granica ponoszenia konsekwencji

26.11.09, 10:45
Jest pewien mezczyzna, ktorego matka do 25 r.z. chronila przed ponoszeniem
jakichkolwiek konsekwencji wlasnego zachowania. Co gorsze, chwile pozniej
ozenil sie i pojawily sie dzieci, wiec zona - by chronic dzieci - znow nie
pozwalala, by maz odczul konsekwencje wlasnych decyzji, poniewaz moglo by to
zaszkodzic rodzinie. 25 lat pozniej dzieci dorosly, a wyczyny owego mezczyzny
doprowadzyly malzenstwo do rozpadu i firme do bankructwa, a rodzine wpedzily w
dlugi. By ratowac matke (jej zdrowie fizyczne i psychiczne, pensje i dom przed
komornikiem), dzieci musza sprawic, by ojciec po raz pierwszy w zycoi poniosl
konsekwencje (finansowe, prawne, zyciowe) swojego zachowania. Czy jest jakas
granica, ktorej na miejscu tych dzieci nigdy byscie nie przekroczyli?
    • izazdo uzupelnienie 26.11.09, 11:03
      Mężczyzna z powyszego opisu okradł własnego siostrzeńca (jego pieniędzmi spłacił
      część swoich długów), wiedząc, że matka tego chłopca jest niepełnosprawna, a
      ojciec przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Mężczyzna ma sprawę karną, w której
      jest oskarżony o oszustwo (za co grozi do 8 lat). Prosi dzieci o pomoc prawna.
      Pomagać, bo to ojciec? Nie pomagać, bo złodziej i powinien siedzieć za kradzież
      pieniędzy siostrzeńca, choć w sprawie, w której jest oskarżony, jest niewinny
      (ale trudno mu to będzie udowodnić, właściwie to niemożliwe)?
      • nati1011 Re: uzupelnienie 26.11.09, 13:47
        Czy ty na podstawie naszych dyskusji piszesz ksiażkę, artykuł, a
        moze pracę naukowa?

        Pojawiasz sie na forum jedynie w kontekście spraw tak
        skomplikowanych i swnsacyjnych, ze aż nierealnych. Nie zabierasz
        głosu w naszych codziennych wątkach. Przepraszam bardzo, ale ja bym
        chciała wiedzieć po co ci ta dyskusja? To ktoś ci bliski? Masz
        problem, czy moze chcesz tylko zaliczyć sensacyjny wątek?
        • izazdo Re: uzupelnienie 26.11.09, 16:45
          > Nie zabierasz
          > głosu w naszych codziennych wątkach.

          Doprawdy? Dotychczas zabralam glos w 30 watkach, kontrowersyjne byly CZTERY.
          Sprawdz w wyszukiwarce, zanim zaczniesz mnie znowu oskarzac.


          > Pojawiasz sie na forum jedynie w kontekście spraw tak
          > skomplikowanych i swnsacyjnych, ze aż nierealnych.

          Zapytaj Pana Boga, dlaczego w takich sytuacjach mnie stawia, bo tez mi sie
          wydaje, ze to przekracza granice prawdopodobienstwa. A nie wiesz nawet 1% z
          tego, co sie dzieje w moim zyciu.


          > To ktoś ci bliski?

          Tak. To mój ojciec.
          • nati1011 Re: uzupelnienie 26.11.09, 18:24
            izazdo napisała:

            > Zapytaj Pana Boga, dlaczego w takich sytuacjach mnie stawia, bo
            tez mi sie
            > wydaje, ze to przekracza granice prawdopodobienstwa. A nie wiesz
            nawet 1% z
            > tego, co sie dzieje w moim zyciu.

            Myślę, ze to pytanie sama powinnaś sobie postawić. Na pewno nie jest
            to rozważanie na forum. Nie sadzę też by ktoś obcy mógł ci pomóc
            podjąć decyzję.


            > Tak. To mój ojciec.

            Współczuję. ALe z punktu widzenia moralności sprawa jest oczywista.
            Skoro jest niewinny, to nie zasługuje na karę. Przynajmniej za to
            konkretne przestępstwo.
      • ula27121 Re: uzupelnienie 26.11.09, 17:05
        Nie wiem czy ktoś coś mądrego poradzi, ale ja napiszę tylko, że z mojego punktu
        widzenia bardzo trudna sprawa.....za trudna. Ale próbowałam sobie wyobrazić i
        chybabym nie pomagała...(nie wiem czy to postawa godna chrześcijanina?) tyle, że
        jeśli w sprawie, o którą jest oskarżany jest niewinny to pewnie zostanie
        uniewinniony?

        Ale jak to piszę teraz to sama nie wiem, decyzja zależałaby od wielu czynników.
        Bardzo wielu. Podejrzewam, że byłaby to decyzja rodzinna ( wspólna).
    • mamalgosia Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 13:49
      Powiem szczerze, że dla mnie to za bardzo skomplikowane
    • magdalaena1977 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 15:28
      Jak dla mnie za mało danych, żeby się wypowiedzieć.
      I faktycznie dobrze byłoby wiedzieć z jakiej pozycji piszesz - członka tej
      rodziny ? mediatora ? dziennikarza ?
    • mama_kasia Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 16:45
      Jako że mam dyżur, przychylam się do pytań, jakie zadały
      dziewczyny. Z jakiej pozycji piszesz?
      ...Bo jednak nie jest to forum do roztrząsania tego typu
      ogólnych problemów i zastanawiania się, co byśmy, gdybyśmy w danej sytuacji. Nie jest też dobrze, z drugiej strony, aby wypłynęło więcej szczegółów tej sprawy, o ile rzeczywiście taka sprawa
      jest.

      • wiesia140 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 17:25
        Napisała z pozycji dziecka tego pana, sam to ujęła w odpowiedzi do
        natii. do autorki możesz postarać się o pomoc prawna jak by nie było
        to jest twój ojciec ,a konsekwencje on i tak poniesie, sąd o to zadba,
        czasem warto jest to zrobić , żeby zachować jaki taki spokój w rodzinie
        , bo można czasem pogorszyć sprawę i już nigdy nie mieć okazji
        naprawić. To moja opinia, ty nie musisz się z nią zgadzać.
        " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
        www.jezuufamtobie.pl
        • wiesia140 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 17:29
          Ty ze swej strony możesz oczywiście mu powiedzieć, że to ostatni raz
          tak będzie i jak nadal będzie oszukiwał tego siostrzeńca to zostanie
          z tym sam.
          • verdana Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 17:42
            Siostrzeniec to też rodzina.
            • wiesia140 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:00
              dlatego najlepiej być daleko od takich spraw, można wskazać jakiegoś adwokata i
              powiedzieć radź sobie sam tzn opłać go i tak dalej.
              • wiesia140 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:02
                byłaby to dla niego niezła nauczka
                • wiesia140 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:05
                  można jeszcze spróbować polubownie niech on te pieniądze odda nawet w ratach
                  lub odpracuje w zamian odstąpienia od sprawy
                  • izazdo Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:35

                    > można jeszcze spróbować polubownie niech on te pieniądze odda nawet w ratac
                    > h
                    > lub odpracuje w zamian odstąpienia od sprawy


                    Oddac nie ma z czego, bo pracuje za 800 zl. A odpracowac nie moze, bo... wlasnie
                    u niego pracuje i tak to wyszlo. Tzn. jest zatrudniony w firmie siostrzenca i te
                    pieniadze gwizdnal z konta firmowego (splacil nimi wlasne karty kredytowe). A
                    kuzyn wytoczeniem procesu nie zagrozi, bo ojciec robi z nim co chce.
              • izazdo Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:31
                wiesiu,

                ojciec chcial, zeby moj maz go bronil (kilka dni temu zdal egz adwokacki), ale
                to niemozliwe z kilku przyczyn. Po pierwsze, ojciec nie wspolpracuje z adwokatem
                (byla juz inna sprawa, cywilna, gdzie byl swiadkiem, adwokat powiedzial mu, co
                ma mowic, a ten znowu zrobil po swojemu, oczywiscie sprawa dla nas przegrana, a
                ojciec pretensje mial do adwokata). Po drugie, sprawa jest za duza (4 zarzuty),
                po trzecie za pozno sie za to wzial (akt oskarzenia rok temu, obudzil sie 3 dni
                przed rozprawa). Po czwarte na odleglosc takich rzeczy sie nie robi (dzieli nas
                500 km). Po piate, moj maz musi wyciagnac moja mame z klopotow, a te interesy sa
                sprzeczne. Zeby pomoc mamie, musimy dobrac sie do ojca (w aspektach
                cywilistycznych).

                Kazalam zlozyc wniosek o adwokata z urzedu, sad wniosek odrzucil mimo niskich
                zarobkow (800 zl), bo ojciec pracuje grubo ponizej kwalifikacji.
                • magdalaena1977 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 19:34
                  izazdo napisała:

                  > ojciec chcial, zeby moj maz go bronil (kilka dni temu zdal egz
                  > adwokacki), ale to niemozliwe z kilku przyczyn (...)
                  Doradzę Ci jako prawnik - nie jest dobrze mieszać kwestie porad prawnych i
                  reprezentacji w sądzie ze stosunkami rodzinnymi. Jeśli sprawa jest bardziej
                  skomplikowana niż wniosek o stwierdzenie nabycia spadku przez jedyne dziecko wink
                  dobrze jest skorzystać z pomocy kogoś, kto nie jest w sprawę zaangażowany
                  emocjonalnie. Ja już czytam Twój opis sytuacji i widzę, jak bardzo jest
                  emocjonalny, niewiele faktów da się z niego wyciągnąć, jak niektóre rzeczy są
                  ze sobą sprzeczne itp. Idźcie do innego prawnika (np. kogoś z kolegów męża) i
                  sprawdźcie czy po obejrzeniu papierów zgodzi się z Waszą oceną sytuacji.

                  Z drugiej strony problem Twojego ojca wygląda raczej na psychologiczny a kwestie
                  prawno karne mają długotrwałe znaczenie. Może to faktycznie jest okazja do
                  odwiedzenia psychiatry ? specjalisty od uzależnień ? ubezwłasnowolnienia
                  (przynajmniej częściowego) ojca ?
        • samboraga Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:53
          >Napisała z pozycji dziecka tego pana, sam to ujęła w odpowiedzi

          Wiesiu, forumowa historia Izazdo jest trochę dłuższa niż ten, właśnie rozpoczęty
          wątek.
          Dlatego mamy (osoby przed mną i ja też) wątpliwości.
          Poprzedni wątek również rozpoczął się rzewną historią, autorka opisywała jak
          jest mocno targana emocjami (w związku ze wstrząsającą historią znajomej), aby
          po kilkunastu postach beznamiętnie przejść do rozważań o wszelkich możliwych
          wariantach tamtej (i p[odobnych) sytuacji, rozważąń pisanych bez chęci rozmowy,
          a jedynie dla podgrzewania atmosfery wątku - autorka co chwila wypowiadała się z
          innego punktu widzenia, nie zajmowała żadnego stanowiska. O emocjach, 'bliskiej
          przyjaciółce' (już nie pamiętam czy też chodziło o rodzinę, czy znajomą) już nie
          było mowy.
          W internecie czujemy się anonimowi, schowani za nickami.
          Na naszym forum staramy się trzymać zasady podawanej w mailu wprowadzającym
          nowych członków forum do społeczności - że 'za każdym nickiem kryje się
          człowiek'. A jeśli tak - to wymagamy pewnych standardów rozmowy na forum.
          • izazdo Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 20:33
            > Wiesiu, forumowa historia Izazdo jest trochę dłuższa niż ten, właśnie rozpoczęt
            > y
            > wątek.


            a forumowa historia izazdo na forach gazety jeszcze dłuższa niż na tym forum.
            Sprawdź sobie, czy choć raz trollowałam (poza watkiem o in vitro, uznanym przez
            was za trolling). W wątku o in vitro wystarczająco chyba wyjaśniłam, dlaczego
            dzielę włos na czworo i nie zamierzam się powtarzać, tym bardziej, że tamta
            kwestia jest już dla mnie zakończona.


            > W internecie czujemy się anonimowi, schowani za nickami.

            I dlatego bezkarnie możecie walić kamieniami w osobę, która podpadła wam tylko
            tym, że czuła się nieprzekonana waszymi argumentami w tej jednej, jedynej kwestii?

            Znikam z forum. Przepraszam, że ośmieliłam się zakłócić spokój waszego
            Towarzystwa Wzajemnej Adoracji moimi problemami.
            • nati1011 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 21:24
              1. Forum - żadne - to nie miejsce na roztrząsanie spraw tak
              prywatnych - pamietaj, ze piszesz nie tylko o sobie, ale i rodzinie,
              a z kilku twoich opisów wyłania się już opis bardzo szczegółowy. I
              jeżeli napisałaś prawdę, to nie miałabym problemów ze
              zidentywfikowaniem cie w swoim otoczeniu.

              2. W twoich wątkach nie odnajduję pytań. Ty szukasz potwierdzenia
              swojej - z góry postawionej - tezy.

              Pewnie nie skorzystasz z mojej rady, ale nie tylko twój ojciec ma
              problem. Także ty go masz. I nie pomozesz nikomu, dopóki nie
              rozwiążesz swojego problemu.
            • samboraga Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 22:55
              Internet ma niewątpliwie tę zaletę, że można zawiesić kontakt w dowolnym
              momencie, nie troszcząc się specjalnie ani o to co się mówiło (pisało), ani o to
              co się za sobą zostawia.
              Można na przykład nawrzucać rozmówcy.
              I sobie pójść.

              >podpadła wam tylko
              >czuła się nieprzekonana waszymi argumentami w tej jednej, jedynej >kwestii?

              A to chyba inaczej patrzymy na rozmowę.
              Moim zdaniem rozmowa nie jest walką - 'albo przekonam, albo zostanę przekonana'.
              Owszem, zapędy takie mogą być, ale to nie meritum rozmowy. Dlatego, nie chodziło
              (i nie chodzi) o to, czy Cię przekonam(y) czy nie. Każdy ma prawo pozostać przy
              swoim zdaniu.
              Jedno tylko ALE - jakie Ty masz zdanie?... Bo się nie zorientowałam... A
              poważnie - sęk w tym właśnie, że oczekujemy od Ciebie rozmawiania, wymiany,
              kontaktu. A nie ustawiania rozmowy, rozmówców, nie pisania z punktu obserwatora.
              Chcemy rozmawiać z Tobą. Nie z problemami jakie masz albo jakie przychodzą Ci do
              głowy.
            • sulla Co się stało? 26.11.09, 23:44
              Słuchajcie, co się tu stało?

              Temat in vitro rzeczywiście jest kontrowersyjny i ciężko się o nim rozmawia
              (choć pamiętam równie ciężkie dyskusje np. o żłobkach), ale tu zdaje się izazdo
              poprosiła o pomoc w konkretnej własnej sprawie. I rzeczywiście to jest bardzo
              trudne i może nie do roztrząsania na forum, ale jednak jakoś nie wydaje mi się,
              ze jest podstawa do oskarżania izazdo o trolling. Nawet, jeśli w czyjejś ocenie
              jej posty są zbyt emocjonalne. Coś mnie tu jakoś martwi sad
              • magdalaena1977 Re: Co się stało? 27.11.09, 00:06
                sulla napisała:

                > izazdo poprosiła o pomoc w konkretnej własnej sprawie.

                Nasze podejrzenia wzięły się stąd, że:
                - izazdo początkowo nie napisała, że problem dotyczy jej i jej ojca, tylko
                sformułowała go jak pytanie w ankiecie,
                - opis sytuacji przedstawiony przez izazdo jest niespójny i niezrozumiały (o co
                ojciec jest oskarżony ? na czym ma polegać pomoc dzieci ? co w tym robi matka ?)
                Rozumiem, że nie wszystkie szczegóły chcemy opisywać na publicznym forum, ale
                jeśli zwracamy się do forumowiczów o radę (a nie o modlitwę), to jednak
                podstawowe fakty trzeba przedstawić.
              • isma Re: Co się stało? 27.11.09, 00:14
                Nie, to nie chodzi chyba o trolling sensu stricto. Zreszta o trollingu napisala
                Iza, a nie ktos z dyskutantow.

                Chodzi o to, ze w realu zazwyczaj bywa tak, ze czlowiek raz ma problem - a raz
                komus rozwiazac problem pomoze. Albo bodaj sie za niego pomodli. Raz szuka, a
                raz sie czyms z innym podzieli. Czasem bierze, a czasem daje.
                Rzeczywiscie jest tak, ze nam dosyc zalezy na tym, zeby te forumowe relacje byly
                podobne do wiezi w realu, zeby ludzie byli wzajemnie dla siebie osobami, a nie
                tylko nickami produkujacymi ciagli literek (choc oczywiscie w sieci to nie jest
                do konca mozliwe).
                Jakos sie to samo przez lata tak ulozylo.

                No i w tym kontekscie czasem pewna nieufnosc wzbudza, jak ktos traktuje forum,
                powiedzmy, utylitarnie, na przyklad wylacznie jako miejsce do wieszania
                (skadinad slusznych i zbawiennych, a dotyczacych zdarzen autentycznyc) ogloszen.
                Albo jako miejsce sondowania cudzych opinii (na temat zdarzen skadinad
                autentycznych). To nie jest kwestia kontrowersyjnosci tematu, ani niedowierzania
                w opisywane kulisy sprawy.
                • sulla Re: Co się stało? 27.11.09, 09:17
                  To jest dla mnie jasne, tylko chyba nastąpił jakiś problem z komunikacją, bo o
                  ile dobrze rozumiem jej post, to izazdo poczuła się chyba niemile widziana.
                  Jakoś przykro mi się zrobiło po prostu po przeczytaniu jej ostatniego posta w
                  tym wątku.
          • mamalgosia Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 11:59
            samboraga napisała:


            autorka co chwila wypowiadała się
            > z
            > innego punktu widzenia, nie zajmowała żadnego stanowiska.

            Ja mam tak samo. Właśnie wtedy gdy nie potrafie znaleźć dobrego
            stanowiska, gdy nie wiem co myśleć i gdy mam wątpliwości - wtedy
            właśnie pytam.
    • 11.jula Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:09
      Mnie kiedyś na terapii powiedzieli, że własnie trzeba pozwolić na
      to, aby ktoś poniósł konsekwencje swojego zachowania, zwłaszcza
      jeśli dotychczas tego nie robił. Choćby to był ojciec czy matka. U
      mnie jest problem alkoholowy, ale tu wyraźnie jest mowa, ma ponosić
      konsekwencje swoich czynów, tzn. zamknąć przed nim lodówkę na klucz,
      nie załatwiać żadnych spraw, nawet wyrzucić na bruk. Wszystko po to,
      aby otrzeźwiał i zastanowił się nad tym co robi i co ma do
      stracenia. Ja wiem, że tu występuje moralny konflikt sumienia, jest
      to trudne, ale to robi się z miłości, aby bliską ci osobę tak
      naprawdę uratować.
      Bo jesli znów go ochronisz, pomożesz, w pewien sposób, choćby przez
      znalezienie prawnika, weźmiesz na siebie część konsekwencji jego
      zachowań, to on nie będzie miał podstaw, aby się zmienić. Bo skoro
      mu pomagasz, chronisz, to znaczy, że akceptujesz to co robi.
      • wiesia140 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:15
        dokładnie u mnie w szkole medycznej mówili dopóki nie upadnie , nie uderzy się
        o dno nie zrozumie , ze ma problem, z oszustwem tez tak jest .
      • izazdo Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:42
        jula,

        dziekuje, ze podsunelas mi pewien trop. Moze powinnam poszukac pomocy
        specjalisty od uzaleznien. Ojciec jest uzalezniony od inwestowania (pieniadze
        dzieli na zainwestowane i zmarnotrawione,. brak kategorii: sluszne wydatki
        rodziny). Inwestycje oczywiscie nietrafione, przepuscil juz wszystko, co dostal
        od dziadkow i co przez cale zycie zarobil.



        --

        jesteśmy małżeństwem!
        • wiesia140 Re: granica ponoszenia konsekwencji 26.11.09, 18:48
          ten brak kategorii to nie hazard tak tylko pytam , bo to się często nakłada.
    • atama Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 07:41
      To bardzo trudne. Nie wiem, jak sama zachowałabym się w takiej
      sytuacji.
      Starałabym się jednak działać w ramach zasady, że to nie dzieci są
      od wychowywania swoich rodziców.
    • mary_ann Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 08:48
      Zgadzam się z przedmówczyniami, że zasadniczo powinien ponieść konsekwencje
      swoich działań (powiedzenie mu "Dobra, pomożemy Ci, ale to już naprawdę ostatni
      raz".... ech. nie bądźmy aż tak naiwnismile), natomiast nie znam i nie rozumiem
      sytuacji na tyle, by wiedzieć, czy dałoby się to zrobić tak, by tych
      konsekwencji nie ponieśli razem z nim w zbyt wielkim stopniu jego bliscy. Takie
      chore układy trwają zwykle głównie dzięki tego typu uwikłaniom interesów.

      Jedno jest za to dla mnie jasne - facet kwalifikuje się do leczenia, nie wiem,
      czy to tylko charakteropatia, czy jakaś kompulsja, ale na pewno bez pomocy
      fachowca się nie obejdzie.

      Co do izazdo się nie wypowiadam, nie śledziłam jej obecności na forum. Myślę
      tylko, ze zamiast wytaczać działa (w tak niedrastycznym wypadku) można po prostu
      przyjąć jedno z dwóch prostych rozwiązań: albo się wpisać merytorycznie, albo
      wątek najzwyczajniej zignorować. Miejsca na forum chyba jest dosyć?
      • samboraga Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 10:54
        albo się wpisać merytorycznie, albo
        > wątek najzwyczajniej zignorować. Miejsca na forum chyba jest dosyć?

        Rozumiem, że tak powinnam odpowiadać osobom, które przesyłają do moderacji swoje
        uwagi (piszę teraz ogólnie, nie o wątkach Izazdo - tu wątpliwośći uczestnicy
        wyrazili wprost) nt. poziomu dyskusji na forum, odnoszenia się do siebie
        dyskutantów, tak?
        Bo to "tylko forum" (że tak skrótowo ujmę to co napisałaś).

        Zdarzyło się już w historii forum, że kilka osób pisało, że czują się źle
        traktowani przez konkretnego uczestnika (zastrzeżenia jakie mieli ludzie
        pokrywały się, więc raczej nie o zaburzenia komunikacji chodziło...).
        Do tego stopnia, że kilka osób przestało pisać właśnie ze względu na konkretne
        osoby z forum.
        Nie obnosiły się z tym tak teatralnie jak Izazdo.
        Albo zniknęły po cichu (a o przyczynach dowiedziałam się później, np przy okazji
        wymiany życzeń świątecznych), albo napisały do moderacji, że nie czują się
        traktowane odpowiednio przez uczestnika i chcą odejść, bo nie mają już siły być
        manipulowane czy obrażane, choć żal im opuszczać forum. Do tej pory żal mi osób,
        które odeszły, pamiętam je.

        Czytam całe forum, od wielu lat, wątki nakładają sie, przenikają, pamiętam
        historie, to co ludzie piszą tworzy mi obraz ich osób, wiem z kim rozmawiam. Nie
        inaczej traktuję Izazdo - nie jest dla mnie tylko wpisem w wątku 'granica
        ponoszenia konsekwencji'. Jest dla mnie osobą, która ma już historię na forum. I
        którą na podstawie tej histroii odbieram jako osobę, która nie do końca traktuje
        forum jako miejsce rozmowy, wymiany. I wobec tego stosuję zasadę ograniczonego
        zaufania przy kolejnym, sensacyjnie wprowadzonym, wątku.

        I jeszcze jedna uwaga - jest mi trudno przyjąć zasadę 'to tylko forum'. Nawet
        historia samego forum pokazuje jak może zmieniać sie klimat na forum, zaufanie
        do siebie uczestników. Nawet w dyskusjach 'o słusznych sprawach, ze słusznymi
        argumentami'.
        • samboraga wpisy merytoryczne 27.11.09, 11:20
          Dodam jeszcze tylko, że w wątku o in vitro merytorycznych wpisów uczestników
          było aż nadto, bo potraktowaliśmy pytanie poważnie. I oczekiwałam (a i inne
          osoby sądząc po wpisach też) poważengo, merytorycznego potraktowania nas i
          naszych odpowiedzi przez autorkę. No i - merytorycznego potraktowania ze strony
          Izazdo się nie doczekałyśmy...
        • sulla Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 11:27
          Samborago, ja się nie chcę "wymandrzać", ale ja nie odebrałam tego wątku jako
          sensacyjnego. I w ogóle myślę, ze dyskutowanie publicznie o izazdo bez izazdo to
          jest kiepski pomysł (bo i dla mnie to nie jest "tylko forum"), więc może
          przenieśmy takie rozmowy na priv?
        • nati1011 Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 11:30
          Jak nie mam nic do powiedzenia, to przeważnie sie nie odzywam. Ale
          wątek izazdo nie pasuje mi na to konkretne forum. Ten konkretny
          wątek. Bo z punktu widzenia wiary i moralności sprawa jest
          oczywista - jeżeli człowiek jest w tej konkretnej sprawie niewinny
          to nie powinien iść do więzienia. I nie ma tu ŻADNEGO miejsca na
          dyskusję. Inną sprawą jest cała skomplikowana historia rozdziny. Ale
          to sprawa tym bardziej nie na forum. Po pierwsze nie mozna nic
          doradzić nie znając szczegółów i osób. Tych nie znamy i nie
          powinniśmy poznać - przynajmniej nie na forum. Z drugiej strony
          problem nie dotyczy 1 konkretnej sprawy - bo tu jeszcze można by się
          pokusić o konkretną radę, ale całej, długiej i skomplikowanej
          historii. Nie wiem co mogliby do niej wnieść zupełnie obcy ludzie.


          A co do stwierdzenia: to tyko forum. Tak, ale forum szczególne,
          gdzie udało sie zbudować atmosferę inną niż np na emama. I warto o
          ta atmosferę dbać. Czasem takze poprzez wyrażenie swoich
          wątpliwośći. Ja osobiście uważam, ze najlepiej robić to wprost, a
          nie za plecami osoby zainteresowanej.
          • mary_ann Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 17:54
            nati1011 napisała:


            >
            > A co do stwierdzenia: to tyko forum

            Dochodzi już nawet do polemik ze stwierdzeniami, które nigdy nie padły. No co
            się dzisiaj tutaj dzieje?smile
        • mary_ann Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 11:55
          samboraga napisała:

          > albo się wpisać merytorycznie, albo
          > > wątek najzwyczajniej zignorować. Miejsca na forum chyba jest dosyć?
          >
          > Rozumiem, że tak powinnam odpowiadać osobom, które przesyłają do moderacji swoj
          > e
          > uwagi (piszę teraz ogólnie, nie o wątkach Izazdo - tu wątpliwośći uczestnicy
          > wyrazili wprost) nt. poziomu dyskusji na forum, odnoszenia się do siebie
          > dyskutantów, tak?
          > Bo to "tylko forum" (że tak skrótowo ujmę to co napisałaś).

          Nie mam pojęcia, w jaki sposób moją wypowiedź można było podsumować jako głos
          "to tylko forum". Nie, nie uważam, że "to tylko forum", więc "wszystko tu
          wolno". Wydaje mi się to tak oczywiste, że czuję pewne zdziwienie, że muszę to
          najwyraźniej podkreślić.

          I nie, oczywiście, że NIE TAK powinnaś odpowiadać osobom, które skarżą się
          moderacji na złe traktowanie na forum, ale w tym przypadku rozmawiamy o
          wypowiedzi (chyba że czegoś nie wiem? Piszę tylko na podstawie tego wątku i
          Waszych tutaj uwag o innych wypowiedziach izazdo), która nikogo nie obraziła i
          chyba w żaden oczywisty, bezdyskusyjny sposób regulaminu forum nie naruszyła.
          Dla mnie to dwa, zupełnie różne przypadki.

          P.S. Regularnie na innych forach klikam na "Kosz" zgłaszając do skasowania
          wypowiedzi skrajnie wulgarne, rasistowskie czy w inny sposób obrażające
          współdyskutantów i inne osoby. Czasami skutkuje.
          • 11.jula Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 13:31
            Czasem bywa tak, że człowiek nie ma w realu nikogo, z kim mógłby
            porozmawiać, wyżalić się, zapytać o radę. Forum, to czy inne, jest
            wtedy jedynym oknem na świat, gdzie może wyrzucić z siebie swój ból,
            poprosić o radę, czy wsparcie. Jestesmy tu gronem przyjaciół
            (chyba???) i myślę, że izadodo przyszła tu do przyjaciół, bo ma
            kłopoty, nie wie, co robić, oczekiwała rady, wsparcia. Zakładanie z
            góry, że czyjś wątek jest prowokacyjny nie jest w porządku. Bo jeśli
            nawet jest, to co? Najwyżej poznamy swoje opinie na dany temat. A
            jeśli nie? Wiecie co czuje taki człowiek odtrącony przez wszystkich
            i w realu i w necie? Z jednej strony zarzuca się, że jest za mało
            informacji aby wydać opinię na temat, potem znów zarzuca się, że
            jest ich za dużo, na tyle, że można zidentyfikować osobe w
            rzeczywistości.
            Na innym forum poznałam dziewczynę, piszemy na gg, jest w strasznym
            stanie psychicznym. Ból wyrzuca z siebie jak karabin maszynowy, no i
            fakt nie ma w życiu za różowo. I właśnie postawiony jej został
            zarzut, że jej wpisy to prowokacja. Dziewczyna załamała się
            kompletnie. I po co to było??
            Czy tu na tym forum naprawdę nie ma miejsca na podzielenie się ze
            swym bólem, problemem. Przeciez nie wszystkie wątki dotyczą
            wychowania w wierze, dlaczego akurat ten tak razi?

            • mama_kasia Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 14:26
              Proponuję, abyśmy w tym wątku nie ciągnęli już dyskusji na temat
              konkretnych forumowiczów. Myślę, że wątek można zamknąć.
              Kto chciał, poradził.

              Możemy w nowym wątku zastanowić się ogólnie, czym jest forum,
              czym jest nasze forum. Jakie są nasze oczekiwania. Co można,
              czego się nie zaleca, jak budować relacje.
          • samboraga Re: granica ponoszenia konsekwencji 27.11.09, 20:20
            > Nie mam pojęcia, w jaki sposób moją wypowiedź można było podsumować jako głos
            > "to tylko forum". Nie, nie uważam, że "to tylko forum", więc "wszystko tu
            > wolno".

            Mary_Ann, dla mnie z kolei było oczywiste, że nie uznajesz wypowiedzi wulgarnych
            czy rasistowskich, czy też obrażania innych wypowiadanego wprost. Tyle, że - to
            rzadko ma miejsce na tym forum (wulgaryzmy czy rasizmy, bo niestety argumenty ad
            personam się zdarzają) i ja, podając różne sytuacje (te opisywane powyżej), nie
            o takich oczywistościach pisałam. Powtarzam - takie sytuacje prawie nie zdarzają
            się na forum, więc nawet mi nie przyszło do głowy, że 'wg Ciebie wulgaryzmu
            wolno'...
            A o 'obrażaniu innych' (ujmę skrótowo, ale chyba myślimy to samo) napiszę w
            wątku 'forum'.
            (jeśli znów coś źle zrozumiałam/zinterpretowałam to proszę napisz mi
            łopatologiczniesmile
    • izazdo mary_ann, magdalaeno, julo, sullo, wiesiu 27.11.09, 18:41
      sprawdzcie gazetowego
      • wiesia140 Re: mary_ann, magdalaeno, julo, sullo, wiesiu 27.11.09, 20:29
        dostałam , ale muszę przemyśleć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja