Szkodliwość antykoncpecji

20.01.10, 10:04
Jestem protestantką i nie obowiązuje mnie zakaz stosowania sztucznej
antykoncepcji, niemniej nie stosuję jej hurra-optymistycznie i rozważam jej
wpływ na nasze życie, nie tylko na zdrowie. I ostatnio na bazie innych
rozważań pojawiła mi się taka refleksja, że kontrolowanie płodności (nie tylko
sztuczna antykoncepcja, ale też NPR) może (choć nie musi) mieć pewien skutek
uboczny, który byłabym skłonna uznać za niepożądany i niebezpieczny.
Zainspirował wątek o Sterniku i pojawiający się tam motyw sprzężenia
możliwości czasowo-finasowych i kierowania się w życiu wartościami. (z góry
uprzedzam, że jest to moja własna refleksja, a nie zarzut pod czyimkolwiek
adresem).

Otóż odkąd możemy w sposób dość przewidywalny i skuteczny kontrolować naszą
płodność, dzieci w naszym życiu nie są „po prostu”, ale są chciane i
planowane. I to bardzo dobrze moim zdaniem. Ale tu pojawia się czasem pokusa,
żeby takie chciane i planowane dziecko przestać traktować jak naszego
naturalnego towarzysza, nad którym powierzono nam pieczę na pewien okres jego
życia, a zacząć traktować je jak inwestycję. Taka „inwestycja” wymaga
oczywiście nakładów finansowych. Musi mieć zapewnione nie tylko optymalne,
ale wręcz doskonałe warunki. Musi mieć tatę zarabiającego tyle, żeby mama
mogła nie pracować do trzeciego roku życia dziecka. Musi mieć mamę zarabiającą
tyle, żeby po powrocie do pracy mogła razem z tatą zapewnić drogie, prywatne
przedszkole, a potem szkołę. Musi mieć z góry opłacone studia, możliwość
wyjazdów za granicę, najlepiej też fundusz, z którego po studiach kupi sobie
swoje pierwsze mieszkanie. Jeśli tego wszystkiego nie ma, inwestycja okazuje
się nieudana, a rodzice okazują się złymi inwestorami, którym „nie zależy na
dobru dziecka”.

Przyznam, że to jest właśnie mój problem. Sama się czasem zastanawiam, czy
jestem dobrym rodzicem, skoro musiałam szybko wrócić do pracy, skoro nie mogę
zapewnić mojemu dziecku prywatnej edukacji, skoro nie stać mnie na dwa
tygodnie nad morzem w wakacje. Myślę czasem, ze może podjęłam egoistyczną
decyzję, skoro chciałam mieć dziecko, a teraz nie mogę mu zapewnić
wszystkiego, co najlepsze. A przecież tak łatwo mogłam go nie mieć,
wystarczyłaby „gumka”.

I gdzieś w tym wszystkim gubi mi się Boży plan, zapominam, że nie ja rządzę
tym światem, nie ja ustalam reguły, i że Bóg kocha tak samo wszystkich, bez
względu na zawartość portfela. I że nie my mamy władzę nad życiem, nawet,
jeśli możemy do pewnego stopnia mieć na nie wpływ i namiastkę kontroli w
postaci antykoncepcji sztucznej czy naturalnej.
    • capriglione Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 10:50
      Wartościowe refleksje Sullo, tylko tytuł trochę zwodniczy (chwała za to, że nie
      o wyższości NPR nad sztuczną).
      Okazuje się, że nie tylko Ty, Sullo, "sięgnęłaś" głębiej po lekturze wątku
      Sternika. Ja też. I przyznam się do bardzo podobnych odczuć. W sensie pytań czy
      jestem dobrym rodzicem, który nie uwzględnia w swoich planach owej prywatnej
      edukacji. Bo może już stoję na granicy nienormalności? Pytanie drugie brzmi, czy
      gdyby stać mnie było na opłacenie owego przysłowiowego 700 zł czy bym się
      zdecydowała. Dla mnie to trochę takie myślenie, nie chcę nikogo urazić, słowo,
      takie myślenie, że MOJE dziecko jest ponad normalne przedszkole, potem szkołę.
      Że z założenia zasługuje na więcej niż rzesze jego rówieśników ciągnących
      tłumami do szkoły osiedlowej. Czy rzeczywiście?

      Inne pytanie, jakie sobie stawiam, czy lepszym wyjściem dla naszej rodziny
      byłoby zaciśniecie pasa (pewnie kosztem wielu wyrzeczeń) i skombinowanie, coby
      nie mówić, bardzo dużej sumy (700 zl), ale kosztem rezygnacji z poczęcia
      drugiego dziecko (nieważne czy metodą sztucznej czy naturalnej), aby to jedno
      było dobrze "doinwestowane", tak jak piszesz.
      Na dzisiaj moja odpowiedź brzmi nie, ale wciąż myślę...
      • wiesia140 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 11:50
        Zdrowe podejście, ale pieniądze wszystkiego nie rozwiążą. Dziecku
        potrzebna jest sprawnie i zdrowo funkcjonującą rodzina, na którą może
        liczyć . Świat zdaje się o tym zapominać. Ja nie chciałabym ,żeby
        moje dzieci myślały ,ze są ponad kogoś, raczej ,ze są po to aby sobie
        i innym nawzajem pomagać. W wątku o sterniku było wspomniane ,ze
        przedszkole wychowuje przyszłe elity , tzn co reszta przedszkoli
        poddanych tak, tak mam to rozumieć? Jeśli ma być takie podejście do
        wykształcenia dzieci , to ja się nie zgadzam. Elity też mają służyć
        innym, a nie tylko rządzić.
        • mama_kasia Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 12:19
          Jeśli ma być takie podejście do
          > wykształcenia dzieci , to ja się nie zgadzam. Elity też mają służyć
          > innym, a nie tylko rządzić.

          Ale tam nic nie było o rządzeniu. Jeśli przekazywane są
          wartości chrześcijańskie, to musi być też mowa o służeniu.
          Bardzo bym chciała, aby tak właśnie byli wychowywani ci,
          którzy mają zajmować się rządzeniem kraju, czy przedsiębiorstw,
          czy sprawować inną władzę.
          • wiesia140 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 12:27
            Tak mi zapachniało
            • wiesia140 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 12:38
              Elita z reguły uważa za wszystko lepiej wiedzącą i to mnie przeraża w elicie i
              obawiam,że tu może być to samo, poza tym to była reklama tego przedszkola,
              przynajmniej tak to brzmiało. Tak chciałabym ,żeby wartości chrześcijańskie
              były wdrażane , póki co wielu się na nie powołuje niewielu wprowadza w
              czyn przy władzy.
    • ula27121 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 14:19
      sulla napisała:

      > Przyznam, że to jest właśnie mój problem. Sama się czasem zastanawiam, czy
      > jestem dobrym rodzicem, skoro musiałam szybko wrócić do pracy, skoro nie mogę
      > zapewnić mojemu dziecku prywatnej edukacji, skoro nie stać mnie na dwa
      > tygodnie nad morzem w wakacje. Myślę czasem, ze może podjęłam egoistyczną
      > decyzję, skoro chciałam mieć dziecko, a teraz nie mogę mu zapewnić
      > wszystkiego, co najlepsze. A przecież tak łatwo mogłam go nie mieć,
      > wystarczyłaby „gumka”.

      Też się nad tym zastanawiałam. Uważam jednak, że pieniądze nie są w stanie
      zapewnić "wszystkiego co najlepsze". Są bardzo pomocne, cieszyłabym się gdybym
      mogła wysyłać swobodnie dzieci na zajęcia dodatkowe, gdyby nie musiały
      rezygnować w przyszłości z wymarzonego wykształcenia.

      Mam jednak przekonanie i doświadczenie swoja oraz osób w mojej rodzinie, że
      najważniejsze jest to, co przekażesz dziecku. Jeśli uda mi się wpoić dzieciom,
      że wiedza jest wartością, że własną pracą mogą naprawdę wiele,że gdyby dobre
      szkoły ( i drogie szkoły) były czegokolwiek gwarancją, to na najlepszych
      kierunkach studiów nie było by osób z rodzin niewykształconych, ze szkół
      wiejskich i liceów małych miasteczek.

      Na pewno pieniądze pomagają lub mogą pomóc ale niczego nie gwarantują. Nie mogąc
      zapewnić dziecku wszystkiego w cale nie znaczy to że się je ogranicza. Często
      wręcz przeciwnie. W domu zawsze mi powtarzano, że nie ważne do jakiej szkoły
      chodzę , ważne ile wiem. Pilnowano abym nie wpadła w zachwyt nad sobą ale też i
      w nieuzasadniony lęk. Razem z siostrą mieszkałyśmy " w lesie", dostęp do szkół i
      zajęć pozalekcyjnych był mocno ograniczony w porównaniu z dziećmi znajomych
      moich rodziców mieszkających w dużych miastach. Poza wykształceniem nie
      dostałyśmy wiele jeśli mówić o finansach. Tak jest w mojej rodzinie od pokoleń.
      To co dzieci mogą dostać najlepszego to dobre wykształcenie, które nie jest
      równoznaczne z wieloma zajęciami dodatkowymi czy prywatnymi szkołami, a raczej z
      dopilnowaniem i mobilizowaniem do samodzielnej pracy.
      Uważam to doświadczenie za bardzo cenne. Mam nadzieję, że uda mi się to również
      w stosunku do moich dzieci, które i tak już mają o wiele więcej niż ja.

      >
      > I gdzieś w tym wszystkim gubi mi się Boży plan, zapominam, że nie ja rządzę
      > tym światem, nie ja ustalam reguły, i że Bóg kocha tak samo wszystkich, bez
      > względu na zawartość portfela. I że nie my mamy władzę nad życiem, nawet,
      > jeśli możemy do pewnego stopnia mieć na nie wpływ i namiastkę kontroli w
      > postaci antykoncepcji sztucznej czy naturalnej.
      >
      >
      Ja muszę sobie o tym przypominać co jakiś czas mimo wszystko.
    • nati1011 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 15:14
      Ja dzisiaj mocno w pracy, wiec krótko:

      oboje z meżem pochodzimy z biednych rodzin. Naprawdę poza
      podstawowym utrzymaniem na niewiele starczało, choć nie chodziliśmy
      głodni. Oczywiście o prywatnych szkołach to wogóle mowy nie było.
      Zresztą wszyscy byli wokół jednakowo biedni.

      ALe te trudne warunki wymuszały kreatywność. Człowiek chciał
      osiągnąć coś wiecej niż to co mieli rodzice. Mamy zarówno wyższe od
      rodziców wykształcenie jak i status materialny. Oczywiście nie
      zarabiamy milionów, ale na wszystkie podstawowe potrzby wystarcza, a
      nawet na odrobinę szaleństwa.

      Naszym dzieciom nic nie brakuje. I mogłyby miec nawet wiecej niż
      mają. Nie dajemy więcej- materialnie - celowo. Buty mają być
      wygodne i trwałe, a nie markowe. Wakacje fajne, a nie drogie.
      Pewnie, ze chcę, by było im dobrze, ale uważam, ze pewien niedostyt
      tez jest potrzebny. Nasza córka miała wszystko zanim tego tak
      naprawdę zapragnęła. Nieznane jest jej wyczekiwanie, czy tęsknota za
      zabawką. Była jedyną malutką dziewczynką w całej wielkiej rodzinie i
      wszyscy rozpieszczali ją na maksa. Dopiero teraz, gdy jest juz
      gromada małych dzieci uczy sie, ze nie zawsze dostaje sie to co sie
      chce. I że na pewne rzeczy trzeba poczekac.

      Staram się równoważyć ich potrzeby z naszymi możliwościami, ale
      chciałaby tez by wiedziały - nie tylko teoretycznie, że nie zawsze
      ma się wszystko. Że są okresy w życiu człowieka, że moze brakować
      najbardziej podsdtawowych rzeczy. I to, ze dziś jest dobrze, nie
      oznacza, ze jutro nie bedzie gorzej. Ucze dostrzegania potrzeb
      wokół - skoro mozesz, to pomóż. Nawet nie dlatego, ze jutro ty
      mozesz potrzebować pomocy, ale dlatego, ze tak trzeba. Że szynka na
      stole nie cieszy, gdy za ścianą dziecko płacze z głodu. Mam
      nadzieję, ze uda sie nam tego nauczyć.

      I przewrotnie powiem - zdecydowałam sie na 2 dziecko rezygnujac z
      pracy. I z góry założyłam, że - inaczej niż przy pierwszym - zostanę
      z nim w domu, nawet kosztem wyrzeczeń. W tamtym momencie sytuacja
      materialna była naprawdę nie wesoła. Na poczatku było cieżko, ale w
      efekcie dziś jest nam łatwiej materialnie niż z 1 dzieckiem - mimo
      iż ja pracuję na zasadzie wolnego zawodu (dopiero od tego roku w
      większym wymiarze, wczesniej parę godzin tygodniowo). I dziś wiem,
      ze te lata spedzone z synkiem (malutkim) a przy okazji i z córką
      (chcoć już mniej, bo jednak szkołą) były najwspanialszymi latami. I
      żałuję, ze brakowało mi odwagi (tak odwagi, bo warunki w momencie
      decyzji w obu przypadkach były trudne) by zostać z nią przynajmniej
      kilka lat w domu.

      Prywatne przedszkole/szkoła? tylko w nielicznych przypadkach. Moze
      właśnie taka jak sternik - my jeszcze rozważamy salezjańską (bo
      młoda ciagle ma pewne kłopoty, a tam klasy o połowe mniej liczne).
      Ale przecież wiekszość z nas kończyła zwykęł rejonówki i wyszliśmy
      na ludzi. Moze nie ideały, może nie liderów i przywódców, ale ja tam
      wolę spokój i ciszę od blasków fleszy. A swoją robote można robić i
      na nizinach społecznych.
      • nati1011 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 15:15
        a miało być krótko wink
        • verdana Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 18:29
          Cóż, mnie się wydaje, ze te rozwazania dotyczą jednak tych "elit',
          rejonowe szkoły są pełne, mnostwo dzieci nie tylko nie stać na kursy
          języka, ale na ciepły obiad. Draznia mnie - wybaczcie - także
          biadania, ze dzieci "maja wszystko", a my nie. My też mielismy
          wszystko, jak na tamte czasy. No i ja w swoim otoczeniu wcale nie
          widzę tych "mających wszystko' nastolatków. Moje dzieci nigdy nie
          miały własnego pokoju, markowych ubrań, ani wakacji za granicą - i
          widzę, ze koledzy mojego syna też nie mają. A to uczniowie
          renomowanego gimnazjum. A co do szkół - cóż, jako lepiej zarabiająca
          niż kiedys być może wysle dzecko do prywatnego liceum - jesli nie
          zda do państwowego, poniewaz dla mnie akurat posylanie dziecka do
          szkoły, gdzie barierą jest jakiekolwiek czesne jest wychowawczo
          gorszym wyborem... Nawet, jesli szkoła jest b.dobra, to jakąś bardzo
          wazną wartość w życiu w ten sposób się gubi.
          • nati1011 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 20:08
            verdana napisała:

            Draznia mnie - wybaczcie - także
            > biadania, ze dzieci "maja wszystko", a my nie. My też mielismy
            > wszystko, jak na tamte czasy. No i ja w swoim otoczeniu wcale nie
            > widzę tych "mających wszystko' nastolatków. Moje dzieci nigdy nie
            > miały własnego pokoju, markowych ubrań, ani wakacji za granicą - i
            > widzę, ze koledzy mojego syna też nie mają. \

            Verdana pod pojeciem "moje dzieci mają wszystko" rozumiem: jedzenie,
            wygodny kąt nad głową (jeden wspólny dzieci pokój - co i tak jest
            luksusem), schludne ubrania, potrzebna opiekę lekarską i wakacje
            śrdnio raz w roku (w kraju, ok tygodnia). Jak dla mnie to dużo -
            zwłaszcza, ze wiekszosć dzieci w okolicy nie ma tak dobrze.

            A prywatną szkołe rozważam wyłacznei z powodów zewnętnych - rejonowe
            gimnazjum jest jeszcze gorsze od podstawówki i jeżlei młoda się nie
            dostanie do wybranego (a ma trochę przegwizdane, bo w 5 klasie
            przenieśliśmy ją do szkoły o znacznie wyższym poziomie, wiec oceny
            są niewybitne i mimo śr 5,1 moze braknac jej punktów by dostać się
            spoza rejonu - zaznaczam, że w sumie wybraliśmy 2 szkoły publiczne,
            niepłątne, a salezjanie to jakby deska ratunku, bo raczej zacznę ją
            uczyć w domu niż zdecyduję na powtórkę z podstawówki)

            A co do prywatnych szkoł - w wielu które sprawdzałam poziom
            zmanierowania dzieciaków, kórych rodziców stać na czesne
            przekraczające te 300-400 zł miesiecznie jest porażajacy. I moze
            nawet nie tyle jest to problem tych dzieci, co nauczycieli, którzy
            traktują ich jak udzielne ksiażęta - sama pytałam i usłyszałam to od
            nauczycieli.

            smile
            • verdana Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 20:26
              No cóż - podstawowe wyżywienie i dach nad glową to na pewno nie
              jest "wszystko", a juz w tym kontekscie rozwazania, czy to jest
              dobre i wychowawcze dla dzieci zaczynaja mnie dziwić. Bo jesli tak -
              to ja widziałabym w starannym planowaniu dalszych dzieci 100% dobro.
              Jesli kolejne dziecko ma byc kosztem jedzenia, ubrania, kąta, opieki
              lekarskiej czy nawet tygodnia wakacji tych juz urodzonych, to dla
              mnie jest to wybór moralnie watpliwy. Chyba jednak nie o to
              chodziło - chodzilo raczej o to, ze nie chce się mieć nastepnych
              dzieci, aby zapewnić istniejącym "luksus", a nie kosztem pozbawienia
              dzieci podstawowych dóbr.
              Co do zmanierowania - niestety, ja też to widze, chociaż liceum
              mojego syna, b.drogie (dla mnie za darmosmile)jakoś tego uniknęło. Moze
              dlatego, ze zebrały się tam dzieciaki w rózny sposób odrzucone.
              • nati1011 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 21:03
                NMo kolejne dziecko na pewno byłoby kosztem "kata". Lokum z gumy nie
                jest i każdy nowy obywatel trochę go "pomniejsza".
                • verdana Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 21:59
                  Tak, u mnie zdecydowanie nowy obywatel pojawił się kosztem kątasmileAle
                  obywatel nieplanowany był, poza tym jest róznica między brakiem
                  pokoju dla dziecka, a brakiem jakiegokolwiek miejsca dla dziecka.
                  Dzis własnie rozmawiałam z kolezanką , wychowaną w kawalerce 23
                  metry na 4 osoby. Nie wygląda, aby wspominala dzieciństwo jako
                  sezczęśliwe, m.in. z tego powodu...
                  • franula Re: Szkodliwość antykoncpecji 21.01.10, 09:22
                    były już dyslusje wpisujące się w ten temat
                    forum.gazeta.pl/forum/w,16182,75833538,75876663,Re_straszne.html
                    forum.gazeta.pl/forum/w,16182,93557668,93681982,Co_to_znaczy_stac_.html
                    miło sie nie skończyły.
                    • sulla Re: Szkodliwość antykoncpecji 21.01.10, 09:47
                      Tak, jedna z tych dyskusji to był nawet mój wątek. Nie ukrywam, że ten temat po
                      prostu siedzi we mnie. Spotykam się bowiem z takim klasyfikowaniem na zasadzie
                      biedny rodzic = zły rodzic, bogaty rodzic =dobry rodzic. No a ja bogata nie
                      jetem, choć też nie biedna.
                      I myślę, ze gdyby nie pewna możliwość kontroli płodności, to ten problem nie
                      byłby tak drastyczny. Nie zastawiałabym się, czy dobrze robię, decydując się na
                      dziecko, bo to nie byłaby moja decyzja po prostu. Nie myślałabym - czy dwa
                      pokoje to za mało na 3 osoby? a na 4? 9 a znam osoby, dla których 3 pokoje to za
                      mało na 3 osoby!) Możemy zacząć więcej pracować i więcej zarabiać - ale wtedy
                      nie będzie nas wcale dla dzieci - po co w takim razie powoływać kolejne dziecko
                      do życia?
                      Nie miałabym takich dylematów, gdybym nie miała możliwości kontrolowania swojej
                      płodności.
                      Teraz się zastanawiamy, co będzie lepsze dla naszego dziecka - zostanie
                      jedynakiem czy pogorszenie sytuacji materialnej. Jakiej decyzji nie podejmiemy,
                      możemy zrobić dziecku krzywdę.
                      • ula27121 Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 13:31
                        sulla napisała:

                        > Teraz się zastanawiamy, co będzie lepsze dla naszego dziecka - zostanie
                        > jedynakiem czy pogorszenie sytuacji materialnej. Jakiej decyzji nie podejmiemy,
                        > możemy zrobić dziecku krzywdę.
                        >
                        Jeżeli pogorszenie sytuacji materialnej będzie tak duże, że dziecku może
                        zabraknąć na te naprawdę podstawowe potrzeby typu jedzenie, ubranie to owszem.
                        Ale nie bardzo rozumiem jak można zrobić krzywdę "pogorszeniem sytuacji
                        materialnej"?
                        Nie odbierz tego proszę jako czepialstwa, naprawdę nie bardzo rozumiem co
                        konkretnie masz na myśli?
                        • sulla Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 13:55
                          > Ale nie bardzo rozumiem jak można zrobić krzywdę "pogorszeniem sytuacji
                          > materialnej"?

                          No np. drugie dziecko musiałoby iść bardzo wcześnie do żłobka, bo my za mało
                          zarabiamy, żebym mogła zostać na wychowawczym. A nie jest bezpiecznie zakładać,
                          że drugi raz uda nam się tak korzystnie załatwić sprawę jak teraz(ja pracuję w
                          połowie w domu, kiedy jestem w pracy pomaga nam babcia, która jednakże sama
                          pracuje jeszcze w wieku lat prawie 70, a młodsza się nie robi i ja jej nie chcę
                          obarczać ponad miarę, już i tak tyle jej zawdzięczamy. Teraz jednak od września
                          muszę już wracać do biura na cały etat i Mała w wieku 2 lat do żłobka pójdzie,
                          co daj Boże zresztą, żeby się udało).
                          • ula27121 Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 14:16
                            Rozumiem....przyznam, że gdybym rozpatrywała te sprawy, o których piszesz jako
                            krzywdę dla dziecka, to bym dzieci nie miała....ale rozumiem Cię. Często mam
                            wyrzuty sumienia, często patrzę na siebie jak na matkę, która nie jest w stanie
                            dać dzieciom tyle siebie ile by chciała. Wyrzucam sobie, że tak szybko oddałam
                            je do placówek, że za raz po macierzyńskim wracałam do pracy nie tylko dla tego,
                            że musiałam ale też i chciałam ( też trochę taki mam zawód). Ale nie byłoby ich.
                            Choć rzeczywiście nie jestem w stanie stwierdzić czy nie zrobiłam im krzywdy....
                            • sulla Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 14:31
                              > Choć rzeczywiście nie jestem w stanie stwierdzić czy nie zrobiłam im krzywdy..

                              No więc właśnie tu się zaczyna ta szkodliwość antykoncepcji moim zdaniem wink Bo
                              gdybyśmy nie myślały, że mogłyśmy przecież dzieci nie rodzić, to byśmy nie
                              myślały "a czy na pewno dobrze zrobiłam?". Rodziłybyśmy i tyle.
                              • ula27121 Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 14:46
                                sulla napisała:


                                >
                                > No więc właśnie tu się zaczyna ta szkodliwość antykoncepcji moim zdaniem wink Bo
                                > gdybyśmy nie myślały, że mogłyśmy przecież dzieci nie rodzić, to byśmy nie
                                > myślały "a czy na pewno dobrze zrobiłam?".

                                Tylko, że ja byłam i jestem przekonana, że dobrze zrobiłam:0 Choć nie jestem w
                                stanie stwierdzić czy nie robię im krzywdy podjęłabym takie same decyzje. Nigdy
                                nie będę pewna czy nie zrobię im krzywdy takim a nie innym słowem, sposobem
                                wychowania, zasadami, którymi będę się wobec nich kierować. Na pewno robię
                                wszystko co w mojej mocy, żeby było jak najlepiej. Nie wierzę, że mogłoby być
                                idealnie. Nie wierzę, że nie popełnię/ nie popełniłam błędów.
                                • sulla Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 14:51
                                  Masz rację. To jak w "Nieznośnej lekkości bytu" - nigdy się nie dowiemy, co by
                                  było, gdybyśmy wybrali inaczej. Trzeba robić swoje w najlepszej wierze i
                                  najlepiej, jak się da. I tyle. ( no i to prawda, ze straszna nuda, jak się
                                  wszyscy ze sobą zgadzają, ale co ja poradzę na to - no mądrze rzeczesz po prostu
                                  wink)
                                  • ula27121 Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 15:03
                                    sulla napisała:

                                    > Masz rację. To jak w "Nieznośnej lekkości bytu"

                                    Uwielbiamsmile Wracam do tej książki bardzo często.
                      • verdana Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 18:40
                        Nie, chyba jednak nie jest tak, ze było lepiej. Weź pod uwagę, ze
                        brak kontroli nad urodzeniami wplywał nie na to, ze rodziło się
                        trzecie dziecko, dla ktorego nie starczało pokoju i pieniedzy na
                        kolonie, ale rodziły się dzieci, dla których nie starczało jedzenia
                        i uwagi rodziców. Że na wsiach badacze wysłuchiwali biadań "Sasiadka
                        ma szczęście, u niej trochę dzieci pomarło, a u mnie dziesiecioro
                        sie chowa i skad na te gęby nastarczyć?" Dla nas dzisiaj nie do
                        wyobrazenia, ale tak było naprawdę. Dzieci czesto były dopustem, nie
                        szczęściem.
                        Zastanawiasz się czy dwa pokoje to za mało na 3 osoby (z
                        doświadczenia mówie, ze jeden na 4 to mało...), ale przecież
                        powinnaś zastanawiać sie, czy dwa pokoje na pięć, siedem, dwanaście
                        osób - byłoby tym dobrym rozwiązaniem?
                        • sulla Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 20:05
                          No więc widzisz Verdano, ja wcale nie twierdzę, że drzewiej było lepiej, albo że
                          antykoncepcja jest zła sama w sobie. Ja tylko zastanawiam się nad tym, czy nie
                          może być skutkiem ubocznym antykoncepcji taka zmiana stosunku do dzieci, która
                          jest niepożądana - z człowieka na inwestycję.
                          Bo że samo planowanie rodziny jest czymś pożądanym i dobrym, to jestem
                          przekonana. I właśnie dlatego planuję wink


                          • verdana Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 20:16
                            Dzieci były ZAWSZE inwestycją - tylko nie inwestowało się w
                            przyszłość dzieci, a własną starość.
                            • sulla Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 21:01
                              No więc ja właśnie nie chcę swojego dziecka postrzegać jako inwestycji. Ani w
                              swoje poczucie własnej wartości ("jestem takim fajnym rodzicem") ani w swoją
                              starość ("tyle ci dałam, teraz mi się odwdzięcz").

                              Ja pamiętam taką scenę, jak Mała była bardzo mała i jeszcze karmiłam ja piersią.
                              Karmiłam ją kiedyś w nocy i ona miała zamknięte oczy. I ja w jej twarzy nagle
                              zobaczyłam nie twarz dziecka, a twarz kobiety. I poczułam, że ja ją nie tyle mam
                              karmić, co mam jej przekazać coś, jak kobieta kobiecie, coś, co ona poniesie
                              dalej. Mam się nią zaopiekować na ten kawałek drogi, na którym jestem jej
                              potrzebna. A potem ona zrobi z tym co zachce. To uczucie trwało ułamek sekundy,
                              ale staram się o nim pamiętać, bo tak bym chciała kształtować swoją relację z córką.
                              • sunday Fromm o miłości macierzyńskiej 25.01.10, 12:20
                                Wczoraj trafiliśmy na taki fragment:

                                "[...] stosunek między matką a dzieckiem ma charakter paradoksalny i w pewnym
                                sensie tragiczny. Wymaga on od matki najsilniejszej miłości, ale zarazem ta sama
                                miłość powinna pomóc dziecku w uzyskaniu dojrzałości i odejściu od matki, tj. w
                                zdobyciu pełnej niezależności. Żadnej matce nie sprawia trudności kochać swe
                                dziecko zanim rozpocznie się proces separacji, ale większość matek nie potrafi
                                kochać dziecka i zarazem pozwolić mu odejść - i co więcej - chcieć, aby odeszło.
                                [...] Miłość erotyczna zaczyna się od odrębności i kończy w jedności. Miłość
                                macierzyńska zaczyna się od jedności i prowadzi do odrębności. Gdyby potrzeba
                                stopienia się realizowała się w miłości macierzyńskiej, prowadziłaby do
                                zniszczenia dziecka jako niezależnej istoty [...]" (Szkice z psychologii
                                religii, E.Fromm)
                      • zuzasza Re: Szkodliwość antykoncpecji 23.01.10, 18:51
                        właśnie dlatego ja zostawiam margines dla Bożego działania stosując NPR i
                        wyzbywam się wyrzutów sumienia czy nie zbyt długo czekam z kolejnym potomkiem
                        itp. Jak moje plany będą odmienne od Bożego planu to mi "namiesza" w cyklach i
                        się nie wywinę smile Już tak raz było (z pierwszym) i całe szczęście... choć wtedy
                        było łatwiej, bo mniej się znałam na NPR smile
                        W każdym razie to mi pozwala planować, ale z takim marginesem, że ktoś tam wie
                        lepiej niz ja
                        • verdana Re: Szkodliwość antykoncpecji 23.01.10, 18:58
                          Cóż, gdybym byl;a wierzaca, to powiedziałabym, ze dla Boga naprawdę
                          żadna antykoncepcja problemu nie stanowi. O czym zresztą miałam
                          okazję się przekonaćsmile I to co piszesz podwaza podstawy NPR - bo to
                          oznacza, ze nie jest to metoda niezawodna jak inne, tylko wlasnie
                          pozostawiająca margines.
                          A o ile wiem, jest - dobrze stosowana- bardzo skuteczna.
    • luna15 Re: Szkodliwość antykoncpecji 20.01.10, 20:12
      Ja takich dylematów nie mam bo moja/nasza / decyzja o dziecku dzieckiem póki co
      nie zaowocowała.Tym samym niejako automatycznie uważam że jego mam nadzieje
      pojawienie się będzie wola Boża - bo jak widać nasze starania nie wystarczą.Nie
      ukrywam jednak że zazdroszczę tym dla których decyzja= ciąża.
      O to czy wychowamy je dobrze jakoś nie wątpię i na pewno wyznacznikiem nie
      będzie tu możliwość zapewnienia akurat tego rodzaju edukacji.A raczej od tego
      typu klimatów będę je bronić z całych sił.Wolę indywidualizm niż moralność
      mrowiska wink
    • anik801 Re: Szkodliwość antykoncpecji 21.01.10, 09:56
      Nie stosuję sztucznych środków antykoncepcyjnych z różnych powodów.
      Natomiast nie zawsze dzieci można tak po prostu mieć.W moim
      przypadku powinno się zakończyć na jednym.Jak przyjaciółka mojej mamy
      (jest lekarzem dobrze znającym mój stan zdrowia)usłyszała,że jestem
      w drugiej ciąży to określiła to jednym słowem "tragedia".Ja jednak
      mam to w nosiewinkZa jakiś czas może chciałabym kolejne dziecko,ale
      jest właśnie ta bariera-kiepskawe zdrowie.Pominę trudności z
      donoszeniem ciąży(bo to akurat i u zdrowych kobiet może
      wystąpić).Natomiast odczuwam skutki ciąży już teraz.I chyba będę
      musiała zapomnieć o kolejnym dziecku.Natomiast na pewno nie
      rozpatruję tego w kategoriach-że muszę dziecku
      zapewnić "wszystko".Bo co to niby jest to "wszystko"?Dla mnie
      wszystko to miłość,opieka i talerz zupywink Nas było w domu 4 i była
      lata gdzie mieliśmy wszystko,a potem takie gdy było rodzicom
      ciężko.I ciszę się,że moja mama urodziła 4 dzieci że nie myślała
      kategoriami typu "mieć".A gdy była w ciąży z moim bratem wszyscy
      doradzali jej aborcję!Rodzina krzywo na nią patrzyła-bo takie czasy
      i 4dzieci.Nawet jej własna matka i teściowa chciały żeby usnęła
      ciążę!A ona powiedziała wszystkim "nie".I wiecie czego dziś żałuje
      (często nam o tym mówi),że nie miała jeszcze jednego dziecka.Jak moi
      rodzice byli koło pięćdzisiątki,to rozmawiali często jak fajnie
      byłoby mieć jeszcze jedno dziecko(no,ale wtedy byo już za
      późno,zresztą mój tata zmarł na raka w wieku 52lat).Szkoda,że w
      naszym kraju jak ktoś ma więcej niż 2dzieci to jest postrzegany jako
      patologia,albo jak nieodpowiedzialny co zaliczył "wpadkę".I choć u
      mnie naprawdę nie jest wskazane ponowne zachodzenie w ciążę to nie
      wiem czy za kilka lat znów się nie zdecyduje.Teraz leżałam w
      szpitalu z babeczką(38lat)ma córkę 15lat,syna 14lat i właśnie
      urodziła synka.Kurczę chyba się za bardzo rozpisałamwink
      • sulla Re: Szkodliwość antykoncpecji 21.01.10, 10:00
        Anik, Ty uważaj na siebie, proszę. Nie rozpisuj się ino leż spokojnie smile
        • anik801 sulla 21.01.10, 10:27
          ja mogę pisać na leżącowinkA to leżenie mnie dobija.
          • sulla Re: sulla 21.01.10, 10:30
            No ja wiem, wiem, leżenie jest dobijające, też kiedyś leżałam.
            Ale dasz radę smile
          • skrzynka-3 Anic- off topic 22.01.10, 17:25

            7 ponad lat temu wyladowawszy w lozku z zagrozona ciaza trafilam na
            forum e-dziecko-tez opanowalam pisanie na lezaco jedna reka-laptopa
            wtedy nie mielismy. Przyjaznie z tamtego forum mam do dzis smile a
            przez tygodnie lezenia opracowalam "100 rzeczy ktore mozesz zrobic
            nie wstajac" jednym z bardziej udanych pomyslow bylo wyprodukowanie
            pasty serowo -jajecznej przy pomocy 6cio i 4 -ro latka -mina meza
            kiedy wszedl do pokoju zaslanego warstwa tartego sera i posiekanego
            jajka bezcenna wink
            Byl te taki tydzien, ze w ramach walki z depresja co dziennie mialam
            inny kolor paznokci-dla wyjasnienia dodam, ze z racji wykonywanego
            zawodu na codzien paznokcie mam krociutkie i niemalowanewink.

            Mile tez wspominam impreze ktora zorganizowal maz kiedy widzial ze
            kiepsko z moja psyche-umowil znajomych, przyniesli jedzenie, picie
            ja lezalam na materacu na srodku pokoju a oni siedzieli dookola na
            podlodze.

            Potem nastapil niestety rozdzial pt Patologia ciazy i tego juz wole
            nie wspominac-ale najwazniejsze-dalam rade i ja i niunia ktora
            urodzila sie za co prawda troche za wczesnie ale wszystko wyrownala
            i dzis jest bystra, zdrowa pierwszoklasistka.

            Dasz rade nie daj sie dobic!
            • skrzynka-3 Anik oczywiscie mialo byc n/t 22.01.10, 17:26

      • nati1011 Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 13:56
        Wiesz Anika, doskonale cie rozumiem. Ja bym jescze przynajmniej 2
        dzieci mogła mieć. Z głodu by nie pomarły. Ino ktoś w ciaży musiałby
        za mnie pochodzić sad Lekarza to nawet nie chcę się pytać, bo juz nie
        raz słyszałam, ze mam sie cieszyć, ze mam 2 dzieci.
        Na dzisiaj nie wiem co jest wiekszym błedem: pozostać na 2 dzieci,
        czy ryzykować 3? Zdaję sie na Górę. Specjalnie się nie staram, ale
        gdyby się trafiło, to bym sie chyba mimo wszystko cieszyła smile
        • magdalaena1977 Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 18:45
          nati1011 napisała:

          > Wiesz Anika, doskonale cie rozumiem. Ja bym jescze przynajmniej 2
          > dzieci mogła mieć. Z głodu by nie pomarły. Ino ktoś w ciaży musiałby
          > za mnie pochodzić sad
          a myślałaś o adopcji ? Słyszałam kobiety, które zastanawiały się nad takim
          rozwiązaniem.
          Ciąży nie ma, a w dodatku mogłabyś poczekać aż Twoje dzieci trochę podrosną i
          np. córka wyfrunie z domu.
          • nati1011 Re: Szkodliwość antykoncpecji 22.01.10, 19:04
            > a myślałaś o adopcji ? Słyszałam kobiety, które zastanawiały się
            nad takim
            > rozwiązaniem.
            > Ciąży nie ma, a w dodatku mogłabyś poczekać aż Twoje dzieci trochę
            podrosną i
            > np. córka wyfrunie z domu.

            Ja myślałam - w którymś momencie omal nie zostaliśmy rodzicami 2
            osieroconych dzieci znajomych. Ale to był jedyny przypadek, gdy mój
            mąż brał pod uwage adopcje dziecka. Nie wchodzi to - przynajmniej na
            razie - w gre. smile
            • anik801 adopcja 23.01.10, 15:19
              Mój mąż nie zgodziłby się.Tzn.chciałby gdybyśmy nie mogli mieć
              własnych dzieci.Niestety mamy w rodzinie dość przykry przypadek
              adopcji.Oczywiście jeśli chodzi o własne dzieci też nie wiesz co z
              nich wyrośnie,ale jednak to zawsze inaczej.Poza tym nie mogłabym
              chyba dać w pełni temu dziecku miłości i to byłoby
              nieuczciwe.Osobiście nie wierzę,że mając swoje dziecko możesz
              pokochać obce tak samo.Co innego być rodziną zastępczą,a co innego
              zaadoptować.Poza tym adopcja to długa i ciężka droga.
              • verdana Re: adopcja 23.01.10, 15:32
                Moja mama ma adoptowanego brata. Dziadkowie go kochali - ale choć
                nie wiedziałam,ze wujek jest adoptowany widziałam, że "coś jest nie
                tak". Było widac różnicę, subtelną, ale jednak - nie w oficjalnych
                deklaracjach, czy zachowaniach (wujek np. odziedziczył więcej niż
                mama), ale w uczuciach.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja