justy.na666
07.09.09, 21:19
Normalnie, zawsze i wszędzie radzę sobie ze wszystkim ale tego problemu
chociaż bym się pocięła i nie wiem co, sama nie rozwiążę. Proszę poradźcie, to
trudny temat, na maxa. życiowy i nie wiem czy to ja wariuję czy on. Otóż, moi
drodzy. Aktualnie mam 28 lat, 8-letnią córkę, za@@@iste mieszkanie, fajny
samochód...i młodszego o 4 lata faceta. I nie chodzi tu o jego wiek. tzn.
zaraz wszystko wytłumaczę. Tak na szybko. Jesteśmy ze sobą 3 lata. Przez
pierwszy rok, byłam jego nauczycielką. Wkładałam, wbijałam, uczyłam,
tłumaczyłam itd. Wiadomo, czego mogłam się spodziewać po facecie w którego
zainwestowałam nie biorąc nic w zamian. W drugim roku poczuł wiatr w źagle.
Nie tylko z powodzeniem wykorzystał moją pomoc w postaci doświadczenia
życiowego (jest wykształcony, ma pracę) ale zaczął też przesadzać, imprezy,
koledzy, może dziewczyny. Nie wiem, nigdy za rękę nie złapałam (chodzi o laski
oczywiście). W każdym razie po ponad 2 latach się rozstaliśmy....na 2
miesiące. Zaznaczę, że kiedy go poznałam byłam w świetnej formie, psychicznej,
fizycznej, zawodowej. Kupiłam mieszkanie, samochód, stać mnie było na
wszystko. On dopiero startował, taki 20-latek co wreszcie musi jakiś punkt
życiowy obrać. No i spotkał wtedy mnie. Potem przyszedł kryzys gospodarczy i w
związku. Ale tak jak napisałam, w związku tylko na 2 miesiące. Wróciliśmy do
siebie. On stwierdził, że takiej dziewczyny jak ja sobie nie znajdzie już, że
za@@@iście mnie kocha, że chce być tylko ze mną, itd. itd. Zanim dojdę do
sedna sprawy (wybaczcie, że tego tyle jest ale chcę abyście spojrzeli na
wszystko obiektywnie) powiem wam, że to jest za@@@isty facet. Tzn. wiadomo, ma
wady, jak każdy ale ma też mnóstwo zalet. Chce coś w życiu osiągnąć, kocha
mnie, jak go poproszę to posprząta w domu, robi zakupy
, spędza czas z moją córką, chce dla nas jak najlepiej, jest ciepły, wrażliwy,
martwi się o moje samopoczucie
. Problem jednak jest taki, że on się nie chce bardziej zaangażować. Tym
bardziej, że ja mam teraz okropne problemy finansowe. Tzn. nie mam długów ale
spłacam kredyty i już mi wtedy ledwo na cokolwiek starcza. Takie życie, na
kredyt. Przyszedł kryzys i jak to bywa, dotknął też mojej kieszeni. Z kogoś
kto miał wszystko, teraz ledwie starcza mi na cokolwiek. Nie załamuję się
jednak z tego powodu, zacisnę pasa i jakoś poleci ten czas . Ale ja naprawdę
nie wiem, co zrobić z facetem, który nie potrafi się określić, jak go pytam
czy chce być ze mną zawsze, to nie potrafi mi odpowiedzieć, po 3 latach (może
przesadzam?). Nie chcę aby został moim mężem, chodzi mi o związek partnerski,
że ktoś z kimś żyje i razem idą przez życie, pomagają sobie, mieszkają razem,
wspólnie funkcjonują. Ja mam teraz problemy i naprawdę widzę braki w tym
związku. Proszę go aby wziął ze mną na spółkę samochód
, tzn. abyśmy podzielili i spłacali ratę za niego na pół (jeździ nim w 50% tak
jak ja) to nie chce. Kupuje paliwo, chce zrobić zawieszenie ale twierdzi że
jak kiedyś się rozstaniemy to będzie z tego tylko problem. Bo ktoś kogoś
będzie spłacał (a przecież, nawet jak się z nim rozstanę, to można go sprzedać
i kasę podzielić), on nawet nie do końca ze mną mieszka. Średnio powiedzmy, że
jest u mnie 4-5 dni w tygodniu. W resztę dni mieszka u ojca lub matki. Ma
24-lata. Z jednej strony chce założyć firmę, zarabiać pieniądze
ale z drugiej widzę, jak czas ucieka przez palce, jak ważni są dla niego
koledzy, piwo, jego zainteresowania (drogie). Do rachunków się dokłada,
powiedzmy, na zasadzie
zakupów, które robi. Czasem zapłaci za mnie jak gdzieś na weekend pojedziemy.
Pomóżcie, czy ja powinnam od niego chcieć więcej, czy po 3 latach + wiek 24
lata można wymagać od faceta aby się wreszcie określił? Czy może skoro mam
kredyty, to jest to tylko mój problem a on powinien być tylko moim chłopakiem
bez żadnych zobowiązań. Ale przecież zaraz też będzie musiał się wyprowadzić
od rodziców, wynająć mieszkanie, płacić rachunki, kupić samochód...ja odnoszę
dziwne wrażenie, że on ma ze mną jak w raju A może sama jestem sobie winna
wiążąc się z młodszym facetem - mogłam to przewidzieć?