Kochanie rodziny "za to że jest"

01.07.09, 22:21
Jak uważacie, czy trzeba kochać rodzinę za to że jest, nieważne co zrobi?
Mam dość przykre wspomnienie związane z własnym dziadkiem. Gdy opowiedziałam o
tym mamie i powiedziałam że po tym już chyba go nie szanuje i nie kocham,
stwierdziła że jestem okropnym potworem bez serca a rodzinę trzeba zawsze
kochać. Czy również zgadzacie się z tym stwierdzeniem? Sama nie wiem, może za
surowo go oceniam bo to był "prosty człowiek". Z góry przepraszam jeśli takie
tematy już były.
    • lisbeth25 Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 01.07.09, 22:27
      Ja myślę, że to chory pogląd.
    • chrupeks Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 01.07.09, 22:42
      Według mnie, nie. Czy rodzinę która np: mi odcięła rękę też mam kochać bo są? W
      życiu!!
    • jan_hus_na_stosie ;) 01.07.09, 22:52
      www.youtube.com/watch?v=8c4qayL-eoY&feature=related
    • vandikia Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 01.07.09, 22:54
      ciężki tamat :P

      rodzice, rodzeństwo raczej tak ale też nie bezkrytycznie.. po prostu
      więcej się im wybacza
      dziadkowie.. cięzki temat, nie miałam zgryzów, to nie wiem
    • juleczka.889 Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 01.07.09, 22:56
      To zależy od tego co zrobił dziadek - nie wiem, więc nie podejmuję
      się oceny.
      Ja z moim dziadkiem nie utrzymuję kontaktów, bo on tego nie chciał.
      Jest złym człowiekiem i źle go wspominam.
      • annnaww Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 01.07.09, 23:05
        juleczka.889 napisała:

        > To zależy od tego co zrobił dziadek - nie wiem, więc nie podejmuję
        > się oceny.

        Ech w wieku (moich) 6-8 lat żarciki typu
        "Masz już włosy na cipce?" "cycuszki ci rosną?" Przy obcych(dla mnie) ludziach
        teksty typu "ale jej dwa wrzody wyrosły"(wrzody=piersi)
        Było to dla mnie dość krępujące.
        Dotykanie biustu. "Wycieczki" w których np. miałam jechać z nim na zakupy,
        czkałam w samochodzie czasem i kilka godzin bo zagadał się z bliskim kolegą i
        zwyczajnie zapominał o mnie. Gdy nocowałam u dziadków "właził" do mojego łóżka
        Oczywiście zaraz szukałam sobie innego.
        Argument mojej mamy "On myślał że to zabawne to prostu człowiek jest, daj mu
        spokój bo dzięki niemu żyjesz i powinnaś być wdzięczna"
        • vandikia Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 01.07.09, 23:07
          głupiec i zboczeniec
          matki nie słuchaj, bo nawet jak sobie zdaje sprawę, że to nie było
          do końca ok (dla mnie w ogóle nie ok) to albo zbyt go kocha, albo
          wypiera sytuację ze świadomości i racji Ci nie przyzna.
          Proponowałabym po prostu nie rozmawiać na ten temat, myśl i rób
          swoje, opinię znasz.
          • annnaww Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 01.07.09, 23:13
            vandikia napisała:


            > Proponowałabym po prostu nie rozmawiać na ten temat, myśl i rób
            > swoje, opinię znasz.

            Do podobnego wniosku doszłam - "nie poruszać tematów dotyczących miłości do
            rodziny przy mamie-NIGDY WIĘCEJ"
            Wątpię czy go kochała, po prostu jest to kobieta która uważa że wszyscy ludzie
            rodzą się dobrzy i to złe towarzystwo sprowadza ich na złą drogę. Czyli tak
            naprawdę dziadek był dobry tylko "zły świat"tak go ukształtował. Najbardziej
            chyba mnie dobiło to jak kilka dni przed śmiercią babci (była w szpitalu,
            wszyscy wiedza że koniec jest blisko więc każdy idzie ją odwiedzić) zaproponował
            mi żebym zamiast jechać do szpitala poszła i wyrzuciła chwasty z przydomowego
            ogródka. Bo babcia itak umrze a o ziemię trzeba dbać.
            • blue.soul Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 02.07.09, 01:18
              Uważam, że na miłość trzeba zasłużyć, co dotyczy również krewnych. Matka ojca
              (wolę unikać określenia "babcia", niech będzie ONA) przez wiele lat niszczyła
              psychicznie moją mamę, chociaż nie miała ku temu żadnego powodu. Czasami nie
              kończyło się na samych wyzwiskach (jedna szarpanina mogła skończyć się dla mnie
              tragicznie). Oczywiście taka "wybitna osobowość" nie mogła się obejść bez świty,
              czyli m.in. swojej córki. Mój wuj też nie był święty. Ojciec na początku nie
              dowierzał temu, co się dzieje, ale w końcu przejrzał na oczy. Magnetofon-
              bezcenny wynalazek. Począwszy od późnego dzieciństwa nasłuchałam się mnóstwa
              historii z NIĄ w roli głównej, jako mały dzieciak trudno cokolwiek zrozumieć.
              Czysta patologia. Że też nie było ofiar...Nie były wzięte z kosmosu, ponieważ
              wkrótce sama zaobserwowałam JEJ zachowanie znacznie odbiegające od normy.
              Ostatnio straciłam wszelkie złudzenia. Agresywna, zdziwaczała manipulantka.
              Leczenie psychiatryczne bardzo wskazane. Od jakiegoś czasu dostaje się, a raczej
              dostawało się nawet ojcu. Na szczęście uspokoiła się, jednak jeśli jeszcze raz
              urządzi pod naszym domem operę o 6 rano...obawiam się, że stracę cierpliwość i
              poćwiczę kopa z półobrotu. Na ogół traktuję JĄ jak powietrze, w każdym razie
              trudno o niezmącony spokój, bo mieszka na tym samym podwórku. Nie kocham JEJ i
              nie czuję się z tego powodu pozbawionym uczuć potworem. JEJ śmierć będzie dla
              nas wybawieniem. Tak, dobrze przeczytałyście. Odbębnię pogrzeb i wychylę
              kielicha za nowe, lepsze czasy. O wuju i ciotce powiem tyle- granica obojętności
              i niechęci. Robienie dobrej miny do złej gry jest męczące, ale niekiedy
              konieczne. Szczerze mówiąc ojciec też nie jest bliski mojemu sercu, jednak to
              już inna historia.

              Anno (sugeruję się nickiem;)), nie poruszaj więcej tego tematu, skoro to ty
              wychodzisz na "tą złą". Masz prawo nim gardzić. Nie pozwól sobie wmówić, że w
              tobie tkwi problem. Całkowicie cię rozumiem. Twoja mama naprawdę źle ocenia
              sytuację delikatnie mówiąc...Bardzo współczuję takiego "dziadka". Mam nadzieję,
              że uporasz się ze wspomnieniami.
              • paniiwonka1 Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 02.07.09, 08:58
                zostałam tak nauczona i wychowana, że trzeba kochac i szanować
                wszystkich bliskich, bez względów. i 35 lat zajęło mi pozbywanie się
                dobrego wychowania. nie mam zamiaru szanować a tym bardziej kochać
                tych wszystkich zawistnych, nieszczerych i wścibskich osób. na
                świecie jest cała masa niespokrewnionych ze mną osób, która jest mi
                bliższa i których los nie jest mi obojętny.

                do autorki. twój dziadek to nie prosty człowiek, a prostak i
                zboczeniec.
                uwielbiam prostych, szczerych, zwyczajnie dobrych ludzi. nie są
                wykształceni, a mądrzy życiowo, a oferując pomoc nie oczekują
                odwzajemniania w nieskończoność. żałuję, że tacy ludzie nie należą
                do mojej i męża rodziny. ale cieszę się, że spotkałam na swej drodze
                wspaniałych zupełnie obcych ludzi.
            • skarpetka_szara Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 02.07.09, 17:22
              Wiesz... ja nie lubie tlumaczyc sie okolicznosciami. Moj dziadek
              pochodzil tez z bardzo biednej rodziny (pracowali dla "panicza",
              czesto nie mieli nawet butow). Poszedl do szkoly gdy byl
              nastolatkiem. Wyobraz sobie: uczyl sie pisac i czytac z dziecmi.
              Ale skonczyl ta szkole! Zrobil z siebie bardzo godnego i
              powazanego czlowieka. Zapewnil szkoly swoim 5 dzieciom. Wszystkie
              dobrze sobie poradzily w zyciu. W dodatku jest bardzo oczytana
              osoba, i madrzejszy niz nie jeden "intelektualista". A
              najwazniejsz: nigdy nie poznalam lepszego czlowieka. I to nie jest
              tylko moje zdanie, ale rowniez obcych osob.

              Chodzi o to ze bieda, "zly swiat" nie usprawiedliwia czynow ludzi.
              Ludzie moga czynic dobro albo zlo na swoim poziomie. Mozna sie
              zachowywac godnie i poprawnie ale jezeli jest ktos ignorantem to
              nie uswiadomi sobie tego, bo mu latwiej byc pospolitym burakiem.
              Nie chce mu sie wysilku zadac aby odkryc, nauczyc sie zeby byc
              lepszym.

              Ja jestem wdzieczna za swoja rodzine, ale za dobro ktore
              doswiadczylam. Tez mam ciotke ktora nie lubie i nie mam z nia
              kontaktu, i nie jestem za nia wdzieczna, bo nic dobrego od niej nie
              doswiadczylam.
    • alpepe Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 02.07.09, 09:29
      może twoj matka też była tak traktowana jak ty i to jej reakcja obronna? Jesteś
      dorosła, wreszcie możesz się postawić, daj szansę dziadowi odpokutować. Nie
      utrzymuj z nim kontaktu, a matce najlepiej napisz list z tym wszystkim, co tu
      napisałaś, list przeczyta, a rozmowę by przerwała. Matce też daj szansę, stanęła
      twarzą w twarz z tym, co tolerowała.

      -
      chłe, chłe
    • satancruz Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 02.07.09, 09:38
      > Jak uważacie, czy trzeba kochać rodzinę za to że jest, nieważne co
      zrobi?
      > Mam dość przykre wspomnienie związane z własnym dziadkiem. Gdy
      opowiedziałam o
      > tym mamie i powiedziałam że po tym już chyba go nie szanuje i nie
      kocham,
      > stwierdziła że jestem okropnym potworem bez serca a rodzinę trzeba
      zawsze
      > kochać. Czy również zgadzacie się z tym stwierdzeniem? Sama nie
      wiem, może za
      > surowo go oceniam bo to był "prosty człowiek". Z góry przepraszam
      jeśli takie
      > tematy już były.

      Nie widzę powodu dla którego należy bezwarunkowo kogoś kochać tylko
      dlatego, że jest z nami biologicznie spokrewniony w lini prostej. To
      prymitywne, zwierzęce przywiązanie (często chowane pod płaszczykiem
      quasi altruizmu) i poczucie wyższej wartości własnego genotypu
      (którego nośnikiem jest rodzina) jest niskie i może być argumentem
      za kochaniem bliskich jedynie u prostaczków...
    • julyana Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 02.07.09, 09:56
      Zgadzam się, że kochanie/traktowanie przesadnie ulgowo rodziny "bo to rodzina"
      to chory pogląd. Wiadomo, że rodzicom czy swojemu dziecku wybaczysz więcej niż
      obcej osobie, ale są granice.
    • murzynier Re: Kochanie rodziny "za to że jest" 02.07.09, 17:03
      annnaww napisała:

      > Jak uważacie, czy trzeba kochać rodzinę za to że jest, nieważne co zrobi?
      > Mam dość przykre wspomnienie związane z własnym dziadkiem.

      rodzina to też człowiek, więc nawet dziadek może dostać ode mnie kopa jak zasłuży
Pełna wersja