Nie rozumiem...

30.06.09, 17:54
Witam serdecznie,

Z góry przepraszam za chaotyczność wątku, sporo "tego" , niemniej postaram się
po kolei..
Jestem w związku od prawie 8 miesięcy, zaręczyliśmy się w maju tego roku.

Byłam już zaręczona, był to poważny związek, niestety, z powodu romansu byłego
narzeczonego musiałam ze łzami go zakończyć. Potem miałam kilka krótkich
związków, lecz serducho mocniej nie zabiło dla nikogo.

Mój obecny narzeczony wyznał, że to właśnie ze mną chce "iść przez życie",
mieć dzieci, mieszkać razem...
Zamieszkaliśmy razem u mnie - w kawalerce dość małej, gdzie z trudem obydwoje
się mieścimy i nasze narzędzia pracy.

Na początku było świetnie, lecz od 2-3 miesięcy widzę, jak jest. Mój
narzeczony jest informatykiem, więc bardzo często obcuje z laptopem. Rzadziej
wychodzimy (zanim byliśmy razem co weekend wychodził), nawet na wyjście na
spacer muszę go prosić, a uwielbiam ruch, sport i wycieczki w góry, tym
bardziej, że mamy je pod nosem.

Przykład: zjemy obiad, idzie do pokoju, laptop na kolana i klika... Siadam
zatem obok i też sobie coś poklikam. I tak przez godziny. Gdy mówię mu, że
trochę przesadza, że moglibyśmy wyjść w końcu z domu, jeży się, "że pieniądze
same się nie zarobią". A ja siedzę obok i widzę, że gra, że przesiaduje na
forach... Z czynszem zalegamy, opłaty zawsze z poślizgiem - więc to żaden
argument dla mnie, że chodzi o pracę, to wymówka raczej.

Drugi problem.. Pracuję w domu, mój zawód wiąże się z tym, że nikogo wtedy nie
może być w domu (służba zdrowia), nie jest to często, bo wizyty są umawiane na
konkretną godzinę, może 1-2 w tygodniu.

Ostatnio pacjent umówił się na 8:00 rano, zaczął wrzeszczeć, że "chyba się
szybciej rozstaniemy" ; "gdzie on ma niby iść o tej porze".... Tłumaczenie, że
to moja praca, moje mieszkanie, mój zarobek, nie pomaga. Ma mieszkanie w
spadku po babci, ale są jakieś problemy, prawnik, opłaty, a mieszkanie dalej
stoi puste. Nie mam już czasem sił, kochamy się, za chwilę wielka kłótnia -
marzę o chwili spokoju, żeby pobyć samą we własnym domu.. Ostatnio kłócimy się
z wyzwiskami, wzajemne pretensje, odbijanie piłeczki...

Teraz mieszka u rodziców. Zaproponowałam, że przez jakiś czas tak będzie
lepiej dla nas obojga. Brakuje mi go strasznie, a jednocześnie
czuję, że oddycham, nie ma tłustych obiadków (tu też się różnimy), robię co
chce i kiedy chcę. Nie wiem... Kocham Go bardzo, bo mało obiektywna bym była,
że ma same wady... Ale więcej ostatnio jest tych złych chwil niż dobrych - na
wielu płaszczyznach...

Doradźcie proszę, jak Wy to postrzegacie? Nie wiem, czy chcę z nim być...
Gnieździć się tak Bóg wie, jak długo. Kłócić o pierdoły. Widzieć, jak wiele
nas dzieli.. Dodam, że w tym mieście nie trzyma mnie nic poza mieszkaniem
własnym, rodziny tu nie mam, jestem w sumie sama. I jakieś 3 lata żyłam
zupełnie sama.

O dzieciach też była mowa (nie ukrywam, że bardzo bym chciała mieć), ale
odpowiedź jest " nie mamy wystarczająco pieniędzy na to", ale owszem, kiedyś
chciałby mieć dzieci. Nie muszę tłumaczyć, że argument idiotyczny. Oboje mamy
29 lat...

Może ktoś ma/miał podobne sytuacje? Jak sobie radzicie?


gg 5596560
    • winomusujace Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 18:05
      Chyba nie jesteście dobrze dobrani, ja bym sobie darowała. Znacie
      się tak krótko a już tyle wątpliwości, potem będzie gorzej -
      jesteście tak krótko razem, powinnaś być na etapie różowych okularów
      a widzisz już tyle wad. Szkoda się męczyć, zaręczyliście się chyba
      zbyt pochopnie.

      Wspólne spędzanie czasu to znaczący element wspólnego życia. A jeśli
      lubicie to robić inaczej, problemy murowane.

      Trzymaj sie, powodzenia.
    • kochanica-francuza No genialny wprost pomysł... 30.06.09, 18:14
      ... z twoją pracą mieszkać z kimś w kawalerce.
    • jane-bond007 Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 18:15
      nie za wczesnie te zareczyny i wprowadzka? bo widac ze juz klapki
      spadaja i jest coraz gorzej - proponuje wyhamowac i zastanowic sie
      czy dalsze 50 lat klikania po sutym obiadku to jest to o co Ci
      chodzi, to ze masz 29 lat to zadna tragedia

      zaczął wrzeszczeć, że "chyba się
      > szybciej rozstaniemy" ; "gdzie on ma niby iść o tej porze"....
      Tłumaczenie, że
      > to moja praca, moje mieszkanie, mój zarobek, nie pomaga


      tutaj przegial, nie dziwie sie ze mieszkasz juz sama,

      Gdy mówię mu, że
      > trochę przesadza, że moglibyśmy wyjść w końcu z domu, jeży
      się, "że pieniądze
      > same się nie zarobią". A ja siedzę obok i widzę, że gra, że
      przesiaduje na
      > forach... Z czynszem zalegamy, opłaty zawsze z poślizgiem - więc
      to żaden
      > argument dla mnie, że chodzi o pracę, to wymówka raczej


      yyyyyy on nie jest jakims pasozytem aby?
      • minka1980 Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 18:25
        nie, nie jest pasożytem, opłaty robimy na pół, ale zawsze z poślizgiem, bo
        "praca" przy komputerze widać nie przynosi efektów. No i wiadomo, kupowanie
        kolejnych netbooków, gadżetów, jak to pomieścić w kawalerce ??

        tak, w kawalerce, ja tu mieszkam, można powiedzieć przez przypadek..
        na razie tak zostanie.

        mieszkam sama, ale definitywnie nie zakończyliśmy związku...

        mam pecha widać do facetów, a może za dużo oczekuję ?
        • jane-bond007 Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 18:47
          mam pecha widać do facetów, a może za dużo oczekuję ?

          nie!nie masz pecha i nie prawda jest ze za duzo oczekujesz, nie
          wmawiaj sobie czegos takiego!
          i nie usprawiedliwiaj go bo wlasnie tak zareagowalas na pasozyta -
          oplaty na pol ale on sie nie wyrabia bo siedzi na forach albo gra,
          wiec jest poslizg...

          jemu jest wygodnie jak widac, Tobe nie, no i sie nie dziwie, jakos z
          Twojego opisu nie podoba mi sie ten facet, nie przepadam za takimi
          leniuchami co albo przed tv albo komp i jeszcze marudza ze cos im
          nie pasuje

          porozmawiaj z nim bo widac ze po zareczynach to juz olal sprawe
          kompletnie :) niech sie stara troche a nie warczy bo mu nie pasuje
          ze musi wyjsc z domu kiedy Ty chcesz zarobic pieniadze, no szczyt :/
        • kochanica-francuza jakby mnie ktoś o ósmej rano z domu wyrzucał 30.06.09, 18:52
          to też bym zebrała klamoty i poszła sobie
          • minka1980 Re: jakby mnie ktoś o ósmej rano z domu wyrzucał 30.06.09, 19:09
            to sobie idź, ale stąd, głupie rady wkładaj sobie do głowy.
    • skarpetka_szara Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 18:23
      a wez z takim chlopem.

      Nie boj sie samotnosci. Gorsze od zycia z kims w nieudanym zwiazku
      przez 8 mniesiecy jest tylko chyba zycie z kims w nieudanym zwiazku
      przez 8 miesiecy i jeden dzien.

      Nie przeciagaj tego. Sama widzisz ze to sie nie udaje.

      Wiesz, moja kolezanaka w wieku 34 lat poznala faceta, sie
      zakochali, po roku zaszla w ciaze, i teraz maja sliczne dziecko.

      W zadnym zwiazku nie jest perfekcyjnie zawsze, ale gdy czujesz sie
      zamklnieta w klatce, gdy rozmowy nie pomagaja, a jestescie przed
      slubem - to nie ma sensu brnac w to. Facet musi dorosnac. To nie
      ten czas.
    • joooooooana Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 18:54

      Rozlożyłam karty, które podpowiadają, że jeśi 'ulegnie' Pani na dany
      okres czasu, bardzo szybko sytuacja 'z przed' sie powtórzy. Bazując
      na tym co Pani napisała, proszę wywrzeć nacisk na partnera, który
      nie robi tego, co do niego należy.
      To będzie miernik jego stosunku do Pani. Informacja zwrotna.
    • szalony.motocyklista Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 19:02
      Z tego, co piszesz wyraźnie widać, że nie będziesz z nim szczęśliwa,
      bo nie ma szans na porozumienie. Moim zdaniem jest to facet, ktory
      odpuścił sobie życie i zamierza do śmierci wegetować. Czy Ty chcesz
      wegetować razem z nim?
      Pomyśl, czy on zawsze był taki bierny? (czy to jego stała cecha
      charakteru, czy przejściowy stan). Podejrzewam, ze stała cecha.
      Wasz związek powinien dawać mu motywację do tego, by działać. Jeśli
      on nie próbuje wydostać się z trudnej sytuacji, to wydaje mi się, że
      nie będzie miał takiej woli również w przyszłości i wtedy zawsze
      wszystko będzie na Twojej głowie. Będzie Ci podrzucał jakieś
      naciągane wymówki, a Ty będziesz czuła się bezradna i oszukana.
      • minka1980 Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 19:14
        racja, znajomi też mówią, że nigdy na rower nigdy nie mogli go nawet namówić.
        dziś mamy "porozmawiać". zobaczymy, co z tego wyniknie. dziękuję Wam za rady :)
        • jane-bond007 Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 19:15
          3m sie!
    • sundry Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 19:24
      Tu mamy przeciwieństwo sytuacji z wątku o przechodzonym związku:)
      miesiąc temu się zaręczałaś,a od 2-3 miesięcy jest źle? Bez zaręczyn
      już nie można być razem?
      • zniespodzianka Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 21:25
        Myślę, że nie musisz podejmowac decyzji dziś. Daj mu czas, niech
        sobie pomieszka u rodziny. Randki też są przyjemne :)
        Na pewno warto mu powiedzieć (spokojnie) co Ci przeszkadza.
        A jesli się będzie starał i Ci udowodni, że mu zależy, to będziecie
        mogli wrócić do planowania wspólnego życia.

        Powodzenia :)
        • marzeka1 Re: Nie rozumiem... 30.06.09, 21:29
          "
          Teraz mieszka u rodziców. Zaproponowałam, że przez jakiś czas tak będzie
          lepiej dla nas obojga. "- i niech tak zostanie, ze ślubem nie spieszyłabym się
          tym bardziej. Moim zdaniem nie pasujecie do siebie, facet w ogóle jakoś
          niefajnie wygląda z opisu.
Pełna wersja