Społdzielnia czy wspólnota?

23.03.06, 18:42
Kończy się marzec, czas biegnie szybko, możliwe że jesienią proces upadania
naszej spółdzielni dobiegnie końca. I co dalej, czy lepiej utworzyć wspólnotę
mieszkańców czy może na gruzach starej całkiem nową spółdzielnię? Jedno i
drugie ma swoje wady i zalety, a wspólnota to podobno nie takie cudo jak się
wydaje. Co o tym myślicie, czy macie jakieś doświadczenia?
Może sąsiedzi z Zielonego Zacisza podzielą się doświadczeniami z życia we
wspólnocie. Zastawnówmy sie teraz bo trzeba będzie podjąć decyzję.
    • smootek Re: Społdzielnia czy wspólnota? 23.03.06, 20:28
      Dobrze, że piszesz. Ale napisz coś więcej o tych wadach i zaletach. Zapewne
      wiesz, lub możesz o to zapytać ekspertów.

      Z całą pewnością warto o tym mówić i rozważyć to zawczasu. Co więcej - myślę,
      że powinno się zadbać, by wszyscy członkowie dostali takie informacje skąd
      czerpać wiarygodne wiadomości i co nas czeka po "erze syndyka".

      Jeśli mamy tu mieszkać - trzeba będzie decydować. I lepiej zrobić to rozważnie -
      to oczywiste. A po tym wszystkim, co się tu działo - trudno liczyć na spokojne
      załatwienie spraw - bo nic nie zostało wyjaśnione, ludzie ciągle
      zdezorientowani, na nowo wracają stare wspomnienia - nie ma co liczyć na spokój
      i normalne korzystanie z praw demokracji podczas jakiś spotkań.

      Jeśli przygotowania do dyskusji nie będzie - będzie chaos lub sprytne
      przeprowadzenie przez jakąś frakcję podobnych akcji, jakie były kiedyś. Bo czy
      ktoś wiedział, że były brane te kredyty i gdzie są teraz? A przecież "się
      wzięły" - przez naszą naiwność, wiarę w świat sprawiedliwszy, itd.
      Nie chiałbym spłacać podobnych długów, nie swoich, jeszcze raz - tylko przez
      to, że nie będę zorientowany, kiedy podnieść kartkę.

      Ale to czego można być pewnym, to że nikt nawet nie zobaczy, że syndyka już nie
      ma. Bo ostatni czas - to "nicnierobienie" - ktoś się czymś interesuje, coś
      robi, przygotowuje się do tego listopada? Ten głos pierwszy. A przecież
      praktycznie czas na to, był od momnetu złożenia wniosku o upadłość - przecież
      wiadomo wtedy było, że syndyk odejdzie.

      Rembielińska się buduje - u nas słychać tylko, że sprawa odpadającej elewacji w
      sądzie, grzyb w garażu pewnie też jest przepisowy, przeciekający taras pewnie
      też zbudował się sam, zgodnie z normami, nie wiadomo przez kogo i nie wiadomo
      kto odebrał go od wykonawcy, itd., itd.

      Z dobrych rzeczy - fajnie, że pojawił się plac zabaw - to chyba najbardziej
      widoczny i spektakularny sukces "ery syndyka".

      Swoją drogą - ciekawe, jaki jest stosunek wartości dochodów syndyka do wartości
      sprzedanych lokali - czyli ile zapłaciliśmy za utrzymanie tej instytucji
      upadłościowej - i jak była skuteczność w zdobywaniu środków z "masy".

      Ciekawe, co się stanie, gdy czas ustawowy Syndyka przeminie - a lokale zostaną
      niesprzedane? Czy tuż przed listopadem będzie polowanie na okazję (może o to
      chodzi - ktoś z zielonego zaczisza już o tym kiedyś pisał...).
      Czy chodzi o to, by to tanio sprzedać - choć się nietanio zbudowało - bo
      trzeba zwijać interes?
      Dlaczego się czepiam? No bo za czyje pieniadze powstały te lokale... czy aby
      nie za nasze? I jakoś od momentu utopienia tu kasy zbyt mało jaśniejszych
      myśli - ciągle czegoś nie wiadomo, nikt nie dba, by mówić otwartym tekstem O CO
      TU CHODZI.

      I nie wiem, czy znowu możemy coś stracić - bo wierzyciele nie odejdą za
      syndykiem. Czy też wszystko jest OK - nasze sprawy zabezpieczone, długi
      spłacone i możemy śmiało zaczynąć wszystko od nowa. Ja tego nie wiem.

      Kiedyś mówiło się, że nie ma szansy na wspólnotę - bo lokale nie są sprzedane -
      i ciągle są niesprzedane - więc, co musi sie wydarzyć, by zakładać tę mityczną
      wspólnotę? Albo założyć spółdzielnię, Ale czy będzie zachowana ciągłość? Bo z
      wyjściem syndyka kończy się era SBM "ZM" - po 9 latach od 1997. I co dalej? kto
      się dalej upomni o sprawiedliwość? Mam żal- bo całkeim wielu prawników tu
      mieszka - a to, że jest jak jest - kompromituje w oczach zwykłego, przeciętnego
      i zazba\najomiego w prawie człowieka tę profesję. I jełśi się - mylę - chętnie
      dowiem sie - dlaczego jestem w błędzie. Może mnie coś ominęło. Może nie było
      wcale tak, że nas ktoś okradł?
      Chętnie założyłbym wspólnotę "klatkową" - bo im dalej - tym mniej ufam, że nie
      wdepnę na minę... i chciałbym, by mnie ktoś przekonał, że jest inaczej.
      Choć daleko mi od metod lustracyjnych - nie ufam, że po "erze syndyka" bez
      rozliczenia z przeszłością będzie "cacy". Bo, jaką będę miał pewność, że kasa.
      która zniknęła nie jest na koncie tego, kto akurat zostanie Prezesem, czy
      przedstawicielem wspólnoty.

      Wracamy do punktu wyjścia - Syndyk poniekąd był wygodny - bo był spoza
      społęczności - i to gwarantował Sąd. Kto da teraz gwarancje?
      Bo, że nie poradziliśmy sobie z załatwieniem tej sprawy - to pewne. I
      najbardziej prawdopodobne, że dalej sobie nie poradzimy. Szkoda, że ktoś nas
      postawił przed takim problemem. Szkoda, że bajki z Drewnianej były tylko
      bajkami - przecież mogliśmy sobie spokojnie mieszkać - jak wiele wspólnot -
      zajmować się ceną wywożenia śmieci i innymi sprawami.
      Poczekamy - zobaczymy zapewne "nic" sad
      • magratt Re: Społdzielnia czy wspólnota? 26.03.06, 19:42
        Z tego co się dowiedziałam od osoby zorientowanej w prawie lokalowym i
        spółdzielczym, wada wspólnoty mająxą znaczenei dla nas tu mieszkających jest
        konieczność podejmowania decyzji przez wszystkich członków wspólnoty. Przy
        utworzeniu wspólnoty budynkowej oznacza to okolo 250 osob. Kto widzial
        jakiekolwiek zebranie naszej społdzielni, zwłaszcza te większe, zrozumie że
        podjęcie przez taką grupę jakiejkolwiek decyzji jest prawie niewykonalne.
        Mieszkańcy ostatnich pięter chcieliby remontu dachu, a ci z niższych sadzenia
        zieleni itd. Rozwiązaniem może bylyby wspólnoty klatkowe lub kilkuklatkowe, w
        mniejszej grupiełatwiej się porozumieć, ale wtedy zostają tzw. części wspólne,
        co do ktorych nadal byłyby spory.
        Wspólnoty nie można bylo przedtem założyć bo były niesprzedane lokale należące
        do spółdzielni, a wtedy uniemożliwialo to powstanie współnoty. Obecnie przepisy
        się zmieniły, po raz kolejny, i taka możliwość już jest, a poza tym upadłość
        naszej społdzielni zawiera opcję likwidacyjna, a więc do nieistniejącej
        spółdzielni nic już nie moze należeć.
        Po zakończeniu procesu upadłości zadne stare długi nie będą już nas
        obowiązywały, wierzyciele dostaną to co uda sie uzyskać ze sprzedaży majątku
        spółdzielni i na tym koniec.

        Poruszyłam ten temat, bo ktoś wreszcie musiał, moze pierwsza pomyślałam o tym? I
        nie robę tego jako wiceprezes, tylko zwykła właścicielka mieszkania. Po
        likwidacji społdzielni zarząd też przestanie istnieć, wszyscy bedziemy mieli
        takie same prawa i możliwości. Napisalam co wiem na temat wspólnoty, moze niech
        każdy tez napisze co sam wie, zbierzemy te wiadomości i będziemy mądrzejsi.
        potem może jakieś głosowanie, najpierw na forum, poźniej w realu. Mozemy sami
        zwołac nadzwyczajne zebranie spóldzielcow, tylko potrzba do tego inicjatywy co
        najmnie 40 osob jednocześnie. Czy znajdzie się tyle, jeżeli na ostatnim zebraniu
        nie było nawet 30 ?
        Pomyslcie, sięgnijcie do zasobów pamięci napiszcie co myślicie na ten temat.
        • magratt Re: Społdzielnia czy wspólnota? 27.03.06, 10:09
          >Kto widzial
          > jakiekolwiek zebranie naszej społdzielni, zwłaszcza te większe, zrozumie że
          > podjęcie przez taką grupę jakiejkolwiek decyzji jest prawie niewykonalne

          Pod poniższym adresem można przeczytać kilka wypowiedzi na temat zebrania w zz.
          U nas nie byłoby lepiej, a pewnie gorzej sad

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10541&w=38777974&a=38777974
        • mooj Re: Społdzielnia czy wspólnota? 28.03.06, 14:32
          1. Nie wszystkie decyzje we wspólnocie muszą być podejmowane przez większość
          właścicieli -jedynie te które przekraczają zarząd zwykły. reszta (bieżące
          funkcjonowanie) decyzji jest podejmowana przez zarząd
          2. Pzred podjęciem decyzji na waszym miejscu zorientowąłbym się czy jesteście w
          stanie zmobilizowac kilka osób do zarządzania - po trudnych doświadczeniach
          oddanie władzy na zewnatrz (zatrudnienie zarządcy) moze byc trudne - także
          psychologicznie.

          a na marginesie:
          zarówno ustawa o własności lokali jak i prawo spółdzielcze zakładają czynny
          udział włascicieli w zarządzaniu. Zresztą co tu dużo pisać czym jest brak
          nadzoru to nie ja Wam a Wy nam powinniście mówić. Przeanalizujcie na chlodno na
          czym Wam bardziej zależy: kontroli kosztów, łatwości podejmowania decyzji (takz
          etych nietrafnych!), bezpieczenstwie...

          pozdrawiam zza miedzy
          • smootek Re: Społdzielnia czy wspólnota? 30.03.06, 17:53
            I widzisz - jak tu nie być pesymistą? Chcesz coś zrobić dla wszystkich,
            zadajesz ważne pytanie i co? I nic ... cisza. I specjalnie mnie to nie dziwi -
            bo jak ludzi się nie szanuje - to czego się po nich spodziewać? Że ochoczo
            rzucą się w wir działań? Tylko,że to takie zachowawcze działanie - bo jak
            przyjdzie czas decydowania - będzie panika.
            Albo i tak, że nikt nie zauważy, że syndyka już nie ma.
            Albo tak, że powstanie grupa chcąca trzymać władzę - i spokojnie ją sobie
            podniesie.

            Warto pamiętać, że swego czasu SBM miało chyba 12 członków. I to były czasy,
            gdy pewnie wielu im tego zazdrościło smile))))))))))

            Ja tam dziś tylko mogę sobie i wielu innym współczuć.

            Dlaczego tak łatwo było nas oszukać? Właśnie dlatego, co teraz widać. Bo nikomu
            nie zależy na tym, by dbać o jakąś "wspólną sprawę". Praktycznie chyba nie ma
            śiwadomości, że jakaś wspólna sprawa jest.

            Gdyby nie ta lokalizacja (całkiem dobry punkt, nie 2000 a 200 mieszkań), szkoła
            dzieci (i obawy przed powtórką kolejnej inwestycji) - pewnie wolałbym jak
            najszybciej się stąd wynosić. Bo od strony organizacyjnej - totalna klapa.

            Nikt niczego nie wie (bo czemu jeszcze ludzi oficjalnie nie pyta się o zdanie w
            sprawie tego, co dalej?), osoby zarządzające uznają, że najlepszy, sposobem
            jest stan niewiedzy "niby-spółdzielców" - bo jak nie są świadomi - to łatwiej
            przeczekać kolejny miesiąc.

            Aby podejmoać decyzje warto znać różne rozwiązania - i wiążące się z nimi
            szanse i zagrożenia. A dziś nikt z "niby-spółdzielców" samodzielnie ich nie
            spisze. Bo nie mamy kompetencji.

            Jaka piękna katastrofa. Z każdym dniem coraz piękniejsza - ale dopóki jest prąd
            i woda leci z kranów - jest przecież OK.
            Co tam nadchodzący czas bez-syndyka, sypiąca się elewacja, antresola utykana
            tekturą, wiaderkowa klimatyzacja, podgrzybiony garaż, itd. itd. itd.











            • mooj Re: Społdzielnia czy wspólnota? 30.03.06, 20:04
              no jest jeszcze wyjście "quasisyndykowe"
              zarządca wyznaczony przez sąd
              przed tą perspektywa stoi bardzo wiele warszawskich postzedekowskich wspólnot

              ale ja prywatnie- mógłbyś (może być na maila) coś o szkole którą jaka duży plus
              postrzegasz? szczególi ejesli podstawowa - czas płynie a my w lesie, o ile
              gimnazjum mamy na oku to podstawówka...
              • pieskuba Re: Społdzielnia czy wspólnota? 30.03.06, 21:14
                Mooju...
                Szkoła nie jest dużym plusem (według niektórych jest nawet minusem)- chodzi
                raczej o to, żeby dziecka nie wyrywać z klasy, którą lubi, z którą się zżyło.
                Młoda ma w klasie grupę naprawdę świetnych, zdolnych i zaprzyjaźnionych
                dzieciaków. Sama uczy sie chętnie z własnej inicjatywy, ma swoje pasje, więc o
                jakość jej wykształcenia nawet w zwykłej podstawówce jesteśmy raczej spokojni.
                Problem pojawi się na etapie gimnazjum - to co się dzieje w najbliższych nie
                nadaje się do opisywania bez użycia słów powszechnie uznawanych za obelżywe.
                • mooj Re: Społdzielnia czy wspólnota? 30.03.06, 21:21
                  szkoła to nie budynek czy "ciało"
                  jak dziecko lubi klasę, jest zżyte i istnieje grupa świetnych, zdolnych i
                  zaprzyjaźnionych to już dużosmile
                  a jak jescze instytucja nie zabiła inicjatywy (w tym do nauki) to nie jest źle!

                  pozdrawiam optymistyczniesmile

            • magratt Re: Społdzielnia czy wspólnota? 09.07.06, 15:13
              smootek napisał:
              > I widzisz - jak tu nie być pesymistą? Chcesz coś zrobić dla wszystkich,
              > zadajesz ważne pytanie i co? I nic ... cisza. I specjalnie mnie to nie dziwi -
              > bo jak ludzi się nie szanuje - to czego się po nich spodziewać? Że ochoczo
              > rzucą się w wir działań?

              Czy to znaczy ze ja ludzi nie szanuję? Wygląda na to że społeczność na zlość
              zarządowi chce odmrozić sobie uszy.


              Nikt niczego nie wie (bo czemu jeszcze ludzi oficjalnie nie pyta się o zdanie w
              >
              > sprawie tego, co dalej?), osoby zarządzające uznają, że najlepszy, sposobem
              > jest stan niewiedzy "niby-spółdzielców" - bo jak nie są świadomi - to łatwiej
              > przeczekać kolejny miesiąc.

              Właśnie zapytałam. Bardziej oficjelne nie będzie i nie może być. Dopóki istnieje
              SBM pytanie nie ma sensu bo ... SBM jest i działa i obezny zarząd nie ma prawa
              pytać o to co właściciele mieszkań zechcą zrobić gdy tenże zarząd odejdzie do
              niebytu. A gdy spółdzielnia przestanie istnieć, to wtedy też nieistniejący
              zarząd nieistniejącej spółdzielni nie ma żadnych praw. Wię się zapytałam jako
              ja, włascicielka jednego z mieszkań. Przy calkowitym braku jakiegokolwiek
              zainteresowania bedą dwie możliwości: albo rzeczywiście zbierze się grupa
              zorientowanych , utworzy nową spółdzielnię lub przejmie zarząd wspólnoty albo
              (jak napisał mooj) zostanie zarządca narzucony przez sąd. A cała reszta bedzie
              mogła powrócic do swojego ulubionego zajęcia czyli narzekania na tych którzy
              rządzą. I nawet nie zauważą ze przegapili okazję aby samemu sie wykazać i może
              też zakosztować rozkoszy władzy.

              >
              > Aby podejmoać decyzje warto znać różne rozwiązania - i wiążące się z nimi
              > szanse i zagrożenia. A dziś nikt z "niby-spółdzielców" samodzielnie ich nie
              > spisze. Bo nie mamy kompetencji.

              A na podwórku wszyscy mądrzy i wiedzą najlepiej. To ja już nic nie rozumiem sad

              • smootek Re: Społdzielnia czy wspólnota? 13.07.06, 10:09
                > Czy to znaczy ze ja ludzi nie szanuję? Wygląda na to że społeczność na zlość
                > zarządowi chce odmrozić sobie uszy.

                Oczywiście, że szanujesz smile Już sam fakt rozmawiania na tym forum o sprawach
                spółdzielni jest wyrazem szacunku, bo ludzie potrzebują rzetelnych informacji.
                Jesli ich nie mają - rodzi się plotka (bo: X zna Y-a, a Y wie od Z-a, itd.). I
                fajnie, że zadajesz TRUDNE pytania konkretnym osobom - bo nagle okazuje się, że
                te pytania są i te osoby są. I może skłonią je trochę do zajęcia się nimi
                inaczej niż dotychczas.
                Bo chowanie się za formalne formułki może być wygodne - patrz:
                podważanie podpisów zebranych w "sprawie alkoholowej" dwa lata temu - ale nie
                załatwi problemu.

                Wg mnie trudno mówić o jakichkolwiek WSPÓLNYCH działaniach "społeczności".
                Jesteśmy w rozsypce - każdy patrzy na swój czubek nosa - jak pisałem kiedyś -
                dopóki media dostarczane, winda działa i śmieci nie wysypują się dalej niż poza
                1 zbyt mały pojemnik - JEST może bylejak - ale przecież MOGŁO być gorzej -
                pamietacie - wiec nie narzekajmy, tylmko sioę cieszmy. Taki efekt Titanica.
                I jak "gorzej" przyjdzie - wielu się zdziwi: "O, jest gorzej - tylko JAK to się
                stało, przecież było tak dobrze-bylejak?; Nic nie zapowiadało nowych
                kłopotów..."

                Poniekąd trudno się dziwić, że ludzie nie chcą działać razem - bo jak tu coś
                robić wspólnie, gdy:

                -> juz raz się uwierzyło podpisując na Drewnianej umowy, które dodatkowo
                kosztowały 700pln od metra;

                -> ciągle nie wiadomo, kto zapłacił a kto nie - i nie wiadomo, z kim przyjdzie
                współpracować w takim komitecie - pewnie bez lokalnej lustracji się nie
                obejdzie - bo kto chciałby pracować z tymi, którzy dziś żyją z inwestowania
                naszych wspólnych środków powierzonych im kiedyś, tylko jakoś się tym nie
                chwalą - nic dziwnego.

                -> pamięta się klimat załatwiania spraw po tym jak nowym prezesem został p.
                G.M. (złotousty człowiek, piękne bajki o tym, że nic się nie stanie, bo
                przecież jego córka ma mieszkanie i wszystko się załatwi, itd.) - a potem
                kredyty, wzięte, przelane zgodnie z umową, koszt inwestycji wzrasta na
                papierze - już kredyty i przepadnięte i kolejki wierzycieli - a w konsekwencji
                dziś upadłość. I nikt nie chce pamiętać o tej logice, która czeka na
                wyjasnienie. I jak tu wpisywać się zwykłym świadkom wydarzeń, którzy nie znają
                kulis tej sprawy w zarządzanie tą nieruchomością. Przecież nie da się odciąć od
                jej historii niewyjaśnionej - i powiedzieć - co było to było - a teraz bawmy
                się dalej. Nie wiem jak innym - ale mi szkoda kilkudziesięciu tysięcy, które
                nagle zniknęły, szkoda, też że zapłaciłem za tak partackie wykonanie, itd.

                -> zgodnie z tym jak piszesz wyżej - ludzie któzy dziś mają władzę mówią, że
                NIC nie mogą formalnie zrobić! I TU się nie zgadzam - bo przecież
                mogą?/powinni? być grupą, która zrobi to choćby nieformalnie - korzystając z
                BEZCENNEJ wiedzy, którą Ci ludzie posiadają po 5-6 latach.

                Przecież w latach Wielkiego Kryzysu Osiedlowego była lustracja, ludzie
                przekopywali się przez te papiery, był przygotowany drobiazgowy wniosek do
                prokuratury - KTOŚ tym wszystkim się zajmował, (co więcej mieliśmy nawet szansę
                oglądania pojedynku Tych, co wiedzą Dobrze z Tymi, co wiedzą Lepiej smile
                - dziś -
                niech sobie działają inni -> i co - teraz pierwszy lepszy Kowalski ma przyjść i
                powiedzieć: "Nie Umiem - ale chcem, i może nie popsuję wszystkiego."
                A jak akurat popsuje, to zawsze będzie mógł przypomnieć, że uprzedzał, że nie
                umie.

                Kiedyś nie można było informować, bo wierzyciele nas rozszarpią, jak już była
                upadłość - miało być lepiej - a jak trzeba było zobaczyć Syndyka - przychodziło
                zastępstwo - tak nie kupuje się zaufania - ani nie tworzy społeczności.

                Takie numery FORMALNIE uchodzą za oznakę profesjonalizmu i dobrego wychowania -
                gdy ludzie czekają 10 miesięcy i widzą zastępstwo? I to, o czym piszesz -
                dalsza część ucieczkologii - jesteśmy - nic nie możemy - nie będzie nas - nic
                nie będziemy musieli. Ale rzeczywiście - coś warto by zrobić...
                I dalej jest po staremu.

                A CZEMU nie ma myślenia:
                -> wiemy więcej od przeciętnego lokatora (bo znamy papiery od dawna),
                -> wiemy więcej - bo mamy wykształcenie prawnicze i poruszamy się w przepisach,
                mamy praktykę, obserwujemy to co dzieje się w prokuraturze, znamy tych co nas
                przekręcili, itd.
                -> a na dodatek TEŻ MAMY TU MIESZKANIA i nam zależy.

                Bez takiej inicjatywy nic się nie wydarzy. Dawno przestałem
                wierzyć tylko w dobre chęci - dziś wiem, że bez połączenia ich z kompetencjami
                i wolą walki - niewiele się uda.

                Albo będzie gdzieś w tle grupą ciągnąca za sznurki, tylko wysyłająca na
                spotkania ludzi z uprawnieniami i wytycznymi - przecież ktoś kiedyś był zaradny
                inczej szykując nam te umowy, planując wnioski kredytowe i robiąc transfery. To
                już widzeliśmy na Walnych w innym niż 12osobowy składzie.

                I po tym wszystkich latach - jedyną radą jest to, że niech sobie LUDZIE (czyli
                kto konkretnie? - ja? - Ty?) przyjdą i dalej się w to bawią, bo my
                spróbowaliśmy, jest jak jest - i spadamy???
                Przepraszam, ale poproszę o rady
                bardzej kompetentne i profesjonalne. Inaczej nasza przyszłość to akcyjność,
                brak profesjonalizmu i pospolite ruszenie ludzie popełniających błęy ucząc się
                wszystkiego od nowa, w dodatku nie mając do siebie zaufania.
    • tomasz.grala Re: Społdzielnia czy wspólnota? 18.07.06, 09:31
      magratt napisała:
      > Kończy się marzec, czas biegnie szybko, możliwe że jesienią proces upadania
      > naszej spółdzielni dobiegnie końca.

      Rozmawiałem może miesiąc/półtora miesiąca temu z syndykiem i on powiedział, że
      szacuje postępowanie na rok może trochę więcej...
      Nie żebym protestował, ale skąd termin jesienny?
      T.
      • smootek Jaka różnica? 18.07.06, 22:09
        między jesienią a kolejnym rokiem? Od 4 lat wiadomo w czym siedzimy. I z samej
        wiedzy niewiele wynika...
      • zyga02 Re: Społdzielnia czy wspólnota? 27.07.06, 23:50
        Tylko wspólnota, wtedy wszystko zależy od nas samych, oczywiście pod warunkiem, że
        wybierzemy odpowiedzialnych i mądrych przedstawicieli oraz solidną firmę
        administrującą.
        • magratt Re: Społdzielnia czy wspólnota? 07.08.06, 15:05
          zyga02 napisała:

          > Tylko wspólnota, wtedy wszystko zależy od nas samych, oczywiście pod
          warunkiem,
          > że
          > wybierzemy odpowiedzialnych i mądrych przedstawicieli oraz solidną firmę
          > administrującą.

          Czy masz jakiekolwiek doświadczenia ? Jeżeli tak, napisz coś więcej, pomoże to
          w wyborze. Czy rzeczywiście wszystkie decyzje we wspolnocie muszą być
          podejmowane przez wszystkich, czy zwykłe zarządzanie może być wykonywane przez
          wyznaczony zarząd, czyli podobnie jak w spółdzielni?
          • zyga02 Re: Społdzielnia czy wspólnota? 08.08.06, 14:54
            Jestem członkiem zarządu wspólnoty od ponad 3 lat i wiem jak to wygląda od
            podszewki. Naszą działalnośc rozpoczeliśmy od zatrudnienia firmy
            administrującej, w tej chwili mamy już drugą firmę bo poprzednia nie spełniła
            naszych oczekiwań. Zatrudnienie firmy to nie problem gdyż jest ich sporo i
            konkurują między sobą. Decyzje we wspólnocie podejmuje się większością głosów,
            zwykłe zarządzanie może byc wykonywane przez wyznaczony zarząd.Odpowiedzi na
            wiele pytań znajdziesz w książce "Wspólnota mieszkaniowa w pytaniach i
            odpowiedziach", której jestem posiadaczką i którą mogę Ci pożyczyc, ale się
            pospiesz bo jestem w domu prawdopodobnie tylko do końca tygodnia. Ponieważ mam
            internet od niedawna, to czytam różne już nawet nieaktualne wypowiedzi i bardzo
            mnie zmartwiło, że więcej było korespondencji na temat kwiatków w oponach niż na
            temat "spółdzielnia czy wspólnota". Bardzo się boję, że jak syndyk odejdzie to
            zajmiemy się tematami zastępczymi a na poważne sprawy nie będzie czasu ani
            chęci, a wierz mi, że stosunki międzyludzkie we wspólnocie są najważniejsze, bo
            jeśli nie będzie zgody to nic z tego nie wyjdzie.
            • magratt Re: Społdzielnia czy wspólnota? 09.08.06, 18:19
              Dzięki za cenne wyjaśnienia,, oczywiście chętnie pożyczę książkę. Mam nadzieję
              że Twoja póżniejsza nieobecność jest tylko na pewien czas i nadal jako sąsiadka
              będziesz czasem mogła służyć doświadczeniem. Reszta w mailu na adres gazetowy.
              Pzdr
              magratt
            • smootek Re: Społdzielnia czy wspólnota? 21.08.06, 18:33
              > Bardzo się boję, że jak syndyk odejdzie to
              > zajmiemy się tematami zastępczymi a na poważne sprawy nie będzie czasu ani
              > chęci, a wierz mi, że stosunki międzyludzkie we wspólnocie są najważniejsze,
              > bo jeśli nie będzie zgody to nic z tego nie wyjdzie.

              Ja tam się nie boję - mam za to pewność po tym, co już tu było, że zgody nie
              będzie. Nikt nie oddał kasy, nikt nie poniósł kary - jak można marzyć o zgodzie?
      • magratt Re: Społdzielnia czy wspólnota? 07.08.06, 15:02
        Po ogłoszeniu upadłości został wyznaczony pierwszy termin zakończenia
        postepowania na wrzesień 2006r. W marcu, gdy pisałam na ten temat po raz
        pierwszy, wydawał się możliwy do spełnienia. Teraz już wiadomo że potrwa to
        dłużej, ale co się odwlecze to nie uciecze. Pytanie nadal jest aktualne.
        • zyga02 Re: Społdzielnia czy wspólnota? 20.11.06, 17:54
          Coś zapomnieliśmy o tym temacie i dyskutujemy na forum o jakiś mało znaczących
          sprawach, a przecież ten wątek jest najważniejszy. Ja uważam, że tylko i
          wyłącznie WSPÓLNOTA, a co Wy na to?
          • rysie Re: Społdzielnia czy wspólnota? 20.11.06, 22:26
            Tez tak uwazam. Tylko wspolnota daje gwarancje zabezpieczenia naszych
            interesow, ma bowiem zajmowac sie tylko administrowniem naszym budynkiem, a
            spoldzielnie juz przerabialismy...
Pełna wersja