Tak to napisał Pan Stanisław

12.11.06, 16:49
Teraz „geje” i lesbijki?

Felieton · Polskie Radio (Program I) · 10 listopada 2006 |
www.michalkiewicz.pl



Następstwa wyborczego zwycięstwa Partii Demokratycznej w Stanach
Zjednoczonych wykraczają – i to znacznie – poza granice Ameryki, chociaż
oczywiście przyczyny politycznej zmiany warty mają charakter wewnętrzny.
Zapewne są one bardzo różnorodne, ale wygląda na to, że na czoło wysuwa się
niefortunna operacja w Iraku. Wskazuje na to zarówno dymisja sekretarza
obrony Donalda Rumsfelda, jak i oskarżenia, jakie pod adresem prezydenta
Busha wysunęli tak zwani neokonserwatyści.

Jest to znakomita ilustracja trafności przysłowia, ze sukces ma wielu ojców,
ale klęska jest sierotą. Bo przecież to właśnie środowisko tak zwanych
neokonserwatystów należało nie tylko do najbardziej konsekwentnych
zwolenników uderzenia na Irak, ale suflowało prezydentowi Bushowi wszystkie
jego posunięcia. I teraz, kiedy Irak znajduje się, być może, w przededniu
rozpadu lub rozbioru – oskarżyli „o wszystko” prezydenta Busha. Czyżby Murzyn
już zrobił swoje?

Ta ogromna rola neokonserwatystów w kształtowaniu amerykańskiej polityki
najwyraźniej nie spodobała się wyborcom, którzy pokazali Partii
Republikańskiej czerwona kartkę. W następstwie tego Polska może chyba jednak
pożegnać się z nadziejami na korzyści, na jakie naiwnie liczyliśmy w związku
z udziałem naszych wojsk w operacji irackiej.

Ale zwycięstwo Partii Demokratycznej oznacza, że wpływ na kształtowanie
amerykańskiej polityki uzyska inna grupa, czy inne grupy, wśród których na
czoło mogą wysunąć się środowiska tak zwanych „gejów” i lesbijek. Gdyby
rzeczywiście tak było, to należy liczyć się z amerykańskimi naciskami na
kraje zaprzyjaźnione, by jak najszybciej zaprowadziły u siebie te same
wynalazki, które zaproponują działacze Partii Demokratycznej w Ameryce. W tej
sytuacji pomysł wprowadzenia do konstytucji zasady ochrony życia dzieci
jeszcze nie narodzonych nabiera nowej aktualności.

Mówi się, że z tonącego okrętu uciekają szczury. Może nie jest to zbyt
eleganckie porównanie, ale cóż ja poradzę, że były prezydent Aleksander
Kwaśniewski musiał akurat teraz przypomnieć sobie, iż decyzję o zaangażowaniu
polskich wojsk w Iraku podjął pod wpływem fałszywych informacji, jakie
podsunął mu ówczesny amerykański sekretarz stanu Colin Powell? Zarówno wybór
tego momentu, jak i samo tłumaczenie nie przynosi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu
zaszczytu, nawet jeśli przyzwyczailiśmy się, ze nigdy nie wiadomo, kiedy mówi
on serio, a kiedy nie.

Jednak znacznie gorsze jest to, że prezydent Kwaśniewski, wprowadzając wojska
do Iraku, w ogóle nie zadbał przy tym o żadne korzyści dla Polski. W
rezultacie ani Polska nic z tego nie ma, ani nawet Aleksander Kwaśniewski nie
załatwił sobie żadnej posady, na którą liczył. Czy z tego powodu i za
wciągnięcie Polski do tej wojny bez zgody Sejmu nie powinien stanąć przed
Trybunałem Stanu?

Warto się nad tym zastanowić, bo nie może być tak, żeby nikt za nic nie
odpowiadał. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w przeddzień 88 rocznicy
odzyskania niepodległości. W 1918 roku niepodległość została odzyskana, bo
123 lata wcześniej, na skutek podobnej niefrasobliwości, została utracona.


Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl
Pełna wersja