wojtek_tata
22.04.04, 10:11
Tak przy okazji innego wątku naszła mnie taka myśl. Skąd u ateistów to
przekonanie, że im mniej dzieci, tym są one szczęśliwsze? Ja mam ledwo troje
i - jak już gdzieś pisałem - dziewczynki długo uważały, że jest ich mało!
(Mężczyzna się nie wypowiadał w tej kwestii, ale wiadomo, że faceci są z
reguły generalnie mniej rozmowni

. Nie chcę naiwnie idealizować rodzin
wielodzietnych, ale coś mi się wydaje, że szczęście nie zależy od liczby
rodzeństwa

.
Wielce znaczące były dla mnie też wyniki badań (nie pamiętam, niestety, gdzie
to czytałem, ale chyba w książce o jedynakach wydanej przez Santorskiego,
którego o chrześcijaństwo nie sposób oskarżać

. Otóż z przebadanych
jedynaków ŻADEN nie chciał mieć tylko jednego dziecka.
No i jeszcze (nie mówcie, że demagogiczny, bo faktyczny) argument - czy ktoś
pytał tych dzieci spośród licznego rodzeństwa, czy wolałyby NIE BYĆ niż być?
Bo przecież tych, których NIE MA, zapytać nie sposób. Choć byłoby to nie
mniej ciekawe...
A jakie są Wasze doświadczenia? I co mówią Wasze dzieci?