Co to znaczy gorszyć?

17.03.04, 15:33
NO i następny temat, związany trochę ze sposobem ubierania się ale nie tylko.
Czasem słyszymy "to mnie gorszy". Jakie jest Wasze kryterium "gorszenia
kogoś"? Jak rozsądzić, czy fakt,że ktoś się gorszy jest faktycznym
zgorszeniem, czy tylko nazwaniem po chrześcijańsku tego, że coś mi się po
prostu nie podoba i wpędzaniem kogoś w poczucie winy?

Ja osobiście oczywiście staram się nikogo nie gorszyć. Ale czasem zastanawiam
się, gdzie jest granica. Bo moglibyśmy dojść do paranoi, gdyby starać się z
drugiej strony wszystkich zadowolić i np. nie malować się, bo kogoś to gorszy,
nie nosić spódnic krótszych niż do kolan, bo... wiadomo, w niedzielę mieć
zawsze marynarkę i krawat bo..., nie farbować włosów bo..... Co myślicie?
    • isma Re: Co to znaczy gorszyć? 17.03.04, 15:48
      Marzek, napisze szybciutko o dlugosci spodnic.

      Otoz, jak juz bylam powaznie watpiaca, ale jeszcze nie na tyle, zeby do
      kosciola nie chodzic, to akurat zbieglo sie to z taka faza moich garderobianych
      gustow, w ktorej nosilam wylacznie spodnice do kostek wykonane z wlasnorecznie
      ufarbowanych na czarno pieluch flanelowych (poniewaz niecierpliwa jestem, to
      farbowanie bylo, powiedzmy oglednie, niezbyt konsekwentne).

      Moja Mama oczywiscie obficie werbalizowala swoje obrzydzenie ta czescia mojej
      garderoby, ale pozwalala mi - rowniez do kosciola - w tym odzieniu jej
      towarzyszyc. No i razu pewnego napotkalysmy po drodze pewnego swiatobliwego
      kaplana, ktory skomplementowal moja mame wylewnie: "widzi Pani, Pani to umiala
      corke wychowac, zawsze taka porzadna, tak przyzwoicie ubrana, nie to co te, co
      golym tylkiem po posadzce w kosciele szoruja".

      Mama, swiadoma nb. oprocz stanu mojej garderoby rowniez stanu mojego ducha,
      zwiedla wink))

      A powaznie, to chyba musze rzecz do jutra odlozyc.
      • praktycznyprzewodnik Re: Co to znaczy gorszyć? 17.03.04, 19:39
        Dla mnie gorszyć to nie "dawac wyraz swemu oburzeniu" ale "sprawiać, ze ktoś
        staje sie gorszy niz był".
        • adzia_a Re: Co to znaczy gorszyć? 17.03.04, 22:04
          praktycznyprzewodnik napisała:

          > Dla mnie gorszyć to nie "dawac wyraz swemu oburzeniu" ale "sprawiać, ze ktoś
          > staje sie gorszy niz był".

          Dla mnie też, tak rozumiem wypowiedź Jezusa o gorszeniu maluczkich - co więcej,
          nie bardzo rozumiem, skąd wzięło się to drugie znaczenie - może ma inne źródło,
          bo na pewno nie pochodzi z tego fragmentu Ewangelii.

          Generalnie to trudna sprawa, gdyby człowiek cały czas myślał, czy nie daje
          komuś złego przykładu, to by go paranoja zjadła - chyba najlepiej jest mieć
          kogoś zaufanego, kto z boku popatrzy na nasze postepowanie i wyda o nim trzeźwy
          osąd. ja taką osobę mam smile
    • isma Re: Gorszycielstwo - kilka anegdot z pustyni ;-))) 18.03.04, 12:51
      Adminke upraszam o przeniesienie mojej poprzedniej wypowiedzi na
      watek "garderobiany" wink))

      A teraz do rzeczy.

      Wiec to jest faktycznie klopot. No, bo z jednej strony powiada sie "nie
      sadzcie, abyscie nie byli sadzeni", a z drugiej strony Mateusz mowi, zeby
      upominac grzeszacych braci. Z biblijnym uzasadnieniem beda wiec klopoty
      (Marzek, Addria, popatrz, jak mnie wyszkolilyscie) ;-(((

      Siegnelam sobie zatem wczoraj do moich ulubionych ojcow pustyni, ktorzy, jako
      zrodlu chrzesciajnstwa historycznie bliscy, powinni byc tez dosyc miarodajni.
      Wiec o ojcu Makarym Wielkim mowiono, ze "widzial bledy u blizniego tak, jak by
      ich nie widzial i slyszal o nich tak, jak by o nich nie slyszal". Niejaki
      ojciec Agathon, przylapawszy sie w myslach na osadzaniu bliznich, karcil
      sie: "Agathonie, nie rob tego", a ojciec Ammonas ograniczal sie do wezwania
      grzesznika: "bracie, patrz na siebie".

      Jest tez taka anegdota o jednym z ojcow, ktory poszedlszy z innymi na pole,
      pomagac fellachom przy zniwie, zauwazyl w oddali wspolbrata grzeszacego z
      niewiasta. Pobiegl zatem, uniesiony gniewem, i wymierzyl solidnego kopniaka w
      lezace ciala. Ciala jednakowoz okazaly sie byc dwoma snopkami wink))) a mnich
      miast napomniec gorszycieli, sam zgrzeszyl.

      Ojcowie pustyni wierzyli, ze samo zaprzestanie w myslach osadzania blizniego
      pozwala dzialac Bozej lasce. Korzysc obopolna: grzesznik sie poprawia, a mnich
      nie grzeszy niewczesnym sadem i przypisywaniem bliznim zlych intencji, mysli
      lub czynow.

      Mnie do ojcow pustyni daleko, ale staram sie ograniczac w tej kwestii. Ochoczo
      natomiast sadze na wyraznie zyczenie zainteresowanego wink))
      • addria Się nie da ;-) 18.03.04, 13:14
        Niestety, nie ma takiej technicznej możliwości, aby przenieść dany post do
        innego wątku.
        Z poważaniem smile
        • alinaw1 gorszenie-c.d. 21.03.04, 16:57
          Staram się kierowac zasadą: Chrześcijanin nie gorszy innych swym zachowaniem,
          wyglądem etc, ale także nie gorszy się innymi...Trudne do spełnienia
          (szczególnie część II). Zawsze mam dylemat z owym Mateuszowym upominaniem
          grzesznych braci i na tym punkcie zreszta dochodzi do największych kłótni w
          naszym małżeństwie. Mój mąż twierdzi, że oceniam wszystkich i wszystko, zamiast
          zostawić to Panu Bogu, że wtrącam się w ludzkie trudne sprawy, że wyrokuję, że
          powinnam tylko patrzeć, modlić się i słuchać innych nie komentując. A więc
          jestem jakąś wredną istotą, którą jeśli coś wpieni- tak po ludzku- mówi o tym
          szczerze, jeśli nie podoba mi się coś- też wtrącam swe trzy grosze.
          Usprawiedliwiam to tak: Ocena w sercu może być nawet czymś gorszym niż ta
          wypowiedziana, jestem szczera, a poza tym wiara bierze się ze słuchania, więc
          ktoś musi mówić... Dam Wam konkretny przykład. Jedna moja koleżanka uwikłała
          sie w związek z żonatym facetem, ojcem trojga dzieci. Wyjeżdżali sobie na
          weekendy do Madrytu, Zakopanego itd. Za każdym razem powtarzałam jej różne
          gorzkie słowa. Minęło parę lat. Kochanek już nie jest kochankiem, koleżanka
          wyszła za mąż za innego człowieka, spodziewa się teraz dzidziusia. Kiedyś
          powiedziała mi, że byłam jedyną osobą, która wypowiadała się o tym związku
          negatywnie, że budziłam w niej dylematy. Nie chcę tu podnosić jakichkolwiek
          zasług, ale dawanie wyrazu oburzeniu, zgorszeniu, czy jak to nazwiemy - ma
          sens.
Pełna wersja