o dzieciach, wierze i ... cierpieniu

17.04.04, 00:01
witam,

przed świętami spędziłam z moim dzieckiem tydzień w szpitalu na chirurgii
dziecięcej. z pewnością są na świecie jeszcze bardziej przygnębiające
miejsca, ale mnie to co widziałam na jakis czas wystarczy. człowiek patrząc
na klientów takiego oddziału szpitalnego zaczyna przewartościowywać swoje
życie i zastanawia się dlaczego tak jest. dlaczego te dzieciaki cierpią? czy
muszą?
z jednej strony 'bądź wola Twoja', bo Ty jestes Panem i Ty wiesz lepiej, z
drugiej 'o cokolwiek poprosicie ...'. czy moje chore dziecko to test dla mnie
czy wystarczy mi wiary aby wymodlić jego zdrowie? czy mam się cieszyć że moje
dziecko jest takie jakie jest bo mogło być dużo gorzej?
za głupia jestem aby zrozumieć Boże Twoje plany, ja mam tylko zaufać Ci i
uwierzyć że to co robisz jest dla mnie i mojego dziecka najlepsze, ale ze
wszystkich moich dotychczasowych doświadczeń z wiarą właśnie pogodzenie się
(bo zrozumieć chyba nie mam szans)z cierpieniem dzieci jest najtrudniejsze.

właśnie zerknęłam na sąsiednie forum o chorych dzieciach, na wątek o sensie
ich cierpienia, i tak mnie naszło aby spytać na tym forum jak wy to widzicie.

m.

Ps przy okazji dzięki wszystkim, którzy pzed świetami pomyśleli o nas ciepło
i pomodlili się za mojego malucha.
    • ogolone_jajka To proste 17.04.04, 11:50
      Odpowiedź jest banalna. Naszym życiem kieruje przypadek a nie jakiśtam bóg! Boga po prostu nie ma, bo gdyby byl, to nie pozwolilby na takie rzeczy.
      To jest tak proste i oczywiste, że trudno w to uwierzyć.

      Uuuu, coś czuję, że zaraz zostanę zbesztany.
    • adzia_a Re: o dzieciach, wierze i ... cierpieniu 17.04.04, 13:12
      A mnie się po prostu wydaje, że ludzie za często winią Boga za całe zło i
      cierpienie tego świata.

      Nie wiem, czemu ludzie cierpia, nie bardzo chce mi się wierzyć, że cierpią "po
      coś" - ale też nie wiem, czy nie jest zuchwałością mówić, że to z woli Bożej...

      Świat się kręci, niektórzy choruja, niektórzy zdrowieją, niektórzy mają dużo
      dzieci, niektórzy nie mogą mieć ich wcale - ale czy nie prościej załozyć, że
      Bóg dał nam świat, żebyśmy sami go udoskonalali i sami szukali rozwiązań
      problemów, a nie po prostu przeznaczył nam jakiś los: ty bedziesz cierpieć i
      chorować, a ty bedziesz nieszczęśliwy w małżeństwie?

      Nie wiem, za co Bóg jest odpowiedzialny, a za co odpowiedzialna jest ewolucja,
      prawa naturalne, naszaa skłonność do zła. Trudno mi więc winić Go za zło i
      choroby. Żyjemy w świecie niedoskonałym i wszystko co się dzieje, jest
      konsekwencją tej własnie niedoskonałości...
      • dusk-till-dawn Re: o dzieciach, wierze i ... cierpieniu 18.04.04, 00:54
        To nie Bog lecz szatan odpowiedzialny jest za zlo. Mozna wiec zapytac dlaczego Bog nie zniszczy szatana, skoro jest wszechmocny? Proste: On go zniszczy, tak jak zapowiedzial. Dlaczego jeszcze nie teraz? Bo sami nie jestesmy na to gotowi.
    • mamalgosia Re: o dzieciach, wierze i ... cierpieniu 17.04.04, 13:58
      Mnie też jest bardzo trudno pogodzić się z cierpieniem, chorobą i śmiercią
      (chociaż wierzę, że to wszystko ma sens), a gdy cierpi dziecko to już w ogóle
    • mader1 Re: o dzieciach, wierze i ... cierpieniu 17.04.04, 14:58
      jak cierpi dziecko, to jest jeszcze gorzej, niz jak sie cierpi samemu...
      straszne jest patrzec na cierpienie i na porazki dziecka. Modlitwa bardzo
      pomaga.
    • dusk-till-dawn Re: o dzieciach, wierze i ... cierpieniu 18.04.04, 00:40
      Widzisz jajek, ja widzialam tyle uzdrowien, ze wiem, iz szczera modlitwa wszystko moze... ale to byly natychmiastowe dzialania, a nie jakies oczekiwanie. No i nie w KK tylko u nas, szarlatanow, ewangelikow big_grin.

      pz. DtD
    • unruzanka Re: o dzieciach, wierze i ... cierpieniu 19.04.04, 17:45
      Wiem coś o tym...o wierze, cierpieniu, dzieciach...Moja córeczka, która jest
      wcześniaczkiem złapała w szpitalu sepsę (wiele, wiele e-mam modliło się za nią,
      cała nasza rodzina - tj. moja rodzina - katolicy, rodzina mojego męża -
      protestanci, po prostu wszyscy), ja byłam zdolna tylko do kilku słów - Boże,
      bądź wola Twoja. I wiesz ja czułam, że ten ogromny ciężar jest niesiony jeszcze
      przez Kogoś, Ktoś mi pomaga nie zwariować...Ola nie umarła, żyje, Bóg
      zdecydował, że została z nami. To był prawdziwy cud - sepsa jest śmiertelna dla
      dorosłych, a Olka była wtedy kilogramowym człowieczkiem (teraz ma 3300g i je
      jak szalona, no, nie dziś - dziś boli ją brzuszek - przejadła sięsmile). Ale,
      gdyby Bóg postanowił inaczej...Ja spędziłam półtora miesiąca na oddziale dla
      wcześniaków - tam śmierć czai się po kątach, ale jak te maluchy walczą, jak
      walczą! Ja też wielu rzeczy nie rozumiem, ale ufam, po prostu ufam. Masz rację -
      najtrudniej zrozumieć cierpienie niewinnych, ale Bóg to też tajemnica. I
      miłosierdzie. Tak ja to widzę - prosta chrześcijankasmile
      Pozdrawiam
      Ania i Ola (ur.22.01.2004, termin 23.03.2004)
      Modlę się za Twojego maluszka
      • brucha Re: o dzieciach, wierze i ... cierpieniu 19.04.04, 22:23
        dzięki. małemu jeszcze dużo tej modlitwy będzie potrzebne...

        ....a podobno do przeniesienia góry wystarczy wiara jak ziarno gorczycy...
    • mader1 Re: o dzieciach, wierze i ... cierpieniu 19.04.04, 23:42
      Przepraszam,nie zawsze jestem na tym forum - z powodu dzieciakow smile
      Napisz, co jest Malemu,w jakim jest wieku ?
      Kurcze, wiem jak to boli. Wlasnie najgorsze jest to, ze wlasnybol jakos
      sie przetrzyma, a cierpienie dziecka boli bardziej. Smierc tez.Mozna sie
      wymadrzac teoretycznie, dawac rady, ale w momencie, gdy sie to
      przezywa, nikt nie jest mocny. Ja nie mam problemu z przezywaniem
      swojego bolu, ale dzieci... Szatan to wie i co jakis czas...
      Pozdr.
Pełna wersja