marzek2
20.01.04, 15:31
No wlasnie dziewczyny, chcialabym sie o to Was zapytac. My oboje z mezem
jestesmy wierzacy. O Bogu rozmawiamy kiedy chcemy, jest to naturalny temat
naszych rozmow, bo jest to czesc naszego zycia (codziennego, nie tylko
niedzielnego). Wieksza czesc naszej rodziny o Bogu nie rozmawia w ogole. Lubi
za to narzekac na ksiezy itp. Kiedy jestesmy tam od czasu do czasu na
uroczystosciach rodzinnych roznego typy z naszej strony panuje "poprawnosc
religijna" - moje okreslenie na sytacje, ze o "tych sprawach" (znaczy o Bogu,
o tym co my myslimy o sprawach duchowych) sie nie rozmawia. No i ja nic nie
mowie, bo mam wrazenie, ze zespulabym ta "mila" atmosfere jak u cioci na
imieninach. Czasem sie wsciekam i mowie, ze kiedys w koncu im powiem, ale na
pewno nie byloby to dobre nastawienie. Czasem mam wrazenie, ze dla wiekszosci
Polakow Bog jest zarezerwowany tylko na pogrzeby, sluby i komunie i tez nie do
konca, bo na slubie i komunii mozna mowic o prezentach, na pogrzebie wychwalac
zmarlego... NO wiec, kiedy i jak mowic o Bogu? Nie mam bynajmniej nastawienia,
zeby rzucac sie na rodzine, znajomych od razu w pytaniami "czy jestes na nowo
narodzony" bo z mojego doswiadczenia wynika, ze to zraza i przestrasza.
No i oczywiscie wiem, ze powinnam modlic sie o nich, ale przyznaje, mam malo
wiary, bo jak tu modlic sie zeby ktos znalazl Boga, kiedy ma sie wrazenie, ze
ten ktos wcale nie uwaza zeby jego sytuacja byla jakos nie w porzadku? Czy
faktycznie mniejszosc szuka Boga naprawde, a inni nie zastanawiaja sie nad tym
albo boja sie przyznac przed samym soba ze im zle?