eliza2009
13.08.09, 17:34
Jestem pół roku po ślubie i w ciągu tego czasu przeżywam istny koszmar. Zaczęło sie od tego, że mąż tydzień przed ślubem powiedział że nie ma kasy na wesele (moi rodzice mieli zaplacic za naszych gosci a on za swoich) i nie chcial powiedziec za bardzo co sie z tymi pieniedzmi stalo - krecil ze w domu cos trzeba bylo kupic itp - niechetnie ale uwierzyłam mu, gdyż wiem że u niego sie nie przelewa. na szczescie za sale moglismy zaplacic po weselu wiec jakos to bylo przez jakis czas ale niedlugo potem nie przedluzyli mu umowy w pracy i przeszedl na kuroniowke (ja tez byla przez ten czas na kuroniowce - nie moglam pracowac w zaawansowanej ciąży). Wiec bylo ciezko. Jeszcze wczesniej dowiedzaialm sie od jego kuzynki ze wygral przed slubem 3000 zł i nic mi o tym nie powiedzial... Pozatym od ponad roku spłaca dwa kredyty i podobno też wziął je na "domowe porzeby"... W czerwcu urodzilam coreczke - nie zyjemy bogato ale zaczelo sie wszysko jakos krecic - maż znalazł pracę, dostalismy troche becikowego i moi rodzice duzo nam pomagają. Wczoraj mąż wybrał ostania kuroniowke i cala miala pojsc na rate kredytowa, ale mu nie wystrczylo, bo kuzynowi pozyczyl 50 zł (na gre na automatach) a mi oddał 30 zlotych w pieciozłotówkach - wiadomo, że z automatu. Kuzyn potwirdził moje domysly i przyznal że mąż grał, ale on się od dwóch dni upiera że nie grał. Dopiero teraz poskładałam to wszystko do kupy i przeczuwam że tamte pieniądze też wydał na grę. Kocham go, on jest dobrym mężem i tatą ale już dłużej tak nie wytrzymam. Ja nie wiem czy wystarczy nam na pampersy i mleko dla małej a on sobie po prostu gra. Może chce nam pomoc ale jest coraz gorzej, bo jak moga 3 osoby wyżyć za 500zł? Pomocy!