dusk-till-dawn
14.03.04, 21:48
Przedstawiam wam jeden z artykułów znienawidzonego przez niektórych z Was
Philosophusa

.
Fakty z życia Maryji
Nie ma w żadnym - z uznanych przez Kościół jako "natchnione" - źródle
jakichkolwiek informacji o pochodzeniu matki Jezusa - Marii. Widocznie była
uznawana za osobę mało istotną w opisie dziejów, żeby nie powiedzieć - zbędną
z punktu widzenia "natchnionych" ewangelistów. Jedynymi dokumentami, na
podstawie których można ustalić cokolwiek o matce Zbawiciela, są apokryficzne
dzieła: protoewangelia Jakuba i "Ewangelia dzieciństwa Jezusa" Tomasza. Obie
prawdopodobnie powstały w II wieku. Z pierwszej Kościół przyjął m.in. imiona
rodziców Marii. Wobec drugiej znany egzegeta gotów był przystać na
określenie "piąta ewangelia". Legenda ta głosi, że rodzice Marii (Joachim i
Anna) należeli do ludzi bardzo zamożnych. Mieszkali w północnej części
Jerozolimy, w dzielnicy Bezetha, czyli Nowe Miasto. Nie byli jednak
szczęśliwi, ponieważ nie mieli potomka. W społeczeństwie żydowskim
bezdzietność stanowiła hańbę, a co najmniej wstyd. Zrozpaczony Joachim
opuścił małżonkę i udał się na pustynię. Upokorzona Anna uważała się za
wdowę. Pewnego razu Anna ubrała się w szaty małżeńskie, namaściła głowę i
poszła do ogrodu. Usiadła pod krzakiem wawrzynu i modliła się, żeby Bóg dał
jej syna, jak niegdyś Sarze. Wtedy miał stanąć przed nią anioł i
powiedzieć "Anno, Anno. Pan Bóg cię wysłuchał. Poczniesz i porodzisz, a
potomstwo twoje będzie przepowiadane po całej ziemi". Równocześnie dwaj
zwiastuni powiadomili o wszystkim Joachima. Tak do końca Pan Bóg Anny nie
wysłuchał, bowiem porodziła dziewczynkę, a modliła się o męskiego potomka. W
siódmym miesiącu przyszła na świat Maria (Miriam). W wieku trzech
lat "rodzice" się jej wyrzekli i przekazali dziewczynkę świątyni Jahwe, gdzie
przebywała do 12 roku życia. Następnie, "żeby nie splamiła przybytku Bożego"
(krwawieniem miesiączkowym), kapłan wezwał wdowców w celu oddania jej za
żonę. Każdy z nich miał przyjść z różdżką. I wówczas miał nastąpić cud. Z
różdżki starego cieśli Józefa wyleciała gołąbka i usiadła mu na głowie. Na to
kapłan oświadczył: "Józefie, Józefie, na ciebie wypadło, byś wziął dziewicę
Pańską, by ją strzec dla niego". Józef wzbraniał się przed tym, twierdząc, że
jako starzec nie może wziąć młodziutkiej dziewczyny na pośmiewisko. Gdy
jednak kapłan wspomniał, co stało się z tymi, co sprzeciwili się woli Bożej
(Stary Testament - pochłonęła ich ziemia), wyraził zgodę. Zabrał zatem Marię
do swego domu. Lecz zostawił ją tam samą i poszedł budować domy. Na czas
nieobecności Maria na zlecenie kapłana tkała z innymi kobietami zasłony dla
świątyni. Któregoś dnia, w trakcie pracy (przędła w domu), ukazał się jej
anioł. Dalej już wiemy - nastąpiło zwiastowanie. Widoczne oznaki ciąży
napawały 16-letnią Miriam lękiem. Gdy wrócił Józef, była już w szóstym
miesiącu, trudno zatem dziwić się staremu Józefowi, że zaczął pomstować,
wyzywać od ladacznicy i czynić inne wyrzuty. Uznał po prostu, że ktoś mu żonę
uwiódł. Ta jednak zapewniała o swojej niewinności, utrzymywała, że nie wie,
skąd "to" w łonie się wzięło. O anielskim zwiastowaniu nie mówiła, żeby tym
niedorzecznym tłumaczeniem nie drażnić do reszty Józefa. Duch Święty sprawił,
że w niewinność Marii nie uwierzyli też kapłani, dlatego posądzili Józefa, iż
podstępnie wymusił "dopełnienie swojego małżeństwa". W celu wyjaśnienia
sprawy poddano małżonków specjalnej próbie. Musieli wypić tzw. wodę goryczy i
przekleństwa (4 Ks. Mojżeszowa 15. 11-30). W przypadku niewierności woda
miała spowodować spuchnięcie łona i zwiotczenie bioder kobiety. "I zdumiał
się lud cały, ponieważ ich grzech nie wyszedł na jaw". Później przeciwnicy
chrześcijaństwa - w ślad za Żydami - rozgłaszali, że ojcem Jezusa był
żołnierz rzymski (narodowości greckiej) imieniem Pandara lub Panthera. Zaś
Józef miał wygonić Marię i zmuszona była tułać się po okolicy. Później gdzieś
potajemnie w jakiejś stajni urodziła Jezusa, a gdy wydoroślał, wyemigrował do
Egiptu. Nauczył się tam czynienia cudów i egzorcyzmów, którymi popisywał się
w Galilei. Tego rodzaju przekazy zebrał w 177 roku filozof platońsko-stoicki
Celsus i spisał jako "Słowo prawdy".
Dziś fakty wydają się zrozumiałe. Konieczne było przede wszystkim, by Maria
została zapłodniona w sposób sztuczny przez Ducha Świętego. Ojciec Kościoła,
Tertulian, twierdził, że Maria miała normalne stosunki małżeńskie po
narodzeniu Jezusa i że ewangeliczni "bracia Pana" byli jego rodzonymi braćmi.
Natomiast Orygenes utrzymywał, że Maria pozostała dziewicą do końca swego
życia, a "bracia" to byli synowie wdowca Józefa z poprzedniego małżeństwa.
Cześć oddawana Marii od najdawniejszych czasów winna nosić szczególny
charakter ze względu na jej Boskie Macierzyństwo. Jednakże tak zwane kazania
maryjne nie mają charakteru kształcącego i umacniającego wiarę, lecz są pusto
brzmiącymi panegirykami, opartymi na sloganach i komunałach wypranych
zupełnie z treści biblijnej. Czyż można zresztą przez dziesiątki lat
wzmożonego kultu głosić kazania o osobie, o której praktycznie nikt nic nie
wie? Skąd wziąć tyle treści, bo w Biblii ich nie ma. Wielu trzeźwo myślących
i może "nieco mniej uczuciowych" katolików, a nawet teologów, razi przesada
licznych hołdów, ślubowań, czuwań maryjnych, które zamiast odkrywać nowe
aspekty, sublimować naukę o Matce Jezusa, schodzą na poziom płycizny i
bigoterii, odbiegając od racji rozumowych oraz prześcigając się w taniej
pobożności, obok której współczesny, myślący katolik przechodzi wzruszając
ramionami.
Historia kultów kobiecych
Kościół powszechny (w tym Rzymsko-Katolicki) przejął niektóre nauki pogan w
nadziei, że przybliży ich do Chrystusa. Usunięto II przykazanie, zakazujące
czci obrazów i posągów (Wj.20:3-6). Atrybuty greckich i rzymskich bożków
pozwolono ludziom przypisywać męczennikom, których otoczono podobnym kultem,
jak dawnych bogów. Grecy i Rzymianie byli ludźmi inteligentnymi i
pragmatycznymi. Upokarzające bałwochwalstwo, któremu się oddawali miało
przyczynę w tym, że za czczonymi bożkami kryły się demony, których moc
budziła ich lęk. Biblia potwierdza ich zrozumienie (zob. Pwt.32:17;
2Krl.17:16-17). Za tymi bóstwami kryły się demony, którym ludzie oddawali
cześć, wierząc, że od tego zależy ich pomyślność. Demony nie znikły z ziemi.
Przychodzą między innymi w postaci duchów. W wielu krajach świata przywódcy
szukają ich rady, poddając swe państwa prowadzeniu stojących za duchami
demonów. Na przykład w Japonii, podczas ceremonii koronacji nowy cesarz
wszedł w rytualny stosunek z boginią słońca - narodowego bóstwa Japonii. Dwie
trzecie Japończyków odwiedza szintoistyczne miejsca kultu, zaś kapłani tej
religii wzywani są, aby poświęcić bożkom każdy nowy budynek. Do
najważniejszych bóstw starożytności należała Królowa Niebios zwana Matką
Bogów. Czczono ją na pod takimi imionami, jak: Kali w Indiach, Aszera w
Kananie, Izyda w Egipcie, Kybele w Azji Mniejszej, Artemida w Grecji, Diana w
Rzymie. Istnieje wiele powodów, aby sądzić, że w epoce chrześcijańskiej duch
ten przyjął imię Marii. Znawca starożytności Gordon J. Laing napisał: "Wiele
wskazuje na to, że czczenie Diany jako bogini-dziewicy przyczyniło się do
kultu Marii Dziewicy. Wiadomo, że jeden z najwcześniejszych kościołów ku czci
Marii został zbudowany na miejscu sławnej świątyni Diany Efeskiej."
Paradoksalnie, właśnie w Efezie - stolicy kultu Diany - sobór w 431 roku
przemianował Marię z Christotokos - po grecku "matka Chrystusa", na
Theotokos - "matka Boska". Termin ten, pozostawiony bez komentarza,
implikuje, że Jezus nie przyszedł jako człowiek w ciele, lecz jako Bóg. Taki
pogląd zdradza ducha antychrysta: "Wszelki zaś duch, który nie wyznaje, że
Jezus Chrystus przyszedł w ciele, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta"
(1J.4:3). Jezus "chociaż był w postaci Bożej" wy