modlitwa z dzieckiem

18.04.04, 10:49
Do doświadczonych mam.
Kiedy udało się Wam nauczyć dziecko znak krzyża? Kiedy z chęcią dziecko
zaczęło się modlić?
Moj dwuletni (prawie) synek jest wyjątkowo oporny w tej kwestii ( w innych
też, np. w nocniczku)
    • praktycznyprzewodnik Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 11:10
      Nie przywiązywałam do tego szczególnej wagi.

      Miałam na opory wieku przekory taki patent:"modlimy się dzisiaj na tapczanie
      czy na podłodze", ""zapalmy swiecę czy nie" ? Chodziło o danie wyboru, zeby
      dziecko mogło o czyms zadecydować, wybrać tekst modlitwy, pozycję, pieśń.
      Jak się wykręcały, to odpowiadaliśmy "pomodlę sie za ciebie" i klękaliśmy przy
      jego łózku na krótko. Oczywiście bez wzbudzania w dziecku poczucia winy, ze sie
      nie pomodliło.
      • kulinka3 Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 11:37
        A kiedy Wasze dzieci z radością zaczęły chodzić do kościoła? U mnie są ciągłe
        opory.Macie jakiś sprawdzone patenty?
        Pozdrawiam świątecznie
        • ogolone_jajka Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 11:46
          Ehehehehheheheehe

          Z radością do kościoła???????????

          Przezież jedno drugiemu przeczy!!!!! Msze są długie i nudne, pieśni smutne i usypiające. Jak można chodzić tam z radością???
          Jedyną moją radością było spotkanie się z kumplami. Staliśmy wtedy przed kościołem i gadaliśmy całą mszę. Nikomu to nie przeszkadzało. I wszyscy byli zadowoleni.
          Chętnie usłyszę opinię jakiejś młodej osoby (tzn. w wieku szkolnym) na temat "radości" chodzenia do kościoła. Dla mnie zawsze to była męka.

          Nie, nie ma podpisu, żeby inkwizycja nie miała pretekstu. A moje super forum i tak istnieje, ale adres dam na priva albo znajdźcie sobie sami po moim nicku - to żaden problem.
          • praktycznyprzewodnik Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 11:59
            Jak stałes na zewnątrz, to nie masz pojęcia o tym, co działo się wewnątrz.

            Liturgia z założenia zwraca sie do dorosłego, dziecko i młodzież uczestniczy w
            niej o tyle, o ile jest na to egzystencjalnie gotowe.
            Błedem jest zakładać i spodziewać się, ze wyniesie z liturgii więcej niż
            moze. "Takie widzi swiata koło, jakie tepymi zakreśla oczy".
            Podobnie jak z zyciem społecznym. Rzadko które dziecko uwaza ze jest jakiś sens
            w chodzeniu na imieniny wujka, uroczystości patriotyczne, jubileusze...
          • neogobbo Re: modlitwa z jajkiem 18.04.04, 14:43
            Skutki widać do dziś.
            • ogolone_jajka Re: modlitwa z jajkiem 18.04.04, 15:27
              Jakie to te skutki, poza negowaniem boga??? I odwagą do łamania tabu?
        • praktycznyprzewodnik obowiazki to porecze zycia 18.04.04, 11:54
          Moje chodziły z radościa we wczesnym dziecinstwie, bo obok koscioła była kupa
          piachu (kościół dopiero budowano) i mogły sie tam wspaniale bawić. Jak się
          budowa skończyła było o wiele gorzej.

          Generalnie problemy z chodzeniem do koscioła (i na religię) zaczynają się około
          piątej klasy i końcża w liceum albo na studiach, kiedy to dochodzi
          to "interioryzacji" postaw religijnych.
          Problemy te nie maja związku z faktem ze matka jest katechetka a ojciec
          organistą ! Podobnie przynależność rodziców do jakiejś wspólnoty praktykującej
          wysmakowaną liturgię, wcale nie musi pociągać za soba braku trudności w
          modlitwie liturgicznej dzieci.

          Nasze dzieci w pewnym okresie zycia chodziły do sasiedniej parafii na mszę !
          W okresie gimnazjalnym w naszej diecezji stosuje sie prosty patent - to się
          nazywa "indeks kandydata do bierzmowania", w którym sie wpisuje obecność na
          mszy, rekolekcjach, chodzenie do spowiedzi. Sprawdza się o ile nie ma przy tym
          przesadnej biurokracji.
          Po prostu sa w rozwoju dziecka (jak i każdego człowieka) okresy pobozności
          bezrefleksyjnej, buntów i zapytań o sens liturgii(wspaniały objaw, ale cięzki
          dla rodziców do przetrzymania), porzucania praktyk i wznawiania. I wszystko to
          nalezy z całym szacunkiem dla zycia religijnego dziecka przetrzymać.
          CO nie znaczy, ze jestem za dawaniem kompletnego luzu w dziedzinie wypełniania
          praktyk religijnych. Podoba mi sie powiedzenie "obowiazki to porecze zycia".
          • ogolone_jajka Ha, wydało się! 18.04.04, 12:00
            > CO nie znaczy, ze jestem za dawaniem kompletnego luzu w dziedzinie wypełniania praktyk religijnych. Podoba mi sie powiedzenie "obowiazki to porecze zycia".

            Czyli zmuszasz dzieci do chodzenia do kościoła i na religię!!!! No i te dzienniczki obecności!!!! Koszmar.

            A niby trzeba uwierzyć z własnej nieprzymuszonej woli. Ciekawe. Jaki ma dziecko wybór: nie pójdziesz do kościoła to nie obejrzysz dobranocki,albo nie dostaniesz lodów. Na tym polega wiara. To bzdura!!!
            • praktycznyprzewodnik Re: Ha, wydało się! 18.04.04, 12:03
              Po prostu odrózniam wychowanie religijne od wychowania do wiary.
              Uważasz, ze powinnam czekać az dziecko samo z nieprzymuszonej woli nauczy sie
              tabliczki mnożenia, czy zdecyduje sie pozdrawiac na ulicy sąsiadke, myc się
              starannie raz dziennie...?
              Zmuszać - nie zmuszam, ale zdecydowanie nakłaniam w ramach wychowania do
              poczucia obowiazku.
              Taka jest moja wizja wiary. To nie fanaberia. Jak wierzysz masz obowiązek Bogu
              cześć oddawać, a my, katolicy tak właśnie mamy kult zorganizowany.
              • ogolone_jajka Re: Ha, wydało się! 18.04.04, 12:07
                Czy zatem zgodzisz się z tezą, że prawdziwa wiara i religia w przypadku twoich dzieci nie mają nic wspólnego? No bo gdyby dzieci prawdziwie wierzyły, nie trzeba by ich prowadzić do kościoła siłą, nie?

                • praktycznyprzewodnik Re: Ha, wydało się! 18.04.04, 12:20
                  Wiara to dar nadprzyrodzony, który otrzymujemy na chrzcie w dostaci ziarna,
                  zaczynu. Rozwija sie powoli i nie bez preturbacji przez całe zycie.
                  W rozwoju wiary pomaga uczestnictwo ( w rozsądnym wymiarze) w liturgii
                  wspólnoty.
                  Rozumienia języka tej liturgii, symboli, kodów po prostu nalezy się nauczyc tak
                  jak języka angielskiego czy matematyki.
                  Nie jest to oczywiście konieczne dla zbawienia, ale pozadane społecznie.
                  Naszym, jako rodziców prawem i obowiazkiem, jest "przysposobienie" dzieci do
                  odbioru liturgii i oczywiście (ale to juz osobny temat) przygotowanie ich do
                  przyjecia sakramentów. W pracy tej pomaga nam wspólnota, do której nalezymy. Na
                  tym, miedzy innymi, polega idea Kościoła.

                  Ja też prawdziwie wierze, a nie zawsze mam ochote w nabozenstwach uczestniczyć,
                  a nawet o zgozo, nie chce mi się swiadczyć miłości bliźniemu swemu.
                  • ogolone_jajka Re: Ha, wydało się! 18.04.04, 12:27
                    Zaastanawiam się nad jednym. Czy po osiągnięciu przez twoje dzieci pełnoletności, nadal będziesz je "przysposabiać" do wiary i sakramentów. Np. tak: kupię ci synku samochód, tylko weź ten ślub kościelny? Albo: jak nie wieźmiesz ślubu kościelnego to nie jesteś moim dzieckiem!
                    Tak to będzie wyglądać? Czy po osiemnastce dziecka pozowlisz mu w tych sprawach decydować samodzielnie?
                  • 18lipiec Re: Ha, wydało się! 18.04.04, 13:04
                    Wiara to dar ktory otrzymujemy na chrzcie????????
                    Tylko w przenosni...
                    No ja chrzest mialam, komunie tez i nawet bierzmowanie.
                    I jestem niewierząca, a jestem od dziecka indoktrynowana na wszelakie
                    sposoby ...
                    • mamalgosia lipiec18 19.04.04, 13:48
                      wiara to łaska, a jak to już jest z każdą łaską: trzeba się na nią otworzyć,
                      zeby działała, czyli trzeba chcieć ją przyjąć. Tak, że nie ma w tym nic
                      dziwnego, że mimo chrztu jesteś niewierząca
                • sion2 Re: po co wy tu piszecie? 18.04.04, 13:17
                  po co na pytanie zadane przez wierząca osobę do wierzacych osób odpowiadają ci,
                  którzy wiare dawno porzucili nawet jej nie poznawszy?

                  dlaczego niekulturalnie zabieracie głos wobec problemu, który was nie dotyczy?

                  to forum jest dla wierzących - dlaczego są tu oni wyśmiewani? jakim prawem?

                  a tak w ogóle to własnie wrócilam z Mszy dla dzieci w mojej parafii:
                  kupa dzieciakow przy ołatrzu, wesołe piosenki z gitarą, dzieciaki klaszczą i
                  tańczą przed Jezusem, dzieci czytją Pismo św, dzieci mówią modlitwe wiernych,
                  ksiądz dialoguje z mikrofonem, kilka razy cały kościoł sie śmieje, dzieci nie
                  chcą wyjść z kościoła tylko czekają na ostatnie dźwięki piosenki, pokazują
                  gestami swoją miłość do Jezusa

                  ale nudy....
                  • mamalgosia sion 18.04.04, 14:41
                    dziękuję za tego posta
                  • neogobbo Re: po co wy tu piszecie? 18.04.04, 14:46
                    Popatrzcie. Już się pojawił jakiś wątek w temacie tego forum, a już lipcowa
                    panienka i włochaty nabiał (jak to pięknie ktoś ujął, dobrze się ubawiłem)
                    wcinają swoje trzy grosze.

                  • ogolone_jajka Re: po co wy tu piszecie? 18.04.04, 15:01
                    A co? Nie wolno?

                    • neogobbo odpowiedź 18.04.04, 15:02
                      nie wypada
                      • ogolone_jajka Re: odpowiedź 18.04.04, 15:27
                        mnie wypada

                • mamalgosia przewodnik, jajka 18.04.04, 14:46
                  jajka: religijność człowiek ma w genotypie, a wiara to dopiero fenotyp.
                  przewodnik: chyba lepiej nie dyskutować z jajkiem, on się kłóci dla samej idei
                  kłótni
          • ogolone_jajka Ha! Wydało się! (bez stopki) 18.04.04, 12:02
            W poprzedniej mojej wypowiedzi zapomniałem w ferworze o stopce. Inkwizytor! ciachaj tamtą, a tę zostaw!

            praktycznyprzewodnik napisała:
            > CO nie znaczy, ze jestem za dawaniem kompletnego luzu w dziedzinie wypełniania praktyk religijnych. Podoba mi sie powiedzenie "obowiazki to porecze zycia".

            Czyli zmuszasz dzieci do chodzenia do kościoła i na religię!!!! No i te dzienniczki obecności!!!! Koszmar.

            A niby trzeba uwierzyć z własnej nieprzymuszonej woli. Ciekawe. Jaki ma dziecko wybór: nie pójdziesz do kościoła to nie obejrzysz dobranocki,albo nie dostaniesz lodów. Na tym polega wiara. To bzdura!!!
            • neogobbo Re: O wycinaniu jajek... 18.04.04, 14:47
              Wedle życzenia
      • mamalgosia Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 14:40
        dobrze, ale w jakim wieku (dziecka) zaczęliście? I jakiej płci jest dziecko?
    • 18lipiec Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 13:06
      Ja pamietam jak bardzo męczylam sie w kosciele.
      Msze byly okropne, nudne, do tego stopnia ze stalam pod kosciolem.
      U spowiedzi przed bierzmowaniem nie bylam, starszy kolega podpisal mi
      karteczke.I potem przestalam juz chodzic na zawsze.
      • mamalgosia Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 14:42
        chciałąbym ustrzec dziecko przed czymś takim właśnie
        • 18lipiec Re: do mamalgosi 18.04.04, 15:06
          przed czym uchronic? przed samodzielnym mysleniem,przed pracowaniem nad wlasnym
          zdaniem zamiast sluchaniem sie Kk i pisemka św.?
          • mamalgosia Re: do mamalgosi 19.04.04, 13:49
            skoro tak to nazywasz...
          • praktycznyprzewodnik Re: do mamalgosi 19.04.04, 14:33
            Co jest samodzielnego ( w pozytywnym sensie tego słowa, nie chodzi o samowolę)
            w fałszowaniu kartki od spowiedzi, by iśc do bierzmowania, nie wierzac w moc
            łaski ?
    • 18lipiec Mamalgosiu,ale po co zmuszac dziecko ? 18.04.04, 13:23
      • mamalgosia Re: Mamalgosiu,ale po co zmuszac dziecko ? 18.04.04, 14:44
        kto mówi o zmuszaniu? Moje pytanie brzmi: jak zachęcić?
        Do czytania książek na początku zachęcałam, a teraz jest to ulubiony sposób
        spędzania wolnego czasu.
        Nie o to chodzi, żeby puścić dziecko samopas, ale żeby dać mu wartościowe
        wskazówki
        • 18lipiec Re: Mamalgosiu,ale po co zmuszac dziecko ? 18.04.04, 15:08
          wg mnie narzucasz dziecku to wszystko z góry ....
          • mamalgosia Re: Mamalgosiu,ale po co zmuszac dziecko ? 19.04.04, 13:51
            nie zapomnij, żeby swojemu dziecku absolutnie nie narzucać z góry:
            - ateizmu (niech wybierze samo)
            - języka polskiego (bo może jak zacznie samodzielnie mysleć, to zechce mówić po
            angielsku)
            - żadnych ubrań (bo może będzie mieć inny gust)
            itp itd
    • mamalgosia oooo! dziękuję za taki odzew! 18.04.04, 14:38
    • neogobbo Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 14:52
      Nasza Marta (dziś prawie 6 lat) od zawsze jest w Kościele. Zawsze braliśmy ją
      na Eucharystie i inne wspólnotowe liturgie. Teraz w każdy niedzielny ranek całą
      rodziną modlimy się, śpiewamy psalmy, czytamy Biblię. I dla dzieci to jest po
      prostu naturalne. Dominika ma lat 3 i jak tylko słyszy, że idziemy na
      Eucharystię, to nawet z wizyty u swoich koleżanek zrezygnuje.
      Dzieci uczą się przez obserwację. Niczego ich nie musimy uczyć. Dominika
      na "Ojcze nasz" po prostu podnosi ręce i modli się jak inni. Czasami jej się
      nie chce, ale ma do tego prawo.
      W domu najważniejszą modlitwą naszych dzieci jest modlitwa spontaniczna (choć
      fakt, że ciągle modlą się o to samo - o... braciszka) i SZEMA IZRAEL, po polsku
      i hebrajsku
      • piotrsko Re: modlitwa z dzieckiem 19.04.04, 13:36
        Mogę napisać to samo. My z reguły naszą młodszą pociechę Marysię ( 3,5 roku )
        staramy się zostawiać w domu kiedy idziemy na Eucharystię. Z reguły jej
        ruchliwość trochę przeszkadza podczas liturgii. Problem w tym, że ona jak
        słyszy o Eucharystii nie chce zostać w domu i jest bardzo rozżalona jeśli jej
        nie zabieramy.

        Gdzie tu indoktrynacja ?

        Piotr.
      • mamalgosia Re: modlitwa z dzieckiem 19.04.04, 13:53
        Rozumiem. I myślałam, ze właśnie będzie tak jak u Ciebie: że jak od małego...
        itp. Ale tak nie jest . Może z chłopcami jest inaczej? On jest po prostu
        strasznie żywy i nigdzie nie wytrzyma dłużej niż 15 minut, nawet gdy mu się coś
        podoba (po tym czasei już mu się nie podoba)
    • praktycznyprzewodnik Czy sa tu rodzice, którzy.... 18.04.04, 15:22
      Tak nadprzyrodzony dar wiary do wyhodowania w wlasnym zakresie otryzmujemy na
      chrzcie swiętym.
      Co do przykładu z kupowaniem samochodu, to takich praktyk nie stosowałam nigdy.
      Gdybym urodziła dziecko niesłyszace czy autystyczne rehabilitowałabym go, nie
      pytając czy zmuszam czy nie do "normalnego zycia". Zmuszałabym do nauki jezyka
      migowego, to wejscia w społeczność na ile będzie to mozliwe.
      Dziecko posyłam do szkoły co rano i nie pytam, czy mu to odpowiada, choć ta
      cała szkoła, to pozal się Boże, podejrzewam chwilami, ze to jedna wielka
      mistyfikacja. A sama pracuję w szkole.
      I o samochodach nie ma rankiem mowy, bardziej wyrafinowane metody wypracowało
      już nasza kultura.
      Jak długo bedę posyłać ? Powiedziałabym , gdzyby nie obowiązek szkolny i
      oświatowy, ze ile się da, az samo za swoją edukację przejmie odpowiedzialność.

      Z zycia wspólnot i przyjaciól zaangazowanych w ruchy.
      Dzieci póki małe z radościa uczestnicza w spotkaniach organizowanych przez
      rodziców. Bo to jest wspólna radość, wspólnie spędzony czas, niezaleznie od
      tego czy jest to wspólna liturgia czy wspólna zabawa w indian.
      Potem zaczynają się schody. Dzieci musza znaleźć własną drogę wyrażania siebie
      i zaspokajania swoich religijnych potrzeb.
      Dla mojego pokolenia odkryciem były piesze pielgrzymki,moja pobozna Mama
      patrzyła na to ze zgrozą. Owszem pielgrzymka, piękna rzecz, ale dlaczego pieszo
      i w tak strasznych warunkach higienicznych. A hałas jaki robilismy w modlitwie
      po prostu ją gorszył. Chodziła na majowe i Gorzkie Żale.


      I tutaj apel, czy sa juz rodzice ze wspólnot rozmaitego typu, którzy przez to -
      to jest przez dojrzewanie własnych dzieci - juz przechodzili. I co nam mogliby
      powiedzieć ?














      • ogolone_jajka Re: Czy sa tu rodzice, którzy.... 18.04.04, 17:29
        > Jak długo bedę posyłać ? Powiedziałabym , gdzyby nie obowiązek szkolny i
        > oświatowy, ze ile się da, az samo za swoją edukację przejmie odpowiedzialność.

        A jak w wieku 16 lub 18 lat powie: Mamo, ja mam gdzieś twojego boga i kościół i mnie to nie interesuje i nie mam zamiaru więcej tam chodzić i tracic czas.

        To co zrobisz? Lanie? Czy obcięcie kieszonkowego?
        • 18lipiec Re: Czy sa tu rodzice, którzy.... 18.04.04, 17:35
          Przypomina mi się coś.....
          Ja też tak powiedziałam rodzicom kiedyś w końcu " nie ma boga, ja nie wierzę,
          nie wejdę do kościoła". Miałam wtedy z 14 -15 lat.

          i co? I nic...nikt mnie nie zbił, nikt mnie nie nawracał, nikt krzywo nie
          patrzył. A wychowali mnie rodzice dobrze, tak przynajmniej uważam.

          I żyję tak sobie szczęsliwie do dnia dzisiejszego...
        • praktycznyprzewodnik Re: Czy sa tu rodzice, którzy.... 18.04.04, 17:46
          Alez dzieci bardzo często tak mówią! To nie zawsze kryzys wiary, a tylko kryzus
          narzuconych przez dorosłych form poboznosci!
          A jak w wieku 15 lat powie "nie pójdę wiecej do szkoły"? To już koniec będzie,
          niczego w zyciu nie osiągnie?
          Powiem; rób jak uwazasz,ale może jednak... i tu pomału wytacze cały wachlarz
          argumentów dla kórych warto starac się o dyplomy.
          A jak powie ze ma je gdzieś ?
          To bedę się martwic o tyle tylko, o ile ten dyplomowy bunt będzie wynikać z
          emocjonalnej i intelektualnej niedojrzałości.
          Jesli wyda mi się, ze racje sa przemyslane... uszanuję !
          • ogolone_jajka Re: Czy sa tu rodzice, którzy.... 18.04.04, 18:04
            Tyle, że bez boga można żyć, a bez języków, wykształcenia, a co za tym idzie pracy da się tylko egzystować. I nie mówię tu o jakichś bogactwach, ale o zabezpieczeniu podstawowych potrzeb takich jak dach nad głową i pełny garnek. Bo nie wierzę, że ktoś woli "mieć boga w sercu" a w garnku puste dno.

            • grrrrw Re: Czy sa tu rodzice, którzy.... 18.04.04, 19:29
              ogolone_jajka napisał:

              > Tyle, że bez Boga można żyć, a bez języków, wykształcenia, a co za tym idzie
              pracy da się tylko egzystować. I nie mówię tu o jakichś bogactwach, ale o
              zabezpieczeniu podstawowych potrzeb takich jak dach nad głową i pełny garnek.
              Bo nie wierzę, że ktoś woli "mieć Boga w sercu" a w garnku puste dno.

              Nie, bez Boga zyc sie nie da. Tylko do smierci. Dalej nie.
              Natomiast zdobycie wykształcenia nie idzie w cale w parze z zabezpieczeniem
              podstawowych potrzeb. Najczesciej tak, ale to już nie jest takie pewne.

              >
      • sion2 Re: tylko do wierzących rodziców 18.04.04, 18:00
        Nie mam dzieci więc w zasadzie nie powinnam sie tu odzywać, ale powiem z mojego
        dziecinstwa doświadczenie

        u mnie to tata był wierzący głęboko, a mama prawie w ogóle ale wynikało to nie
        z przekonań tylko z powodu różnych tragedii, ktore ją spotykały

        tata był bardzo naturalny w wierze (jest do dzisiaj zresztą) tzn. pamietam , ze
        prowadził mnie na lekcje religii juz w wieku 5 lat, ale wcześniej mówił mi o
        Bogu jako o Kims waznym, kto mnie kocha i uczył modlitwy, a najpierw znaku
        krzyża sw. po kolei nie pamietam, ale kiedy miałam 6 lat to klękał z nami i
        mówiliśmy Ojcze nasz i molitwę do Aniola Stróża a mój 2 letni brat fikał obok
        fikołki i z czasem zaczął się dołączac do modlitwy
        tata często rozmawiał z nami o tym co się dzieje w kościele w czasie Mszy sw.,
        po pewnym czasie to juz był zwyczaj, ze wychodziliśmy z kościoła i zadawaliśmy
        pytania "a dlaczego ksiądz zrobił tak i tak, a dlaczego powiedział..." itd. i
        tata wszystko tłumaczyl i chyba dlatego nigdy Msza nie była dla mnie
        niezrozumiałym przedstawieniem
        pamietam jak uczył mnie katechizmu przed I Komunią sw.- to były całe rozmowy o
        wierze
        pamiętam jak nie znając dokładnie słów pieśni gdzie powinno się spiewac "Tyś
        królem wszego świata a jam jest marny pył" ja zaspiewałam na cały głos w
        kościele "Tyś królem wszego świata a jam jest marny typ!"

        co do Mszy sw. to miałam potem kryzys w okresie nastolatkowym i wtedy pamietam,
        ze tata tylko mówił mi, że źle postępuję, że popełniam grzech ciężki nie będąc
        na Mszy ale nigdy w życiu mnie nie spotkała kara za brak modlitwy, nie pójście
        na Mszę sw. itp.

        i jeszcze z moich obsrewacji dzieci to wynika, ze dzieci po prostu potrzebują
        dwóch rzeczy aby wierzyć;
        1. przykładu w rodzinie (inaczej wyrośnie taki drugi jajek wink) )
        2. inaczej trochę przezywają Boga tzn. potzrebuja nie tylko wiadomości ale
        także wielu urozmaiceń, które będą oddziaływać na ich zmysły i uczucia,
        wyobraźnię
        dlatego to normalne, ze dziecko niechetnie chodzi na Msze dla dorosłych, bo ono
        potzrebuje innych bodźców, spiewu, ruchu, obrazu - to typowe dla dziecka i to
        nie jest wina Mszy sw.
        niektórzy rodzice mają mozliwość, ze zabieraja dzieci na msze specjalnie dla
        nich i inne są dla przedszkolaków a inne dla 8 latków.
        U mnie w parafii jak była taki x. Mariusz to dzieciaków przychodziło tyle , ze
        dorosli się nie mieścili (mały kościół)
        • 18lipiec Re: tylko do wierzących rodziców 18.04.04, 18:25
          i jeszcze z moich obsrewacji dzieci to wynika, ze dzieci po prostu potrzebują
          > dwóch rzeczy aby wierzyć;
          > 1. przykładu w rodzinie (inaczej wyrośnie taki drugi jajek wink) )


          Nie rozumiem? Jaki jajek ? Taki to znaczy jaki? Inny ? Nie pasujący do Was?
          Gorszy ? Czy jaki?
          • ogolone_jajka Re: tylko do wierzących rodziców 18.04.04, 18:28
            Właśnie! Jaki?
            Poza tym, że nie wierzę w boga i nie chodzę do kościoła nie różnię się od statystycznego Polaka (no, może tym, że nie piję, nie palę i mam wyższe wykształcenie).
            • 18lipiec Re: tylko do wierzących rodziców 18.04.04, 18:33
              Nie rozumiem takiego pisania...o mnie też któraś z katolickich mam napisała. Że
              chce uniknąć tego by jej dziecko było takie jak ja. Czyli jakie? Jak ja czyli
              pełne serca dla przyjaciół i rodziny, przynoszące do domu każde skrzywdzone
              zwierzątko, broniące słabszego, wesołe, szczere, majace swoje zdanie ,
              potrafiące walczyć o swoje i nie "nastawiające drugiego policzka"? Nie to nie!

              Tak się składa że poza wiarą i niewiarą drodzy katolicy niczym się nie róznimy
              od siebie i tak samo umrzemy.
              • ogolone_jajka Re: tylko do wierzących rodziców 18.04.04, 18:42
                O nie nie, droga 18lipiec!!
                Oni pójda do nieba a my się będziemy smażyć w piekle, bo grzeszymy przeciw ich bogu.
                Albo coś w tym rodzaju... (strasznie się boję)

                Tylko tak się zastanawiam czy wszyscy bogowie wymyśleni przez ludzi mają wspólne piekło, czy będziemy przechodzić z piekła do piekła - wszak tych bogów jest ze czterdzieści, sam nie wiem co się w ich głowach mieści.
                • 18lipiec apropos piekła, Jajku, mały ale celny dowcip jak 18.04.04, 18:52
                  na tą okazję....

                  Ateista umarł. Porządny był człowiek, ale umarł i było to dla niego bardzo
                  traumatyczne przeżycie. Tym bardziej, ze zupełnie nieoczekiwanie znalazł się w
                  piekle. Przywitał go Diabeł. Ateista poczuł się nieswojo, ale Diabeł był bardzo
                  konkretny:
                  - O, widzę, że Pan u nas nowy... To ja może oprowadzę, tu jest pański
                  apartament - Ateista patrzy, a tu pokoje na hektary, gustownie urządzone, łóżko
                  wodne, baldachimy, łazienka ogromna, bidety, klimatyzacja...
                  Diabeł dalej ciągnie:
                  - Jeśli Pan jest zmęczony i chce odpocząć, to proszę się nie krępować, jeśli
                  Pan jednak sobie życzy, to oprowadzę Pana dalej...
                  Idą, a widoki przed nimi bardzo intrygujące, dyskretny luksus, przyjemna
                  muzyka, piękne kobiety, tu ktoś maluje obrazy, tam ktoś ćwiczy gimnastykę,
                  przeszli koło olimpijskiego basenu, siłowni, dalej restauracje, drink bary...
                  Ateista zaczyna się czuć dziwnie, idą dalej. Nagle dotarli do pomieszczenia,
                  przegrodzonego ścianą z bardzo grubego szkła pancernego. Za szkłem - tortury,
                  diabły smażą jakichś nieszczęśników w kotłach z wrzącą smołą, innych
                  rozciągają, ćwiartują, wypruwają im flaki. Szyba tłumi dźwięki, ale przez skórę
                  czuć, że nieszczęśnicy muszą krzyczeć wniebogłosy, na ich twarzach maluje się
                  niewypowiedziane cierpienie. Ohyda, coś przeraźliwego. Ateista poczuł się
                  wielce nieswojo, patrzy na te scenę za szybą, patrzy, zaczyna nerwowo drapać
                  się po głowie i zezować na Diabła... Diabeł wyczuł sytuację, macha ręką i mówi:
                  - ...a wie Pan, tym to się proszę zupełnie nie przejmować, to chrześcijanie
                  sobie coś takiego wymyślili
                  • ogolone_jajka Re: apropos piekła, Jajku, mały ale celny dowcip 18.04.04, 18:56
                    Hehehehe, dobre.
                    Jak jest naprawdę, zobaczymy po traumatycznym przeżyciu jakim jest śmierć. Ale po kiego grzyba mam wierzyć, że pójdę na męki do piekła, kiedy mogę wierzyć w coś zupełnie przeciwnego. Trzeba być optymistą, a nie umartwiać się całe życie. Średniowiecze minęło.
                    • 18lipiec Re: apropos piekła, Jajku, mały ale celny dowcip 18.04.04, 19:01
                      Wszyscy wylądujemy w tym samym miejscu- na cmentarzu,,,i nigdzie dalej,,,
          • sion2 Re: wyjaśnienie o jakiego jajka chodzi ;-)) 18.04.04, 21:58
            primo: tam była taki znaczek wink)), który oznacza, ze coś się mówi z
            przymrużeniem oka czyli nie całkiem serio
            segundo: taki czyli niewierzący kpiasz nie mający najmniejszego szacunku dla
            wiary i uważający wszystkich katolików za biednych głupców, nie posługujących
            sie swoim rozumem tylko podłączonych do jednego Mózgu Centralnego czyli Watykanu

            w tym ostatnim zresztą to zgadza sie z protestantami

            ale to nie oznacza, ze jest gorszym człowiekiem, albo niewygodnym i Bóg go
            kocha nawet bardziej niż wszytskich "poprawnych" - przekona sie o tym
            najpóźniej 1 min. po śmierci wink)
            • 18lipiec Re: wyjaśnienie o jakiego jajka chodzi ;-)) 18.04.04, 22:36
              pisze się KPIARZ a nie kpiasz.
              • neogobbo Re: wyjaśnienie o jakiego jajka chodzi ;-)) 18.04.04, 22:46
                pisze się a propos, a nie apropos smile Nie czepiaj się, jak nie masz czego
                • 18lipiec Re: wyjaśnienie o jakiego jajka chodzi ;-)) 18.04.04, 23:08
                  ty robisz DOKŁADNIE to samo, tylko czepiasz się moich wielkich literek...ot i
                  cały katolik. Widzi źdźbło trawy w oku bliźniego ale belki w swoim to już nie.
    • mama_kasia Re: modlitwa z dzieckiem 18.04.04, 22:29
      Nie wdając się w trwającą dyskusję, odpowiadam wprost
      na pytanie. Maciek chyba 5-letni strasznie nie lubił
      chodzić do kościoła. Napisałam wtedy dla niego bajkę.
      Mam ją na naszej stronie
      www.budysie.republika.pl
      Znaku krzyża nauczył się po prostu przez obserwację.
      Podobnie było z modlitwą. Teraz jest już 8-latkiem, więc
      czuje dodatkowo pewną odpowiedzialność. Modlimy się z
      reguły przez czytanie Słowa Bożego w wersji dla dzieci.
      Przy okazji tata tłumaczy to i owo. Młodsza 5-latka wierci
      się, bawi, ale z kolei to ona chętniej modli się spontanicznie.
      Zawsze ma coś do powiedzenia, w przeciwieństwie do syna.
      Dzieciaki lubią tę modlitwę, lubią też niedzielną katechezę
      przed mszą w domu. Wtedy idą na eucharystię przygotowane.
      Jak byli dwulatkami to po prostu byli z nami,
      gdy my modliliśmy się. I ta ich obecność była całą modlitwą.
      Pamiętam jeszcze jak Maciek przy podziękowaniu
      przed obiadem dodawał "i za mamefke" (dziękują za marchewkę).
      A małego "Gabona" cała modlitwa to wyciąganie rąk, gdy mówimy
      ojcze nasz (Gabrysia ma rok). Też wynik obserwacji.
      Nie mam pojęcia, jak będzie dalej, ale cieszę się tym co jest.
      Kasia

      • isma Re: modlitwa z dzieckiem 19.04.04, 12:58
        Yhy, nasza tez sie nauczyla podpatrujac.
        A do kosciola chodzic uwielbia, bo lubi muzyke: maksimum spiewow, minimum
        kazan, takie sa na razie jej preferencje wink))
      • mamalgosia Re: modlitwa z dzieckiem 19.04.04, 14:17
        to może ja po prostu za dużo wymagam od ruchliwego dwulatka?
        • isma Re: modlitwa z dzieckiem 19.04.04, 14:24
          Calkiem niewykluczone wink)).
          My nie chodzimy na msze dla dzieci, bo tam nasza gwiazda ulega pokusie
          nasladownictwa, czasem - kiedy ma wyjatkowo aktywny dzien (wyrzynanie sie klow
          to jest taka okazja, na przyklad) - nie zabieramy w ogole ze soba.
          Ja bym na razie odpuscila. Moze czasem zabralabym malego na jakies krotkie
          nabozenstwo ekstra (poza msza sw. w niedziele), zeby w razie nieprzezwyciezonej
          koniecznosci opuszczenia zgromadzenia wink)) sie nie gryzc nadmiernie w
          sumieniu.
          Nie boj nic, dojrzeje wink))
          • mamalgosia Re: modlitwa z dzieckiem 19.04.04, 14:30
            och. obyś miała rację.
            Właśnie wzięłąm go na krótsze nabożeństwo (na święcenie potraw w Wielką Sobotę)
            i ryczał od razu po wejściiu. Potem się na chwilę uspokoił, ale jak mu nie
            pozwoliłam wejść do zakrystii, to znowu ryk. No i wyszliśmysad
          • mamalgosia aha 19.04.04, 14:31
            odnośnie Twojej córki: nasz synek nie cierpi dźwięku organówsad(((
            • isma Re: aha 19.04.04, 14:35
              A, to macie pecha. Albo kiepskiego organiste wink))
              Aha, my jeszcze od czasu do czasu staramy sie dziecieciu zapewnic wrazenia
              optyczne - np. zabieramy go do innego kosciola (preferuje duze i ciemne ;-o).
              • mamalgosia Re: aha 19.04.04, 14:37
                no, rzeczywiście: organistka u nas fatalna. Ale on reaguje nerwowo na sam
                dźwięk organów, więc chyba nie problem w organistce.
                A ze mną jak z Twoim dzieckie: też lubię duże i ciemne kościoły. I jeszcze
                chłodne
                • isma Re: aha 19.04.04, 14:42
                  To przyjedz do Krakowa na Wielka Majowke. Tego towaru jest u nas dostatek wink))

                  Jeszcze odnosnie dwulatka: teoria glosi (nie weryfikowalam, bo to moj pierwszy
                  prawie dwulatek), ze miedzy 18 a 24 miesiacem zycia to dziecko jest generalnie
                  na nie, nie tylko odnosnie chodzenia do kosciola.

                  Musi mu przejsc, no, przeciez do pelnoletnosci ryczal w kosciele nie bedzie ;-
                  )))
    • mysiam1 Zupełnie poważna prośba do Jajka 18.04.04, 23:47
      Ponieważ zapewne nie zauważyłeś mojego pytania w wątku o ewolucji wiary,
      zapytam jeszcze raz i zaznaczam od razu, że piszę bez ironii i proszę o
      odpowiedź również jej pozbawioną.
      Krytykujesz sposób religijnej edukacji dzieci i młodzieży, piszesz o nudnych
      mszach, niezrozumiałych modlitwach itd. Niestety w dużym stopniu jest to
      prawda, bo potwierdza to zachowanie mojej córki, która po I Komunii
      zdecydowanie odmawia chodzenia do kościoła (no, chyba, że z koleżanką wink ).
      I teraz, Jajku - wyobraź sobie (tylko nie pisz, proszę, że Twoja wyobraźnia
      tego nie obejmuje), że postanowiłeś wychowywać swoje dziecko po chrześcijańsku,
      albo możesz cofnąć czas i stać się znów dzieckiem.Jak według Ciebie powinno
      wyglądać uczenie dziecka (czyli Ciebie) zasad wiary, jak powinna wyglądać
      edukacja - w szkole, w kościele, w rodzinie. Piszesz, że msze nudne, że
      dzienniczki bez sensu itd. - zgoda, ale co Ty proponowałbyś w zamian -
      przypominam, zakładając, że wierzysz, albo chcesz wierzyć.
      I proszę potraktuj to pytanie poważnie.
      Pozdrawiam,
      Monika

      P.S. I nie pisz, że KK to czy tamto, bo jak widzę, negujesz wiarę jako taką, a
      nie tylko KK - abstrahując więc od KK...
      • ogolone_jajka Re: Zupełnie poważna prośba do Jajka 18.04.04, 23:58
        OK, zastanowię się i odpowiem. Teraz niestety mam do napisania artykuł na wczoraj i będe siedział nad nim do rana sad. Wolę więc nie rozpraszać się poważnymi odpowiedziami. Ale obiecuję, że w najbliższym czasie dam Ci odpowiedź. Tylko nie wiem czy coś sensownego wymyślę, ale pomyślę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja