pieknooka77
05.08.09, 11:40
.......23:30....busza mega błyskawice....mój mąż siedzi w kuchni
przy zgaszonym swietle...podchodzę pytam co się stało...ucieka do
drugiego pokoju...od kilku mieś nie jest soba, nasze małżeństwo
oparte tylko na moich staraniach...dwójka dzieci .....przychodzi jak
skatowany pies do kuchni...mówi ze zdradził mnie......pisząc to drźą
mi rece....mam łzy w oczach...wpadłam w szał złość ...okropne
uczucie...12 lat razem..gdyby nie dzieci wrzeszczałabym w głos...nie
wiem ile to wszytsko trałao na początku wywaliłm go z domu..póżniej
zdzwoniłam bo w sumie nic nie wiedziałm ..a chciałam z niego
wszytsko wydusić..rozmowa do 6:00rano....ja spakowałam dzieci i
wyjchałam do rodziców na tydzień...ochłonąć?!
oprzytomnieć...poukładac mysli...on dzwonił..pisał....przyjechał po
tygodniu ja wyczuł ze go nie zabije w wejściu.....wróciłam...do
domu z dziećmi....nie wiem jak można żyć po zdradzie?...rozmawiamy
razem...jemy posiłki..a ja ciągle mam w głowie to co mi
powiedział...zabrał mnie na wyjazd tylko my we dwoje bez
dzieci...długie rozmowy....łzy plany jak to poskładać....wróciłam
nie ze względu na dzieci- jestm samodzielna zarabiająca....ale
naprawdę go kocham.. przez te 12 lat było cudownie...zbłądził?
zwątpił? nie wiem nie sądze żebym tu go usprawiedliwiała....i siebie
obwiniała..stało się tak do tego pochodzę...nie wiem jak poradzę
sobie z zaufaniem....prosze o norlalne porady ...osób które miały
podobną sytuację..a nie osoby gdybjące nie wiedzace co to zdrada.....