodzi ludzie, którzy się zakochali w
        młodym wieku kiedy dyktuje im to biologia, rozstaną się, a następne związki
        opierać się będą niekoniecznie na uczuciu, które jest potrzebne by założyć rodzinę.
        • sa-ka Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 17:43
          ja wlasnie sie znalazlam w takiej sytuacji. jestesmy razem ponad 6
          lat, mieszkamy razem od 3, ale moj facet nie zarabia wystarczajaco
          by mogl z honorem mi sie oswiadczyc.. czekalam spokojnie kilka
          lat,ale teraz rozwazam zakonczenie zwiazku, bo przestalam sie ludzic
          ze kiedys stworzymy wspolny dom. Co roku powtarzal mi,ze za rok
          bedziemy w zupelnie innej sytuacji i wtedy pomyslimy,ale nic sie nie
          zmienialo.. mam juz 32 lata i powiedzcie mi, jak dlugo moge jeszcze
          czekac z zalozeniem rodziny?
        • winomusujace Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 17:55
          dagusia333 napisała:

          , młodzi ludzie, którzy się zakochali w
          > młodym wieku kiedy dyktuje im to biologia, rozstaną się, a
          następne związki
          > opierać się będą niekoniecznie na uczuciu, które jest potrzebne by
          założyć rodz
          > inę.

          Co za bzdura, człowiek nie zakochuje się raz, a właśnie już jakieś
          doświadczenie z jednym nieudanym związkiem, powoduje że człowiek
          dobiera się lepiej / ostroźniej. Wie już bardziej czego szuka i
          jakie ma cele w życiu. W życiu nie chciałabym być z facetem w którym
          się zakochałam mając lat 18, ani z tym w wieku 22 lat ani nawet z
          tym w którym zakochałam się mając 24 lata ! :))
    • delgosik Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 17:32
      Ja wychodzę w sierpniu za mąż po 7 latach trwania naszego związku. Uważam że
      jeśli związek ma się rozpaść to sie rozpadnie. Ale faktem jest że przez ostatni
      rok dość często dochodziło między mną a moim narzeczonym do kłótni. Wydaje mi
      sie że główną przyczyna bylo to, że nie mieszkamy jeszcze razem. Męczące stało
      się dla nas to umawianie, spotykanie... Po prostu czujemy że trzeba coś zmienić,
      że chcemy spedzać ze soba czas zwyczajnie, wykonywać razem codzienne czynności.
      Może niektórzy zdecydowaliby o rozstaniu w takiej sytuacji, bo czasami naprawde
      było ciężko. Ale jeśli dwoje ludzi się kocha to nie ma możliwości "przechodzenia
      związku". Małżeństwo z 30-letnim stażem jest już "przeżyte"? Nie jest. Myślę że
      po prostu Twoja dziewczyna potrzebowała zmiany, czegoś nowego. Takie jest
      przynajmniej moje osobiste zdanie.
      • winomusujace Re: Przechodzony związek - skąd takie pojęcie? 30.06.09, 17:51
        Tylko mał z 30 letnim stażem, ma wspólny dom, rodzinę - jest jakiś
        rozwój a nie stagnacja.

        Ma też czas na realizowanie siebie, bo nie lata 6 dni w tygodniu na
        randki.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja