Srodowisko, w ktorym rosna

11.05.04, 17:40
Srodowisko, w ktorym dziecko rosnie jest bardzo wazne. Towarzystwo,
w ktorym sie obraca jako nastolatek tez.
Bylam ostatnio na mszy (jak to brzmismile)), na ktorej
uslyszalam : "Judasz byl w najlepszym towarzystwie, jakie mozna bylo
znalezc. Chrystus dbal o niego, jak o innych. I co? Serce mial
zamkniete na dobro."
    • maika7 Re: Srodowisko, w ktorym rosna 11.05.04, 18:52
      >Judasz byl w najlepszym towarzystwie, jakie mozna bylo
      znalezc. Chrystus dbal o niego, jak o innych. I co? Serce mial
      zamkniete na dobro."


      Przepraszam, że zabieram głos w tej sprawie, ale gdyby Judasz miał serce
      otwarte na dobro, to chyba "nie wypełniłoby się pismo".... On chyba musiał
      mieć takie a nie inne serce smile)
      M.
      • anek.anek Re: Srodowisko, w ktorym rosna 11.05.04, 23:41
        A Judasz był dorosłym człowiekiem... czyli już ukształtowanym.
        Czego Jaś... itd. Czyli odnosząc się do Waszych słów: serce można zamknąć na
        dobro! a najłatwiej zrobić to w dzieciństwie.
    • addria Re: Srodowisko, w ktorym rosna 12.05.04, 08:23
      Widzę Mader, że Cię jednak męczy ten bunt nastoletni wink

      Tak, środowisko jest dość ważne, ważne są wartości wpajane nam przez rodziców,
      ważne jest wychowanie. Choć to nie zawsze jest gwarancją bezbolesnego
      przetrwania okresu dojrzewania. Taki młody człowiek potrzebuje poczucia
      bezpieczeństwa, stabilności oraz pewności, że zawsze może przyjść do rodzica i
      powiedzieć prawdę, nawet najgorszą. Ważne są też wszelkie relacje rodzinne.
      Ważne jest wzajemne zaufanie, a nawet rozsądne przyzwolenie rodziców na uczenie
      się ich dziecka na jego własnych błędach. I nie występowanie rodziców z pozycji
      moralizatorów, tylko przyjaciół, na których mozna polegać. Mówię to trochę z
      własnego doświadczenia, choć to w dużym skrócie, ponieważ są to sprawy bardzo
      osobiste. Tylko, że bardziej pasuje do wątku z otuchą wink

      Myślę, że na nie ma reguł na to "zamknięcie na dobro". Przecież zdarza się, że
      ludzie, którzy wczesniej żyli niechwalebnie, czasem się zmieniają, zaczynają
      nowe życie i/lub nawracają sie do Boga. Niezbadane są Boże wyroki wink Choć
      solidne podstawy przekazane w dzieciństwie, są niewątpliwie fundamentem, na
      którym będzie można budować (nawet po kilka razy wink w życiu dorosłym.
    • marzek2 Re: Srodowisko, w ktorym rosna 12.05.04, 18:16
      Rozmawiałam ostatnio z naszą znajomą mamą czworga dzieci o wpływie otoczenia na
      dzieci właśnie. Opowiedziała mi interesującą historę, która dała mi do myślenia
      i nauczyła pokory w kolejnej dziedzinie. Otóż ona i mąż byli kiedyś na pewnym nt
      Starego Testementu i pewien mądry profesor powiedział im ciekawą rzecz: otóż w
      ST to, że rodzice byli bogobojni i wychowywali dziecko jak najbardziej "w
      wierze" wcale nie było gwarantem tego, że owo dziecko też szło za Jahwe. Jest
      wiele przykładów, kiedy czytamy: "a X nie postępował jak jego ojciec Y i odwócił
      się od Jahwe, oddawał cześć baalowi" itp.

      Chodzi o to, żeby fakt tego, że nasze dzieci będą posłuszne Bogu nie był powodem
      do dumy w stylu: "no tak, zrobiliśmy co należy, oto nagroda" czy oceniania
      innych (zauważyłam kiedyś o zgrozo że sama mam takie tendencje), kiedy widzimy
      we wspólnocie czy kościele dzieci z gatunku "trudnych" czy takie, które wręcz
      ostentacyjnie odchodzą od Boga, patrzymy się na rodziców i... "no tak, wiadomo,
      rodzice oddali się pracy itp więc dziecko nie idzie za Bogiem".

      U nas w kościele jest dziewczyna (moja dobra znajoma) której rodzice od lat są w
      permamentnym sporze, trudny temat w ogóle, ale ona dzięki łasce Bożej przyjęła
      Chrystusa, uchowała się jakoś i teraz ma super męża i zdrowe małżeństwo oraz
      podejście do wychowywania synka (a sama nie ma w tej dziedzinie dobrych
      doświadczeń, oj nie...).

      A w zborze w innym mieście jest inna rodzina oboje bardzo oddani Bogu jedno
      dziecko też a drugie poszło w świat... więc pamiętajmy, że wiarę naszych dzieci
      zawdzięczamy tylko łasce Bożej, ale z drugiej strony jeśli zrobimy wszystko co
      do nas należy, a dzieci pójdą nie tam, gdzie byśmy chcieli, pamiętajmy, że mają
      wolną wolę...
    • mader1 Re: Srodowisko, w ktorym rosna 13.05.04, 09:14
      Wlasnie, temat, jak zauwazyla Addria, mnie gnebi smile))
      Sama mam takie spostrzezenia, jak Marzek. Widze mnostwo dziwnych przypadkow,
      gdy dzieci z fajnych rodzin " robia , co chca", a czasem chca sobie zrobic
      krzywde. Za proste to jest, zeby powiedziec o kazdej z tych rodzin "sami sa
      sobie winni" - to byloby krzywdzace,jak mniemam sad((
      • isma Re: Srodowisko, w ktorym rosna 13.05.04, 09:22
        Mader, trzeba poczekac do ostatniej zmiany robotnikow w winnicy wink)).
        Jak pamietasz, oni dostali te sama zaplate wink))

        To prawda, czesto dzieci z fajnych rodzin robia, co chca. Ale mysle, ze jesli
        Bog da, to wlasnie one kiedys latwo wroca na dobra droge, dzieki tym podstawom,
        ktore z wlasnej rodziny wyniosly. Pojecie "zrobienia sobie krzywdy" tez jest
        wzgledne - czasem dopiero trudne doswiadczenie otwiera oczy na rzeczywistosc,
        ktorej bysmy, zyjac sobie wygodnie, spokojnie, "po Bozemu" - nie zauwazyli.

        I, Mader, obserwuje ostatnio wsrod moich znajomych, ze takim momentem powrotu,
        refleksji nad dobrym zyciem jest wlasne rodzicielstwo. Wiem, mala to pociecha
        odnosnie Twojej czternastolatki wink))
        • mader1 Re: Srodowisko, w ktorym rosna 13.05.04, 09:29
          no cos ty, z nia nie jest tak zle smile))
          O tych robotnikch mowie, jak pyta mnie o roznych ludzi - o ich postawy.
          Mowie, ze trzeba czekac do konca - bo do konca moze sie " cos" zdarzyc.
Pełna wersja