Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi?

20.01.04, 15:31
No wlasnie dziewczyny, chcialabym sie o to Was zapytac. My oboje z mezem
jestesmy wierzacy. O Bogu rozmawiamy kiedy chcemy, jest to naturalny temat
naszych rozmow, bo jest to czesc naszego zycia (codziennego, nie tylko
niedzielnego). Wieksza czesc naszej rodziny o Bogu nie rozmawia w ogole. Lubi
za to narzekac na ksiezy itp. Kiedy jestesmy tam od czasu do czasu na
uroczystosciach rodzinnych roznego typy z naszej strony panuje "poprawnosc
religijna" - moje okreslenie na sytacje, ze o "tych sprawach" (znaczy o Bogu,
o tym co my myslimy o sprawach duchowych) sie nie rozmawia. No i ja nic nie
mowie, bo mam wrazenie, ze zespulabym ta "mila" atmosfere jak u cioci na
imieninach. Czasem sie wsciekam i mowie, ze kiedys w koncu im powiem, ale na
pewno nie byloby to dobre nastawienie. Czasem mam wrazenie, ze dla wiekszosci
Polakow Bog jest zarezerwowany tylko na pogrzeby, sluby i komunie i tez nie do
konca, bo na slubie i komunii mozna mowic o prezentach, na pogrzebie wychwalac
zmarlego... NO wiec, kiedy i jak mowic o Bogu? Nie mam bynajmniej nastawienia,
zeby rzucac sie na rodzine, znajomych od razu w pytaniami "czy jestes na nowo
narodzony" bo z mojego doswiadczenia wynika, ze to zraza i przestrasza.
No i oczywiscie wiem, ze powinnam modlic sie o nich, ale przyznaje, mam malo
wiary, bo jak tu modlic sie zeby ktos znalazl Boga, kiedy ma sie wrazenie, ze
ten ktos wcale nie uwaza zeby jego sytuacja byla jakos nie w porzadku? Czy
faktycznie mniejszosc szuka Boga naprawde, a inni nie zastanawiaja sie nad tym
albo boja sie przyznac przed samym soba ze im zle?
    • kramla Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 20.01.04, 22:10
      Ja to sobie myślę,że Bóg nie do końca jest wygodny, dlatego dla wielu-nie
      chcę powiedzieć dla większości-jest On kwiatkiem do korzucha, z którym warto
      paradować od czasu do czasu(żeby się nie wyłamać z tradycji)i nikim więcej.Być
      chrześcijaninem to przecież o wiele więcej niż cotygodniowe nabożeństwo, to
      kwestia mocnego przylgnięcia do Boga ale i do Krzyża,codziennego
      cierpienia,gotowość odrzucenia nawet przez swoich(napisane jest
      przecież,że "wyłączą was z synagogi")no i odstawienie zupełne innych
      bogów,które to rzekomo mają prawdziwie zabezpieczyć życie i dawać poczucie
      szczęścia(pieniądze ,kariera, dobra materialne,seks itd).Bóg jest Bogiem
      jedynym i pierwszym zabezpieczeniem dla człowieka wiary.Wszystko inne to pewne
      narzędzia (niekoniecznie złe), które nie mogą tak na prawdę dać pełni
      szczęścia nawet gdy stawia im się nie wiadomo jakie ołtarze.Ja to wiem i Ty to
      wiesz inni nie koniecznie,ale chyba muszą czuć,że z p.Bogiem to trochę
      poważniejsza sprawa dlatego się migają i odrzucają niewygodne prawdy wiary i
      ludzi,którzy o nich swoim życiem świadczą.No właśnie, a jak to jest z tym u
      mnie, u nas...Nie ukrywamy swoich poglądów, nie wstydzimy się ich nasi
      znajomi "tradycyjnie wierzący"-a mamy ich również wielu-szanują to chociaż
      generalnie nie rozumieją.Nigdy w sposób sztuczny ani nie odżegnujemy się od
      tematów "pobożnych" ani ich nie prowokujemy.Jeżeli nie możemy się z kimś w
      danym dniu spotkać(jesteśmy dość towarzyscy) nie ukrywamy,że idziemy na
      liturgię, Eucharystie, czy też inne spotkanie z braćmi ze wspólnoty.Gorzej z
      rodziną.Bo tu również niczego nie ukrywamy,chociaż bynajmniej nikogo
      agresywnie nie nawracamy.To inni nas prowokują i nierzadko atakują.Jesteśmy
      po prostu obciachem, sekciarzami, którzy mogliby zacząć myśleć poważnie o
      życiu a nie włóczyć się po kościołach, jeździć nie wiadomo gdzie z jakimiś
      pogubinymi niedorajdami życiowymi.Przecież Bóg nam manny nie da(a właśnie,że
      daje,widzimy to na codzień!!!)a nasze dzieci będą nieszczęśliwe, kto to
      widział żeby świadomie decydować się na większą rodzinę(nie ukrywamy faktu, że
      jesteśmy otwarci na życie)skoro tylko jedna osoba zarabia(i to skromnie).A to
      przecież nasze dzieciaki proszą Boga o rodzeństwo!Najgorsze chwile przeżywamy
      w okolicach chrztu dzieci.Uroczystość odbywa się we wspólnocie,jest piękna ale
      i długa.Oczywiście zapraszamy dziadków i innych gości, ale potem(zwłaszcza
      jeśli idzie o teściów) to ech...Szkoda gadać... W naszym "chrześcijańskim"
      kraju kraju to chyba najtrudniej... być katolikiem.Nie wiem jak to jest być
      baptystką, ale kto wie może przez Waszą egzotyczność mniej się Was czepiają
      (nie macie tylu ekspertów w sprawie wiary jak my).Napisz o trochę o tym.
      • anatewka Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 20.01.04, 22:29
        No to ja mam porównanie, sami jesteśmy katolikami a siostra z rodziną
        baptystami i... muszę przyznać że coś jest w tym, co napisała kramla smile
        Faktycznie do nich wszyscy się już "przyzwyczaili", że są "nadgorliwi i
        nawiedzeni", a jak my zaczynamy po prostu mówić o Bogu to są zdziwieni, że "my
        też?".
        A odpowiadając na pytanie w temacie: rozmawiamy. I z rodziną (ale raczej z ta
        najbliższą, bo z dalszą mamy rzadki kontakt) i ze znajomymi. Oczywiście bez
        przesady, nie ciągle, ale jak w rozmowie coś "wyjdzie" (np. kwestia wróżb, o
        albo ciekawy temat- szatana) to obojętnie czy jest to w pracy czy na jakimś
        towarzyskim spotkaniu nie waham się powiedzieć jakie jest moje zdanie na ten
        temat i mówię wtedy o Bogu. Oczywiście czasami spotykam się z pobłażaniem, ale
        zauważyłam też, szczególnie w pracy, że ludzie zaczynają po jakimś czasie brać
        to pod uwagę, dopytywać się itp.
        Ja chyba nie umiem ewangelizować (nie umiem się przełamać) więc to jest taka
        moja mała ewangelizacja przez trwanie i "przyznawanie" się do Jezusa smile
        I mam jeszcze pytanie do marzek2: czy ty od zawsze byłaś baptystką, czy w
        pewnym momencie dołączyłaś do tego kościoła? Jeśli to drugie, to jak przyjęła
        to twoja rodzina? Pytam, bo my do teraz mamy z tym troszkę problemów, z
        akceptacją decyzji siostry i szwagra przez rodzinę.
        Pozdrawiam
        Agnieszka mama Stasia i Wojtusia
        foto.onet.pl/albumy/album.html?id=14827&q=Wojtus&k=4
    • noemi13 Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 21.01.04, 02:18
      Ja, odkąd poznałam Jezusa, postanowiłam, że nie będę milczeć. Na początku było
      ciężko. Mój starszy brat, stwierdził, ze komuś takiemu jak ja nie poda nawet
      ręki, a już napewno nie usiądzie przy jednym stole. Kiedy na swięta
      przyjechałam do mojej mamy (mieszkał tam wtedy z żoną)praktycznie wyrzucił mnie
      z domu. Od przyjaciół i znajomych usłyszałam nie
      raz "nawiedzona", "fanatyczka".Ale od tych wydarzeń mija już trzeci rok i Bóg
      tak jakoś sprawił, że wszystkie te osoby zaakceptowały mój związek z Nim. Brat
      podaje mi rękę i siada przy jednym stole, ci sami znajomi byli rok temu na moim
      ślubie - w kosciele baptystycznym - było duzo modlitwy i uwielbienia i podobało
      im się smile. Ja sama już jakiś czas temu odkryłam, że kocham mówić o Jezusie.
      Było to podczas ewangelizacji ulicznej. Chodziliśmy w dwie osoby po miescie i
      głosiliśmy ewangelię. To było niesamowite doświadczenie - czułam się
      szczęśliwa, choć ludzie reagowali różnie. Robię to i nadal będę robić, choć
      teraz przerwa, bo synek lada chwila wyjdzie na świat.
    • addria Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 21.01.04, 07:33
      Rzadko, a jeśli już to z osobami wierzącymi, które tego chcą. Rzeczywiście z
      tego, co obserwuję ktoś kto prawdziwie wierzy w Boga, jest dla innych ŚMIESZNY.
      Nawet dla osób chlubiących się swoją religijnością (niestety, jak można
      zauważyć religijnością zewnętrzną). Szkoda. Naprawdę szkoda.
    • adzia_a Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 21.01.04, 09:13
      Przyznam, że nie. Częściej chyba rozmawiam o Bogu ze Swiadkami Jehowy niż z
      innymi katolikami. No i jeszcze na forum smile

      Ja jestem taki trochę mieszacz, lubię dociekać, kombinować, nie zawsze wszystko
      przyjmuję na wiarę i zauwazylam, że ludzie się tego boją. To chyba trochę taki
      mechanizm tabu - "jak nie bedę o czymś mówić, to nie popełnię herezji".

      Mam strasznie dużo pytań dotyczących Pisma Swiętego, niestety nie znalazłam
      nikogo, kto chciałby mi na nie odpowiedzieć, a nawet podyskutować (chyba ze
      zwolennicy teorii Daenikena wink)))

      Jak myslicie, czy Bóg obraża się na ludzi za to, że zadają pytania, że mają
      dziwaczne teorie, że nieświadomie mogą powiedzieć o Nim coś głupiego?
      Takie mam wrażenie, bo rzeczywiście, w naszej rodzinie (szczególnie w rodzinie
      męża) rozmawia się dużo acz powierzchownie - o misjach, Radiu Maryja,
      pielgrzymkach, narzeka się na księży wink)) ale widzę jakiś taki strach przed
      dotykaniem sedna...
      • ata_x Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 09.02.04, 11:58
        Adzia, to rzuć te pytania. Tu albo na priva. Jak masz ochotę, to pogadamy. Bo
        ty fajnie mówisz wink
    • pysio8 Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 21.01.04, 10:06
      Ze wszystkimi z rodziny nie rozmawiam, nawet z mężem jakoś trudno...

      Chociaż z siostrą rozmawiałyśmy niedawno, ze czegoś nam obu w życiu brakuje.
      Tak jakbyśmy o czyms zapomniały, szukały czegoś, co zgubiłysmy.

      Brakuje nam poczucia, ze jesteśmy kochane już teraz, bez spełniania całej listy
      warunków. Rozumiesz, nie, że ktos nas kocha, bo jesteśmy ładne, majętne( choc
      nie jesteśmy), za coś.
      Brakuje nam miłości bez powodu, o tym rozmawiałyśmy.

      Nie jestem biegła w znajomości Biblii, powiem więcej, nie jestem nawet
      dostatecznie dobra, pewnie nie umiem się poruszać w tych treściach.

      Pisałam już kiedyś o mojej córce, która urodziła się chora. Modliłam się w
      szpitalu o jej przeżycie, ale bardzo potrzebowałam wsparcia ze strony moich
      bliskich i dalszych znajomych, wydawało mi się, że nasza wspolna modlitwa
      dotrze do Boga, i nie krępowałam się dzwonić i prosić właśnie o modlitwę za
      córkę.
      Bardzo chciałam wtedy miec poczucie, że nie jestem sama.
      Córka żyje i wiem Komu to zawdzięczam - Ojcu w niebie, modlitwie znajomych,
      chciałabym, aby Bóg hojnie im wynagrodził,za to , co dla nas zrobili.
      Ania
    • marzek2 Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 21.01.04, 21:15
      Czyli faktycznie, nie jest z tym wesolo, nie tylko u baptystow smile. Kramla i
      anatewka pytaly mnie jak to jest reakcja otoczenia na to ze sie jest
      protestantem (bo przeciez baptysci to tylko jedna z wielu galezi
      protestantyzmu). Ciekawe, co pisalyscie, ze my od razu jestesmy inni i wiekszosc
      powoli sie do tego przyzwyczaja, a kiedy katolicy sie nawracaja to jest cos
      bardziej nie tak. Moze faktycznie tak jest? Coz, ja nawrocilam sie juz jako
      osoba dorosla, wiec moja mama nie bardzo chciala mi czegos zabraniac, zreszta
      ona chciala zawsze, zeby na zewnatrz wszyscy sie kochali, wiec nie oponowala,
      choc wiedzialam, ze jej sie nie podoba. Generalnie im rodzina starsza i bardziej
      czuje swoja polskosc (wg wzoru Polak=katolik) to bylo gorzej. Moja kochana
      babcia chyba nigdy do konca nie zaakceptowala mojej decyzji. Ale pamietam jedna
      rozmowe z nia, kiedy z oburzeniem zarzucala mi nadmierna pewnosc siebie, ze
      pojde do nieba i wtedy zapytalam: babciu, czy widzisz w moim zyciu jakies zmiany
      na gorsze, odkad jestem "innej wiary". Tym zamknelam jej usta. Wiec najczesciej
      owoc naszego zycia i swiadectwo mowia za nas (albo przeciwko nam...). Rodzina
      mojego meza na poczatku byla w szoku, zreszta on palajac "pierwsza miloscia" od
      razu wywalal im kawe na lawe, ze nic nie wiedza itp - troche bez milosci i
      zbytnio osodzajac. Teraz wiem, ze jego mama bardzo cieszy sie widzac nasze
      malzenstwo, wiem, ze mowi, ze on sie zmienil na dobre. Wiec znowu - jezeli w
      naszym zyciu panuje pelna integralnosc, zgodnosc tego co robimy z tym co glosimy
      - ludzie nie moga nic na to powiedziec. Czasem mysle (ktos o tym pisal powyzej)
      ze mocne zasady zyciowe tzw "kregoslup" moga teraz nawet niektorym imponowac, bo
      teraz przeciez wszystko jest wzgledne i kazdy moze miec swoja prawde.
      Wiec jezeli chodzi o nas baptystow to generalnie ludzie sa ciekawi i uprzejmi,
      ale glebiej nie podchodz! Tylko przypadkiem nie pytaj mnie co ja na to
      osobiscie, co ja mysle o Bogu! Choc ze smutkiem musze przyznac ze nie mamy zbyt
      wielu niewierzacych znajomych - i uwazam to za nasz blad. Kiedy sie nawracalismy
      z mezem (niezaleznie choc w podobnych czasie) spalilismy za soba mosty i chyba
      zbyt pochopnie. Teraz probujemy inaczej.
      To chyba tyle, chetnie odpowiem na dalsze pytania z cyklu "co chcielibyscie
      wiedziec o protestantach, ale boicie sie zapytac smile))"
      • praktycznyprzewodnik Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 02.02.04, 16:07
        Bo to moze radykalizm odstrasza ?

        Ja tez lubię drążyc kwestie doktrynalne, nigdy nie jest mi mało. Mam do
        dyskusji kolegów katechetów. Bo inni mało się znają, może boją, ze
        skompromitują brakiem wiedzy ?

        Ale sa jeszcze inne rozmowy. O sobie, swojej wierze...
        One sa jeszcze trudniejsze, bo dotykaja spraw bardzo osobistych.

        Moze własnie takie dyskusje na forum pomagają - poprzez anonimowość netu -
        otworzyc się, powiedziec cos o swoim zyciu modlitwy, watpliwościach
        religijnych...
    • mader1 Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 21.01.04, 23:35
      Rozmawiamy, choc nie ze wsszystkimi tak samo. Staramy sie nie robic
      nic na sile - ale jezeli ktos proponuje np. miesko w piatek, mowimy
      grzecznie, dlaczego nie. W firmie meza wzbudzilo to spore
      zainteresowanie. Niektorzy sie po takiej i innych deklaraacjach otwieraja.
      To jest bardzo mile. Inni przestaja mowic albo atakuja. Czasem mysle,
      ze jestem odpowiedzialna za wszystkich ksiezy w okolicy smile)) Natomiast
      bardzo zastanawiajace jest, ze jezeli nie ukrywamy, ze jestesmy
      kaatolikami, uwazaja, ze nalezymy na pewno do jakiejs wspolnoty smile
      Inaczej byc nie moze...smile Zastanawiajace.
      • isma Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 22.01.04, 09:01
        O, to, to.

        Dla mnie ciagle jest kwestia granicy, ile wolno. Nie podoba mi sie jehowickie
        chodzenie od domu do domu (przepraszam za stereotyp, uzywam go wlasnie w tej
        funkcji, nie osadzajac nikogo personalnie) - bo mysle, ze to jest naruszenie
        terytorium drugiej osoby. Nie sprzatam u sasiadow, takie mam zasady.
        Moze ma na to wplyw fakt, ze jestem uczulona na prozelityzm z racji powiazan
        rodzinnych - maz pochodzi z terenow b. ZSRR, gdzie kazdy, nie tylko aktywny,
        katolik jest zazwyczaj postrzegany jak uczestnik niebezpiecznej krucjaty, i, co
        gorsza, czasem trudno odmowic tym podejrzeniom podstaw.

        Natomiast uwazam, ze ja osobiscie mam prawo mowienia o tresciach i sensie
        swojej wiary, jesli mnie zapytaja (czytaj rowniez: zdarzy sie sytuacja
        osobistej, jednostkowej konfrontacji z norma wynikajaca z religii). Wiecej,
        chyba nawet mam taki obowiazek, czego wiekszosc katolikow niedzielnych zdaje
        sie nie zauwazac, albo ogranicza to do sztandarowych tematow typu aborcja i
        pornografia (co mnie troche martwi). Nie mam prawa natomiast wartosciowac, czy
        moja religia jest lepsza od innych, nie mam prawa osadzac zachowania innych
        wedlug jej norm, o ile oni sami sie do niej nie przyznaja.

        Tu zreszta ostatnio mam troche klopotu - zaskakujace ataki pochodza czesto ze
        strony osob, ktore za katolikow sie uwazaja. Dla radiomaryjnych jestem
        katolewica, bo czytam Zydownik, eee, przepraszam, Tygodnik Powszechny. A dla
        katolikow wielkanocnych jestem jezuicka rygorystka, chi, chi.

        Aha, Marzek napisala o sterotypie Polaka=katolika. On rzeczywiscie w Polsce
        jest, i jest okropny, bo jest przejawem pewnego duchowego wygodnictwa, mimikry:
        jestesmy tacy jak inni, i wygodnie nam z tym, a bez tego musielibysmy sie
        tlumaczyc. Natomiast w ojczyznie mojego meza on tez istnieje, nawet silniej
        (my, tutejsi Polacy, jestesmy katolikami, w odroznieniu od tych schlopialych
        Ukraincow, chi, chi), ale ma wymiar jednak pewnej cywilnej odwagi i to mnie
        ujmuje.

        Pozdrawiam, milego dnia.
    • monika.od.werki Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 22.01.04, 16:15
      Z rodzina rozmawiamy. Tzn. teraz mam na mysli wlasna rodzine, a tak juz b.
      konkretniesmile Mame i Siostre ze Szwagrem. Razem z Siostra roslysmy tak samo i
      dokladnie tak samo uksztaltowal sie nasz swiatopoglad na zycie. Tez tak sie
      zlozylo, ze obie spotkalysmy swoich obecnych mezow 'przy kosciele'smile
      (pielgrzymki do Czestochowy, Taize i modlitwy 'w duchu' Taize).

      Z Mama 'kontakty' w tej materii zdecydowanie poprawily sie w ostatnich latach,
      gdy juz 'wyroslysmy' niejakosmile z tego 'pierwszego' entuzjazmu dla Pana Boga i
      checi przekonania calego swiata i wszystkich ludzi wokol o ich grzesznosci..
      smilesmile Teraz jest tak fajnie, normalnie (oj, jak ja kiedys Mame ocenialam!!!!! -
      oczywiscie, ja bylam ta swieta, ona - przeciwnie, same slaboscismilesmile.. - teraz
      to mozna sie smiac..) No i z Mama i z Siostra moge zawsze tak fajnie, 'od
      serca' pogadac (mamy teraz IDENTYCZNE spostrzezenia i problemy na 'drodze'
      wiary), a od Mamy... to jeszcze i tyle takiej fajnej, zyciowo-Bozej madrosci
      zaczerpnac..

      Tato nigdy nie mogl zrozumiec naszego zainteresownaia, juz nie mowiac -
      entuzjazmu - dla 'kosciola'. Mowil, ze kiedys 'zycie nam pokaze' i idealy beda
      musialy zderzyc sie z rzeczywistoscia.. (pewnie w pewnym sensie MIAL racje,
      ale na szczescie NIE DO KONCAsmile). Ale oczywiscie nie kryjemy niczego przed nim
      i tak jak kiedys dyskutowalysmysmile, tak i teraz wie, ze Pan Bog nie jest nam
      obojetny... Ale wiecie co, wydaje mi sie, ze Taty kontakt z Panem Bogiem jakby
      sie 'polepszyl' w ostatnich latach.. Nie jest to nic z jakichs b. 'bliskich'
      relacji, ale jest bardziej otwarty, bj zyczliwy i... chyba sam zaczal troche
      szukac..

      Tesciowie dzialaja w Akcji Katolickiej, zreszta bardzo duzo robia dla swojej
      parafii (mala miejscowosc pod Lodzia), ale o Panu Bogu raczej sie u nich w
      domu jakos tak bardziej nie rozmawia. I my nie zaczynamy... wpasowujemy siesmile.
      Maz tez ma za soba okres ostrych 'bojow' na tym tle, mniej wiecej w tym samym
      okresie, co i my z siostra, czyli na etapie absolutnej fascynacji Panem
      Bogiem, poczawszy od jakichs 18stu/20stu lat. Ojciec umiescil mu nawet nad
      lozkiem napis: 'Twoja wspolnota nr JEDEN jest RODZINA!'...
      smilesmile..

      Teraz (ufam wciaz, ze chwilowosmile) razem z Mezem mieszkamy w Anglii, a tu jest -
      wydawaloby mi sie - jeszcze ciezej znalezc 'pokrewna dusze' niz w Polsce..
      Owszem, jestesmy tu zwiazani z CLC (Christian Life Community, czyli Wspolnota
      Zycia Chrzescijanskiego, oparta na duchowosci Ignacjanskiej), a wiec na
      spotkaniach rozmowy te sa oczywiste. Jest jeszcze grupka najblizszych
      przyjaciol z dawnych lat... i w rozmowach Pan Bog jest obecny. Skoro staramy
      sie, by byl obecny w naszym zyciu. Ale nie sa to zbyt czeste rozmowy, juz nie
      mowiac - spotkania. Jest tez dwojka 'nowych' przyjaciol, Wegrow, tu tez Pan
      Bog JEST obecny. Ale poza tym..

      I to wlasnie co pewien czas splywa na mnie/na nas przygnebieniem, bo.. czujemy
      sie takimi 'dziwakami' spoleczenstwa, jakby bylo to czyms dystansujacym nas od
      wiekszosci. Probowalam kiedys (przy nadarzajacych sie okazjach) 'dyskutowac' z
      dziewczyna, z ktora przyszlo mi robic doktorat w jednym laboratorium
      (Portugalka). Okazalo sie to trudne i bolesne, dziewczyna miala bardzo bolesne
      przezycia z dziecinstwa zwiazane z ojcem, 'bezwzglednym katolikiem'
      (niestety 'katolikiem' czysto teoretycznie..). I przyznaje, ze czulam sie przy
      niej momentami jak naiwna idiotka.. Gdy zaczelam 'dyskutowac' kiedys z pewnym
      mlodym Finem (sympozjum naukowesmilesmile).. zaczal zarzucac mi zaklapkowanie i
      konserwatyzm. Bo doszlo do dyskusji na temat homoseksualizmu.. (jak sie potem
      okazalo, byl aktywnym.. ja o tym wtedy nie mialam pojeciasmilesmile... ale po
      rozmowie i tak mialam kaca, czulam sie fatalnie..)

      Bez 'sprzyjacej' sytuacji nie rozmawiam. To moze nie miec sensu. Ale tez
      zdecydowanie uwazam, ze do wlasnych pogladow nalezy sie przyznawac. Choc
      czasem... bywa to naparwde trudne.. Czasami wygodniej jest przemilczec.. I tu
      mam wrazenie, ze moje poglady nie zawsze ida w parze z akcjami, tak, jakby
      braklo czasem odwagi cywilnej.. Niezlym przykladem, wydaje mi sie, jest
      modlitwa przed posilkami, w naszym domu bedaca czyms naturalnym, natomiast gdy
      zapraszamy gosci.. ja nie mam odwagi zaczynac (no, chyba ze wiemy, ze mysla
      tak, jak my), a maz uwaza, ze byloby to czyms niestosownym...
      Czy ma racje?..
      Wciaz nie mam w tej materii pokoju sumieniasmile.

      OK, chyba wystarczy na raziesmile,
      trzymajcie sie cieplo
      Monika
      • magdalena_76 Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 22.01.04, 17:01
        Dla mnie trudno jest rozmawiać o Panu Bogu - a to dlatego, że to delikatna
        materia. I mnie jest trudno przełożyć na język codzienny różne rzeczy, które
        uświadamiam sobie tylko intuicyjnie - i innym obawiam się też. Rzadko się
        zdarza, żebym zaczynała taką rozmowę i na pewno nie z zamiarem nawracania
        kogoś czy też przekonywania go do swoich racji. Bardzo się zawsze boję, żeby
        nie było tak, że ten ktoś dochodzi do wniosku, że ja uważam, że mam monopol na
        prawdę jedyną i słuszną. Ja sama nie chciałabym, żeby ktoś wchodził mi w
        buciorach w to, co dzieje się w moim sercu i układał tam wszystko zamiast mnie.
        Wyjątek to mój mąż - uważam, że on jest o kilometry bliżej Boga niż ja (ciągle
        się z Nim kłócąca i wpadająca w dołki...), często na ten temat rozmawiamy i
        dzielimy się swoimi myślami - nawet takimi najgłupszymi (różności wpadają do
        głowy czasem...)
        Czasami jakaś zwykła rozmowa z kimś słabo znanym zahacza o Boga i nagle
        przeradza się w coś głębszego, w zwierzenia albo w dyskusję - mocno wtedy
        czuję Jego obecność pomiędzy nami.
        Wydaje mi się, że większą rolę niż słowa spełniają nasze czyny, radość z wiary
        i miłość wyrażona w tym, co robimy. Kilka razy stało się tak, że ktoś
        przychodził do mnie porozmawiać o Panu Bogu, ponieważ zastanowiło go moje
        postępowanie czy jakieś słowa zupełnie z wiarą nie związane.
        Staram się, żeby On był po prostu obecny w moim życiu, czasem wówczas
        pojawiają się gesty, które to manifestują i one mogą stać się punktem wyjścia
        do słów... ale raczej nie na odwrót. Jest wtedy w tym coś naturalnego (a nie
        podejmowanie rozmowy " z poczuciem misji" smile)

        Pozdrawiam
        magda
      • alinaw1 Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 30.01.04, 20:28
        Kramla wyjęła mi z ust zdanie, że w tym (niby)katolickim kraju najtrudniej być
        katolikiem. Ja niestety nie potrafię ewangelizować. Brak mi pokory, złoszczę
        się, nie ukrywam swoich poglądów co do udawanej pobożności moich rodaków. Nie
        jestem pokornego serca. Ostatnio np. sporo moich znajomych wchodziło w związek
        małżeński. Oczywiście musiałam swym niewyparzonym językiem skomentować fakt
        ślubów katolickich (to abnegaci religijni, żyją ze sobą od lat, kościół
        krytykują na każdym kroku, a nagle z okazji ślubu przypominają sobie, że są
        katolikami)i np. wcale nie ulegam ogólnej fasynacji suknią ślubną ("Iwonka,
        taka odważna sukienka, piersi na wierzchu, plecy na wierzchu- ło-niezły czad!)
        i oczywiście białym welonem, choć panna dawno dziewicą nie jest. Mój mąż karci
        mnie i twierdzi, że grzeszę takimi niewybrednymi komentarzami. To wcale się nie
        odzywać? Moja koleżanka przez 2 lata miała kochanka, wszyscy o tym wiedzieli i
        nawet trzymali sztamę. Tylko ja ciągle jej "dokuczałam" złośliwymi nawet
        uwagami. Teraz dziewczyna już jest po tej historii i wiecie, co mi ostatnio
        powiedziała?: "Nikt, nawet własna matka -nie mówił mi, że to źle iż związałam
        się z żonatym i dzieciatym facetem, tylko Ty budziłaś moje wyrzuty sumienia"
        Jak gadać, żeby nie urazić? Jak mówić żeby samemu popaść w zachwyt nad sobą?
        Jak świadczyć ale z pokorą? Ciągle się z tym zmagam.
    • darcia73 Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 02.02.04, 15:20
      Jestem chrześcijanka, wierze w Boga całą sobą i jest to dla naturalne, ze
      rozmawiam o Bogu w moimi znajomymi z rodziną. Jednak nie jest to nachalne
      wciskanie ludziom swoich poglądów. Zawsze mówię to co myślę, czasami nawet za
      bardzo bezpośrednio, ale nie jestem inicjatorka rozmowy o Bogu, mojej wierze i
      sztucznego ewangelizowania w stylu SJ. Chciałabym, aby moje świadectwo wiary
      bardziej wynikało z posłuszeństwa Jemu i bezgrzesznego postępowania niż jedynie
      z moich słów.
    • marzek2 Re: Czy rozmawiacie o Bogu z rodzina, znajomymi? 24.03.04, 00:04
      Przywracamy perspektywę smile)
Pełna wersja