*rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę*

02.01.04, 17:21
- zapowiadają się "przejazdem" dom po wizycie wygląda jak po tajfunie
(siostra z mezem i 2 dzieci, brat z partnerka + matka)nie zdejmują
zabłoconych butów, zwiedzają wszystkie pomieszczenia
- nigdy nie dzwonią, nawet na święta, imieniny itd., jeśli już, to nagrywają
sie na sekretarce "zadzwoń" co oznacza, ze albo coś sie stało albo ze
chcą "pozyczyć" (nie sa bidni) pieniadze. mój chłopak za to bez przerwy do
nich dzwoni, rozmawia po pół godziny i pyta każdorazowo, dlaczego do niego
nikt nie zadzwoni z pytaniem co słychac
- niczego nie robia bezinteresownie, sa cwani i wyrachowani. pół żartem pol
serio mówię, ze gdyby nie ja, to by _kochana_rodzinka_ puściła mojego
chłopaka z torbami
- nigdy niczegi nam nie dali, sami żądają wiele, np. matka potrafi zwalić sie
nam na głowe na 2 tygodnie, do niczego sie nie dokłada. ja do niej w ogole
nie jezdze, gdy mój chlopak ja odwiedza, to nawet jesc mu nie da
- matka zapowiedziala, ze mój chlopak nie dostanie nic w spadku, mieszkanie
dostanie brat (bogatszy od nas) a konto siostra (bogatsza od nas) i zero
pretensji
- ostatnio był telefon, zeby mój chlopak przyjechal na sylwestra do nich
to .... cała rodzina bedzie razem (oczywiscie o mnie sza)

i co Wy na to?

zapowiadaja sie przejazdem (7 osob) w niedziele. sprzatam dom. tylko po co?
wszystko bedzie brudne jak w oborze. całą lodówkę też nam opróżnią z
pewnością, bo to i obiad, i kawa, i deser. ja juz nie moge. wysłałabym ich na
Marsa.
    • Gość: f. Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: 81.219.160.* 02.01.04, 17:31
      nie sprzataj. nie karm. nie pomagaj. nie rozmawaij. przyjeżdżaja do twego
      chłopaka, nie do ciebei w końcu. a nóż zadziała??;)
      • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 02.01.04, 17:34
        już tak robiłam, i co? i nic. a mnie krew jak zalewała tak zalewa. jak ja ich
        nie nakarmię zrobi to on. jak nie posprzątam przed to po ich wizycie i tak będe
        miała 2 dni z głowy.....nie cierpię ich
        • Gość: f. Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: 81.219.160.* 02.01.04, 17:41
          więc wyjedź na ten czas. wychodz do kina albo cos. a z facetem należy
          porozmawiac
          • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 02.01.04, 17:48
            zaczynam tak robić, tzn. wyjeżdzam lub wychodzę. rozmawiałam nieraz. to nic nie
            daje. "matka jest stara i nie wiadomo jak długo jeszcze pożyje", "nie możesz mi
            zabronić kontaktować sie z moją rodziną", zaś na moje "oni cie wykorzystuja,
            zachowuja sie jak pasożyty, a mnie nie znoszą, bo gdyby nie ja, to ty oddalbys
            im lekka reka wszystkie swoje pieniadze i dom" on milczy
    • soczewica ma pewien pomysł doraźny ;-D 02.01.04, 17:34
      nie zapełniaj lodówki frykasami, wręcz przeciwnie: zasoby domowego jedzenia
      ogranicz do minimum: pumpernikiel, cienka zupka bez mięsa, w obfitości jedynie
      marchew, ewentualnie płatki owsiane i chude kefirki, "my się
      odchudzamy/oczyszczamy" szanowna rodzinko :)
      to na krótszą metę, żeby zaspokoić chęć ewentualnego uszczypnięcia ;-)
      • lakszmi Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D 02.01.04, 17:37
        dzięki za radę, tylko wiesz, u nas zawsze jest lodówka i szafki na ful, raz w
        tygodniu robimy zakupy po zbóju w hipermarkecie. wiesz, chowam już po pokajach
        różne co lepsze rzeczy, żeby oni ich nie, sor za zwrot, _wyżarli_.....to było o
        jedzeniu, a co byś powiedziała na pozostałe podpunkty???
        • soczewica Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D 02.01.04, 17:48
          lakszmi napisała:

          > co byś powiedziała na pozostałe podpunkty???

          nie wiem :) z rodziną mojego partnera żyję w zgodzie póki co ;) co ty na
          pinezki w fotelu? za bardzo przyprawiony obiad? jeśli zostają na noc, może
          wydłubać uszczelnienie Z okien albo zakręcić kaloryfer? i takie tam kwiatki.

          złośliwy soczew
          • lakszmi Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D 02.01.04, 17:56
            :))))))))))))) niezłe, myślisz, że nie zrobiłabym tak?!? jest tylko jedno ale,
            _on_ który wszystko to zauważyłby, przekazał komu trzeba i byłaby huzia na
            józia, że taką niedobrą sobie wziąłes, ze tak nas nie lubi. nie gotuję dla
            nich.
            • Gość: f. Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D IP: 81.219.160.* 02.01.04, 18:15
              lakszmi napisała:

              > jest tylko jedno ale,
              > _on_ który wszystko to zauważyłby, przekazał komu trzeba i byłaby huzia na
              > józia, że taką niedobrą sobie wziąłes, ze tak nas nie lubi. nie gotuję dla
              > nich.

              i tak nie lubi. ciebei znaczy <z tego co zrozumiałam>, więc żadna strata. a
              jemu powiedz, że to nie ładnie być niedyskretnym;)

              możesz także: sprowadzic w tym, czasie rodzine/kolegów z pracy/upartyhc
              akwizytorów/świadków jechowy.... i uparcie z nimi konwersowac pomijając
              rodzine faceta. zaproponować im codzienne wizyty na tenm czas, zorganizować
              party, zaprosic daleką rodzine, ciocie hele, co jej wiele lat nie widziałaś
              wraz z rodzina (przydałaby sie starsza pani z lekką sklerozą pytajaca wiele
              razy kto to jest i czemu chodzi po twoim domu + wujek alkoholik;>).

              ewentualnie żelazna postępowanie teściowej z Tomaka z Kasi i Tomka:
              Teściowa: Upiekłam sernik
              kasia: ale tomek nie lubi sernika
              T.: dlategoi upiekłam

              albo walkmen na uszy nos w ksiązke i mieć wszystko w nosie
              • lakszmi Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D 02.01.04, 23:32
                tylko że to wszystko oznaczałoby, że jestem wstrętna, że skłócam go z jego
                rodziną, że przeze mnie jego matka się wykończy nerwowo (ileż to
                razy "umierała", a szntażystka emocjonalna i manipulatorka z niej fantastyczna)
                przeze mnie (po awanturach przez nią prowokowanych)......sytuacja jest naprawdę
                trudna i niewesoła....no, ale każdy sam musi sobie radzić ze swoimi
                problemami..... a ten wątek to taki _upust_ emocjonalny, erzac palenia.....
      • Gość: baba Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D IP: *.acn.waw.pl 02.01.04, 17:47

        Czyje jest mieszkanie, w ktorym mieszkacie ?
        Twoje, jego czy wynajmowane ?

        Sadzac z postawy Twojego chlopaka, ciezko widze Twoje szanse. Z tego co
        piszesz, facet ma za malo jaj na swoja rodzinke ( nie tylko w lodowce)...
        Przemyslalabym pomysl wspolnego mieszkania albo mozliwosc stworzenia WSPOLNEGO
        frontu
        przeciw roszczeniowej rodzince.
        Rada soczewicy jest dobra, ale naruszanie Twojej prywatnosci i narazanie Cie
        na prace i wydatki na niemilych gosci nie skonczy sie.
        PZDR
        • lakszmi Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D 02.01.04, 17:52
          dom jest jego, zapracował na niego ciężką pracą. ma też trochę pieniędzy na
          koncie (naszym). i o to głównie, tak przypuszczam, chodzi w tym wszystkim, tzn.
          oni chcieliby, aby ten jego dom (bo kto to widział, aby w tym wielkim domu
          mieszkały tylko 2 osoby) był naszym wspólnym domem albo ewentualnie domem
          otwartym, tzn. aby oni mogli czuc sie tu jak u siebie o kazdej porze roku, dnia
          i nocy, np. gdy wyjezdzamy na wakacje, oni na 3 tygodnie wprowadzaja sie do nas
          itp. mój chlopak ( o ile mozna go tak nazwac, to facet po 30) jest niedojrzaly
          i bardzo silnie zwiazany emocjonalnie z rodzina. a oni to wykorzystuja. np.
          pojechal do nich na swieta. nie dali mu nawet herbaty, a byl u nich caly
          dzień....
          • Gość: baba Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D IP: *.acn.waw.pl 02.01.04, 18:10

            W takim razie jedyne, co moge Ci poradzic, to dobry psycholog, ktory nauczylby
            Cie, jak pomoc Twojemu partnerowi dorosnac.Dla jego rodziny jestes przyplatem,
            ktory zalapal sie na dzianego faceta i powinien w zwiazku z tym obslugiwac jego
            ijego krewnych, bez zadnego prawa do wlasnego zdania.
            To sie nie zmieni o ile nie zmieni sie on.

            Twoja sytuacja ilustruje niestety ciemniejsze strony konkubinatu. W niektorych
            srodowiskach dziewczyna, ktorej nie zalezy na slubie, jest odbierana niemal jak
            panienka lekkich obyczajow i zaden szacunek jej sie nie nalezy ( bo chlop, to
            wiadomo, wyszumiec sie musi, zanim zwiaze sie wezlem z porzadna kobieta).
            Z tego, co piszesz ci ludzie sa po prostu prymitywni, ale problem Twojego
            zwiazku tkwi glebiej, dlatego namawiam na dobrego, sprawdzonego psychologa,
            nasze madrzenie sie Ci nie pomoze.
            Pozdrawiam cieplo
            • lakszmi Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D 02.01.04, 23:35
              proponowałam to, nic z tego. a najgorsze jest to, że on tego wszystkiego nie
              widzi, zaś moje spojrzenie na problem z boku uważa za niewłaściwe, złośliwe i
              subiektywne.....bardzo Ci dziękuję za trafne spostrzeżenia i podniesienie na
              duchu. Bardzo pozdrawiam.
            • Gość: Linn Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D IP: *.dialup.tiscali.it 03.01.04, 10:13
              Moze nie az tak, ale na pewno uwazaja, ze jego majatek jest w pewnym sensie
              wspolnym majatkiem rodziny. Ty jestes dzis, jutro moze byc inna / na pewno tak
              mysla /. Oni rodzina sa dzisiaj, jutro, zawsze. Decydujaca role odgrywa Twoj
              chlopak. Jesli ktos moze cos zmienic, to tylko on. Przy jego biernosci niewiele
              wskorasz, niestety.
              • Gość: kic hyc Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D IP: 80.75.160.* 04.01.04, 02:14
                hehehe oni to tak widza? Mylisz sie - tak jest... Facet traktuje jak jak szmate
                i do tego sie to wszystko sprowadza - po prostu rodzinka jest dla niego wazna a
                dziewczyna nie... No ale wiadomo o co chodzi - zlapala bidula w miare zasobnego
                chlopaka i teraz znosi wszystkie upokorzenia bo tak wygodniej niz wyprowadzic
                sie i zaczac od nowa...

                Ach dziwki....
                • lakszmi Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D 04.01.04, 15:34
                  kic hyc pozostawię twoją nienajwyższych lotów pod względem intelektualnym
                  wypowiedź bez komentarza. żałosny jesteś.
              • lakszmi Re: ma pewien pomysł doraźny ;-D 04.01.04, 15:32
                Raczej nie mają podstwa do tego, aby sądzić, że dzisiaj ja a jutro inna. widzą,
                jak bardzo sie kochamy, jak on jest bardzo za mną, ale jednocześnie mają
                świadomość, iż mogą nim w łatwy sposób manipulować.
    • Gość: lew_ Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.proxy.aol.com 02.01.04, 18:00
      Wiec co ja sie tu dowiaduje :))majac 32 lata:)..nie moge juz byc
      chlopakiem :))..a jak to roznica pomiedzy chlopakiem a facetem?:))ciekaw
      jestem jak diabli:))no dawno sie juz tak nie usmialem:))_Bosze drogi w tej
      polscy sie chyba dalej smarkacze zenia i dzieci robia :))
      • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 02.01.04, 18:04
        Lwie a jaki to ma związek z meritum? "chłopak" tp określenie kolokwialne, a
        tutaj moim zamiarem było skupienie uwagi czytelników nie na młodym, co
        wynikałoby z _chłopaka_, wieku mojego *partnera*, lecz odwrotnie, na jego
        _dojrzałej_ metryce
        • Gość: lew_ Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.proxy.aol.com 02.01.04, 18:13
          Niby masz racje ..ale jednak mam watpliwosci:))..no bo w jakim wikeu konczy
          sie "chlopak"a zaczyna "facet"??myslisz ze przejecie odpowiedziaklnosci za
          kobiete ,dziecko ,ogolne pokierowanie swoim zyciem we wlasciwym kierunku ma
          cos wspolnego z wiekiem??:O
          • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 02.01.04, 23:37
            zatem....Lwie....niby ma, a w każdym razie powinno, a jednak....jak widać na
            załączpnym obrazku nie zawsze.... czyli sytuacja jest beznadziejna? bo skoro do
            tej pory, 30 dawno minęła, się nie ustatkował emocjonalnie to powinnam czarno
            to widzieć??? matkooo, rzeknij, ze nie i podnieś mnie na wirtualnym duchu!
    • reniatoja Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 02.01.04, 18:50
      Sorry, ale nie mozesz powiedziec wprost - zadnych odwiedzin, nie mamy czasu
      ani ochoty sie z Wami spotykac? Jesli to faktycznie taka rodzina jak piszesz
      (nie rozumiem wydziedziczenia jednego syna , a drugiemu dawania wszystkiego -
      jak to uzasadnili? Czy tez nie dawania jesc wlasnemu dziecku gdy odwiedza, to
      jakies chore idiotyczne jest), to powinnas calkowicie zerwac kontakty i w
      zasadzie moim zdaniem wyegzekwowac to samo od swojego chlopaka. Bo z tego co
      piszesz to oni wylacznie Was wykorzystuja, duskryminuja, ponizaja, to naprawde
      nie wiem po co utrzymywac z tak chamska i niesptrawiedliwa rodzina
      jakiekolwiek kontakty. A jesli Twoj chlopak ma takie super dobre serce, ze bez
      zastrzezen pozwala sobie chodzic po glowie i siebie ponizac, to powinnas
      powaznie zastanowic sie nad zwiazkiem, bo to sie nie skonczy , cale zycie
      chcesz byc w takim ukladzie?
      • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 02.01.04, 23:41
        zrozum, że ja bardzo bym tego chciała, tzn. zerwania z nimi wszelkich
        kontaktów, ale to niemożliwe, ponieważ on tego nie chce, a każdą próbę
        rozpoczęcia rozmowy na ten temat traktuje ujak atak na siebie i kwituje moją
        chęcia skłócenia go z rodziną. sytuacja jest patowa. a ja, cóż, kocham go, jest
        naprawdę wspaniały, kocha mnie, jest bardzo dobry, czuły i opiekuńczy.....tylko
        ta cholerna rodzinka......mam ich już tak dosyć....
        • Gość: kic hyc Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: 80.75.160.* 04.01.04, 02:18
          Ujme to tak - 'zajebiscie' cie kocha... Tak jak kocha sie dziwki, a dziwki
          przychodza i odchodza - zawsze jest nowa, nastepna w kolejce do drzwi zasobnego
          atrakcyjnego faceta. Rodzine ma sie jedna i nie stawia sie z nia spraw na
          ostrzu noza dla dziwki, no chyba, ze dla kochanej kobiety zycia.

    • nenadaconte Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 02.01.04, 20:53
      Z zycia wziete:

      On i ona, teraz po 40., bardzo kochajace sie i zgrane malzenstwo, dogaduja sie
      niemal we wszystkim. To niemal, to jego rodzice.

      Przyklad:
      Boze Narodzenie (od lat, od lat, od lat) urzadzaja Oni (+ 2 dzieci), +
      tesciowie (jako goscie). (Siostra 'onego' NIGDY nie odwiedza rodzicow na
      swieta, wiadomo, odleglosc+praca).
      Ona chce spedzic choc jedne swieta GDZIES daleko, we 4.
      ONI: Ale to moga byc nasze ostatnie swieta !!! /znasz to?/
      Skonczyli z tymn 'argumentem', kiedy w ich bliskiej rodzinie ktos bardzo mlody
      zginal...


      Wiem, co to znaczy, jak to wyglada.
      Nie wiem, jak sobie z tym radzic (zwlaszcza, ze to Ty dostrzegasz problem, on
      potrafi zacisnac zeby - albo nawet nie - przeciez to rodzina, 'nic sie nie
      dzieje'); to taki wstreetny terror rodzinny.
      Nie wiem jeszcze, jak sobie z tym radzic. Najwazniejsze, to pamietaj, ze jesli
      on jest zbyt slaby (a jest) by sie im przeciwstawic, nie znaczy to, ze Ciebie
      nie kocha (bo tak to moze byc mylnie interpretowane) - nie powinno
      przynajmniej.
      Tu chyba powinien wkroczyc psycholog.

      Oby Nowy Rok byl pomyslny - zwlaszca pod tym wzgledem!!!
      • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 02.01.04, 23:44
        bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Reni odpisałam, że wiem, że on mnie kocha, i ja
        jego, i w ogóle jest nam bardzo dobrze ze sobą. święta spędzamy sami tylko we
        dwoje. on tylko odwiedza ich w 2. dzień świąt. przynajmniej tyle, tzn. że mam
        ich z głowy w święta, ale to tylko dlatego, że jesgo siostra mieszka w tej
        samej miejscowości, co matka, gdyby nie to, to, brrrr, aż strach pomyśleć, co
        by się działo, jaki płacz do telefonu i próby emocjonalnego
        szantażu.....pozdrawiam bardzo serdecznie
    • lakszmi a co Wy jeszcze na to czyli cd. 02.01.04, 23:50
      - nie mówi inaczej jak _jadę_do_domu czytaj do matki i siostry
      - jego brat gości ich od sylwestra, mieszka w Belgii. dzwonią, że...powyłączał
      kaloryfery w całym mieszkaniu, bo to drogo kosztuje....nie daje im nic do
      jedzenia (przywieźli ze sobą, bo inaczej by głodowali)
      - martwi się o dzieci swojej siostry, a konkretnie o jej córkę, którą chyba
      zaczyna molestować obecny mąz siostry mojego chłopaka. odpowiedziałam mu, żeby
      się najlepiej przeprowadził do siostry i zabrał się za wychowywanie jej dzieci,
      on na to, że jestem trudna, że on przecież jest za nie odpowiedzialny, bo jest
      wujkiem..........nie chodzi mi o zakazanie mu przejmowania sie życiem
      rodzinnym, tylko o to, ze jest tak bardzo w to wszystko zaangazowany i przejety
      - ze wszystkimi sprawami dzwoni do matki, ktora jest stara i na moje wyczucie
      ma alzheimera, opowiada jej o wszystkim, radzi sie jej, traktuje ja jak
      wyrocznie delficka, na moje pytanie, dlaczego mnie o to samo nie zapyta i mnie
      nie poprosi o rade - milczy wymownie

      to wszystko jest chyba bardzo chore, jak sądzicie?
      • reniatoja Re: a co Wy jeszcze na to czyli cd. 03.01.04, 00:01
        Ja sądze, ze to naprawde jest bardzo chore. Facet ma nieodcieta pepowine i
        osobiscie uwazam, ze ja bym z kims takim nie byla. Pewno latwo sobie to pisze,
        bo nie kohcham go tak jak ty itd, ale po prostu pomysl o sobie - chcesz cale
        zycie miec do czynienia z ta przedziwna rodzinka? Z tego co piszesz to twoj
        chlopak jest tam w tej rodzince jakims takim jeleniem wykorzystywanym przez
        wsyztkich, wiec albo Ty przesadzasz, albo on naprawde jest sierota jakas,
        ktora nie potrafi postawic pewnych spraw jasno. Wierz mi - nic sie nie zmieni
        na lepsze, wszystko to bedzie coraz gorzej, jesli on nie zmieni stanowiska.
        Uwazam, ze powinnas jak najszybciej rozwiazac jasno i konkretnie te sytuacje,
        bo z czasem bedziesz coraz bardziej w to wplatana i nic dobrego z tego nie
        wyjdzie. Kochasz go, on Ciebie tez kocha, ale to jeszcze nie wszystko - zycie
        to nie sama abstrakcyjna milosc, lecz konkrety i jesli on bedzie po stronie
        swojej rodzinki , a ty po drugiej stronie, wczesniej czy pozniej wyjda to nici
        z Waszej milosci. Jak chcesz to @ mozemy bardziej konkretnie porozmawiac.
        • lakszmi Re: a co Wy jeszcze na to czyli cd. 04.01.04, 15:38
          przeprowadziłam z nim wczoraj długą, poważną rozmowe, ale wiesz, nie na
          zasadzie: "twoja matka to wstretna, skapa i cwana starucha, a twój brat to
          świnia, zas twoja siostra to jedza". zaczynałam większość zdań od "ja czuję się
          tak i tak, gdy on - ona - ona robią to i tamto". słuchał w dużym skupieniu,
          przyznał mi całkowita rację, przytulił, powiedział, że bardzo mnie kocha i że
          on w takim razie zajmie sie ta sprawa. powiedział, ze do tej pory nie widział
          pewnych spraw. że nie pozwoli wiecej na pomiatanie mna. ze albo beda sie
          zachowywali u nas jak goscie, albo do widzenia. no, ciekawa jestem, jak to
          bedzie. czas pokaze. pozdrawiam
      • Gość: f. no dobra. teraz serio IP: 81.219.160.* 03.01.04, 00:12
        prawde mówiąc nie wyobrazam sobie, zebym dopusciła do takiej sytuacji jaką ty
        masz. jestem zbyt impulsywna i bezposrednia. aha, jeszcze różnimy sie tym, ze
        ja mam inne podejście do tesciowych. otóż matki sie nie wybiera a partnerkę
        tak. wiec jeśli woli mamy zdanie to niech sie do niej wprowadzi i nie meczy
        cie tym całym burdlem. jest dorosły. ty nie akceptujesz. niech wybiera. i
        niech zrozumie, że ta babka to dla ciebie nikt bliski. skoro ona Cie nie lubi,
        ty tym bardziej nie musisz jej lubic. i nie ukrywaj, ze jej nie lubisz. pewnei
        chciałabys, zeby było miło, żeby ona cie polubiła, nie wykorzysttywała i w
        ogóle jak w amerykańskim filmie... a tu taki klops. nie bedzie tak. takie baby
        jak ona lubią, jak sie przed nimi płaszczyc. a jak sie postawisz... jesli twój
        facet tego nie akceptuje, to zastanów sie czy warto. bo to oznacza, że on sie
        nie zmieni już. ona tym bardziej, chyba, że spróbujesz sie postawic. ja bym
        tak w każdym razie zrobiła.
        • lakszmi Re: no dobra. teraz serio 04.01.04, 15:40
          droga f., dziekuje przede wszystkim za wpis. za mna rozmowa z moim kochanym,
          napisalam o tym w odopowiedzi dla Reni. pozdrawiam
      • Gość: Maryla Re: a co Wy jeszcze na to czyli cd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 01:12
        Znałam 2 podobne przypadki.

        1) Mąż nie dość, że latał do mamusi po radę, to po wypłacie biegł oddać jej
        CAŁĄ pensję, poczym wracał do żony oczekując obiadu. Z mamusią rozmawiał, żonę
        jakoś tolerował. Skończyło się ro9zwodem, po wielu niepotrzebnych latach.

        2) Pan ma dzisiaj 47 lat , jest sam, bo jego 82-letnia obecnie mamusia nie
        zaakceptowała tak naprawdę żadnej jego dziewczyny. On ma swoje mieszkanie, ale
        mamusię odwiedza codziennie, czasem u niej śpi, mamusia cieszy sie dobrym
        zdrowiem i nie wymaga stałej opieki.

        Konkluzja: z nieodciętej pepowiny się nie wyrasta.
        Trudno ci cos radzić - to twije życie. Ale z pewnościa nie zgodziłabym się w
        takiej sytuacji na wspólne konto. To co możesz zrobić na pewno, to rozdzielić
        pieniądze, przecież to sie praktykuje nawet w małżeństwie.
        Skorzystanie z pomocy psychologa to dobra rada, ale z tego co piszesz, to on
        ma klapki na oczach i uważa, że wszystko jest OK. Uświadom mu, że za dzieci
        odpowiedzialnmi są rodzice, a nie wujkowie, czy gdyby miał własne, to
        zwracałby się o radę do siostry jak je wychować?
        Czy ty masz jakąś rodzinę? Bo piszesz tylko o jego krewnych... Gdybyś miała
        krewnych, na których mogłabyś liczyć, mogłabyś ich zaprosić na ten sam termin,
        na zasadzie równowagi i przetrzymywania tamtych.
        A o zdejmowanie butów po prostu POPROŚ UPRZEJMIE A LE STANOWCZO zaraz po ich
        wejściu do domu!!! Czy ty nike jesteś za delikatna?
        Z tym, że wszystko to tylko plaster na ranę, jeśli twój partner cię nie
        wspiera i nie widzi nienormalności całej sytuacji. Zgadzam się, że albo się
        postawisz, albobędziesz to miała zawsze.
        I dlaczego się zgadzacie, żeby oni mieszkali w waszym domu podczas waszej
        nieobecności! Może metoda drobnych kroczków spróbuj zmienić najpierw chociaż
        to?
        Cokolwiek.
        • lakszmi Re: a co Wy jeszcze na to czyli cd. 04.01.04, 15:42
          wszystko chyba idzie ku lepszemu, albo ja jestem naiwna. postanowiłam stanowczo
          zmienic te chore układy.
          tak sie składa, że ja nie mam rodziny. to chyba tez jest jakiś problem, np. nie
          mam wsparcie od osób bliskich.
    • Gość: Pieknis masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzine IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.04, 23:58
      wiec moze o majatek tez do swoich sie zglos?.....a twoj chlopak to jakis chyba
      mieczak i nie bedzie dobrym mezem co to za facet ktory sie o swoje nie upomina?

      pomysl nad zmiana faceta a nie szukaj rady co z rodzina poczac bo jak go nie
      zmienisz i sie pobierzecie to albo w ciagu 3 lat bedziesz szukac kogos na boku
      albo bedziesz sie z nim klucic albo sie rozwiedziecie
      • reniatoja Re: masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzi 03.01.04, 00:07
        Gość portalu: Pieknis napisał(a):

        > wiec moze o majatek tez do swoich sie zglos?.....a twoj chlopak to jakis
        chyba
        > mieczak i nie bedzie dobrym mezem co to za facet ktory sie o swoje nie
        upomina?

        Swoje nie swoje. Rodzice daja swoj majatek komu chca i co on ma sie tu
        upominac. Zazwyczaj normalni rodzice dziela to co maja po rowno miedzy dzieci,
        albo maja jakies madre uzasadnienie na swoja inna decyzje. Z tego co pisze
        Lakszmi nie wynika raczej, zeby takie uzasadnienie istnialo. Zatem skoro go
        wydziedziczyli to znaczy, ze go, ja nie wiem - nie kochaja, nie szanuja,
        traktuja jak smiecia. I skoro on na to pozwala, zeby go tak traktowac - no to
        to juz jest niezrozumiale. Bardzo dziwne w kazdym razie i powinno mocno
        zastanowic Lakszmi. Tzw. szeroko pojete "jaja" u tego faceta chyba sa mocno
        zredukowane.


        >
        > pomysl nad zmiana faceta a nie szukaj rady co z rodzina poczac bo jak go nie
        > zmienisz i sie pobierzecie to albo w ciagu 3 lat bedziesz szukac kogos na
        boku
        > albo bedziesz sie z nim klucic albo sie rozwiedziecie


        100% racji.
        • Gość: Pieknis reni wreszcie przyznalas mi racje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.04, 00:10
          jak dotad przewaznie krytykowalas moje kometarze i uwazalas mnie za pustego
          narcyza
          ps. ciagle jestem pod innym nickiem
          • reniatoja Re: reni wreszcie przyznalas mi racje 03.01.04, 00:13
            A kim Ty jestes Pięknisiu? Jak masz racje to trzeba ja uczciwie przyznac.
            Jesli jestes Tomkiem, to coz, pozdrawiam :)
            • Gość: Pieknis nie tomus IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.04, 00:14
              grzes:)))
              • reniatoja Re: nie tomus 03.01.04, 00:16
                Grzes to nie wiem, Tomelek mi sie jedynie przypomnial, o nikim innym raczej
                nie mysle, ze jest pieknis pusty i narcyzowaty.

                Dostales ode mnie kartke na swieta?
                • Gość: Pieknis Re: nie tomus IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.04, 00:17
                  niestety nie dostalem

                  wiesz ja o mezatkach pisalem jakis czas temu
                  • reniatoja Re: nie tomus 03.01.04, 00:18
                    No to juz zupelnie nie wiem kim jestes. Dobranoc, milych snow.
        • Gość: Linn Re: masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzi IP: *.dialup.tiscali.it 03.01.04, 10:20
          To znaczy, ze w Polsce mozna kogos wydziedziczyc? Wydaje mi sie, ze mozna
          dowolnie dysponowac tylko pewna kwota. Mam watpliwosci, gdyz we Wloszech
          istnieje prawo do tzw. zachowku / chyba tak to sie o polsku nazywa /. Jest to
          minimum, ktore kazde z dzieci musi otrzymac. Reszte moze dostac kazdy, nawet
          spoza rodziny. Czyzby w Polsce bylo inaczej?
          • glonik Re: masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzi 04.01.04, 05:39
            Prawie masz rację. Ale to dotyczy testamentu. Jeśli ktoś za życia rozporządzi
            majatkiem, to wara! A wracając do sytuacji. Ja zaproponawałabym pożycie
            erotyczne z mamusią (wiem, kiepski dowcip), ale jednak trzeba uświadomić
            człowiekowi, że się przymierzył do innej roli. Jeśli woli mamusię i swoją
            rodzinę....trudno, musisz uciekać, bo nic i nikt, poza tobą samą Ci nie pomoże.
            Nawet miłość. Bo będzie za słaba w starciu rodzinnym. Wiesz......nawet nie
            wiem, czego Ci życzyć....czy trwania związku, czy siły do jego zerwania...Ale
            kciuki trzymam za powodzenie. Twoje, rzecz jasna.
            • Gość: Linn Re: masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzi IP: *.dialup.tiscali.it 04.01.04, 11:29
              We Wloszech taki testament mozna podwazyc i minimum musi byc zachowane /
              oczywiscie w stosunku do osob uprawnionych: malzonek, dzieci /. Nawet, jesli
              ktos za zycia podaruje np. dom, potem wszystko musi byc wziete pod uwage i
              jeszcze raz podliczone.
              • lola211 Re: masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzi 04.01.04, 11:35
                Mozna uprawnionego do spadku wydziedziczyc, o ile zachodzą okolicznosci
                przewidziane przez prawo, o czym zapewne zdecyduje sad, badajac czy zaszły
                przesłanki do wydziedziczenia.Bez istotnego powodu nie da sie.Ale mozna
                rozdysponowac majątkiem za zycia.
            • miriammiriam testament 04.01.04, 11:30
              prawo do zachowku przysługuje bez wzgledu na to, co rodzice zapisali w
              testamencie. nie można o tak sobie wydziedziczyć dziecka, jeśli ktoś chce to
              zrobić musi swoją decyzję dobrze uzasadnić. o swoje prawa trzeba sie jednak
              upomnieć na drodze sądowej.
              • Gość: Linn Re: testament IP: *.dialup.tiscali.it 04.01.04, 11:32
                Oczywiscie, ze na drodze sadowej. Nie wiem tylko, co moze byc uznane za
                usprawiedliwienie wydziedziczenia. Moze ktos wie?
                • lola211 Re: testament 04.01.04, 11:39
                  Zacytuje przepis
                  1. uprawniony do zachowku wbrew woli spadkodawcy postepuje uporczywie w sposób
                  sprzeczny z zasadami wspólzycia społecznego
                  2.dopuscił sie wzgledem spadkodawcy albo jednej z najblizszych mu osób
                  umyslnego przestepstwa przeciwko zyciu, zdrowiu lub wolnosci albo razacej
                  obrazy czci
                  3. uporczywie nie dopełnia wzgledem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.
            • lakszmi Re: masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzi 04.01.04, 15:53
              bardzo dziekuje. mam nadzieje ze bedzie lepiej w kazdym razie widze swiatełko w
              tunelu.....
          • lakszmi Re: masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzi 04.01.04, 15:52
            tu nie ma mowy o wydziedziczeniu, zresztą jego matka nie miałaby podstaw
            prawnych ku temu (np. jawne i długotrwałe niewywiązywanie sie ze zobowiązań
            rodzinnych itd., itp.) chodzi o to, że ona tak a nie inaczej rozdysponowała
            swoim majątkiem, a do tego ma prawo i nie musi sie tłumaczyc.
      • lakszmi Re: masz przerypane ale w koncu ty tez masz rodzi 04.01.04, 15:43
        no wiec Pieknisiu ja nie mam rodziny....
    • Gość: cafee Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 01:31
      Skoro dobra rodzinne podzielone...,to moze ,skoro macie duzo miejsca,
      planuja w przyszlości sie do was wprowadzic..NO w końcu to syn ...

      • Gość: gosc Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 02:22
        nei czytalam wszystkiego , moze to juz ktos napisal, jezeli tak to sorry za
        powtorke. twoj facet to maminsynek bez jaj i taki juz zawsze zostanie, zamiast
        lamentowac do konca zycia i obwiniac jego chamskia rodzinke, daj mu kopa w dupe
        i neich sobie mieszka z mamusia, bratem i cala reszta choloty,chyba
        ze.......zniesiesz wszystko zeby tez moc korzystac z jego pieniazkow....:/
        • Gość: gosc Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 02:30
          ps nei rozumiem tego ze raz piszesz, ze cala rodzinka dookola jest bogatsza od
          was, nic nei dostaniecie w spadku, a twoj chlop taki biedny ( zapelnione
          szafki, pelna lodowka jedzenia, wielki dom, w ktorym moga mieszkac 3
          rodziny...)???
          • Gość: Linn Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.dialup.tiscali.it 03.01.04, 10:23
            I to jest wlasnie najgorsze. W tej rodzinie chyba na pierwszym miejscu sa
            pieniadze. Jesli wejdziesz miedzy wrony, ....
            • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 16:02
              otóz to w _tej_ rodzinie liczy sie kasa, kasa i jeszcze raz kasa
          • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 16:00
            nigdzie nie napisalam ze jest biedny, po prostu oni sa bogatsi od nas a do tego
            cwani, skapi i przepełnieni do szpiku kości postawą roszczeniową
        • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 15:58
          gościu, ale ja go kocham! i nie chodzi tutaj o znoszenie czegokolwiek w imie
          dostatniego zycia i korzystania z nie moich przeciez dóbr materialnych
      • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 15:55
        mogą sobie planować..... nie są biedni, sa pazerni i uwazaja, ze co nalezy do
        mojego chlopaka, nalezy do nich, zas co nalezy do nich, nalezy tylko do nich i
        nikogo innego. niezła filozofia zyciowa, prawda?
    • Gość: (s)nail masz przeraaaaaaaabane IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 11:01
      Ale jeśli kochasz, to może przywykniesz :-)
      • lakszmi Re: masz przeraaaaaaaabane 04.01.04, 16:03
        nie, nie przywykne ale zgadzam sie ze mam, jak to okresliles,
        przerabane........a moze mialam, czas pokaze
    • Gość: lew_ Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.proxy.aol.com 03.01.04, 14:14
      No faktycznie masz problem na ktory chyba nie ma rozwiazania.Wiem co
      mowie bo wlasnie moj ojciec robil to samo.Zawsze byli jego bracia z
      rodzinami u nas a matka ich obslugiwala i tez byly klotnie bez konca ktore
      nic nie przyniosly .Skonczylo jak byli juz oboje po 50-tce ale i teraz od
      czasu do czasu przyjezdzaja tylko nie tak czesto bo mieszkaja za
      granica.Jednak mysle zeby z tego powodu sie rozejsc to juz przesada. jesli
      facet jest dla ciebie mily i kochany.To bylaby glupota..musisz szukac jakos
      kompromisu..zwrocic mu uwage ze nie macie tyle pieniedzy zeby tak duzo
      dobrych rzeczy kupowac i juz.Poprstu troche to ograniczyc.Zabronic mu rodziny
      nie przyniesie nic oprocz rozstania a to byloby chyba szkoda.W koncu o
      dobrego i opiekunczego faceta dzis bardzi trudno ,taksamo o fajna
      babke :))..jesli sie juz takowego /takowa ma...no to trzeba sie postarac i
      robic kompromisy zeby tak pozostalo do konca zycia:))
      • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 16:05
        dzięki, Lwie :-)
        tym bardziej powinno doceniać sie _fajną_babkę, jak to ująłes, zwazywszy, ze
        tak o nia trudno ;-)
    • Gość: roan Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.01.04, 17:54
      Nie podoba mi się Twoje podejście do rodziny faceta. To z Tobą nie wszysko
      jest w porządku, Ty ich nienawidzisz, a to nie jest normalne. Nic Ci do tego
      co robią z pieniędzmi, nie są Twoje, nic Ci do tego, kto w domu Twojego faceta
      gości i ile czasu. O tobie sza, bo ty nie jesteś w tej rodzince (jeszcze? a
      może nigdy nie będziesz?)
      Jak Ci ten układ nie pasuje, to wyprowadź się do swojego mieszkania,
      ewentualnie zmień faceta(bo widać bardzo istotna jest dla Ciebie rodzina
      faceta).
      Czy możesz się nam pochwalić co Ty dostałaś(dostaniesz?) od swoich rodziców,
      konto, a może mieszkanie?

      Mam w rodzinie podobny przykład, kuzyn ma konkubinę(gołą i bosą przysłowiowo,
      i jeszcze nie najmądrzejszą), właśnie kupił mieszkanie sam (z rodzicami)bez
      jej udziału a ona się tam wprowadziła. Ciotkę szlag trafia, bo ona chciałaby
      czuć się tam bardziej u siebie, a tu jakaś dziewucha się szarogęsi...
      P>S> mają 4 letnie dziecko.

      Sorry za ten złośliwy ton wypowiedzi, ale myślę, że zżera Cię nienawiść do
      ludzi bogu ducha winnych. (Przyznaję, gdyby tak było u mnie to też byłabym
      wściekła)
      • Gość: Marta Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.localnet / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 18:29
        Gość portalu: roan napisał(a):

        > Nie podoba mi się Twoje podejście do rodziny faceta. To z Tobą nie wszysko
        > jest w porządku, Ty ich nienawidzisz, a to nie jest normalne. Nic Ci do tego
        > co robią z pieniędzmi, nie są Twoje, nic Ci do tego, kto w domu Twojego
        faceta
        > gości i ile czasu. O tobie sza, bo ty nie jesteś w tej rodzince (jeszcze? a
        > może nigdy nie będziesz?)
        > Jak Ci ten układ nie pasuje, to wyprowadź się do swojego mieszkania,
        > ewentualnie zmień faceta(bo widać bardzo istotna jest dla Ciebie rodzina
        > faceta).
        > Czy możesz się nam pochwalić co Ty dostałaś(dostaniesz?) od swoich rodziców,
        > konto, a może mieszkanie?

        Jej podejście jest akurat całkowicie naturalne. Jeśli ktoś tu jest nienormalny
        to tylko rodzina tego faceta. Kompletny brak wyczucia, skrajny egoizm.
        Takich rzeczy się nie robi!
        Nie rozmumiem Twojego złośliwego komentarza, szczególnie, ze na koniec
        przyznałaś jej racje.

      • diab.lica Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 13:13
        > Mam w rodzinie podobny przykład, kuzyn ma konkubinę(gołą i bosą
        przysłowiowo,
        > i jeszcze nie najmądrzejszą) właśnie kupił mieszkanie sam (z rodzicami)bez
        > jej udziału a ona się tam wprowadziła.

        wprowadzila sie, bo zapewne oboje tego chcieli. jesli on mial mieszkanie a ona
        nie, to chyba logiczne ze zamieszkali u niego.

        >Ciotkę szlag trafia, bo ona chciałaby
        > czuć się tam bardziej u siebie, a tu jakaś dziewucha się szarogęsi...

        to jest miesskanie jej syna. a synowie predzej czy pozniej znajduja sobie
        kobiete, z ktora chca dzielic zycie.
        niby dlaczego ciotka mialaby sie czuc tam jak u siebie, skoro nie jest u
        siebie? chyba, ze dlatego, ze mu finasowo pomogla. dowod na to, ze lepiej nic
        nie brac od takich rodzicow, tylko samemu do wszystkiego dochodzic, uniknie
        sie potem tego typu roszczen.

      • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 16:09
        jesteś przede wszystkim stronnicza i niesprawiedliwa. poza tym ja nie czuje do
        nikogo nienawiści, nie zaczepiam nikogo, nie jestem nieuprzejma, nimiła i źle
        wychowana. pewnych spraw to ty nie dostrzegasz. oni mojego partnera po prostu
        wykorzystują, _nic_ mu nigdy nie dali, są majętni, ale za to wyciągają ręce po
        jego pieniądze. to wg mnie jest oburzające. poza tym on jest dorosły, ja jestem
        dorosła, i to ja jestem _teraz_ najbliższą mu osobą, niezaleznie od tego, czy
        jestem jego zona, czy nie, a nie matka, siostra czy brat. takie układy panują w
        dzieciństwie.
    • lew_ Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 03.01.04, 18:39
      Roan ty chyba upadlas totalnie na glowe!!Co z tego ze nic nie miala ta
      dziewczyna twego kuzyna??Nie kazdy pochodzi z bogatej rodziny!!Nic glupszego
      to tu nie czytalem do tej pory!!Ja jestem zamoznym czlowiekiem tez z domem
      itd. i wiesz ile bym dal zeby "taka bosa i bez niczego " za to z charakterem
      i sercem dziewczyna mnie pokochala ??Nie masz zielonego pojecia co naprawde
      w zyciu jest wazne.O wypominaniu komus ze sie weszlo "boso" ani nie
      wspominam .To jest poprostu podle!!A to ze ta dziewczyna urodzila ma
      dziecko to nic nie znaczy ??To ze PODAROWALA mu syna czy corke to nic tak??
      Nawet nie mozesz sobie wyobrazic jak mnie tacy ludzie jak TY Roan wkurzaja!!
      • Gość: roan Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.aster.pl / *.acn.pl 03.01.04, 23:40
        lew_ z tego co napisałeś w którym z poprzednich postów(o byciu z kimś 7 lat i
        o tym, że teraz jesteś zamożny, ale ostrożnie szukasz kandydatek, bo lecą na
        kasę) to powiem Ci, że ja miałam podobną przygodę.
        Pewnego razu przyjechał w odwiedziny do rodziców syn z Niemiec(hannower).
        Wypatrzył mnie gdzieś, spodobałam mu się i w cwany sposób udało mu się mnie
        namówić na randkę. Bardzo chciał się z kimś związać na stałe(miał ok 30 lat),
        ale widać było, że jest nieufny. Bał się tego, co ty, że panna jak usłyszy,
        że od 12 lat jest w niemcach to już będzie w myślach wydawać jego ciężko
        zarobioną kasę. Nic nam z tego nie wyszło, choć mogło, bo facet był bosski,
        ale cóż...
        Finał był taki, że za jakieś 2 lata ożenił się z panną, która trochę była w
        niemczech, ale już na stałe wróciła do kraju, wszystko wskazywało na to, że
        komu jak komu ale jej to na kasie nie zależy... Pobrali się we wrześniu, w
        Wigilię już się rozstali, bo ona i jej rodzice chcieli od niego całą forsę
        wyciągnąć. Szkoda mi go, bo taki był ostrożny...
        Dziś stara się o unieważnienie małżeństwa, twierdząc, że żona chciała tylko
        wyłudzić kasę...
        A więć odwagi, lew_ nie bądź taki nieufny i zdystansowany, nie wszystkie lecą
        na kasę i mieszkanie, choć mam wrażenie, że autorka postu tak robi(co
        zauważyła oprócz mnie zalotnica)
        Zapamiętałam ten Twój post, bo mi przypomniał tamtą historię. Aha, o tamtym
        chłopaku z niemiec tyle wiem, bo nasi rodzice się znają, więc mama mi trochę
        donosi...
        • Gość: la Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.aster.pl / *.acn.pl 04.01.04, 13:58
          wiecie ja mialam podobne doswiadczenie, poznalam mezczyzne starszego ode mnie o
          12 lat, zakochalam sie (on byl Polakiem mieszkajacym w Niemczech) i potem jak
          sie do niego przeprowadzilam do Niemiec (gola i wesola),, zaczal mi wypominac,
          a raczej rodzinka go podkrecila.Wymyslal rozne powody az go w koncu
          przycisnelam i powiedzial naprawde o co chodzi.Bal sie o swoje pieniadze.Ja nie
          pochodze z biednej rodziny ale w porownaniu do jego rodziny roznica byla
          znaczaca.Mialam dostac prace w Niemczech jako opiekunka do dziecka u jego
          znajomych.Wyksztalcenie tu tez nie mialo nic do rzeczy ja mam wyzsze on
          srednie.Tylko pieniadze.To bylo dla mnie bardzo upakarzajace doswiadczenie.
          Wracalam sama stopem z Niemiec do Polski nie chcialam wziasc od niego nawet
          pieniedzy na pociag.Poczulam sie jak pazerna baba ktora leci na pieniadze.To
          odcisnelo bardzo w mojej duszy , tak ze nie wiem czy zwiazalabym sie z
          facetem ktory jest troche bogatszy ode mnie.Wiem ze pieniadze w zwiazku sa
          wazne ale trzeba pamietac tak naprawde z milosci wiazemy sie druga osoba-tak mi
          sie literacko napisalo.
    • zalotnica Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 03.01.04, 18:45
      lakszmi napisała:
      > - niczego nie robia bezinteresownie, sa cwani i wyrachowani. pół żartem pol
      > serio mówię, ze gdyby nie ja, to by _kochana_rodzinka_ puściła mojego
      > chłopaka z torbami
      > - nigdy niczegi nam nie dali, sami żądają wiele, np. matka potrafi zwalić sie
      > nam na głowe na 2 tygodnie, do niczego sie nie dokłada. ja do niej w ogole
      > nie jezdze, gdy mój chlopak ja odwiedza, to nawet jesc mu nie da
      > - matka zapowiedziala, ze mój chlopak nie dostanie nic w spadku, mieszkanie
      > dostanie brat (bogatszy od nas) a konto siostra (bogatsza od nas) i zero
      > pretensji
      > - ostatnio był telefon, zeby mój chlopak przyjechal na sylwestra do nich
      > to .... cała rodzina bedzie razem (oczywiscie o mnie sza)
      >
      > i co Wy na to?
      >
      > zapowiadaja sie przejazdem (7 osob) w niedziele. sprzatam dom. tylko po co?
      > wszystko bedzie brudne jak w oborze. całą lodówkę też nam opróżnią z
      > pewnością, bo to i obiad, i kawa, i deser. ja juz nie moge. wysłałabym ich na
      > Marsa.

      Ty tez jestes cwana...
      • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 16:11
        bo nie pozwalam sobie wejść na głowe? bo chce, aby mnie szanowano? bo nie
        pozwalam sioe wykorzystywac? bo wymagam tego samego, co oni od nas otrzymuja? a
        jacy oni sa w takim razie? no. ciekawa jestem Twojej opinii.
        • zalotnica Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 18:01
          lakszmi napisała:

          >otóz to w _tej_ rodzinie liczy sie kasa, kasa i jeszcze raz kasa

          ***przeciez Twoj chlopak pochodzi wlasnie z tej rodziny...czy sadziesz ze
          dlatego sie jeszcze z Toba nie ozenil ? (jak dlugo jestescie razem ?)

          >bo wymagam tego samego, co oni od nas otrzymuja?

          ***jesli dajesz, to nie wymagaj, a jesli juz to spisuj
          kontrakt i do sadu...


          >matka potrafi zwalić sie nam na głowe na 2 tygodnie, do niczego
          >sie nie dokłada...

          tylko to jedno zdanie powiedzialo mi duzo o Tobie, o innych nawet
          nie warto juz wspominac...materializm i nienawisc to z Ciebie az kipie,
          naprawde czuje jakis niesmak...ze tez tacy pazerni ludzie potrafia
          jeszcze mowic o milosci...


          • Gość: Teresa Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.devs.ac-net.pl 04.01.04, 18:43
            pieprzysz zalotnica i czepiasz sie, jakbys nie miala sie czym zajac!
            • zalotnica Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 05.01.04, 00:33
              no to napisz ile kasujesz od matki za 2 tygodnie...
    • miriammiriam Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 03.01.04, 19:42
      nie trzeba z kimś mieszkać aby być *razem*. jeśli coś ci sie nie podoba w jego
      domu to sie wyprowadź, może po pewnym czasie rozłąki on zatęskni, przemyśli
      sobie to i owo, może bedziecie mogli bardziej rzeczowo porozmawiać, a może nie.
      nie chodzi o to abyś z nim zrywała, tylko tak sobie ułozyła relację aby
      problemy twojego partnera (nadmierne uwikłanie życie krewnych to jest problem)
      nie zatruwały ci zycia. on może być miłym factem, dobrym kochankiem i nie
      nadawać się do wspólnego mieszkania, tak bywa.
      • Gość: wini3 Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 10:24
        Przeczytałam uważnie wszystkie listy. Najbardziej odpowiada mi miriammiriam.
        Twój chłopak Lakszmi to delikatny dobry człowiek który jest w trudnej sytuacji.
        Jeśli czujesz się nałożnicą i sprzątaczką lub uważasz, że tak traktuje Cię jego
        rodzina odsuń się trochę. Swoich pieniążków pilnuj - rozliczaj . To jest
        paskudne ale doświadczenie uczy że rozsądne. Z racji moich kontaktów mam
        doswiadczenie- nie tylko rozpadają się wolne kochające związki ale i
        długoletnie małżeństwa / trzeba i to wziąć pod uwagę/ i zostają rozliczenia
        które rodzą nienawiść i nieufność do wszystkich. Zrozum chłopaka, postaraj się
        trochę sama, nie bądź wredna, może się to wszystko ułoży, a jeśli nie rzucaj go
        póki czas - zanim zatruliście sobie życie. A sprawa podziału schedy rodzinnej -
        rodzice uważają, że dobrze sobie radzi w życiu więc może zrezygnować ze
        swojego udziału na rzecz gorzej sytuowanych członków rodziny -a może
        partycypowali w kosztach zakupu domu i swoje już wziął o czym nie wiesz i
        dlatego czują się w tym domu tak pewnie? Mniej niechęci w Nowym Roku.
        • lakszmi Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 16:14
          dziękuję za zyczenia.
          nikt w niczym nie partycypował albo, jak wolisz, tak samo partycypowali, jak
          mój partner, to znaczy wcale. tego m. in. nie rozumiem, tym bardziej ze lepiej
          sobie radza od nas finansowo. pozdrawiam
    • lola211 Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 11:05
      Czy taka rodzina pijawek moze istniec naprawde, czy po prostu przesadzasz?
      Najchetniej odseparowalabys tego faceta od rodziny, to nie jest w porzadku.A
      jak w ogóle on traktuje twoją rodzine?Utrzymuje z nimi kontakt?
      W twoich postach bardzo skupiasz sie na stronie materialnej- siostra bogatsza,
      brat bogatszy- mam wglad w ich konta?
      Co do rozdysponowania majątkiem- czesto dziadkowie przekazuja dorobek tam,
      gdzie sa wnuki- to ma byc dla nich de facto, a nie dla dzieci.Jesli twój facet
      zostanie tata, to i temu dziecku na pewno czesc majątku przekaza.
      Piszesz, ze matka zwala sie na 2 tygodnie i nic sie nie dokłada.Gdyby moja
      tesciowa miała chec do mnie przyjechac , przebywac z nami, to w zadnym wypadku
      nie oczekiwałabym, ze sfinansuje swój pobyt.Czy to naprawde az tyle kosztuje?
      Nie dziwne ze w ogóle do niej nie jeździsz- przeciez szczerze jej
      nienawidzisz.Nie ma okazji ci sie zrewanzowac goscina.
      Nie chce mi sie wierzyc, ze gdy syn przyjezdza do niej , to go nie poczestuja
      nawet herbata.
      Aha, i co do przejmowania sie molestowaną siostrzenica- to bardzo dobrze ze
      on sie nia przejmuje, znaczy ze los dzieci nie jest mu obojetny- ma udawac, ze
      nie widzi, ma mu zwisac krzywda dziecka?
      A jak juz przyjadą do ciebie, to zagon do pomocy siostre i dziewczyne brata-
      niech pomoga przy sprzataniu, przygotowywaniu posiłkow.
      Zastanawiam sie tylko, czy oni mimo ze widza twa niechec do nich nic sobie z
      tego nie robia, czy raczej jestes dobra aktorka?A juz ten fragment o upychaniu
      smakołyków po katach, zeby tego nie "wyzarli" szczerze mnie rozbawił, gdzie
      upychasz, do szafy, pod wanne?

      • diab.lica Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 13:15
        brawo lola!
      • Gość: baba Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.acn.waw.pl 04.01.04, 17:02

        Lolu, ja zrozumialam, ze problem wcale nie lezy w tym, ze przyjezdzaja,
        ale w tym, jak sie zachowuja i jak odnosza sie do lakszmi.
        Co do matki tego chlopaka, to rzeczywiscie zgodzilabym sie z Toba- zupelnie
        nie wypada brac od niej pieniedzy za pobyt, to przeciez jego matka, jakaby nie
        byla.
        Natomiast co do reszty rodziny, malo ze nie poczuwaja sie do chociazby
        symbolicznego udzialu w kosztach, to jeszcze oczekuja, ze zostana obsluzeni,
        a sami nawet nie racza zmienic butow.
        Matka jej nie lubi, no trudno, dopust bozy, moze kobieta cos ma z glowa,
        starsi ludzie choruja i dziwaczeja, moze my tez tacy bedziemy.
        Co na to brat i reszta ?
        Ano traktuja ja jak przyplata, narzucaja sie ze swoim towarzystwem, za to ani
        nie zapraszaja do siebie, ani nie sa zainteresowani jej odczuciami.
        Co z tego, ze jej partner ma dom, a ona nie ? Czy to oznacza, ze zwiazala sie
        z nim dla pieniedzy ? Zrozumialam, ze zarabia na siebie, a nawet jakby byla na
        jego utrzymaniu, to trzeba ja traktowac jak utrzymanke, bo nie maja slubu ?
        Z upychaniem lepszych rzeczy moze troche przesadzila, ale gdyby Cie ktos
        traktowal jak smiecia, zwalal Ci sie na glowe i oczekiwal obslugi, to
        ugoszczalasbys go czym chata bogata ,( przeciez to sa rzeczy kupione tez za jej
        pieniadze)?
        Lakszmi nie chodzi o to, ze jej parner nie dostanie spadku i ona nie bedzie
        bogatsza, pisze o tym, zeby zilustrowac charakter relacji, przynajmniej tak to
        zrozumialam.
        Niech wysoki standard jej zycia nie przesloni problemu- bidna jestem, ale jej
        nie zazdroszcze.
        PZDR

        • barnaba1 Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 17:58
          lakszmi czy masz ze swoim chłopakiem dziecko lub jesteś w ciąży lub masz inne
          dziecko z innego związku?moze cos krece, ale wydaje mi sie ,ze z Twoich
          wczesniejszych wypowiedzi w innych watkach pojawialo sie dziecko.moze to rzuca
          inne swiatlo na sprawe?B
          • Gość: Maria Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.luzyckie.sdi.tpnet.pl 04.01.04, 20:34
            Nie chce mi się wierzyć, że jak jest tak źle, to jest to wina tylko jednej
            strony. Lakszmi, przeanalizuj swoją postawę wobec rodziny chłopaka!
        • lola211 Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 21:17
          > Natomiast co do reszty rodziny, malo ze nie poczuwaja sie do chociazby
          > symbolicznego udzialu w kosztach, to jeszcze oczekuja, ze zostana obsluzeni,
          > a sami nawet nie racza zmienic butow.

          Co do butów, to moze hołdują zasadzie , iz zdejmowanie ich jest niekulturalne
          (był juz taki watek).

          Nie wiem jak długo trwają te pobyty, ale narzekanie lakszmi ze wyjedza im
          wszystko z lodówki, bo trzeba podac obiad kawe i ciasto jest cokolwiek dziwne-
          jezeli odwiedzaja mnie znajomi nawet na pare dni to tez ich goszcze, podaje
          obiad, na tym polega goscina.I nie zamierzam domagac sie refundacji kosztów.Co
          najwyzej rewanzu.Lakszmi do nich nie jeździ, bo przeciez ich nie lubi, tylko
          by sie meczyła.
          Mysle ze u podstaw lezy zazdrosc o to, ze nie jest jedyna bliską mu
          osoba.Napisala ze nie ma rodziny, zatem cala jej rodziną jest jej chłopak, zas
          w jego przypadku ona jest jedna z wielu bliskich mu osób.Najblizsza ale nie
          jedyna i z tym chyba trudno jest jej sie pogodzic.
          We wszystkich postach lakszmi przewija sie watek kasy- są bogatsi, wyjedza nam
          z lodówki, nic mu nie dali- o to zakładam chodzi, a nie o ich stosunek do niej.
          Napisała, ze jak przyjezdzali, to ona nic im nie gotowala, ale ona nie moze
          przezyc, ze on ich wtedy goscił.
          Wchodzac w zwiazek trzeba sie liczyc z tym, ze partner ma rodzine, jest z nia
          związany i starac sie uszanowac te wiezi, ale według mnie dobrej woli brakuje
          z obu stron.Ciekawe jak lakszmi wyobraza sobie dalsze z nim zycie, załozenie
          rodziny- wtedy dopiero bedzie jazda- z reguły rodzine oskarza sie wtedy o
          nadmierne zainteresowanie potomkiem(tesciowa chce odebrac mi dziecko!) lub o
          całkowite ignorowanie go( babcia nie interesuje sie wnukiem, faworyzuje
          pozostałe!).
    • Gość: lew_ Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.proxy.aol.com 04.01.04, 20:55
      Roan i la ..mi wlasnie chodzi tylko o to zeby nikt nie widzial jak jest..o to
      zebym byl pewny ze nie chodzi jej o pieniadza .Po tem ...jak sie juz
      poznamy nie ma to znaczenia .
      Pieniedzy do wydawania jest dosc.I najprzyjemniej wydaje je sie we dwoje.
      Mi zalezy tylko na charakterze .Na niczym wiecej.No ok ..takze na
      wygladzie jak juz nie mam klamaac:))
      • Gość: la Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.aster.pl / *.acn.pl 04.01.04, 23:10
        Lwie ja wiem o co Ci chodzi ale zeby sie przekonac, ze drugiej osobie nie
        chodzi o pieniadze trzeba najpierw poznac i zaufac niestetey nie dzieje to sie
        na odwrot.dopiero poprzez czas spedzony z ta osoba i poznanie jej bedziesz
        wiedzial.normalne jest ze czasem w zwiazku ktos ma mniej pieniedzy a ktos
        wiecej ,ale ludzie sa ze soba po to aby sie wspierac a nie wytykac sobie ilosc
        papierkow w portfelu.Zycze Ci abys poznal taka kobiete jakiej pragniesz:)
    • triss_merigold6 Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 21:08
      Czytam, czytam i nadziwić się nie mogę o co Ty dziewczyno masz pretensje.
      Zamożna rodzina ma prawo dzielić swoje dobra jak chce, Tobie nic do tego kto
      więcej dostanie w spadku. Swoja drogą niezłe masz rozeznanie.
      Nie znosisz rodziny faceta - trudno, żeby Cię zapraszali, aż takimi
      masochistami nie są.
      To jego dom i tylko Twój facet ma prawo zasugerować rodzinie ograniczenie
      przyjazdów. Dom to nie hotel, jak sobie wyobrażasz pokrywanie kosztów przez
      teściową.
      Nie podoba Ci się pazerna panienko, która chcesz rządzić cudzymi pieniędzmi?
      Wyprowadź się, żyj samodzielnie i przestań liczyć cudze.
      Swoja droga jakbym miała taką synową to też bym jej nie akceptowała.
      • Gość: gosc Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 21:12
        lakszmi pracujesz gdzies? masz staly dochod? moze oszczednosci? co z twoimi
        rodzicami?
      • Gość: renia Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.ath.spark.net.gr 04.01.04, 21:25
        Triss nie wiem czy masz racje czy nie oceniajac tak surowo dziewczyne, ale ja
        jednak bede stala po jej stronie. Wiem bowiem jak wyglada niesprawiedliwosc
        tesciowej, kompletnie nieuzasadniona niechec do calej mojej rodziny,
        ponizajace aluzje, wrecz mowienie wprost, ze za wysokie progi, pazernosc na
        kase (gdybym Ci napisale na jakie pomysly wpadala moja sp tesciowa, zeby
        wysepic kase od mojej rodziny, to bys padla trupem) i wiem do czego prowadzi
        taka tesciowa - mialam okres w swoim zyciu, ze toczyly mnie mysli o rozwodzie,
        podpaleniu, otruciu, jaK RAK, NIE MOGLAM NAD TYM ZAPANOWAC - TO BYLO TAK Z
        PIEC LAT TEMU. Skad wiesz, ze Lakszmi mieszka U swojego chlopaka? Pisala
        gdzies, ze to jego mieszkanie?
        • lola211 Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 21:30
          Skad wiesz, ze Lakszmi mieszka U swojego chlopaka? Pisala
          > gdzies, ze to jego mieszkanie?

          Tak, napisała, ze to on na nie zapracował i dom jest jego.
        • diab.lica Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 21:36
          reniu, triss:)

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=4838575&a=4838575
          diab.lica, odkrywajaca zalety wyszukiwarki
          • Gość: renia Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.ath.spark.net.gr 04.01.04, 21:41
            Kurcze nie chce mi sie czytac calego tamtego watku, ale wyglada na to, ze
            faktycznie ta Lakszmi to niezla franca cwana jest i skrucz - osoby, ktore az
            tak wszystko wyliczaja to niezle "charakterki". Dobra, koncze sie udzielac w
            tym watku,jednak u mnie bylo troche inaczej, jesli chodzi o - nieudane do
            samego konca - stosunki z tesciowa.
            • Gość: renia Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.ath.spark.net.gr 04.01.04, 21:52
              A jednak przeczytalam tamten watek - no coz, niezla żyła jestes Lakszmi,
              zerowy szacunek dla matki swojego meza (dzis chlopaka (?), niewazne),
              wyliczona jak tabliczka mnozenia, faktycznie wzbudza niechec taka postawa.
              Szkoda, ze czlowiekowi tak trudno jest spojrzec na siebie z boku oczami
              obserwattora, wtedy moze wiele tesciowych i wiele synowych zmieniloby pare
              rzeczy w swoim zachowaniu, mysleniu, moze wiele stosunkow w rodzinach by sie
              poprawilo.
            • triss_merigold6 Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 21:53
              Renia ja też miałam jak najgorsze stosunki z matką mojego ex-faceta ale nigdy
              nie prosiłam o pomoc, nie wyliczałam na co ich stać itd. Za dużo panna pisała o
              kasie za mało o mężczyźnie z którym zyje i którego podobno kocha.
              • Gość: renia Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.ath.spark.net.gr 04.01.04, 22:00
                Wiem, masz racje, straszna wredota, jak mozna z kims takim zyc w ogole nie
                wiem. Nienawidze wyrachowanych, wyliczonych ludzi, ktorzy maja kalkulatorek w
                glowie i gdzi nie pojda, prz kazdym posilku, na kazdej imprezie, przy kazdej
                okazji go uruchamiaja. To naprawde wzbudza moje obrzydzenie, spotkalam takich
                ludzi i nie chcialabym miec z nimi nic wspolnego.
          • lola211 Re: Diab.lico, ty demaskatorko..:))) 04.01.04, 21:42
          • triss_merigold6 Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 04.01.04, 21:49
            Więc jak to jest? Zamożna rodzina czy bidna emerytka? Mąż czy chłopak (w tym
            przypadku to zasadnicza różnica - od męża może żądać zmiany zachowania, od
            chlopaka nie). Mąz zaprosił matkę - wdowę na 2 tygodnie czy "matka się zwala"?
            Pełna lodówka żarcia i chowanie po kątach przed gośćmi czy oszczędzanie na
            wszystkim? Zapracowali na dom czy chłopak kupił za swoje?
            Dziewczyna kręci. Na moje wyczucie chciałaby móc dobrać się do spadku w
            przyszłości, za dobre ma rozeznanie kto komu i kiedy i ile daje.
            • Gość: renia Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.ath.spark.net.gr 04.01.04, 21:56
              Kreci - nie kreci, pewne cechy - cechy jej charakteru wychodza bardzo wyraznie
              takie same w obu watkach - i to jest chyba podstawa, zeby spuscic zaslone
              milczenia. Co postaram sie zrobic. Takiej postawy nie reprezentowala nawet
              moja tesciowa. (szynka za tyle, poledwica za tyle, jakim prawem mialabym wam
              dawac jesc gdy mnie odwiedzacie - no tak nigdy nie powiedziala, swiec Panie
              nad jej dusza).
          • zalotnica Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* 05.01.04, 00:50
            od razu ja wyczulam...szkoda tylko chlopaka...
    • ainer1 Lakszmi 04.01.04, 21:44
      a mzoe po prostu wyjdz i zrob tak 3x i jak pocaluja klamke kilka razy to mzoe
      juz nie przyjada?

      Renia
    • Gość: ice Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.chello.pl 04.01.04, 22:53
      Proponuje na godzine przed ich przyjazdem ewakuowac sie na dwa dni:))
      • triss_merigold6 Panienka kręci 04.01.04, 22:56
        Proponuję przeczytać parę postów wyżej, link podany przez diablicę i wyrobić
        sobie zdanie samodzielnie.
        • Gość: ice Re: Panienka kręci IP: 5.2.* / *.chello.pl 04.01.04, 23:21
          Triss, Twoje dyktowanie wszystkim dookoła, co mają robić, jest nieco
          upierdliwe...ale, cóż, Ty wszędzie musisz sie wtrącić.
          Nie muszę czytać żadnych postów poniżej, powyżej ani też na innych forach,
          portalach i takich tam, żeby wiedziec, co bym zrobila w tej sytuacji.
          Proponuję, żebyś uaktywniała swoje szare komórki dla bardziej wzniosłych celów
          niż komentowanie tak banalnych wypowiedzi tylko po to, żeby zaznaczyć swoją
          obecność na forum.
          Miłej nocy.
          • triss_merigold6 Re: Panienka kręci 04.01.04, 23:26
            Nie dyktuję tylko zaznaczam, że autorka wątku kłamie co udowadnia pośrednio
            diablica w podanym linku. W pierwszej chwili też bym się nabrała i współczuła
            teściowej-potwora. Rozumiem, że wiesz co byś zrobiła gdyby podana sytuacja była
            prawdziwa ale prawdziwa nie jest. I o to mi chodziło.
            • Gość: ice Re: Panienka kręci IP: *.chello.pl 05.01.04, 00:10
              Ok. Dogrzebałam się do tego linka.
              I co?
              I w dalszym ciągu nie dziwię się Lakszmi.Nie dziwię się, bo znam podobną
              historię z własnego życia.Widocznie Lakszmi ma swoje powody, żeby odebrać tą
              całą historię, tak jak ją odbiera.
              Czy czyjeś odczucie to od razu kłamstwo? Chyba nie nam to oceniac...
              A to, że Lakszmi wybudowała sobie dom, nie musi znaczyć, że ma od groma
              kasy.Może specjalnie dla tego domu wzięła kredyt.W każdym bądź razie urządzenie
              domu jest kosztowne. WIem o tym, bo w czerwcu czeka mnie urządzanie nowego
              mieszkania...
              Nieważne.
              Namolna rodzina jest jak wrzód na tyłku.Chyba jeszcze gorsze sa tesciowe i
              matki, co to wszystko wiedzą najlepiej.
              Dzięki, o wszyscy święci, że mam taką matkę, takiego ojca i takich teściów,
              jakich mam:)

          • Gość: ice Re: Panienka kręci IP: *.chello.pl 04.01.04, 23:35
            Poza tym, w kwestii przedstawienia sytuacji, mój dom jest na tyle dla mnie
            ważny jako MÓJ DOM, że zwalanie sie rodziny - w dość licznym składzie na dość
            długi czas - wyprowadziłoby mnie z równowagi.Poza tym nie prowadzę hotelu ani
            stołówki...i tu chyba rozumiem, co Lakszmi miała na myśli.Nie bawi mnie poza
            tym siedzenie przy garach i zlewozmywaku na przemian.
            Poza tym nie trzeba mieć dostępu do czyjegoś konta, żeby wiedzieć, czy jest
            zamożny, czy też nie. O tym można wnioskować ze standardu życia tego kogoś, a
            rodzinka widać żyje na odpwoednim poziomie.

            • miriammiriam prawdziwość wątków na forum 05.01.04, 00:21
              z tego co pisze autorka wątku wynika jedynie, ze
              sprawa dotyczy nieudanych relacji z rodziną partnera, z którym ona mieszka w
              jego domu. tyle sie doczytałam w postach lakszmi i niczego więcej.

              zdumiewającwe ile ludzie potrafia sobie dośpiewać na temat domniemanych
              charakterów domniemanych postaci tej historii. jeszcze zabwaniejsze jest
              interwątkowe szukanie prawdy; który wątek ma być punktem odniesienia? z czystej
              ciekawości przeczytałam dość dokładnie oba wątki, temat w zasadzie ten sam,
              tylko troche inna fabuła, mąż (konkubent), wspólne mieszkanie (jego dom),
              chytra teściowa (rodzina wyzyskiwaczy). zwróćmy uwagę, ze podstawowe motywy
              nie są zmienione, tylko - powiedzmy - przesunięte o jedno pole. egzegeza
              porównawcza obu tekstów pokazuje, że autor nieznany (pseudonim: lakszmi)
              porusza problem nadmiernych wydatków na krewnych swojego meża (konkubenta),
              którzy zbyt czesto goszcza w ich (jego) domu. ponadto dokonuje niezwykle
              spkrupulatnej analizy statusu majątkowego owych krewnych, o sobie pisze tylko
              tyle, że miala zą matkę (nie ma rodziny). w zasadzie to sie trzyma
              przysłowiowej kupy, ale wnioski niech każdy sobie sam dopowie...
              mnie osobisci zastanowiło dlaczego lakszmi tak pracowicie odpowiadając na
              wszystkie posty nie ustosunkowała sie do propozycji zmiany miejsca
              zamieszkania. może ona nie ma dokąd pójść? jest uwikłana w jakiś dziwny układ z
              facetem i jego rodziną ze względów bardziej bytowych, niż uczuciowych, któz to
              wie....
              • Gość: KUSICIEL pozabijaj ich wszystkich... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 02:37
                najlepiej swoim jadem a bedziesz miala swiety spokoj i CALA KASE TYLKO DLA
                SIEBIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              • Gość: baba Re: prawdziwość wątków na forum IP: *.acn.waw.pl 05.01.04, 09:54

                Zgadzam sie, lakszmi jest kutwa, kreci, jej tez jest potrzebny psycholog,
                poniewaz nie jest poukladana w srodku ( gdyby byla, nie zwiazalaby sie z
                niedojrzalym facetem).Ewidentnie utozsamia wartosc swojego zycia ze standartem.

                Jednak problem pozostaje ten sam- czesto odwiedzajaca matka partnera czy tez
                tesciowa, goszczacy dlugo a niefrasobliwie inni czlonkowie rodziny ( pytanie, z
                jaka czestotliwoscia, czy sa bezrobotni ?) niespecjalnie goscinni sami.

                Uwazam, ze ma prawo czuc sie w domu osoba, ktora ma cos do powiedzenia, szukac
                kompromisow, Pisze o sytuacji, nie wiem na ile zostala ona podkoloryzowana lub
                wrecz zmyslona, jakie istotne szczegoly pominiete.To, co zostalo opisane jest
                patologiczne, choc mozna oczywiscie powiedziec, ze takiej malpie sie nalezy,
                zlapala golodupka dzianego faceta, to niech cierpi. Nie po to wypowiadamy sie
                tu, zeby dociekac i obrazac, tak mysle.
                • lola211 Re: prawdziwość wątków na forum 05.01.04, 10:17
                  To, co zostalo opisane jest
                  > patologiczne, choc mozna oczywiscie powiedziec, ze takiej malpie sie nalezy,
                  > zlapala golodupka dzianego faceta, to niech cierpi.

                  Znamy wersje lakszmi, i to dwie, dziewczyna jak dla mnie koloryzuje, ton w
                  jakim pisze przemawia przeciwko niej.Nienawidzi tych ludzi, najchetniej tego
                  faceta i cały majątek trzymałaby przy sobie pazurami, a cała reszte wysłałaby
                  na Ksiezyc(a własciwie Marsa).

                  Abstrahujac juz od autorki- znam takie osoby, które nie posiadają grama
                  wyrozumiałosci dla rodziny partnera, najmniejszy bład urasta do rangi
                  katastrofy, pozytywów zauwazyc nie chca, po prostu sa nastawieni
                  bojowo .Cechuje je postawa roszczeniowa, długo wyliczaja ile kto dostał,
                  zawsze czuja sie przez ta rodzine pokrzywdzeni.Według mnie oni mają zaburzenia
                  osobowosci.
                  • Gość: baba Re: prawdziwość wątków na forum IP: *.acn.waw.pl 05.01.04, 10:21

                    Totez poradzilam jej psychologa.
                    Sytuacja OPISANA jest patologiczna.
                    Pzdr
                • diab.lica Re: prawdziwość wątków na forum 05.01.04, 11:03
                  moim zdaniem lakszmi obie te historie wyssala sobie z palca.
                  przeciez one sa humorystyczne. np:
                  "ba! nawet kaze sobie kupowac bialy chleb za nasze pieniadze".
                  w to, ze syn u matki nie dostaje nawet filizanki herbaty tez nie uwierze i juz.
                  • zalotnica Re: prawdziwość wątków na forum 05.01.04, 12:17
                    diab.lica napisała:

                    > moim zdaniem lakszmi obie te historie wyssala sobie z palca.
                    > przeciez one sa humorystyczne. np:

                    humorystyczne ? gdyby podala w innej formie,
                    to moze, ale na razie daleko jej do tego.
                    Cos ma z glowa...
                    • f.l.y mam podobnie jak Lakszmi 05.01.04, 14:33
                      to nie sa wymyslone historie... ja mam podobnie...

                      na poczatku, jak bylam nowa, rodzinka mojego faceta byla arcymila...
                      przyjrzalam sie im i zobaczylam, jak matka szantazuje go emocjonalnie, jak pod
                      byle pretekstem sciaga go w weekendy do swojego domu /co tydzien/ - jak
                      kombinuje z alkoholem do kolacji, zeby tylko nie mogl wrocic samochodem i zeby
                      zanocowal.../a on przykrosci nie chcial robic matce i z ojcem wypil kieliszek
                      dwa/... siostrzyczka jedna i druga ciagle u niego na pozyczkach... mimo, ze
                      swoja forse mialy...jedna zona dyrektora, druga kierowniczka apteki...
                      wszyscy bez wyjatku zawsze daja mu sygnal na komorke, zeby oddzwonil - nigdy
                      jeszcze chyba nie dzwonili za swoje mimo, ze rodzicom doladowuje karty do
                      telefonow... matce robi zakupy i wozi jej co tydzien, chociaz matka ma sie
                      calkiem dobrze i mieszka dwa kroki od wszelkich sklepow...
                      u nich na dzialce z racji wieku i formy podziekowania za goscine to zawsze ja
                      rozstawialam talerze do sniadan, obiadow i kolacji - to ja podawalam i to ja
                      potem zmywalam... jakos im to nie przeszkadzalo, ale jak tylko usiadlam z
                      gazetka przy stole (po sprzatnieciu) to matka zaraz miala pretensje do mnie, ze
                      jej nie zabawiam rozmowa.../oczywiscie jemu to powiedziala/ no i zaczelo sie
                      najezdzanie na mnie, ze to, ze tamto... ze sie nie odzywam, ze robie zupe, ze
                      kotlety, ze nie tak, ze wieszam pranie, ze nie wieszam prania...
                      siostrzyczka ciagala mnie po sklepach - teraz juz wiem, jako kierowce i
                      towarzystwo... chciala wcisnac pod opieke swojego syna... moim synem chciala
                      sobie zalatwic towarzystwo jej dziecku, mowila przywiez go i niech wezmie te i
                      te zabawki....bo moj chetnie by sie tym pobawil.../a niech by kupila co nie
                      stac jej?/ jak kilka razy odmowilam to sie zaczelo i od siotry dostawac....
                      rozmawialam z moim facetem...powiedzialam mu jak to wiedze i czemu tak na mnie
                      najezdzaja...dodam, ze jestem niezalezna finansowo i nie potrzebuje jego kasy,
                      ale oni chyba tak mysla....
                      poza tym...przestali dzwonic na swieta i imieniny... na Wigilie i inne imprezy
                      zapraszaja tylko jego....

                      ach, nie dodalam ze jego siostra ilekroc ja widzialam...zawsze narzekala w
                      rozmowach, zero jakichkolwiek dobrych wiesci...usmiechu - wiecznie jeki, jaka
                      to ona jest nieszczesliwa /dwa razy rozwod! dwoje dzieci/...nikt z nia nie moze
                      wytrzymac - nie dziwie sie - ja tez juz nie moglam...
                      jak ostatnim razem do nas przyszla i nie moglam sluchac jej narzekan - wyszlam
                      do lazienki i wzielam 3godzinna kapiel...chocby po to, zeby jej pokazac, ze
                      lekcewaze jej wizyte i zeby sie w koncu wyniosla do siebie jak jej sie zachce
                      siusiu...(mamy lazienke z wc) - wiem, jestem okropna, ale po trzech latach tez
                      byscie nie wytrzymali....
                      nastepnym razem i juz ostatnim, jak chciala znowu wpasc na chwilke ok. 22giej,
                      bo wiedziala, ze siedzimy przy kolacji ze swiecami - to nie wytrzymalam i
                      napisalam jej sms'a, zeby nie przyjedzala, bo zmarnuje mi wieczor swoimi
                      jeczeniami i narzekaniami....
                      owszem mogla sie obrazic i oto mi chodzilo....wyzwala mnie od kurew ale od
                      tamtej pory mam z nia spokoj....
                      oczywiscie pokazala sms matce i matka tez ma mnie juz za nic...choc jej nic
                      osobiscie nie zrobilam....
                      nie dzwonia juz do mojego faceta po poludniu, wiec z telefonami tez jest
                      spokoj...
                      kiedys moj facet chcial w ciagu dnia przywiezc swoja matke do naszego domu i
                      pojechac do pracy, zeby sobie poczekala i po poludniu chcial ja odwiezc... nie
                      zgodzilam sie, bo wiedzialam, ze bede miala sprawdzone i przepatrzone wszystkie
                      szafki.../a to wiem, bo tak zrobila podczas wspolnej wizyty u ciotki, zony jej
                      brata/....moze i ja jestem okropna, ale wierzcie mi sa czasami ludzie z ktorymi
                      nie idzie inaczej niz tak wlasnie...
                      rozumiem lakszmi...bedzie jej ciezko, bo mimo wszystko facetowi tez jest trudno
                      wybierac...i tu by chcial dobrze i tam...
                      mimo wszystko ciesze sie, ze przez te 3 lata dawalam sobie rade...i ze moj
                      facet mowi, ze otworzylam mu oczy na niektore sprawy....

                      lakszmi trzymaj sie i ie dawaj...
                      moze podczas ich wizyt udawaj chora?

                      zycie jest ciezkie.....
                      trzymajcie sie wszystkie jeszcze niedoszle lub doszle synowe...
                      pozdrawiam,
                      Fly
                      • Gość: ice taaa...zaburzenia osobowości..ekhm:) IP: *.chello.pl 05.01.04, 20:53
                        No właśnie f.l.y.Tak to bywa.
                        I nie widze powodów, żeby całe grono szanownych pań prowadziło dysputę nad tym,
                        czy Lakszmi kręci, czy też nie.Nie wszyscy mają teściowe przy zdrowych
                        zmysłach:), co jednak patologią nie jest.
                        Totalną przesadą jest dla mnie poradzenie Lakszmi, aby wybrała się do
                        psychologa, ponieważ ma zaburzenia osobowości. Przecież to bzdura.
                        A przepraszam bardzo, jaki to rodzaj zaburzeń?Może ktoś chce podyskutować w tej
                        sprawie z psychologiem?Służę uprzejmie.
                        Cóż za pochopne diagnozowanie.Wstydźcie się, prawdopodobnie mówicie o rzeczach,
                        o których nie macie pojęcia.

                        f.l.y - uważaj, bo potraktują Cię, jak mitomankę z zaburzeniami osobowości:)))
    • Gość: lew_ Re: *rodzina* mojego chłopaka *ja*już*nie*mogę* IP: *.proxy.aol.com 05.01.04, 21:16
      No klocicie sie coraz bardziej a ja mysle ze jesli oni razem mieszkaja to
      niezaleznie od tego do kogo nalezy ten dom ta dziewczyna powinna miec tez
      cos do powiedzenia!!W koncu sa razem ,ida razem do lozka i sie byc moze
      pobiora!!Moim zdaniem jesli sie kogos pokochalo to nalezy sie z nim dzielic
      wszystkim ..nie tylko cialem!!Nie moze byc tak jak napisala Lo ze po pewnym
      czasie ktos w zwiazku ma wiecej a ten drugi mniej pieniedzy .Wszak jesli
      kobieta urodzi dziecko i nie moze z tego poweodu pracoac i nie zarabia to
      nie ma autmaty<cznie prawa do pieniedzy ??Obojetne czy pracuje jeden czy
      oboje ..pieniadza sa zawsze wspolne!Inaczej nie moge sobie wyobrazic zyc z
      kobieta razem.Ja widze ze niekotre tu sa takie jak ta ródzinka tego
      faceta...najchetniej by to dziewczyne rozszarpaly.Zalosne to jest.Mam
      nadzieje ze nie trafie na taka tesciowa jak ta jedna tu ....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja