jemejska
02.08.09, 11:03
witam, na forum jestem nowa, ale widze, ze mozna znależć to i porade i pocieszenie, a co najwazniejsze - obiektywne spojrzenie innych.
Wiec co myslicie o mojej historii?
Pochodze z malej miejscowosci, ale wiele lat mieszkalam w duzym miescie. tam poznalam męża, znalazlam prace, niedjena, ale ostatnią chyba najlepszą.
mam rodzenstwo i starych rodzicow, szczególnie ojca, ktory jest ciezko chory, ktorymi nikt nie chce sie zaopiekowac, po wielu rozmowach rodzice poprosili mnie i meza, zebysmy z nimi zamieszkali, dom jest olbrzymi, na zasadach partnerskich, my nimi sie zaopiekujemy, oni pomoga przy dziecku (ja bylam wtedy w ciąży). Wspomne, ze moi rodzice to luzie starzy, cieżcy czasem w pozyciu, szczególnie matka, ale za to ojciec nadrabiał za nia rozsadkiem. Ona wiecznie z dzieci niezadowolona, ale tylko mnie stac bylo na asertywnosc. decyzja była trudna, ale razem z mezem znależlismy w niej dobre strony i tak tez sie stało.
Wszystko złozylo sie na raz - i przeprowadzka, w sumie końcowka, i porod i zmiana pracy mojego męża. I nagle buuum, urodzilam chore dziecko, bardzo chore, zaczał sie koszmar. Szpitale, diagnozy, jazdy do dziecka, naszego pierwszego, dłuuugo wyczekiwanego. I zacely sie tez sprzeczki w domu. My remontowalismy nasza czesc, wiec najpierw o to, potem o pozne wstawanie (godz. 8 rano) a po jakims czasie usłyszałam od matki, ze jestesmy durniami, bo jezdzimy jak opetani do dziecka( co drugi dzien 100 km.w 1 str. samochodem) a ono i tak nie dosc, ze małe i g...o z tego wie, to bedzie uposledzone. I szlag mnie trafil. Pozarlam sie z nia strasznie! na to przyjechal mój mąz, powiedział ze sobie nie zyczy wyzywania siebie i mnie i zabrał mnie na pare godz. z domu. No i zaczeła sie jazda. On wrocil jeszcze do pacy do innego miasta, a ja zostałam. powiedzałam, ze nie popuszcze, wiec nie rozmawiałam z nimi. Oni na to powiedziel mi, ze mąż nie ma prawa bytu w tym domu, tylko ja i dziecko, jezeli juz. I zebym tak nie pyskowała, bo jestem na ich lasce. A gdzie tu łaska, jak obydwoje mamy prace, w zyciu mi złamanego szelaga nie dali, szczególnie po narodzinach syna.
Matka kazała nam sie wynosic, gdzie juz po przeprowadzce, po remoncie, kasa utopiona, dziecko wraca ze szpitala z aparatura.... Powiedziałam nie i zostalismy, wiec zatrula nam zycie. Nie mołam korzystac z kuchni, wydarła kable od internetu, nie mogłam wyjsc z małym na spacer ani przed dom, w ogole schiza. Syn w koncu wrocil do domu po szpitalnych przygodach, a oni do mnie, ze mi pomoga pod warnkiem, ze meza w domu nie bedzie. wiec podziekowałam za ta pomoc. Przyjechał mąż, kazalam mu natychmiast szukac mieszkania w pobliskim miescie, wyprowadziliśmy sie w dwa dni. zwyzywali nas na koniec od baranow pierd..... i takich tam. jak poszlam do nich pozegnac sie, to usłyszałam: w koncu. Matka sie nawet nie odwrócila do mnie, ojcu zamknela usta reką. zabrałam dziecko i wyszlam.
Moj mąż przerazony tym wszystkim, to bardzo ugodowy cżlowiek, wielokrotnie ich tłumaczyl, gdzie ja juz nie dawalam im szansy. I teraz zostalam z długami - pieniadze wsadzilam w szpitale i remont, przeprowadzki. wyladowałam w wynajetym mieszkaniu z kosztami ok 1000 zł. z chorym dzieckiem, w obcym miescie, znikąd pomocy, zeby nawet wyjsc do sklepu. Mąz nadal jest w trakcie zmiany pracy i jeszcze dojezdza.
a moja matka opowiada wszystkim, jaka to ona sama i biedna, ze my poszlismy ze wzgledu na lepsze warunki dla chorego dziecka w miescie (oczywiscie ja prostuje, ile moge) na domiar zlego ona CHCE miec teraz kontakt z wnukiem, nie z nami, bo powiedziała, ze z nami nie musi rozmawac, ale z dzieckiem!!! rece opadły mi do podłogi.
D tego ja zostawilam dobra prace, znajomych, wszytsko, nad czym pracowałam 15 lat i wylądowałam tu.
załamałam sie. z jednej strony dopiero teraz zaczynam zyc własna rodzina a nie toksycznymi rodzicami. z drugiej strony ciezko mi strasznie z tym wszystkim.
Rodzenstwo uwaza, ze powinnam kontaktowac sie z nimi ze względu na dobro dziecka, na jakie dobro pytam sie???
A CO WY O TYM MYSLICIE???