duszyczki dzieci nienarodzonych

30.01.04, 21:51
Witam serdecznie i zwracam się do Was z ogromną prośbą i pytaniem zarazem. Co
prawda nie wiem czy na tym forum powinnam poruszyć mój problem ale jeśli nie
TU to gdzie ?
2,5 roku temu poroniłam i od tego czasu męczy mnie pytanie : co stało się z
duszyczką mojego nienarodzonego dzieciątka ? Czy mogę mieć nadzieję, że
pomimo tego iż moja kruszynka nie została ochrzczona jest jednak aniołkiem ?
Czy 12-tygodniowy płód (nie lubię tego słowa!) ma już duszę – wydaje mi się,
że tak, gdyż Kościół jednoznacznie wyraża się nt aborcji ; ponadto widziałam
moje maleństwo podczas badania USG : to była miniaturka człowieczka i nawet
ssał (ssała) paluszek ...
Może ktoś z Was natknął się na nurtujący mnie problem w jakiś katolickich
publikacjach, książkach itp. Albo poradzi mi gdzie mogę zadać moje
pytanie ... bo nie potrafię rozmawiac na ten temat patrząc komuś w oczu ...
tak jest dużo łatwiej .... pzdr agnieszka
    • audita Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 31.01.04, 17:26
      Nie wiem, czy moja odpowiedź jest miarodajna, bo nie konsultowałam jej z żadnym
      autorytetem... Ale kiedy byłam w ciąży z Małą, i bałam się - zwłaszcza przez
      pierwsze trzy miesiące - to pomyślałam sobie, że przecież kiedy ja przystępuję
      do komunii, to moje dziecko razem ze mną... ta sama krew płynie w niej i we
      mnie... Więc w ten sposób polecałam ją Bogu, i jestem pewna, że takie
      pragnienie matki Bóg bierze pod uwagę. Więc jestem pewna, jeśli Ty wierzysz i
      chcesz spotkać się ze swoim maleństwem w raju, to ono na pewno już tam na
      ciebie czeka. Przecież Bóg nie jest biurokratą, tylko Miłością smile
    • grrrrw Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 31.01.04, 20:03
      Przezyłam podobna historię. Moje dziecko umarło zanim zostało ochrzczone.
      Przekonanie, ze stało się aniołkiem pochodzi z pobozności ludowej. Kościół na
      ten temat nie wypowiada sie wiążaco. Istnieje teria (ale nie dogmat) o "limbus
      pueorum" - stanie oczekiwania na powtórne przyjscie Chrystusa.
      Skoro dziecko było nieochrzczone, nie odnosi się do jego osoby wiara w
      świetych obcowanie, niestety.
    • sion2 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 01.02.04, 13:04
      Jestem teologiem z wykształcenia.
      1. Dzieci nienarodzone MAJĄ duszę.
      2. WSZYSTKIE dzieci nienarodzone są zbawione, dlatego, że nie maja żadnej winy
      w tym, że nie zostały ochrzczone. Zostają ochrzczone tzw. "pragnieniem
      Kościoła" kt chce aby wszyscy zostali zbawieni. Kościół juz dawno to
      wypracował w teologii! jak dawno?
      W pierwszych wiekach chrześcijaństwa był taki problem: w czasie przesladowań
      często ginęli na torturach ludzie dopiero PRZYGOTOWUJĄCY SIĘ do chrztu. No i
      dylemat: nie zostali ochrzczeni a przeciez oddali życie z a Chrystusa to jak
      moga nie byc zbawieni??? Nazywa sie to teraz w teologii: Chrzest krwi. I
      podobnie jest z dziećmi nienarodzonymi!!
      Każda matka, kt jest w tak dramatycznej sytuacji, że wie iż dziecko kt nosi
      umrze przed narodzinami MOŻE OCHRZCIĆ JE modląc się za nie w Kościele i
      prosząc o to Boga. Bóg je ochrzci ze względu na pragnienie matki!

      Sion
      • meelka Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 21.02.04, 02:44
        Owszem, mają ale jak podają rózne żródła od 12 tygodnia lub też od momentu
        poczucia przez matkę pierwszych ruchów czyli jeszcze póżniej.
        To na podstawie najwiekszych autorytetów KK Św. Tomasza i Św. Augustyna.
        Więc pisz precyzyjnie i nie uogólnij , teologu...
        A wiele zależy tez od naszej wyobrażni i wrażliwości moralnej...
        Modlitwa nigdy jednak nie zaszkodzi...........................................
        • sion2 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 21.02.04, 10:40
          Św. Tomasz i św. Augstyn są "tylko" jednymi z najwazniejszych teologów KK, a
          nie jego największymi autorytetami.
          Ich wiedza na temat rozwoju dziecka poczetego była taka jak innych ludzi w
          czasach kiedy żyli. Dziecko w łonie matki porusza się DŁUGO przed tym zanim
          matka jest zdolna odczuć jego ruchy, porusza się bodajże od 8 tyg. zycia.

          Dusza człowieka jest stwarzana przez Boga, a nie jest "produktem" rodziców tak
          jak jego ciało. Dlatego rozwój fizyczny ciała nie ma nic wspólnego z
          obdarowaniem duszą. Odsyłam do Katechizmu KK nr.364, 366, 367 (jeżeli jesteś
          katoliczką, bo nawracać nikogo nie mam ochoty).

    • justyna1212 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 03.02.04, 15:37
      Wierzę w to, że moje dziecko (odeszło w 12.tyg.ciąży) jest aniołkiem, przecież
      to człowiek, dziecko, wierzę, że ma duszę, że ta maleńka duszyczka patrzy na
      mnie z góry... Bardzo pokochałam to dziecko, wierzę, że jest mu dobrze.
      • danwik Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 03.02.04, 20:14
        Justynko ja też w TO wierzę i nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że Bóg mógłby
        takie maleńkie kruszynki nie pokochać ... tak jak i my je kochamy. pzdr
        cieplutko. agnieszka
        • mader1 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 03.02.04, 22:43
          Moj 12 tygodniowy dzidzius tez z NIM jest... mam pewna mysl, ale teraz
          nie moge napisac... wroce tu
    • aniao3 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 18.02.04, 01:54
      Dziekuje za wazny temat.
      Sion - mam wielka prosbe: czy moglbys na forum poronienie napisac krotko jakie
      jest stanowisko KK wobec chrztu nienarodzonych dzieci, ich duszy, bo wiele z
      nas ma taki problem i mysle ze to co tu napisales pomogloby wielu mamom.
      anka
      • sion2 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 18.02.04, 12:30
        Dziękuję za te słowa, bo taki przykry temat, że myslałam ,że nie mam prawa
        pisać suchych treści teologicznych....
        Napiszę na forum poronienie jutro, bo dziś mam za mało czasu. postaram sie
        znaleźć trochę materiału.
        Pozdrawiam wszystkich
      • isma Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 18.02.04, 13:08
        Z Katechizmu Kosciola Katolickiego:

        1261 Jeśli chodzi o dzieci zmarłe bez chrztu, Kościół może tylko polecać je
        miłosierdziu Bożemu, jak czyni to podczas przeznaczonego dla nich obrzędu
        pogrzebu. Istotnie, wielkie miłosierdzie Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie
        zostali zbawieni 52 , i miłość Jezusa do dzieci, która kazała Mu
        powiedzieć: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im"
        (Mk 10,14), pozwalają nam mieć nadzieję, że istnieje jakaś droga zbawienia dla
        dzieci zmarłych bez chrztu. Tym bardziej naglące jest wezwanie Kościoła, by nie
        przeszkadzać małym dzieciom przyjść do Chrystusa przez dar chrztu świętego.
        • piotrsko Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 18.02.04, 13:39
          Dzięki isma za ten cytat z Katechizmu. Chciałem go przytoczyć ale nie
          dysponowałem tekstem. Do tego można dodać także to co napisał papież w
          encyklice "Ewangelium vitae". Jest tam zdanie, w którym stwierdza, że matki
          które dokonały aborcji mogą prosić w modlitwie swoje zmarłe dzieci o
          wybaczenie. To znaczy, że papież nie wątpi w ich zbawienie. Wiem, że to dotyczy
          wprost dzieci wobec których dokonano aborcji, ale są to przecież dzieci, które
          zmarły bez sakramentu chrztu św. i z tego można wnosić, że Kosciół ufa rónież w
          zbawienie dzieci zmarłych w następstwie poronienia, albo już po urodzeniu ale
          przed udzieleniem im chrztu.
          Może to nie najlepsze porównanie ale skoro Jezus przebacza z krzyża tzw.
          dobremu łotrowi ( na pewno nie był ochrzczony, a na sumieniu miał - w
          odróżnieniu od tych dzieci, o których piszemy - niejedno )to dlaczego wątpić w
          miłosierdzie Boga wobec tych którzy nie zdołali świadomie popełnić żadnego
          grzechu.
          W końcu przypomina mi sie też, ze Kościół czci jako świętych tzw. młodzianków -
          tj. dzieci zabite z polecenia Heroda, który chciał zgładzić nowonarodzonego
          Jezusa.
          Piotr.
    • piotrsko Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 18.02.04, 09:38
      O dzieciach, które zmarły przed narodzeniem albo przed udzieleniem im chrztu
      pisze też Katechizm Kościoła Katolickiego. Niestety nie pamiętam dokładnie, w
      którym miejscu, ale można skorzystac ze skorowidza, który jest na końcu
      katechizmu i znaleźć.
      Kosciół mówi tam mniej więcej to, że Chrystus umarł również za te dzieci.
      Jest prawdą co napisał "Sion", że w Kościele pierwotnym nie traktowano chrztu
      jako czegoś magicznego. Akta męczeńskie św. Perpetuy i Felicyty, które zginęły
      podczas prześladowań na początku III w. po Chrystusie opowiadają, ze Perpetua
      była chrześcijanką ( tzn. była już ochrzczona ), a Perpetua jeszcze nie ( była
      dopiero katehumenką ). Kiedy zostały aresztowane nikt nie spieszył sie żeby
      ochrzcić Felicytę. Kościół widział we chrzcie pieczęć ( potwierdzenie ), że
      dana osoba swoją wiarę udowodniła uczynkami. Jeśli katechumen umierał bez
      chrztu uważano, że wiara którą wyznał oddajac życie za Chrystusa daje mu
      zbawienie. Skoro oddał życie za wiarę to znaczy, że miał w sobie Ducha
      Chrystusowego. A to wystarczy aby się zbawić. Mówiono wtedy o chrzcie
      pragnienia albo o chrzcie krwi.
      W końcu Felicyta umarła bez sakramentu chrztu ale Kosciół uznaje ją za świętą i
      obchodzi wspomnienie jej śmierci w marcu każdego roku ( zob. kalendarz
      liturgiczny ).
      Oczywiście dziecko, które umiera przed chrztem jest zbyt małe aby miało wiarę
      czy pragnienie chrztu. Stąd wystarczy wiara i pragnienie matki. Także małe
      dziecko, któremu udzielany jest chrzest nie ma jeszcze wiary. Kosciół udziela
      mu jednak chrztu w oparciu o wiarę rodziców, którzy zobowiązują się, ze mu ją
      przekażą.
      Dlatego sw. Paweł pisze w 1 liście do Koryntian o praktyce "chrztu za
      umarłych".
      W końcu gdy nie ma wiary rodziców zawsze pozostaje miłosierdzie i dobroć Boga.
      W końcu to Chrystus jest tym który zbawia.

      Tym którzy cierpią życzę pokoju. Piotr.
      • malomi Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 19.02.04, 22:35
        Chciałabym o coś zapytać. Męczy mnie to od dawna. Chciałam porozmawiać z
        księdzem który był w szpitalu gdzie leżałam, ale nie mogłam się zebrać na
        odwagę.
        U mojej dzidzi w 14 tygodniu wykryto poważne wady rozwojowe, nazywa się to
        pentalogia Cantrella, całkowite wytrzewienie wszystkich organów wewnętrznych,
        czyli nie zrośniecie się brzuszka i klatki piersiowej. Lekarze nie dali mi
        żadnych nadziei i powiedzieli że jedynym wyjściem jest przerwanie ciąży. Bardzo
        to wszystko przeżyłam, cała historia zakończyła się krowotkiem, mało nie
        umarłam. Jak na takie sytuacje zapatruje się Kościół? Czy nie daje żadnych
        sznas takim matkom jak ja, które nie dość że przeżywają najgorsze tragedie w
        życiu to jeszcze zostają potępione? Bardzo mnie to męczy. Proszę o pomoc.
        • isma Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 20.02.04, 09:19
          Malomi,
          nie jestes potepiona, skad Ci to przyszlo, kochana, do glowy? Jesli
          zgrzeszylas, decydujac sie na aborcje (mowie, jesli, bo nikt z nas nie ma prawa
          Cie osadzac), to Bog w Sakramencie Pokuty ten grzech Ci wybaczy, jesli bedziesz
          za niego zalowac. Milosierdzie Boze dalje nam zawsze szanse, zawsze, jesli
          tylko tego goraco pragniemy.
          Pomysl natomiast, prosze - to juz rada "techniczna" - o dobrym, cierpliwym,
          madrym spowiedniku. Moze bedzie potrzebne kilka spotkan na gruncie zwyklej
          rozmowy, zebys byla gotowa do spowiedzi.
          Napisz na priv, jesli masz ochote.
        • sion2 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 20.02.04, 17:49
          Kochana!
          Nie jesteś potępiona, bo Kościół NIKOGO nie potepia tylko najwyżej jego czyny.
          Nie mogę ci powiedzieć dokładnie co do twojego przypadku, bo nie jestem
          księdzem, chociaz mam wykształcenie teologiczne. Nikt nie ma prawa kwestionowac
          twojego cierpienia i nawet jeżeli zrobi to jakis ksiądz, to nie znaczy, że to
          jest postawa Kościoła!
          Prawie nikt tego nie wie, ale jest jeden przypadek kiedy Kościół Katolicki
          ZEZWALA (tak!) na aborcję: kiedy jest ciąża pozamaciczna i na 100 % wiadomo, że
          jeżeli nie uśmierci się dziecka to nie przezyje ani ono ani kobieta. W takim
          przypadku Kościół zezwala na to, aby zabić jedno życie zamiast powodować smierć
          obydwu osób.
          Co do twojego przypadku - mogę spróbować się dowiedzieć. Ale raczej jest tak,
          że dopóki to dziecko żyło w Tobie i nie było zagrożeniem dla twojego zycia to
          nie powinnaś godzić się na zabieg. Ale nie bój się, że jesteś jakś potępiona!
          To na pewno nie był taki sam grzech jak aborcja "bo mi się nie chce dziecka, bo
          bedzie miało skośne oczka" ! Każdy przypadek jest idywidualny i też Ci radzę
          poszukać dobrego spowiednika (jeżeli jesteś z Warszwy lub bliskich okolic to
          mogłabym Ci kogoś polecić).

          Bóg Cię kocha i Twoje dziecko jest z Nim!

          Kasia.
          • grrrrw Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 20.02.04, 19:08
            Tak, ale nie nazywa sie to zabiciem dziecka, ale ewakuacja z miejsca, gdzie
            grozi mu niechybnie smierć. To tak jakby ktoś z łodzi tonącej musiał ratować
            dwie osoby, a srodki techniczne pozwalają uratowac tylko jedną, a chciał
            przecież obie, nikomu śmierci nie zyczył.Ratujesz tę, którą sie da uratować, bo
            inaczej zgina obie.

            A co powiedizałabyś, gdyby (podobno zdarza sie to w muzułmańskich krajach)
            dziewczyna zaszła w ciąże (bez wzgledu na to w jakich okolicznościach) i wie ,
            ze jej rodzina NA PEWNO uzna urodzenie dziecka za taka hańbę, ze NA PEWNO ją
            zabije ?
            • sion2 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 20.02.04, 19:56
              Zgadzam się z Tobą grrrw, że to jest nie celowe zabijanied ziecka tylko własnie
              ratowanie jednej osoby, bo nie ma mozliwości uratowania dwóch. Dobry jest ten
              przykład z łodzią - uzyłam słowa "aboracja" bo tak sie potocznie mówi, ale
              rzeczywiście to nie o to chodzi w tym zabiegu. po prostu nie mozna zezwolić na
              śmierć dwóch osób, kiedy jedną moznaby uratować.

              Co tego przypadku z islamu, to nie wiem jak odpowiedzieć, bo nie wiem czy
              chodzi Ci o to, że ta dziewczyna jest muzułmanką i ma taki dylemat (to co nam
              do tego?) czy też jest to chrześcijanka, ale wtedy nie wyobrażam sobie,ze jej
              rodzina chce ją zabić. Poza tym dopóki dziecko się urodzi to nic nie wiadomo na
              pewno! to sa tak indywidualne dramaty, że nie ma co ich roztrząsać.

              Ja osobiście uważam, ze jeżeli coś jest złe np. zabicie dziecka nienarodzonego
              i słysze takie argumenty (tu już nie odpowiadam na Twój post) , że przecież i
              tak jest podziemie aborcyjne to ręce mi opadają. Bo to tak, jakby dążyc do
              zalegalizowania korupcji, bo przecież i tak duża grupa ludzi bierze łapówki,
              albo przestać karać za kradzież i NIE WYCHOWYWAĆ MŁODZIEŻY w świadomości, że
              kradzież jest czymś złym, bo przcecież i tak w naszym kraju jest dużo złodziei.
              Dla mnie najwazniejsze jest to: MOJE PRAWA KONCZĄ SIĘ TAM, GDZIE ZACZYNAJĄ SIĘ
              PRAWA DRUGIEGO CZŁOWIEKA.
              Dlatego kradziez zawsze będzie zła, chociazby wszyscy kradli, a aborcja bedzie
              pozbawieniem zycia dziecka, które ma prawo żyć, chociażby wszyscy zagłosowali
              inaczej.

              Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Kasia.
          • grrrrw Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 20.02.04, 19:09
            Dziecka nikt nie zabił, zostało ewakuowane i zmarło samo.
          • malomi Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 20.02.04, 22:14
            Czytając to co piszecie, czuję się tak jakbym zabiła własne dziecko, myślałam
            że tu znajdę rozwiązanie swoich dylematów, a czuję się teraz jeszcze gorzej.
            Dziecko które nosiłam nie miało żadnych szans na przeżycie, to tak jakby
            człowiekowi powyrywać z zewnątrz wszystkie narządy i kazać żyć dalej.
            Rozwijając się we mnie byłoby dla mnie zagrożeniem, a w pewnym momencie
            obumarłoby.To okropne że robiąc coś co jest najstraszniejszą w życiu tragedią
            dla matki, czego nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, popełniasz
            grzech i żyjesz do końca życia z wyrzutami sumienia mimo że to co zrobiłeś było
            konieczne.Jak okropnie brzmi słowo aborcja. Mówiąc aborcja, matkę określa się
            mianem zabójczyni. W szpitalu to nazywa się poronienie indukowane.Zresztą
            nikomu nie życze żeby znalazł się w takiej sytuacji kiedy nie ma się żadnego
            wyboru, bo niezależnie od tego co się zrobi, zawsze będzie źle.
    • philosophus Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 20.02.04, 18:21
      "Człowiek jest podobny do tchnienia wiatru, dni jego jak cień mijają". Biblia
      podejmuje zagadnienie śmierci, która przychodzi do każdego. Śmierć pozostaje
      nadal czymś złym, czymś, co wzbudza trwogę w naszych umysłach.
      W całej Biblii widoczny jest bliski związek pomiędzy śmiercią a grzechem.
      Śmierć jest częścią kary, która spadła na Adama po jego nieposłuszeństwie.
      Paweł uważa śmierć za nieuniknioną konsekwencję obecności grzechu na świecie.
      Bóg bowiem jest święty, i nie może tolerować grzechu. Jeśli umieramy w stanie
      niewybaczonego grzechu, nasza śmierć jest nie tylko cielesna, lecz także
      duchowa. Jest to oddzielenie od Boga. Nowy Testament często mówi o nie-
      chrześcijanach, że są fizycznie żywi, ale "duchowo martwi przez
      nieposłuszeństwo i grzechy".
      Kiedy Jezus umarł na krzyżu, wziął na siebie końcowe konsekwencje grzechu. Jego
      zmartwychwstanie pokazało, że pokonał śmierć. Zatem, mimo iż naszym ludzkim
      losem jest umrzeć, przez wiarę w Chrystusa możemy posiąść "życie wieczne".
      Chrześcijanin jest już wyniesiony ponad śmierć duchową ku nowemu życiu i
      oczekuje końca czasu, kiedy fizyczna śmierć, "ostatni wróg", zostanie pokonana.

      W Biblii słowo "ciało" jest często używane na oznaczenie całej osoby. Można
      zatem zdanie: "Dajcie ciała swoje na żywą ofiarę" przetłumaczyć jako: "Dajcie
      siebie (...)". Nowy Testament mówi o "ciałach po zmartwychwstaniu", nowej
      postaci, jaką przybierzemy, kiedy Bóg wskrzesi nas z martwych. Oznacza to
      pełne, ciągłe życie całej osoby, a nie tylko egzystencję ducha uwolnionego od
      powłoki cielesnej.
      Paweł używa idei ciała którego części mają różne funkcje - jako alegorii
      Kościoła. Chrześcijanie są niczym poszczególne części stanowiące ciało. Każdy w
      Kościele ma inną rolę do odegrania, działając pod kierownictwem Jezusa. Nowy
      Testament przywiązuje do ciała fizycznego wielką wagę. Ciało jest świątynią
      Ducha Świętego, i naszych ciał mamy używać dla chwały Bożej.

      Słowo to często używane jest w Biblii na określenie ludzi jako istot
      fizycznych - "śmiertelne ciało". W tym znaczeniu może być ono użyte do
      pokazania słabości człowieka, który jest "tylko człowiekiem" wobec potęgi Boga.
      Uczniowie Jezusa posnęli w ogrodzie Getsemani, mimo iż kazał im czuwać i modlić
      się. "Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe".
      Paweł użył słowa "ciało" (w niektórych nowych tłumaczeniach: "natura niższa"
      albo "natura ludzka") dla określenia życia nie-chrześcijan, w których życiu
      panuje grzech. Chrześcijanin jest zaś zarówno "w ciele" jak i "w Duchu". Toczy
      się w nim walka pomiędzy wrodzoną skłonnością do grzechu a obecnością w jego
      życiu Bożego Ducha, który działając w nim, upodabnia go do Chrystusa. Musi on
      zwalczyć grzeszne pragnienia, które są częścią jego grzesznej natury i pozwolić
      wyrosnąć "owocom" Ducha.

      Biblia postrzega istotę ludzką jako jedność. Nie mówi o nieśmiertelnej "duszy"
      zamkniętej w przemijającym, grzesznym ciele. To była grecka idea, choć przez
      stulecia wyznawało ją także wielu chrześcijan.
      Kiedy czytamy słowo "dusza" w Starym Testamencie, oznacza ono całą osobę. Kiedy
      psalmista mówi: "Chwal duszo moja Pana", nawołuje on, by odpowiedziała Bogu
      cala jego osoba.
      Nowy Testament używa słowa "dusza" podobnie. Jest to słowo, które pokazuje, że
      ludzie to nie tylko ciało i kości: mają oni umysł, wolę i osobowość. Jezus
      powiedział: "Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie
      mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle"

      Co więc stało się z duszą nienarodzonego? Skoro z ciałem związaną była i z nim
      obumarła jest tam gdzie wszyscy - w szeolu czeka na dzień sądu. Czy możemy
      przypuszczać, że zostanie zbawiona? Tak - skoro nie mogła usłyszeć ewangelii,
      nie mogła się nawrócić. Ci, którzy nie słyszeli sądzeni będą przez sąd ciała,
      czyli uczynków. Jeśli ktoś nie stąpał po ziemi jego uczynki są czystą kartą, a
      grzech pierworodny wziął Chrystus na krzyżu za nas wszystkich. Stąd wnioskować
      można, iż Bóg miłosierny daje odkupienie także nienarodzonym. Nie jest ważne,
      czy płód miał 12 tygodni, 30 tygodni czy też 4 godziny. Ważne jest to, że
      powstał z Woli Bożej i z Woli Bożej także odszedł.

      Lecz czy aby na pewno bez chrztu można zostać zbawionym? W czasach Nowego
      Testamentu ludzie byli "chrzczeni", kiedy zostawali chrześcijanami. Publicznie
      deklarowali swą nową wiarę, przechodząc prostą ceremonię "obmycia w wodzie".
      Paweł wyjaśnia, że było to symboliczne ukazanie, w jaki sposób chrześcijanin
      może uczestniczyć w śmierci Jezusa i powstać wraz z Nim do nowego życia.
      Oznaczało to całkowite zerwanie z przeszłością, usunięcie grzechu i początek
      nowego życia, do którego siły daje sam Jezus Chrystus.
      Kilka lat wcześniej Jan Chrzciciel zaczął przygotowywać ludzi na przyjście
      Jezusa. Mówił im, aby odwrócili się od grzechu i przyjęli chrzest. Wielu
      usłuchało i przyjęło chrzest w Jordanie. Ale w dniu Zesłania Ducha Świętego
      Piotr wyraźnie powiedział, że chrześcijański chrzest oznacza więcej niż tylko
      zmianę w sercu. "Nawróćcie się powiedział Piotr - i niech każdy z was ochrzci
      się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w
      darze Ducha Świętego". Mk 1,1-8, Mt 29,19-20; Dz 2,38-41; Rz 6,3-11

      Wniosek z tego taki: chrzest przez pokropienie, polanie lub nawet zanurzenie
      nie jest zbawieniem samym w sobie, które jak mówi Pismo w Ef 2,8i9: "ŁASKĄ
      zbawieni jesteście PRZEZ WIARĘ, i to nie z was - Boży to DAR JEST. NIE Z
      UCZYNKÓW aby się kto nie chlubił".

      Ph.
      • sion2 Re: duszyczki dzieci nienarodzonych 21.02.04, 10:45
        znalazłam trochę wypowiedzi nt, chrztu dzieci nienarodzonych:
        Św. Tomasz z Akwinu:

        "Dzieci znajdujące się w łonie matki jeszcze nie wyszły na światło dzienne
        tak, żeby prowadziły życie razem z innymi ludźmi. Toteż nie mogą podlegać
        działalności ludzkiej tak, żeby przez posługę ludzi otrzymały sakramenty do
        zbawienia. Mogą jednak podlegać działaniu Boga, u którego żyją, i na skutek
        jakiegoś przywileju mogą otrzymać uświęcenie łaski, co wystąpiło u tych,
        którzy zostali uświęceni w łonie matki". STh III, 68, 11, ad 1.

        "W dwojaki sposób można być bez sakramentu chrztu: po pierwsze [...]
        Po drugie, ponieważ się go rzeczywiście nie ma, ale się go chce mieć; np.
        człowiek, który pragnie być ochrzczonym, ale przed przyjęciem chrztu
        przypadkiem umiera. Takowy może bez rzeczywistego chrztu dostąpić zbawienia
        z powodu pragnienia chrztu, bo ono pochodzi z <wiary, która działa przez
        miłość>. Przez nią to Bóg wewnętrznie uświęca człowieka, jako że Jego potęga
        nie jest związana z widzialnymi sakramentami. [...]". STh III, 68, 2.

        Encyklopedia katolicka:
        "Ch. pragnienia, będący świadomym aktem osoby ludzkiej, w przypadku śmierci
        ludzi niezdolnych do podjęcia samodzielnej decyzji może być zastąpiony
        pragnieniem Kościoła, pośredniczącego w realizowaniu powszechnej woli
        zbawczej Boga, a tym samym pragnącego zbawienia wszystkich ludzi (votum
        Ecclesiae); dlatego też większość teologów uważa, że zbawienie dzieci
        zmarłych bez ch. wodą przed dojściem do używania rozumu dokonuje się na
        podstawie tego, iż Kościół, reprezentowany głównie przez rodziców dziecka,
        pragnie jego zbawienia; w tym pragnieniu mieści się również pragnienie ch.
        wodą [moje podkreślenie - PMS]. [...]".
        Alfons Skowronek, Chrzest. I. Teologia. C. Doktryna, EK III, 359 (cały
        fragment I. C. znajduje się w kolumnach 357-361; bibliografia do fragmentu
        I. C. 2. Konieczność w kol. 360; całość fragmentu I. C. 2. - na kol.
        359-360).

        Mam taką nieśmiałą nadzieję, że moje słowa może komuś pomogą, może choć trochę
        pocieszą w tak trudnym doświadczeniu jakim jest strata nienarodzonego dziecka.
        Jak na pewno zrozumiałyście z zacytowanych przeze mnie fragmentów widać, że
        mamy prawo sądzić że dzieci zmarłe przed narodzeniem są zbawione (że mają duszę
        to jest pewne – od momentu poczęcia, dlatego kościół jest przeciwko aborcji).


        Od wielu lat teolodzy rozmawiają i dyskutują na temat tzw. „chrztu
        pragnienia”. Ma on miejsce m.in. wtedy, gdy umiera dziecko bez chrztu, ale jego
        rodzice są wierzący i gdyby tylko mieli możliwość to ochrzciliby swoje dziecko.
        Te dzieci umierają bez chrztu bez swojej winy. Przecież gdy dziecko jest
        chrzczone, to także nie jest w stanie uczynić aktu wiary, ale jego rodzice
        ślubują wiarę za nie. Dlatego teolodzy uważają, że dzieci zmarłe np. w łonie
        matek, mogą być zbawione przez pragnienie chrztu dla dziecka wyrażone duchowo
        przez matkę.

        A co gdy matka tego chrztu nie zapragnęła? Mamy podstawy, aby wierzyć, że wtedy
        Bóg je zbawia na mocy pragnienia Kościoła, aby wszyscy ludzie byli zbawieni.

        Te nauki nie są dogmatem wiary, nie są jakimś pewnikiem, ale to nie znaczy że
        są wątpliwe!
        Po prostu Kościół jest b. b. ostrożny w dziedzinie doktryny chrześcijańskiej i
        często upływają setki (tak, tak) lat zanim coś, do czego doszli teolodzy
        zostanie ogłoszone dogmatem. Ja studiowałam dogmatykę pod kierunkiem o. Jacka
        Salija (on jest w teologii polskiej jak Religa w kardiologii) i bardzo dobrze
        pamiętam jego płomienne wykłady właśnie na ten temat. Kiedyś opowiedział z
        przejęciem, że miał chrzcić kilkumiesięczne dziecko, wszystko było gotowe i
        tydzień przed chrztem przyszła tragiczna wiadomość, dziecko udusiło się w
        łóżeczku. On nie miał wątpliwości czy Bóg przyjął je do nieba....

        Pozdrawiam.
Pełna wersja