Dodaj do ulubionych

rozdzielność płciowa w szkole

24.01.10, 11:47
Witam,

Wątek o Sterniku przypomniał mi moje obawy, kiedy cztery lata temu szukałam podtsawówki dla małoletnich. Właśnie przy sterniku miałam jakis wewnetrzny problem z tym, że wyślę dziecię do klasy gdzie będą sami faceci.
Wprawdzie wiadomo, że taki młody meżczyzna rozwija i uczy się inaczej, i potrzebuje innego sposobu nauczania niż młoda dama. Wiadomo też, że system edukacyjny w Polsce krojony jest pod dziewczynki. Powinnam się więc cieszyć, że istnieją szkoły gdzie dostrzeżono te subtelne różnice i chcą się do nich dodstosować.
A jednak bałam się oddać dziecię do męskiej szkoły. Gdybym dostrzegała w moim 6-letnim wtedy potomku zadatki na samca alfa, może byłoby łatwiej (ale trafił się naukowiec odludek). I tak to nadzieja, że jednak kobiety złagodzą trochę obyczaje zawiodła nas do szkoły koedukacyjnej.

Może jest ktoś kto podzieli się swoimi doświadczeniami z takich jednorodnych płociowo szkół. Może niepotrzebnia zobaczyłam demona gdzies gdzie go nie ma ;o)

m
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 12:14
      Ja chodziłam do żeńskiego liceum. I to z dużą dyscypliną. I szczerze
      mówiac bardzo mi sie ta szkoła podobała. Pewnie, że nie żyłyśmy w
      klasztorze, ale w szkole można się było skupić na nauce, a na
      chłopaków i zabawy był czas po lekcjach. I w sumie jakiś waśni
      babskich było mniej niż w podstawówce. Koedukacyjnej. I czułam się
      dobrze w tej szkole MIMO iż mam umysł ścisły i zawsze lepiej
      dogadywałam sie z chłopakami.

      A teraz mając dzieci różnopłaciowe widze jak bardzo się różnią w
      pojmowaniu swiata. Mnie pomysł na klasy żeńskie i meskie się podoba.
      Nie wiem, czy musza to być od razu osobne szkoły, ale to co czytałam
      o takich szkołach mnie przekonało (zwłaszacza, ze historycznie jest
      sporo opracowań). Niestety obecnie nie mogę tego sprawdzić w
      praktyce.
    • anik801 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 13:44
      Mi brak męskiego towarzystwa jako nastolatce nie przeszkadzałwink
      Chodziłam do nazwyklejszej podstawowki(z chłopcami)i też było ok.Nie
      zauważyłam,by w liceum dla dziewcząt były jakieś "dziewczęce"
      zajęcia. Potem chodziłam znów do liceum koedukacyjnego i też nie
      robiło mi to różnicy.Nauczanie było takie samo-nie odczułam,że tam
      gdzie nie było chłopców jakoś inaczej nas "wychowywano".Zastanawiam
      się tylko jaki byłby stosunek chłopców/dziewczynek wypuszczonych po
      latach nauki w szkole jednej płci potem do płci przeciwnej.W końcu
      nie każdy poza szkołą ma towarzystwo innej płci.
      • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 13:57
        Zastanawiam
        > się tylko jaki byłby stosunek chłopców/dziewczynek wypuszczonych
        po
        > latach nauki w szkole jednej płci potem do płci przeciwnej.W końcu
        > nie każdy poza szkołą ma towarzystwo innej płci.

        No bez przesady. U nas nawet 2 ciaże w klasie maturalnej sie
        trafiły, więc jakieś te kontakty damsko-męskie musiały być wink

        A na poważanie - teraz jak rozmawiam z osobami, które chodziły do
        liceów - nawet mocno prestiżowych, to się mocno dziwię. Bo oni
        twierdzą, ze już wtedy młodzierz nie była taka święta, i było wiele
        patologii. Mozecie nie wierzyć, ale jedyną dekadencją jaka pamietam
        z liceum, to były ze 3 dziewczyny, co podpalały (papierosy, zeby nie
        było wątpliwości), kilka (przeważnie te same) co uparcie się
        malowały i robiły trwałą (całkowicie zakazane), za to w ciaże zaszły
        2 kwalifikujące sie do grupy najspokojniejszych. Przy czym jak
        zaznaczam było to już w klasie maturalnej i obie maturę zdały. Dziś
        wiekszośc ma normalne rodziny, robią wiekszą lub mniejsza karierę.

        Pewnie dużo zależy od nauczycieli a nie tyle od podziału na
        monopłciowe czy koedukacyjne. To, ze szkoła była dobra, to zasługa
        świetnej kadry i dyscypliny. Wtedy trochę narzekałyśmy, ale teraz
        wspominamy z rozrzewnieniem. smile
    • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 14:00
      a tak na marginesie, mój synek najlepiej bawi sie z dziewczynkami.
      Chłopcy są dla niego zbyt agresywni i hałaśliwi - a on nie lubi ani
      hałasu ani bijatyk. Może to i dobrze, bo przy jego posturze mógłby
      komuś krzywdę zrobić wink Czy możnaby było puścic go do szkoły
      męskiej? Chyba bardzo ostrożnie.
      • verdana Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 14:23
        Mnie się też w szkole wydawało, ze dekadencja ograniczała sie do
        jednej stałej pary. Okazało się, ze po prostu byłam słaba w
        pozyskiwaniu plotek i bywaniu we własciwym miejscu we własciwym
        czasie- po latach dowiedziałam się, co się działo - pijaństwa,
        swawole i narkotyki.
        Mój syn przyjaźnie się z dziewczynami, corka całą szkołę siedziała
        wyłącznie z chłopakami. W ich wypadku szkoły niekoedukacyjne byłyby
        kleską. Ale wyobrazam sobie, ze ma to dla niektorych - np.
        niesmialych dziewczat- pewne zalety. Ja bym nie posłała, ale uwazam,
        ze powinien byc wybór, tyle, ze rodzice nie zawsze potrafią
        zrównowazyć wady "jednorodnych" klas.
        Znam tylko jeden przyklad - chłopaka po św. Augustynie. Akurat
        zniechęcający. Dla niego dziewczyny były innym gatunkiem człowieka.
        To znaczy, gdy przychodził do niego moj syn i córka zrywał się,
        zdejmował z córki kurtkę, podsuwał krzesło, podawał herbatke - i w
        rozmowie kompletnie ignorował wszystko co mówiła, kwitując to tylko
        uprzejmym usmiechem. Tak, jakby mowilo dziecko.
        Znałam go wczesniej, w wieku przedklicealnym - nie był taki.
    • luccio1 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 14:49
      Kiedy podchodziłem do matury (1972/73), nie zauważyłem zupełnie romansu chłopaka
      z klasy równoległej z Panią od fizyki. O całej rzeczy dowiedziałem się lata
      później - na jednym ze spotkań klasowych, bodaj na 35-lecie matury...
      • mamaanieli Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 15:26
        brak facetów w szkole mojej - liceum żeńskie - nie był dla mnie
        problemem, bo poza szkołą miałam wielu kolegów i jeszcze więcej
        adoratorówwink natomiast dla zahukanych dziewczyn, czy dziewczyn z
        internatu - był to problem. ale to wtedy. dzis prawie wszystkie mają
        mniej lub bardziej szczęsliwe rodziny i normalne relacje z płcią
        przeciwną. tyle.
        ps. a ja po latach sobie chwalę nauczanie w szkole sigle sex, bo
        dzięki temu byłam samcem alfawinkw szkole keodykacyjnej byloby trudno.
      • magdalaena1977 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 18:49
        luccio1 napisał:

        > Kiedy podchodziłem do matury (1972/73), nie zauważyłem zupełnie romansu chłopak
        > a
        > z klasy równoległej z Panią od fizyki. O całej rzeczy dowiedziałem się lata
        > później - na jednym ze spotkań klasowych, bodaj na 35-lecie matury...
        Ja miałam wrażenie, że my byliśmy bardzo grzeczni w liceum (nawet palenie
        papierosów było niemodne) i przez te czternaście lat od matury nic mnie nie
        wytrąciło z tego przekonania.
    • luccio1 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 15:35
      Mogę jeszcze podzielić się spostrzeżeniem z moich własnych czasów szkolnych:
      nie jest dobrze, jeśli szkołę można "przebiec" bez problemu.
      Kiedy poszedłem do liceum, był to dla mnie szok - trudności w porównaniu ze
      szkołą podstawową wzrosły od razu o całą "półkę" (czy też "rząd wartości");
      dopiero tutaj okazało się, że do rozumienia matematyki, a co za tym idzie, także
      przedmiotów ścisłych, "czegoś" mi brak; dopiero podczas czterech lat liceum
      przekonałem się, że historia to właściwie jedna z niewielu rzeczy, w których
      miałbym cokolwiek do powiedzenia...
      Nauka stała się walką z przedmiotami, walką z materiałem, który zdawał się mnie
      zasypywać aż po czubek głowy...
      Podobnie - "walką z przedmiotami" okazały się potem studia, także te pierwsze:
      historia, i te drugie: historia sztuki.
      Na to, żeby zdać maturę, wejść na uniwersytet, zrobić najpierw jedno
      magisterium, potem drugie, szły wszystkie siły.
      Pewną odskocznią było w liceum harcerstwo, na studiach - Duszpasterstwo
      Akademickie; ale ani tam, ani tu nie udało mi się nawiązać żadnej trwalszej
      przyjaźni - nie miałem sił ani czasu, żeby to podtrzymywać (już kiedyś pisałem o
      tym: od czasu studiów towarzyszy mi poczucie życia "w niedoczasie", tj.
      przekonanie, że powinienem być teraz, w tym momencie dalej do przodu, niż
      rzeczywiście jestem).
      Dobrą stroną sytuacji było to, że w nic się nie wplątałem.
      Stąd mój wniosek: czasami lepiej jest być tym troszeczkę mniej zdolnym...
      • tolka11 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 16:27
        Mam za sobą epizod w takiej szkole. Z perspektywy czasu widzę, ze to
        nie była zła szkoła. Miało to sens. Niestety wtedy było to zesłanie,
        rodzice ateisci posłali mnie w liceum (po 1 klasie) do szkoły
        żeńskiej sióstr Urszulanek. Podobno sobie ze mną nie radzili.
        Siostry też sobie nie poradziły i po roku spasowały. Wróciłam zatem
        na krótko na łono domu.
        Czy posłałabym dzieci? Być może najstarszą. Być może. Ale nie muszę
        się nad tym głowić, bo wylądowała w szkole artstycznej i w takim
        klimacie odnalazła swoje miejsce.
        Młodszych zdecydowanie nie. Musiałabym ich rozdzielić, a to nie
        wchodzi w grę.
        Swoją drogą nie tak dawno byłam wychowawczynią klasy żeńskiej o
        wybitnych osiągnięciach naukowych, inne osiągnięcia także miewały
        wybitne, a jakże.
        Teraz dla odmiany jestem wychowawczynią klasy męskiej, jak inne to
        doświadczenie i praca, tego nie wyobrażałam sobie nawet do tej pory.
        Zdecydowanie najłatwiej przy sporej empatii prowadzi się klasy
        koedukacyjne.
        • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 17:25
          w moim terenie szkoły mono-płciowe były charakterystyczne dla szkół
          zawodowych. I to nie z nakazu, tylko po porostu na niektórych
          kierunkach byli sami chłopcy, na innych dziewczęta. Ale najczęsciej
          była to jednak - tak ogólnie - trudniejsza młodzierz.
    • magdalaena1977 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 18:53
      Ja jestem przeciw - wszelkie środowiska jednopłciowe są dla mnie strasznie
      nienaturalne. U mnie w pracy w tej chwili zespół składa się z pięciu pań, kilka
      lat temu było mniej więcej 5/3 i od kiedy ostatni z kolegów się przeniósł,
      atmosfera zrobiła się taka ... nienaturalnie babska. Kiedy jest mowa o przyjściu
      kogoś nowego - wszystkie chcemy, żeby był to mężczyzna, ale zgłaszają się same
      panie.

      Ktoś tu cytował argument z Wandy Półtawskiej - że dobrze jest wybrać sobie męża
      / chłopaka z grona wielu kolegów, żeby poznać większą ilość osobników płci
      przeciwnej i to obejrzeć ich w naturalnym środowisku czyli np. w szkole a nie
      na dyskotece.
      • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 19:23
        no tak, ale w zasadzie całą podstawówkę to dzieciaki i tak bawią się
        całkiem osobno. 2 zupełnie rózne grupy. Czyli obecnie podstawówka i
        gimnazjum z powodzeniem mołyby być klasy mono-płciowe. I to chyba
        jest najlepszy pomysł. Nie cąłe szkoły, ale właśnie kalsy dzielone
        płciowo.
        • mamaanieli Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 19:32
          nati - to jest wg mnie rzeczywiśćie najlepszy pomysł. ale trudny w
          realizacji bardzo - choćby przez stereotypy mamuś ze se dziewucha
          chłopa nie znajdzie po żeńskiej szkole wink)) i nic takiej nie
          wytłumaczą statystyki i o małżeństwach i o późniejszym wykształceniu
          panienek.
          • magdalaena1977 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 19:50
            mamaanieli napisała:

            > nati - to jest wg mnie rzeczywiśćie najlepszy pomysł. ale trudny w
            > realizacji bardzo - choćby przez stereotypy mamuś ze se dziewucha
            > chłopa nie znajdzie po żeńskiej szkole wink))
            nigdy nie słyszałam takich stereotypów .
            Ja bym się raczej obawiała jakiegoś takiej nierealistycznego postrzegania płci
            przeciwnej plus nieumiejętności współpracy w mieszanym zespole.
        • paszczakowna1 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 22:41
          > no tak, ale w zasadzie całą podstawówkę to dzieciaki i tak bawią się
          > całkiem osobno. 2 zupełnie rózne grupy.

          Nie sądzę. Ja przez ostatnie lata przedszkola i całą (niegdysiejszą) podstawówkę
          miałam, owszem, przyjaciółkę od serca, ale też zawsze jednego a czasem dwóch
          bliskich kolegów. W większym gronie czysto damskim zawsze czułam się niepewnie
          (co mi zostało do dziś) i nie wyobrażam sobie chodzenia do wyłącznie żeńskiej
          klasy. Mój siostrzeniec z kolei przez całe przedszkole i klasy 1-3 bawił się
          niemal wyłącznie z dziewczynkami. Owszem, jest wiek, gdy większe grupy tworzą
          się jednopłciowe, ale to nie znaczy, że dzieci różnej płci się za sobą nie
          bawią, tyle że w mniejszych gronach.
        • hanna26 Re: rozdzielność płciowa w szkole 24.01.10, 23:54
          nati1011 napisała:

          > no tak, ale w zasadzie całą podstawówkę to dzieciaki i tak bawią
          się
          > całkiem osobno. 2 zupełnie rózne grupy.


          Prawdę mówiąc pierwsze słyszę. Skąd ten dziwny pogląd?
          Moja najstarsza córka chodzi do pierwszej klasy. Bawi się zarówno z
          koleżankami, jak i z kolegami. W zerówce było to samo. Chłopcy i
          dziewczęta bawią się razem, a jedyne kryterium doboru stanowi nie
          płeć, ale cechy charakteru. Tak się skłąda, że córka chodzi także do
          zuchów - na zbiórkach także ma ulubionych kolegów, z którymi się
          bawi, wygłupia, zdobowa sprawności itd.

          Na pewno nie posłałabym dziecka do klasy/szkoły niekoedukacyjnej.
          Szkoła to nie tylko nauka, to także wychowanie. A jak tu wychowywać
          dziecko w tak nienaturalnym środowisku? Moim zdaniem taki pomysł to
          jedna wielka pomyłka.
          • atama Re: rozdzielność płciowa w szkole 25.01.10, 10:19
            Mojego męża poznałam w podstawówce smile)))
            Oczywiście NIE mieliśmy się ku sobie wtedy, wręcz przeciwnie.
            Chodziliśmy do antagonistycznych klas, ale się znaliśmy. I gdyby nie
            ta znajomość, to potem byśmy się na siebie pod koniec studiów nie
            natknęli smile

            Wśród znajomych rodzą się sami chłopcy. Nasz syn siłą rzeczy obraca
            się w takim męskim towarzystwie. Dobiega dopiero 3 lat, ale już jest
            sfiksowany i ewidentnie brakuje mu towarzystwa dam smile
            Liczę, że przedszkole koedukacyjne wyrówna mu te zaległości smile))
            • otryt Re: rozdzielność płciowa w szkole 25.01.10, 11:03
              atama napisała:

              >Wśród znajomych rodzą się sami chłopcy. Nasz syn siłą rzeczy obraca
              >się w takim męskim towarzystwie. Dobiega dopiero 3 lat, ale już
              >jest sfiksowany i ewidentnie brakuje mu towarzystwa dam smile

              U nas też rodzili się sami chłopcy. Byłem okropnie sfiksowanysmile
              Ale się jakoś udało wyrównać, dzięki klasom koedukacyjnymsmile

              • atama Re: rozdzielność płciowa w szkole 25.01.10, 11:33
                Fiksacja mojego dziecięcia objawiła nam się niedawno, kiedy to
                spotkał pewną przemiłą młodą damę (lat 3) i wystosował do niej
                komplement przyrównując do... buldożera.
                Tylko wtajemniczeni wiedzą, że to maszyna zasługująca na największy
                respekt i podziw smile)))
                • otryt Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 08:44
                  I co? I co? Dużo płaczu było po tym komplemencie? A może młoda dama
                  nie znała tego słowa, a cały przekaz, który niósł ciepłe uczucia
                  przyjęła w sposób niewerbalny?

                  Kupuję ten komplement, zobacz jak działa. "Mój kochany buldogżer".
                  Pozdrawiam serdczniesmile))))
                  • otryt Literówka 26.01.10, 08:48
                    otryt napisał:

                    >Kupuję ten komplement, zobacz jak działa. "Mój kochany buldogżer".

                    Jednej litery zabrakło, więc wyszedl całkiem inny przekaz. Powinno
                    być:

                    >Kupuję ten komplement, zobaczĘ jak działa. "Mój kochany buldogżer".


          • otryt Koedukacja błogosławieństwem (dla mnie) 25.01.10, 10:50
            hanna26 napisała:

            >Prawdę mówiąc pierwsze słyszę. Skąd ten dziwny pogląd?
            >Moja najstarsza córka chodzi do pierwszej klasy. Bawi się zarówno z
            >koleżankami, jak i z kolegami. W zerówce było to samo. Chłopcy i
            >dziewczęta bawią się razem, a jedyne kryterium doboru stanowi nie
            >płeć, ale cechy charakteru.

            Pytasz skąd ten dziwny pomysł? Myślę, że dzieci są różne. Twoje
            dziecko nie ma akurat problemu w kontaktach i zabawach z płcią
            przeciwną. Jest jednak grupa dzieci, która bawi się tylko w obrębie
            własnej płci. Ja należałem do takich dzieci. To dotyczyło głównie
            pierwszych lat podstawówki. Nie przepadałem za podwórkiem, zresztą
            tam tez była zabawa w grupach jednopłciowych.

            W domu było nas trzech braci. Miałem tylko trzy kuzynki, wszystkie
            mieszkały w innych miastach. Spotkania były rzadkie, raz na parę
            lat. Dziewczyna była dla mnie człowiekiem z całkiem innego świata,
            człowiekiem innego gatunku, ja to wyraziła się wcześniej Verdana.
            Wyobraźcie sobie, że widzicie Marsjanina, macie do niego podejść i
            zagadać. To trudne do wyobrażenia, prawda? Byłem chorobliwie
            nieśmiały w stosunku do dziewcząt. Byłem dziki, bez podstawowych
            umiejętności społecznych. Dziś z perspektywy czasu widzę, że fakt,
            iż zarówno w podstawówce, w liceum i na studiach uczyłem się zawsze
            w klasach lub grupach koedukacyjnych, było dla mnie
            błogosławieństwem. Myślę, że im w późniejszym wieku człowiek poznaje
            przedstawicieli płci przeciwnej, tym jest trudniej. Najlepiej, gdy
            odbywa się to w naturalny sposób wśród rodzeństwa, w przedszkolu,
            szkole.

            Przyznam, że do dziś po wielu latach, żywię ogromną wdzięczność i
            pewien sentyment, do tych nielicznych dziewcząt, które pozwoliły mi
            przełamać bariery, jakie we mnie istniały. Pamiętam pewne zwykłe
            zdarzenie. Styczniowy wieczór, spotkałem w mieście koleżankę z
            klasy. Mieliśmy wtedy może po 16 lat. I razem postanowiliśmy wrócić
            do domu (mieszkaliśmy dość blisko siebie). Spacerowaliśmy może pół
            godziny, może godzinę. Od słowa do słowa, rozmowa stała się bardzo
            głęboka. Nie podejrzewałem nigdy wcześniej siebie, że tak potrafię.
            To nigdy nie zdarzyło mi się z żadnym kolegą. Aby nie było
            nieporozumień, dodam, że w tej rozmowie nie było nawet cienia
            jakiejś seksualności, najmniejszej aluzji w tym kierunku. To było
            nadawanie na tych samych falach. Po raz pierwszy coś takiego mi się
            w życiu przydarzyło. Przyznam, że byłem tak mocno poruszony, że
            spać nie mogłem. Nagle w drugiej płci dostrzegłem coś wspaniałego,
            czego nie znałem. Ona była bardzo wrażliwą osobą. Polonistka często
            prosiła ją o komentarze, bo widziała inaczej niż inni, głębiej,
            dojrzalej. Później zrozumiałem, że ta jej wrażliwość była zbudowana
            na cierpieniu. Wychowywała ją samotnie mama, która już wtedy była
            ciężko chora. Czasem ludzie, w jakiś sposób podobnie doświadczeni,
            instynktownie zbliżają się do siebie.

            Spotkaliśmy się powtórnie po kilkunastu latach, wciąż nam się bardzo
            dobrze rozmawiało. Jej małżeństwo szybko się rozpadło. Samotnie
            wychowywała syna.

            W moim liceum było pięć klas w tym samym roczniku. Były trzy
            koedukacyjne (dwie matematyczne i jedna ogólna) oraz dwie żeńskie,
            obydwie humanistyczne. Ja akurat chodziłem do matematycznej. Do dziś
            jednak nie rozumiem, dlaczego w moim LO chłopcy nie mieli możliwości
            chodzenia do klas humanistycznych? Ja bym nie posłał dzieci do klas
            niekoedukacyjnych.

            Pozdrawiam serdecznie



      • brucha Re: rozdzielność płciowa w szkole 25.01.10, 18:17
        Jeśli chodzi o dorosłych, jest dla mnie oczywiste, że im bardziej mieszane towarzystwo tym lepiej. Jak sobie przypomnę atmosferkę w żeńskich klasach humanistycznych w moim liceum to cieszę się, że tam nie trafiłam. W pracy pracuję w większości z panami. Znam przypadki, gdzie zupełnie męskie działy szukając nowego pracownika dawały fory kobietom, ze względu na płeć. I to zepełnie bez podtekstów. Koledzy tłumaczyli mi, że nawet sobie nie wyobrażam jaki stopień s(z??)chamienia mogą osiądnać kulturalni faceci, jeśli przebywają tylko w męskim towarzystwie. Więc taka kobieta w dziale miała m.in. pomóc utrzymać jakiś poziom w ich zachowaniu ;o)
        • brucha Re: rozdzielność płciowa w szkole 25.01.10, 18:31
          ... za szybko mi się wsyłało..


          więc jeśli chodzi o dzieci, to ciągle nie jestem przekonana. Gdybym miała szukać nowej szkoły (oby nie ;o) to być może tym razem skusiłabym się na męską, aczkolwiek nie bez wątpliwości.

          Pierworodnego nigdy nie uczyłam czytać ani tabliczki mnożenia, ani mnóstwa innych rzeczy. Jakoś sam wchłania nie wiadomo kiedy i gdzie. Ale za to przewroty w przód i w tył wałkowaliśmy, jakby miał maturę z tego zdawać. I mam obawy, czy ze względu na np. taką a nie inną sprawność fizyczną w tej męskiej szkole by go nie zjedli. To samo z zawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami. Z dziewczynami jeszcze jakoś daje radę. Ale z facetami idzie naprawdę topornie. Z drugiej strony jak większa męska 'próbka' w klasie, to może nie byłby jedyny ze swoimi prblemami i byłoby mu raźniej ;o)

          A w ogóle, zakładając watek, nie miałam na myśli spraw damsko-męskich na żadnym etapie rozwoju ;o). chodziło mi raczej o dostosowanie sposobu nauczania do sposobu rozwoju i percepcji chłopców i dziewczynek. Dziewczynki uczą się inaczej, sa bardziej statyczne. Fecetom trudno się uczy siedząc w ławce. Z nimi trzeba inaczej. Szkoły koedukacyjne na ogół nie nadążają za potrzebami chłopców. Ciekawa byłam (i jestem) czy szkoły tylko dla chłopców rzeczywiście są do tego przygotosowane.

          m
          • mamaanieli Re: rozdzielność płciowa w szkole 25.01.10, 20:22
            brucha
            na ten temat to najlepiej porozmawiać w realu z rodzicami, których
            synowie już są w takich szkołach. bo tutaj to takie bardziej "co mi
            się wydaje" uprawiamysmile jeśli jestes z okolic warszawy, to możemy
            się jakoś kiedyś spiknąć i pomogę ci w spotkaniu z rodzinami które
            zdecydowały się na szkoły single sexwink))
            • brucha Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 18:29
              mamoanieli,

              dzięki za propozycję,skorzystam jeśli będę w potrzebie :o)))
              szkoda, że nie trafiła mi się taka możliwość 3 lata temu jak zaczynaliśmy podstawówkę. no ale wtedy to ja byłam zdecydowanie na nie, więc pewnie i argumentów 'za' nie chciałoby mi się słuchać uważnie.
          • nati1011 Brucha 25.01.10, 22:57
            A w ogóle, zakładając watek, nie miałam na myśli spraw damsko-
            męskich na żadnym
            > etapie rozwoju ;o). chodziło mi raczej o dostosowanie sposobu
            nauczania do spo
            > sobu rozwoju i percepcji chłopców i dziewczynek. Dziewczynki uczą
            się inaczej,
            > sa bardziej statyczne. Fecetom trudno się uczy siedząc w ławce. Z
            nimi trzeba i
            > naczej. Szkoły koedukacyjne na ogół nie nadążają za potrzebami
            chłopców. Ciekaw
            > a byłam (i jestem) czy szkoły tylko dla chłopców rzeczywiście są
            do tego przygo
            > tosowane.
            >
            > m

            No ja tez glównie to miałam na myśli. Nie wiem czy szkoły są
            bardziej dla dziewczynek, czy dla chłopców, ale własnie wiecej
            problemów szkolnych miałam z córką - moze dlatego, ze syn dopiero
            przedszkole kończy wink

            Jak mały dorósł do przedszkola, to właśnie zaczęłam wałkować temat.
            Widząc jak róznie reaguje, jak inaczej postrzega świat, chciałam coś
            do niego dostosowanego. Wtedy tez gdzieś wpadłam na raport w sprawie
            szkolnictwa monopłciowego i koedukacyjnego. Przeczytałam ok
            kilkunastu różnych opracowań i baaardzo mnie przekonały. Jak dla
            mnie to był tez jeden z głónych argumentów za sternikiem wink

            Niestety nie mogę się podzielić doświadzczeniami, bo u nas nie ma
            takich szkół czy przedszkoli (poza sternikiem). Natomiast
            teoretycznie było to naprawde bardzo poukładane.

            Uczciwie jednak przyznam, że mój synek ma pewne problemy emocjonalne
            i pod tym wzgledem nie wiem, czy taka męska grupa byłaby dla niego
            wskazana. Natomiast po 3 latach przedszkola koedukacyjnego (gdzie
            chodzi naprawde sporadycznie, bo ciagle jeszcze choruje) widzę dużą
            poprawę emocjonalną. Tylko nie mam pojęcia czy to efekt przedszkola
            jako takiego, tego, ze jest starszy, czy że grupa jest
            koedukacyjna wink
            • mamalilki Re: Brucha 26.01.10, 00:41
              Dla mnie na etapie podstawówki to chore. Dalej juz nie jestem taka pewna, bo
              dzieci rzeczywiście zaczynają sie mijać w etapach rozwoju. Nie wiem tylko czy
              najlepszym sposobem jest podzielenie ich. Dziewczynki widzą niedojrzałe
              zachowania chłopców, Chłopcy widzą, że dziewczynki są bardziej histeryczne i
              wrażliwe, koniec końców okazuje się że niedojrzały chłpiec wyrasta i staje się
              fajnym kolegą a histeryczna koleżanka wyrasta na mądrą kobietę. Jest w tym jakaś
              wartość, że się nawzajem widzą i poznają. Oczywiście to co opisałam to
              najbardziej stereotypowe problemy, ale jakoś tak to działa: jeden uczeń nie umie
              usiedzieć w ławce, drugi jest artystą, trzeci geniuszem matematycznym - co to ma
              do rzeczy jakiej jest płci?
              • brucha Re: Brucha 26.01.10, 18:40
                no a ja własnie na etapie podstawówki bym się skusiła,
                bo potem to miałabym obawy, że nadmiar meskich hormonów zgromadzony na zbyt małej powierzchni zacznie doprowazać do sutuacji, o których moi pracowi koledzy z działów wybitnie męskich nie chcieli opowiadać ze szczegółami, bo by im słownika poprawnej polszczyzny mogło nie wystarczyć ;o)

        • otryt Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 09:39
          brucha napisała:

          >Jak sobie przypomnę atmosferkę w żeńskich klasach humanistycznych
          >w moim liceum to cieszę się, że tam nie trafiłam.

          To samo było w moim LO. Męskie klasy w technikach przypominają
          koszary pod względem atmosfery.


          >Koledzy tłumaczyli mi, że nawet sobie nie wyobrażam
          >jaki stopień schamienia mogą osiągnąć kulturalni faceci,
          >jeśli przebywają tylko w męskim towarzystwie.

          Potwierdzam. Grupa pracowników męskich, w których jest tylko jedna
          lub dwie kobiety, zachowuje się całkiem inaczej niż grupa lub klasa
          złożona z samych mężczyzn. Bardzo często prym w takich zespołach
          wiodą osobniki skrajnie prostackie. Obecność chociaż jednej kobiety
          zmienia całkowicie relacje w zespole. Na politechnice, a potem w
          pracy kobiet było mało, tak około 10-20%. Dobrze się czuję przy
          takich proporcjach. Gorzej w odwrotnych.

          >Gdybym miała szukać nowej szkoły (oby nie ;o)
          >to być może tym razem skusiłabym się na męską,

          A co mąż na to? Męski punkt widzenia w tej sprawie jest bardzo cenny.

          Czytając cały wątek widać, że kwestię
          koedukacyjności/niekoedukacyjności można rozpatrywać pod kątem: 1)
          budowania relacji z płcią przeciwną 2)sposobu nauczania
          uwzględniającego zróżnicowaną dojrzałość, umiejętność skupienia,
          podejścia do nauki.

          1) Opisałem , jak bardzo szkoła koedukacyjna pomogła mi budować
          właściwe relacje z płcią przeciwną w sytuacji, gdy brakowało mi
          kontaktów z płcią przeciwną poza szkołą. Nawet bierna obserwacja
          rzeczywistości szkolnej czegoś tam uczy. Co ciekawe, zestawiłem
          swoją opowieść z opowieścią Mamyemilii. To dwa skrajnie różniące się
          opowieści. Ma rację Mamaemilii, gdy uważa, że szkoła single sex jej
          dobrze zrobiła. Sądzę, że i ja mam rację, uważając, że szkołą
          koedukacyjna była jedyną dobrą dla mnie.
          Dla osób przebojowych, aktywnych, o dobrej samoocenie, o cechach
          przywódczych, nie mających problemów w kontaktach z płcią przeciwną,
          mających wiele znajomości poza szkołą z płcią przeciwną, dobra może
          być szkoła single sex. Z kolei dla osób, które tych cech lub
          możliwości nie posiadają, lepsza będzie szkoła koedukacyjna. Jest
          pewno jeszcze całe szerokie spektrum dzieci o cechach pomiędzy,
          które mogą i tu i tu.


          2) Te cechy, jak różna dojrzałość dziewcząt i chłopców lub stopień
          skupienia bądź zainteresowania, nie idą dokładnie w parze z płcią.
          Są chłopcy dojrzali ponad wiek, którzy potrafią się skupić,
          interesują się bardziej literaturą niż sportem, albo matematyką niż
          sportem. Nie wiem, czy słusznym by było naginanie ich na siłę do
          tego, jaka jest większość chłopców? I analogicznie z dziewczynami.




          • atama Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 10:25
            otryt napisał:

            > 2) Te cechy, jak różna dojrzałość dziewcząt i chłopców lub stopień
            > skupienia bądź zainteresowania, nie idą dokładnie w parze z płcią.
            > Są chłopcy dojrzali ponad wiek, którzy potrafią się skupić,
            > interesują się bardziej literaturą niż sportem, albo matematyką
            niż
            > sportem. Nie wiem, czy słusznym by było naginanie ich na siłę do
            > tego, jaka jest większość chłopców? I analogicznie z dziewczynami.

            Dotknąłeś tu ważkiej kwestii wbijania dzieci w stereotypy płciowe...
            • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 12:45
              atama napisała:

              > otryt napisał:
              >
              > > 2) Te cechy, jak różna dojrzałość dziewcząt i chłopców lub
              stopień
              > > skupienia bądź zainteresowania, nie idą dokładnie w parze z
              płcią.
              > > Są chłopcy dojrzali ponad wiek, którzy potrafią się skupić,
              > > interesują się bardziej literaturą niż sportem, albo matematyką
              > niż
              > > sportem. Nie wiem, czy słusznym by było naginanie ich na siłę do
              > > tego, jaka jest większość chłopców? I analogicznie z
              dziewczynami.
              >
              > Dotknąłeś tu ważkiej kwestii wbijania dzieci w stereotypy
              płciowe...

              Tak, ale z dtugiej strony mamy współczesną modę na podważanie
              wszystkiego, co sie czesto swietnie sprawdzało przez wieki, i na
              całkowite zamazywanie jakichkolwiek różnic miedzy płciami.

              Nie wiem, na ile współczesne szkolnictwo wpisuje się w tą modę, ale
              chyba warto to też mieć na uwadze smile
              • atama Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 13:12
                nati1011 napisała:
                > Tak, ale z dtugiej strony mamy współczesną modę na podważanie
                > wszystkiego, co sie czesto swietnie sprawdzało przez wieki, i na
                > całkowite zamazywanie jakichkolwiek różnic miedzy płciami.

                Nie o zamazywanie różnic mi chodzi, a o pozostawienie wyboru.
              • otryt Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 14:04
                Nati!Oczywiście zamazywanie różnic pomiędzy płciami nie jest dobre.
                Pytanie tylko, w jaki sposób Twoim zdaniem szkoła koedukacyjna te
                różnice zamazuje? Moim zdaniem są inni zamazywacze. W mojej
                podstawówce był podział na chłopców i dziewcząt na zajęciach
                praktyczno-technicznych. Chłopaków uczono prostych prac w drewnie i
                metalu, prostych napraw sprzętu domowego. Dziewczyny szydełkowały,
                gotowały.

                Potem wkroczyła ideologia równości płci. Koleżanki musiały pracować
                młotkiem, ja zaś musiałem robić szalik na drutach. Dziewczyny miały
                palce poobijane, na nasze szaliki żal było spojrzeć. Na jakiś czas
                tego pomysłu zaniechano. Jednak feministki nie dały za wygraną i co
                jakiś czas wracały do tego pomysłu. Sama idea koedukacyjności nie
                musi prowadzić do zamazywania różnic między płciami.

                Czy aby nie idealizujesz przeszłości, mówiąc, że coś się sprawdzało
                przez wieki? Może kary cielesne w szkole się sprawdziły? Moim
                zdaniem dawne wieki nie były takie różowe.
                • verdana Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 14:07
                  Cóż, a potem się okazuje, ze dorosła kobieta nie może odżałować, ze
                  jej nie nauczono naprawiać uszczelek i umiejetnosci naprawienia
                  drzwi do szafy. Naprawdę, te umiejętności nie są sprzężone z płcią i
                  byloby bardzo dobrze, zeby facet potrafił skrócić sobie spodnie, a
                  jego żona nie stawała bezradna przed cieknącym kranem.
                  • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 17:37
                    Verdan, powiem ci jako inżynier - nie zamierzam nawet dotykać sie do
                    cieknącego kranu. I nie jest to kwestia umiem/nie umiem. Pewne
                    męskie prace wykonuję lepiej od meża - np nparawiając mikser dbam
                    nie tylko o jego ponowne działanie, ale by śrubokręt nie uszkodził
                    obudowy, bo to brzydko. Czy dam radę wnieść zakupy do domu?
                    Oczywiście, tylko zajmie mi to 3 razy dłuzej i zmeczę się jak mops.
                    A mąż złapie po 15 kg w obie ręce i obróci 2 kursami. Dobrze jest
                    wtedy, gdy robimy to co potrafimy lepiej, sprawniej, z większą
                    chęcią, a nie koniecznie robimy bo musimy.
                    • verdana Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 18:02
                      Naprawde uwazasz, ze facet genetycznie jest zaprogramowany na
                      reperowanie kranu??? Zakuoy rozumiem, bo to kwestia siły fizycznej,
                      ale wbicie gwozdzia, wymiana uszczelki czy zmiana zamka w drzwiach -
                      zalezy od płci? Że to kobiecie co? Nie przystoi? Cóż, moj maż nie
                      umie zreperować niczego i nie uwazam, abym mogła tego wymagac od
                      niego, nie wymagając od siebie.
                      Weź pod uwagę np. szycie - jest uwazane teraz za zajęcie czysto
                      kobiece, kiedys krawcami byli głównie mężczyźnie.
                      Masz rację, trzeba robić to co się potrafi lepiej - ale nie ma
                      żadnego powodu, aby to "lepiej" było związane z płcią.
                      Mam wrażenie w tym wypadku
                      • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 20:14
                        verdana napisała:

                        > Naprawde uwazasz, ze facet genetycznie jest zaprogramowany na
                        > reperowanie kranu??? Zakuoy rozumiem, bo to kwestia siły
                        fizycznej,
                        > ale wbicie gwozdzia, wymiana uszczelki czy zmiana zamka w
                        drzwiach -
                        > zalezy od płci? Że to kobiecie co? Nie przystoi?

                        Oczywiście, ze nie. Ale do naprawy kranu najczesciej potrzebna jest
                        ta nieszczęsna siła fizyczna a nie sama chęć. Tak samo wbicie
                        gwoździa to wypadkowa precyzji i siły fizycznej. I jeżeli chodzi o
                        naprawy, to glównym problemem jest ocena cześci zamiennych. Kobieta
                        o ile nie weźmie ze sobą popsutej czesci do sklepu raczej nie będzie
                        w stanie kupić właściwego elementu. Pewnie, ze to można opanować,
                        ale dziwnym trafem kobiety lepiej rozróżniają faktury materiałów i
                        ich kolory, a meżczyźni rodzaje materiałów i ich wymiary.

                        My nie narzucaliśmy dzieciom zabawek, ale jakoś dziewczynki wolą
                        ubierać lalki, a chłopcy namietnie rozkładają samochodzy na części
                        pierwsze. Choć nikt im tego nie pokazywał. I to już mając lat 3 czy
                        4.
                    • brucha Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 18:57
                      nati1011 napisała:

                      > Dobrze jest
                      > wtedy, gdy robimy to co potrafimy lepiej, sprawniej, z większą
                      > chęcią, a nie koniecznie robimy bo musimy.

                      to zacytuję mojego męża: "kochanie, meżczyźni wszystko robią lepiej niż kobiety, tylko im się po prostu nie chce" ;o)
                      a dowiedziałam się o tym, jak kiedyś próbowałam go przekonać do ugotowania czegoś, argumentując, że przeciez faceci bywają świetnymi kuchrzami, nawet lepszymi niż kobiety.
                  • otryt Re: rozdzielność płciowa w szkole 27.01.10, 09:37
                    verdana napisała:

                    >Cóż, a potem się okazuje, ze dorosła kobieta nie może odżałować, ze
                    >jej nie nauczono naprawiać uszczelek i umiejetnosci naprawienia
                    >drzwi do szafy. Naprawdę, te umiejętności nie są sprzężone z płcią
                    >i byloby bardzo dobrze, zeby facet potrafił skrócić sobie spodnie,
                    >a jego żona nie stawała bezradna przed cieknącym kranem.


                    W podobny sposób tłumaczono rodzicom w mojej podstawówce tę zmianę w
                    programie zajęć z zajęć praktyczno technicznych. To była bardzo
                    burzliwa wywiadówka - pamiętam z opowiadań mamy. Większość rodziców
                    była przeciwko temu, by chłopcy robili na drutach a dziewczynki
                    budowały domki dla ptaków. Jednak szkoła przeforsowała swoje. Koniec
                    końców większość drewnianych karmników dla ptaków zrobili tatusiowie
                    dziewczynek, szaliki dla chłopców zrobiły ich mamy lub babcie. Mnie
                    nawet do głowy nie przyszło, że moja mama może to za mnie zrobić,
                    więc chyba jako jedyny chłopiec zrobiłem samodzielnie szalik, na
                    który nie dało się nawet spojrzeć, a cóż dopiero nosić. Taka ohydna
                    plątanina. Dostałem chyba dwóję, zamienioną potem na tróję, gdy
                    nauczyciele zorientowali się, że to była jedyna samodzielna praca w
                    klasie. Tatuś koleżanki zrobił tak piękny karmnik, że cała szkoła
                    przychodziła podziwiać. Miał chłop talent. Można zapytać o efekt
                    wychowawczy takiego eksperymentu? Myślę, że podyktowany był on
                    słabym echem rewolucji obyczajowej na Zachodzie w roku 1968.

                    Szalików na drutach nadal nie potrafię robić, ani cerować. Guzik
                    sobie przyszyję, drobne rzeczy na maszynie również. Za to lubię
                    gotować i od czasu do czasu obiad jest robiony przeze mnie. A tego
                    akurat w szkole nie uczyli. Z przewijaniem i kąpaniem dzieci też
                    sobie dobrze radziłem. Osobiście uważam, że najlepiej by było, gdyby
                    to małżonkowie sami we własnym gronie ustalali podział obowiązków w
                    swojej rodzinie, uwzględniając własne predyspozycje i upodobania.

                    Uczymy się przez całe życie i tak być powinno. Czy musimy
                    wszystkiego uczyć się w szkole? Ten przykład przeze mnie podany był
                    podyktowany ideologią równości płci. Zwolennicy tej ideologii na
                    każdym kroku próbują zamazywać różnice pomiędzy płciami. A
                    najłatwiej robić to na dzieciach, często wbrew rodzicom, bo starzy
                    wiadomo, niereformowalni. Ten przykład jest może bardziej śmieszny
                    niż straszny. Ale są również przykłady straszne, jak to różni ludzie
                    z zewnątrz pchają się drzwiami i oknami do szkół, by uczyć nasze
                    dzieci obcej nam ideologii lub by wpływać na programy nauczania.
                    Chcą wbrew rodzicom budować nowy wspaniały świat docierając ponad
                    głowami rodziców do dusz i umysłów dzieci.

                    Pozdrawiam serdecznie
                • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 16:22
                  > Czy aby nie idealizujesz przeszłości, mówiąc, że coś się
                  sprawdzało
                  > przez wieki?

                  Ależ nie. Nie twierdzę, że WSZYSTKO było dobre. ALe też nie WSZYSTKO
                  było złe. A teraz często jest odrzucane, tylko dlatego, ze
                  staroswieckie.

                  I ja akurat uważam, ze kobieta nie MUSI wykraczać poza swoje
                  mozliwości i predyspozycje. Może być szczęśliwa jako matka, żona i
                  gospodyni domowa, zajmuja sie wyłaćznie "kobiecymi" czynnościami.
                  Oczywiście nie MUSI sie do tego ograniczać i jeżeli chce, powinna
                  mieć możliwosć zostania np inżynierem. Piszę celowo o dziewczynach,
                  bo to je trochę na siłę próbuje się zrównac z panami. Często z
                  załosnym rezultatem. I powiedzcie szczerze, czy nie jest tak, ze jak
                  facet z wozkiem idzie, to wszyscy go wychwalają pod niebiosa, a jak
                  kobieta otwarcie mówi, ze ma 3 dzieci i cieszy ją, ze moze byc z
                  nimi w domu i do żadnej pracy nie chce iść to patrzy się na nią jak
                  na dziwadło?

                  Ja akurat pamietam ta nieszczęsna technikę w szkole i zajęcia na
                  warsztatach. Pamietam niskie oceny za stolarkę czy ślusarstwo. Tak w
                  podstawówce nawet musieliśmy wiercić i piłowac. Ale pamietam tez, ze
                  na polskim chłopcy zazwyczaj ledwo dukali wiersze z pamieci, a na
                  matematyce większośc dziewczyn ledwo wyciagała na 3+. Mi nie chodzi
                  oczywiście o przymus, ale może o mozliwość wyboru? Elitarne szkoły
                  prywatne bywają czesto monopłciowe. Może warto choc zapytać dlaczego?
                  • paszczakowna1 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 18:03
                    > I ja akurat uważam, ze kobieta nie MUSI wykraczać poza swoje
                    > mozliwości i predyspozycje.

                    A kto uważa, że musi? Mało kto się chyba nie zgodzi, że człowiek (czy kobieta,
                    czy mężczyzna) powinien realizować się zgodnie ze swoimi predyspozycjami. Tyle,
                    że nie każdy uważa, że każda kobieta czy mężczyzna ma te same predyspozycje.

                    > powiedzcie szczerze, czy nie jest tak, ze jak
                    > facet z wozkiem idzie, to wszyscy go wychwalają pod niebiosa, a jak
                    > kobieta otwarcie mówi, ze ma 3 dzieci i cieszy ją, ze moze byc z
                    > nimi w domu i do żadnej pracy nie chce iść to patrzy się na nią jak
                    > na dziwadło?

                    Bo niestety tak jest, że niemal każda czynność jest oceniana znacznie lepiej,
                    jeśli wykonywana jest przez mężczyznę.

                    > na matematyce większośc dziewczyn ledwo wyciagała na 3+.

                    Ja tam takich wspomnień nie mam. W wyselekcjonowanej klasie mat-fiz (skład
                    płciowy mniej więcej 50-50) jedyną osobą, która matury z matematyki nie zdała
                    był akurat chłopiec, a szóstki na maturze pisemnej były dwie, rozłożone równo.
                    Co oczywiście nie przeszkodziło matematyczce twardo uważać, że jeśli chłopiec
                    dostaje, powiedzmy czwórkę, to dlatego, że jest zdolny, ale się nie przygotował,
                    a jak dziewczynka, to dlatego, że się wyuczyła.
                    • verdana Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 18:35
                      Z matematyki trzy dziewczyny w mojej klasie zrobily olimpiadę(w tym
                      ja...) - nauczyciel po prostu nie uważał, ze lepiej zajmować sie
                      chłopakami, bo oni zdolniejsi...
                      W krajach arabskich, gdzie dziewczynom w ogóle nie tłumaczono, do
                      czego sa zdolne, a do czego nie - bo nie było zwyczaju posyłania ich
                      na studia, w momencie , gdy dziewczyny jednak zaczęły studiować
                      okazało sie, ze politechniki są sfeminizowane.
                    • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 20:07
                      > Ja tam takich wspomnień nie mam. W wyselekcjonowanej klasie mat-
                      fiz (skład
                      > płciowy mniej więcej 50-50) jedyną osobą, która matury z
                      matematyki nie zdała
                      > był akurat chłopiec, a szóstki na maturze pisemnej były dwie,
                      rozłożone równo.
                      > Co oczywiście nie przeszkodziło matematyczce twardo uważać, że
                      jeśli chłopiec
                      > dostaje, powiedzmy czwórkę, to dlatego, że jest zdolny, ale się
                      nie przygotował
                      > ,
                      > a jak dziewczynka, to dlatego, że się wyuczyła.


                      Ja cały czas się odnosiłam do podstawówki, czyli klas, gdzie podział
                      jest zupełnie przypadkowy. Liceum to już jednak wybór klas
                      profilowanych.
                      • paszczakowna1 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 20:45
                        > Ja cały czas się odnosiłam do podstawówki, czyli klas, gdzie podział
                        > jest zupełnie przypadkowy. Liceum to już jednak wybór klas
                        > profilowanych.

                        Podstawówkę słabo pamiętam, ale o ile sobie przypominam, dziewczynki były
                        najlepsze z dowolnego przedmiotu. Zresztą, wyraźnie to widać w wynikach testów,
                        też tych z matematyki - na wczesnym etapie edukacji dziewczynki generalnie
                        wypadają lepiej.
                        • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 20:52
                          Zresztą, wyraźnie to widać w wynikach testów,
                          > też tych z matematyki - na wczesnym etapie edukacji dziewczynki
                          generalnie
                          > wypadają lepiej.

                          w testach. Pytanie czy są one odzwierciedleniem wiedzy, czy
                          umiejętnosci rozwiązywania testów. Za moich czasów na matematyce to
                          sprawdzało się umiejętność rozwiazywania zadań.
                          • paszczakowna1 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 21:44
                            > Za moich czasów na matematyce to
                            > sprawdzało się umiejętność rozwiazywania zadań.

                            A na czym polegają testy z matematyki? To siłą rzeczy są zadania. Nie każą chyba
                            podkreślać prawidłowej definicji okręgu, a przynajmniej nie we wszystkich pytaniach.

                            Zresztą, jak by nie mierzyć, do lat 11 dziewczynki wypadają lepiej z matematyki,
                            później się to wyrównuje, od lat 15 zaczynają przeważać chłopcy.
                  • verdana Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 18:07
                    Ok, rozumiem.
                    Ale czy uwazasz takze, że mężczyzna może tak samo "nie wykraczać"?
                    Tzn. zająć się zarabianiem (jak przez wieki) i niegdy nie przewinąć
                    dziecka, nie nakryć do stolu, nie zrobić zakupów i nie sprzatac po
                    sobie? uznać, ze jego rola do spełnienia to utrzymanie rodziny i
                    tyle. I że ma prawo wobbec tego do tego sie ogrtaniczyć - to tez
                    jest wybór.
                    Nie mozna pozostawiać wyboru tylko jedej stronie - przyjmujac, ze
                    kobiety mają prawo wyboru drogi życiowej i modelu rodziny,
                    przyznajmy je także mężczyznom.
                    No i to, co proponujesz to już znacznie wiecej niż szkoly
                    monoplciowe - to inny program dla obu plci - a to ogranicza
                    mozliwość wyboru na zawsze.
                    • nati1011 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 20:23
                      verdana napisała:

                      > Ok, rozumiem.
                      > Ale czy uwazasz takze, że mężczyzna może tak samo "nie wykraczać"?
                      > Tzn. zająć się zarabianiem (jak przez wieki) i niegdy nie
                      przewinąć
                      > dziecka, nie nakryć do stolu, nie zrobić zakupów i nie sprzatac po
                      > sobie? uznać, ze jego rola do spełnienia to utrzymanie rodziny i
                      > tyle. I że ma prawo wobbec tego do tego sie ogrtaniczyć - to tez
                      > jest wybór.
                      > Nie mozna pozostawiać wyboru tylko jedej stronie - przyjmujac, ze
                      > kobiety mają prawo wyboru drogi życiowej i modelu rodziny,
                      > przyznajmy je także mężczyznom.

                      Jeżeli kobieta zajmuje się wyłacznie domem, to raczej jest to ukłąd
                      rodzinny, a nie jej wyłaczny kaprys. Jeżeli umówią się, że maż ma
                      swój rewir, a żona swój, to ich wybór. U nas w domu tez jest mocno
                      tradycyjnie. Albo dokładniej mocno podzielone są obowiązki, w
                      wiekszości po lini damsko, męskiej. I o ile nie ma sytuacji
                      przymusowej (choroba, nieobecność) to tak funkcjonujemy. I nie
                      przeszkadza mi, ze mój mąż nie zajmuje się praniem czy przewijaniem
                      dzieci.

                      > No i to, co proponujesz to już znacznie wiecej niż szkoly
                      > monoplciowe - to inny program dla obu plci - a to ogranicza
                      > mozliwość wyboru na zawsze.

                      Mam wrażenie, ze na siłe przypisujesz mi skrajności, kóre wogóle się
                      nie pojawiły. Nie - program jest jednen - odniosłam sie tylko do
                      techniki, ale przecież w-f tez jest rożny. Program ten sam, ale w
                      innym tempie, czasem w inny sposób i z innymi akcentami.
                  • otryt Re: rozdzielność płciowa w szkole 27.01.10, 10:10
                    nati1011 napisała:

                    >Ale pamietam tez, ze na polskim chłopcy zazwyczaj
                    >ledwo dukali wiersze z pamieci,

                    Nienawidziłem uczenia się na pamięć. Za to lubiłem rozgryzać reguły,
                    związki, rozumieć. W matematyce mało było nauki pamięciowej.
                    Wystarczyło znać jeden wzór i wszystko dało się z tego wyprowadzić.
                    Gdy byłem dzieckiem, nie dostrzegałem piękna wiersza, ani piękna
                    języka. To przyszło później.

                    >na matematyce większość dziewczyn ledwo wyciągała na 3+.

                    Ja byłem w ścisłej czołówce matematycznej w klasie razem z dwiema
                    klub trzema dziewczynami.

                    >Mi nie chodzi oczywiście o przymus, ale może o możliwość wyboru?

                    Mi też.

                    >Elitarne szkoły prywatne bywają czesto monopłciowe.
                    >Może warto choc zapytać dlaczego?

                    Myślę, że łatwiej jest skupić się na nauce. Mniej przeszkadzają
                    różne miłostki. Nie mam par szkolnych czy klasowych. Nie ma rozstań,
                    rozterek, zazdrości, konkurencji, intryg. W głowie jest tylko wzór
                    chemiczny polietylenu. Takie szkoły mogą być szczególnie dobre dla
                    dziewcząt i chłopców stojących wysoko w rankingach atrakcyjności,
                    którym trudno jest opędzić się od adoratorów lub adoratorek.smile)))


                • magdalaena1977 Re: rozdzielność płciowa w szkole 26.01.10, 22:32
                  otryt napisał:

                  > W mojej podstawówce był podział na chłopców i dziewcząt na
                  > zajęciach praktyczno-technicznych. Chłopaków uczono prostych prac
                  > w drewnie i metalu, prostych napraw sprzętu domowego. Dziewczyny
                  > szydełkowały, gotowały.
                  U mnie też tak było i ja odbierałam ten podział jako skrajnie nienaturalny i
                  niesprawiedliwy. Zwłaszcza, że w wieku 10 - 13 lat dziewczynki generalnie były
                  wyższe i silniejsze.

                  Jako dorosła już wiem, że wiertarka jest dla mnie faktycznie za ciężka, ale
                  żałuję, że nie potrafię np. podłubać przy kontaktach elektrycznych. Na szczęście
                  w kwestiach informatycznych zaczynałam od zera i generalnie jestem lepsza od
                  wszystkich znanych mi amatorów obu płci.
                  A już bardzo żałuję, że w szkole nie nauczyli mnie podstaw na temat
                  funkcjonowania samochodu. Nie zamierzam go naprawiać sama, ale dobrze byłoby
                  wiedzieć jak działa i czego mam wymagać od mechanika.
                  • otryt Re: rozdzielność płciowa w szkole 27.01.10, 10:53
                    magdalaena1977 napisała:

                    >żałuję, że nie potrafię np. podłubać przy kontaktach elektrycznych.

                    To naprawdę nie jest trudne, ani nie wymaga siły fizycznej. Mniej
                    więcej tak samo trudne jak złożenie lub rozłożenie maszynki do mięsa
                    lub sokowirówki. Najważniejsze, by przy tej pracy wyłączyć prąd w
                    mieszkaniu. Bo taki błąd grozi śmiercią. Myślę, że jest to blokada w
                    psychice, żadna tam trudność. Większość z nas posiada jakieś blokady
                    w psychice, widoczne np. podczas nauki pływania. „Ja się tego nigdy
                    nie nauczę” Takie myślenie rzeczywiście utrudnia naukę.

                    >A już bardzo żałuję, że w szkole nie nauczyli mnie
                    >podstaw na temat funkcjonowania samochodu.

                    Ta wiedza się ostatnio mocno zdezaktualizowała. Nawet absolwenci
                    technikum samochodowego sprzed 20 lat stają bezradni przed
                    współczesnym samochodem. Kiedyś wiele się dało zrobić przy
                    samochodzie. Teraz są takie samochody, w których brak płynu w
                    spryskiwaczu, uniemożliwia uruchomienie silnika a uszkodzenie pompki
                    spryskiwacza wymaga pomocy serwisu. Oczywiście mocno płatnego. Taki
                    jest trend w całej technice, samemu coraz mniej rzeczy da się
                    naprawić. Albo jest to nieopłacalne.

                    >Nie zamierzam go naprawiać sama, ale dobrze byłoby
                    >wiedzieć jak działa i czego mam wymagać od mechanika.

                    Ale czy taką wiedzę trzeba zdobywać w szkole? Można jej nauczyć się
                    od sympatycznego kolegi z pracy, równie sympatycznego sąsiada,
                    znajomego z kursu lub ze spływu. Wielu chętnie pomoże. Ty z kolei
                    mogłabyś się zrewanżować miłą kolacją. Ja uczyłem wiele osób lub
                    pomagałem przy komputerach. To było zawsze miłe pogłębienie
                    znajomości. Czasem dobrze, że w szkole nie uczyli, bo może być
                    wstępem do czegoś ważnego i miłego. Może, ale nie musi.

                    Czy lubisz takie kobiety, które epatują mężczyzn swoją bezradnością?

                    Pozdrawiam serdecznie


    • maadzik3 Re: rozdzielność płciowa w szkole 25.01.10, 20:35
      Doswiadczeniami sie nie podziele bo nie mam. Natomiast moge podzielic sie
      refleksja ze szkoly jednoplciowe mnie nie odpowiadaja. W Irlandii okolo polowy
      szkol (do niedawna chyba wiecej) to szkoly zenskie/ meskie. Wiec jak
      najbardziej, bez szukania mozna taka znalezc. A jednak szukajac szkoly w
      Dublinie (a wybieralismy starannie, osobiscie odwiedzilismy 7, rozmawialam chyba
      z 15) starannie i od razu skreslalam meskie. I jak teraz, poltora roku po
      pojsciu syna do szkoly, widze - mialam racje. W Klasie jes 11 chlopcow, reszta
      to dziewczynki (klasa duza - 28 osob). Wszyscy chlopcy mniej lub bardziej
      trzymaja sztame i np. odbywaja sie czasem "meskie urodziny" glownie w postaci
      sportowych przyjec na sali mniej wiecej gimnastycznej z trenerem jako
      prowadzacym zabawe. Ale duzo tez imprez mieszanych plciowo (i taka chcialo moje
      dziecie). Tez mam nie do konca uspolecznionego naukowca, ktory biegac i szalec
      lubi, ale gadac uwielbiawink. No i balam sie ze w szkole chlopiecej albo zdziczeje
      czy zbrutalizuje sie w grach albo (tego bardziej, bo wrazliwych chlopcow jest na
      szczescie sporo tylko inaczej to okazuja) oduczy sie (nie nauczy?) kontaktu z
      dziewczynkami. A mysle ze wspolne wychowanie to cenny fundament. Bazgrze jak
      kura pazurem, nie cierpi kolorowac i wszystkie szlaczki sa na odwal. I co? Nic.
      Na szczescie nauczycielka jest fajna, docenia jego wiedze i chec nauki, popiera
      kreatywnosc i walczy z lukami w koncentracji, jego potwornie koslawe pismo
      pozostawiajac naturalnemu wyrobienia do czasu wejscia w uzycie komputerawink. A
      kolezanki ma naprawde fajne!!!
      • edytek1 Re: rozdzielność płciowa w szkole 06.02.10, 18:21
        To mój pierwszy wątek na tym forum witam więc brdzo serdecznie.
        Moja córka już drogi rok uczy się w szkole jednopłciowej ani ja ani
        mąż nie mieliśmy osobistych doświadczeń z tego typu edukacją jednak
        opowieści znajomych którzy mieli tam córki spowodowały , że
        zapragnęliśmy dla naszej jedynaczki właśnie takiej szkoły. Szkoły
        gdzie będzie Karolinką i będzie miała szansę wziąść udział w kółku
        matematycznym, przyrodniczym chemicznym bez przytyku to nie dla
        dziewczyn W naszej szkole wszystko jest dla dziewczyn. Szydełkowanie
        i robienie karmika z listewek jest dla dziewczyn które mają ochotę
        to robić. To w naszej szkole obala się mit, że dziewczyny są słabe z
        matmy ( nie są). Dziewczynki uczą się ciut inaczej niż chłopcy
        zwłaszcza na etapie podstawówki potrzebują więc innych metod. Córka
        nie ma problemów w kontaktach z chłopcami nie żyjemy na księżycu a
        szkoła to nie całe życie tylko jego część. Nie zdziwaczała i nie
        ucieka na widok chłopców.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka