Umieć wynieść z życia nieco radości :P

09.01.10, 14:24
Mają być dobre... szczere, koniecznie odpowiedzialne i najlepiej
obowiązkowe. Uczynne. A radosne ? Jak nauczyć je radości ? I czy
uważacie, że to jest potrzebne ?
Czy radość mogą przekazywać tylko radośni rodzice ?
Czy sami jesteście radośni ? I... co to znaczy ?

Modlitwa o radość

Panie Boże, dajesz nam tyle łask i wskazujesz nam drogę wiodącą do
szczęścia wiecznego. Tak wiele jest powodów do wdzięczności i
radości. Daj nam Panie radość serca, aby więcej było uśmiechu niż
smutku, więcej optymizmu w naszym życiu. Niech radość życia, bycia
Twoim dzieckiem, przepełnia nasze serca i promieniuje w otoczeniu.
Bo Ty jesteś naszym Ojcem, dobry Boże.

A Tomas Morus modli się tak smile

“Panie, daj mi dobre trawienie
I oczywiście, coś do trawienia.
Daj zdrowie memu ciału
I dobry humor żeby je utrzymać.
Daj mi zdrową duszę, Panie,
Abym miał zawsze przed oczyma to, co dobre i czyste
I żebym się nie oburzał w obliczu grzechu,
Ale żebym umiał mu zaradzić.
Daj mi duszę, która nie zna nudy
Pomruków, westchnień ni lamentów.
I nie pozwól, bym traktował zbyt poważnie
Tę rzecz w środku, która nazywa się "ja ".
Daj mi, Panie, poczucie humoru.
Spraw, abym umiał śmiać się z dowcipu
Abym umiał wynieść z życia nieco radości
I abym mógł ją dzielić z innymi”.


    • mama_kasia Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 09.01.10, 16:05
      To ja ostatnio, jak było tak dołująco i smutno, w końcu
      powiedziałam sobie: przecież jesteś dzieckiem Boga! Masz Króla
      za Ojca! smile)) - pokrzepiło mnie to smile
      • isma Radosc i nadzieja 09.01.10, 16:43
        A bo w ogole jest ostatnio dolujaco i smutno ;-(((.

        No, ale dosyc rozsadnie sw. Anzelm podchodzil do sprawy, jak sam mial depresje.
        To jest radosc nie tyle z tego, co jest, ile z Obietnicy. Ona nierozerwalnie
        jest zwiazana z nadzieja:

        Mój Boże i Panie, moja nadziejo i radości mojego serca, upewnij moją duszę, że
        jej radością jest to, co powiedziałeś przez Twojego Syna: „Proście, a
        otrzymacie, aby radość wasza była pełna”. Znalazłem bowiem pełną radość, nawet
        więcej niż pełną, bo serce, duch, dusza i cała moja istota są przepełnione tą
        radością, która przelewa się bez miary. To nie ona wejdzie do tych, którzy się
        rozradują, ale to raczej oni wejdą całkowicie w nią.

        Mów, Panie! Powiedz twemu słudze, w głębi jego serca, czy to, co odczuwam to ta
        radość, która pozwala zakosztować radości mojego pana (Mt 25,21). Ale ta radość,
        do której wejdą, jej „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce
        człowieka nie zdołało pojąć” (1 Kor 2,9)... Dlatego proszę, Boże, niech Cię
        poznam, niech Cię ukocham, abym mógł w Tobie się radować.

        A jeśli nie mogę tego osiągnąć całkowicie w tym życiu, to niech przynajmniej
        postępuję w tym poznaniu z dnia na dzień, aż nadejdzie czas pełnego poznania.
        Niech pogłębia się we mnie znajomość Ciebie na ziemi, i pełna stanie się tam w
        niebie. Niech wzrasta moja miłość ku Tobie, a tam osiągnie swą pełnię. Niech
        teraz moja radość będzie wielka w nadziei i całkowita w rzeczywistości
        niebieskiej. Panie, przez Syna Twego nakazujesz, abyśmy prosili, i obiecujesz,
        że otrzymamy, aby nasza radość była pełna... Niech rośnie mój głód tej radości,
        abym mógł w nią wejść.

        • wiesia140 Re: Radosc i nadzieja 09.01.10, 17:15
          U mnie to jest tak:
          to nie jest przylepiony uśmiech do twarzy, u mnie to musi być
          autentyczne, czyli : co w sercu to i na twarzy, przeważnie to wynika z
          trudności : im więcej ich jest tym więcej w sercu radości . Przewrotnie
          moje dzieci mnie tego uczą ( autyzm), one nie znają udawania : jak
          się cieszy to całym sobą ,jak się smuci też, wystarczy spojrzeć w ich
          oczy, żeby zarazić się ich radością. Kiedy się czuję źle ,kiedy ktoś
          mówi np: o aborcji, czuję wtedy ból tego dziecka i tej matki ,która
          niejednokrotnie tego nie chciała dobrowolnie, wtedy w tej chwili gdyby
          obok mnie pojawił się ten człowiek co ją zmuszał do tego, lub
          namawiał pogryzłabym go ( bo się czuję tak jak by ktoś wpakował mi nóż
          w serce i kręcił nim we wszystkie strony z wielką uciechą), nie wiem
          skąd to się bierze, ale chodzę wtedy cały dzień do tyłu i tylko
          dzieci dają mi radość , oprócz rozmowy z Bogiem.
    • ula27121 Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 09.01.10, 16:58
      Jestem radosna. Bardzo radosna. Nie wiem czy się tego nauczyłam, po prostu ja
      nie mam powodów do smutku. Jak się smucę to mam świadomość, że to dla równowagi
      , że problemu tak naprawdę nie ma ale człowiek czasem zmęczony, musi odreagować.
      Jestem bardzo radosna, czuję się szczęśliwa, bogata ( choć obiektywnie zdaje
      sobie sprawę że do bogactwa mi daleko)...ale biorę pod uwagę to, że mogę mieć
      małe wymagania i że to cecha wrodzona, ale nawet jeśli tak jest, to cieszy mnie to.

      I myślę, że dzieci można radości nauczyć sobąsmile
    • nati1011 Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 09.01.10, 16:58
      Wokół tak dużo wesołkowatości i pustego śmiechu, że coraz trudniej
      dostrzec radość.
      Świat goni za rozrywką i śmiechem, koniecznie przy jak najwiekszym
      hałasie. A radość cześciej rodzi się w ciszy i w momencie
      zatrzymania. ŁAtwo ja w biegu przegapić.
      • wiesia140 Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 09.01.10, 17:27
        Wiesz dlaczego, bo jest ten , któremu nie zależy na ciszy , cisza jest
        dla niego wrogiem , bo w ciszy człowiek przypatruje się swojemu życiu,
        swoim wyborem i dochodzi do wniosku, ze nie wszystko jest w nim takie
        dobre i nad niektórymi rzeczami trzeba popracować. w ciszy można
        znaleźć boga , a temu komuś na tym nie zależy , byśmy Go znajdowali,
        bo przez to odkryjemy, że i on istnieje, a on nam chce wmówić,że go
        nie ma.
    • atama Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 13.01.10, 13:54
      Piękna ta modlitwa! Dziękuję, Mader!

      A jak dzieci uczyć radości? Chyba są radosne same z siebie. Może im
      w tym po prostu nie przeszkadzać? Tej radości nie gasić. Również
      swoim smutkiem nie gasić...

      I dziękuję Nati za to, co napisała.
      Niby oczywiste, a ja się zastanawiałam, czemu już nie potrafię ryć
      ze śmiechu z jakichś głupot. Całe kino wyje, a ja... no właśnie.

      A co Was cieszy? Ale tak do uśmiechu. Albo nawet do śmiechu?
      Ja często śmieję się z kombinacji mojego dziecka. Strasznie mnie to
      raduje, jak próbuje mnie do czegoś nakłonić. I te jego argumenty...
      Jego pomysły wywołują śmiech często smile
      I to jak przekręca różne słowa. Bardzo to lubię smile))
    • maika7 Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 14.01.10, 07:59
      > Mają być dobre... szczere, koniecznie odpowiedzialne i najlepiej
      > obowiązkowe. Uczynne. A radosne ? Jak nauczyć je radości ? I czy
      > uważacie, że to jest potrzebne ?
      > Czy radość mogą przekazywać tylko radośni rodzice ?
      > Czy sami jesteście radośni ? I... co to znaczy ?

      Radosne - koniecznie. Jak nauczyć - nie mam pojęcia. Moze własnym podejściem do
      codzienności? może własną pogodnością, zaczszepianiem doceniania drobnych
      zachwytow nad "zwykłościami", moze zaszczepianiem naszej własnej radości ze
      "zwykłości" - chwil wspólnych, dobrych gestów wzajemnych?

      A może nie gaszeniem Ich (dzieci) radości? Wspólnym pozachwycaniem się nad
      listkiem wirującym na wietrze, nad czymś, co dzieci widzą, a dorośli czasem
      przegapiają, albo nie doceniają wagi radości dzieciecej?

      Czy radość moga przekazywac tylko radośni rodzice? Pewnie radosnym łatwiej,
      pewnie od radosnych czerpie sie wręcz bezwiednie tę radośc - uczestniczy się w
      niej. Przez uczestnictwo, wspólne przeżywanie, łatwiej nauczyć sie bycia radosnym.

      Radosny? - dla mnie jest prawie synonimem "pogodny", ciepły, patrzący na świat z
      nadzieją. Cieszący się (zauwazający? doceniający?) z tego, co przynosi
      codzienność. Nie, nie ciągle, ale widzacy raczej jasniejsze strony codzienności
      smile To widzenie pozwala na przetrwanie tych trudniejszych i ciemniejszych okresów.
      • mader1 Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 14.01.10, 12:55
        cieszę się, ze Cię widzę smile
        teraz jest śnieg, można cieszyć się śniegiem smile Pomyślałam sobie, że w tym roku
        nie zjechałam ani razu na sankach - chociaż co roku przy okazji wychodzenia na
        saneczki z dziećmi tez zjeżdżałam. W tym roku już kilka razy przytupywałam
        załatwiając inne rzeczy przez telefon... Muszę zjechać, póki mam z kim smile
      • madziaq Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 14.01.10, 15:36
        Ładnie napisałaś smile Żeby cieszyć się życiem, trzeba doceniać to co spotyka nas
        na codzień (oczywiście, że nie ze wszystkiego można się cieszyć, ale jednak
        znajdować takie rzeczy). Zamiast zastanawiać się, jak to będzie super, kiedy w
        końcu przyjdzie lato i wyjedziemy na urlop w ciepłe kraje, trzeba zdać sobie
        sprawę, jak pięknie wygląda świat pod śniegiem, nawet jeśli trzeba było
        odgrzebać buty dotąd używane tylko do górskich wędrówek, a droga do autobusu
        zrobiła się jakby dwa razy dłuższa wink Zauważyliście, że kiedy pada śnieg, od
        razu robi się ciszej? Bo ja ostatnio tak i nie wiem, czy to wynika jakoś z
        fizyki, bo śnieg tłumi dźwięk, czy to tylko moje wrażenie. Ale podoba mi się smile

        Poza tym Polacy lubią narzekać - na brak pieniędzy, na kiepską pracę, wysokie
        ceny, korki na ulicach, na wszystko... Prosze się nie oburzać, naprawdę takie są
        moje doświadczenia, że jesteśmy narodem wiecznie niezadowolonym ze stanu rzeczy.
        Kiedy ktoś zapyta Amerykanina, co słychać, ten na ogół z szerokim uśmiechem
        odpowiada, że wszystko świetnie, no chyba że tornado właśnie zawaliło mu dom.
        Polak, któremu obiektywnie nic złego się nie dzieje, często znajdzie co najmniej
        kilka powodów, dla których nie jest świetnie. Wydaje mi się, że warto przy
        dzieciach postarać się nie marudzić, np. na brak pieniędzy. Oczywiście, można, a
        nawet trzeba powiedzieć dziecku, że na nową zabawkę nie ma pieniędzy i będzie
        można ją ewentualnie kupić dopiero za jakiś czas, ale powtarzanie na każdym
        kroku, że czasy są cięzkie, teraz to człowieka na nic nie stać, u nas w domu to
        bieda, a państwu X to się powodzi, nie buduje dobrej atmosfery. Wiem, bo sama
        nasłuchałam się takich rzeczy jako dziecko i dorastałam w przekonaniu, że zyjemy
        niemalże w nędzy, podczas gdy w domu biedy wcale nie było.

        No i jeszcze, a propos tego co napisała wyżej Nati, to ja napisze, że się nie
        zgadzam wink Moim zdaniem to, że człowiek umie śmiać się w głos, czasem nawet z
        głupotek, tez jest cenne. Nie bez powodu mówi się, że śmiech to zdrowie. Życie
        nie dzieli się (moim zdaniem) na głębokie duchowe "momenty", które są dobre i
        całą resztę, która jest pusta i zła. ja osobiście bardzo lubię, kiedy spotykamy
        się np ze znajomymi przy grzanym winie i śmiejemy się do bólu brzucha z
        życiowych anegdotek, potem z dowcipów, a potem to już nawet dowcipów nie trzeba,
        bo na samo wspomnienie dotychczasowych opowieści płaczemy ze śmiechu smile)) Nic w
        tym złego nie widzę smile
        • mader1 Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 14.01.10, 19:08
          Moja córka mówi, że nieprzypadkowo robi się ciszej. To rzeczywiscie
          śnieg...
          Czasem za zimno smile I buty i nogi nie wytrzymują sad Ale jak pada,
          robi się bajkowo.
          Lubię, zawsze lubiłam łazić w parku czy lesie między ośnieżonymi
          krzewami, patrzeć na białe trawniki.Strząsać piały puch z gałązek smile


          Nie bez powodu mówi się, że śmiech to zdrowie. Życie
          > nie dzieli się (moim zdaniem) na głębokie duchowe "momenty", które
          są dobre i
          > całą resztę, która jest pusta i zła. ja osobiście bardzo lubię,
          kiedy spotykamy
          > się np ze znajomymi przy grzanym winie i śmiejemy się do bólu
          brzucha z
          > życiowych anegdotek, potem z dowcipów, a potem to już nawet
          dowcipów nie trzeba
          > ,
          > bo na samo wspomnienie dotychczasowych opowieści płaczemy ze
          śmiechu smile))

          Takie wspomnienia ogrzewają równie mocno, jak ogień z kominka smile Też
          to lubię smile
          Ale przyznam, że jak Nati czasem w kinie nie wiem z czego ludzie się
          śmieją wink


          --------
          Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
          Tam ciągle giną chrześcijanie!
        • isma Re: Umieć wynieść z życia nieco radości :P 16.01.10, 11:54
          Ja mysle, ze radośc to jest jednak troche co innego niz wesolosc. Radośc to jest
          taka wesolosc wzbogacona o refleksje. Ot, chocby refleksję taka, ze
          niewykluczone, iz te dowcipy, z ktorych sie wspolnie z przyjaciolmi smiejemy, to
          sa moze i same w sobie glupie - ale tym, co tak naprawde jest zrodlem naszej
          radosci jest... bliskosc, poczucie zrozumienia, wiez.

          W ogole sobie tak mysle, ze radosc musi byc dzielona, ze musi w sobie zakladac
          jakies poczucie bliskosci - z drugim czlowiekiem, z Bogiem.
Pełna wersja