lagapagos
31.08.09, 23:45
Jesteśmy 5 lat po slubie, 12,5 razem. Pobraliśmy się z miłości i mogę powiedzieć, że kiedyś bardzo kochałam męża. Mamy 3 letnie dziecko. Od kilku lat coraz bardziej się od siebie oddalamy. Ja mogę juz powiedzieć, że męża nie kocham.
Rzadko ze sobą rozmawiamy, mijamy się gdzieś w biegu.. i w sumie nie mam nawet ochoty tego zmieniać. Jest dla mnie obcym człowiekiem, owszem, bardzo pomocnym w domu i przy prowadzeniu domu. Ale to wszystko.
Unikam sytuacji intymnych, nawet pocałunków czy dotyku. Kochamy się niezwykle rzadko. Jeśli już się coś zdarzy, to ja to robię tylko z "obowiązku" i w trakcie czekam kiedy to się skończy. Satysfakcji nie odczuwam żadnej, a "Po" mam kaca moralnego, jakbym była jakąś prostytutką.
Sytuacja strasznie mnie dołuje. Nie wiem, jak jest w innych związkach, czy tak powinno być po jakimś czasie w związku, czy ja wymyślam.. Nie mogę tak dłużej żyć!!! Potrzebuję czułości, miłości, ale nie daję sobie rady z moimi uczuciami.
Mąż wydaje się mieć dużo mniejsze oczekiwania od życia i nie zastanawia się nad niczym. Brak rozmów mu nie przeszkadza, w domu jakoś wszystko się kręci, co jakiś czas chciałby się kochać, a robimy to dużo za rzadko..ale w sumie jest ok.
Czy ja zwariowałam i potrzebny mi zimny prysznic? Czy takie sytuacje się zdarzają…