Małe dziecko i duchowy rozwój

24.02.04, 23:42
Hej,

może to jakieś moje stereotypowe myślenie, ale zawsze miałam poczucie, że
powinnam byc w jakiejś wspólnocie, żeby się rozwijać w swoim związku z
Bogiem. Zresztą to chyba prawda w moim życiu - chyba nie jestem zbyt
zdyscyplinowana bez zachety innych ludzi.

A teraz spodziewam się dziecka i nie wiem jak sobie poradzę z tymi
obowiązkami, a co dopiero jeszcze gdzieś wyjść.

Czy ktoś z Was jakoś to rozwiązał? Czy chodzicie np. z małym dzieckiem? I czy
macie poczucie, że lepiej mieć takie miejsce gdzie są inni ludzie z małymi
dziećmi?

Czy może wytłumaczyć sobie, że przez najbliższy rok np. odpuszczam sobie i
koncentruję się tylko na dziecku?

Acha i chyba się przeprowadzamy pod Warszawę, więc do dotychczasowej grupki
bedzie nam daleko.

M.
    • philosophus Re: Małe dziecko i duchowy rozwój 25.02.04, 08:24
      Czesc,

      u mnie w kosciele rodzice przychodza z dziecmi - juz nawet z takimi malymi jak
      3-miesieczne. W trakcie nabozenstwa, gdy przychodzisz pierwszy raz po porodzie,
      kosciol modli sie o Ciebie, o ojca i o dziecko. Potem "blogoslawienstwo dzieci"
      odbywa sie raz do roku. W trakcie uwielbienia wszyscy sa razem, a w trakcie
      kazania dzieci najczesciej zasypiaja lub zabierane sa przez jednego z rodzicow
      na spacer z innymi dziecmi.

      Czy mozna sobie odpuscic? A czy po roku latwo bedzie Ci wrocic czy tez
      machniesz reka i stwierdzisz, ze juz przeciez tego nie potrzebujesz i ze
      przeciez i tak sobie poradzilas przez ten rok bez tego.

      A w Warszawie jest wiele takich miejsc... chcesz adresy?

      W.
      • philosophus Re: Małe dziecko i duchowy rozwój 25.02.04, 08:26
        Zapomnialem oczywiscie dodac, ze sa grupy domowe, gdzie spotykaja sie na
        modlitwie i rozwazaniu pisma bliskie sobie osoby z kosciola, raz w tygodniu. To
        swietny dodatek do Twoich modlitw - pozwala sie latwiej rozwijac duchowo i
        stymuluje do tego nie tylko Ciebie ale i cale Twoje otoczenie.

        pozdrawiam!

        W.
    • fumag Re: Małe dziecko i duchowy rozwój 25.02.04, 10:00
      Rozumiem Twoje rozterki,bo sama mam czwórkę dzieci i czasem problem,jak
      uczestniczyć w życiu Kościoła.
      Pomaga mi to,że jestem w małej wspólnocie i są tam
      warunki "lokalowe"odpowiednie,by być z małym dzieckiem.W kościele może być
      trudniej(np.zimno)ale nie wydaje mi się,że to przeszkoda nie do przeskoczenia.
      Praktycznie to u mnie wygląda tak,że jak dziecko kończy 6 tyg.i czuje się
      dobrze a i ja jestem w dobrej formie-to zaczynam chodzić na Eucharystie i
      liturgie.
      Czasem dziecko jest chore albo zmęczone-nie idę,zostaje w domu.Męża proszę o
      modlitwę a i starsze dzieci "westchną" za mną.
      Myślę zresztą,że opieka i troska nad maleństwem także podoba się Bogusmile
      Ale,żeby kochać swoje dzieci,męża i innych ludzi ,to trzeba czerpać ze Źródła
      (dla mnie to żywy udział w życiu Kościoła i praktykowanie życia
      sakramentalnego).
      Poza tym ma to swoje i inne dobre strony-wreszcie można wyjść z domu i spotkać
      się z innymi.
      • matizka Re: Małe dziecko i duchowy rozwój 25.02.04, 19:29
        Dla mnie jest oczywiste, że będę chodzić w niedzielę do kościoła i myślę, że da
        się to spokojnie zrobić nawet w zwykłym katolickim kosciele (bez osobnej salki
        za szybą).

        Bardziej mi chodzi np. o dodatkową wspólnotę - czy szukać czegoś np. gdzie są
        ludzie z małymi dziećmi, czy to będzie dla naszej rodziny korzystne czy
        bardziej powinnam się skupić na spędzaniu czasu z dzidzią po prostu?

        A może znacie jakieś katolickie wspólnoty w Wawie gdzie jest dużo takich
        maluchów? I generalnie czy myslicie, że dziecko potrzebuje takich wierzących
        cioc i wujkow? jak to z Waszymi dziećmi? Czy widzieliście jakiś pozytywny wpływ?

        Pozdrawiam,

        M.
        • marzek2 Re: Małe dziecko i duchowy rozwój 25.02.04, 20:03
          Wiesz, ja nie jestem z KK wiec trudno mi mowic o chodzeniu na msze. Gdybym byla
          w takiej sytuacji to widze pare hipotetycznych problemow: np jak karmic piersia
          w zimnym kosciele nie gorszac innych na mszy? A moze sa w kosciolach jakies
          miejsca? I co kiedy maluch bedzie plakal? Moze w duzych kosciolach nie slychac,
          nie wiem. W nas w zborze (baptystycznym) mamy z maluchami zazwyczaj dopoki
          dzidziusie sa spokojne sa po prostu w kaplicy na nabozenstwie, kiedy trzeba
          nakarmic, albo placze, wychodza do pokoju obok i tam sobie zostaja. Jest tam
          kolumna wiec mozna sluchac co sie dzieje (oczywiscie jesli dzidzie nie
          uwielbiaja Boga w wersji "a gu gu" smile). Dla raczkujacych rozkladamy kocyki, mamy
          "na stanie" rozne zabawki, uwazam to za super rozwiazanie.

          Jesli chodzi o wspolnote w ogole- uwazam ze nawet bardzo mala wspierajaca grupa
          (chocby przyjaciol) jest potrzebna. Ja na poczatku niewiele wychodzilam z domu,
          ale bylo pare osob, ktore dzwonilo, troche odwiedzalo i to bylo dla mnie wtedy
          bardzo wazne. Absolutnie nie powinnas robic sobie "duchowej przerwy" w zyciu,
          choc musisz byc oczywiscie przygotowana na to, ze bedzie inaczej, trudniej, z
          wiekszymi wyzwaniami do bycia blisko Boga, ale tez na pewno duzo Cie to nauczy.
          Ja doswiadczalam i doswiadczam, ze kiedy chce sie byc blisko Niego, jest On w
          stanie "przepchac sie" przez placz dzieci, nieprzespane noce - i byc w tym razem
          z Toba, czego Ci bardzo zycze. Jest inaczej, to pewne, ale wcale nie musi
          znaczyc, ze gorzej.

          Mysle, ze dziecko potrzebuje wierzacych cioc i wujkow. Chocby po to, zeby
          widzialo, ze nie tylko wy wychowujecie je w okreslony sposob, ze nie jest jakos
          bardzo "inne", ze sa tez inni rodzice, inne dzieci zyjace w podobny sposob. W
          grupie zawsze razniej smile.

          Aha! Ja osobiscie pracuje nad projektem strony internetowej dla wierzacych mam
          ktore sa w domu z dziecmi (wlasciwie bedzie to strona dla wierzacych kobiet w
          ogole, ale bedzie na pewno cos specjalnie dla takich mam, bo temat mi bliski),
          kiedy bedzie gotowa, na pewno dam znac na forum. Mam nadzieje ze i Tobie w jakis
          sposob pomoze.

          pozdr. marzek
        • kramla Re: Małe dziecko i duchowy rozwój 25.02.04, 22:25
          Zawsze warto szukać małej wspólnoty (a tych w KK jest wiele, w Warszawie zaś
          nie ma z wyszukaniem ich większego problemu), nie tylko żeby dziecko miało
          towarzystwo innych dzieci i dużo konkretnie wierzących cioć i wujków.W małej
          wspólnocie łatwiej wzrastać w wierze lub po prostu ja uzyskać.Jest niewątpliwym
          wsparciem dla młodych rodziców- zarówno modlitewnym jak i towarzyskim.
          Na pewno jeśli by wziąć pod uwagę ilość dzieci, na pewno w czołówce
          znalazłyby się wspólnoty neokatechumenalnewink)We wspólnotach tych, które
          bynajmniej nie są wyłącznie dla małżeństw, jest położony olbrzymi nacisk na
          przekaz wiary dzieciom.Wiary, którą w tych wspólnotach na nowo się odkrywa.
          Mam też znajome rodziny uczestniczące w ruchu Domowego Kościoła.Wspólnoty
          bardzo prorodzinne, z tego co wiem to formacja odbywa sie podczas rekolekcji
          wyjazdowych(całorodzinnych)i comiesięcznych spotkań.
    • unruzanka Re: Małe dziecko i duchowy rozwój 25.02.04, 20:20
      U nas w domu (mąż protestant, ja katoliczka) zajęte są całe weekendy - w sobotę
      chodzimy z mężem (już niedługo z dzidziem) do zboru (tam są osobne salki dla
      dzieci w wieku żłobkowym i przedszkolnym - szkółka sobotnia, Olunia pewnie
      będzie tam kiedyś chodzić) a w niedzielę do kościoła. Uważam, że moja sobotnia
      modlitwa w zborze - zresztą jak każda modlitwa - może mnie jedynie ubogacić.
      Ania
    • mama_kasia Re: Małe dziecko i duchowy rozwój 26.02.04, 15:28
      Mam troje dzieci i jestem we wspólnocie.
      Nasza wspólnota to kilka rodzin i kilka osób niezamężnych.
      Spotykamy się w zasadzie 2 razy w tygodniu, z reguły u kogoś
      w domu. Mamy duszpasterza. Jeździmy razem na rekolekcje.
      Jesteśmy u siebie nawzajem chrzestnymi dzieci. Czasami jest
      trudno, ale tak ma być. Wspieramy się na drodze do wieczności -
      brzmi patetycznie, ale przecież to prawda.
      My mamy spotkanie, a dzieci bawią się razem. Dla mnie to jest takie
      naturalne, że są z nami na spotkaniach, że nie trzeba ich gdzieś podrzucać.
      One chętnie chodzą, bo wiedzą że są tam ich rówieśnicy. Gorzej z eucharystią,
      ale i tu są czasami wzloty. Poza tym wiedzą, że tak trzeba, że to jest dobre.

      Nie "odpuszczaj" sobie. Poszukaj wspólnoty. To naprawdę ma sens.

      Kasia

      To tak w dużym skrócie. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o naszym życiu, zajrzyj na stronę mojej rodziny
      www.budysie.republika.pl
Pełna wersja