A czy pamiętacie?

20.04.04, 16:12
jak Was wychowywano w wierze? Czy wspominając swoje dzieciństwo znajdujecie
wzorce, z których teraz możecie czerpać, rozmawiając o Bogu ze swoimi dziećmi?
Z perspektywy patrząc, brakowało tego w moim dzieciństwie... Pamiętam tylko
jedno zdanie, które mi zapadło w pamięć, a dotyczyło szacunku dla chleba - że
nie wolno chleba zmarnować, bo to Boży dar.
    • orvokki Re: A czy pamiętacie? 20.04.04, 16:13
      A pomysł wątku wziął mi się stąd, że ktoś (przepraszam, nie pamiętam kto)
      pięknie pisał o swojej modlitwie z ojcem...
    • mama_kasia Re: A czy pamiętacie? 20.04.04, 16:16
      Niestety moja rodzina była niewierząca, (ale nie
      wojująca wink). Tata agnostyk, a mama zrażona do Kościoła.
      • neogobbo Re: A czy pamiętacie? 20.04.04, 18:28
        Wiele do powiedzenia nie mam, bo wychowanie religijne było jak w przeciętnej
        polskiej katolickiej rodzinie. Ale jeden obrazek zapamiętam już do końca i
        wiem, że to jest mój krok milowy na drodze do Boga. Otóż mój tata zawsze
        wieczorem modlił się na kolanach. Ja miałem okresy kiedy się buntowałem,
        udawałem modlitwę i różne takie, a on się modlił. Specjalnie pobożny nigdy nie
        był, dzisiaj zresztą od kościoła raczej się odwrócił, ale wierzę, że będzie mu
        to policzone.
        • pysio8 Re: A czy pamiętacie? 20.04.04, 19:25
          Nie mam czego pamiętać, bo rodzice niewierzący, nie chodzili do kościoła, nie
          modlili.
          Wspólnie nigdy z rodzicami nie byłam w kościele(oprócz ślubu), za to
          tak "jakoś" dobrze jestem prowadzona - w wieku 17 lat-( dopiero!) przystąpiłam
          do Pierwszej Komunii, do której przygotowywał mnie poprzez rozmowy ks. Jan
          Twardowski.
          Kiedy pierwszy raz przyszłam do zakrystii pojęcia nie miałam kim jest, że
          tworzy poezję.
          Potem ślub kościelny, na który rodzice moi zostali zaproszeni i ... przyszli z
          oporami.Nie mam dobrej bazy( jeśli chodzi o rodziców) i nie miałam z czego
          czerpać w dzieciństwie i we wczesnej młodości.
          Nawet podczas pierwszej komunii byłam sama( bez rodziny), podczas normalnej
          popołudniowej Mszy na Krakowskim Przedmieściu.
          Prezent dostałam od księdza - jego tomik poezji- podpisany.
          Aha, kiedy pierwszy raz wyznawałam grzechy, ksiądz mnie upomniał < Nie tak
          głośno!>
          Gdy zwróciłam się do księdza - Ojcze, ten zażartował - < Powinnaś raczej mi
          mówić ...dziadku!
          • orvokki Re: A czy pamiętacie? 20.04.04, 21:03
            No to miałaś szczęście, że Ci się inny wychowawca taki dobry trafił smile
            • pysio8 Re: A czy pamiętacie? 21.04.04, 09:21
              Czy można ogrzać się we wspomnieniach?
              Dziękuję Orvokki za ten temat do rozmowy. Wczoraj wieczorem wspominałam, ile
              dobrego dostałam od księdza- życzliwość, uwagę, ciekawe rozmowy o życiu, o
              dwójkach z matematyki, o modzie, i o tym, że taki jeden nie zwraca na mnie
              uwagi.
              Rozmowy troskliwego, dobrego dziadka z wnuczką.
              Dziękuję, że sobie przypomniałam.
        • dusk-till-dawn Re: A czy pamiętacie? 21.04.04, 07:51
          Laska jestescie ... przez wiare ... nie z uczynkow.
    • ogolone_jajka A może istnieją cykle? 20.04.04, 21:21
      To interesujące co piszecie. Chodzi mi o to, że będąc wychowanym niezbyt kościelnie (tak to umownie nazwijmy), sami szukacie boga i kościoła. Jak wynika z wypowiedzi innych osób na tym forum (oraz mojego własnego doświadczenia), zmuszanie do aktywności religijnej za młodu często owocuje w postaci niechęci do kościoła i wiary. Najciekawsze jest to, czy wasze dzieci ("nakłaniane" do praktyk religijnych - nazwijcie to jak chcecie) pozostaną wierne kościołowi, czy się od niego odwrócą. A ich dzieci, z kolei, pozbawione przymusu religijnego, same może odszukają kościół??
      Może to się dzieje w cyklach - wierzący wychowują niewierzących, a niewierzący wierzących? Na zasadzie, że owoc zakazany smakuje najlepiej?
      Oczywiście trudno uogólniać.
      • isma Re: A może istnieją cykle? 21.04.04, 08:45
        No, jajku, cos w tym jest. Moja ukochana babcia mawiala, ze dzieci katolikow
        zostaja marksistami wink)). Sama byla, prawdaz, dzialaczka PPS wink)).
        No, ale kiedys sie wysiada z czerwonego tramwaju wink))
      • orvokki Re: A może istnieją cykle? 21.04.04, 17:41
        Myślę, że może jest coś w tym co piszesz jeśli chodzi o zmuszanie - jeśli ktoś
        poddany był bardzo restrykcyjnej tresurze, to duże jest prawdopodobieństwo, że
        w okresie buntu przeciwko rodzicom odrzuci także religię. Zwłaszcza jeśli
        rodzice będą karcić za stawianie trudnych pytań...
        Ale znam dwie osoby bardzo religijne z domu - mają świetnych rodziców,
        ciepłych, otwartych ludzi, którzy jak sądzę potrafili im przekazać obraz Boga
        jako przyjaciela i kochającego rodzica. Nie zmuszali do niczego, a
        jedynie "świecili własnym przykładem". W jednym przypadku postanowili bunt
        przeciwko chodzeniu do Kościoła przeczekać...
    • mika74 Re: A czy pamiętacie? 21.04.04, 09:03
      U mnie w domu było tradycyjnie: moja mama chodziła do kościoła jak miałam kilka
      lat,ale niereguralnie, tata był chyba kilka razu za czasów mojej młodościwink.
      Ale przyjmowalismy ksiedza po kolędzie, zawsze były święta. Niestety u I Komuni
      św. byłam sama(z sasiadami, którzy obecnie są św. Jehowy!), u bierzmowania tez
      własciwie sama. Mimo ,ze nie byłam wtedy zbyt wierząca to mam wrażenie,ze Bóg
      mnie Sam prowadził wtedy. Miałam wszytskie sakramenty mimo braku
      zainteresowania z mojej rodziny i mojej własnej letności.
      Wydaje mi sie,że pokolenie naszych rodziców to w dużej wiekszości
      pokolenie "letnich" albo nawet raczej niewierzacych(ale nie wojujacych),
      czasem niewierzacych ale praktykujacych(!). Może to wynika tez z tego,że
      Koscioł wiązal się wtedy z opozycją antykomunistyczną i wielu ludzi
      niewierzących synmpatyzoało z samym Kosciołem.
      Stąd tez wiekszośc z nas na dojrzała wiarę nawracało sie juz w wieku dorosłym,
      a niektórzy tej łaski(jeszcze?) nie dostali, bądź ja odrzucili( lub odrzucają).
      Pozdrosmile))
    • piotrsko Re: A czy pamiętacie? 21.04.04, 09:20
      Moi rodzice nie przywiązywali większej wagi do wychowania w wierze. Pamiętam,
      że mój tato pilnował mnie tylko żebym wieczorem się pomodlił. Trwało to przez
      jakiś czas, chyba w okresie "okołokomunijnym".
      Poza tym rodzice posyłali mnie na lekcje religii i to wszystko. Zapamiętałem
      natomiast dość dobrze pewne momenty bardziej zwiazane raczej z tradycją niż
      wychowaniem w wierze takie jak: niedziela palmowa, święcenie pokarmów w Wielką
      Sobotę, procesje Bożego Ciała. O dziwo pamiętam te momenty bardziej niż np.
      Wigilię Bożego Narodzenia.

      Tym co wzbudziło we mnie wiarę po raz pierwszy była piękna Biblia dla dzieci (
      w tamtych czasach: rok 80-ty i 81-szy takich wydań nie było wiele ak jak
      dziś ), która bardzo mnie poruszyła. Miała ilustracje, które pamiętam do
      dzisiaj. Nie wiem co się z nią stało. Bardzo chciałbym kiedyś obejrzeć jeszcze
      to wydanie. To było kiedy byłem w I-II klasie podstawówki.

      Potem gdzieś w III-IV wpadł mi w ręce Nowy Testament pisany dość archaicznym
      językiem. Opis męki Chrystusa poruszył mnie do łez.

      Potem były inne wydarzenia. Tymi, którzy wywarli wpływ na moje życie ( mimo
      późniejszych perturbacji ) byli katecheci, ktorym przyszło mnie uczyć. Miałem
      naprawdę dobrych katechetów.

      Piotr

      Potem
      • matizka Re: A czy pamiętacie? 21.04.04, 09:27
        A w moim wychowaniu religijnym (tym wczesnym) kościól i i Bo po prostu byli.
        Tak to pamiętam. Cały tydzień chodziłam z mamą w różne miejsca; w niedzielę do
        kościoła. Może dlatego, że nie pracowała do mojego szóstego roku życia wszystko
        mogło przebiegać tak spokojnie i naturalnie. I zawsze dużo rozmawiałyśmy. Ona
        opowiadała o swojej trudnej przeszłości (jest dużo starsza niż "normalne"
        matki) i zawsze mówiła jak jej Pan Bóg pomógł.

        Ale wiem, że też mocno wpłynął na mnie mocno obrażony na kościół ojciec.
        Brakowało mi jego w kościele i teraz o tym najbardziej marzę dla swojego
        dziecka, żebyśmy go we dwoje wychowywali w wierze.

        M.
    • maika7 Re: A czy pamiętacie? 21.04.04, 14:25
      Miałam dość tradycyjny dom. Oboje rodzice wierzący, ale raczej niepraktykujący
      do kościoła chodzili rzadko (tato po rozwodzie cywilnym, więc rodzice nie mogli
      wziąć ślubu kościelnego). Przekazywali wiarę jak umieli, bardziej w kategoriach
      serii obowiązków do wypełnienia. Moją wiarę wtedy kształtowali oni i katecheci,
      o których wspomniałam w wątku o stereotypie katechety.

      Odchodziłam od wiary powoli - kilka lat. I chyba ten czas i reakcje
      najblizszych miały największy wpływ na to, co przekazuję teraz dzieciom.
      M.
    • justyna.ada Re: A czy pamiętacie? 21.04.04, 15:01
      Moi rodzice byli (są!) jeśli chodzi o praktyki tacy "standardowi" ale
      pochodzili z głęboko religijnych domów. Na pewno natomiast "ewangelizowali"
      mnie swoim przykładem życia. Nigdy tak naprawdę nie odwróciłam się od Boga w
      taki sposób "ostentacyjny". Ale dopiero będąc w Ruchu Ś-Ż
      doświadczyłam "własnoręcznego dotknięcia" przez Boga, działającego w Kościele.
      No i potem spotkałam wielu ludzi którzy byli dla mnie świadkami.
      Pisałam już o tym w wątku o rodzicach, chociaż nie widziałam żeby w domu
      modlili się w mojej obecności, to jednak krzyż na ścianie nie wisiał bez sensu.
      (ps. pamiętam jak kiedyś siedziałam i czytałam sobie Pismo św. a moja mama
      miała - słusznie - pretensje o to, że ona haruje a ja po faryzejsku czytam
      Słowo Boże zamiast je wypełniać)

      pozdr. justyna
    • elwinga Re: A czy pamiętacie? 21.04.04, 15:14
      Trudno powiedzieć, żeby ktoś mnie wychowywał w wierze (ojciec jest ateista,
      mama - wierząca, ale niepraktykująca). Właściwie rodzina ze strony mamy była
      niepraktykująca zupełnie, ale to babcia nauczyła mnie pierwszych modlitw. Moja
      edukacja religijna skończyła się na I Komunii, do bierzmowania już nie poszłam -
      to, czego uczono w Kościele, zupełnie się nie przekładało na codzienne życie.
      Tzn. nikt oczywiście nie mówił, że kradzież jest dobra, ale nie motywowano jej
      zakazu religijnie. Biblię do ręki wzięłam dopiero, gdy trafiłam w wieku 16 lat
      do Kościoła Zborów Chrystusowych.
    • audita Re: A czy pamiętacie? 23.04.04, 14:28
      Coś w tym jest, co pisze Jajek smile Ale niekoniecznie działa to na
      zasadzie "owocu zakazanego". W mojej rodzinie ojciec nie wierzył, mama była
      (jest)... hm, jak to nazwać... rygorystycznie bogobojna. Przeszłam w życiu
      wiele zawirowań, jeśli chodzi o wiarę i mój stosunek do Boga i KK - ale na moje
      wątpliwości nijak nie miał wpływu ateizm ojca, za to bardzo - sposób, w jaki
      wierzyła moja mama...
    • audita Re: A czy pamiętacie? 23.04.04, 14:33
      A, jeszcze mi się przypomniało, że któryś z papieży z początku XXw. (nie chce
      mi się sprawdzać, który) miał ojca - zagorzałego antyklerykała. Co z
      upodobaniem wyciągam mojemu mężowi-antyklerykałowi, kiedy pomstuje na KK.
      Wcześniej jako (absolutnie niemerytoryczny) argument w sporach miało to
      mniejszą wagę, jako że dziecko nasze pierworodne jest płci żeńskiej smile a nie
      spodziewam się za naszego życia aż takiej rewolucji w KK. Ale odkąd mamy
      syna... smile))))))
      Więc ty, Jajek, uważaj, jak się rozmnożysz smile)))))))))))))))))
    • karinka21 Re: A czy pamiętacie? 06.05.04, 10:00
      Ja nic nie pamiętam. Mama wyrzucała na siłą do kościoła, a my z bratem
      woleliśmy na lody za pieniądze na ofiarę, sama nie chodziła. Ojciec wiecznie
      pijany i tłukący matkę i nas gdzie popadnie. Życie w kłamstwie , ojciec po
      pijanemu robił różne rzeczy, a matka nam nie wierzyła w wiele z nich, bo jak
      można uwierzyć, że ojciec dziecko goni z nożem po domu ,albo wiele innych,
      później był wujek, kóry też pił, tyle,że nie bił, matka później z nim, a my z
      bratem o kościele i Bogu całkowicie zapomnieliśmy. Żyliśmy w jakimś amoku, były
      święta, ale zazwyczaj alkohol, imprezy naszych rodziców. Boga nie było. To
      śmieszne, ale nigdy w życiu nie czytałam Pisma Sw, nawet nie było Go w domu, a
      w niedziele na 11 kazała być w kościele, oczywiście oni nie tylko ja i brat.
      Teraz mam cudowną rodzinę i wiem, że dzieciom trzeba samemu pokazać modlitwę,
      miłość i wszystko powoli wytłumaczyc, żeby nie zniechęcić ich do trudu,jaki
      niesie ze sobą wiara, ale też nauczyć ich cieszyć się jak normalni ludzie, a
      nie cały czas smucić, bo to też głupie, Pan Jezus chce ,żebyśmy się bawili i
      cieszyli, ale w granicach rozsadku.
Pełna wersja