le-nova
06.08.09, 00:20
Postanowiłam tu napisać bo już dłużej nie wytrzymam. Mój mąż od początku
naszego małżeństwa (8 lat) pracuje w delegacjach. Ja zostaje sama z synkiem
cały tydzień sama, on przyjeżdza tylko na weekend. Pomimo, że ciągle nalegam
żebyśmy w końcu byli razem, wynajęli jakieś mieszkanie w mieście blisko jego
pracy, że dziecko nie może wychowywać się bez ojca, on ciągle ma jakieś
argumenty, że wynajem drogi, że syn za mały.
Od pewnego czasu, chociaż nie ma żadnych ku temu powodów ciągle wmawia mi, że
kogoś mam. Potrafi wyzwać mnie od najgorszych szmat, od puszczalskich itd.
Słowo spier..laj, g...no, to dla niego norma w rozmowie ze mną, nawet przez
telefon potrafi się ni stąd ni zowąd pokłócić, chociaż przed godziną normalnie
rozmawialimy. właśnie niedawno zadzwonił i nakrzyczał na mnie od k...rw i
szmat, był pijany. Ja już dłużej tego nie zniosę, on mnie wykańcza
psychicznie. Nawet do tego stopnia, że wymyśla rózne historie, w których w
ogóle nie brałam udziału np, że pojechałam do Wrocławia spotkac sie z niby
kochankiem i on nawet znalazł w moich rzeczach paragony z Wrocławia, podczas
gdy ja nie byłam we Wrocławiu i żadnych paragonów nigdzie nie maiłam. Sprawdza
mój telefon, gdy nie widzę, ale kilka razy go przyłapałam na tym.
Ja mogłabym zachowywać się tak samo jak on ale po co/ W końcu też mogłabym
mieć podejrzenia, nawet z tego powodu, że nie on chce żebyśmy zamieszkali razem.
Naprawdę jestem już u kresu wytrzymałości, nic nie boli tak jak brak szacunku
do mnie i to, że wmawia mi rzeczy i historie, których nie było. Mówi o
rozwodzie, zresztą o tym powiedział mi pierwszy raz pół roku po ślubie.
Nie wiem co się z nim dzieje. Ja mam tego dosyć, mam nerwicę, myśli
samobójcze, najchętniej chciałabym umrzeć i mieć to z głowy ale dziecko mnie
trzyma. Gdyby nie było dziecka nie zastanawiałabym się. On zniszczył moje
ego, jestem dla niego zwykłą szmatą, chociaż podobno mnie kocha, dobre...
Ostatnio nawet powiedział, że syn go nie obchodzi w ogóle.
Do tej pory nie wyobrażałam sobie rozwodu ale teraz coraz częściej nad tym
myślę. Boje się rozwodu, bo on oczywiście zarabia więcej niż ja i wszystkie
kredyty jakie mamy są na moje nazwisko, i on ciągle mi to powtarza, że ma
czysta sytuację.
Przepraszam, że tak długo ale musiałam się wreszcie wygadać, do koleżanek nie
chcę bo nie lubię opowiadać im o swoich problemach, nie chcę być gorsza od
nich, nikt naprawdę nie wie co przezywam, bo czym tu się chwalić. Od pewnego
czasu mam wrażenie, że on to robi żeby odwrócić kota ogonem i zwalić winę na
mnie, żeby nie szargać swojego dorbego imienia, bo za takiego jest uważany.
Proszę doradźcie co zrobilibyście na moim miejscu.