To może porozmawiajmy o Bogu?

05.02.04, 10:03
Wiecie co, trochę jestem już zmęczona ciągłymi rozmowami o tym ,kto gdzie,
dlaczego, czy to dobrze czy nie... dlaczego ciągle koncentrujemy się na
instytucjach, grupach, różnicach itp? Czy nie moglibyśmy podzielić się tym jak
to wygąda z Panem Bogiem U NAS OSOBIŚCIE? Kim dla Was jest Bóg? CO o nim
myślicie? Czego Was uczy? Może ufamy już sobie na tyle, żeby powiedzieć coś
bardziej osobistego? Nie zmuszam, kto chce - ale jestem pewna, że wszyscy na
tym skorzystamy.
    • marzek2 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 12:33
      Wygląda na to, że temat Boga na forum "Wychowanie w wierze" jakoś (przynajmniej
      na razie) jakoś nie chwyta sad( Więc pójdę na pierwszy ogień:
      z Panem Bogiem u mnie osobiście wygląda tak, że ja Pana Boga po prostu osobiście
      kocham. Za to, co dla mnie już zrobił i po prostu dlatego, że tylko miłością i
      posłuszeństwem mogę mu jakoś dziękować za to, że jest, że się troszczy, że
      rozumie, że ma do mnie cierpliwość mimo wszystko. Bóg to najważniejszy punkt
      odniesienia mojego życia. Nie umiem żyć bez Boga - nie odważyłabym się, po tym
      jak doświadczam życia z Nim. Nie rozumiem wielu rzeczy ale nauczyłam się już, że
      nie chodzi o to, by mieć odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie rozumiem jak Bóg
      może mnie kochać ze wszystkimi moimi niedociągnięciami i ciągłymi upadkami, ale
      jak cudownie doświadczać takiej miłości! Wszelkie zmiany we mnie są dziełem Boga
      - jestem o tym przekonana. Jemu niech będzie chwała za to jaki jest i co dla
      mnie robi.
      • isma Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 12:48
        Po raz kolejny stwierdzam, ze moglabym po Marzek skopiowac wink))))
      • darcia73 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 13:04
        Piszę z pracy, więc może być to trochę chaotyczna wypowiedź. Idę przez życie z
        Bogiem już prawie 14 lat. Nie były to tylko lata pełne wlotów, a nawet przede
        wszystkim pełne upadków, kłopotów i frustracji. Czasami miałam tyle problemów,
        które wydawały się tak powazne i nie do przeskoczenia, ze myślałam, ze On o
        mnie zapomniał. I teraz nie wiele rzeczy rozumiem. Ale tak jak napisała Marzek,
        nie potrafię już żyć bez Boga i chciałabym aby moje dziecko (i przyszłe dzieci,
        jak On je da) mogły wzrastać w poznaniu Bożej Miłości. Myślę, ze jak znajdę
        chwilkę, to napisze bardziej osobiste świadectwo z przykładami.
        • addria Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 13:08
          Ja Cię Darciu bardzo o te przykłady proszę smile

          I do wszystkich, w jaki sposób doświadczacie tej Bożej miłości i obecności w
          Waszym życiu (jeśli to dla kogoś zbyt osobiste pytanie, to oczywiście
          rozumiem). Skąd płynie PEWNOŚĆ, że Bóg nad Wami czuwa?

          Pozdrawiam,
          • mader1 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 15:16
            Ja nie mialam wielkich odejsc od Boga. Moj tata byl antyklerykalem, mama
            wierzy i chodzi do kosciola, ale... jakos tak po swojemu. jest baaaardzo dobra
            osoba, pomocna, nie dbajaca o bogactwo, ale mnostwo spraw dotyczacych
            religijnosci wymyka jej sie. Tak wiec po komunii przestalam chodzic na religie,
            do tej oslawionej salki katechetycznej sad I potem... przeprowadzilismy sie...
            gadalam sobie z kolezanka, opowiedzialam Jej ,ze wierze, a ona "no to co z
            twoja religia ?" I w ten sposob Bog siegal po mnie zawsze smile Jak sie tylko
            zagapilam w zyciu, gdzies zaczynalam bladzic - zjawial, zjawia sie ktos, kto
            mowi pare zdan tylko do mnie.
            Bog pokazuje mi przez wiele sytuacji, zdarzen w moim zyciu, ze moze wszystko,
            ze ciagle jest - ilekroc Mu zaufam - jezeli waham sie, wychodze na prosta.
            Cale moje zycie jest inne - lepsze dzieki Bogu. W tej chwili(choc wydawalo sie,
            ze po ludzku bedzie wrecz przeciwnie) zawdzieczam Mu zdrowie, zycie mojego
            trzeciego dziecka. W moim zyciu widac taka Laske, kompletnie niezasluzona z
            mojej strony, ze az mi dech w piersiach zapiera smile
          • isma Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 15:38
            Addria,
            o dowody na te PEWNOSC bedzie trudno, bo dla mnie to jest sprawa trudno
            szkielkiem i okiem mierzalna.
            W zasadzie u mnie wszystko, racjonalnie rzecz biorac, swiadczylo by przeciwko
            tej Bozej opiece.

            Bedac osoba niewierzaca wyszlam zywa, chociaz nie cala, z oddzialu
            onkologicznego, swiecie przekonana, ze stalo sie tak, poniewaz JA tego
            chcialam. Oczywiscie nie w glowie mi bylo prosic wtedy Boga o cokolwiek, bo po
            pierwsze szczerze watpilam w jego istnienie, po drugie, wydawalo mi sie to nie
            fair, zeby "jak trwoga to do Boga".

            Potem robilam mnostwo rzeczy, z tzw. sukcesem: zawodowo, hobbistycznie,
            towarzysko. Zapedzona bylam zyciowo, ze strach. Ale, mimo wielosci tych zajec i
            mimo robienia wielu rzeczy z mysla o innych, brakowalo mi wtedy "poczucia
            pelni", chociaz sobie tego nie uswiadamialam.
            Pamietam, jak jeden z moich studentow zapytal mnie "To po co ty to wszystko
            robisz", a ja bez zastanowienia odpalilam: "a slyszales o zagluszaniu pustki?".
            No, nie powiem, jak ochlonelam, to sie w myslach opieprzylam: jaka pustka:
            praca, zajecia, polityka, wieloletni narzeczony...?

            A potem odkrylam Boga (to, oczywiscie, bylo dokladnie odwrotnie). A potem
            okazalo sie, ze jesli chce, zeby to byl wybor na serio, to on musi byc
            nieustannie poddawany weryfikacji w zyciu codziennym: trzeba podejmowac decyzje
            zgodne z sumieniem, a czesto niewygodne czy trudno akceptowalne spolecznie.

            A potem: pozegnalam sie z praca na katolickiej uczelni, poczulam, co to znaczy
            problemy finansowe i tzw. zyciowo-rodzinne perypetie, lyknelam sporo
            towarzyskiego ostracyzmu... dlugo by wymieniac.

            I przy tym wszystkim MIALAM POCZUCIE PELNI. Poczucie tego, ze wlasnie tak ma
            moje zycie wygladac, bo potrafie to wszystko przetrwac. Bo nie otrzymam
            niczego, co byloby ponad moje sily, chociaz przeciez nie od moich sil bieg
            spraw zalezy. I chociaz na lepsze zmienilo sie od tego czasu duzo (nie
            wszystko), to to poczucie pelni mi nadal towarzyszy.

            PS. Choc-em zawodowy retor, na ten temat niestety pewnie belkocze. Wybacz.
            • addria Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 19:03
              Mader, Isma, bardzo Wam dziewczyny dziękuję smile To piękne i prawdziwe. Właśnie
              tak doświadczałam w swoim życiu Boga, teraz znów zaczynam od nowa tego
              doświadczać (o tym niżej). Innym razem jeszcze coś więcej napiszę, ale własnie
              dzieciątko mi się zbuntowało i muszę iść nim się zająć smile
              Pozdrawiam,
      • kramla Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 15:04
        Masz rację Marzek.Forum nie chwyta.Tak ciągle zbieram się żeby napisać do
        Ciebie na priva(mam nadzieję,że dostałaś ode mnie ostatni list)kontynuując
        odpowiedzi na Twoje pytania ale jakoś tak schodzi-i czasu coraz mniej w zwi
        ązku z ewangelizacją,którą rozpoczęliśmy.
        Jakoś nie czuję żebym wiele zyskała ostatnimi czasy na tym forum.Więcej
        we mnie niepokoju kiedy tu zaglądam niżwzrostu duchowemu ku Górze.Nie
        przypuszczałam,że dyskusje wirtualne potrafią tak mocno wpłynąć na mój stan
        emocjonalny.Nawet z modlitwą zaczęłam mieć problemy.Na to złożyło się trochę
        więcej spraw m.in problemy rodzinne,ale to inny temat.Faktem jest, że Boga
        zaczęło tu być coraz mniej.Piszę to wszystko z dużym smutkiem.
        Dzisiaj nie wiem czy mam ochotę na wielkie świadectwa.Może dlatego,że sama
        nie jestem w najlepszej formie mimo,że dzisiejszy dzień upływa mi i tak
        spokojnie(może dlatego,że poranny seans z internetem nie zaczęłam od tego
        miejsca).Mimo wszystko kiedy tu już weszłam uciszyłam się ,że widzę próbę
        powrotu do Źródła.
        Boga ciągle szukam w moim życiu.I ile razy rzucam się z ufnością w Jego
        ramiona tyle razy czuję,że żyję.Rzeczywiscie doswiadczam,ze to On moj i mojej
        rodziny los zabezpiecza.Wiem juz ze nie moge pokladac ufnosci w ksiazetach
        tego swiata.Doswiadczylam tego ,ze nie od pieniadza, drugiego czlowieka zalezy
        moje szczescie.Dzis swiadomie chcemy budowac na Bogu.Juz dzisiaj wiemy(nie
        tylko z obserwacji)-ze tak jak napisane jest w psalmie-jesli Pan nie wybuduje
        domu na prozno trudza sie ci ktorzy go wznosza...
        (cos alt przestal mi dzialac dlatego brak polskich znakow)


    • mumin_ek Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 15:50
      Hej,

      Ja mam dola. Czuje, ze nie zasluguje na Boza Milosc i uwage. Czuje sie zlym
      czlowiekiem. Ciagle robie cos nie tak, tak malo Boga w moim zyciu sie zrobilo.
      Dlatego nie pisze. Zalamka po prostu. Chyba jakis kryzys zaliczam. Chyba za
      malo mam wiary...

      Kasia
      • ashan do muminka 05.02.04, 16:36
        Wysłałam Ci @ na adres gazetowy.

        Proś o siły na przetrwanie tych trudności, może okaże się, że to dla Ciebie
        czas wzrostu smile.
        a.
      • kramla Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 17:06
        Chyba wiem co czujesz.Chciałabym wzrastać ku Górze tym czasem moje grzechy
        ciągną mnie z powrotem na ziemie.Na szcęście jest Dobra Nowina dla mnie i dla
        Ciebie.Że Jezus umarł za nas gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.I nie kocha nas
        za jakiekolwiek zasługi.Im dalej odchodzimy od Niego tym bardziej On wyciąga
        do nas ręke.Im większy upadek,dół tym większe odczucie Siły,która nas stamtąd
        wyciąga.Siły Bożej Miłości.
      • addria Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 18:48
        Muminku-Kasiu,

        Ja też wiem co czujesz. Calkiem niedawno przezywałam identyczne rozterki,
        momentami, aż strach się przyznać, ale traciłam jakąkolwiek wiarę. Myślałam
        sobie, że... Boga nie ma, że tylko jakaś iluzja, do której wszyscy tęsknią.
        To było okropne, życie bez Boga jest okropne, zwłaszcza jeśli kiedyś już czuło
        się jego obecność w swoim życiu (stąd moje pytanie do Was dziewczyny).
        Mogę powiedzieć, że m.in. dzięki temu forum, dzięki Wam wszystkim, moja wiara
        znów urosła smile))

        Przykro mi jeśli Tobie Kramlo i być może jeszcze komuś zrobiło sie tutaj
        nieswojo po ostatnich dyskusjach. Wszyscy jestesmy tylko ludźmi, każdy z nas
        ma inne potrzeby, czasem również w sferze duchowości. Jednych to dołuje, a
        drugich buduje. To tylko forum, no i aż forum. Naprawde mamy wybór, możemy
        jednych wątków wogóle nie czytać, możemy nie czytać wypowiedzi niektórych
        osób, jeśli nam nie odpowiadają. Podchodźmy do tego z większym dystansem.

        Życzę Wam i sobie ciągłego wzrastania w wierze... i wogóle wszystkiego
        dobrego smile
        • mumin_ek Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 08:49
          Hej,

          Dzieki za wsparcie.
          Widzisz, ja modle sie o to, by codziennie i w kazdej minucie miec te pewnosc
          Boga, Jego Milosci. Bo tego, ze jest, jestem pewna. Jest dla mnie prawie
          namacalny. I modle sie, by tego nigdy nie stracic.

          Natomiast ja sie czuje niegodna Go. Bylejaka. Mi brakuje wiary w Jego Dobro,
          boje sie, ze nie spelniam Jego Woli wzgledem mnie.

          Pozdrawiam,
          Kasia
          • addria Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 09:28
            Mogę być szczera?
            Pamiętasz wątek na emamie? O wieszaniu fakultetów, doktoratów, o kurodomostwie
            i tych sprawach? Śledziłam go post po poście i pomyślałam sobie w pewnym
            momencie o Tobie: "ale wredna baba" (sorry, ale miałam być szczera wink. A potem
            zobaczyłam post "Przepraszam". Przeczytałam i pomyślałam sobie, że tamte, może
            mało miłe dla niektórych rzeczy, pisałaś pod wpływem emocji i że podziwiam Cię,
            za odwagę. Za to, że odważyłaś się przyznać do zbyt pochopnej oceny innych. I
            wiesz co, pomyślałam o Tobie też, że to chyba jednak jest DOBRY CZŁOWIEK...
            Nie bądź dla siebie zbyt surowa. Jeśli widzisz w sobie coś do naprawy to
            świetnie i nie załamuj się, tylko napraw to, przynajmniej się staraj to zrobić,
            a wtedy na pewno zyskasz uznanie z oczach Boga, tak jak wtedy zyskałaś w moich
            i pewnie nie tylko moich smile
            Jeszcze raz pozdrawiam,
            • mumin_ek Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 11:45
              Hej,

              Dzieki. Widzisz, ja jestem raptus. Walcze z tym, ale im bardziej walcze, tym
              bardziej z zaskoczenia to wychodzi. I wiem, ze bedzie to brakiem pokory, ale
              moze Bog mial w tym jakis cel, ze nie wychodzi mi poskramianie tej raptownosci.
              Dzieki za szczerosc, ja wiem, ze bylo odebrane, ale 'wredna baba', ale z
              drugiej strony wymagam od siebie duzo uczciwosci wzgledem samej siebie i bliska
              jest mi przypowiesc o talentach. Po prostu za duzo o niej ostatnio myslalam.

              Za duzo o mnie, za duzo.

              Pozdrawiam,
              Kasia
      • mader1 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 21:04


        > Hej,
        >
        > Ja mam dola. Czuje, ze nie zasluguje na Boza Milosc i uwage. Czuje sie zlym
        > czlowiekiem. Ciagle robie cos nie tak, tak malo Boga w moim zyciu sie
        zrobilo.
        > Dlatego nie pisze. Zalamka po prostu. Chyba jakis kryzys zaliczam. Chyba za
        > malo mam wiary...
        >
        > Kasia

        Muminku moj ulubiony,
        a czy Ty dajesz wiare, ze ON Cie i tak kocha. Jest przy Tobie blisko,
        bliziutko.Jak MU podasz lape, pomoze Ci wstac.Ja wiem, to sie zrobilo forum
        takie troche nie dla katolikow, bo ciagle ktos nam udowadnia, jacy jestesmy be
        (Marzek - oczywiscie Ty jestes plastrem), ale chyba nie to Cie doluje ? Bog
        nie jest podobny do Twojej Mamy, innych Ci bliskich... Nawet jak masz dola,
        zalamke - czeka. Nikt z nas nie jest godny. A ON kazdego trzyma. Jedyny, ktory
        nie chce bysmy wypelniali Jego wyobrazenia o sobie. Bedzie dobrze ! Przytul
        Muminka, wyplacz sie na kolanach, poczytaj Pismo Sw. Jestem z Toba !
        • mumin_ek Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 08:45
          hej,

          dzieki za slowa wsparcia smile najgorsze jest poczucie bylejakosci, a tak wlasnie
          sie czuje.
          nie doluje mnie najazd na katolikow wcale.

          pozdrawiam,
          Kasia
          • marzek2 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 09:00
            Witaj Muminku!
            Napisałam Ci wczoraj coś na priva, odbierz sobie smile a teraz jeszcze przypomniało
            mi się coś co kiedyś przeczytałam: "Bóg nie robi bubli". Jestem przekonana, że
            dla Boga nie jesteś bylejaka, bo "jesteś w moich oczach cenny i cię miłuję" (nie
            pamiętam gdzie to jest napisane), uczucia i emocje są i czasem przerastają
            wszystko inne, ale wtedy trzeba trzymać się prawdy, a prawda jest taka, że Bóg
            nie robi bubli...
            • mumin_ek Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 09:25
              Dziekuje, przeczytalam z uwaga. Nie moglam odpisac - planowalam to pozniej
              zrobic.
              Podoba mi sie tekst o nierobieniu bubli smile

              Kasia
          • isma Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 09:34
            Muminkowa Mamo,
            bede powtarzac do znudzenia: wartoscia jest dazenie do idealu, a nie jego
            osiagniecie. Wszyscysmy niedoskonali, jedni bardziej, inni mniej - ale jakie to
            ma znaczenie, wobec nieskonczonego dobra i nieskonczonej milosci Boga?
            Popatrz, jak kochasz Muminka, chociaz tylu rzeczy jeszcze nie wie i nie umie, i
            pewnie byle jak lyzecvzke z jedzeniem w buzie wpycha, smarujac sie przy tym co
            niemiara...
    • marzek2 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 17:23
      Amen!!!
      kramla - czekam na mail!
    • marzek2 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 05.02.04, 17:25
      Myślę sobie, że poczucie własnej grzeszności to właśnie znak, że dojrzewamy w
      Bogu. Panie, uchroń mnie przed poczuciem, że wszystko jest w porządku, że nie
      mam nad czym pracować!
      "On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym"
    • magdalena_76 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 10:08
      Kim jest dla mnie Pan Bóg?
      Kimś, przed kim ciągle uciekam, z pełną świadomością, że jedyne czego mi
      potrzeba, to dać Mu się złapać... Ale chyba się boję.
      Jest wciąż obecny w moich myślach, ciągle nie daje mi spokoju. To chyba wielka
      Jego łaska, że nie daje mi o sobie zapomnieć. Kłócę się z Nim, zwierzam,
      rozmawiam... zachwycam i dziękuję, a za chwilę się obrażam. Gdzieś na dnie
      siedzi strach i nedowierzanie, że taka wielka i bezwarunkowa miłość jak Jego
      jest możliwa.
      Przez długi czas miałam mocne przekonanie, że za Jego odkupienie muszę się
      odwdzięczyć... a ponieważ nigdy nie zdołam, powodowało to ogromnego doła.
      Dopiero niedawno powoli odkrywam, co to jest MIŁOŚĆ...
      Trzy lata temu dał mi mocno odczuć moją małość i zależność w każdej chwili od
      Niego. Było to bardzo trudne doświadczenie, przynoszące jednak wiele pokoju.
      Nie jest jednak łatwo ufać z godziny na godzinę... tak często o tym zapominam
      i wyrywam się...
      Czuję się przy Nim często jak maleńkie, bezradne dziecko i rozpaczliwie wołam,
      żeby się nade mną pochylił, bo bez Niego umieram.

      Wem, że to wszystko strasznie chaotyczne, ale trudno mi napisać... mam
      nadzieję, że przyjmiecie jak jest.

      Mader, bardzo Ci dziękuję za to, co napisałaś do Muminka - wiem, że to było do
      niego, ale jakoś odczytałam to - dla mnie również...

      Pozdrawiam serdecznie
    • darcia73 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 06.02.04, 14:17
      Pierwszym osobistym przeżyciem związanym z bogiem było pewne wydarzenie, które
      miało miejsce kiedy byłam dwunastolatką. Ale o tym nie chce pisać, bo było to
      zbyt niesamowite i mogłoby wzbudzić mieszane uczucie na forum. Drugim ważnym
      doświadczeniem było moje nawrócenie się. Miałam wtedy 17 lat i byłam negująca
      wszystko nastolatką. Ale Bóg mnie przyciągnął do siebie. Moja najlepsza
      przyjaciółka, koleżanka z tej samej szkolnej ławki, nawróciła się w czasie
      ferii zimowych i zaprosiła mnie na ewangelizacje. Była to wielka ewangelizacja
      pod ogromnym namiotem. Chyba do dzisiaj w moim mieście nie było ewangelizacji o
      takim rozmachu. Poszłam tam, bo byłam straszną hipochondryczką i bałam się
      śmierci. Koleżanka powiedziała, ze przyjedzie ktoś, kto ma dar uzdrawiania i
      mogę spróbować, może mi to pomoże... I poszłam zachęcona w tak dziwny sposób.
      Ale podczas kazania Bóg dotknął w tak silny i niesamowity sposób mojego serca,
      ze zapomniałam o tym ze przyszłam po uzdrowienie cielesne, bo zostałam
      uzdrowiona duchowo. Wtedy zmieniło się całkowicie całe moje życie. Czułam jak
      Duch Św mnie napełnia, czułam ogromna miłość do ludzi, świata i Boga.
      Przestałam ściągać na klasówkach, starałam się być uczciwa wobec rodziców. Bóg
      zaczął zmieniać moje życie. Moja koleżanka związana była z miejscowym zborem
      baptystów, wiec szybko przygarnęła mnie pod swoje skrzydła. Niestety rodzice
      nie zaakceptowali mojego wyboru i miałam wielkie problemy w domu. Nie mogłam
      regularnie spotykać się z wierzącymi, czytać Biblii, i powoli traciłam Pierwsza
      Miłość do Boga. Na szczęście co jakiś czas znowu Bóg przyciągał mnie do siebie
      w jakiś niesamowity sposób. Przez te 14 lat zawsze delikatnie przypominał mi o
      tym , co najważniejsze. Czasami do mojej relacji z Bogiem mogę posłużyć takim
      porównaniem: jestem przywiązana do Niego niewidzialna gumowa lina. Mogę powoli
      odchodzić, guma się rozciąga, ale po jakiś czasie jak za silnie się napręży, to
      wracam do Boga bardzo szybko.
      Najgorsza rzecz jaką dane mi było przeżyć, była zdrada i odejście mojego męża.
      Ale Bóg był przy mnie w każdej chwili, i teraz wiem ę On zmienia wszystko co
      złe, na dobre – i tak było w moim przypadku. Czyli nie ma tego złego, co by na
      dobre nie wyszło. Nie mam żadnego żalu do mojego eksa. Kocham go miłością
      braterska, modle się o Niego, błogosławię mu i życzę jak najlepiej. Nie
      mogłabym być już jego żoną, bo to uczucie dawno umarło, Bóg postawił na mojej
      drodze człowieka, który pasuje do mnie , jakby był na miarę szyty wink Dogadujemy
      się w każdej sferze życia.
      Moje dziecko tez jest darem od boga i to dosłownie. Gdyby mój eks mąż nie
      został cofnięty z granicy, Przemusia nie byłoby na świecie. Zresztą, chciaz mój
      eks chciał żebym poroniła i robił co w jego mocy, aby tak się stało, Bóg
      troszczył się o moje nienarodzone dziecko. Jak tylko dowiedziałam się, ze
      jestem w ciąży oddałam moje dziecko Bogu, tak jak Anna oddała Samuela. I
      wiedziałam, ze mój synek jest pod najlepsza ochroną.

      PS. Przepraszam troche za plątanine myślę, ale mogę pisac tylko w parcy podczas
      przerwy obiadowej i musze to robić szybko wink
    • marzek2 Re: To może porozmawiajmy o Bogu? 24.03.04, 00:03
      Przywracamy perspektywę smile)
Pełna wersja