rafik82
28.06.09, 16:33
Witam wszystkich. Od pewnego czasu zastanawiam się na
określeniem „przechodzony związek”. Takie słowa usłyszałem od już
niestety byłej kobiety na zakończenie związku i nie bardzo rozumiem
o co chodzi. Wiem, że problemem dla Niej było to, że za długo
zwlekałem z oświadczynami (miałem ku temu powody, które były
związane z brakiem pracy). Ale czy w związku z tym należy się
rozstać? Zawsze podkreślałem że traktuję nasz związek bardzo
poważnie i że chce z Nią być. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że nie
jestem przeciwnikiem ślubów, a wręcz przeciwnie. Nie rozumiem jednej
rzeczy, a mianowicie co zmienia fakt oświadczenia się? Czy nagle w
kobiecie budzi się "I love you"? A jak facet nie oświadczy się w
odpowiednim czasie (a traktuje związek bardzo poważnie), to nagle
związek staje się przechodzony? A może to takie hasełko, które jest
tylko mijaniem się z powiedzeniem prawdy? Może mój tok myślenia jest
niepoprawny, ale moim skromnym zdaniem jeśli kocham, to nie patrzę
na to czy jesteśmy narzeczeństwem czy jesteśmy po ślubie. Cały czas
tak samo mocno kocham i żaden tzw. papierek tego nie zmienia. W tym
miejscu jeszcze raz podkreślam że nie jestem przeciwnikiem
oświadczyn i ślubu.