george31
22.08.09, 10:38
Pytam Was kobiety bo myślę ze lepiej orientujecie się w psychice
kobiecej:)
nie będę ukrywał ze jest to dla mnie nowe doświadczenie,bo zawsze to
ja
kończyłem związki,najlepiej taktyka z kwiatka na kwiatek,tak było
wygodnie..
Otóż,spotykałem się przez rok czasu z kobieta,którą raczej kochałem
pomimo
jej niezliczonej ilości wad,i akceptacji jej nieporadności
życiowej,zakupoholizmu,spóżnialstwa,itd-typowa artystyczna dusza..nie
ukrywam ze w końcówce związku także miałem myśli by to
skończyć,aż nagle
kilka mies temu po malej awanturze(byliśmy raczej zgodna para) moja pani
stwierdziła ze powinniśmy się rozstać,i szukać szczęścia u boku
innej
osoby..zatkało mnie,szczególnie ze po kilkunastu dniach zaczęła się
spotykać(kolegować,przyjażnić?) z innym,na szczęście lub
nieszczęście po
kilu tygodniach okazało się ze on już był w związku z inna kobieta i wszystko
się
skończyło..od tamtej
pory
znowu spotykamy się razem,codziennie,z takiej samej inicjatywy po obu
stronach,czyli bez żadnego narzucania się ale już na innej stopie,tzn
pomagam
jej we wszystkich problemach a ma ich zawsze wiele:)jeżdzimy razem na
wakacje,jednak barierą jest sex,na który nie może się ze mną
zdecydować,a
na wszystkie próby określenia się czy będziemy razem czy nie stara
się
unikać odpowiedzi lub odpowiada ze nie wie,dopiero kilka dni temu
przyparta
do muru oznajmiła mi że jej jest tak dobrze,i że jest za tym by ten
stan
utrzymywać,ze lubi się ze mną codziennie spotykać ale nie oczekuje
niczego więcej w przeciwieństwie do mnie.Czuję się trochę dziwnie gdy
chodzimy za rękę(z jej inicjatywy tylko na wyjazdach),przytulamy
się,delikatnie całujemy a jednocześnie muszę mieć świadomość ze to
wszystko na co ją stać..dostrzegam taką analogie do wygodnego
przeczekania okresu do czasu poznania nowego
faceta,myślicie ze jest sens tracić kolejne kilka miesięcy i czy jest
szansa że coś z tego wyniknie,oprócz kilku siwych włosów?