furniture321
03.09.09, 13:12
Stało się, dawałam sobie radę, lepiej lub gorzej ale czasami mam
dość. Moja mocno starsza (późne rodzicielstwo) mama mieszka z nami.
Jest schorowana, staje się coraz bardziej niedołężna, zaczyna być
coraz bardziej widoczne, nazwijmy to "zaburzenie pojmowania
rzeczywistości". Stąd rózne dziwne decyzje czy sytuacje, niezawsze
bezpieczne dla niej czy pozostałych domowników (gaz, otwieranie
drzwi każdemu kto się dobija), samodzielne wyprawy do miasta (mimo
znacznych trudności z poruszaniem) z których potrafi wrócić
poobtłukiwana. Przy tym wszystkim trudno ją kontrolować czy coś
nakazać, zakazać o prośbie nie mówię (czesto zapomina o czym
rozmawialiśmy). Mama była zawsze osobą apodyktyczną i to jej zostało
nie przyjmuje zdania, opinii innych. Do żywego ubodło by ją
wynajęcie kogoś na stałe do opieki. Wszyscy wychodzimy do pracy czy
szkoły a cały czas myślami jesteśmy w domu. Do dziś nie udało się
rozwiązać kłopotu związanego z utrzymaniem czystości. Nie daje sobie
pewnych spraw przetłumaczyć. Kropla która przelała kielich nastąpiła
wczoraj, syn po przyjściu ze szkoły znalazł ją rozpalającą ognisko w
ogrodzie, później zamknęła w swoim pokoju próbowała je rozpalić u
siebie. Nie miałam siły, rozpłakałam się z bezsilności, może z tego
ciągłego napięcia, musiałam je wykrzyczeć. Nie wchodzi w grę oddanie
mamy gdziekolwiek. Mamy dom z ogrodem, mama ma tam naszykowane
grządki w których sobie dłubie, zwiędłaby zamknięta w czterech
ścianach. Mamy dzieci które mam nadzieję dostają dobry przykład i
lekcję opieki, naukę że starość nie zawsze jest piękna i pogodna a
bliskimi choćby nie wiem jak byli irytujący należy się opiekować.
Ale jak mówie, wczoraj pękłam. Zaczęłam zastanawiać się nad
zatrudnieniem kogoś na tydzień i wyjechaniem, odpoczynkiem, urlopem,
jak zwał tak zwał. Gdy powiedziałam o tym u siebie w pracy, ludzie
podzielili się na 2 grupy, przy czym większa była ta krytyczna: nie
wolno bliskiego zostawić, to wyrodny pomysł, tak jak wyrodna córka
która ma takie pomysły. Czuję się teraz bardzo podle ale
jednocześnie narasta bunt, dlaczego nie? Kto może się wypowiadać,
kto wie co to znaczy żyć w takim napięciu 24h, mieć ściśle
opracowaną trasę praca-dom. Nie lubię nawet zakupów w marketach bo
zajmują za dużo czasu, nie mam siły i ochoty na spotkania ze
znajomymi, nie zapraszam nikogo bo nie chcę się tłumaczyć skąd w
domu taki spcyficzny zapach. Na koniec trywialnie- kocham ją ale są
momenty że nie lubię.