nie kocham męża

31.08.09, 23:45
Jesteśmy 5 lat po slubie, 12,5 razem. Pobraliśmy się z miłości i mogę powiedzieć, że kiedyś bardzo kochałam męża. Mamy 3 letnie dziecko. Od kilku lat coraz bardziej się od siebie oddalamy. Ja mogę juz powiedzieć, że męża nie kocham.
Rzadko ze sobą rozmawiamy, mijamy się gdzieś w biegu.. i w sumie nie mam nawet ochoty tego zmieniać. Jest dla mnie obcym człowiekiem, owszem, bardzo pomocnym w domu i przy prowadzeniu domu. Ale to wszystko.
Unikam sytuacji intymnych, nawet pocałunków czy dotyku. Kochamy się niezwykle rzadko. Jeśli już się coś zdarzy, to ja to robię tylko z "obowiązku" i w trakcie czekam kiedy to się skończy. Satysfakcji nie odczuwam żadnej, a "Po" mam kaca moralnego, jakbym była jakąś prostytutką.
Sytuacja strasznie mnie dołuje. Nie wiem, jak jest w innych związkach, czy tak powinno być po jakimś czasie w związku, czy ja wymyślam.. Nie mogę tak dłużej żyć!!! Potrzebuję czułości, miłości, ale nie daję sobie rady z moimi uczuciami.
Mąż wydaje się mieć dużo mniejsze oczekiwania od życia i nie zastanawia się nad niczym. Brak rozmów mu nie przeszkadza, w domu jakoś wszystko się kręci, co jakiś czas chciałby się kochać, a robimy to dużo za rzadko..ale w sumie jest ok.
Czy ja zwariowałam i potrzebny mi zimny prysznic? Czy takie sytuacje się zdarzają…
    • blanszetka Re: nie kocham męża 01.09.09, 00:15
      Doceń to co masz. Tyle lat razem przezyliście macie dziecko dom Mąż jest dla Ciebie dobry . Porozmawiaj z nim . Musicie zawalczyc o siebie Na nowo wzniecić uczucie. Moze jakies wakacje lub wyjazd chociaz krótki w jakieś miejsce dla Was ważne przypomni Wam sile uczucia. Pytanie tylko czy chcesz? Kochałaś go wogole kiedys ? Co myslalaś wychodzac za niego ? o byliscie dośc dlugo razem przed slubem
      • lagapagos Re: nie kocham męża 01.09.09, 08:18
        bardzo go kochałam jak braliśmy ślub. I to było po 7 latach "chodzenia". Tylko,
        że to klasyczny przypadek spotykania się od szkoły średniej. My zawsze bylismy
        razem. Kochałam go bardzo. I nie zwracałam uwagi na wiele kwestii - brak
        wspólnych zainteresowań, wielka powierzchownośc mojego męża.. Wtedy tez
        rozmawialismy o "głupotach", ale mi to nie przeszkadzało, bo go kochałam.
        Teraz wszystko się zmieniło. Nie mam czasu na to, żeby się spotykać z innymi
        ludźmi i ta "pustkę" emocjonalną zapychać. Poszukuję tego w domu. I nic.
        Może mam duże wymagania, ale chciałabym kiedyś obejrzeć jakiś sensowny film,
        porozmawiać na jego temat, pogadać o książce, którą czytałam, o moich
        przemyśleniach..
        A dla niego to wszystko jest głupie, po co wogóle o takich sprawach rozmawiać. A
        wogóle to ja chyba mam jakiś problem...
        Czy to, że facet robi grzecznie zakupy z listy, pomaga w domu jest wystarczające??
        • menk.a Re: nie kocham męża 01.09.09, 08:40
          Może i nie jest wystarczające, ale jest bardzo ważne. bo to oznacza, ze praca na
          rzecz rodziny rozkłada sie na dwoje.

          Ty próbowałaś walczyć o Wasz związek? rozwiązać ten problem znudzenia?
          Urozmaicić, zmienić wasze wspólne życie? Bo bzdury piszesz jak naiwna
          nastolatka, że oral czy anal uratuje Wasze pożycie (nie tylko seksualne). Kiedy
          wychodziłaś za mąż rozmawialiście o tych filmach czy książkach? Czy od zawsze
          byliście razem ale osobno?
          Chyba oboje powinniście zadać sobie pytanie i szczerze na nie odpowiedzieć: czy
          chcecie nadal być razem i spróbować ulepszyć ten związek. Jeśli któreś z Was
          powie NIE to nie ma o czym dalej mówić. A jeśli tak, to może zacznijcie od
          jakiejś terapii.
          • lagapagos Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:19
            To z tym oralem to przeciez byla ironia. Jesli ktos mi proponuje, zebym loda
            robila spontanicznie i mi to uratuje zwiazek, to chyba nie wie co mowi.
            Nie - kiedy się pobieraliśmy tez nie rozmawialiśmy o filmach, czy książkach. Ale
            pewnie byłam naiwna, zakochana i mi to nie przeszkadzało.
            • wojakpl Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:28
              Taka sytuacja to standard.

              jak masz kochac meza, skoro milosc trwa okolo pol roku?
        • gradosr60 Re: nie kocham męża 01.09.09, 14:27
          wybralas sobie takiego meza to Twoj wybor teraz niestety za pozno.
          A Ty oczywiscie jestes dla niego idealna, niestety takie jest zycie,
          z czasem nie wszystko jest takie jakie byc powinno,.
    • mrs.solis Re: nie kocham męża 01.09.09, 04:57
      Jak dbasz tak masz. ZNasz to powiedzenie?
      Nie kiwnelas nawet palcem zeby zadbac o wasz zwiazek ,wiec teraz
      masz efekty. WIekszosci kobiet ciagle sie wydaje,ze to tylko facet
      powinien dbac o wasza milosc,traktowac was jak ksiezniczki,kupowac
      kwiatki i prezenty. Wy w tym czasie nie robicie nic. Jakos wiekszosc
      z was zapomina,ze facetowi tez trzeba od czasu do czasu
      powiedziec,ze sie go kocha,kupic mu cos fajnego,zrobic masaz,badz
      loda bez okazji.
      Jestem 9 lat po slubie i meza nadal kocham,ale my ze soba codziennie
      rozmawiamy i nie mijamy sie bez slow w drzwiach,bo tak chyba zaczyna
      sie poczatek konca.
      • lagapagos Re: nie kocham męża 01.09.09, 08:19
        można faktycznie było dbać lepiej. Robić loda, czy spełniać inne zachcianki. Ale
        ja nie jestem z tych co loda mogą robić na zawołanie. i może dla urozmaicenia
        związku zaproponuję mu anal...
        • bambzgrozja Re: nie kocham męża 01.09.09, 10:22
          Jeżeli mąz angażuje się w życie rodzinne(prowadzenie domu), szanuje
          itd, to jest to bardzo cenny egzemplarz, którego nie warto porzucać
          (co, inna ma skorzystać?). Trzeba się zabrac natomiast za
          odświeżenie związku i niestety przeważnie kobieta musi to
          zinicjować, bo dla facetów jeżeli wszystko się jakoś kręci to jest
          ok i nie pomyslą, ze babce może czegoś brakować.
          Zorganizuj opiekę dla dziecka i sama zaproponuj kino, knajpę.
          Chodzcie razem na siłownię, jeźdzcie na rowerach...itp. Im więcej
          rzeczy będziecie robic razem, tym szybciej zbliżycie się na nowo do
          siebie. Im więcej będzie się działo w waszym życiu, tym więcej
          tematów do rozmów. Ale Ty pierwsza musisz wyciągnąć rękę (wiem z
          własnego doświadczenia, bo zrobiłam tak samo, a jak wparowałam do
          sypialni w pończochach to dostał szału :))
          • emma_ja Re: nie kocham męża 01.09.09, 10:34
            chyba nie zrouzmieliscie

            nie da sie czlowieka zmusic czy namowic, zeby mial potrzeby intelektualne, zeby
            byl ciekawy swiata

            przezylam zwiazek z kims kto byl dobrym, wiernym czlowiekiem-tyle, ze nie mial
            zadnych potrzeb wyzszych
            a ja owszem
            tez nie rouzmial o co wogole mi chodzi, bo przeciez byl dobry..
            a ja dostawalam szalu
            dodam, ze ta sie dzieje kiedy sie pozna kogos b mlodo, nie potarfimy wowczas
            ocenic wlasciwie pewnych spraw

            ja odeszlam, bo to syt nie do zniesienia

            nie zazdroszcze ci, bo nie sadze zebys byla w stanie cokolwiek zmienic, nie
            zmienisz go w inteligentnego interesujacego faceta

            • lagapagos Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:25
              to chyba pierwszy głos osoby, która przeżyła cos podobnego. Właśnie o to chodzi,
              że on jest dobry - bo robi zakupy, bo jak trzeba to zostanie z dzieckiem (jak ja
              jestem w domu, to wogóle sie nie zajmuje - musze mu mówić - popatrz na syna),
              zapłaci rachunki, załatwi znienawidzone przeze mnie sprawy urzędowe.
              Ale nie ma wyższych potrzeb. jak do kina to tylko na komedię i najlepiej bez
              napisów, bo mu się czytac nie chce. Na rower - nie bo się zmęczy. Pobiegać -
              sama sobie biegaj. Książka?? Może 4 w życiu przeczytał.
              Ja wiem, że to trochę po niewczasie, ale może dopiero teraz dorosłam..
              Zobaczyłam, że są faceci, z którymi o wszystkim można porozmawiać, że wcale tak
              jak u nas byc nie musi.
              Ja wiem, że wszystko jest kwestią wyboru, i to ode mnie zależy, czy stwierdzę -
              tak sobie wybrałam, tak mama, czy powiem - kto nie ryzykuje, ten nie ma.
        • leptosom Re: nie kocham męża 01.09.09, 10:31
          lagapagos napisała:

          > można faktycznie było dbać lepiej. Robić loda, czy spełniać inne
          zachcianki. Ale ja nie jestem z tych ...

          nie jesteś, nie zmieniaj się, nie licz na cokolwiek...
          • emma_ja Re: nie kocham męża 01.09.09, 10:39
            a wpadanie w ponczochach nie sprawi,ze ona zapragnie seksu z facetem, ktory nie
            czuje potrzeby przeczytac gazety bo to glupota i strata czasu

            jasne, ze mogla trafi gorzej, moglby zaniedbywac albo pic, moze po kolejnym
            neiudanym zwiazku by nawet za nim zateksnila

            tylko co z tego? skoro jej jest zle.kazdy ma prawo chciec przezyc satysfakcje w
            zyciu.a nie tkwic przy kims tylko dlatego, ze jest pomocny

            oczywiscie wszyscy cie potepia, jesli znajdziesz sobie kogos albo oodejdziesz i
            napisza ze w glowie ci sie przewrocilo

            nie zazdroszcze, wiele dylematow cie pewnie czeka.ja wiem jak takie zycie
            smakuje.gorzko...
        • mrs.solis Re: nie kocham męża 01.09.09, 15:53
          lagapagos napisała:

          > można faktycznie było dbać lepiej. Robić loda, czy spełniać inne
          zachcianki. Ale ja nie jestem z tych co loda mogą robić na zawołanie.

          Skoro dopieszczenie kogos z milosci nazywasz spelnianiem jego
          zachcianek to co sie dziwisz,ze tak sie skonczyla twoja wielka
          milosc. Pozatym uczepilas sie tego nieszczesnego loda ,a on nie byl
          glownym tematem tylko cos innego. Zebybys zrobila cos dla kogos sama
          od siebie ot tak,ale skoro dla ciebie to za trudne no to coz jedyne
          co moszesz zrobic zeby bylo lepiej to isc po wniosek rozwodowy,bo z
          takim nastawieniem jakie masz tego zwiazku nie da sie uratowac. TY
          bys chciala miec sliczny ogrodek,ale nie chce ci sie go podlewac ,bo
          nie zamierzasz spelniac zachcianek roslinek.
          • lagapagos Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:28
            tylko, ze akurat seks z nim nigdy za wielkiej satysfakcji mi nie sprawial. Teraz
            dzieje sie cos dziwnego i naprawde, jak mnie dotyka to jakby mnie dotykal ktos
            obcy.
            To sa tylko moje uczucia.
            I co mam mowic, jak pyta, czy bylo dobrze?? klamac?? plakac mi sie chce!!
    • butterflymk Re: nie kocham męża 01.09.09, 10:41
      To nie męcz siebie i jego, po prostu pogadajcie.
      Życie tak nie może wyglądać, zgorzkniejesz juz do końca...
      Może rozmowa z nim wszystko rozwiąze, moze ustalicie że chcecie
      ratowac rodzinę, moze że się rozstaniecie..
      Cos trzeba robic, życie ucieka a pozatym uwierz że dla dziecka to
      nie fajne obserwować taki chłód i obojętnośc w domu...
      • agaoki Re: nie kocham męża 01.09.09, 12:04
        kompletnie nie rozumiem. mieliście 7 lat przed ślubem, żeby pewne sprawy zauważyć.
        widziałaś brak zainteresowań, powierzchowność itp. ale go bardzo kochałaś. za
        co????? bo żaden inny Cię nie chciał?
        widziały gały co brały, moja droga. teraz nie marudź, tylko spróbuj żyć jak
        najlepiej w takim układzie jaki jest. albo się z nim rozwiedź.
        • grey_trousers Re: nie kocham męża 01.09.09, 12:35
          Jak tez tak mialam. Dokladnie tak, co prawda bez dziecka, bez slubu.
          Co prawda kochalam go, nadal kocham, choc sama nie wiem, ile w tym
          przyzwyczajenia, ile strachu przed samotnoscia. On sie nawet czasem staral, mi
          bylo za malo. Mialam wyrzuty sumienia, czulam sie jak pani Bovary, glupia
          gowniara, ktorej sie wydaje, ze w zyciu ciagle bedzie sie przezywac jakies
          uniesienia. Facet dobry, zaradny, silny, podziwiam go do dzis za wiele rzeczy.
          Potem poznalam kogos innego i wiedzialam, ze choc na pewno bede z tego powodu
          cierpiec, jest to warte, by wchodzic w ten romans. Wtedy zobaczylam, ze mam cale
          mnostwo emocji, ze potrafie sie smiac bardziej szczere niz kiedykolwiek, ze moge
          komus bardzo duzo dac i to dawanie daje mi bardzo duzo radosci. Jakiejs takiej
          pelniejszej i glebszej niz w zwiazku. Ze sa jednak uniesienia o jakich marzyla
          pani Bovary i nie bylo to zwiazane tylko z tym, ze to byla pierwsza goraca faza
          zwiazku.
          Teraz mam ich obu, dwie podpory, ktore zapewnialy mi bardzo zludna rownowage.
          Czesto myslalam, by z ktorej z nich zrezygnowac, ale chyba oni wzajemnie sie
          uzupelniaja, boje sie, ze z tylko jednym z nich bym juz byc nie mogla. Stoje na
          krawedzi i jest mi z tym strasznie zle.
          To taka moja historia, nic ci pewnie nie pomoze w rozwazaniach.
          Juz wiem, ze wyznacznikiem wszystkiego powinny byc twoje emocje, myslenie tak
          czesto je przeslania. To, jak TY sie w tym zwiazku czujesz i jak sie bedziesz
          czula za jakis czas.
          Ale ogolnie bym powiedziala: jesli masz w sobie dosc sily (na pierwsze tygodnie
          po rozstaniu), to odejdz. To jest Twoj czas, Twoje zycie. Daj sobie jeszcze
          jedna szanse.
          • bambzgrozja Re: nie kocham męża 01.09.09, 13:11
            Łatwo jest poradzić komuś "odejdź, twoje zycie, twój czas"- a to
            nieprawda. W momencie kiedy na świecie pojawia się dziecko, to życie
            przestaje być tylko nasze i kazda decyzja (szczególnie podjęta pod
            wpływem fochów "znudziłam się więc odchodzę")ma kolosalny wpływ na
            jego psychike.
            • jack20 Re: nie kocham męża 03.09.09, 14:22
              tzn uwazasz, ze dziecko wychowywane od poczatku w swiecie gdzie nie
              widzi milosci a wrogosc, ma przewage w zyciu pozniejszym nad
              wychowywanym w swiecie bez wrogosci?
              dlaczego tak wiele kobiet dzis zwlaszcza w europie zach. wybiera
              samotne wychowywanie dziecka?
    • au_lait Re: nie kocham męża 01.09.09, 13:23
      Dlaczego zatem nie kochasz swojego męża? Słowo "kochać" jest
      czasownikiem implikującym działanie, nie zaś samym cielęcym stanem
      zakochania. Po prostu go kochaj, nie wiesz, jak to się robi?
    • kobitka.jak.kobitka Re: nie kocham męża 01.09.09, 14:21
      lagapagos, a gdyby Twój mąż nagle zaczął rozmawiać z Tobą o książkach, filmie
      itd., to czy nagle pokochałabyś go znowu?
      odpowiedz sobie na pytanie czy jest jeszcze cokolwiek do zrobienia z jego strony
      (pomijam fakt, że starać to się muszą obie strony) co sprawiłoby ocieplenie
      Twoich uczuć.
      czy też bez względu na wszystko chcesz kogoś innego. po co naginać kogoś do
      własnych wyobrażeń, skoro potem się go nie będzie chciało.
    • kicia031 Re: nie kocham męża 01.09.09, 15:17
      Widze, ze oczekujesz, ze maz zaspokoi wszystkie twoje potrzby
      emocjonalne i intelektualne. Moze gdzies sa takie idealy, ale ja nie
      znam...

      Poza tym, to tez twoja odpowiedzialnosc, zeby stworzyc wam okazje do
      przerwania rutyny i pobycia ze soba, moze wyjechania na weekend. mam
      wrazenie, ze oczekujesz, ze dobry zwiazek stanie sie sam, a
      tymczasem to ciezka orka, a za stan zwiazku poniosisz przynajmniej
      50% odpowiedzialnosci. A za swoje szczescie i spelnienie - 100%
    • skarpetka_szara Re: nie kocham męża 01.09.09, 15:32
      Od odkochania sie jeszcze nikt nie umarl...

      Wiesz... nie obladowywuj swojego meza aby byl Twoja przyjaciolka.
      Nie chcesz wychodzic na spotkania kolezenskie a oczekujesz ze Twoj
      maz bedzie ci wypelnial ta luke. Poznaj nowe znajome z ktorymi
      bedziesz mogla pogadac sobie o ksiazkach, filmach, pojsc na kawe
      poplotkowac. Musisz oddzielic role meza, od roli przyjaciolki.

      Ja osobiscie wychodze z kolezankami na ploteczki, posmiac sie,
      nagadac sie, a przychodzac do domu mam juz pewne potrzeby
      wypelnione. Bo ja z mezem nie moge rozmawiac o bzdetach - bo go to
      po prostu nie interesuje.

      Pozatym... nie rezygnuj. szczegolnie ze tak duzo juz przezyliscie,
      i ze to byla jednak wielka milosc. Moze jeszcze cos sie rozpali -
      ale musisz dzialac. Zmien troche swoj tryb zycia, przejmij
      inicjiatywe. Podobno czym wiecej ma sie seks tym bardziej go sie
      lubi. I przestac siebie dreczyc, spojrz na ta sytuacjie bardziej
      optymistycznie. Bo naprawde, masz duzo, za co powinnas dziekowac.
      • skarpetka_szara Re: nie kocham męża 01.09.09, 15:33
        A jak nic sie nie poprawi to pojdz do dobrego psychologa ze
        specjalistycznoscia malzenska. On wami odpowiednio pokieruje.
        • rachela25 Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:02
          ale co tu pomoże psycholog jak ona go nie kocha. Nie da się tego
          zmienić poprzez jakieś terapie . To działa kiedy tli się jeszcze
          jakaś iskra miłości , a w jej przypadku tak zapewne nie jest skoro
          nie ma ochoty tego zmienić .Z tego co pisze , mężowi chyba też to
          zwisa czy gadają czy nie . Zawsze byłam zdania że życie jest tylko
          jedno i trzeba korzystać . Dla dobra dziecka nie warto się ze sobą
          męczyć , bo dziecko kiedyś dorośnie i pojdzie w świat, a w Tobie
          autorko postu zostanie pustka i frustracja , będziesz żałować że
          tkwiłaś w związku który nie dawał ci satysfakcji
          • skarpetka_szara Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:25
            W tym wypadku poradnia malzenska moglaby pomoc bo oni byli kiedys w
            sobie baaardzo zakochani. Po 7 latach nadal sie baaardzo kochali i
            wzieli slub. To chyba cos mowi, co? Moze maja "depresjie
            malzenska". A malzenstwo jest "na dobre i na zle". Wiec teraz
            jest zle, ale to tez jej odpowiedzialnosc zeby zrobic wszystko zeby
            sprawe polepszyc.

            Bony, jak latwo ludzie machaja reke na malzenstwo. Az sie dziwie
            dlaczego tak wiele osob bierze slub. Po co? az "miesiac miodowy"
            sie skonczy??? na tym malzenstwo nie polega. Sa gorsze chwile, sa
            lepsze. Nie wiem ile teraz maja lat, ale za 10 lat moga byc w
            zupelnie innym miejscu i moze beda sie cieszyc ze przeszli razem
            przez ten trudny okres i ze maja starosc przed soba - razem.
      • kasiazda1977 Re: nie kocham męża 04.09.09, 15:28
        zgadzam sie z skarpetka!!!! moj facet tez w wielu kwestiach nie
        nadawal ze mna na tej sameh fali, i zauwazylam to bardzo szybko. Ale
        jest pare rzeczy ktöre mnie w nim fascynowaly i dlatego
        zorganizowalam sobie siec znajomych i przyjaciol oraz wlasne HOBBY,
        albo kilka. Kobiety czesto nie maja pasji albo hobby i czekaja by
        facet je zabawial, Boze jakby do tego doszlo to bym chyba zwatpila.
    • tytoniowy_dym Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:05
      następna, zabieraj zabawki i won do następnej piaskownicy, albo sie zdecyduj i
      ustal priorytety i parytety (trudnych słów poszukaj w słowniku pod red.
      kopalińskiego)
      • bakejfii Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:07
        Ja kocham swojego sasiada.
    • oliwkagold Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:27
      Truno mi to pisać, bo jestem przeciwniczką - ale (!), może potrzebny
      Ci jest jakiś romans?
      • rachela25 Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:43
        Ale z tego co napisała wynika że jest to jej pierwszy chłopak,byli
        ze sobą już jako nastolatkowie, teraz są innymi ludzmi . Możliwe że
        już zupełnie nie pasującymi do siebie. Kobieto bierz rozwód jak nie
        chcesz dostać p.ierdolca na stare lata . Znajdz kogoś i zakochaj
        się , to jest przecież najpiękniejsze
        • wojakpl Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:48
          jak mozna kogos kochac po kilkunastu latach!!! to jest wbrew naturze
          milosci. milosc trwa pol roku, jak sie czlowiek oszukuje, to moze
          troche dluzej.

          natura wymyslila milsoc, by facet zaplodnil laske, a potem sie odkochal
          i poszukal nastepnej, wiec to jest stan na krotka pilke nie na
          kilkansxie lat@ :-)))
    • lagapagos Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:47
      dobrze czasem poznac tak różne punkty widzenia.
      Każda z nas ma inny charakter, background, doświadczenia, więc różnie to widzimy,
      Ja wiem, że widziały gały, co brały, więc nie Wy tylko ja się teraz muszę z tym męczyć.
      Dobre pytanie - czy jakby ktoś magicznie go intelektualnie zmienił, to czy by to coś u mnie zmieniło... Nie wiem. Pewnie wtedy bym zaczęła walczyć.
      Najgorsze jest to, że na codzień z pozoru nic się złego nie dzieje. My po prostu ze sobą nie gadamy. Ja przychodzę z pracy i do 22 zajmuję się dzieckiem. Czasem mąż przyjdzie na 5 minut, albo syn wskoczy mu na kolana w przelocie. A po 22giej to on idzie spać, albo zasypia przed telewizorem, a ja sobie pracuję do późna z kompem na kolanach.
      Kiedyś proponowałam 2 dni w tyg bez komputera wieczorem ;-) Ale jakoś nie wyszło.
      Nawet kupiłam Scrabble żeby coś razem robić (nie bardzo męczące intelektualnie i fizycznie). Ani razu nie zagraliśmy.
      Ja jestem trochę osobą, którą trzeba motywować, chociaż i tak próbuję pielęgnować swoje pasje (bieganie, konie, fotografia, astronomia). Ale mój mąż nie ma pasji. No dobra - gazety motoryzacyjne. O samochodach może gadać.
      Ja jestem baaardzo ugodową osobą, zawsze grzeczną i ułożoną (kobiety, nie narzekajcie na dzieci, które są niegrzeczne!!! Ja byłam za grzeczna i cały czas jestem!!! a w zyciu trzeba spelniac swoje a nie innych marzenia!! Nie mozna uszczęśliwić wszystkich na około!!) i byc może też w tym rzecz. Zbyt duża tolerancja. Nie wychowałam sobie faceta, to mam.
      • wojakpl Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:48
        ale cie nie tlucze, nie klocicie sie, to juz cos.
        • wojakpl Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:49
          powinnas sie kims zaopiekowac. kot i pies dobrze by ci zrobil./
      • lagapagos Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:54
        i jeszcze muszę coś dodać.
        Ja nie rezygnuję z małżeństwa. Mimo, ze syn nie przepada za tatą jak ja jestem w
        pobliżu (trochę dziwna sytuacja, ale może to przejściowe), to nadal uważam, ze
        po ewentualnym rozwodzie byłoby ciężko zapewnić dziecku tzw. normalność. Juz nie
        mówiąc o rozwodzie, który wogóle byłby jakimś koszmarem.
        Tylko, jak tak patrzę na moich rodziców, na inne starsze małżeństwa to mi się
        płakać chce. Zero zainteresowań. Tylko telewizor. Życie życiem dzieci i wnuków.
        Albo same kłótnie. Ja tak nie chcę.
        Nie chcę obudzić się kiedyś i przyznać z bólem, że sama sobie jestem winna i że
        zmarnowałam taki kawał życia.
        • wojakpl Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:56
          lagapagos napisała:

          > i jeszcze muszę coś dodać.
          > Ja nie rezygnuję z małżeństwa. Mimo, ze syn nie przepada za tatą
          jak ja jestem
          > w
          > pobliżu (trochę dziwna sytuacja, ale może to przejściowe), to nadal
          uważam, ze
          > po ewentualnym rozwodzie byłoby ciężko zapewnić dziecku tzw.
          normalność. Juz ni
          > e
          > mówiąc o rozwodzie, który wogóle byłby jakimś koszmarem.
          > Tylko, jak tak patrzę na moich rodziców, na inne starsze małżeństwa
          to mi się
          > płakać chce. Zero zainteresowań. Tylko telewizor. Życie życiem
          dzieci i wnuków.
          > Albo same kłótnie. Ja tak nie chcę.
          > Nie chcę obudzić się kiedyś i przyznać z bólem, że sama sobie
          jestem winna i że
          > zmarnowałam taki kawał życia.

          rodzice zyli w innych czasach. teraz jest tak jak jest. mozesz tego
          nie akceptowac, ale lepiej by bylo bys wyciagnela z tego jakies
          korzysci zamiast sie zamartwiac bzdurami
        • skarpetka_szara Re: nie kocham męża 02.09.09, 17:02
          Jak dla mnie wyglada to na to ze masz kryzys sredniego wieku. Niby
          mezczyzni to maja w tym wieku, a kobiety sobie z tym radza lepiej -
          ale widac nie wszystkie.

          Masz problem z przemijaniem?

          Radzilabym ci zajac sie filozofia i przez to odkryc czym szczescie
          naprawde jest.
      • jack20 Re: nie kocham męża 02.09.09, 17:14
        Wina za powstala sytuacje lezy zdecydowanie po twojej stronie, bo
        sama sie w nia wplatalas latami odsaperowujac sie od meza i maniacko
        wbijajac so bie do glowki twoje niezaspakajane przez meza
        intelektualne potrzeby.
        Te zacytowane poniizej zdania sa rada dla podobnych do ciebie jak
        mozna najszybciej rozlozyc malzenstwo, podobno niegdys sie kochajace:
        "My po prostu ze sobą nie gadamy", " Jeśli już się coś zdarzy, to ja
        to robię tylko z "obowiązku" i w trakcie czekam kiedy to się
        skończy", "Ja przychodzę z pracy i do 22 zajmuję się dzieckiem"
        Kiedy ty te swoje pasje (bieganie, konie, fotografia, astronomia)
        pielegnujesz gdy ponoc caly czas sie dzieckiem zajmujesz.
        • lagapagos Re: nie kocham męża 02.09.09, 22:49
          biegam rano, przed pracą i 2 x w tyg w pracy (nie pytaj gdzie pracuje, ale tam
          niestety mam obowiązek zachowywać formę). Konie zwykle na wyjazdach niestety.
          Fotografia - na codzień. Wszędzie jest coś ciekawego co warto utrwalić.
          Astronomia - z książek.
          Robiłabym dużo więcej gdybym miała czas.
          Ale fajnie, że niektórzy mnie zaszufladkowali - "takie jak ty to...".
          Bo ja jakoś takiej jak ja nie mogę nigdzie znaleźć...
          • czajek76 Re: nie kocham męża 04.09.09, 13:38
            Mam propozycje praktyczna. Zacznij fotografowac samochody :)
            Moze sie wciagnie i znajdziecie nic porozumienia?
            Od czegos w koncu trzeba zaczac ;)
        • lagapagos Re: nie kocham męża 02.09.09, 22:50
          A!! i jeszcze jedno.
          Dla mnie nie ma problemu, jak ktoś stwierdzi, że to moja wina. Może moja. Może
          od początku była moja, że wogóle na to małżeństwo się zgodziłam. I zamierzam
          ponieść konsekwencje swojego czynu.
          • jack20 Re: nie kocham męża 03.09.09, 12:30
            nie twoja wina jest to malzenstwo bo na takim etapie wtedy bylas,
            takie pojecie o szczesciu mialas.
            Po prostu "tak tobie sie to wszystko 2wydawalo". TYLKO wydawalo.
            Na dzis najrozsadniej co mozesz zrobic to rozwod, bo szkoda dalszego
            zycia w zwiazku, ktorego nie znosisz.
            Jesli zadowalajacy seks nie fukcjonuje w malzenstwie to zwiazek
            niewielki sens ma. Nawet z INTELEKTUALISTA.
            Moze bedziesz miala okazje sie jeszcze o tym przekonac
    • mahadeva Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:57
      a co to do cholery znaczy ze nie kochasz, brzydzisz sie, pogardzasz, nie
      szanujesz??? przeciez do udanego malzenstwa wystarczy szacunek i przyjazn
      • wojakpl Re: nie kocham męża 01.09.09, 22:58
        mahadeva napisała:

        > a co to do cholery znaczy ze nie kochasz, brzydzisz sie,
        pogardzasz, nie
        > szanujesz??? przeciez do udanego malzenstwa wystarczy szacunek i
        przyjazn

        przeciez pisala, ze ani nie szanuje ani sie nie przyjazni. toleruja
        sie.
        • iwonesik Re: nie kocham męża 02.09.09, 08:37
          Poznaj kogoś, zobacz jaki jest, jakie ma zainteresowania, czy Cię
          pociąga? Wtedy zadecyduj mąż czy rozwód?
    • fredoo Re: nie kocham męża 02.09.09, 16:44
      Takie jest życie. Mało jest szczęścia i uniesień. Dominuje
      coszienność i wyrachowanie. A każdy mądry powie ci, że małżeństwo to
      odpowiedzialność. Zawsze miłość mija i trzeba żyć dalej. Rozwód i
      nastepne mariaże często są wpadaniem z deszczu pod rynnę.
      A człowiek uczy sie tylko na własnych błędach i to nie zawsze.
      • titta4 Re: nie kocham męża 02.09.09, 17:06
        Ja miałam taki związek...małżeństwo 10-letnie. Rozstaliśmy sie w zeszłym roku,
        przed rozstaniem niestety zaliczylismy wiele dramatycznych chwil- trzeba było
        sie rozstac wcześniej:/ Róznica tylko! taka że ja go nigdy nie kochałam, bo
        myślałam wychodząc za mąż tak jak niektóre z was że szacunek i przyjaźń
        wystarczy...On tez pięknie pomagał w domu, zajmował się dziećmi...i też nie
        miałam o czym z nim gadać. a teraz?Nie mam nikogo ale jestem wolna i chyba
        szczęśliwa:) Na pewno szczęśliwsza niz z nim.Szkoda tylko dzieci, ale rodzina
        bez miłości to chyba gorsze...
        Zeby było jasne-próbowałam tez walczyć, bylismy na terapii na której sie
        dowiedziałam...że terapeuta sie nie podejmie dopóki mąż nie pójdzie na
        indywidualną:/Za bardzo sie różnilismy.
        Niczego nie żałuję-ani małżeństwa- bo mam cudne dzieci, ani rozstania-bo
        wreszcie jestem sobą.
        Opowiedziałam to by pomóc Ci podjąc decyzję, choc może u Was jest jakis jeszcze
        cień nadzieji...
        Jeśli chcesz to pisz na priva.
        • agatta-a1 LAGapagos! 03.09.09, 07:41
          mam bardzo podobną do Twojej sytuację z mężem. jestemsy po ślubie 4
          lata, razem od 12, 2,5 letnią córeczkę,nie żyjemy razem tylko obok
          siebie. mąż nigdy nie zapyta jak mi minął dzień itp. różnimy się pod
          każdym względem (poglądu na świat, zainteresowań, znajomych, smaków,
          temperametów). jest cięzko, często się kłócimy niestety. nie
          rozmawiamy ze sobą. mam żal do męża ze nie potrafi zapytac co u
          mnie, albo co mi dolega ze byłam u lekarza... boli mnie to, a poza
          tym uważa ze kobieta jest od sprzątania, gotowania, dbania o dziecko
          i dom a mąż od wychodzenia na piwko i innych rozrywek!!! mam dość!!!
          • alpepe Re: LAGapagos! 03.09.09, 08:27
            a Ciebie to już kompletnie nie rozumiem. Jesteś z facetem osiem lat i brniesz w
            ślub, choć on uważa, że kobieta jest od sprzątania, gotowania, dbania o dziecko
            i dom, a facet od wychodzenia na piwko i inne rozrywki?
            Gdzie TY miałaś oczy?
            • agatta-a1 Re: LAGapagos! 03.09.09, 08:52
              sama nie wiem :( niestety, teraz mam za swoje. tylko ukochana córcia
              mi wszystko wynagradza :)
        • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 12:29
          titta4 napisała:

          > Ja miałam taki związek...małżeństwo 10-letnie. Rozstaliśmy sie w
          Róznica tylko! taka że ja go nigdy nie kochałam, bo
          > myślałam wychodząc za mąż tak jak niektóre z was że szacunek i
          przyjaźń wystarczy...

          To duża różnica.
          • jack20 Re: nie kocham męża 04.09.09, 13:31
            " To duża różnica."
            Czy rzeczywiscie duza? Czy milosc nastolatkow,
            1-wsza milosc - oderwana od realiow naturalnego pozniejszego
            psychicznego i intelektualnego rozwoju obojga, budzaca pozniej
            frustracje wlacznie z niechecia seksualna mozna nazwac miloscia czy
            przezytym kiedys uczuciem (cos na ksztalt milosci)?
            Czesto wychodzi sie za maz wlasnie z przyjazni, na podstawie
            doznanych wspomnien wieku szkolnego nawet, nie znajac samej siebie i
            potem dochodzi wlasnie do tego.
            I jak widac nie jest to przypadek jednostkowy.
            titta bardzo wazna rzecz powiedziala:
            "Szkoda tylko dzieci, ale rodzina bez miłości to chyba gorsze..."
            • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 13:51
              jack20 napisał:

              >Czy milosc nastolatkow, 1-wsza milosc - oderwana od realiow >naturalnego
              pozniejszego psychicznego i intelektualnego rozwoju >obojga, budzaca pozniej
              frustracje wlacznie z niechecia seksualna >mozna nazwac miloscia czy przezytym
              kiedys uczuciem (cos na >ksztalt milosci)?

              Fascynacja nastolatków nie ma nic wspólnego z miłością. Za to jeśli para
              nastolatków dojdzie do etapu w życiu, w którym zawiera ślub z przekonaniem że
              "to ta osoba" i szczerze ślubuje drugiej osobie, to znaczy, że fascynacja
              przerodziła się w miłość. Pomijam sytuacje wpadki, nacisku rodziny - to zresztą
              podstawa do stwierdzenia nieważności małżeństwa.

              Co do rozwoju psychicznego i intelektualnego - pobierająca się para 30 czy
              40-latków też nie ma gwarancji równomiernego rozwoju obojga małżonków. Ani
              gwarancji udanego życia seksualnego przez cały czas trwania małżeństwa. Miłość
              jako postawa pozwala zaakceptować zmiany w partnerze (lub ich brak), pomaga
              znieść seksualną frustrację (co nie znaczy, że nie należy nic z nią robić i nie
              dążyć do poprawy).

              > Czesto wychodzi sie za maz wlasnie z przyjazni, na podstawie
              > doznanych wspomnien wieku szkolnego nawet, nie znajac samej siebie >i potem
              dochodzi wlasnie do tego.

              Z przyjaźni? Za mąż? Człowiek poznaje siebie całe życie, podobnie jak partnera.
              Małżeństwo to taka przygoda, podróż w nieznane. Z założenia odbywa się ja razem,
              mimo trudów i niebezpieczeństw. Jako 50 letnia małżonka mogę odkryć, ze dreszcz
              podniecenia większy niż mąż wywołują u mnie latynoscy nastolatkowie i co?Mam
              kończyć małżeństwo?Albo odkryć, że mój mąż lubi siedzieć od roku (albo 5)na
              kanapie, a ja mam jeszcze ochotę pożyć...

              > I jak widac nie jest to przypadek jednostkowy.
              > titta bardzo wazna rzecz powiedziala:
              > "Szkoda tylko dzieci, ale rodzina bez miłości to chyba gorsze..."

              Dlatego tej miłości w rodzinie trzeba szukać gdy się zgubi i pielęgnować ja gdy
              się odnajdzie. A w kryzysie posiłkować się inną wartością - szacunkiem do
              rodziny, współmałżonka, do danego słowa i wreszcie - do siebie.
    • mistrz_i_asia Re: nie kocham męża 03.09.09, 09:15
      według mnie potrzebujesz większej satysfakcji łóżkowej, która przywróci poprzedni stan rzeczy (czyli chemię) może wyslij męża na szkolenie z tych technik...
      na przykład tutaj
    • twojabogini Re: nie kocham męża 03.09.09, 13:29
      To nie brak miłości tylko kryzys w związku.
      Diagnoza: o braku więzi seksualnej piszesz prawie że między
      wierszami, jednakże przyznajesz, że jeśli chodzi o pożycie intymne
      nigdy w waszym małżeństwie nie było najlepiej. Sytuacja w której
      kobieta nie przeżywa satysfakcji z kontaktów seksualnych prowadzi
      właśnie do takich uczuć jakie ty masz do męża: obrzydzenie, niechęć,
      dystans.
      Z tego co napisałaś - sądzę, że to właśnie brak satysfakcji w życiu
      seksualnym jest przyczyną kryzysu. Polecam wizytę u seksuologa
      (najpierw twoją). Jesli dotąd nie powiedziałaś męzowi o braku
      satysfakcji lub udawałas przyjemność - nie informowałabym go zbyt
      pochopnie o problemie - to niszczy męskie ego i może spowodować dużo
      poważniejszy kryzys niz obecny. Kolejna polecana rzeczą jest próba
      wywołania w sobie miłosci, olej na pare dni myslenie o tym jaki on
      zły. Poczytaj o mechaniźmie przeniesienia - jestes zła z powodu
      frustracji seksualnej, trudno to otwarcie przyznać, więc wściekasz
      się, ze on nie czyta. To nie jest swiadome. Pomysl dla odmiany co
      robi dobrze, w czym ci się podoba, co w nim pokochałaś. Wróć myslami
      do dobrych wspomnień.
      Jeśli jesteście osobami wierzacymi polecam poszukanie spotkań
      organizowanych dla małżeństw w kryzysie. Idźcie razem z dzieckiem do
      koscioła w niedzielę na początek, jesli tego nie robicie. takie
      doswiadczenia zblizają. Zróbcie razem coś co sprawi przyjeność wam
      Zawalcz o męża i swoją miłość do niego. To dobry człowiek, tylko się
      pogubiliście. A problemy da się pokonać.
      Pozdrawiam,
      • lagapagos Re: nie kocham męża 04.09.09, 08:22
        no dobra .. gdzie można się udać do seksuologa w Wwie lub okolicach?
        Ja wiem, że to może być przyczyną, ale ciężko mi sobie wyobrazić, żeby jakiś
        seksuolog mógł to zmienić.
        • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 10:33
          lagapagos napisała:

          > no dobra .. gdzie można się udać do seksuologa w Wwie lub
          okolicach?

          Na przykład:
          www.wgp.org.pl/
          W Warszawie ogólnie jest bardzo dużo seksuologów, więc raczej nie ma
          problemu zamówieniem wizyty. Z tym, że trzeba uważać na oszustów i
          terapeutów bez uprawnień. Przeciętny koszt wizyty wynosi od 80 do
          150 zł za 30-45 minut.

          > Ja wiem, że to może być przyczyną, ale ciężko mi sobie wyobrazić,
          >żeby jakiś seksuolog mógł to zmienić.

          Terapia nie zawsze bywa skuteczna, ale warto spróbować. Przede
          wszystkim terapeuta może pomóc określić przyczynę problemu. Twoja
          frustracja seksualna to może być np. efekt braku elementarnej wiedzy
          twojego męża o seksualnosci kobiety. Z drugiej strony to może być
          efekt twoich zahamowań, które nie pozwalają ci na osiagnięcie
          satysfakcji.
          Po drugie z czasem pojawiają się dodatkowe zahamowania związane już
          z osobą męża, właśnie to uczucie "jak prostytutka". To z kolei
          rzutuje na twoją ocenę mężą i relacje codzienne. Przerywa się więź
          psychiczna. terapia pomaga te uczucia rozładować, uswaidomic sobie
          ich przyczynę. Osobom wierzącym pomaga modlitwa, w tym modlitwa o
          uzdrowienie więzi i za współmałżonka, ale możliwa jest też medytacja
          nad istotą małzeństwa i nad więzią.
          Największym problemem w całej sytuacji nie jest jednak uzdrowienie
          relacji seksualnej i stworzenie sytuacji, w której zaczniesz
          odczuwać satysfakcję z życia intymnego. To naprawdę da się osiagnąć.
          Bardzo istotne jest, jeśli dotąd udawałaś przed mężem że wszystko
          jest w porządku, takie rozwiązanie sytuacji, które nie zrani jego
          ego.
          Mężczyzna który dowiaduje się od partnerki, że udawała rozkosz w
          łóżku jest bardzo zraniony. Zaspokojenie seksualne partnerki jest
          dość istotnym składnikiem męskiego ego, które w takiej sytuacji
          dramatycznie spada. Do tego dochodzi zarzut oszustwa, brak zaufania
          do partnerki.
          Dla dobra małżeństwa nie przyznałabym się mężowi do oszukiwania,
          raczej popracowała nad aktualną więzią i życiem seksualnym. Jeśli
          udasz się do seksuologa, porozmawiaj z nim szczerze o tym aspekcie
          sprawy.
          Pozdrawiam
        • jack20 Re: nie kocham męża 04.09.09, 11:30
          "no dobra".
          Z takim nastawieniem to sobie natychmiast odpusc.
          W twoim przypadku zadna terapia ani zaden seksuolog nie pomoze.
          Problem lezy w glowie a tam korzenie tak twardo zapuscila niechec do
          meza, ze wyrwac tego juz nie mozna.
          Seksuolog moze pomoc w konfliktach ale nie nauczy kogos pokochac,
          kogo pokochac juz sie nie da.
          ROZWOD
    • stinefraexeter Re: nie kocham męża 04.09.09, 10:26
      Lagapagos,
      ja cię nie potępiam. Uważam, że nadszedł moment, kiedy powinnaś podjąć decyzję,
      co zrobić dalej ze swoim życiem. Nie uważam, że przesadzasz lub że nie doceniasz
      tego, co masz. To że facet zmywa przysłowiowe naczynia nie ma żadnego znaczenia.
      Trochę przerażające jest takie podejście wśród ludzi - ale to na marginesie.

      Popełniłaś gdzieś kiedyś błąd, ale to nie znaczy, że masz w tym błędzie trwać.
      Postawmy sprawę jasno - twój mąz nigdy nie stanie się intelektualistą, czyli nie
      ma szans na to, by zaspokoił twoje potrzeby. Pytanie teraz, czy wciąż zależy ci
      na tym związku, mimo to. Jeśli tak - weź się do pracy. Otwórz mu oczy, bo jemu
      się pewnie wydaje, że skoro jemu jest dobrze, to tobie też. Zresztą pewnie to co
      najbardziej ceni to święty spokój. Jeśli dotrze do niego, że lada moment cię
      straci, to macie sporą szansę na powodzenie - poradnia, dobre chęci z obu stron,
      itp.
      Jeżeli jednak nie zależy ci już, to wiesz, co robić - wyjdź do ludzi. Wasz
      związek i tak jest martwy, a on nawet jako ojciec nie do końca się sprawdza.
      Nie możesz dopuścić do tego, byś sama siebie unieszczęśliwiła. Czasy się
      zmieniły, twoja samoświadomość się zmieniła, choć raz pomyśl o sobie. WYjdzie to
      na dobre nie tylko tobie, ale i synowi. Powodzenia życzę.
      • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 11:12
        stinefraexeter napisała:

        > Lagapagos,
        > Postawmy sprawę jasno - twój mąz nigdy nie stanie się
        >intelektualistą, czyli nie ma szans na to, by zaspokoił twoje
        >potrzeby.

        Żadan mąż nie ma szans zaspokoić wszystkich potrzeb żony. Ja jestem
        prawnikiem, potrzebuję wymienić czasem z kimś opinię na temat
        najnowszych zmian w prawie i oburzyć się na głupie uzasadnienie
        wyroku. Powinnam mieć męża prawnika?
        Po to są kontakty społeczne, aby człowiek miał możliwość
        zaspokojenia różnych potrzeb. W małżeństwie zaspokaja się potrzebę
        kontaktów seksualnych, bliskości, intymności, wspólnej opieki nad
        dziećmi, chorymi lub starszymi czonkami rodziny, potrzebę kochania i
        bycia kochanym. Jak cos z tego szwankuje to trzeba pomysleć, jak to
        naprawić, a nie brać rozwód.

        >Pytanie teraz, czy wciąż zależy ci na tym związku, mimo to. Jeśli
        >tak - weź się do pracy. Otwórz mu oczy, bo jemu się pewnie wydaje,
        >że skoro jemu jest dobrze, to tobie też.

        Najpierw trzeba pomysleć skąd taki zły stosunek do męża. Zresztą może
        jemu "sie wydaje", bo nie dostaje sygnałów, ze cos jest nie tak. Mąż
        to też człowiek i ma swoje uczucia.

        >Zresztą pewnie to co najbardziej ceni to święty spokój. Jeśli
        >dotrze do niego, że lada moment cię straci, to macie sporą szansę
        >na powodzenie

        Komunikat "zastanawiam się czy nie odejść" to słaba
        podstawa na naprawę związku. Ludzie zawierają małżeństwo ślubując
        sobie pewne rzeczy, m.in. że pozostaną ze sobą pomimo trudności. To
        istotna wartość.

        >- poradnia, dobre chęci z obu stron

        To jest potrzebne, ale uzyskane nie techniką szantażu, tylko
        współparcy i miłości.

        > Jeżeli jednak nie zależy ci już, to wiesz, co robić - wyjdź do
        >ludzi. Wasz związek i tak jest martwy, a on nawet jako ojciec nie
        >do końca się sprawdza. Nie możesz dopuścić do tego, byś sama siebie
        >unieszczęśliwiła.

        Naokoło, ale jak rozumiem doradzasz rozwód? Rozwód nie rozwiąże
        problemów seksualnych, takie same z dużym prawdopodobieństwem
        pojawią się w kolejnym związku. Po rozwodzie człowiek nie staje się
        automatycznie szczęsliwy. Jest sam, musi znów chodzić na randki (co
        nie jest proste w "dorosłym" trybie zycia i małym dzieckiem),
        spotkać całą masę kretynów
        zanim znajdzie fajnego partnera, patrzeć na dziecko płaczące za
        tatą...zmagać się ze swoim żalem i zranieniami.

        >Czasy się zmieniły, twoja samoświadomość się zmieniła, choć raz
        >pomyśl o sobie.

        Małżeństwo i rodzina nie sa zakładane po to, aby myslec o sobie. Są
        po to, aby myślec o partnerze i dzieciach - z miłością i gotowością
        do wybaczania i zaczynania od nowa. Wbrew pozorom to nie kierat - o
        ile robi to się z miłością, odczuwa się szczęście i satysfakcję. Co
        nie znaczy, że trzeba zaprzestac zaspokojania swoich potrzeb i
        swojego rozwoju. Po prostu nie nalezy podejmować działań
        destrukcyjnych.

        >Wyjdzie to na dobre nie tylko tobie, ale i synowi.

        Rozwód rodziców wychodzi na dobre tym dzieciom, które dzięki temu
        wychodzą z patologii, przestają być bite, molestowane seksualnie,
        niszczone psychicznie, przestają uczestniczyć w codziennych
        awanturach, zostaja odcięte od rodzica który jest w silnym nałogu
        (narkotyki, seks, hazard alkohol, cokolwiek).W pozostałych
        przypadkach sprawa jest dyskusyjna.

        Samodzielne wychowanie dziecka jest bardzo trudne. Dużo łatwiejsze
        jest rozwiązanie problemów w małżeństwie, o ile nie są to problemy z
        kategorii tych powyżej - te trzeba przeciąć dla dobra dziecka.
        • jack20 Re: nie kocham męża 04.09.09, 11:19
          Sa choroby nieuleczalne. Najlepsi lekarze rozkladaja rece. Moze
          szaman albo znachor?
          I to jest taki przypadek pani prawnik, ze milosci nie ma i nie
          bedzie ...bo ngdy jej tak naprawde nie bylo.
          I ZADEN seksuolog, ani ZADNA terapia nie zmusi delikwenta do
          pokochania kogos dla ktorego uczucia NIGDY nie bedzie(z powodow
          przez delikwentke wymienionych).
          I po to pani prawnik stworzono tak naprawde rozwody.
          (tak mo sie , byc moze tylko wydaje)
          • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 12:02
            jack20 napisał:

            > Sa choroby nieuleczalne. Najlepsi lekarze rozkladaja rece. Moze
            > szaman albo znachor? I to jest taki przypadek pani prawnik, ze
            milosci nie ma i nie bedzie ...bo ngdy jej tak naprawde nie bylo.

            Jesteśmy 5 lat po slubie, 12,5 razem. Pobraliśmy się z miłości i
            mogę powiedzieć, że kiedyś bardzo kochałam męża. Mamy 3 letnie
            dziecko. Od kilku lat coraz bardziej się od siebie oddalamy. Ja mogę
            juz powiedzieć, że męża nie kocham.


            Sama autorka postu pisze, że poślubiła męża z miłości. Miłość ma to
            do siebie, że moze się czasem zawieruszyć, wtedy trzeba ją odnaleźć.
            Staje się wtedy mocniejsza.

            > I ZADEN seksuolog, ani ZADNA terapia nie zmusi delikwenta do
            > pokochania kogos dla ktorego uczucia NIGDY nie bedzie(z powodow
            > przez delikwentke wymienionych).

            Różnice w odbiorze świata i ilości wiadomosci zmagazynowanych w
            mózgu nie są przeszkodą w miłości. jeśli zas chodzi o satysfakcję
            seksualną, to po to sa własnie seksuolodzy, aby pomóc w trudnej
            sytuacji. Zresztą nie są oni cudotwórcami i nie zawsze sa w stanie
            pomóc. Czasem jest potrzebne uzdrowienie duchowe, a do tego potrzeba
            pewnej dozy transcendemcji, wiary, czegokolwiek. Jeśli człowiek jest
            na nie zamknięty - brak jest pola do dzialania.

            > I po to pani prawnik stworzono tak naprawde rozwody.
            > (tak mo sie , byc moze tylko wydaje)

            Rozwody pozwalają wyrwać się z patologii i to jest ich funkcja.
            Jednakże zanik poczucia odpowiedzialności za założoną rodzinę,
            pojmowanie wolności jednostki w kategoriach swobody seksualnej i
            szczęscia jednostki w kategorii spełnienia seksualnego oraz zanik
            poczucia honoru i wagi złożonych deklaracji (miłość, wierność,
            uczciwość małżeńską...nie opuszczę cię aż do śmierci)powodują, ze
            rozwody stają się coraz częstsze. Z błahych przyczyn. I tak
            pojawiają się wielokrotni rozwodnicy - za kazdym razem mający
            nadzieję, że to już ta jedyna wybrana osoba - i rzesza okaleczonych
            psychicznie dzieci.
            • stinefraexeter Re: nie kocham męża 04.09.09, 12:35
              twojabogini napisała:
              >
              > Rozwody pozwalają wyrwać się z patologii i to jest ich funkcja.

              Uważam, że to jedna z ich funkcji, ale nie jedyna.
        • stinefraexeter Re: nie kocham męża 04.09.09, 11:31
          Twoja bogini, są różne potrzeby.
          Poczucie całkowitego osamotnienia w związku i brak emocjonalnej więzi z
          partnerem (widoczny chociażby w aseksualnym nastawieniu autorki) to naprawdę coś
          poważniejszego niż brak rozmów o książkach. Tu żadne rozmowy z przyjaciółkami
          nie pomogą.
          Oni są (niemal?) martwi jako związek emocjonalny. Istnieją razem tylko formalnie.
          Tak jak pisze osoba powyżej, czasem po prostu nie da się nic wydusić z takiej
          skorupy, bo jest pusta.
          • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 12:26
            stinefraexeter napisała:

            > Twoja bogini, są różne potrzeby.
            > Poczucie całkowitego osamotnienia w związku i brak emocjonalnej
            więzi z partnerem (widoczny chociażby w aseksualnym nastawieniu
            autorki) to naprawdę coś poważniejszego niż brak rozmów o książkach.

            Ależ oczywiście, że tak. Ale tu jest dwoje młodych ludzi, których
            połączyła miłość i którzy z tej miłości założyli rodzinę i powołali
            do życia dzieko. Pogubili się w tym wszystkim. Przeczytaj uważnie
            posty. Aseksualny stosunek kobiety nie wynika z tego jaki jest mąż -
            od początku był to szwankujacy element w związku - czyli potencjalny
            zalążek kryzysu. Frustracja seksualna boli i rani. Kobieta czuje się
            wtedy niekochana, ignorowana, wykorzystana.
            Ksiązki i potencjał intelektualny są tu raczej problemem zastępczym.
            Drugi problem tego małżeństwa to brak nalezytej pomocy ze strony
            męża w domu. Z jednej strony jest zaangażowany, załatwia wiele
            spraw, z drugiej - to tak tez bardziej między wierszami da się
            wyczytać - autorka postu czuje się zamknięta w domu, nie ma zbyt
            wielu kontaktów społecznych, jest przeciążona obowiązkami. Czyli
            mąż "pomaga", a nie bierze udział w zyciu domowym jako pełnoprawny
            partner. Zainteresowanie trzylatka mamusią i unikanie tatusia jest w
            normie. Tyle, że to nie oznacza, ze tatuś ma sobie odpuścić. Tym
            bardziej trzeba zadbać o to, aby ojciec nie tracił kontaktu z
            dzieckiem, aby spędzał z nim czas sam na sam.

            > Tak jak pisze osoba powyżej, czasem po prostu nie da się nic
            >wydusić z takiej skorupy, bo jest pusta.

            Nie jest. Jest wspólne dziecko, wspólne miejsce zamieszkania,
            wszystko co udało się do tej pory zbudować. Jest i miłość, ona tak
            łatwo nie znika, tylko trzeba dać jej dojść do głosu. Jeszcze raz:
            dużo łatwiej naprawić małżeństo, niż wychowywać samotnie dziecko i
            układać sobie życie od nowa. Lub tez trwać w małżeństwie z poczucia
            obowiązku i dla dobra dziecka.
            Piszę na podstawie doświadczeń, zarówno włsanych, jak i moich
            klientów.
            • stinefraexeter Re: nie kocham męża 04.09.09, 12:33
              Wszystko rozbija się o to, co tak naprawdę udało im się zbudować. Miejsce
              zamieszkania - dla mnie to akurat mało znaczący dorobek. Dziecko - i tak będzie
              miało dwoje rodziców.

              Napisałam zresztą w pierwszym poście, że wszystko zależy od tego, czy im obojgu
              zależy. Coś się zmienić musi, skoro jedna osoba jest aż tak bardzo
              nieszczęśliwa. Jeżeli im zależy - to oczywiście jak najbardziej warto walczyć i
              próbować naprawić to, co szwankuje.
              Jeśli jednak okaże się, że nie ma ani chęci (z obu stron), ani nawet miłości -
              to co tu ratować i po co?

              W zasadzie zasadnicze pytanie to takie, czy oni się jeszcze kochają i czy
              kiedykolwiek się kochali.
              • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 13:19
                stinefraexeter napisała:

                > W zasadzie zasadnicze pytanie to takie, czy oni się jeszcze >kochają i czy
                kiedykolwiek się kochali.

                Najpierw trzeba tą miłość zdefiniować. Jeśli potraktujemy ją jako fazę I -
                zakochanie, motylki i fascynację - no to trzeba zmieniać partnerów co jakiś
                czas, bo non stop tak się nie da. Przy takim podejściu nie ma po co zakładać
                stałego związku i rodziny, a tym bardziej przywoływać na świat dzieci.
                Możemy założyć, że to pozytywne odczucia do drugiej osoby, ale to też w praktyce
                nie działa. Jeśli jestem wściekła na mojego syna, to już go nie kocham? Jeśli
                któreś z rodziców mnie zrani to koniec mojej miłości do nich? To nie takie
                łatwe. Pożądanie? Raz jest raz go nie ma, a czasem pożąda się kogoś innego,
                sąsiada, pana z telewizji, koleżanki. Tez raczej nie? Jak pożądam np. bohatera
                powieści to go kocham? Chyba raczej nie...
                Miłość traktowana jako jedna z emocji to nieporozumienie. Emocje są zmienne.
                Miłość do drugiego człowieka to moim zdaniem pewna postawa,
                stan otwartości, gotowości do przekraczania własnych granic, akceptacji,
                zdolności do wybaczenia, również do poświęcania się. Obopólna miłość daje
                szczęście. To właśnie jest głębszy sens ślubowania.
                Co zabawniejsze - z mojej obserwacji wynika, że taka otwarta postawa małżonków
                do siebie wydłuża fazę I (tą lekką i radosną)- na długie lata.

                "Miłość cierpliwa jest,łaskawa jest.Miłość nie zazdrości,nie szuka poklasku,nie
                unosi się pychą;nie dopuszcza się bezwstydu,nie szuka swego,nie unosi się
                gniewem,nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości,lecz współweseli
                się z prawdą. Wszystko znosi,
                wszystkiemu wierzy,we wszystkim pokłada nadzieję,wszystko przetrzyma.
                Miłość nigdy nie ustaje."

                • jack20 Re: nie kocham męża 04.09.09, 13:44
                  To tylko teoria i poetow wymysly.
                  Choroba w milosci(z tym przypadkiem mamy do czynienia mysle) to jak
                  rak:
                  - w pierwszym stadium odkryty i leczony jest prawie uleczalnyi wtedy
                  winna zasiegnac rad seksuologa
                  - pozniej trudniej toto uleczyc bo korzenie zapuscilo w glowce,
                  - jeszcze pozniej niemozliwy do wyleczenia.
                  Ona zdawala sobie sprawe od dawna, ze przestaje go kochac i
                  denerwuje ja swym zachowaniem.
                  Nic z tym latami nie robila a nienawisc w niej rosla az doprowadzila
                  do takego stanu. I to byl jej blad.
                  Czy rozwod w tej sytuacji nie jest najlepszym wyjsciem z sytuacji?
                  • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 14:11
                    jack20 napisał:

                    > To tylko teoria i poetow wymysly.

                    ...i mistyków i psychologów i filozofów.

                    Polecam lekturę "O sztuce miłości" Fromma. Napisał ją na podstawie swoich
                    obserwacji w pracy z ludźmi.
                    Z cytatów:
                    Gdyby miłość była wyłącznie uczuciem, nie byłoby podstawy do obietnicy
                    do­zgonnej wzajemnej miłości. Uczucie przychodzi i może odejść. Skąd mogę
                    wiedzieć, czy pozostanie ono na zawsze, skoro w mój akt nie jest włączony ani
                    osąd, ani decyzja?


                    Kochać oznacza powierzyć się komuś bez żadnych zastrzeżeń, oddać się
                    całkowicie w nadziei, że nasza miłość wywoła miłość człowieka, którego kochamy.
                    Miłość jest aktem wiary; każdy, kto ma mało wiary, ma mało miłości.


                    > Czy rozwod w tej sytuacji nie jest najlepszym wyjsciem z sytuacji?

                    Załóżmy zatem rozwód i standardowy scenariusz. Dziecko zostaje przy mamie,
                    ojciec - porządny człowiek płaci alimenty i widuje się z dzieckiem. Jednakże
                    więź słabnie. Kobieta ma na głowie jeszcze więcej niż dotąd, dochodzą samotne
                    wieczory, frustracja seksualna się pogłębia. Jest tęsknota. On znajduje sobie
                    kogoś (jemu łatwiej, nie ma dziecka na głowie), ona cierpi jeszcze bardziej. On
                    ma mniej czasu dla dziecka, bo przezywa nową fascynację, ona płacze i jest
                    rozwalona emocjonalnie, do tego spotyka się z kłopotami w pracy, a szef zwraca
                    jej uwagę, ze nie może tak często brać zwolnień i urywać się z pracy.
                    Ona znajduje sobie kogoś, jest fajny, ale zmywa się na wieść o dziecku. Potem
                    poznaje kogoś, jest okej, dziecko mu nie przeszkadza,zmywa się po roku, mały
                    traci "tatę". Potem ona znów poznaje kogoś, jest okej, kocha ją i dziecko biorą
                    ślub. Po pierwszej fascynacji pojawia się frustracja seksualna. Żonie zaczyna
                    przeszkadzać, że mąż jest przeintelektualizowany i za mało męski...Rozwód?
                    A co przez ten czas przechodzi dziecko?
                    To naprawdę dobre rozwiązanie?
                    Pomijam punkt widzenia mężczyzny, który straci rodzinę, którą kocha i nawet do
                    końca nie będzie wiedział dlaczego. Nie o tym wątek.
                • czajek76 Re: nie kocham męża 04.09.09, 13:46
                  Nie moglas lepiej tego ujac. Mam maly wniosek do moderatorow tego forum:
                  posklejajcie 3-4 ostatnie posty twojejbogini i przyklejcie na forum "Kobieta" i
                  "Mezczyzna" a takze "Brak seksu w malzenstwie" do przeczytania i wyuczenia na
                  pamiec!!!
    • e.monaliza Re: nie kocham męża 04.09.09, 14:18
      daj spokój takiej hipokryzji ewakuuj się masz przed sobą wspaniałe życie żyje
      się po to by być szczęśliwym a jak ktoś chce sie poświęcać dla dobra rodziny i
      umartwiać niech idzie do klasztoru
      • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 14:35
        e.monaliza napisała:

        > daj spokój takiej hipokryzji ewakuuj się masz przed sobą wspaniałe >życie żyje
        się po to by być szczęśliwym

        Jasne. A najszczęśliwsza kobieta to kobieta rozwiedziona. Oczywiście powinna iść
        jeszcze do kosmetyczki i kupić sobie parę nowych ciuchów a potem wyemancypować.
        Opcjonalnie zostać lesbijką, albo obie rzeczy na raz.

        >a jak ktoś chce sie poświęcać dla dobra rodziny i
        > umartwiać niech idzie do klasztoru

        Zły adres, w klasztorach nie zakłada się rodzin. Z umartwianiem też różnie bywa.
        Poświęcenie dla rodziny to dość normalna postawa. Poświęca się swój czas, uwagę,
        zarobione pieniądze, czułość. Nie należy tylko poświęcać siebie jako osoby - to
        rodzi frustrację. A zamiast umartwiania się - lepiej rozwiązać problem seksualny
        i odnowić więź z mężem - to na pewno przyniesie ulgę i szczęście. Całej trójce.
        • e.monaliza Re: nie kocham męża 04.09.09, 14:39
          szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko a nieszczęśliwa to smutne dziecko
          zapewniam cię na sile sytuacji rodzinnej nie zmieni a maja czas żeby być jeszcze
          szczęśliwymi
          • twojabogini Re: nie kocham męża 04.09.09, 15:08
            e.monaliza napisała:

            > szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko a nieszczęśliwa to smutne dziecko

            Z tym się zgodzę. Tylko że rozwód nie powoduje szczęścia, a nikt nie daje
            gwarancji na to, ze uda się założyć następny udany związek, albo, ze będzie
            szczęśliwa samotna mamą...trudności łatwiej znosić we dwoje, opiekę nad
            dzieckiem też łatwiej organizować...
            A tata w tym wszystkim się nie liczy?
            Najszczęśliwsze dziecko to takie które ma mamę i tatę których łączy głęboka i
            dojrzała miłość...

            > zapewniam cię na sile sytuacji rodzinnej nie zmieni a maja czas >żeby być
            jeszcze szczęśliwymi

            Ale dlaczego na siłę? Można spokojnie, powoli pracować nad związkiem i nad sobą
            i swoimi emocjami, mają czas...i mogą być jeszcze szczęśliwi...
            • nanai11 Re: nie kocham męża 04.09.09, 15:36
              Ja jestem rozwiedziona i naprawde szczęsliwa. Ale rozwód to
              przeżycie traumatyczne. Trzeba porzadnie przemyśleć sprawe...
Pełna wersja