Kontemplatywni w dzialaniu

13.05.04, 09:16
Kochani, jak to jest?
Jedni z nas maja gleboki, naturalny kontakt z Bogiem, potrafia latwo
odczytywac Jego wole, wydaja sie przepelnieni Duhcem sw. Ale sa i tacy,
ktorzy dzialaja dla Chrystusa, probuja zmieniac swiat, "czynic sobie ziemie
poddana".
Mysle sobie, ze kontemplacja i dzialanie nie sa przeciwienstwami. Ale JAK je
laczyc? Jak znalezc proporcje?
    • mader1 Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 09:24
      sama sie zastanawiam... Moze nie od wszystkich Bog chce tego samego? Moze
      czasem takie przegiecie jest dobre jako znak ?
    • adzia_a Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 09:29
      Ja chyba z tych drugich...Pragmatyzm, pozytywizm to moje sztandary wink
      i tak, to prawda - brak mi tego duchowego oddania Bogu, brak zaufania, często
      stawiam człowieka na pierwszym miejscu. Co swoją drogą chyba nie jest takie
      złe, jeśli myslimy o interesie naszych bliźnich, ale czuję, że to za mało, że
      nie tylko czynami wyraża się wiara.

      Tym bardziej, że z tymi czynami to też różnie, wiadomo...
      • isma Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 09:38
        I to nas chyba laczy, kolezanko wink))
    • addria Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 09:31
      A może nie trzeba tak koniecznie szukac tych "odpowiednich" proporcji? Zresztą,
      jakie będą odpowiednie? Jak napisała Mader, może potrzebni są i jedni i drudzy?
      Ja czasem jestem kontemplatywna, a innym razem zamieniam się w
      pragmatyczną "działaczkę", to zależy wink
      Myślę, że te cechy mogą się całkiem nieźle uzupełniać.
      • mika74 Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 09:48
        Tak misie smile przypomniała scena spotkania Jezusa z Maria i Marta, która
        wybrała "najlepszą czastke" siedząc u stóp Jezusa, a Maria sie miotała w kuchni
        zdaje się.
        Chyba źródłem tego co mamy robić w zyciu jest modlitwa, i porzez nią wiemy czy
        więcj czasu poświęcic na działanie czy więcej np. na modlitwe za świat czyli
        zycie typowo kotemplatywne. Chyba sa rózne powołania ale wszytskie tak samo
        ważne. Aktywanośc powinna wypływac z modlitwy, bo wtedy wspólpracujemy z Bogiem.
        Tak mi nakładł do głowy kiedys pewien jeziutasmile))
        • isma Re: Maria i Marta 13.05.04, 09:55
          A, widzisz, Mika, ja wlasnie tej ewangelicznej historii wyjatkowo nie lubie, bo
          ona skupia sie na przeciwstawieniu tych dwu postaw (nawet, jesli jest to chwyt
          czysto retoryczny).

          "W kuchniach" miotaja sie od czasu do czasu rozne Matki Teresy, czy siostry
          Chmielewskie, a nawet - doslownie, nie w przenosni - laureatki tegorocznej
          nagrody Tischnerowskiej, siostry - doslownie, nie w przenosni wink)) - Sawickie.

          Rzecz w tym, zeby to nie byla kwestia wyboru "Marta CZY Maria", tylko kwestia
          syntezy...
          • mika74 Re: Maria i Marta 13.05.04, 10:06
            isma napisała:

            > A, widzisz, Mika, ja wlasnie tej ewangelicznej historii wyjatkowo nie lubie,
            bo
            >
            > ona skupia sie na przeciwstawieniu tych dwu postaw (nawet, jesli jest to
            chwyt
            > czysto retoryczny).
            >
            > "W kuchniach" miotaja sie od czasu do czasu rozne Matki Teresy, czy siostry
            > Chmielewskie, a nawet - doslownie, nie w przenosni - laureatki tegorocznej
            > nagrody Tischnerowskiej, siostry - doslownie, nie w przenosni wink)) -
            Sawickie.
            >
            >
            > Rzecz w tym, zeby to nie byla kwestia wyboru "Marta CZY Maria", tylko kwestia
            > syntezy...

            Myśle ,ze jednak Jezus sie nie pomyliłsmile)))
            On nie gani Marie za to ,że sie miota, ale za to ,że w czasie gdy Jezus
            przychodzi(modlitwa) ona zamiast słuchac zabiera się za pracę. On jest za
            działaniem,ale tylko takim,które wypływa z modlitwy. A więc najpierw modlitwa
            (która jest źródłem wszystkiego) a dopiero potem praca.
            Przypomniała mi sie tez postawa własnie Matki Teresy. Jak jej siostry
            powiedziały,żeby im modlitwe z 2 godzin dziennie(adoracja) zmniejszyła do 1
            godziny ,bo maja mało czasu na prace, ta w odpowiedzi zwiekszyła im modlitwe do
            3 godzin! Wiedziała,że jak ktos ucieka od modlitwy to znaczy,że ma jej za mało
            i że jego działania wkrótce przestana wypływac z miłości Bożej a stana sie
            tylko takim humanitarnym działalnictwem. A to nie to samo co miłośc Bożasmile
            Tak mi sie to rysujesmile)))))))))))))))))))))))Zdrówka)
            >
            • mama_kasia Re: Maria i Marta 13.05.04, 11:34
              Też widzę to podobnie: "On nie gani Marię za to ,że się miota,
              ale za to ,że w czasie gdy Jezus przychodzi(modlitwa) ona
              zamiast słuchać zabiera się za pracę."
              Przypomina mi się jeszcze hymn o Miłości. Nasze uczynki mają
              wypływać z Miłości, a uczyć się prawdziwej Miłości można tylko
              od Boga, myślę że przez osobiste spotkanie. No, tak to czuję.
              Kasia
          • adzia_a Re: Maria i Marta 13.05.04, 10:17
            isma napisała:

            > A, widzisz, Mika, ja wlasnie tej ewangelicznej historii wyjatkowo nie lubie,
            bo
            >
            > ona skupia sie na przeciwstawieniu tych dwu postaw (nawet, jesli jest to
            chwyt
            > czysto retoryczny).

            I to nas łączy koleżanko wink)))
    • magdalena_76 Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 10:08
      Jak dla mnie, to to się łączy super.
      Te siostry Chmielewskie itp smile popylając w służbie człowiekowi odmawiają cały
      czas modlitwę Jezusową i siły czerpią z adoracji... działanie samo w sobie może
      stać się bardzo głęboką modlitwą, często nawet nieuświadomioną.
      Inna sprawa, że ono może mocno wyczerpać. Pamiętam jak byłam we wspólnocie
      życia i kiedy przychodził czas na adorację, to przychodziłam do naszej małej
      kapliczki na strychu, siadałam i w sekundzie zasypiałam... na równą godzinę,
      która mi przypadała smile Ale podobno kto śpi, ten nie grzeszy wink
      A czy kontemplacja to
      "gleboki, naturalny kontakt z Bogiem, potrafia latwo
      > odczytywac Jego wole, wydaja sie przepelnieni Duhcem sw."... tu bym sie nie
      zgodziła, bo jak dla mnie to nie jest łatwe i naturalne, tylko duzy wysiłek!
      Ale też bardzo duże pragnienie, i może dlatego Pan Bóg pozwala jakoś to
      połączyć...
    • fumag Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 10:14
      Ja myślę(a to już jest coś!wink) tak:
      codziennie mam dużo rzeczy do zrobienia i zazwyczaj prawie to samo-w domu,przy
      dzieciach...Mój dzień jest podobny jeden do drugiego.
      Ale jeśli się pomodlę rano to te codzienne czynności jakoś inaczej
      smakują,tzn.bez żadnych fajerwerków,ale te codzienne obowiązki nabierają innego
      sensu.Wtedy mogę je odbierać nie jako nudny obowiązek ale jako
      błogosławieństwo.Dla mnie dobrym czasem modlitwy ,takiej w ciągu dnia, jest
      zmywanie naczyńsmileNie lubię tego robić ale jak już się do tego zabiorę to
      bywa,że mogę polecać się Bogu wtedy.
      A gdy się nie pomodle rano(tak jak dzisiaj) to niestety mam już inne
      nastawienie serca i np.kłótnia z mężem gotowa...sad
      Z tym że nie odbieram tego też jako "magii"-chodzi bardziej o to że z modlitwą
      dzień staje się bardziej pęłny,"posolony".
      • kulinka3 Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 13:08
        A mnie bliskie jest połączenie obu postaw i Marii i Marty.Pewnie ,że nie mamy
        tyle czasu co zakonnicy, by poświęcić je modlitwie, ale dla nas modlitwą mogą
        stać się nasze codzienne czynności.Przecież Chrustus przez 30 lat prowadził
        życie podobne do naszego, miał swoją pracę, swoje domowe obowiązki.
        Mój spowiednik często powtarza , by nie popadać w schizofrenię duchową. Z
        jednej strony pobożne praktyki, a z drugiej codzienność, w której trudno
        dostrzec Boga.Tak nie musi być.Staram się to jakoś łączyć i szukać Boga w
        codziennych obowiązkach i pracach, które mam w rękach.W jaki sposób? Ofiarowuję
        Bogu prace, które mam do wykonania,wkładam w nie różne "intencje" i staram się
        pracować jak najlepiej na dany czas potrafię.Zgodnie z zasadą,że nie powinno
        sie Bogu ofiarowywać partaniny.
        Często staję przed dylematem modlitwa jako czas tylko dla Pana czy praca,
        której jest tak dużo.Wiem jednak,że gdy się kogoś kocha, nie można stale mówić-
        nie mam czasu by z Tobą porozmawiać-.Dlatego bliskie mi jest to, co zostało
        napisane o siostrach Matki Teresy.Najpierw Bóg(modlitwa),a później jednak
        działanie.Łatwiej mi wtedy pośród tej pracy Boga odnależć.
        Pozdrawiam
    • marzek2 Re: Kontemplatywni w dzialaniu 13.05.04, 12:43
      Ja też z tych "aktywnych" czasem nadaktywnych smile). Ciągle wydaje mi się, że za
      mało w moim życiu przymyśliwania różnych spraw - na szczęście od przemyśliwania
      na dziesiątą stronę mam ciumaka i chwała Bogu za niego - choć jego opanowanie
      czasem mnie drażni to wiem, że jest dobre. Generalnie - za dużo na raz chcę
      robić, za mało myślę, lubię szybko podejmować dezycje nie znoszę "ogonów" w
      jakiejkolwiek postaci stąd też pewnie moje trudności z wytrwałością w modlitwie...

      Od momentu zostania mamą Bóg wiele mnie nauczył odnośnie bycia z Nim. Na
      początku mojej drogi z Bogiem (na fali osławionej "pierwszej miłości") chłonęłam
      Pismo, modliłam się, dużo się uczyłam, wszystko było nowe, świeże i ekscytujące.
      Potem chyba trochę się nadęłam tą wiedzą i stwierdziłam, że dużo już wiem i "co
      ja tam jeszcze w tej Biblii nowego znajdę" (mea culpa!), kiedy zaczął się szał z
      dziećmi nagle z mojej aktywności i służby w zborze zostałam przymusowo wysłana
      na "pustynię macierzyństwa" smile) która miała mnie nauczyć bycia chrześcijanką bez
      koniecznego wyrazu tego na "zewnątrz" w służbie - taka Marta pozbawiona
      kuchni... Ku mojemu zdziwieniu smile) Bóg uczył mnie i uczy różnych rzeczy w tym
      szale codziennym, w najprostszych sytuacjach.

      Ja lubię uczyć się od tych kontemplatywnych, choć przyznaję zdarzają się też
      takie niechlubne rodzynki, które potrafią latami "szukać woli Pana" odnośnie np.
      służby czy małżeństwa co czasem wygląda albo na brak rzeczywistej chęci do
      służby (bo ja osobiście nie wierzę, żeby przez 20 lat np Bóg nie mógł znaleźć
      czegoś dla dojrzałego chrześcijanina we wspólnocie), albo patrzenie się zbytno
      na swoje wymagania/oczekiwania co do drugiej osoby. Trochę zeszłam z tematu, ale
      ja już tak mam smile)

      Do co proporcji między kontemplacją a działaniem tak jak pisałyście idealnie
      jest kiedy bycie "Martą" jest owocem bycia "Marią" z Panem. Gorzej kiedy jest
      się tylko jedną albo drugą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja