wiara, ateizm i troska o dzieci

22.04.04, 10:11
Tak przy okazji innego wątku naszła mnie taka myśl. Skąd u ateistów to
przekonanie, że im mniej dzieci, tym są one szczęśliwsze? Ja mam ledwo troje
i - jak już gdzieś pisałem - dziewczynki długo uważały, że jest ich mało!
(Mężczyzna się nie wypowiadał w tej kwestii, ale wiadomo, że faceci są z
reguły generalnie mniej rozmowni wink. Nie chcę naiwnie idealizować rodzin
wielodzietnych, ale coś mi się wydaje, że szczęście nie zależy od liczby
rodzeństwa smile.
Wielce znaczące były dla mnie też wyniki badań (nie pamiętam, niestety, gdzie
to czytałem, ale chyba w książce o jedynakach wydanej przez Santorskiego,
którego o chrześcijaństwo nie sposób oskarżać wink. Otóż z przebadanych
jedynaków ŻADEN nie chciał mieć tylko jednego dziecka.
No i jeszcze (nie mówcie, że demagogiczny, bo faktyczny) argument - czy ktoś
pytał tych dzieci spośród licznego rodzeństwa, czy wolałyby NIE BYĆ niż być?
Bo przecież tych, których NIE MA, zapytać nie sposób. Choć byłoby to nie
mniej ciekawe...
A jakie są Wasze doświadczenia? I co mówią Wasze dzieci?
    • isma Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 10:27
      Co do liczby dzieci:
      jestem jedynaczka, cztery pozniejsze proby urodzenia dziecka przez moja Mame
      zakonczyly sie niepowodzeniem ;-(((.
      Nie chcialabym, zeby moja corka byla jedynaczka, chociaz wiele wskazuje na to,
      ze tak bedzie - z przyczyn ode mnie niezaleznych. Ale wiem, jak ja wychowac,
      zeby nie byla egoistyczna jedynaczka wink)), po prostu wystarczy brac przyklad z
      moich Rodzicow, ktorym, jak sadze, ta sztuka udala sie nienajgorzej ;-O))) (nie
      ma to, jak skromnosc). Nawiasem mowiac, moj wychowany z szostka rodzenstwa
      kolega z pracy do dzis nie wierzy, ze ja rodzenstwa nie mam, taki stereotyp z
      kolei wlasciwy osobom wychowanym w wielodzietnych rodzinach wink))

      Natomiast nie bardzo wyobrazam sobie siebie w rodzinie wielodzietnej, no,
      powiedzmy, pięcioro, sześcioro dzieci. Obawiam sie, ze po prostu nie bylabym w
      stanie, z czysto fizycznych wzgledow, zapewnic im tyle czasu i uwagi, ile
      byloby potrzebne. Wiem, starsze dzieci zajmuja sie mlodszym rodzenstwem, ale
      jednak mysle, ze jakis element rywalizacji o uwage rodzicow musi istniec, i nie
      wiem, czy jest korzystny.

      Ale kazdy wybiera swoj los wink))
    • fumag Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 10:30
      Jeśli chodzi o moje dzieci to np.Kuba(lat 4)ostatnio rozmawiał ze mną tak:
      -Ja:Kubuś nie widziałeś jak chrzciliśmy Stasia,nie jest ci smutno?(chrzest na
      czuwaniu nocnym-zasnął biedak w trakcie)
      -Kuba:to nic mamo,jak urodzisz następne dziecko to zobaczę...
      Natomiast najstarsza nasza pociecha ,jedyna dziewczynka (uwaga tu cytat)"marzy
      o siostrze".
      No i jak tu nie być "otwartym na życie"?
    • piotrsko Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 10:37
      Nasza dwójka co niedziele na laudesach ( modlitwa poranna ) modli się o kolejne
      rodzeństwo. Marysia ( młodsza pociecha ) już kilka razy mówiła do babci: wiesz,
      ja będe miała siostrzyczkę. A babcia robiła wielkie oczy bo myślała, że o czymś
      jeszcze nie wie smile)

      Piotr.
      • neogobbo Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 10:55
        Nasza dwójka dziewczyn też na laudesach modli się, ale już konkretnie, o
        braciszka. W czerwcu się okaze
    • justyna.ada Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 10:46
      wojtek_tata napisał:

      > A jakie są Wasze doświadczenia? I co mówią Wasze dzieci?

      No, my mamy dwójkę (dla mojego ślubnego ideałem jest trójka), a jak pytałam
      syna czy chciałby jeszcze mieć rodzeństwo,(a on sam pytał mnie kiedyś czy
      jeszcze chcę mieć dzieci) to on na to: No, nie za bardzo... już jedna Tośka mi
      wystarczy. Zabierałoby mi zabawki...smile)))
      Ale myślę że z Tośką się kochają, a ona w niego patrzy jak w obraz.
    • adzia_a Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 11:05
      Wojtku, ja myslę, że to nie jest takie proste stwierdzić, że rzecz dotyczy w
      większym stopniu ateistów niż wierzących.

      Generalnie zauważam, że o ile dawniej macierzyństwo stawiano na piedestale, o
      tyle teraz często przedstawia się je jako ciężar, jako zamkniętą furtkę do
      samorealizacji, czasem nawet wstyd. No właśnie - czy ktos kiedyś w historii
      świata rozliczał publicznie innych z tego, że mają za dużo dzieci?
    • maika7 ale... 22.04.04, 11:06
      Wojtku, bardzo przepraszam, ale twierdzenie "Skąd u ateistów to
      przekonanie, że im mniej dzieci, tym są one szczęśliwsze?" wydaje mi się nieco
      na wyrost. Nie wszyscy ateiści tak twierdzą. To uproszczenie.
      Tak, jak chyba nie wszyscy wierzacy chcą tworzyć rodziny wielodzietne.

      Na takich uogólnieniach tracimy wszyscy.

      smile
      M.

      • wojtek_tata Re: ale... - do maiki i nie tylko 22.04.04, 11:25
        Przepraszam. Jasne, że masz rację. Po prostu rzuciłem się do klawiatury po
        przeczytaniu czegoś, co napisali KONKRETNI ateiści wink Ale jest faktem, że z
        takim podejściem ze strony ateistów często się spotykam. Co nie uprawnia jednak
        do uogólniania. OK
        A tak w ogóle to widzę, że wielość dzieci w rodzinach wierzących jest w
        tzw. "dzisiejszym świecie" mocnym znakiem (choćby zapytania). Również
        zapalczywość, z jaką _niektórzy_ wink ateiści atakują takie rodziny (taką
        postawę) wydaje mi się bardzo znaczący. Wierzące rodziny wielodzietne
        ewangelizują przez sam fakt swojego istnienia. Bogu dzięki, żę są!
        • maika7 Re: ale... - do maiki i nie tylko 22.04.04, 12:20
          >Przepraszam.

          smile

          >co napisali KONKRETNI ateiści

          Dwoje konkretnych ateistów??

          >A tak w ogóle to widzę, że wielość dzieci w rodzinach wierzących jest w
          tzw. "dzisiejszym świecie" mocnym znakiem (choćby zapytania). Również
          zapalczywość, z jaką _niektórzy_ wink ateiści atakują takie rodziny (taką
          postawę) wydaje mi się bardzo znaczący. Wierzące rodziny wielodzietne
          ewangelizują przez sam fakt swojego istnienia. Bogu dzięki, żę są!

          Wojtku, tu tez jest nie jest tak prosto, bo co innego świadomie powoływac na
          świat dzieci traktując je jako dar, a co innego gdy pojawiają się niejako przez
          przypadek (mam tu na mysli pewną popegerowską wioskę, w której wielodzietność
          nijak chyba ma się do ewangelizacji - taka koncentracja tragedii ludzkich).

          Czyli nie stawiałabym też znaku równości pomiędzy "rodzina
          wielodzietna"= "rodzina ewangelizująca",
          M.
          • neogobbo Re: ale... - do maiki i nie tylko 22.04.04, 12:31
            Tak, rodzina wielodzietna wcale nie = rodzina ewangelizująca. Ale tacie
            Wojtkowi - jak mniemam - chodziło o to, że jeśli ewngelizują dwie rodziny,
            jedna ma więcej dzieci a druga mniej, to ta pierwsza jest dla świata większym
            znakiem zapytania i większym świadectwem. Pomijam oczywiście wszelkie aspekty
            medyczne, niemożność zajścia w ciąże itp. Ale jeśli wszyscy żyjemy w świecie
            strasznie zagonionym, gdzie kolejne dziecko jest zagrożeniem naszej kariery czy
            naszego bytu, to taka rodzina, dla której źródłem wszytskiego jest Bóg, jest
            świadectwem. Że nie dla wszystkich - to też inna sprawa.
            Nasi katechisći we wspólnocie mają siódemkę dzieci (rodzina bynajmniej nie jest
            patologiczna, jak może pomyśleliby niektórzy), i - zapewniam - są wielkim
            znakiem zapytania dla dzisiejszego świata. Jak to powiedział ktoś w Nowym
            testamencjie? Chrześciajaństwo jest zgorszeniem dla Zydów i głupstwem dla pogan
            (czyli dla Świata). Głupstwem - czyli głupotą. Bo dla Świata to jest głupota,
            dać się ukrzyżować, mieć wiele dzieci i nie narzekać...
            • maika7 Neogobbo :-) 22.04.04, 12:49
              Neogobbo nawet przy dwóch rodzinach ewangelizujacych trudno wartościować i
              różnicowac wartość ewangelizacyjną w zależności od liczby dzieci. smile


              >Ale jeśli wszyscy żyjemy w świecie strasznie zagonionym, gdzie kolejne dziecko
              jest zagrożeniem naszej kariery czy naszego bytu, to taka rodzina, dla której
              źródłem wszytskiego jest Bóg, jest świadectwem. Że nie dla wszystkich - to też
              inna sprawa.

              Mam nadzieję, że rodzina z jedynakiem też może dawać świadectwo smile)
              I bezdzietna rodzina i wybierający samotność....

              M.
              • neogobbo Re: Neogobbo :-) 22.04.04, 12:50
                Oczywiście, ja tylko taki przykład podałem.
                • mika74 Re: Neogobbo :-))))))) 22.04.04, 12:57

                  Tak sobie myslę,że pieknym swidectwem jest podejmowanie swojego powołania na
                  serio, przyjmowanie tego co Bóg daje w zgodzie z Jego wolą ...czy to bedzie
                  celibat, czy samotnośc czy bezdzietnośc czy wielodzietnośc.
                  • neogobbo Re: Neogobbo :-))))))) 22.04.04, 13:00
                    Otóż to!!! Tego się uczymy w neo. Nie nasza wola, ale Twoja wola niech się
                    stanie.
            • malech Re: ale... - do maiki i nie tylko 25.04.04, 18:59
              Neogobbo!!!Jest takie zydowskie powiedzenie,ze dzieci i szklanek nigdy
              dosyćsmile)).Ortodoksyjne rodziny żydowskie bija rekordy dzietnosci!!!Polecam
              lekture ksiązki Anki Grupińskiej"Najtrudniej jest spotkać Lilith".Pozdrawiam
              Gonia
    • mama_kasia Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 11:06
      Mamy troje dzieci. Ania (5 lat) pyta się od czasu
      do czasu, kiedy urodzę następne. Odpowiadam, że na
      razie to chyba nie (rok temu urodziła się najmłodsza).
      Syn (8 lat) jest otwarty na rodzeństwo, ale niekoniecznie
      na siostry. Dopóki są małe jest super, ale takie jak Ania
      niezbyt. I może nie tyle chodzi o rywalizację o rodziców,
      co o bałagan w pokoju.
      To, że mamy trójkę dzieci zawsze traktuję jako wyjątkowy
      dar od Boga.
      • barbie-torun Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 11:44
        Też mam trójkę. Mąż był jedynakiem i zawsze chciał mieć dużo dzieci i mu się
        udało. Ja jestem z trójki rodzeństwa to i plan demograficzny wykonałam
        statystycznie za siebie i trochę za brata (bo ma jedynaczkę) a siostra ma 2
        synów. Ja za to córkę i 2 synów. A co mi tam-najmłodsza jestem ale nie
        najgorsza pod tym względem.
        Nawet dyrektor powiedział mi że podwyższyłam dzietność w naszymn urzędzie bo ci
        inspektorzy to leniwi smile))
        Rywalizację między dziećmi widać, to oczywiste np. u kogo w nogach łóżka będzie
        siedziała mama i czytała bajkę, u kogo tata (trzeciego rodzica nie ma).

        Córka pyta: Dlaczego urodziłam braci?
        Ja: wolałabyś mieć siostrę?
        Ona: wolałabym abyś urodziła jednego dzidziusia.
        Tylko Pawełka?
        Nieee, tylko mnie!

        Rozmowa na wycieczce:
        Damulka po kolacji pyta ile mamy dzieci, a my że troje. Ona prawie w lament,
        ojej to dopiero mamy ciężko, tyle roboty, tyle kasy dzieci kosztują.
        Ja na to- mam troje i odkąd pamiętam, to żeby mieć dzieci nie potrzebowałam
        płacić ani złotówki. smile))) Obraziła się.
        Okazało się, że jest panną i jeszcze nie ma dzieci.

        Basia
        "powyższe cytowane humory są autentyczne a ich ewentualna zbierzność z Waszymi
        sytuacjami jest niezamierzona"
    • marzek2 Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 12:06
      My mamy dwie panienki i trzecie w drodze, choć się jeszcze zadomawia w brzuszku
      i każe swojej nadaktywnej mamie leżeć plackiem (albo siedzieć "plackiem" przy
      kompie ) i spokojnemu tacie nagle przeistoczyć się w zorganizowanego "gospodarza
      domowego" który ma w jednym palcu wszytko to, co do tej pory "się robiło" wink))
      Dziewczynki bardzo się cieszą na następne (Zuzia mówi: mamo, ale to będzie
      chłopczyk, bo dziewczynek już wystarczy).

      Co do ilości dzieci, pieniędzy i tzw "inwestowania w nie" to przeczytałam kiedyś
      ciekawe rzeczy, otóż dzieci podobno ze swojego dzieciństwa wcale nie pamiętają
      dobrze to CO i ZA ILE miały, GDZIE jeździły na wakacje, ale najmilej wspominają
      chwile kiedy rodzice po prostu BYLI Z NIMI. I mogły być to najprostsze sytuacje,
      spacer, zabawa w domu itp, wcale nie wymagające dużych kosztów (no poza czasem,
      który dla niektórych jest zbyt cenny, żeby przeznaczyć go "tylko" na bycie z
      dziećmi.

      I odwrotna sytuacja, czytałam kiedyś artykuł w Newsweeku, w którym nastoletni
      chłopiec pakował się na safari z rodzicami w Afryce. Super sprawa, jasne, ale on
      wcale się nie cieszył... mówił, że po stokroć wolałby normalne wakacje gdzieś
      nad jeziorem, gdzie rodzice poświęciliby czas na bycie z nim, a nie na kolejne
      zwiedzanie, atrakcje turystyczne itp.

      "Z dziećmi trzeba umieć "tracić czas" po to, by kiedyś go "zyskać".
      • isma Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 12:11
        No, no, Marzek, wlasnie o to chodzi!!! Nie o kase (tak naprawde, to najwieksza
        inwestycja w "srodki trwale" jest przy pierwszym, potem
        nastepuje "dziedziczenie" - gorzej ze "srodkami nietrwalymi", typu zajecia
        pozalekcyjne itp.).
        Jak zdazyc, przy powiedzmy, szesciorgu, z kazdym od serca pogadac, wypytac o
        wazne rzeczy - nie na poziomie "a co tam w szkole"? Nie kosztem czasu dla
        siebie, tylko czasu dla pozostalych dzieci? Musze powiedziec, ze budziloby to u
        mnie niegasnacy podziw.
        • barbie-torun Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 22.04.04, 13:31
          Isma żaden podziw, my z wielodzietnych (w czasach komuny nie wielodzietnych bo
          od 4 dzieci liczono dopiero) rodzin po prostu gadaliśmy z rodzicami o wszystkim.
          Moi byli zapracowani ale tylko od 7 do 16. Mama sprzątała, pitrasiła, prała a
          my z Ojcem na ogródek jeździliśmy. Rowerami bo o samochodzie to można było
          pomarzyć.
          Czule wspominam wyprawy rowerowe z Tatą do lasu na bazie, konwalie, jeżyny,
          grzyby. Widziałam sarny, zające, dzięcioły, sowy w naturze a nie w ZOO.
          Ze swoimi też jeżdżę na rowerach na pobliskie łąki. Tradycja rodzinna. smile
          Mam brata i siostrę, z którymi mogę pogadać na każdy temat. Choć netu nie mają,
          telefony drogie ale jak się już spotkamy to od rana do północy nie możemy
          naopowiadać się co się ostatnio zdażyło. Szkoda ze mieszkają 90 km ode mnie sad
          Urlopy takie krótkie, i teśćiową też czasem trzeba odwiedzić.
          A za granicą byłam pierwszy raz w podróży poślubnej - tydzień na Słowacji, mąż
          mnie zabrał smile))
          Po drodze w Krakowie byliśmy jeden dzień smile
          Tak to sobie "Pyza Mazowiecka" zobaczyła wielki świat i osiadła w Piernikowie.

          Basia zmotoryzowana
          (autobus, rower a czasami auto coby nocą z kursu nie wracać)
    • praktycznyprzewodnik Powstało nowe forum -rodziny wielodzietne z wyboru 22.04.04, 16:46
      Juz tam oczywiście byłam i się wymadrzyłam .
      Zajrzyjcie i Wy.
    • mabrulki Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 27.04.04, 08:53
      A przepraszam,tato Wojtku,rozumiem że dobrze sobie radzicie finansowo?
      Ja marzę o dużej rodzinie,ale nie takiej żeby dzieci głodowały w szkole bo na
      drugie śniadanie po kanapce i jabłuszku,a w domu cienka zupa na obiad.
      Wybacz,ale rodzinę trzeba planować i nie zawsze można sobie pozwolić na większą
      gromadkę dzieciaczków.Obecnie mam jedno i oczywiście planuję następne,ale
      obawiam się że na tym porzestaniemy.Oboje mamy pracę i radzimy sobie,ale tak na
      styk.Z jednej pensji(męża)nie dalibyśmy rady.Dlatego najprawdopodobniej nie
      pójdę na urlop wychowawczy,chociaż o tym marzę.Dlaczego nikt z osób tutaj się
      wypowiadających nie bierze pod uwagę że kogoś może nie stać na dużo dzieci?Nie
      chodzi o zapewnienie drogich wycieczek,szkół czy zabawek,tylko koszty
      codziennego życia.
      • ogolone_jajka Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 27.04.04, 09:04
        > Dlaczego nikt z osób tutaj się
        > wypowiadających nie bierze pod uwagę że kogoś może nie stać na dużo dzieci?

        Bo to są ludzie, którzy uważają, że im więcej dzieci tym bliżej boga i kościoła. I nieważne że dzieci będą żyć w ubóstwie. Ważne żeby z bogiem i kościołem. Oni sądzą, że lepiej mieć dużo dzieci i żyć na granicy (byle z bogiem), niż niedużo i żyć dostatnio (z bogiem czy bez boga). Cóż, stracą na tym tylko i wyłącznie dzieci. Biedactwa.

        Poza tym stosują niepewne metody zapobiegania ciąży i wpadkę tłumaczą sobie jako łaskę boską! Więc nikogo tu nie dziwi piątka dzieci, gdy rodzice zarabiają wspólnie 2,5 tysiąca złotych miesięcznie. I mieszkają na 40 metrach. Byle z bogiem i jakoś to będzie!

      • wojtek_tata do mabrulki o marzeniach, faktach i odwadze 27.04.04, 09:39
        mabrulki napisała:
        > A przepraszam,tato Wojtku,rozumiem że dobrze sobie radzicie finansowo?
        smile))
        A z czego to wnioskujesz? smile Generalnie dobrze, choć w ostatnich paru
        miesiącach Pan Bóg nas trochę dotyka w czułe miejsce (tzn. oczywiście - w
        kieszeń) wink.
        Natomiast jak dzieci się rodziły (a było to dawno, dawno temu) radziliśmy sobie
        znacznie, znacznie gorzej i nie śmiałbym marzyć, że będzi mi tak, jak jest dziś
        (nawet z tymi przejściowymi trudnościami).
        Tak naprawdę - skąd możesz wiedzieć, że Cię BĘDZIE na coś stać albo nie. smile
        Przyszłość jest pewną zagadką. A jednak bardzo wiele osób kupuje samochód albo
        mieszkanie na kredyt, wychodząc z założenia, że jakoś ten kredyt spłacą, prawda?
        Dziecko to o wiele fajniejsza inwestycja, no więc dlaczego nie zaciągnąć
        kredytu u znacznie pewniejszej od banku instytucji, jaką jest niewątpliwie Pan
        Bóg?
        > Ja marzę o dużej rodzinie,ale nie takiej żeby dzieci głodowały w szkole bo na
        > drugie śniadanie po kanapce i jabłuszku,a w domu cienka zupa na obiad.
        Wiesz, mabrulki, po pierwsze, to jest tylko teoria, bo czy rzeczywiście czegoś
        takiego doświadczasz? A po drugie - nawet, gdyby Twoje dziecko miało żywić się
        w ten sposób, to czy przez to nie mogłoby być szczęśliwe?
        > Wybacz,ale rodzinę trzeba planować
        A dlaczego? Naprawdę uważasz, że TO można zaplanować? Czytałaś książkę "Wieża z
        klocków" Katarzyny Kotowskiej? O dłuuugim oczekiwaniu na dziecko, a potem o
        adopcji. Co szósta para NIE MOŻE mieć dzieci. Założę się, że żadna z nich tego
        nie planowała, prawda?
        I to jest prawdziwy problem, bo te pary naprawdę nie mogą same urodzić dziecka
        i cieprpią. Natomiast sprawa "czy mnie będzie stać" to tylko kwestia moich i
        Twoich wyobrażeń, przypuszczeń, spekulacji. [A także Witka- ogolonych_jajek,
        któy uwielbia SPEKULACJE, a ucieka od FAKTÓW]
        Może założę nowy wątek na ten temat, ale nie dziś.
        Ściskam serdecznie.
        Wojtek
        PS A pamiętasz, co mówi Chrystus zmartwychwstały uczniom? Nie lękajcie się!
        Skoro - jak piszesz - marzysz o dużej rodzinie, to dlaczego nie miałabyś
        realizować swoich marzeń? Odwagi!
        • alex05012000 Re: o marzeniach, faktach i odwadze 27.04.04, 10:36
          właśnie to dobra trójca: marzenia, fakty i odwaga, może jeszcze cierpliwość i
          wytrwałość.... miałam nie pisać, ale się odważyłam....
          marzenia: do trzydziestki w ogóle nie chciałam mieć dzieci, potem chciałam
          chorobliwie a nie mogłam, mam jedno, na drugie i następne szans brak (dwa razy
          cud sie nie zdarza) a nawet gdyby były to materialnie nas nie stać (tylko
          proszę mi nie mówić że jak Bóg dał dzieci to i na dzieci da...., w 1-2 lata po
          urodzeniu Olki moze i przechozdiły mi przez głowę marzenia, raczej "marzonka" o
          drugim dziecku, teraz nie chciałabym mieć wiecej dzieci: nie czuję sie na
          siłach ani fizycznie ani psychicznie ani materialnie....
          fakty: mam jedno dziecko, urodziłam je mając 35 lat po 6 latach walki z
          niepłodnością ....nikomu nie życzę takiego ociążenia psychiki i kieszeni,
          obecnie pracuję na 1.5 etatu i utrzymuję nasz dom, bo mąż nie ma możliwosći
          zarobku i sam opłaca ZUS, teściową (niska renta) i naprawdę nie widzę
          możliwości posiadania w moim przypadku licznej rodziny, pomoc w dziadkach
          ograniczona, dziadkowie nie żyją, moja mama jest wielką pomocą (ale ma już 71
          lat i jest chora na astmę)- to ona odbiera Olkę z przedszkola, teściowa lat 75
          nigdy nie pomagała a teraz ma przerzuty raka ...
          odwaga ? nie wiem co napisać o odwadze, nieskromnie uważam, że odwagą jest to
          co robię
          myślę, że niezależnie od kwestii materialnych i rodzinnych układów (pomoc
          dziadków np.), które niewątpliwie warunkują, są jeszcze inne czynniki - wiek
          rodziców, czynniki psychologiczne, charakter, ja np. bardzo podziwiam rodziny
          wielodzietne ( nie mówię o patologiach, ale tzw. inteligenckie rodziny mające 3-
          4 czy nawet więcej dzieci), naprawdę szczerze podziawiam, może czsami nieco
          zazdroszcze, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ale osobiście to nie dla
          mnie... może jakbym urodziła pierwsze dizecko w wieku lat 25 a nie 35 to by
          inaczej było, ale teraz czuję sie za stara nawet dla mojego biednego
          czterolatka który ma same schorowane wapniaki wokół siebie ... i nawet gdybym
          mogła nie chciałabym mieć więcej dzieci, życie naprawdę różnie się układa i nie
          tylko dlatego, że kobiety gonią za karierami i nie chcą się obarczać dziećmi,
          rodziną, to duże uproszczenie, chociaż częściowo pewnie tak jest,
          co do planowania rodziny to dla mnie to jakieś nieporozumienie językowe, nie
          uważacie, że coraz częściej planowanie sobie a życie sobie - a będzie jeszcze
          gorzej, sorry, może piszę nieco chaotycznie ale osobiste przemyślenia takie sa
          czasami ... pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie - maria
          p.s. "jaja" proszę o nie komentowanie, i tak nie czytam tych postów ...
        • ogolone_jajka Re: do mabrulki o marzeniach, faktach i odwadze 27.04.04, 10:41
          O przepraszam, nie uciekam od faktów. Ja patrzę tylko na fakty a nie na jakies wymysły i teorie nie wiadomo skąd wzięte.

          Chcę mieć dwoje dzieci i tak planuję, bo:
          nie będę miał dość czasu by poświęcić go piątce dzieci
          nie mam dosyć dużego mieszkania, by piątka dzieci wychowała się w dobrych warunkach
          nie mam dosyć dużego samochodu, żeby zabrać weń 7 osób
          nie byłbym w stanie zapewnić piątce dzieci życia na takim samym poziomie jak dwójce

          A dobro dziec stawiam najwyżej. Chcę żeby chodziły czyste, najedzone, wesołe, żeby spały we własnych łóżeczkach POJEDYŃCZO a nie po 2 czy 3 sztuki. Chcę zapisac je na basen, na tenisa, na angielski, na judo, chcężeby miały rowerki, łyżworolki, chcę wyjechac z nimi na narty, na żaglówkę, na konie, chcę zeby miały komputer i umiały z niego korzystać, wreszcie chcę żeby dostały coś ode mnie jak dorosną i zaczną sowje własne życie. Bo start bez rodziców jest trudny.
          A jak będę miał piątkę dzieci to to wszystko dostaną, ale okrojone o ponad połowę. I angielski będą znać gorzej, nigdy w Alpach nie będą, komputer będą miały tylko w szkole. Nie chcę skazywac ich na niedorozwój (tak, na niedorozwój) przez jakiegoś boga i głupią w niego wiarę, która prowadzi to płodzenia bez opamiętania!

          TO SĄ FAKTY A NIE SPEKULACJE. NIE ZARABIAM TYLE, ŻEBY ZAPEWNIĆ TO SAMO DWÓJCE I PIĄTCE DZIECI. PIĄTKA BĘDZIE POSZKODOWANA.

          Oto słowo jajeczne!


          • isma Re: do mabrulki o marzeniach, faktach i odwadze 27.04.04, 11:20
            Cha, cha, cha, Jajku. Nie am to jak stereotypy.

            Jestem jedynaczka, rodzice sa naukowcami. Kokosow w domu nigdy nie bylo. Od
            kiedy pamietam, jezdzili maluchami. Przedostatnim, aktualnie w wieku lat
            trzynastu, jezdze teraz ja.

            Najlepsze lekcje jezykow obcych - Tata (biegle wlada szescioma), kursy mnie
            nudzily. Komputer - Tata, od zawsze. Basen i tak odpada, mam uczulenie na chlor
            (tak to zgrabnie Stworca urzadzil, zebym sie nie musiala frustrowac, ze,
            biedaczka, tak cennej rozrywki jestem pozbawiona). Tenis - okropnie
            kontuzjogenny sport, a ze snobistyczny... Konno jezdzilam, za darmo, za pomoc w
            stajni - ale tez sie okazalo, ze jestem uczulona. Na nartach biegam, nie musze
            wydawac na wyciagi wink))

            Zadana z moich tzw. rozrywek nie kosztowala Rodzicow ani zlotowki. Dawalam
            korepetycje przez cale liceum i przez cale studia. Za granice jezdzilam do
            pracy, potem do przyjaciol, i szlifowac jezyki. Alpy widzialam. Nowy Jork
            widzialam. A to wszystko nie dlatego, ze rodzice nie mieli z czego mi dawac
            (choc, jak napisalam , wiele nie mieli i do dzis nie maja), tylko dlatego, ze
            sporo sie przy tej okazji nauczylam.

            Ale wiesz co, Jajku? Zgadzam sie z Toba, ze start bez rodzicow jest trudny. A
            moi Rodzice sa ludzmi, ktorych chcialabym umiec zawsze nasladowac. Bo oni
            wiedza, co to jest milosc wink))))))))))))
          • wojtek_tata Re: do "oj" Witka o faktach i spekulacji 27.04.04, 11:41
            ogolone_jajka napisał:
            > O przepraszam, nie uciekam od faktów. Ja patrzę tylko na fakty a nie na
            jakies
            > wymysły i teorie nie wiadomo skąd wzięte.
            smile)) To Ty tak mówisz. A robisz inaczej wink Spójrz (mój komentarz wersalikami)
            > Chcę mieć dwoje dzieci i tak planuję, TO FAKT

            > bo:
            > nie będę miał dość czasu by poświęcić go piątce dzieci TO SPEKULACJA. SKĄD TO
            MOŻESZ WIEDZIEĆ? MOŻE BĘDZIESZ BEZROBOTNY, A MOŻE DOSTANIESZ NOBLA I NIE
            BĘDZIESZ MUSIAŁ PRACOWAĆ? A MOŻE TWOJA ŻONA BĘDZIE ZARABIAĆ TYLE, ŻE TY SIĘ
            ZACZNIESZ ZAJMOWAĆ DZIEĆMI?
            > nie mam dosyć dużego mieszkania, by piątka dzieci wychowała się w dobrych
            warun
            > kach TO SPEKULACJA. NIE MASZ _TERAZ_ PIĘCIORGA DZIECI. SKĄD WIESZ, GDZIE
            BĘDZIESZ MIESZKAŁ, JAK CI SIĘ URODZI PIĄTE DZIECKO?
            > nie mam dosyć dużego samochodu, żeby zabrać weń 7 osób J.W.
            > nie byłbym w stanie zapewnić piątce dzieci życia na takim samym poziomie jak
            dwójce SPEKULACJA! (PATRZ P. 1)
            >
            > A dobro dzieci stawiam najwyżej (ciach). TO FAKT. I SUPER. ALE DLACZEGO TO
            WSZYSTKO, CO DALEJ WYLICZYŁEŚ (I TYLKO TO) MA SIĘ SKŁADAĆ NA "DOBRO"?
            > Nie chcę skazywac ich na niedorozwój (tak, na niedorozwój) przez jakiegoś
            boga i głupią w niego wiarę, TO OSĄD. O FAKTY SPYTAJ TYCH PARU WIERZĄCYCH,
            KTÓRZY SIĘ TU ZAPLĄTALI. wink ALBO POCZEKAJ NA NIE W SWOIM ŻYCIU, TO POGADAMY. smile

            > która prowadzi to płodzenia bez opamiętania!
            smile))
            EEE TAM, BEZ PRZESADY. JA MAM TYLKO TROJE.
            > Oto słowo jajeczne!
            ANO WŁAŚNIE.
            Już przestaję wersalikować, bo wygląda, jakbym się strasznie darł. Pozdrawiam
            szeptem wink
            Wojtek
            • addria Re: do "oj" Witka o faktach i spekulacji 27.04.04, 11:52
              Cóż, to tak jak spekulacją jest, że mi na utrzymanie drugiego, czy piątego
              dziecka wystarczy siły i pieniędzy. I że Bóg na pewno ingeruje w moją
              rozrodczość. I że wspaniałomyślnie ześle mi nagrodę Nobla, abym mogła nie
              pracować wink Każdy kij ma dwa końce smile
              • isma Re: do "oj" Witka o faktach i spekulacji 27.04.04, 11:58
                Nie, no, ja mysle, ze Wojtek zastosowal tu technike redukcji do absurdu wink))

                Pewnie,ze sa zjawiska bardziej i mniej prawdopodobne, Nobel dla Jajka nalezy
                raczej do tych ostatnich, ale mysle, ze co do zasady, to sie zgadzamy: nie ma
                bezposredniego, wprost porporcjonalnego zwiazku pomiedzy srednia dochodu na
                osobe w rodzinie a szczesciem tejze.

                W kazdym razie moje wlasne powody do szczescia w rodzinie byly, jakby to
                powiedziec, bezgotowkowe wink))
                • addria Re: do "oj" Witka o faktach i spekulacji 27.04.04, 12:10
                  > Pewnie,ze sa zjawiska bardziej i mniej prawdopodobne, Nobel dla Jajka nalezy
                  > raczej do tych ostatnich, ale mysle, ze co do zasady, to sie zgadzamy: nie ma
                  > bezposredniego, wprost porporcjonalnego zwiazku pomiedzy srednia dochodu na
                  > osobe w rodzinie a szczesciem tejze.

                  Ano nie ma. Tak jak nie ma wprost proporcjonalnego związku pomiędzy liczbą
                  dzieci w danej rodzinie, a jej szczęściem.

                  >
                  > W kazdym razie moje wlasne powody do szczescia w rodzinie byly, jakby to
                  > powiedziec, bezgotowkowe wink))

                  Tak, zgadza się w mojej też, aczkolwiek trudno porównywac rodzinę gdzie
                  jednak "jakoś tam" starcza na życie od 1 do 1, z rodziną gdzie dzieci jedzą
                  jeden posiłek dziennie ugotowany z darowanej z targu kapusty i gdzie rodzice
                  nie leczą dziecka przewlekle chorego, bo po prostu nie mają na to pieniędzy.

                  Nic nie jest oczywiste i proste jak byśmy to chcieli widzieć.
            • barbie-torun o faktach i spekulacji 27.04.04, 12:16
              Mam 34 lata, męża i trójkę dzieci.
              Planowaliśmy dwoje a trzecie po kilku latach. Bóg (nie tylko) sprawił ze mamy 3
              jedno po drugim, i gdyby tak się nie stało pewnie bym miała tylko dwoje.
              Pierwsze urodziłam w wieku 28 lat.
              Dochody nasze są przeciętne ale chęć posiadania dóbr doczesnych czasami
              powoduje złość. Ale głębiej się zastanawiając myślę sobie, po co mi drogi
              samochód, nowe meble - te są jeszcze dobre, a z malutkich oszczędności mogę
              pomóc komuś potrzebującemu np. zapłacić za obiady w szkole dla biednego
              dziecka, lub na akcję "pajacyk". Córka obędzie się bez nowej sukienki.
              Nie wiem czy byłabym szczęśliwsza gdybym miała bogatych rodziców.
              Pewnie zdziwicie się, ale bardzo cieszą mnie przetwory, warzywka, owoce
              (ekologiczne)z działki moich rodziców. Widzę w nich trud i szczery prezent,
              bardzo to doceniam. Najważniejsze, że dali mi wychowanie, troszczyli się o
              mnie, razem spędzaliśmy czas, wakacje. Byliśmy szczęśliwi w dzieciństwie, nigdy
              nie zamieniłabym się z koleżanką-jedynaczką, ona po prostu nie doświadczała tak
              blisko miłości rodziców.
              Rodzice zapracowani, ona na koloniach zagranicznych, obozach, a ja z Tatą na
              rowerach na jeżyny do lasu, lub cały dzień na działeczce wcinałam wisienki,
              malinki.
              Po ludzku zazdrościłam jej- Węgry-Balaton, ale miałam też wile wrażeń, jeżdżąc
              z rodziną nad pobliskie jezioro.
              Dlatego teraz często z dziećmi jeździmy na rowerach, w niedzielę gramy w gry
              planszowe, odwiedzamy znajomych z rówieśnikami. ( mój Dziadek ś.p,. był nie do
              pokonania w warcaby). Tradycja rodzinna.
              Zasoby portfela nie są tu wyznacznikiem.
              Basia.

              ---
              Szczęśliwym rodzicom rosną szczęśliwe dzieci.
              • ogolone_jajka Forsa i mądrale 27.04.04, 12:42
                Faktycznie, dyskusja staje się absurdalna.
                Mam konkretne pytanie. Czy płodząc dzieci bierzecie w ogóle warunki mieszkaniowe, pracowe, zdrowotne, finansowe?? Czy w ogóle się nad tym nie zastanawiacie i co bóg da to będzie??? Nie sądzę.
                A skoro tak bardzo lubicie dzieci i uważacie, że pieniadze szczęścia nie dają, to bądźcie prawdziwie miłosierni i zaadoptujcie dziesiątkę dzieci z domu dziecka.
                Mądrale.
                • mika74 Re: Forsa i mądrale 27.04.04, 13:35
                  ogolone_jajka napisał:

                  > Faktycznie, dyskusja staje się absurdalna.
                  > Mam konkretne pytanie. Czy płodząc dzieci bierzecie w ogóle warunki
                  mieszkaniow
                  > e, pracowe, zdrowotne, finansowe?? Czy w ogóle się nad tym nie zastanawiacie
                  i
                  > co bóg da to będzie??? Nie sądzę.
                  > A skoro tak bardzo lubicie dzieci i uważacie, że pieniadze szczęścia nie
                  dają,
                  > to bądźcie prawdziwie miłosierni i zaadoptujcie dziesiątkę dzieci z domu
                  dzieck
                  > a.
                  > Mądrale.
                  No patrz. U nas w parafii jest nawet duszpasterstwo rodzin zastepczych. Ja
                  znam osobiście 2 takie malzenstwa: jedni maja 6 swoich( trzeba by zobaczyc ich
                  samochód!) i 7 adoptowali, drudzy sa rodzina zastepcza 3-go dziecka.
                  A Ty zamierzasz tez adoptowac?
                • wojtek_tata Re: Forsa i "oj!" mądrale 27.04.04, 13:36
                  Wiciu,
                  Sam pytasz, sam odpowiadasz smile) I zadowolony jesteś z tej odpowiedzi?
                  A skąd wiesz, że nikt z nas (albo z naszych naiwnie wierzących i
                  nieodpowiedzialnych znajomych) nie adoptował dziecka? No bo z tą dziesiątką to
                  taki program maksimum, jak rozumiem?
                  Poza tym, nie wiem, czy widzisz, że nieustannie poruszasz się w sferze TEORII.
                  Chłopie! Kiedy Ty masz czas na życie? wink
    • anek.anek Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 27.04.04, 12:27
      A skąd u Ciebie przekonanie, że ateiści są przeciwnikami dużych rodzin?????
      Bardzo proszę nie generalizować. Jestem ateistką i chociaż mam na razie jednego
      malucha, to staram się już o następnego. Fakt, więcej niż trójki nie chcę
      mieć, bo po prostu uważam, że nas na to nie stać - ani finansowo, ani mnie
      zdrowotnie. To wszystko. Ciekawa jestem z kolei czy faktyczne wierzący tak
      bardzo i wszyscy po kolei są za wielodzietnymi rodzinami (powyżej 3)??????
      • addria Nie wszyscy ;-) b/t 27.04.04, 12:48

    • mika74 Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 27.04.04, 13:27
      Myśle ,że ten wątek mozna powiązać do wątku o woli Bożej. jesli ktos ma
      powolanie aby miec dużą rodzine to nie widze powodu abu mu tej mozliwości
      odmawiać. A jak ktoś nie chce to niech planuje małą. Stosowanie NPR na pewno
      wymaga sporej wstrzemięźliwości, no ale co nie wymaga wstrzemięźliwości jesli
      chcemy zyć z Bogiem? A czy nasza skłonośc do kłotni w domu nie wymaga większej
      wstrzemieźliwości? Albo kompromisy z wpólmalzonkiem? A wstawianie do dzieci w
      nocy? Wsystko co wartosciowe łaczy sie z pewnym trudem. Jesli chcesz być
      profesorem to trzeba długo studiować.
      Na pewno zas czlowiek powołany jest do miłości, do dawania, do otwarica do
      plodności i duchowej i cielesnej, jest stworzony do dawania zycia po prostu.
      Wiele tu cytatów o tym jak wilodzietne rodziny sa biedne skrajnie i
      patologiczne.A przepraszam czy te rodziny sa blisko Boga? Czy prosza Go o pomoc?
      W wiekszości przypadków wcale nie.
      Ja znam w Kościle wiele rodzi n wielodzietnych i zadna nie narzeka na finanse.
      A pieniadze faktycznie szczęscie nie dają. ja we dziceiństwie mialm mase
      piniedzy,ale nie mialm dobrej opieki rodziców, ich miłości, poczucia
      bezpieczeństwa i co mi po pieniadzach? Pogonia za dobrami materialnymi zarazaja
      swoje dzieci dorośli.I takie dzieci sa szczęśliwe? całe zycie niespelnione.
      Mieszkając w akademiku widzialam wiele razy te bogate "elity": narkotyki, seks
      ponad wszytsko, zero wrazliwości na biede innych, zero powaznych zwiazków. I to
      jest to szczęście????????
      • barbie-torun Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 27.04.04, 13:34
        Dzięki Mika za ten post.
        Wszak fakty są niepodważalne. To do jajek.
        • carla7 Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 27.04.04, 14:27
          Każdy dostał jakiś talent, który powinien rozwijać.
          Dla Boga i przede wszystkim dla siebie, bo jeśli o nim zapomni lub go nie
          odnajdzie to będzie miał wciąż "pod górę - po grudach".
          Przyjmując, że nasze życie to ciągłe zmiany, że my każdego ranka jesteśmy inni -
          nie tylko fizycznie, powinniśmy często pytać siebie, pytać Boga, jaki jest ten
          mój talent, czy dobrze robię, czy jestem wygodnicka, czy za ciężko pracuję, czy
          to co robię jest dobre.
          Co tak naprawdę jest ważne. Dzieci? Mąż? Praca? Finanse? Czas dla siebie?
          Każdy jest inny, każdy MOŻE decydować. Mi jest łatwiej z pomocą Bożą.

          PS.
          Do Jajka. Wszak antykoncepcja 100% pewności nie daje. Gdybyś jeszcze raz
          "przypadkowo" został tatą? Nie dołożyłbyś wszelkich starań aby dzidziusiowi było
          jak najlepiej? Może dobro dziecka jest napędem dla nas. Sprawia, że chcemy
          lepiej pracować, rozwijać się?
      • addria :-( 27.04.04, 13:50

        > Wiele tu cytatów o tym jak wilodzietne rodziny sa biedne skrajnie i
        > patologiczne.A przepraszam czy te rodziny sa blisko Boga? Czy prosza Go o
        pomoc
        > ?

        Rozumiem, że lekką ręką osądziłaś te rodziny, jako winowajców swojej niedoli.
        Przykre to sad
        Cóż, powiem tylko, że zdziwiłabyś się pewnie, poznając bliżej sytuację i życie
        wielu z nich...
        • mika74 Re: :-( 27.04.04, 13:57
          addria napisała:

          >
          > > Wiele tu cytatów o tym jak wilodzietne rodziny sa biedne skrajnie i
          > > patologiczne.A przepraszam czy te rodziny sa blisko Boga? Czy prosza Go o
          > pomoc
          > > ?
          >
          > Rozumiem, że lekką ręką osądziłaś te rodziny, jako winowajców swojej niedoli.
          > Przykre to sad
          > Cóż, powiem tylko, że zdziwiłabyś się pewnie, poznając bliżej sytuację i
          życie
          > wielu z nich...

          Ja nie osądzam, ja pytam o fakty...
          I nie uwazam ,że bieda ZAWSZE jest wina czlowieka ,jak kazde inne ciepienie
          niepełnosprwnośc itd. Ale tak tu jest to przedstawione wielodzietniośc plus
          kosciół rowna sie bieda i patologia. Moje obserwacje i zycie wskazuja na coś
          zupełnie innego.
          Mysle jednak ,że czlowiek który zyje w prawdziwej bliskości Boga nigdy nie jest
          nieszczęsliwy. Znacie postac Marty Robin(umarla w 1983r.)??????????
          Jesli ktoś może prosze podajcie linki gdzie mozna znaleźc o niej wiadomości. Po
          ludzku jej zycie było jednym wielkim koszmarem,ale....
          • addria Re: :-( 27.04.04, 14:04
            > Ja nie osądzam, ja pytam o fakty...

            Fakty są takie jakie są, u jednych są takie, a u innych inne.
            Owszem, mogą być rodziny blisko Boga - i mogą jednoczesnie żyć w skrajnej
            nędzy - i mogą nie być z tym szczęśliwe.
            Nie wszystkich da się zmierzyć jedną miarką, nie wszyscy sa tacy sami, nie
            wszyscy odczuwają tak samo, nie wszyscy myślą tak samo, nie wszystko da się
            pięknie poukładać w "normy ogólnie występujące czy obowiązujące".
            • mika74 Re: :-( 27.04.04, 14:13
              addria napisała:

              > > Ja nie osądzam, ja pytam o fakty...
              >
              > Fakty są takie jakie są, u jednych są takie, a u innych inne.
              > Owszem, mogą być rodziny blisko Boga - i mogą jednoczesnie żyć w skrajnej
              > nędzy - i mogą nie być z tym szczęśliwe.
              > Nie wszystkich da się zmierzyć jedną miarką, nie wszyscy sa tacy sami, nie
              > wszyscy odczuwają tak samo, nie wszyscy myślą tak samo, nie wszystko da się
              > pięknie poukładać w "normy ogólnie występujące czy obowiązujące".

              Nie,nie nie pytałam o fakty w stylu "jakie to zycie jest", ale o fakt czy te
              rodziny szukaja pomocy u Boga. A jesli chodzi o fakty "zyciowe" to przypomina
              mi sie znajomy burmistrz ,który dał dla dzieci na wsi konserwy bo bieda az
              piszy. I ich wspaniali rodzice zaraz te konserwy wymienili na Arizone. A potem
              jedzie tam TV i kreci film dokumantalny ,ze w sumie za wszystko winien jest
              Kościól(!). Inni znajomi zyja z 3 dzieci w mieszkaniu 40 metrowym. I wszytsko
              byloby mozna by rzrobic inaczej, gdyby nie to ,ze ojciec rodziny nie ma
              zamiaru iśc do pracy,choc mu dwókrotnie oferowywano. Nie maja nawet
              pomalowanych ścin w domu mimo,ze znajomi dali im farbe. Ale wszystko lepiej
              zwalic ooczywiscie na Boga.
              Nie mówie ,że i wierzacy ludzie nie sa bardzo biedni,ale oni jakoś nie
              narzekają...narzekaja Ci, którzy albo maja bardzo dobrze(a jak jest u
              Ciebie?),albo maja bardzo źle i nic z tym nie robią. Taka prosta zaleznośc.
              A tak a propos wiekszośc świetychnie wszyscy) bylo skrajnie biednych. Czy
              nieszczęsliwych?Nie wierze w głeboko wierzacych nieszczęsliwych ludzi. Nigdy
              takich nie spotkałam.
              smile
              • isma Re: :-( 27.04.04, 14:20
                Powolutku...
                jesli mowa o ludziach dojrzalych, to rzeczywiscie mysle sobie, ze wiara w Boga
                daje nieporownywalna z niczym sile w nieszczesciu. Rowniez w ubostwie czy
                chorobie. Ale nie wykluczalabym, ze taka sile moze dawac rowniez milosc,
                rowniez niewierzacym.

                Natomiast, bo mowimy przeciez o rodzinach, sadze, ze dzieciom sama wiara w Boga
                nie wystarczy, jesli nie jest poparta miloscia rodzicielska. Prawo wieku, po
                prostu.

                Aha, Addria, dopowiadajac do poprzednich postow: tak, bieda nie zawsze jest
                zawiniona i nie zawsze latwo z niej wyjsc. Nastolatek moze stosunkowo latwo
                poszukac sobie jakiejs dorywczej pracy w miescie, w popegeerowskiej wsi na
                pewno jest z tym gorzej,a co za tym idzie, takie dziecko jest pewnie bardziej
                uzaleznione od niklej zamoznosci swojej rodziny, i powazniejsze konsekwencje
                wyborow (bardz ich braku) rodzicow ponosi, fakt.
              • addria Re: :-( 27.04.04, 14:32
                Miko, ludzie, których spotykasz to tylko kropla w oceanie, nigdy nie poznasz
                przecież wszystkich ludzi. Ja na przykład nie ośmieliłabym się na wygłaszanie
                uniwersalnych twierdzeń na temat omawianej grupy rodzin, zwłaszcza, że
                roztrząsamy tu bardzo delikatną i trudną kwestię...
                Ja wiem jaki jest Twój kierunek myślenia i dlatego nie oczekuję zrozumienia z
                Twojej strony. Z całym szacunkiem.
                W każdym razie mam swoje zdanie na ten temat i raczej go nie zmienię.
                Pozdrawiam,
                • mika74 Re: :-( 27.04.04, 14:43
                  addria napisała:

                  > Miko, ludzie, których spotykasz to tylko kropla w oceanie, nigdy nie poznasz
                  > przecież wszystkich ludzi. Ja na przykład nie ośmieliłabym się na wygłaszanie
                  > uniwersalnych twierdzeń na temat omawianej grupy rodzin, zwłaszcza, że
                  > roztrząsamy tu bardzo delikatną i trudną kwestię...
                  > Ja wiem jaki jest Twój kierunek myślenia i dlatego nie oczekuję zrozumienia z
                  > Twojej strony. Z całym szacunkiem.
                  > W każdym razie mam swoje zdanie na ten temat i raczej go nie zmienię.
                  > Pozdrawiam,

                  Mysle,że mimo wszystko mamy podobne zdanie, bo cierpienie niezawinione
                  pozostaje zawsze tajemnica. Ale doprawdy nie narzekam ,ze urodzialm sie w
                  biednej Polsce, gdzie nie ma pracy ani perspektyw, gdzie juz,nie z mojej winy,
                  dwa razy mnie z roboty wylali, a nie w bogatej np. Szwajcarii.Dla takiego
                  szwajcara czy Ausriaka to jestesmy III świat.
                  I Myśle ,że takie stwierdzenia"kazdy ma inne zycie, kazdy jest inny" to własnie
                  uogolnianie. Trzeba patrzec na to co sie widzi dokokola samego siebie, w zyciu
                  i tak wyciagac wnioski. mam duzy konktakt i z ludxmi na wsi z racji pracy i z
                  np. Caritasem ,miałam( i mam) tez kontakt z bogatymi elitkami i stąd moje
                  wnioski.
                  Nie z kapelusza.
                  Uszanowankowinkczapeczkismile
                  • addria Re: :-( 27.04.04, 14:55
                    > I Myśle ,że takie stwierdzenia"kazdy ma inne zycie, kazdy jest inny" to
                    własnie
                    >
                    > uogolnianie. Trzeba patrzec na to co sie widzi dokokola samego siebie, w
                    zyciu
                    > i tak wyciagac wnioski. mam duzy konktakt i z ludxmi na wsi z racji pracy i z
                    > np. Caritasem ,miałam( i mam) tez kontakt z bogatymi elitkami i stąd moje
                    > wnioski.

                    Mieszkam we wschodniej Polsce, gdzie wskaźnik bezrobocia jest jaki jak każdy
                    wie, gdzie bieda jest, że hej. Część rodziny męża mieszka na wsi zabitej
                    dechami, część mojej dalekiej rodziny mieszka na wsiach zabitych dechami, znam
                    wielu ludzi baaardzo biednych. Bogatych też. Dlatego też mówię z pełną
                    świadomością "każdy ma swoje życie, każdy jest inny".

                    > Uszanowankowinkczapeczkismile

                    I wzajemnie smile
    • praktycznyprzewodnik Wszyscyśmy jak nad przedpaścia 27.04.04, 17:30
    • praktycznyprzewodnik I kazdemu z woli Boga podwinąć się może noga 27.04.04, 17:31
    • mader1 Re: wiara, ateizm i troska o dzieci 27.04.04, 19:26
      Pozwalam sobie wkleic link - wzielam z forum rodziny wielodzietne smile))
      www.wprost.pl/ar/?O=58501
Pełna wersja