Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia

08.07.09, 09:44
Kochane, opowiem Wam moją historię po to by usłyszeć Waszę opinię i umieć zrozumieć całą sytuację.

Mojego R poznałam w styczniu 2008. Na początku nie była to miłość. Ja byłam związana z kimś innym i nie interesował mnie kolejny poznany kolega. Czas mijał, zmieniało się życie i od marca ponoć na dobre i na złe – zostaliśmy parą. Oczywiście pokochaliśmy się bardzo, bardzo i zaczęliśmy razem żyć. Wcale nie było prosto – bardzo szybko okazało się, że musimy porządnie się dotrzeć, po to by potem spokojnie iść przez świat razem. Dość szybko zaszłam w ciążę, którą poroniłam we wrześniu. Życie toczyło się dalej. Pomiędzy kłótniami, radościami, trzymaniem się za ręce i ciągłym parciem do przodu. Mimo wszystko ciągle była miłość, a jak wiadomo miłość dużo wybacza. Ja po stracie dziecka stałam się wyjątkowo agresywna i nerwowa. W grudniu ponownie zaszłam w ciąże, którą ponownie poroniłam. Sytuacja się powtarzała. Moja agresja, żal do świata powodowała kłótnie, wypominanie a za tym brak zrozumienia. On ciągle stał obok. Ciągle mówił, że mocno wierzy w to, że nam się uda, że kocha i, że wygramy z życiem. Ja ciągle krzyczałam żalem, nie umiejąc się oponować z żalu po stracie dzieci… Z czasem trafiłam na psychoterapie. Poczułam, że chcę spróbować trzeci raz. Okazało się, że dwa poronienia nie zostawiły bez szwanku moje ciało… Na jednej z wizyt lekarka powiedziała mi, że mogę mieć problem z tym by kiedykolwiek mieć dziecko, że mam walczyć o nie, teraz, natychmiast, od razu… Wtedy wszystko umarło – mój R stanowczo powiedział, że nie chce mieć ze mną dziecka… że nie będziemy dobrymi rodzicami, że lepiej jakbyśmy żyli bez niego… Że może kiedyś wrócimy do tego tematu, ale to kiedyś… Nie trafiały argumenty lekarza, nie trafiały rozmowy. I nie trafiają ciągle… a ja nie wiem co zrobić. Z jednej strony Kocham go i wiem, że on kocha mnie. Z drugiej zaś nie rozumiem… jak można kogoś kochać i nie walczyć z nim o to by być normalką rodziną. Zaznaczę tu, że mam 31 lat, a on 33. Oboje już dawno skończyliśmy studia, pracujemy….

Powiedzcie proszę co Wy o tym sądzicie. Może to faktycznie ja za bardzo chce mieć rodzinę.. Nie rozumiem. Pomóżcie mi zrozumieć. Proszę.



    • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 09:49
      jeden szczegół mi nie pasuje, bo wszędzie czytałam, że po poronieniach lepiej
      "odczekać" z następną ciążą, a ty jak maszynka do robienia dzieci.
      Sorry, żal mi twojego faceta, ciebie jakoś nie.
      • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:28
        Po pierwsze - uspokój się. Nie daj się zwariować! Moja kuzynka
        starciła 2 ciąże i lekarze mówili jej żeby w ogóle odpuściła sobie
        dzieci, ale ona chciała mieć rodzinę i dziś ma 2 ślicznych
        kilkulatków. R%ównież była po 30-tce, na dzieci czekali z mężem
        kilka lat ale się udało. I miała straszne problemy zdrowotne i
        wyszła z tego.

        Po pierwsze jesteś Ty i Twój mąż. On powinien być dla Cieie
        najważniejszy. Zawsze. Nawet jak pojawią się dzieci. Mąż musi być na
        pierwszym miejscu.

        Szkoda mi i Ciebie i jego. Czy przez chwilę pomyślałaś jak on musi
        się czuć żyjąc pod jednym dachem z kobietą zranioną, pełną żalu i
        złości do całego świata?

        Moja rada dla Ciebie: postaraj się odnaleźć wewnętrzny spokój.
        Pogódź się wreszcie z tym, że straciłaś dzieci. Zaakceptuj to.
        Przyjmij, bo bez pogodzenia się z samą sobą nic nie osiągniesz, a
        mozesz tylko starcić - męża.


        Walcz o tę rodzinę, bo nawet tylko we dwoje tworzycie prawdziwą
        rodzinę. Nie zniszcz jej.


        • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:32
          misiu.stefan napisała:


          > Po pierwsze jesteś Ty i Twój mąż. On powinien być dla Ciebie
          > najważniejszy. Zawsze. Nawet jak pojawią się dzieci. Mąż musi być na
          > pierwszym miejscu.

          totalnie się z tym nie zgadzam. najważniejsze są dzieci.
          • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:33
            również uważam, że na pierwszym miejscu powinny być dzieci.
          • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:40
            Rozumiem, ze możesz się z tym nie zgadzać. Nie zroum mnie tylko źle -
            mąż na pierwszym miejscu nie oznacza zaniebdywania dziecka. W
            żadnym wypadku!

            Uważam, że kobiety często nieświadomie wyrządzają wielką krzywdę
            swoim mężczyznom, bo gdy pojawiają sie dzieci to facet schodzi na
            drugi plan. Nie mówię, że nie trzeba się przejmować dzieckiem. Wręcz
            przeciwnie. Ale nie zapominaju o mężu! Kobieta się zaniedba (bo
            dziecko ...), do dziecka jest milutka i mu nadskakuje, a na mężu
            wyładowuje frustracje i zdenerwowanie.


            Jestem za kochaniem dziecka całym sercem, ale jednak maż powinien
            być najpierw. Zaraz za nim dziecko. Albo równorzędnie.

            Jak między mężem i żoną wszystko jest w porządku poukłądaneto
            zyskują na tym dzieci. A jak coś w małżeństwie jest nie halo - wtedy
            dzieci cierpią najbardziej.


            Tak uważam. I sądzę, ze słusznie.
            • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:46
              najpierw miej te dzieci, a potem wydrukuj sobie swoje mądrości i przetestuj na
              sobie. A potem dawaj rady niedzieciatym.
              • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:49
                alpepe napisała:

                > najpierw miej te dzieci, a potem wydrukuj sobie swoje mądrości i
                przetestuj na
                > sobie. A potem dawaj rady niedzieciatym.


                Na pewno tak zrobię.
                Jestem właśnie na etapie planowania dziecka.
                • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:51
                  graulacje, czyli zwyczajnie pewne rzeczy ci się wydają.
                  • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:55
                    alpepe napisała:

                    > graulacje, czyli zwyczajnie pewne rzeczy ci się wydają.

                    Możesz tak uważać.

                    Ponizej radzisz dziewczynie żeby zaszła w ciążę i ukrywała ją przed
                    mężem.
                    Uważam, ze to jest złe wyjście - nie bierzesz pod uwagę uczuć jej
                    męża. Jak wyjdzie na jaw że specjalnie i w tajemnicy pomimo jego
                    sprzeciwu ona zaszła w ciążę i ich małżeństwo się posypie to co jej
                    doradzisz mądrego??? To jest zbyt poważna sprawa żeby ot tak sobie
                    samej decydować mimo wyraźnego sprzeciwu partnera. To jest jej mąż a
                    nie dawca nasienia.




                    • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:58
                      g woli szczegółów - przeczytaj misiu wszystkie wypowiedzi autorki, a dowiesz się
                      czy są małżeństwem.
                    • skarpetka_szara Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 21:49
                      Ja sie w 100% z toba Misiu.stefan zgadzam. Gdyby wiecej kobiet to
                      zrozumialo oczym piszesz (bo one chyba nadal nie rozumieja) to by
                      mniej bylo kobiet narzekajacych na swoje zycie. Najbardziej
                      smieszy mnie gdy dzieci opuszcza "gniazdo" a rodzice w wieku 50 lat
                      nie wiedza co z soba zrobic bo przez 20 lat zaniedbali relacjie
                      miedzy soba i stali sie obcymi ludzmi.
                      • dzyndzolka Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 09.07.09, 12:53
                        He, he,
                        ale ty Skarpetko zdaje się tez nie masz dzieci, więc raczej nie dziwię się, że
                        nie możesz zrozumieć o co chodzi Alpepe.
            • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:52
              misiu.stefan napisała:

              > Ale nie zapominaju o mężu! Kobieta się zaniedba (bo
              > dziecko ...), do dziecka jest milutka i mu nadskakuje, a na mężu
              > wyładowuje frustracje i zdenerwowanie.

              A na którym miejscu byś uplasował myślenie i dbanie kobiety o siebie samą?
              • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:58
                To zależy.

                Nie mogę patrzeć na rodzinkę typu:
                Przybity normalnie wyglądający mąż, strasznie zaniedbana żona i
                śliczne dziecko, które wygląda jak laleczka. Znam kilka takich
                rodzin i pełno ich widuję na ulicy. Do niczego dobrego to nie
                prowadzi.

                • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:02
                  Za to prowadzi do dobrego wynoszenie swego partnera na piedestał i dbanie przede
                  wszystkim i jego uczucia i samopoczucie.
                  Wszystko trzeba wyważyć. A nie pisać, że najważniejszy, na pierwszym miejscu ma
                  być ON.
                  Dużo tu wątków kobiet, które miały swojego za bóstwo, a on po paru latach kopnął
                  ją w tyłek. I wtedy przychodzi otrzeźwienie.
                  • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:08
                    tretritra napisał:

                    > Za to prowadzi do dobrego wynoszenie swego partnera na piedestał i
                    dbanie przed
                    > e
                    > wszystkim i jego uczucia i samopoczucie.
                    > Wszystko trzeba wyważyć. A nie pisać, że najważniejszy, na
                    pierwszym miejscu ma
                    > być ON.
                    > Dużo tu wątków kobiet, które miały swojego za bóstwo, a on po paru
                    latach kopną
                    > ł
                    > ją w tyłek. I wtedy przychodzi otrzeźwienie.


                    Nie chodzi mi o wynoszenie na piedestał, ale o równowagę.
                    I wszystko zależy od ludzi.
                    Nie mówię, że jak masz męża/faceta to tylko dlatego że jest z Tobą
                    to masz mu wszystko podporządkować (bo to Twój partner). Nie.
                    • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:13
                      misiu.stefan napisała:

                      > Nie chodzi mi o wynoszenie na piedestał, ale o równowagę.
                      > I wszystko zależy od ludzi.
                      > Nie mówię, że jak masz męża/faceta to tylko dlatego że jest z Tobą
                      > to masz mu wszystko podporządkować (bo to Twój partner). Nie.

                      To jak się ma do tego to co napisałeś wcześniej: "On powinien być dla Ciebie
                      najważniejszy. Zawsze. Nawet jak pojawią się dzieci. Mąż musi być na pierwszym
                      miejscu. "

                      Przecież to właśnie świadczy o tym, że JEMU trzeba wszystko podporządkować. Co
                      to za równowaga skoro on ma być na pierwszym miejscu? To nie jest równowaga.
                      • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:18
                        Krytykuję podporządkowanie wszyskiego dziecku.

                        Nie zrobię tego, bo dziecko. Nie zrobię tamtego, bo dziecko. Itp.

                        Mąż wg mnie musi być na pierwszym miejscu, ale jeśli okaże się
                        dupkiem to dosytanie kopa i na tym się skończy.

                        Dbanie o dobro męża/faceta w związku nie jest dla mnie równoznaczne
                        z podporządkowaniem mu wszytskiego. Ja odnajduję w tym wszystkim
                        równowagę, ale widzę że Ty masz z tym problem .

                        Wg Ciebie coś jest białe lub czarne. Wg mnie bywa też szare lub
                        kolorowe.


                        • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:37
                          Przedstawiasz typowo męski punkt widzenia.
                          Nie jesteś kobietą i nie zrozumiesz jak to jest mieć dziecko i pragnąć dla niego
                          wszystkiego co najlepsze. Facet odczuwa to inaczej. Mimo wszystko mniej intensywnie.
                          O faceta trzeba dbać, nie zatracać się tylko w dziecku. Ale tylko wtedy gdy
                          dostajemy w zamian to samo. A tymczasem często mężczyzna zatraca się w pracy lub
                          swoim hobby.
                          Jak piszesz - równowaga jest najlepszą, idealną sytuacją.
                          Ale do tego potrzeba też zrozumienia mężczyzny dla uczuć kobiety do własnego
                          dziecka, które nosiło się w sobie przez 9 miesięcy.
                          To prawda, są rodziny gdzie mąż jest zaniedbywany, bo pojawiło się dziecko. Ale
                          jest też wiele rodzin, gdzie kobieta próbuje się rozdwoić między dziecko i męża,
                          a sama jest na szarym końcu.
                  • plastelinka.czerwona Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 12:12
                    > Za to prowadzi do dobrego wynoszenie swego partnera na piedestał i dbanie przed
                    > e
                    > wszystkim i jego uczucia i samopoczucie.

                    To można inaczej? Można żyć z kimś, kochać go i nie dbać o niego bardziej niż o
                    siebie? Ja tak robię, robi tak mój mąż. Oboje jesteśmy szczęśliwi, otaczamy się
                    wzajemnie troską i miłością.

                    O dzieci trzeba dbać i je kochać, ale to nie z nimi tworzy się jedność. Z
                    dzieckiem możesz się zaprzyjaźnić po jakichś dwudziestu kilku latach, a wtedy
                    ono zazwyczaj ma już swoją miłość. Więc warto dbać o swoją cale życie a nie
                    tylko do zapłodnienia.
                    • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 12:43
                      Zgadzam się w 100%.
        • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:48
          misiu.stefan napisała:
          > Walcz o tę rodzinę, bo nawet tylko we dwoje tworzycie prawdziwą
          > rodzinę. Nie zniszcz jej.

          Dziekuje. Jesteś mądrą osobą...
    • mareczekk77 Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 09:52
      No ale co się dziwić facetowi skoro tak dałaś mu popalić po tamtych
      poronieniach? przecież on nie chce tego znowu przeżywać, kto lubi przebywać z
      osobą która się na nim wyżywa za wszystkie swoje problemy?
    • wioska2009 Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 09:53
      Moze to on sie teraz boi o ciebie i o kolejną porazke, ty przezylas strate mocno
      dwojki nie narodzonych dzieci, czyv pomyslalas jak on sie czul po tej strecie,
      pewnie nie chce tego przezywac po raz kolejny nier jest gotowy, boi sie tez
      napewno o twoje zycie i zrowie psychiczne, ja go rozumiem.
    • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 09:54
      Czy kiedykolwiek rozmawialiście o tym co on czuje po stracie dzieci?
      Współczuję Ci, ale cały czas ja, ja, ja...
      Powiedział Ci dlaczego nie chce mieć teraz z Tobą dzieci?
    • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:02
      Dziekuje za odpowiedz. Czyli to wszystko moja wina. Pozdrawiam. EM
      • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:04
        ty, a badałaś tarczycę? Może stąd te poronienia i niezrównoważenie? Pytam
        poważnie, bo niedoczynność tarczycy może powodować poronienia, a twoje reakcje
        też mogą być powodowane przez nieprawidłowe wartości hormonów.
        • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:06
          Kochana, badałam. Badałam wszystko co może być powiązane z moją reakcję na
          otaczający mnie świat. Z tarczycą wszystko jest OK.
          PS. Ktoś tam pytał o reakcję jego po poronieniach - jeden dzień po poronieniu
          śmiał się w głos popijąc herbatę ze znajomymi. Ja nie mówię, że to złe, ale on w
          skali od 1 do 10 przeżył to jako 2.
          • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:09
            empi-ria napisała:

            > jeden dzień po poronieniu
            > śmiał się w głos popijąc herbatę ze znajomymi.

            Znam ludzi, którzy w sytuacji mega stresu śmieją się w głos. reakcja nerwowa.
            Może wewnątrz cierpiał, a na zewnątrz starał się zachowywać normalnie, żebyś Ty
            wróciła szybciej do normalności. Żeby Tobie nie dokładać smutków. Każdy inaczej
            przeżywa.
          • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:11
            Koleżanka przeżyła poronienie. Mąż bardzo to przeżył, potem ona urodziła syna,
            ale mąż już nie chce więcej dzieci mimo ostatecznego happy endu, on boi się
            porażki, choć o tamtym poronionym dziecku nie wspomina. NIe wiesz, co siedzi w
            twoim partnerze. Kiedyś może się dowiesz. Śmiech przy herbacie niekoniecznie
            oznacza, że po nim to spłynęło jak woda po kaczce.
            Ja radziłabym próbować, skoro chcesz, ale ciążę utrzymywać w tajemnicy tak
            długo, jak się da, skoro dwa niepowodzenia masz za sobą. Dla ciebie to trudne,
            bo to twoje ciało, on nie bardzo wie, jak się zachować, więc mimo wszystko bym
            go rozgrzeszyła z jego mało czułego zachowania.
            • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:50
              alepe: dzieki, chyba wlasnie tak zrobie...
              • skarpetka_szara Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 21:58
                A ja mysle ze to bedzie wielki blad. Dlaczego jestes taka egoistka?

      • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:06
        Nie obrażaj się za to, że ludzie chcą poznać także uczucia Twojego partnera.
        Współczuję Ci, bo rozumiem Twoją ogromną chęć posiadania dziecka teraz, w
        sytuacji gdy za kilka tygodni, miesięcy, lat może być za późno. Rozumiem żal,
        frustrację.
        Ale staram się zrozumieć co kierowało Twoim partnerem gdy powiedział, że nie
        chce mieć teraz z Tobą dzieci. Na pewno byłabym rozżalona na Twoim miejscu
        słysząc te słowa, w sytuacji gdy dla mnie to ostatni moment na posiadanie
        dziecka. A on niby kocha, a jednak nie rozumie i nie chce teraz.
        Czy szczerze Ci powiedział skąd jego decyzja? Że boi się o Ciebie? Albo dlatego,
        że dałaś mu nieźle w kość po poronieniach i boi się, że trzeciej takiej
        przeprawy jakby co to nie wytrzyma?
        • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:09
          tretritra: uważa, że nie będziemy dobrymi rodzicami, zawsze mówi o tym w liczbie
          mnogiej... jednocześnie co pare dni idzie do siostry pilnowac jej małych dzieci
          (by ta mogła wyść do kina itp), bo jak mówi kocha dzieci, a te mu wystarczają za
          swoje...
          • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:10
            dziwne, że doszedł do tego wniosku po Twoich dwóch poronieniach.
            wcześniej zapewniał, że pragnie dzieci z Tobą? w ogóle pragnie?
            rozmawialiście szczerze czy chcecie mieć oboje dzieci?
            • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:13
              tretritra: tak, rozmawialismy... Mówił, że nie wyobraża sobie zycia bez
              dziecka... a teraz poniekąd je ma - u siostry. To mu wystracza. Zresztą kiedyś
              mi powiedzial, że wlasnie dziecko kochałby zupełnie tak samo jak te od
              siostry... Biega tam często, przynosi te dzieci na rękach do domu a mnie pęka
              serce....
              • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:18
                już ci napisałam, nie przejmuj się jego gadaniem, on nie wie, co mówi, niech cię
                jego słowa nie ranią.
          • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:17
            tym gadaniem to się nie przejmuj wcale. Mój mąż do pierwszej córki też miał
            dziwne podejście, ja go musiałam z nią oswajać, po paru latach, jak młoda była w
            przedszkolu, to on powiedział, że z takim dzieckiem to się porozmawia, da się
            coś zrobić, nie miał takiego kontaktu, jak ja. 2007 urodziłam drugą córkę i
            jakoś to on się zmienił, bo niemowlę jak niemowlę, ale jednak on kontakt złapał
            szybciej i widać było, jak kocha tę młodszą. A tak w ogóle, to mój mąż nie
            chciał mieć dzieci i druga była właściwie moim dzieckiem, nie naszym a moim, bo
            planowaliśmy się rozstać (takie oboje mieliśmy odczucia, że to koniec).
        • makova_panenka Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:18
          Facet nie będzie próbować kolejny raz. Widocznie już zaklasyfikował babkę jako
          funkcjonalnie bezpłodną. Teraz szuka tylko sposobu jak się z tej beznadziejnej
          znajomości wyplątać. Na razie są dzieci, potem przyjdzie pora na małolaty. Game
          over.
          • alpepe Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:19
            puknij się trolu.
          • tretritra Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:22
            makova_panenka napisała:

            > Na razie są dzieci, potem przyjdzie pora na małolaty. Game
            > over.

            idiotka. zastanów się zanim napiszesz jaki wpływ moją mieć Twoje słowa na
            psychikę, samopoczucie innych.
            powtórzę - idiotka.
            • makova_panenka Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:53
              Zbawienne, bo baba przestanie się wreszcie doszukiwać podtekstów w normalnym
              zachowaniu faceta w podobnej sytuacji.
          • filona.may Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 23:00
            makova_panenka napisała:

            makova_panenka napisała:

            > Facet nie będzie próbować kolejny raz. Widocznie już zaklasyfikował babkę jako
            > funkcjonalnie bezpłodną. Teraz szuka tylko sposobu jak się z tej beznadziejnej
            > znajomości wyplątać. Na razie są dzieci, potem przyjdzie pora na małolaty. Game
            > over.

            Uważam to samo. I trollem nie jestem. Dobrze, że ktoś to autorce wątku w końcu
            powiedział wprost, bez owijania w bawełnę i mydlenia oczu.

            Dla tego faceta dzieci są ważne (patrz stosunek do siostrzeńców i deklaracje z
            czasów, gdy jeszcze nie wiedział, że będą kłopoty z donoszeniem ciąży) i nie
            chce zmarnować sobie życia z kobietą, która być może nie da mu dzieci. Tak
            prawdopodobnie wygląda jego myślenie.


            Popieram propozycję, która padła powyżej, byś spróbowała jeszcze raz, na
            początku nic mu nie mówiąc. Generalnie robienia sobie dzieci, gdy partner nie
            chce, nie popieram. Ale ten raczej chce, tylko obawia się, że znowu nie wyjdzie.
            Więc możesz spróbować. Jeśli się uda (urodzić), to oboje będziecie się cieszyć.
            A jeśli nie, to niestety musisz być przygotowana na radzenie sobie ze swoimi
            emocjami sama, ewentualnie z pomocą terapeutów, swojej rodziny, przyjaciółki, bo
            jego tym nie obciążaj.


            A pomyślałaś, że to, do czego on dąży, czyli rozstanie, może być dobrym
            pomysłem? Może do siebie nie pasujecie genetycznie, wspólne potomstwo ma jakieś
            wady i stąd te poronienia. Może każde z Was powinno spróbować z innym partnerem?
            Wiem, że masz już 31 lat i jesteś w nim zakochana, ale jednak ten wiek, to
            jeszcze nie emerytura matrymonialna, masz duże szanse ułożyć sobie życie i mieć
            dzieci z kimś innym.
    • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:22
      alpepe: Dziekuje za wypowiedź, może czas to wszystko wyklaruje... Póki co ja mam
      z jednej strony na szali dziecko, a z drugiej jego... Boje się tego, że jak on
      dorośnie do roli posiadania dziecka to już ja go mieć nie będę mogła. Czy wtedy
      poczuję, że przegrałam życie? Wiem, wiem.. niejedna osoba mi mówi, że mam się
      nad nim zastanowić; kiedy ja wiem, że go kocham. To wcale nie jest proste.
      Wybieram jego. Jednak wiem, że ta decyzja może mieć konsekwencję do końca zycia.
    • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:25
      makova_panenka: nie zauważyłaś, że obniżasz poziom rozmowy? Może faktycznie
      trollowa panienka :)
      • makova_panenka Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:57
        Jeśli ktoś tutaj sięga dna to z pewnością nie ja.
        Ja nie mam mentalności pijawki która za wszelką cenę chce brać gościa na litość.
        Z resztą nie mnie dociekać co wyrabiałaś przed 30 lat swojego żywota, że
        organizm tak brutalnie zaprotestował.
        • bombalska Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 22:19
          > Ja nie mam mentalności pijawki która za wszelką cenę chce brać gościa na litość

          Tak, poronila, zeby gosciowi zrobilo sie zal... Ja sie nad toba zlituje i dam ci
          rade: lepiej bedzie jak przestaniesz odpisywac. Tobie mozg sie nie zmeczy, a my
          bedziemy spokojniej zyli dalej.
    • gazetowy.mail Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:34
      Zastanawiam się czy te ciąże były wpadkami czy planowane. Rozumiem,
      że małżeństwem nie jesteście. I wnioskuję sobie , że Pan nie chce
      dzieci bo myśli, że pozna inną z którą załozy rodzinę a Ty jesteś bo
      jesteś. Co innego gdyby był ślub, była by rodzina, próby kolejnego
      dziecka. W sumie Pan jest wolnym człowiekiem i pójdzie sobie do
      innej.
      • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:43
        gazetowy.mail: no zabijasz swoim tekstem :) rozumiem, ze jak nie ma ślubu to nie
        ma rodziny? Załość... My nie czujemy potrzeby okazywania sobie swojej milosci
        poprzez slub. Rozumiem, że Ty masz żonę... i jesteś święcie przekonany, że tak
        już zawsze będzie. Uważaj. Ja już byłam czyjąś żoną i nie byłam jak to
        powiedziałeś "wolnym człowiekiem" i nie przeszkodziło mi to w tym by odejść.
        • gazetowy.mail Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:50
          Nie denerwuj się :-)

          Nie uważam, że do posiadania dzieci konieczne jest małżeństwo i że
          jest ono trwałe itp. Pytałaś jak to widzą inni - otóż ja to tak
          widzę: Pan nie chce z Toba dzieci, nie macie ślubu, macie po 30 lat
          więc całe życie przed Wami ... Niekoniecznie razem.


          > gazetowy.mail: no zabijasz swoim tekstem :) rozumiem, ze jak nie
          ma ślubu to ni
          > e
          > ma rodziny? Załość... My nie czujemy potrzeby okazywania sobie
          swojej milosci
          > poprzez slub. Rozumiem, że Ty masz żonę... i jesteś święcie
          przekonany, że tak
          > już zawsze będzie. Uważaj. Ja już byłam czyjąś żoną i nie byłam
          jak to
          > powiedziałeś "wolnym człowiekiem" i nie przeszkodziło mi to w tym
          by odejść.
          • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:53
            Pan nie chce z Toba dzieci, nie macie ślubu, macie po 30 lat
            > więc całe życie przed Wami ... Niekoniecznie razem.

            Kochany, po tym co przezylismy wiem, że chcemy być razem. Mimo wszytsko. Bez
            względu. Nikt nikogo nigdy nie zostawil, zawsze stalismy za sobą murem. Nie
            rozumiemy się w tej jednej kwestii, a Tobie prosto jest pisać: niekoniecznie
            razem. Ty wiesz co łączy ludzi którzy bardzo się kochają? coś niesamowitego. To
            nie jest tak, że on mnie odrzuca, że jestem z nim bo jestem i szuka okazji...
            Oddaje mi całe swoje zycie, nie wspomnę o dobrach materialnych (które niewiele
            znaczą)... a na moje: odejde od Ciebie, słysze: Kochanie, od lipca będziemy
            mieli nowy dom (przeprowadzamy się do jego mieszkania): chodź wybierzemy kolor
            ścian. Na moje: odejdę, znów słyszę: poszukajmy dobrej lodówki..........
            • kitek_maly Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 10:56

              Nie
              > rozumiemy się w tej jednej kwestii,

              A to przecież drobnostka. Taka sama jak wybór obrusu na stół świąteczny, prawda? :)

              > Ty wiesz co łączy ludzi którzy bardzo się kochają?

              Nie, Ty jedyna posiadłaś tę wiedzę.
              Ale dzięki za oświecenie, jak się ludzie bardzo kochają, to wybierają lodówki i
              kolor ścian.
            • gazetowy.mail Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:33
              Zbytnim realistą jestem. "Wspólne" lodówki, domy itp a w
              rzeczywistości zapisane na jedną "ze stron". Potem wspólnota mija i
              nie ma się żadnych praw. I nie ważne jest, że wcześniej dużo ich
              łączyło .
              • filona.may Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 23:04
                gazetowy.mail napisała:

                > "Wspólne" lodówki, domy itp
                > a w rzeczywistości zapisane na jedną "ze stron".

                dokładnie
    • histeryczka Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:01
      w ciągu pierwszych kilku miesięcy związku zaszłaś w ciażę 2 razy?? Ja już nawet
      nie pytam, czy ten facet też tego chciał.
      Obstawiam, że on się po prostu ocknął i w ostatniej chwili zwiał przed
      wpakowaniem się w rodzinę z agresywną i kłótliwą kobietą, z którą wcale
      niekoniecznie chciał od początku sie rozmnażać.
      • skarpetka_szara Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 22:11
        Dokladnie tak pomyslalam: facet na poczatku napewno kochal, i byl
        tym zaslepiony. Potem po tym piekielku jakie mu dawala miesiacami,
        latami(?) - zmienil zdanie i juz podziekowal jej za wspolne zycie.
        Pewnie ma racjie ze byliby zlymi rodzicami: - histeryczka,
        egoistka, w zyciu liczy sie tylko ona, i zaloze sie ze facet ma
        kase, a ona nie az tak duzo.
        • dzyndzolka Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 09.07.09, 12:58
          No brak słów po prostu..
          Tak, pewnie go na dziecko chciała złapać,
          aż mi trochę szkoda, bo naprawdę z innych wypowiedzi się fajną babką zdawałaś ...
    • stinefraexeter Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:05
      Bardzo ci współczuję tych dwóch poronień.

      Nie wiem, co ci radzić, bo o wielu rzeczach po prostu nie wspominasz.

      Po pierwsze, nie piszesz, czy wspólnie planowaliście dzieci (po kilku miesiącach
      znajomości, bądźco bądź), czy też była to wpadka (dwukrotna).

      Po drugie, związane z powyższym, nic nie wiemy o podejściu twojego partnera do
      waszej wspólnej przyszłości. Rzeczywiście, ty wciąż piszesz o sobie: ja
      cierpiałam, ja przeżywałam... Wyobraź sobie, co on musiał z tobą wówczas
      przechodzić. Jego reakcję na pierwsze poronienie mimochodem wspominasz dopiero w
      którymś tam poście. Nic o tym, czego on chce nie wiemy!

      Powiem ci szczerze, że, opierając się na tych wybiórczych wiadomościach, nie
      wygląda to najlepiej dla osoby postronnej... Obawiam się, że on może niedługo
      wykręcić się z tego związku, który w ogóle wydaje mi się jakiś dziwny: dwie
      ciąże w ciągu roku od poznania tego faceta? Nie mogę sobie tego wszystkiego
      poukładać w głowie.
    • joanna29 Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:09
      Najpierw ustal przyczyny poronień, najlepiej w specjalistycznej
      klinice, a nie u zwykłego ginekologa. Zadbaj o zdrowie. Troche czasu
      minie, emocje opadną, wiedza o zdrowiu się zwiększy, strach bedzie
      mniejszy i wtedy podejmiecie decyzje co do potomstwa.
    • mary_an Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 11:12
      Moze porozmawiaj z nim szczerze? Moze on czuje sie zredukowany do roli
      reproduktora? Za wszelka cene robisz wszystko, zeby zajsc w ciaze, donosic ja,
      wiadomo, sporo to kosztuje, wiele poswiecen - ale czy nie ucierpial na tym wasz
      zwiazek? Jak ktos wczesniej napisal, nie mozesz postawic checi posiadania
      dziecka na pierwszym miejscu, moze po prostu badz z nim, wyluzujcie sie, nie
      wyliczaj na sile dni plodnych, nie lataj do ginekologa na badania co chwile,
      tylko moze pozyj troche spokojnie, jak zajdziesz w ciaze to zajdziesz, jak nie
      to nie, ale moze musisz troche wyluzowac? Ja tak sobie mysle ze moze twojego
      faceta juz ten maraton do zaplodnienia troche zmeczyl i chcialby wlasnie wrzucic
      na luz i znowu cieszyc sie zyciem z toba a nie tylko ciagle myslec o jajeczkach,
      plemnikach, zygotach itp? Szczegolnie, ze juz 2 razy sie nie udalo, jemu na
      pewno bylo z tego powodu b. ciezko.
      Pojedzcie gdzies na wakacje, wypocznijcie, poczekajcie troche, czesto jest
      przeciez tak, ze kobiety nie moga zajsc w ciaze wlasnie wtedy jak bardzo bardzo
      tego chca, bo sa tym takie zestresowane, ze sie nie udaje. Stad czesto kobiety,
      ktorym powiedziano, ze sa bezplodne, ktore adoptuja dziecko i juz rezygnuja z
      wlasnego zachodza wlasnie wtedy w ciaze. A ze lekarz mowi "nigdy", albo "juz
      teraz" to wcale nie jest na 100%, moze mu sie tak wydawac, ale na pewno nie wie
      tego na pewno, w koncu nie jest jakims bogiem, tylko lekarzem, a ludzki organizm
      potrafi platac figle.
      I zastanow sie co by bylo, jakbys rzeczywiscie juz nie mogla miec nigdy dzieci -
      czy to jest dla ciebie koniec swiata? Co mysli o tym twoj facet? Czy w ogole o
      tym rozmawialiscie?
      • lesialesia Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 12:02
        on nie chce mieć z Tobą dzieci, bo kojarzą mu się tylko z Twoją depresją i
        awanturami- lepiej sobie odpuść, bo nie zagwarantujesz mu że już nigdy nie
        poronisz i znowu Ci nie odbije.
    • nadobna.pasqualina Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 08.07.09, 20:46
      Nie wiem co Ci doradzić, natomiast doskonale Cię rozumiem. Wiem jak
      to jest poronić i walczyć z facetem, ktoremu nie zależy na rodzinie.
      • jandk Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 09.07.09, 00:22
        A moze on po prostu boi sie o wasze wzajemne relacje? Widzial ile sie
        nacierpialas po dwoch poronieniach. Widzial jaki to ma wplyw na twoja osobe i na
        wasz zwiazek. A teraz zwyczajnie boi sie tego, ze gdyby za 3 razem sie nie udalo
        straci cie, bo po prostu twoj smutek i twoje zale odsunal go od ciebie na dobre.
        Moze wlasnie kocha cie nad to dziecko. I woli cieszyc sie toba i dziecmi siostry
        niz niczym.
        I wcale nie musi byc tak, ze smial sie ze znajomymi zaraz po poronieniu. Bo
        uwierz mi, plakac mozna rowniez wewnetrznie. Mysle, ze bolala go i strata
        dziecka i twoje cierpienie.
        Daj mu odpoczac. Wyluzuj troche. Pojedz do jakiejs kliniki, najlepiej z
        przyjaciolka, nawet bez jego wiedzy. Porzadnie sie przebadaj i przygotuj a potem
        przywolaj siebie po tych 2 poronieniach i porozmawiaj z nim o tym, ze dojrzalas.
        • empi-ria Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 09.07.09, 11:23
          Kochani,

          Wczoraj rozmawiałam z moim R. I przyznam, że wielu z Was mialo racje, ale oczywiscie wielu musze rozczarować.... Nie przestał mnie kochać, nie jest ze mna z litosci (jak wielu z Was sugerowało), Kocha i to mocno: powiedział, ze caly czas zle go rozumiem - ze chce bardzo ze mna zalozyc rodzine, ale zebysmy poczekali pare chwil... zebym ja sie uspokoila po stracie dzieci...
          Wybaczcie, ze niektórych z Was musiałam rozczarować. A zanim zaczniecie mówic: on Cie nie kocha i patrzy jak sie Ciebie pozbyc, proponuje - rozejrzec sie po swoim podwróku, a później innych dolowć.

          Pozdrawiam!
          • misiu.stefan Re: Z serii: spraw damsko-męskich, moja historia 09.07.09, 11:46

            Wspaniała wiadomosć :)

            Życzę Wam szczęśliwego zakończenia tej historii.

            Kochacie się i to jest najważniejsze.


            Pozdrawiam!

Inne wątki na temat:
Pełna wersja