COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy

01.06.10, 15:37
Ciekawa jestem czy Wasze odczucia są podobne do moich:

Obsługa zawsze jest z niewiadomych powodów obrażona i niemiła
(powiedziałabym SOCJALISTYCZNA)pani pytająca ze znudzoną
miną "coeszcze?" i właściciel przez którego nogi muszę zrobić krok
bo akurat stoi sobie w drzwiach i pali peta, więc nieważne, że
jestem kobietą a dla niego przede wszystkim klientką, trzeba se z
nogami radzić, nie?
Pewnego razu pani sprzedawczyni powiedziała na mój widok na
głos "OESU" ponieważ śmiałam przyjść do sklepu a ona właśnie
podpaliła sobie papierosa, co za niefart. Inna pani obsłużyła pana
przede mną, mnie i osobę za mną nie przerywając rozmowy
telefonicznej.

Asortyment wybrakowany, raz jest raz nie ma (szczyt wszytskiego gdy
nie ma np. ZADNEJ smietany), wędlina nieświeża,warzywa zgniłe,
lodówki brudne, towary w ostatnim dniu przydatności,... żeby chociaż
było tanio, ale nie jest...
Raz słyszałam jak właściciel mówił do dostawcy bułek aby dosypał je
do pojemnika na pieczywo i zmieszał z wczorajszymi.

Ja już od dłuższego czasu omijam sklep, z powodu obsługi,
asortymentu, ceny... wolę skoczyć trochę dalej i zrobić zakupy
gdzieś indziej. Dziś kupiliśmy tam chleb ktory ewidentnie był BRUDNY
(leżał na ziemi prawdopodobnie). Ten nieszczęsny chleb po długiej
nieobecności w sklepie. Jak widzę - uzasadnionej, bo chyba
właściciele nadal nie widzą, że z tym sklepem coś jest nie halo.

A może to ja jestem tam jakimś anty-klientem i Wy macie inne
sposrtrzeżenia? Moi sąsiedzi mają podobne zdanie, ale może jesteśmy
zbyt rozwydrzonymi konsumentami po prostu?

Nie sądziłam, że w dzisiejszych czasach można jeszcze sobie pozwolić
na olewanie klienta i nadal przetrwać w binzesie...
    • pieskuba Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 01.06.10, 15:54
      Bardzo drogo, marny wybór. Sklep trzymał jakiś poziom dopóki nie
      było w nim alkoholu. Teraz alkohol jest więc, nie warto się starać,
      bo to na nim robi się biznes. Omijam szerokim łukiem, dzieci wpadają
      tam po lody. Poza tym wieczne pety i dym wydzielany przez
      właściciela, właścicielkę i obsługę raczej nie zachęca.
    • mickow5 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 01.06.10, 15:56
      A myślałem, że to tylko mnie drażni - no proszę.
      Ja to mam wrażenie że jak Pani mi mówi "coeszcze" to na myśli ma -
      kup i sp...laj (przepraszam urażonych).
      Może faktycznie tak jest.
      • sicho007 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 01.06.10, 16:31
        Zgadzam sie całkowicie, to najbardziej niesamowity sklep na swiecie!
        Opowiem wam kilka moich przygód:
        1.Pytam w sklepie: Czy jest mozzarella, Pani odpowiada: NIE!
        więc mówie dziekuje i wychodze, gdy jestem juz w progu Pani woła:
        jest ZOTTARELLA.
        2. Wchodze do sklepu a Pani pali papierosa na progu widzac mnie
        przewraca oczami i mowi pod nosem: O JEZU!
        Poza tym stale rosnąca cena torebki od 5 groszy wzrosła do 15.
        Nigdy nie wiadomo czy bedzie wedlina albo smietana, bo akurat moze
        nie byc.
        Kiedys tez uslyszalem rozmowe: zmieszajmy te bulki ze starymi to sie
        sprzedadza wszystkie.
        A i na koniec moze sie tez zdarzyc promocja na przeterminowane
        słodycze.

        • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 01.06.10, 16:37
          No proszę czyli praktyka mieszania bułek jest na porządku dziennym
          SUPER, dobrze że sama piekę chleb...
          • pieskuba Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 01.06.10, 18:26
            Taki drobny offtopic - podzielisz się przepisem na chleb? Ja też piekę :o)))
            • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 11:10
              Wysłałam na priv ale nie wiem czy doszło sad
              • pieskuba Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 11:58
                Właśnie sprawdziłam, doszło, bardzo dziękuję! (a zakwas mam - też
                sobie hoduję).
        • mickow5 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 10:07
          no własnie cena głupiej torebki na zakupy - ciekawy wątek.
          Powiedzmy, że jestem w stanie zrozumieć jak nie dostanę torebki
          kupując fajki i np butelkę napoju 2 l., ale jak robię zakupy za 50-
          60 zł i trochę się tego nazbiera to po prostu wstyd żeby obsługa nie
          dorzuciła tej torebki. Pani kładzie towar na ladzie, ja płacę a pani
          patrzy i zastanawia się jak ja to wszystko zabiorę i nie ma nawet z
          jej strony propozycji zakupu siateczki tylko wyczekiwanie - kupi
          siateczkę czy nie kupi.
          Nie chodzi o te głupie 15 groszy ale o poziom obsługi klienta, który
          jak widać jest w tym sklepie traktowany jak intruz lub zło konieczne.
          Nie ma niestety przynajmniej jak dla mnie alternatywy w pobliżu bo
          do Tesco nie chce mi się chodzić (szczególnie w zimę), tak więc
          jestem niejako skazany na sklepik "COESZCZE". Szkoda.
          • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 11:14
            Jestem bardzo leniwa jeśli chodzi o zakupy ale jednak zaczęłam robić
            wszystko, żeby tam nie kupować i nie dawać swoimi zakupami
            przyzwolenia na tego typu traktowanie. Chleba jak pisałam nie kupuję,
            raz w tygodniu lecę do Carrefoura, czasem proszę mojego partnera żeby
            kupił to i owo wracając z pracy, tak żeby nie bywać w COESZCZE
            częściej niż raz na dwa tygodnie zostawiając tam 10 zł, kiedy
            zabraknie mi czosnku, wody, itp.
            No bo przecież nie kupię tam O ZGROZO ... wędliny!!!

            PS. Czy ktoś z Was widział, że w zamrażarce na lody i mrozonki leżą
            całe pęta kiełbasy... ciekawe po co...
            • next122 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 03.06.10, 20:22
              Tak sobie czytam i czytam i zastanawiam się....Skąd do diaska w takim razie w
              tym sklepie kolejka codziennie ???????


              • mickow5 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 04.06.10, 08:25
                Odpowiedź jest prosta - nie ma innej alternatywy dla COESZCZE. Do
                Tesco czy "5 minut" jest trochę daleko więc aby kupić tzw "drobnicę"
                pozostaje tylko wyżej wymieniony CE. Drugą sprawą jest sąsiedztwo
                Urzędu Dzielnicy, którego urzędnicy pewnie kupują produkty na
                śniadania. Nie ma co się oszukiwać nie jesteśmy (mieszkańcy bloku)
                strategicznymi klientami.
      • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 01.06.10, 16:35
        ja słysze samo "sp***aj" bez "kup"
        smile
      • adam8711 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 05.06.10, 03:26
        Z tym "cojeszcze" to jest strasznie przykra sprawa. Zdecydowana większość właścicieli sklepów i sklepików zwyczajnie rozkazuje pracownikowi zadawać to nudne już pytanie w celu oczywistym. Efekt odwrotny do zamierzonego, w końcu z jakiej racji sklep ma wpływać na decyzję klienta co do dokonania bądź zaniechania zakupu. Wiele jest sklepów wręcz zaskakujących kulturą pracowników (np. zawsze pierwszy powie "dzień dobry"). To także jest nakaz odgórny, a nie miłość pracownika do klienta.
        • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 07.06.10, 14:47
          Sęk w tym, że w tym sklepie najbardziej niemili są jego
          właściciele...
          • falszy Re; 08.06.10, 12:40
            jestem z zewnatrz...jesli moge sie wypowiedziec wiem na czym to
            polega bo sama pracuje w sklepie i jesli jest sie samym na zmianie
            ma sie dostaw piec jedna za druga to niewiadomo w co rece
            wlozyc...nawet bywaja dni kiedy zjesc nie mozna przez 5 godz i wypic
            cieplej herbaty.....!!!!ale jesli ktos pracuje w biurze to niggdy
            nie zrozumie pracy ludzi na nizszym stanowisku...!!!!bez szacunku
            jakiego kolwiek.....aha i w supermarketach jest samoobsuga...nikt
            nikomu nie usluguje.i nie doradza..a zawsze sie je chwali...
            • f.l.y Re: Re; 08.06.10, 12:53
              falszy - absolutnie argumenty nie do przyjęcia...

              za swoją pracę ludzie otrzymują wynagrodzenie - przychodzą do
              pracy, nie na męczarnie - jeśli praca jest dla nich męczarnią,
              niech ją zmienią..

              po drugie są sklepy, gdzie właściciel, personel potrafią być
              uprzejmi, a też dźwigają, sprzątają i potrafią wybrać zgniły owoc
              ze skrzynki a nie po cichaczu wrzucić go do torebki z innymi..

              u mnie na osiedlu była taka sympatyczna pani sprzątająca, uśmiech
              na twarzy, zagadała, dzień dobry, tyle, że myła klatki tylko na
              parterze a zamiatanie to było szast-prast niekoniecznie dokładnie
              jeśli decyduje się za wynagrodzenie zmywać całe klatki, to dlaczego
              zmywała tylko parter? czy chciałaby dostać tylko częściowe
              wynagrodzenie? nie sądzę..

              firma się zmieniła, pan sprzątający robi to póki co wyśmienicie..
            • inecita Re: Re; 11.06.10, 13:59
              Tak się składa że akurat oboje w domu jesteśmy właścicielami
              własnych firm gdzie obsługujemy klientów, pracujemy w zupełnie
              różnych branżach, a jednak oboje musimy być mili dla naszych
              klientów, nawet tych upierdliwych i uwierz, też zdarzało mi się nie
              mieć czasu nic zjeść od rana do 20, a nadal musiałam dobrze
              wykonywać swoją pracę. A szacunkiem obdarzam wszystkich, którzy
              szanują mnie, a obsługa tego sklepu (w tym właściciele) mnie jako
              klienta NIE szanuje.
              • smootek Re: Re; O szacunku 12.06.10, 07:15
                Bardzo trafnie ujęłaś sedno rzeczy. Szacunek i myślenie o tym, kto na te niemałe
                przecież marże się zrzuca.
                A podawanie przeterminowanych towarów, niezachowywanie elementarnych zasad
                przechowywania towarów, które szybko się psują poza ladą chłodniczą i całkiem
                przypadkowe niewydawanie reszty - zwłaszcza dzieciom - to lista przewinień
                dyskwalifikujących tych ludzi.
                A palenie w ciąży i zrzucanie petów do tego słoiczka - bez większego skrępowania
                tym, że stoi i tym, że ludzie to widzą? Większy obciach niż mycie samochodów za
                kilkaset tysięcy z węża wyciągniętego z zaplecza smile
                • inecita Re: Re; O szacunku 12.06.10, 12:59
                  Ej, nie bądź niesprawiedliwy, Enzo co tydzień myje porszaka na myjni
                  u Wiesia, na serio nie widuję go z tym wężem, a w sumie skoro lubi
                  sam go popucować, to OK niech pucuje smile

                  Palenie w ciąży... dżizas krajst...

                  PS. Czy można mrozić kiełbasę? Bo jeśli nie to ja chyba zawiadomię w
                  końcu SANEPID, nie wiem jak to się robi ale już raz miałam zamiar,
                  gdy w sklepie popsuła się bodajze elektryka i wszystkie mrożonki
                  popłynęły, po czym zostały zamrożone ponownie, bo przecież straty
                  byłyby zbyt duże.
    • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 01.06.10, 16:54
      Zapomniałam jeszcze o jednym sklepowym "skeczu".
      Wkrótce po wprowadzeniu się tutaj biegnąc do autobusu zachodzę do
      sklepu i pytam:
      -Dzień dobry, czy macie Państwo prasę?
      na co pani z zza lady tonem oburzonym i z obrzydzoną miną jakbym
      zapytała "przepraszam, czy macie państwo na zapleczu trupa albo
      końską kupę" odpowiada: "nieee!!!"

      Inna sytuacja:

      - Poproszę pięć kabanosów (stoimy przy lodówce, kupuję je któryś raz)
      - Nie ma kabanosów (plus poker fejs i wzrok prosto w oczy)
      - A przepraszam a TO?
      - A to są proszę pani KIEŁBASKI.


      Coś mi to przypomina:



      www.youtube.com/watch?v=Ly3Ew3wQ4PA&feature=related


      • f.l.y Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 11:13
        tak sobie czasami zaglądam na Wasze forum, aby poczytać jakie
        problemy i pomysły mają lokatorzy różnych osiedli..

        nasunęło mi się pytanie (mamy podobny sklep winknoo, może ciut
        lepszy - panie są miłe) - czy do Waszego sklepu jest dostęp dla
        ludzi z zewnątrz?

        czy nie możecie np wydrukować tego wątku i nakleić na drzwiach
        sklepu, żeby sobie 'państwo sklepikarstwo' poczytało? wink

        albo może jakaś sugestia w sklepie o kontroli z sanepidu? smile


        pozdrawiam smile
        • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 11:20
          Raz zwróciłam uwagę wprost, że warzywa są zgniłe... daj spokój to są
          ludzie nieprzyswajający krytyki... a przecież właściciele to nasi
          sąsiedzi bo mieszkają na tym samym osiedlu. Nie trzeba być
          Sherlockiem, żeby zauważyć że klienci nie przychodzą juz tak często.
          W moim poprzednim miejscu zamieszkania był na dole bloku sklep
          prowadzony od lat 90 przez tego samego własciciela i wyglądało to
          ZUPEŁNIE inaczej. Wszystko świeżutkie, pan właściciel miły (aż do
          przesady), a jak ktoś z sąsiadów się rozchorował a robił duże
          zakupy,np jakaś starsza osoba, to żona właściciela nosiła zakupy do
          domu (bo co to za filozofia wjechać windą?).Jak dłużej się nie
          pojawiałam (bo sie wyprowadziłam) gdy własiciel spotkał mnie na
          ulicy, sam zapytał czy coś mi się nie podoba w sklepie, że przestałam
          przychodzić... Naprawdę myślę, że oni nie przyswoją krytyki.
        • pieskuba Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 12:01
          Jest dostęp dla ludzi z zewnątrz.
          Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że nie spotkałam się w tym
          sklepie z nieuprzejmością, ale z pewnością trafiły mi się jakieś
          stare produkty, przykry kontakt ze zbyt wysokimi cenami i tumany
          dymu papierosowego. I nieustający widok petów.
          • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 12.06.10, 13:00
            Nie spotkałaś się z nieuprzejmością... LOL powinnaś grać w totka bo
            to oznacza, że jesteś mega szczęściarą smile
          • wiki702 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 16.06.10, 12:45
            Tak sobie czytam co piszecie i powiem wam szczerze że najbardziej lubiłam
            przychodzić jak w tym sklepie kilka lat temu obsługiwała taka grubsza dziewczyna
            zawsze była miła i uśmiechnięta i jej stały tekst życzę miłego dnia No a teraz
            to zamiast miłego dnia jest wzrok tej niby szefowej pożal sie boże smile
    • fredek70 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 14:29
      Jak do tej pory nie byłem aktywnym uczestnikiem tego forum, mimo że na Kondratowicza 18 mieszkam już 6 lat i w związku z tym problemy mieszkańców osiedla nie są mi obce. Oczywiście zdarzało mi się śledzić niektóre arcyciekawe wątki, inteligentne i wyjątkowo trafne spostrzeżenia psakuby, nieco mniej błyskotliwe, choć często, z uwagi na swą prostotę, trafiające w sedno wypowiedzi inecity. Aktualnie poruszany temat jest mi jednak tak bliski, że postanowiłem przełamać swoją niechęć pisania na tego typu forach i podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.

      Po pierwsze primo – chciałbym zwrócić uwagę na to, że sformułowanie „COESZCZE” być może nie jest wyłącznie spowodowane zdenerwowaniem na klienta, który zdecydował się na zakłócenie panującej w sklepie atmosfery „sielskiej-anielskiej” i z wrodzoną sobie natarczywością wtargnął doń w sposób bezczelny by zrobić zakupy. Wydaje mi się, że uroczy Pan właściciel jeszcze przed otwarciem swego interesu życia przeczytał onegdaj czternastostronicowy poradnik „Jak sprzedawać buraki – podstawy komunikacji społecznej w weekend”. W jednym z rozdziałów być może napisano, „Chcąc przyciągnąć Klienta do zrobienia większej ilości zakupów w Twoim sklepie, zadaj pytanie zachęcające. Np. W czym jeszcze mogę służyć; Czy jeszcze Pan/Pani czegoś sobie życzy; Dzisiaj szczególnie polecamy to czy tamto, życzy Pan/Pani spróbować?”. W naszym sklepie zastosowano nieco skróconą formę powyższych wyrażeń co zmaterializowało się w postaci „COESZCZE”.

      Po drugie primo – niniejszym pragnę serdecznie pogratulować wszystkim Państwu, którzy kupują wędlinę w naszym osiedlowym markecie. Odnoszę nieodparte wrażenie, że wyjątkowo „apetycznie” wyglądająca szyneczka (przecież zielony to kolor nadziei) ma większą ochotę wyjść z tego pożal się Boże sklepu niż ja. W końcu ile można leżeć w jednym miejscu? W tym momencie przypomina mi się scena z filmu „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”, kiedy to pani ekspedientka myjąca podłogę w sklepie mięsnym podaje parze Klientów kurczaka trzymając jednocześnie w tym samym ręku brudną, mokrą szmatę. Oburzony Klient konstatuje: „Do Bydgoszczy będę jeździł ale moja noga więcej w tym sklepie nie postanie!”. Moja również już raczej nie postanie tym bardziej, że nieopodal mamy do dyspozycji całkiem sporo innych miejsc, w których spokojnie można zrobić zakupy taniej, szybciej i w zdecydowanie przyjemniejszej atmosferze (nie musimy jeździć do Bydgoszczy). Ot choćby PGR Bródno. Sam budynek jak i Panie ekspedientki pracują tam mniej więcej od czasów, które można określić formułą „późny Gomułka/wczesny Gierek” nie mniej jednak zinternalizowały zmiany procesu transformacji ustrojowej i tutaj Klient nie czuje się intruzem. Można?

      Po trzecie primo – Wiecie co, tak mi się wydaje, że osoby pracujące w tym sklepie muszą być wyjątkowo nieszczęśliwymi ludźmi. Oni wszyscy po prostu znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i w zdecydowanie nieodpowiednim czasie. Są w związku z tym zawodowo niespełnieni i z tego wynika ich frustracja co w nieunikniony sposób przekłada się na zadowolenie (w tym przypadku na niezadowolenie) Klientów. Być może Pan właściciel byłby świetnym hodowcą gołębi pocztowych, królików, kanarków bądź ponad przeciętnie zdolnym specjalistą Mostostalu-Azoty w Kędzierzynie Koźlu ds. Obróbki Skrawaniem? Wszak nie każdy musi być biznesmanem wink Nie wykluczone, że Panie ekspedientki odnalazłyby się wyjątkowo dobrze w roli asystentek prezesa Spółdzielni Mleczarskiej „Śmietanka” (tu ukłon w stronę inecity) w Koronowie, Zaleszanach czy Sępólnie Krajeńskim.

      Chyba zbytnio się rozpisałem i w związku z tym nikt nie przeczyta moich złotych myśli. Kończę zatem, życząc wszystkim Klientom osiedlowego sklepu aby Państwo Właścicielstwo i pani ekspedientka stali się osobami zawodowo spełnionymi co implikowałoby zamknięcie interesu i przebranżowienie się. Może wówczas znalazłby się ktoś kto otworzyłby sklep, w którym nie usłyszelibyśmy „COESZCZE” bo prowadziłby go z pasją. Życie pokazuje, że jednak można.

      A w razie czego po świeże pieczywo na niedzielne śniadania będziemy chodzili do inecity wink
      • inecita Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 15:50
        To żeś pan panie Fredku pojechał bardziej niż ja...

        A w razie czego serdecznie zapraszam, jeśli w grę wchodzi jakiś
        barter... wink
        • kowalko-walski Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 17:57
          O tym sklepie można pisać i pisać !

          Po pierwsze mało kiedy można spotkać się z tak nieuprzejmą obsługą ! Często mam
          wrażenie, że Panie pracujące tam mają pretensje, że klient przyszedł właśnie do
          ich sklepu. Pokładałem nadzieje w nowej pracownicy, która na początku była
          uprzejma i nieśmiała, za to teraz po przebyciu szkolenia "Jak skutecznie
          zniechęcić klienta do kupowania u Nas" nie odstaje od reszty grupy !

          Po drugie ceny z kosmosu !!! Porównywalne do sklepów "Piotr i Paweł" niestety
          asortyment nie ten. I wieczny problem z ich zawieszeniem na produktach !
          Przecież to normalne, że klient musi się domyślać co ile kosztuje.

          Czekam cierpliwie aż właściciele zauważą, że mało kto do nich przychodzi. Bo
          czasy kiedy w sklepie była ciągła kolejka dawno już minęły !


          Także drodzy właściciele najwyższy czas pójść po rozum do głowy !
          • leloga Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 02.06.10, 21:24
            Dorzucę jeszcze jedną obserwację - wchodzę z dzieckiem do sklepu,
            dziecko ma w ręku napój (który można kupić w tymże sklepie).
            Ekspedientka nie odrywa od nas oczu (żeby nie było, że wtargnęliśmy
            do przybytku podczas jej nieobecności smile)
            Kupujemy lizaka i napój. A jakie pytanie dostałem na dzień
            dobry? "Czy ten napój, który trzyma dziecko, został wzięty z półki?".
            Obyło się bez rękoczynów.
            Podsumowując, często zakupy robię w zieleniaku przy Krasnobrodzkiej,
            skąd przeprowadziliśmy się miesiąc temu...
            • spolecznik1 Re: COESZCZE czyli nasz osiedlowy sklep spożywczy 20.06.10, 23:09
              generalnie sklep jest beznadziejny ,jedyne czego tam sporo to wody tongue_out
              właściciel to burak do kwadratu i nic tego nie zmieni
              na szczęście od dawna tam nie wchodzę
Pełna wersja