na.rozdrozu
06.08.09, 11:57
Pisałam już wcześniej, starałam się zrozumiec mechanizmy rozstania,
zapytać ile trwa wychodzenie ze związku, kiedy ból ustaje, itd. Na
fali rewelacji z ostatnich tygodni - chcę raz jeszcze napisać. Chyba
wyżalić się, oczyścić, może ktoś wnioski jakies wysnuje, nie wiem...
Niemal pół roku temu rozstałam sie z mężczyzną mojego życia. Tak o
nim zawsze myślałam, tak niestety myślę dalej, chociaż nie jest tego
wart. 5 lat trudnego, ale i cudownego związku. Potrafił sprawić, że
kobieta czuła się najszczęśliwsza pod słońcem, kochana do granic
możliwości, wręcz uwielbiana. Ale potrafił też tak zranić, że
najbardziej gorzkie łzy były przez niego. 5 lat huśtawki - totalnych
wzlotów i bolesnych upadków. Ale ciągle wierzyłam, że warto.
Nawet gdy ode mnie odszedł miałam nadzieję na powrót. Zresztą
regularnie się kontaktowaliśmy - raz, że sprawy zawodowe, dwa - był
moim przyjacielem. On po kilku miesiącach mówił mi, że sam na siebie
się złości za tę niemoc, która go ogarnęła, za relatywizm, że nie
może się zmusić do odpowiedzialnego działania a propos NAS. Bo
chciałby, ale coś go blokuje, że chyba jeszcze czasu potrzebuje. No
to czekałam... Opowiadał mi o tym co robi, o szczegółach swojej
pracy. W zeszłym tygodniu wyjechał, mówił mi o tym już chyba z 2
miesiące wcześniej. Przed owym wyjazdem dał mały prezent ze słowami
bym o nim pamiętała jak go nie będzie, pytał czy jak wróci (jechał
do pracy z grupą incetive) wyjadę z nim na weekend by odbudować
nasze relacje, pytał mnie czy wierzę, że przezwyciężymy kryzys.
Jednym słowem - dał mi cholernie dużo nadziei i wiary, że poskładamy
to. Potem kilka sms-ów, w którym trochę narzeka na pracę, jakiś
telefon bym mu w czymś pomogła. Pomogłam, ale potem nie mogłam się
do niego dodzwonić, zaczęłam się trochę niepokoić. Potem jego
wieczorny telefon - taki poddenerwowany. Pytam łagodnie gdzie jest.
Mówi mi dokładnie, podaje nawet nazwę ośrodka. Po rozmowie z nim
myślę, że jest pewnie zmęczony, grupa może ciężka, a jutro jest
niedziela - ciut wolniejszy dzień z tego co mówił, to zrobię mu
niespodziankę. Zadzwoniłam rano do tego hotelu. Okazało się, że nie
ma go tam, nigdy nie było, żadnej grupy też nie ma. Szok. Dwa razy
się jeszcze upewniałam, chcąc wierzyć w pomyłkę. Wieczorem on
zadzwonił. Pytam go gdzie jest - mówi mi to samo co dzień wcześniej.
Spokojnie pytam czy chciałby mi teraz coś powiedzieć. On nie wie o
co mi chodzi, no to mówię, że nie ma go tam, że nie ma żadnej grupy,
itd. Zaczyna sie denerwować, rzucać szczegóły jak tam dojechać,
obiecuje nawet wysłac sms-a z nr telefonu gdzie dokonywał
rezerwacji. Ale też jest tak zdenerwowany, że chce już zakończyć
rozmowę. Proszę go więc - daj mi znać gdzie wobec tego będziesz
jutro (bo miał przejechać spod Warszawy do Lublina). On sam mówi, że
dokończymy rozmowę jak on wyśle mi te namiary.
Do dziś oczywiście nie dostałam żadnego sms-a, ani telefonu.
Następnego dnia zadzwoniłam do firmy, z której miał dostać to
zlecenie. Nie było żadnego zlecenia, mało tego - kilka miesięcy
wcześniej też mi mówił o jakiejś grupie (nawet przewodniki ode mnie
pożyczał, opowiadał potem o trasie itd.) - też nigdy nie było tamtej
grupy.
Jestem kompletnie zdruzgotana. Wierzyłam mu przez 5 lat, ufałam jak
nikomu innemu, on dobrze wiedział, że dla mnie szczerość jest
podstawą związku. Po co to robił?? Ok, rozstaliśmy się to przecież
może robić co chce, ale dlaczego kłamał przez cały ten czas, po co
wymyślał te bajki, po co mi proponuje wspólny wyjazd by cokolwiek
odbudować??
Zadzwoniłam do jego przyjaciela z pytaniem czy on coś wie. On na to,
że od pół roku nie może z nim złapać kontaktu. Znów jestem zdziwona
bo za każdym razem jak się spotykaliśmy mówił, że właśnie wraca,
albo będzie jechał właśnie do tego przyjaciela. Kolejne oszustwo.
Tylko po co?
A jeśli przyłapany na kłamstwie po co idzie w zaparte dalej? Odciął
się od swoich znajomych, ponoć nikt z nim nie może się dogadać.
Jeśli to inna kobieta to współczuję jej, że już teraz jest
oszukiwana. Jeśli coś innego - to co to może być?
A najbardziej wkurzam się na siebie - bo dalej nie mogę go wymazać z
serca i głowy. Wszystko we mnie wyje na samą myśl o nim :( Pół roku
wychodzenia ze związku i ciągle jestem na samym początku tej
męczarni :(